Rozdział 5 Rozdział 5.
Perspektywa Elli.
Jestem strasznie wdzięczna, że Simon wczoraj opisał mi, kto jest kim w naszej rodzinie. Bo tutaj są czterej faceci, których w ogóle nie znam.
„Kai, Seb, czemu nazwaliście ją Jadą? Ta dziewczyna tam to nasza zaginiona siostra.” Jordan powiedział w szoku.
„Szczerze? Ona wygląda dokładnie jak sąsiadka zza płotu, którą mieliśmy, jak mieszkaliśmy w Maryland. Tylko że ona stamtąd zniknęła, kiedy miała osiem lat. Miała na imię Jada.” To powiedział facet o krótkich, popielatych włosach, krystalicznie niebieskich oczach, prostym nosie, umięśnionej, sportowej sylwetce i wzroście jakieś sto dziewięćdziesiąt jeden.
„Seb ma rację, ona wygląda jak Jada, tylko starsza. Pamiętasz, jak zaczęliśmy się kumplować wiele lat temu? Mówiliśmy ci, że kolor twoich oczu przypomina nam kogoś. Tą kimś była Jada.” Odezwał się drugi, więc to musi być Kai. Miał krótkie, ciemnopopielate włosy, jasnozielone oczy, prosty nos i był jeszcze wyższy — około stu dziewięćdziesięciu trzech.
Wszyscy odwrócili się w moją stronę i nie potrafiłam nie ścisnąć mocniej dłoni Simona, jakbym bez niej miała się rozsypać.
„Czy imię Jada coś ci mówi, Bambina?” zapytał Simon, a ja pokręciłam głową.
„Nie możemy się mylić. Jestem pewien na sto procent, że ona to Jada.” Kai i Seb powiedzieli jednocześnie, siadając z powrotem na krzesłach i zapadając się w myślach.
„Ale… cieszę się, że Jada uciekła od tamtych ludzi. Byli dla niej potworni. Była też rok młodsza od nas, więc teraz powinna mieć siedemnaście lat. Codziennie było słychać krzyki i trzask tłuczonych rzeczy. Mama i tata kilka razy próbowali tam pójść i sprawdzić, co się dzieje. Nawet wysyłali policję, ale nic z tego nie wyszło. Byliśmy pewni, że Jadę strasznie krzywdzili. A potem pewnego dnia, kiedy wracała do domu po wyprowadzaniu psów, już nie wróciła.” Seb skończył i spojrzał na mnie.
Wszyscy patrzyli teraz na mnie. „Czy cokolwiek z tego budzi w tobie jakieś wspomnienia?” zapytał mój ojciec cicho, tak smutno, że aż ścisnęło mnie w środku. Spuściłam wzrok na podłogę przed sobą, próbując czegoś się uczepić w głowie — choćby okruszka.
Po chwili uniosłam oczy i spojrzałam na niego ze smutkiem wymalowanym na twarzy. „Nie… przepraszam. Nie pamiętam.” powiedziałam cicho, robiąc krok bliżej Simona, jakby jego obecność miała mi dodać odwagi.
„W porządku. Chodź, przywitajmy się porządnie z resztą rodziny i z przyjaciółmi twoich braci.” Simon powiedział miękko, a ja kiwnęłam głową z delikatnym uśmiechem.
Potem wszyscy, którzy siedzieli dookoła w jadalni, podnieśli się i ustawili w kolejce, żeby mnie przywitać.
Pierwsza była nasza mama, Isabella. Przytuliła mnie tak po matczynemu, że aż zrobiło mi się ciepło pod skórą. „Och, kochanie… nie mogę uwierzyć, że znów trzymam cię w ramionach. Nie ma wątpliwości, jesteś moją słodką Ellą.” powiedziała i ścisnęła mnie jeszcze mocniej, aż syknęłam i skrzywiłam się z bólu przez żebra. Szybko jednak opanowałam grymas.
„Wszyscy, proszę, uważajcie na jej żebra. Ma pęknięcia po wypadku samochodowym.” powiedział Simon i mama od razu puściła mnie, tracąc ten swój „niedźwiedzi” uścisk.
Następny był Zion. Przytulił mnie ostrożnie. „Bambina, tak dobrze cię mieć z powrotem. I wyrosłaś na tak piękną młodą kobietę.” powiedział z ciepłym uśmiechem i objął mnie delikatnie.
„Dziękuję, Zion.” odpowiedziałam z uśmiechem. To sprawiło, że spojrzał na mnie, jakby właśnie zobaczył ducha. „Znasz moje imię?” zapytał, a ja kiwnęłam głową, nadal się uśmiechając.
„Tata i najstarszy brat opowiedzieli mi o was wczoraj w nocy. Dzięki temu wiem, jak macie na imię i jak wyglądacie.” powiedziałam anielskim głosem, a Zion tylko patrzył na mnie z szerokim, jasnym uśmiechem.
Potem podszedł Emilio i mnie przytulił. „Bambina, ale dobrze wiedzieć, że wreszcie jesteś z powrotem w domu, z nami” — powiedział, nie puszczając mnie jeszcze w uścisku.
„Dziękuję, Emilio. Ja też się cieszę, że tu jestem, z tobą” — powiedziałam, kiedy się odsunęliśmy.
Jordan i Landon objęli mnie jednocześnie. „Oj, siostrzyczko, teraz znowu jesteśmy w komplecie. Tak dobrze mieć cię tutaj z nami. Dopilnujemy, żebyś od teraz zawsze była bezpieczna i żeby nic ci się nie stało” — powiedzieli równo, jednym głosem, a ja po prostu rozpłynęłam się w ich ramionach. To takie… właściwe, być z nimi. Jakby coś we mnie przestawało się szarpać.
Potem przyszła kolej na cztery osoby, których nie znałam. A właściwie… dwie znałam, Seba i Kaia. Tych dwóch pozostałych facetów już nie.
Seb i Kai przedstawili mi się porządnie, uścisnęłam im dłonie z grzecznym uśmiechem. I czułam, że obaj przez cały czas mnie lustrują wzrokiem, jakby próbowali sobie mnie poukładać w głowie.
Przedostatni miał krótko ścięte kasztanowobrązowe włosy, piwno-zielone oczy, lekko zadarty nos i był wysoki — jakieś 191 cm. „Miło mi cię poznać, Ella. Jestem Dario i jestem dobrym kumplem twoich braci, no i jesteśmy w tym samym wieku” — powiedział Dario z uśmiechem.
„Miło mi, Dario” — odpowiedziałam, też się uśmiechając, i uścisnęłam mu dłoń.
Ostatni chłopak miał krótkie, miodowo-blond włosy, stalowoszare, burzowe oczy, prosty nos i około 187 cm wzrostu. „Cześć, Ella. Mam na imię Jasper. Jestem o rok starszy, czyli w wieku Kaia i Seba. Wszyscy jesteśmy dobrymi przyjaciółmi twoich braci” — powiedział Jasper, uśmiechając się i podając mi rękę.
„Bardzo mi miło, Jasper” — odparłam, odwzajemniając uśmiech. A gdy tylko puściłam jego dłoń, Jordan i Landon od razu przechwycili po jednej mojej ręce. Poprowadzili mnie do krzesła tak, żebym usiadła dokładnie między nimi.
To rozbawiło wszystkich. „No proszę — skoro ta trójka znowu razem, to raczej niewiele ich rozdzieli” — zaśmiała się nasza mama, a po niej reszta. Ja tylko uśmiechnęłam się do Jordana i Landona; bliskość z nimi jest… oczywista. Jak brakujący element układanki, który w końcu wskakuje na swoje miejsce i nagle wszystko ma sens.
„No to jemy, kochani” — powiedziała mama z uśmiechem, a my wszyscy przytaknęliśmy. Reszta zajęła miejsca, wszyscy wyglądali na naprawdę szczęśliwych.
„Mam nadzieję, że podróż tutaj nie była zbyt męcząca, skarbie?” — zapytała mama słodko.
„Nie, proszę pani, to była świetna podróż” — odpowiedziałam grzecznie i zauważyłam, że wszystkim jakby nagle zastygły ręce.
Ostrożnie spojrzałam na Simona — może on pomoże mi zrozumieć, co właśnie palnęłam.
„Bambina, nie musisz być taka formalna. Isabella jest naszą mamą, Angelo naszym tatą. Masz dokładnie takie samo prawo mówić do nich mamo i tato jak cała reszta” — powiedział Simon, a ja na sekundę zmarszczyłam brwi.
„Mój błąd. Zapamiętam” — powiedziałam po chwili namysłu.
„Dobrze, Bambina. Wiem, że teraz wszyscy jesteśmy dla ciebie obcy, ale to nie zmienia faktu, że jesteś naszą siostrą. To zostało potwierdzone szczegółowymi badaniami DNA” — dodał Simon, a ja znów skinęłam głową.
„Tak… i przepraszam, że na razie jestem taka trudna do poznania” — powiedziałam, spojrzałam najpierw na Simona, a potem spuściłam wzrok na kolana, czując w środku nieprzyjemny ucisk.
„To nie twoja wina. Doktor Jones mówił, że to może zająć trochę czasu, ale nie trać nadziei” — powiedział tata z uśmiechem, a ja odwzajemniłam go małym, ostrożnym uśmiechem i przytaknęłam.
