Rozdział 65

LYRA

Z przerażeniem patrzyłam, jak Rick ruszył w stronę werandy, pędząc na niewinne dzieci.

"Cholera! Tylko nie dzieci," warknęłam, biegnąc w kierunku werandy - to była walka, kto pierwszy dotrze do maluchów. Niemożliwe byłoby celowanie z tej prędkości za pomocą karabinu snajperskiego. Wyciągnęłam...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie