Rozdział 115

Nogami Dantego paliły żywym ogniem, kiedy biegł. Płuca krzyczały o powietrze. Ale biegł dalej.

Krew Kery przesiąkła przez jego koszulę. Jej ramiona bezwładnie zwisały mu na szyi. Oddychała coraz słabiej.

— Zostań ze mną — wyszeptał. — Proszę, zostań ze mną.

Jej krew kapała na leśną ściółkę za nim...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie