Rozdział 175 Serafina

Ciemność.

Pochłonęła wszystko.

Bez dźwięku. Bez ziemi pod stopami. Bez powietrza.

Tylko… nic.

A potem… ból.

Przeszył mnie tak gwałtownie, że zwinęłam się w sobie, a z gardła wyrwał mi się krzyk, ale nie odbił się echem, nie popłynął dalej. Po prostu istniał w pustce razem ze mną — surowy, zdruz...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie