Rozdział 127

Ezra

Moja pięść znowu rozłupuje szczękę Tristana, a on charczy, wiotczejąc w ramionach Torcha.

– EJ, dosyć – rzuca Torch. – Jeszcze go, kurna, zabijesz.

Zginam zakrwawione kostki, aż strzelają.

– Taki właśnie jest, kurwa, plan.

– Potrzebujemy go żywego, jeśli mamy bezpiecznie odzyskać ...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie