Rozdział 1
PUNKT WIDZENIA ELIZY
Po ostatnim dzisiejszym spotkaniu finansowym opadłam na miękki fotel za moim biurkiem, zmęczenie ciążyło mi na kościach. Jako Luna Stada Księżycowego Półksiężyca, moje obowiązki wykraczały daleko poza wewnętrzne zarządzanie – musiałam również zapewnić ekonomiczną stabilność stada.
To nie było łatwe. Brak mentora. Brak wskazówek. A jako kobieta, każda moja decyzja była poddawana surowej ocenie.
Ale musiałam być silna – bo mój mąż, Derek, Alfa drugiego co do wielkości królestwa wilkołaków, walczył na froncie za naszych ludzi.
Jako jego Luna i najsilniejsza zwolenniczka, musiałam utrzymać stado bezpieczne i stabilne podczas jego nieobecności.
I jak dotąd, radziłam sobie dobrze.
Wtedy, poczułam przeszywający ból w miejscu mojej oznaki parowania.
Od czasu, gdy mój ojciec i bracia polegli w bitwie, blizna bolała pod wpływem stresu – ale to było inne. To było jakby pazury rozdzierały moją skórę.
Skrzywiłam się, przykładając rękę do piekącej skóry—
"Luna!"
Wpadł sługa Omega, oczy błyszczące z ekscytacji. "Alfa Derek wrócił!"
Derek? Wrócił?
Serce mi zamarło. Według ostatniego raportu, miał wrócić dopiero za dwa tygodnie. Jeśli wrócił wcześniej, mogło to oznaczać tylko jedno – zwycięstwo.
Duma napełniła moją pierś. Mój Alfa ponownie przyniósł chwałę stadzie.
Myśl o nim – jego potężnej sylwetce, tych przeszywających niebieskich oczach – sprawiła, że moje uda zadrżały, a ciepło rozlało się między nimi.
Nie byliśmy przeznaczonymi partnerami, tylko wybranymi – ale nasze więzi były silne. Jego dotyk wciąż rozpalał moją skórę; jego warknięcia wciąż odbijały się echem w moich snach. Moje palce dotknęły znaku ponownie, jego ciepło było nieustające.
"Zaprowadźcie mnie do niego," skinęłam głową i powiedziałam.
Służba otoczyła mnie, prostując moje szaty i wygładzając włosy, szłam w stronę wejścia do stada. Jedna z nich zachichotała, "Może tej nocy Luna i Alfa w końcu będą mieli dziedzica!"
Pozwoliłam sobie na mały uśmiech – ale ból na mojej szyi zapłonął mocniej.
"Nasz partner nas zdradził," warknął mój wilk, jego głos pełen furii.
Zamarłam.
...Absurd.
Derek? Zdradzić mnie? Niemożliwe. Pokręciłam głową, odrzucając tę myśl. Moja matka wybrała go sama – nazwała go honorowym. A ja, z moimi umiejętnościami i zasobami mojej rodziny, pomogłam uczynić Stado Księżycowego Półksiężyca drugim co do siły w królestwie.
On nigdy by mnie nie zhańbił.
Byłam po prostu zmęczona.
Ale wtedy – poczułam jego zapach.
Znajomy. Potężny.
I przesiąknięty czymś słodkim.
Mój wzrok skierował się naprzód—
Stał tam, jak zawsze imponujący.
Ale jego ręka była owinięta wokół innej kobiety.
Sposób, w jaki na nią patrzył – miękko, adorująco – był jak nóż w moje żebra.
Dokładnie tak, jak kiedyś patrzył na mnie.
Znak eksplodował bólem, ogień przepłynął przez moje żyły. Podniosłam rękę, mój głos był jak lód.
"Wszyscy – wyjść."
Nie musieli widzieć swojego przywódcy w rozterce – to podważyłoby stabilność stada.
Służba zawahała się.
"TERAZ."
Rozproszyli się.
Wymusiłam wolny oddech, trzymając się opanowania. Moi rodzice nauczyli mnie tego – spokój to siła.
Ból nieco ustąpił, a ja skupiłam się na Dereku.
Trzymanie się za ręce nic nie znaczyło. Musiała być jakaś wyjaśnienie—
"Derek, co się dzieje?" w końcu udało mi się zapytać.
"Eliza, to jest Maya," powiedział, jego wzrok spoczął na kobiecie obok niego z niezaprzeczalną czułością. "Moja partnerka."
Moje brwi uniosły się - zarówno na jego słowa, jak i na zuchwałość w jego tonie.
"Nie," powiedziałam chłodno. "Jestem twoją partnerką, Dereku. Jestem twoją żoną."
Jego wyraz twarzy nie zmienił się. "Byłaś moim wyborem. Ona jest moim przeznaczeniem."
Moje brwi ponownie uniosły się ostro na jego słowa i na samą śmiałość, z jaką je wypowiedział. "Nie, jestem twoją partnerką, Dereku. Jestem twoją żoną."
"Nie moją prawdziwą partnerką!" stwierdził spokojnie, nieświadomy, jak każde słowo wbijało się głębiej w moją duszę. "Maya jest."
Wzięłam kolejny uspokajający oddech. "Derek, zapomniałeś o przysięgach, które złożyłeś podczas naszej ceremonii wiązania? Wybraliśmy siebie nawzajem - przysięgliśmy porzucić przeznaczone więzi."
Przez oczy Dereka przemknęło poczucie winy.
"Elizo, jesteś zbyt dominująca!" Kobieta u jego boku nagle wypluła, jej głos ociekał jadem. "Jak śmiesz zmuszać Alfę do zaprzeczenia swojemu przeznaczonemu więziowi? Sprzeciwiasz się błogosławieństwu Bogini Księżyca!"
Mój wzrok w końcu skupił się na niej. Ubrana w skórzane stroje wojownika, jej sylwetka była niezaprzeczalnie imponująca - cała ogień i ostre krawędzie. Ale kiedy jej wyzywające spojrzenie spotkało moje, mój kręgosłup wyprostował się instynktownie.
Jeśli myślała, że zastraszanie na mnie zadziała, to była w wielkim błędzie.
Zrobiłam krok bliżej, mój głos zniżył się do tonacji, którą rezerwowałam dla niesubordynowanych. "Będziesz mnie nazywać Luną. Dopóki nie przejmiesz mojego stanowiska, będziesz okazywać szacunek."
Nawet jeśli była kochanką Dereka, ranga nadal miała znaczenie. Królestwo wilkołaków nie tolerowało braku szacunku dla hierarchii.
Jej oczy błysnęły z urazą, ale zanim zdążyła odpowiedzieć, Derek stanął przed nią ochronnie. "Wystarczy, Elizo! Wkrótce nie będziesz już Luną."
Triumfalny uśmiech pojawił się na ustach Mayi.
"Co dokładnie masz na myśli?" syknęłam. "Wyglądam jak jakaś porzucona szmata?"
"Nie wyrzucam cię," powiedział Derek z irytującym wzruszeniem ramion. "Właściwie mam propozycję. Możesz pozostać w stadzie - jako moja konkubina."
Coś we mnie pękło.
Gniew, który się zapalił, nie pochodził ze złamanego serca, ale z samego braku szacunku. Po wszystkim, co zbudowałam dla tego stada w ciągu ostatnich sześciu miesięcy, to była ich wdzięczność?
"Rozszarp ich gardła," warknął mój wilk. "Powieś ich ciała na bramach."
Przez jeden niebezpieczny moment poczułam, jak moje pazury się wydłużają. Ale zmusiłam je do cofnięcia się.
Obiecałam mojej matce.
Nikt nie mógł wiedzieć o moim wilku. Nie chciała, żebym została kolejnym trupem w tej niekończącej się wojnie - chciała, żebym była bezpieczna.
I wybrała dla mnie Dereka, wierząc, że będzie partnerem, który mnie uhonoruje.
Jednak zdrada Dereka teraz udowodniła - nigdy nie był zdolny do spełnienia tej obietnicy.
Jakże gorzko ironiczne.
Paradowaniem ze swoją kochanką przez stado, Derek już zapewnił, że moje upokorzenie rozprzestrzeni się jak pożar. Ale źle to obliczył - bardzo źle.
Dobrobyt Stada Księżycowego Półksiężyca? Opierał się na moich przedsięwzięciach. Moim bogactwie.
Jeśli odejdę, zrujnują się w najbiedniejsze stado w królestwie z dnia na dzień.
Ale tylko jeśli Król Wilkołak zatwierdzi rozpad naszego więzi.
"Nigdy," powiedziałam w końcu, mój głos lodowaty. "Nigdy nie poniżę się jako twoja konkubina. Im szybciej to zaakceptujesz, tym szybciej zaczniesz podejmować mądrzejsze decyzje."
