Rozdział 2 NOC PRZEZNACZONA DLA DARIUSZA
Pov Sebastiana
Pieprz mnie.
Głęboko jęknąłem. Potem, z całą siłą woli, zatrzymałem się, rozciągając palce z gardła, powstrzymując drugą rękę przed sięgnięciem tam, gdzie naprawdę chciałem, żeby poszła. Gdybym kontynuował, nie byłbym w stanie wrócić do łóżka i miałem dziś pracę do wykonania w paczce.
„Omega” - mamruknąłem, agresywnie puszywszy poduszkę, zły i sfrustrowany. „Nigdy by nie...!”
Omega były najniższe z rang. Mamy reputację słabych i dość emocjonalnych. Chcieliśmy służyć i wspierać, a nie prowadzić ani walczyć. Członkowie stada mogli mnie pchać, jakbym był zbędny, jeśli chcieli, i czasami to robili. Słyszałem nawet, jak szepnęły do mnie obelgi. Runt, powiedział Michell, śmiejąc się, jakby to było zabawne.
Nie było dla mnie szokiem, kiedy uzyskałem wyniki po serii obowiązkowych testów na tydzień przed moimi urodzinami. Było to trochę oczywiste, chociaż gorąco miałem na to nadzieję. Żyłem w swoim ciele, wiedziałem, co mogę, a czego nie mogę zrobić, a mimo to miałem nadzieję.
Ponieważ Alfy takie jak Ragnar potrzebowały kogoś silnego, kogoś, kto mógłby stać u ich boku i dopasować ich moc. Alfa taka jak on albo Beta, może nawet Gamma. Nie ja. Nigdy mnie.
To nie było możliwe. Nigdy nie słyszałem o kojarzeniu się alfa z Omega. To po prostu nie zostało zrobione. Starsi prawdopodobnie straciliby rozum, gdyby nawet o tym pomyśleli.
Wstałem i zacząłem chodzić po pokoju, bosym stopami uderzając o zimną drewnianą podłogę. Moja głowa była bałagana, myśli wymykają się spod kontroli.
Moja obsesja na punkcie Ragnara stawała się coraz gorsza. To już nie były tylko szkice. Myślałem o nim cały czas — kiedy pracowałem, jadłem, kiedy próbowałem spać. Dwie noce temu znowu śniłem o nim, sen tak żywy, że wstrząsnął mną do głębi.
W nim Alfa Ragnar spojrzał na mnie, naprawdę patrzył na mnie, jakbym był kimś, kto ma znaczenie. Wyciągnął rękę, rozgrzewając rękę do mojego policzka i wypowiedział moje imię. Moje imię. Nie „dzieciak” czy „omega”. Sebastiana. Ja.
Przestałem chodzić i oparłem się o ścianę, a moje serce wciąż bije. „To tylko sny” - próbowałem sobie powiedzieć. „Tylko głupie sny”.
Ale nie czuli się głupio. Zaczęli czuć się nawet prawdziwi, jakby sama Bogini Księżyca próbowała mi coś powiedzieć. A może byłem po prostu zdesperowany, trzymając się wszystkiego, co sprawiło, że moja żałosna sympatia wydawała się mniej beznadziejna. Założę się, że pieniądze, których nie miałem, że to były pierwsze.
„Co mam zrobić? Po prostu ciągle cię rysujesz? Ciągle o tobie marzysz?”
Zakopałem twarz w dłoniach, jakby nie zobaczenie go wokół mnie poprawiło. Nie, westchnąłem i w ciszy mojego pokoju przyznałem się do prawdy. „To już nie wystarczy.”
Najgorsze nie było nawet to, że wyszedł z mojej ligi. To dlatego, że Alpha Ragnar był sam. I niezwiązany.
Każdego roku modliłem się do Bogini Księżyca, aby tak pozostał, aby nikt inny go nie domagał. I jednocześnie modliłem się, aby znalazł swój Los, aby moje serce mogło wreszcie zostać rozbite i odpuścić tę głupią nadzieję.
Ale naprawdę, to w większości to pierwsze było samolubne, wiedziałem o tym, ale nie mogłem na to poradzić. Był potężny, najsilniejszy Alpha, jaki kiedykolwiek widział nasza paczka, ale ta moc miała swoją cenę.
Rada już o tym szeptała - słyszałem ich, kiedy sprzątałem salę paczek w zeszłym miesiącu. Powiedzieli, że Ragnar potrzebuje spadkobiercy, że nie może pozostać niezwiązany na zawsze. Wkrótce zaczęli go naciskać, żeby kogoś wybrał, a kiedy to się stało, straciłem nawet mały kawałek nadziei, do którego się trzymałem.
Co było dobre. I tak bardzo źle, prawdopodobnie sprawiłoby, że zachorowałbym.
Głośna perkusja odbiła się echem na zewnątrz, wyrywając mnie z moich myśli. Bębny? Która była godzina? Już rano?
Stałem na nogi i poszedłem do okna, odpychając wyblakłą zasłonę na bok. Światło słoneczne wpadło do środka, a ja zmrużyłem się do niego, żeby zobaczyć, co się dzieje.
Na dole na ulicy stał strażnik w kolorze zielonym i złotym - mundur posłańca stada - z niewielkim tłumem zgromadzonym wokół niego. Podniósł ręce, jego głos wzmocnił się nad głośnikiem, więc przenosił się przez gadanie.
„Inni członkowie Pack MoonCrest!” On dzwonił. „Alpha Ragnar przemówił! Zaprasza was wszystkich na ceremonię księżyca w staczce. Będzie jedzenie, napoje i dużo do zabrania do domu. Przyjdź świętować ze swoją Alfą!
Wiedziałem, że zaproszenia będą również wysyłane telefonicznie i ponownie udostępniane wszędzie w ciągu ośmiu sekund. Alpha Ragnar właśnie użył posłańca, ponieważ utrzymywał przy życiu stare tradycje.
Tłum mruknął, niektórzy kiwali, inni kiwali głową, gdy posłaniec ruszył dalej, aby przekazać wiadomość do następnej części stada. Oparłem się o ramę okna, próbując powstrzymać fałszywe scenariusze, które zaczęły grać w mojej głowie.
Ceremonia księżyca w paczce.
Dlatego Lindsy zapytała mnie, czy będę dziś dostępna na pracę sprzątającą, za którą obiecała premię. Alfa organizowała imprezę.
Co miesiąc obchodziliśmy pełnię księżyca, ale czasami Alfa obchodziła ją w staczce jako oficjalną imprezę. Ostatni miał miejsce około siedmiu księżyców temu, a potem jadłem jedzenie przez trzy dni.
Odwróciłem się od okna i trzęsły mi ręce. Ceremonia księżyca oznaczała, że będą tam wszyscy, w tym Ragnar. Mój umysł skierował się prosto do snu, który miałem, ten, w którym Ragnar patrzył na mnie, jakbym był jedyną osobą na świecie.
Mogłem go znowu zobaczyć, może nawet zbliżyć się na tyle blisko, żeby usłyszeć jego rozmowę. Ta myśl sprawiła, że mój brzuch się odwrócił, i zastanawiałem się, czy mam coś do noszenia.
Znowu zacząłem chodzić, moje myśli były pomieszane. „Może powinienem po prostu zostać w domu” - mamroczyłem, irracjonalnie zaniepokojony. „W ten sposób jest bezpieczniej. Nie zawstydzam się w jakiś sposób, bez wzbudzania nadziei”.
Mój wilk, Alisander, był cichy przez cały dzień, ale teraz obudził się. Jego warczenie w mojej głowie było jasne, pchając mnie w kierunku Alfy Ragnara. On też był dla niego szczery, oczywiście, na punkcie mojej obsesji.
Ale nawet jak to powiedziałem, wiedziałem, że nie mogę trzymać się z daleka. Nie wtedy, kiedy Ragnar tam będzie, ani wtedy, gdy poświęciłbym z nim chwilę, jaką mogłem.
Miałem jechać.
I może, tylko może, w końcu zebrałbym odwagę, by mu coś powiedzieć, nawet jeśli było to tylko pozdrowienie. I może odpowie. Bogowie.
Nagle nie mogłem się doczekać.
