Rozdział 2
Punkt widzenia Raven
Stałam zamrożona w centrum wielkiej sali, moje serce biło tak głośno, że zagłuszało ciszę, która nastała po deklaracji Xandera. Ciężar setek spojrzeń przygniatał mnie, każde z nich pełne rozbawienia, obrzydzenia lub litości.
A potem, jakby tama pękła, zaczęły się śmiechy.
Zaczęło się od jednego okrutnego chichotu przy stole Beta, a potem rozprzestrzeniło się jak pożar, rycząca fala drwin przetoczyła się nade mną. Wojownicy uśmiechali się złośliwie, członkowie stada szeptali za rękami, a wilczyce szydziły, ich oczy błyszczały złośliwością.
"Myślała, że naprawdę może być Królową."
"Żałosna mała omega."
"Sam Alfa Król odrzucił ją na oczach wszystkich. Dobrze jej tak."
Gorąco paliło moje policzki, upokorzenie zaciskało się na moim gardle jak imadło. Chciałam zniknąć. Chciałam, żeby ziemia mnie pochłonęła. Moje ręce zacisnęły się po bokach, zmuszając drżące nogi do utrzymania mnie w pionie.
Ktoś podszedł bliżej - wysoka, rudowłosa wilczyca o imieniu Camilla. Była córką Beta, okrutna i arogancka, zawsze znajdowała sposoby, by uprzykrzyć mi życie. Teraz miała idealną okazję.
"Biedna mała Raven," powiedziała szyderczo, przechylając głowę, jakby naprawdę mi współczuła. "Naprawdę myślałaś, że jesteś godna partnera?"
Trzymałam głowę wysoko, odmawiając pokazania im, że się łamię.
Camilla uśmiechnęła się złośliwie. "Jak to było?" kontynuowała, jej głos był na tyle głośny, że słyszała go cała sala. "Czuć więź z kimś tak potężnym - tylko po to, by zostać wyrzuconą jak śmieć?"
Śmiech wybuchł ponownie. Ledwo mogłam oddychać.
"Powinna być wdzięczna, że zabiera ją ze sobą," powiedział inny głos. "Gdyby została tutaj, przyniosłaby tylko więcej wstydu naszemu stadu."
Camilla nachyliła się bliżej, obniżając głos tak, że tylko ja mogłam ją usłyszeć. "Myślisz, że wyjazd z nim coś zmieni?" wyszeptała, jej oddech był ciepły przy moim uchu. "On cię złamie, Raven. Sprawi, że będziesz błagać o śmierć."
Zacisnęłam wargi tak mocno, że poczułam smak krwi.
Nie pozwolę im zobaczyć, jak płaczę. Nie dam im tej satysfakcji.
Przez lata znosiłam ich okrucieństwo. Przeżyłam to. Ale to... to było inne. To nie była tylko ich nienawiść - to była jego. Osoby, która miała mnie kochać, chronić, spojrzała na mnie jak na nic.
Jak na błąd.
Nie.
Ostra, zimna świadomość osiadła głęboko w moich kościach. Nie będę czekać, aż Xander odrzuci mnie przed całym królestwem. Nie będę stać jak bezradna idiotka, podczas gdy on odbiera mi godność.
Zrobię to pierwsza.
Odrzucę go, zanim on będzie miał szansę.
Spokój ogarnął mnie, wypierając ból, wstyd. Jeśli on mnie nie chce, to ja jego też nie chcę.
Odwróciłam się na pięcie, ignorując drwiący śmiech, i wyszłam z sali. Serce waliło mi w piersi, ale kroki pozostały pewne. Wiedziałam dokładnie, gdzie go znajdę.
Znalazłam Xandera na balkonie z widokiem na plac treningowy. Stał tam samotnie, z szerokimi ramionami napiętymi, rękami opartymi o barierkę. Kąpał się w miękkim blasku księżyca, będąc nieosiągalną siłą dominacji i potęgi.
Nie odwrócił się, gdy podeszłam.
Wzięłam głęboki oddech, przygotowując się. "Alfa Królu Xanderze."
Jego głowa lekko się przechyliła, ale nadal na mnie nie spojrzał. "Czego chcesz?" zapytał zimno.
Puls dudnił mi w uszach. "Przyszłam cię odrzucić."
Te słowa brzmiały obco na moim języku, ale ich wypowiedzenie napełniło mnie dziwnym poczuciem siły. Byłam ofiarą przez całe życie, ale nie tej nocy. Tej nocy przejmę kontrolę.
Xander w końcu się odwrócił, jego srebrne oczy wbiły się w moje. Powoli uśmiechnął się kpiąco, ale nie było w tym rozbawienia, tylko coś mrocznego, niebezpiecznego.
"Ty?" zastanowił się. "Odrzucasz mnie?"
Podniosłam podbródek. "Tak." Zacisnęłam pięści, zbierając odwagę. "Ja, Raven Roman, odrzucam cię, Alfa Królu Dariuszu Xanderze Black, jako mojego partnera."
Więź we mnie zadrżała, jakby w agonii. Ostry, niewidzialny ból przeszył moje serce, ale nie pozwoliłam, by to było widoczne.
Xander nie zareagował. Po prostu mnie obserwował, jego wyraz twarzy był nieczytelny. A potem, ku mojemu absolutnemu zaskoczeniu—
Zaśmiał się.
Niski, okrutny chichot, który przeszył mnie dreszczem.
"Nie akceptujesz tego?" zapytałam, a mój głos drżał. "Ale ty—ty powiedziałeś, że zamierzasz mnie odrzucić."
Jego uśmiech się poszerzył, a w jego oczach pojawiło się coś złowieszczego. "Zmieniłem zdanie."
Zrobiłam krok w tył, ale on poruszył się szybciej, zamykając dystans między nami w mgnieniu oka. Jego duża dłoń owinęła się wokół mojego nadgarstka, trzymając mnie na miejscu.
"Uważasz, że masz coś do powiedzenia w tej sprawie, mała omega?" wyszeptał, jego głos był śmiertelnie niebezpieczny. "Myślisz, że możesz odejść ode mnie?"
Mój oddech się zatrzymał.
"Zabieram cię ze sobą," kontynuował, jego uchwyt zacieśnił się na tyle, by moje serce zaczęło walić. "Sprawię, że będziesz błagać o śmierć, zamienię twoje życie w żywe piekło. Znienawidzisz Boginię Księżyca za ten błąd, uwierz mi."
Mój żołądek się skręcił.
"Sprawię, że pożałujesz dnia, w którym się urodziłaś."
Patrzyłam na niego, moje serce waliło o żebra. Jego słowa były pełne jadu, ale pod tą okrutnością widziałam coś jeszcze—coś dzikiego.
Spodziewałam się odrzucenia. Przygotowałam się na to. Ale to?
To był koszmar, którego nie przewidziałam.
Xander pochylił się, jego oddech był ciepły przy moim uchu. "Witaj w swojej nowej rzeczywistości, partnerko."
Ostatnią rzeczą, jaką zobaczyłam, zanim świat zawirował wokół mnie, był złowieszczy błysk w jego srebrnych oczach.
