Rozdział 6

Godziny zamieniły się w mgłę bólu i wyczerpania. Moje gardło było surowe od krzyku, ale nikt nie przyszedł. Nikogo to nie obchodziło. Zapach krwi—mojej krwi—przylgnął do wilgotnego powietrza, mieszając się z zimnym, metalicznym posmakiem lochu.

Ale pod strachem, pod znakiem wciąż wypalającym się w moją skórę, coś innego się poruszyło.

Gniew.

Zwinął się głęboko we mnie, zaciskając się mocniej z każdym oddechem. Więź łączyła mnie z Xanderem, jego moc przenikała moje żyły jak trucizna—ale nie pozwolę, żeby mnie złamała. Jeśli myślał, że może mnie utopić w cierpieniu, mylił się.

Obudził coś znacznie gorszego.

Sprawię, że zapłaci.

Drzwi skrzypnęły, ostry zgrzyt metalu o kamień wyrwał mnie z rzeczywistości. Moja głowa podniosła się, serce biło coraz szybciej. Spodziewałam się Xandera.

Ale to nie był on.

Do środka wszedł mężczyzna—wysoki, szczupły, z ciemnymi oczami, które lśniły okrucieństwem. Zamknął za sobą drzwi, blokując je powolnym, rozmyślnym kliknięciem.

"Obudziłaś się, co?" szydził, jego wzrok przesunął się po moim zakutym ciele. "Powiedział, że próbujesz być twarda... ale każdy w końcu pęka."

Zesztywniałam, zmuszając się do uspokojenia oddechu. Moje nadgarstki pulsowały tam, gdzie srebrne łańcuchy wbijały się w nie, ale odmówiłam pokazania słabości.

"Pies Xandera, jak mniemam?" odparłam, mój głos chrypiał, ale był pełen buntu.

Jego oczy pociemniały. "Uważaj, omega. Twój język może cię zranić."

Obnażyłam zęby w udawanym uśmiechu. "Już mnie boli. Musisz się bardziej postarać."

Cios przyszedł szybko—ostry, brutalny. Moja głowa odskoczyła na bok, ból eksplodował na moim policzku. Poczułam smak krwi na języku. Chwycił mnie za szczękę, zmuszając, bym spojrzała w górę.

"Myślisz, że jesteś sprytna," syknął. "Ale jesteś tylko oznakowaną suką, związaną z mężczyzną, który cię nienawidzi."

Patrzyłam na niego z gniewem, serce biło mi jak oszalałe. Nie widział tego—iskry w moich oczach.

Ognia.

Niech mnie uderza. Niech pluje swoim jadem. Każdy cios, każda groźba, tylko ostrzyły ostrze, które kułam w sobie.

Pewnego dnia użyję go, by ich wszystkich rozpruć.

Mężczyzna puścił mnie z grymasem, jego uścisk pozostawił siniaki na mojej skórze. Cofnął się, uśmiechając się złośliwie.

"Prędzej czy później nauczysz się swojego miejsca. Xander o to zadba."

Odwrócił się, by odejść, a przez krótką chwilę poczułam gorzki smak beznadziei. Ciężar łańcuchów. Znak na mojej szyi.

Ale gdy drzwi zamknęły się za nim, to uczucie zamieniło się w stal.

Przetrwam.

Bo była jedna prawda, którą Xander przeoczył:

Nie byłam kimś, kogo mógł łatwo złamać.

Nigdy.

Tej nocy więź pulsowała nieustannie, wciągając mnie w mgłę bólu i pożądania. Moja wilczyca wołała do niego—do tego, który nas oznakował.

Ale walczyłam z nią. Walczyłam z więzią.

Każda sekunda agonii była przypomnieniem:

Mógł oznakować moją skórę. Mógł zakować moje ciało.

Ale nigdy nie posiądzie mojej duszy.

Szeptałam te słowa w ciemność, jak ślubowanie wyryte we krwi.

"Zniszczę cię, Xanderze."

Moje serce waliło, pięści zaciskały się na zimnym kamieniu pod sobą.

"Przysięgam."

*****Obudziłam się, gdy zimna woda została na mnie wylana, i z trudem usiadłam, całe moje ciało było przemoczone, a zniszczona suknia przylegała do mojego ciała.

"Co do diabła?!" warknęłam w złości, patrząc w górę i widząc kobietę trzymającą wiadro z uśmiechem na twarzy. Niebieskie oczy, blond włosy. Typowa dręczycielka.

"Kim do diabła jesteś?" zapytałam, moje wnętrzności płonęły gniewem. Kim oni wszyscy myślą, że są? Wchodząc tutaj i traktując mnie jak śmiecia.

"Wiesz, kiedy dowiedziałam się, że Xander znalazł swoją partnerkę, martwiłam się..."

"Gdybym miała twarz jak twoja, też bym się martwiła," powiedziałam z drwiną, a jej uśmiech na chwilę zbladł, zanim go zamaskowała.

"Naprawdę pocałowałabym teraz Boginię Księżyca, gdybym ją zobaczyła. Odpowiedziała na moją modlitwę i nie muszę się martwić, że ktoś zabierze mi Xandera. Będzie tylko mój. Nienawidzi cię i nigdy nie będzie chciał mieć z tobą nic wspólnego, co oznacza, że nigdy nie będziesz dla mnie zagrożeniem."

Nie mogłam powstrzymać się od parsknięcia śmiechem, a ona zmrużyła na mnie oczy. "Co to było?"

"Xander ma naprawdę kiepski gust do kobiet," słowa wyszły z moich ust, zanim zdążyłam się powstrzymać.

"Jak śmiesz?!" warknęła, schodząc do mojego poziomu i boleśnie chwytając mnie za włosy.

"Nie masz prawa tak do mnie mówić. Jestem twoją Królową!" Nie mogłam powstrzymać śmiechu, patrząc na nią jak na porażkę.

"Jeśli masz być królową tego królestwa, to szkoda. Współczuję temu królestwu," powiedziałam z uśmiechem, a ona ścisnęła moje włosy jeszcze mocniej.

"Zobaczymy," powiedziała z szyderczym uśmiechem, zanim mnie puściła, a potem spojrzała na mnie, jakby wiedziała coś, czego ja nie wiedziałam, i wyszła z celi.

Przez chwilę zmarszczyłam brwi w zamyśleniu, ale zaraz po wyjściu kobiety do celi wszedł mężczyzna i zaczął odblokowywać łańcuchy.

"Co robisz?" zapytałam, ale odpowiedziała mi cisza. Gdy skończył z łańcuchami, szarpnął mnie do góry i zaczął wyciągać z celi.

"Gdzie, do diabła, mnie zabierasz?" zapytałam, walcząc z mężczyzną, ale on się nie poddał, tylko ciągnął mnie, aż wyszliśmy z lochu.

Przez chwilę musiałam zamknąć oczy, żeby przyzwyczaić się do jasnego światła, ale mężczyzna nie zwolnił; ciągnął mnie dalej.

Kilka osób patrzyło na mnie z obrzydzeniem w oczach, ale nie przejmowałam się tym. Chciałam tylko wiedzieć, dokąd ten olbrzym mnie zabiera.

Pomimo moich protestów, nie zatrzymał się, aż dotarliśmy do podwójnych drzwi, przy których stało dwóch strażników.

Mężczyzna otworzył drzwi bez wysiłku, a potem wepchnął mnie do środka, drzwi zamknęły się za mną.

"Hej! Wypuśćcie mnie stąd!" powiedziałam, waląc w drzwi, ale nie otworzyły się.

Co do diabła?

Odwróciłam się do pokoju i rozejrzałam się, gdzie jestem.

Nie było wątpliwości, że to pokój godny króla. Drogie pościele na łóżku king size. Zasłony, wystrój pokoju.

Wszystko było doskonałe.

Zanim zdążyłam się rozejrzeć, drzwi się otworzyły i tam stał.

Xander.

Miał na sobie tylko ręcznik owinięty wokół talii, a jego widok sprawił, że coś we mnie zapłonęło.

Znak.

Mój wilk wołał go, ale zacisnęłam dłonie, kontrolując się.

Nasze oczy się spotkały i przez chwilę po prostu na mnie patrzył. Coś złowieszczego błysnęło w jego oczach, a potem zaczął powoli iść w moją stronę.

Odmówiłam cofnięcia się lub tchórzenia przed nim.

Nagle zatrzymał się przede mną, a jego zapach uderzył mnie jak pociąg, a mój wilk ryknął i musiałam się bardzo starać, żeby ją powstrzymać.

Nagle Xander pozwolił, aby ręcznik opadł na podłogę, a moje oczy nie mogły się powstrzymać, gdy padły na jego członek.

Cholera!

"Chcesz tego, prawda?" zapytał, jego głos był drwiący.

"Chciałbyś," powiedziałam, mój głos był zaskakująco pewny mimo burzy wewnątrz mnie.

"Czuję twoje podniecenie, chcesz tego, ciekniesz. Zapach twojego podniecenia jest gęsty w powietrzu."

Coś we mnie się skręciło, a mój wilk walczył ze mną bardzo mocno. Moje oczy znów spoczęły na jego członku, a moja pochwa zacisnęła się.

Nie, to było za wcześnie, żeby upaść. Być dla niego głupcem.

"Jaką chorym grę grasz?" zapytałam, zaciskając zęby, a nasze oczy się spotkały, ale on tylko uśmiechnął się, jakby wygrywał.

A potem ku mojemu zaskoczeniu rozkazał mi swoim głosem Alfa króla.

"Padnij na kolana i błagaj o to."

**Ehem. Kochani, jeśli zapomniałam wspomnieć, ta książka jest przeznaczona dla osób powyżej 19 lat i zawiera treści explicite. Nie będę już więcej ostrzegać.

Poprzedni Rozdział
Następny Rozdział