Rozdział 2
POV ELIZY
Furia Dereka zbierała się jak burza, jego dłoń drżała w kierunku mojego gardła—ale Maya go powstrzymała.
"Poczekaj." Przepchnęła się obok jego ramienia, idąc w moją stronę z uśmiechem zwyciężczyni.
"Luna Eliza," przeciągnęła moje imię jak drwinę, "oboje wiemy, że teraz jesteś tylko Omegą. Twoja wataha zniknęła. Założę się, że zbuntowane wilki rozszarpią cię na kawałki, gdy tylko przekroczysz te granice—"
"Maya, jesteś zbyt pobłażliwa," przerwał ostro Derek, jego spojrzenie stało się lodowate, gdy skupiło się na mnie. "Powinnaś być wdzięczna za to miłosierdzie, zamiast uporem szukać mojej uwagi. Zmierz się z rzeczywistością."
Ciemny śmiech wydobył się z mojego wilka. Moje oczy lekko się rozszerzyły—Derek był nieobecny tak długo, że zapomniał.
Zapomniał moje nazwisko.
Zapomniał, kim byli mój ojciec i brat.
Zapomniał, że zanim przyszłam, jego ludzie głodowali. A pod moim przywództwem Wataha Księżycowego Półksiężyca stała się drugą najsilniejszą w królestwie. Nawet nie zauważył renowacji posiadłości Alfy.
Moje milczenie sprawiło, że znów źle mnie odczytał.
"Moja oferta nadal jest aktualna," powtórzył, głos ociekający protekcjonalnością. "Mam zasoby, aby zapewnić ci komfort. To uczciwa umowa."
Powstrzymałam chęć wybuchnięcia śmiechem. Jego słowa były tak absurdalne, że prawie myślałam, że żartuje—dopóki nie zobaczyłam absolutnej powagi w jego wyrazie twarzy.
Mówił poważnie.
Jak śmiał? Jak śmiał obrażać moje pochodzenie w ten sposób?
Mój wzrok mógłby zedrzeć skórę. "Nie dzielę się moim mężem. I—" zrobiłam krok naprzód, wbijając nóż głębiej, "—zgodnie z Prawem Wilkołaków, nie możesz rozwiązać naszego małżeństwa bez zgody Króla."
Starożytne prawa były nieugięte. Więzi, oznaczenia, separacje—wszystko wymagało zgody Króla Wilków. Gdyby Derek i Maya działali bez niej, groziło im wygnanie. Albo egzekucja.
Odwróciłam się, aby odejść, zanim ulegnę chęci skręcenia im karków—
Derek nagle zablokował mi drogę, jego twarz skręcona irytacją, zanim przybrała ten obrzydliwie pewny siebie uśmiech. "Nie szukam rozwodu, Elizo. Zapomniałaś? Zerwanie więzi pary nie rozwiązuje naszego stanu małżeńskiego. Nie zaprzeczam twoim zasługom dla watahy."
Moje serce biło gwałtownie. "Czy Król Wilkołaków zatwierdził, że bierzesz drugą żonę?" Mój głos drżał z ledwo powstrzymywanej furii. Wilkołaki były z natury zaciekle zazdrosne—nasze społeczeństwo ściśle przestrzegało monogamii. W całej naszej historii, nawet najpotężniejsi Alfowie, ani sam Książę Koronny, nigdy otwarcie nie utrzymywali dwóch żon jednocześnie!
Och, wiedziałam, że wiele wilków miało kochanki w tajemnicy. Ale publicznie uznać dwie partnerki? To było bezprecedensowe.
Król Wilków głęboko szanował mojego ojca—ten szacunek był częścią powodu, dla którego Derek zgodził się na nasze małżeństwo. Ale z moim ojcem zmarłym, poległym broniąc królestwa, a Derek teraz najbardziej znanym generałem królestwa... czy to oznaczało, że dwór królewski stanie po jego stronie, a nie mojej?
Uśmiech Dereka poszerzył się, potwierdzając moje najgorsze obawy. "Król już się zgodził," powiedział Derek gładko. "Maya i ja mogliśmy żądać ziem lub złota za nasze zwycięstwa wojenne. Zamiast tego wybraliśmy coś o wiele cenniejszego." Wskazał na nią. "Ona będzie nową Luną Księżycowego Półksiężyca. Ty? Pozostaniesz moją żoną—ale nie jedyną."
Jego słowa uderzyły jak sztylet w moje serce. Zdrada Króla Wilków bolała najbardziej—mój ojciec był jego najbliższym sojusznikiem, najsilniejszym filarem wspierającym jego dojście do władzy. Jak mógł zatwierdzić to upokorzenie?
Moje pięści zacisnęły się. Nie. Dobrotliwa twarz Króla pojawiła się w mojej myśli—odmówiłam uwierzenia, że mnie tak porzucił. Musiałam zobaczyć go osobiście.
"Wiesz, Elizo," Maya wtrąciła się z uśmiechem, przytulając się do Dereka, "dla Omegi jak ty, możliwość dzielenia się Alfą to już przywilej. Powinnaś być wdzięczna."
„Wdzięczna?” prychnęłam. „Wdzięczna za zaszczyt bycia twoją konkubiną?”
Zewnętrznie zachowałam spokój, ale w środku, ostatnie sześć miesięcy—każda kropla potu, każda ofiara dla tej watahy—rozpadały się przede mną.
„Masz szczęście, że nie wyrzucają cię od razu,” kontynuowała Maya, jej oczy błyszczały z pogardą. „Podczas gdy Derek i ja walczyliśmy na froncie, ty pławiłaś się w luksusie. Rozpieszczona, słaba istota jak ty nigdy nie była godna bycia Luną.”
Słaba? Rozpieszczona? Prawie się zaśmiałam. Nie miała pojęcia o mojej przeszłości.
Przetrwałam wojnę jak każdy inny wilkołak. Mój ojciec i bracia krwawili za to królestwo—a ona śmiała twierdzić, że nie poświęciłam się?
„Maya,” zmrużyłam oczy, „czy naprawdę jesteś tą legendarną 'Niepokonaną Wilczycą', którą wszyscy chwalą?”
Jej reputacja ją wyprzedzała—najpotężniejsza wojowniczka, wcielenie Bogini Księżyca. Opowieści śpiewały o jej odwadze, wytrzymałości i honorze.
Kiedyś ją szanowałam.
Teraz widziałam tylko samolubną hipokrytkę.
„Śmiesz mnie kwestionować, Omega?” Jej furia wybuchła, mordercze intencje błysnęły. „Każda blizna na moim ciele to medal—medale, które dają mi prawo cię zabić, gdzie stoisz, i nikt by tego nie zakwestionował!”
Mój wilk warknął na moim ramieniu, pazury chętne do wyjścia. Ale ostrzeżenie mojej matki odbiło się echem, zmuszając mnie do cofnięcia się w cień.
Spotkałam jej spojrzenie z lodowatym rozbawieniem. „Więc, wzór wojowniczek toleruje, że jej Alfa trzyma kochankę? Powiedz mi, Mayo—czy to cię nie boli?”
Maya zamarła.
Ustabilizowałam swój głos. „Po pierwsze, to ja nie jestem tutaj intruzem. Derek i ja stworzyliśmy więź jako pierwsi. Przysiągł mi, że nawet jeśli znajdzie swoją przeznaczoną, nigdy nie zdradzi naszych ślubów. A jednak tu jesteśmy.”
Twarz Dereka drgnęła. „Nie zdradziłem cię! Oferuję ci miejsce w mojej watasze—tylko że Maya lepiej nadaje się na Lunę!”
Maya syknęła, „Elizo! Przestań być samolubna! Więź między Derekiem a mną jest nieodparta—musisz to zaakceptować!”
Derek chwycił ją za ramię, uspokajając ją, zanim zwrócił się do mnie. „Elizo. Maya zgodziła się na to tylko z litości dla słabych. Jak powiedziałem—jeśli odejdziesz, łotrzy zgwałcą i zamordują cię w ciągu kilku godzin—”
Moja dłoń trzaskiem uderzyła go w twarz.
Rzucił się, palce drgały w kierunku mojego gardła—ale coś w moim spojrzeniu sprawiło, że się zawahał.
Mówiłam cicho, śmiertelnie. „Jakże hojnie z waszej strony. Ale zanim będziecie szczekać jak wściekłe psy, dlaczego nie spojrzycie na to, co zrobiłam dla tej watahy?”
Maya prychnęła. „Och? Masz na myśli siedzenie w biurze i stemplowanie papierów? Jesteś tylko figurantką! Co ty wiesz o handlu? Gospodarka watahy była już stabilna, zanim Derek wyjechał na wojnę!” Spojrzała na niego. „Prawda, Alfo?”
Derek patrzył na mnie w milczeniu. „Maya i ja przyszliśmy tu tylko, żeby cię poinformować. Twoja opinia nie ma znaczenia w tej sprawie.”
Z tym zwrócił się do wyjścia, Maya uśmiechając się u jego boku. Ale zrobiłam krok naprzód, blokując ich drogę.
„Jeśli naprawdę nie macie do mnie szacunku,” powiedziałam, mój głos niski i niebezpieczny, „to przeciągnę wasze imiona przez błoto—wraz z każdym waszym cennym majątkiem.”
Pięść Dereka zacisnęła się, jego ramię drgnęło, jakby chciał uderzyć—ale coś w moim spojrzeniu sprawiło, że się zawahał.
Napięcie między nami iskrzyło jak błyskawica—aż głos przerwał ciszę.
„Luna Eliza.”
Służąca matki Dereka stała w drzwiach, jej wątła sylwetka oparta na lasce. Była dla mnie jak druga matka—jedyna, która okazywała mi życzliwość w tym gnieździe żmij. Kiedy zachorowała, wydałam fortuny, aby zapewnić jej najlepszych uzdrowicieli, nawet gdy skarbce watahy były puste. A w zamian, obdarzyła mnie swoją niezachwianą lojalnością.
Ale nawet dla niej, nie zostanę, by znosić to upokorzenie.
Gdy tylko dowiem się, co ma do powiedzenia moja teściowa, moim pierwszym krokiem będzie szukanie audiencji u samego Króla Wilków.
