
Sekretarko, Czy Chcesz Się Ze Mną Przespać?
miribaustian · Zakończone · 102.8k słów
Wstęp
Może dlatego żadna z nich nie wytrzymywała dłużej niż dwa tygodnie. Szybko mu się nudziły. Ale Valeria powiedziała „nie” i to tylko sprawiło, że zaczął gonić ją jeszcze zawzięciej, kombinując coraz to inne sposoby, żeby dostać to, czego chciał — nie rezygnując przy tym ze swoich rozrywek z innymi kobietami.
Nawet nie zauważył, kiedy Valeria stała się jego prawą ręką, i potrzebował jej do wszystkiego, jakby bez niej nie potrafił nawet oddychać. Mimo to nie przyznał się, że ją kocha, dopóki ona nie dotarła do swojej granicy i po prostu nie odeszła.
Rozdział 1
Autor: Valeria
Pracowałam w firmie Zalco od sześciu miesięcy, kiedy wezwano mnie do kadr. Poszłam od razu; do końca umowy na okres próbny zostały trzy dni. Miałam dwie opcje: albo zostanę na stałe, albo mnie zwolnią. Szczerze mówiąc, nie miałam pojęcia, co się wydarzy. Z nikim nigdy nie miałam problemów, robota była prosta, więc nie popełniałam błędów, a do tego całkiem nieźle płacili.
Mogłam sobie pozwolić na wynajęcie mieszkania z dwiema koleżankami, normalnie jeść codziennie, czasem gdzieś wyskoczyć, pojechać na jakiś wypad, kupić ciuchy i od czasu do czasu wyjść na miasto.
Miałam całkiem sporo ubrań, bo do pracy musiałam ubierać się elegancko i dość formalnie.
To nie były rzeczy, w których chodziłam na studia, a już na pewno nie na imprezy, chociaż wiele razy siedziałam do późna w pracy i nie miałam jak skoczyć do mieszkania, żeby się przebrać, więc leciałam prosto z roboty na uczelnię.
Zgłosiłam się u sekretarki szefowej kadr.
Byłam strasznie zestresowana, nie ma co ściemniać. Nie chciałam stracić pracy, bo to oznaczałoby powrót do domu rodziców, a ja naprawdę nie chciałam tego robić. Nie przez nich, tylko dlatego, że musiałabym bez przerwy widywać mojego byłego.
Mieszkaliśmy dwie przecznice od siebie.
Wierzyłam, że to miłość mojego życia i że ja jestem miłością jego życia.
Kiedy zaczęliśmy ze sobą chodzić, miałam szesnaście lat, a on dwadzieścia.
Rodzice nie zgadzali się, żebym w tak młodym wieku miała chłopaka.
Mówili, że stracę młodość u boku kogoś, kto może wcale nie jest tego wart.
Nie rozumiałam ich argumentów.
Pierwszy rok był jak z bajki, same róże… tylko że oddaliłam się od znajomych.
Drugi rok, kiedy kończyłam liceum, nie był już taki jak pierwszy.
Często wychodził ze swoimi kumplami, a ja nie chciałam wychodzić ze swoimi. Zostało mi ich już niewiele.
Wiecznie siedziałam w domu.
Kiedy musiałam jechać na wycieczkę po maturze z klasą, pojechałam tylko dlatego, że rodzice mnie zmusili, mówiąc, że odkładali na ten wyjazd przez dwa lata i szkoda wyrzucić w błoto tyle pieniędzy.
Dzisiaj żałuję, że nie cieszyłam się tą wycieczką tak, jak powinnam.
Kiedy wróciłam, po dziesięciu dniach nieobecności, dowiedziałam się, że jacyś znajomi widzieli mojego chłopaka kilka razy, jak całował się z dziewczyną z okolicy o wątpliwej reputacji.
Nie zaprzeczył; po prostu powiedział, że go zostawiłam i pojechałam imprezować, a poza tym on zrobił tylko to samo, co ja pewnie robiłam z „nie wiadomo kim”.
Potem przyznał, że spał z nią parę razy, ale to „nie było ważne”, i poprosił, żebym mu wybaczyła.
A ja… wybaczyłam.
Zaczęłam studia i jemu to kompletnie nie pasowało. Wtedy już praktycznie cały czas trzymał się ze swoją paczką, w tym z tą dziewczyną, z którą był, kiedy ja byłam na wyjeździe.
Rodzice godzinami ze mną rozmawiali, żebym na pewno nie rzuciła studiów. Mówili, że to tylko cztery lata i będę mieć dyplom, który przyda mi się na całe życie, że nie muszę pracować i powinnam skupić się na nauce.
Dalej byłam z Diego, ale było między nami kiepsko.
Od jakiegoś czasu czułam, że się oddala; wychodził z kolegami coraz częściej. Nie studiował; pracował z ojcem. Finansowo nie było u niego źle, ale tak naprawdę nie robił nic dla swojej przyszłości.
Byliśmy razem trzy i pół roku, kiedy kilka znajomych, a nawet mój kuzyn, nieraz dawało mi do zrozumienia, że spotyka się z innymi dziewczynami. Nie chciałam w to wierzyć i bolało mnie, że w ogóle o nim tak mówią.
Pewnego popołudnia przyszła do mnie Emilia, moja najlepsza przyjaciółka, jedna z niewielu, z którymi nie straciłam kontaktu. Wybrała nawet ten sam kierunek, więc uczyłyśmy się razem.
— Musisz w końcu otworzyć oczy. Diego cię zdradza, i to z dwiema różnymi.
— Nie daj się nakręcać gadaniem ludzi.
— Widziałam to. Chodź ze mną, zobaczysz na własne oczy.
— Jeśli mówisz o tych dziewczynach, co zwykle kręcą się przy tej ekipie, to pewnie są tylko koleżankami.
— Daj spokój. To, co masz, to przyzwyczajenie albo strach, a on jest skończonym dupkiem. Nie możesz kochać takiego faceta, i jestem pewna, że on nie kocha ciebie… ani nikogo.
— To nieprawda.
— Powiem ci wprost, nawet jeśli zaboli. Zrobił jednej dziecko.
Pamiętam, że usiadłam, bo zrozumiałam, że Emilia nie kłamie.
Poczułam potworny ból, taki aż pod skórą.
Czy on naprawdę mógł być aż takim draniem?
Czy ja naprawdę nic dla niego nie znaczyłam?
On miał zostać ojcem?
Poszłam z nią. Przeszłyśmy kilka przecznic do parku, gdzie często spędzał całe popołudnia z kumplami, jakby nadal byli nastolatkami, którym się nic nie chce i nic nie muszą.
Część z nich nie pracowała, a tym bardziej nie studiowała.
Inni wyglądali, jakby byli na haju przez całą dobę.
Prawie wszyscy spędzali czas, pijąc w tym parku piwo, i to nie tak „jedno czy dwa”; pili, aż nie potrafili ustać na własnych nogach.
Widziałam, jak szeptał coś dziewczynie do ucha — była oszałamiającą brunetką, wysoka, z figurą, że niejeden by się obejrzał. Patrzyłam, jak po tym szeptaniu przysunął usta do jej ust i pocałował ją bezczelnie, na środku ulicy, a właściwie na środku rynku, i to jeszcze przy swoich kumplach.
Ktoś musiał mnie zauważyć i go ostrzec, bo odwrócił głowę i spojrzał na mnie.
Ale zaraz odwrócił się z powrotem do tej dziewczyny i dalej ją całował.
Chciałam uciec.
Miałam wrażenie, jakby ukradł mi życie.
Zdradził mnie znowu.
Chciałam go zabić.
Przez kilka chwil stałam tam i patrzyłam na niego.
On dalej ją całował i obejmował.
Odeszłam.
Nie chciałam wracać do domu, więc poszłam do mojej przyjaciółki.
Zamknęłyśmy się w jej pokoju na klucz, a ja długo płakałam.
Nie chciałam w to wierzyć, kiedy wszyscy mi mówili.
Całował ją na moich oczach. Czy to znaczyło, że mnie zostawił?
Wiele razy na serio w niego wątpiłam.
Tyle razy odkrywałam, że mnie okłamywał.
I zawsze się go bałam — czego nigdy nie przyznałam nawet mojej najlepszej przyjaciółce.
To był koniec naszego związku, a najbardziej bolało to, jak głupia byłam.
Chciałam nic nie czuć.
Chciałam, żeby moje serce nic nie czuło.
Chciałam być z tektury, ale moje serce, które wydawało się ze szkła, roztrzaskało się na kawałki.
Nie byłam masochistką, kiedy poszłam z Emilią; chciałam udowodnić jej, że się myli, choć gdzieś w środku doskonale wiedziałam, jaki jest Diego.
Może gdzieś tam, w głębi, czekałam na coś takiego, żeby wreszcie się od niego uwolnić.
Wiedziałam też, że przy swoich kolegach wypierał się, że jestem jego dziewczyną.
Przez chwilę chciało mi się umierać.
Ta dziewczyna była ładna, i co z tego? Ja też jestem.
Tylko że wiem, iż ona nic ze swoim życiem nie zrobiła — tak samo jak on.
Może są siebie warci.
Kochałam go i jestem pewna, że jeśli ona jest taka jak on, to ich miłość jest marniutka.
Wiedziałam, że z czasem Diego będzie żałował.
Miałam nadzieję, że nie będzie potrafił o mnie zapomnieć.
Dałam mu wszystko — ciało i duszę.
Nikt go nie pokocha tak jak ja.
Ale mam godność i na tym koniec.
To nie tak, że pobiegł za mną.
Nie pobiegł, i choć bolało, to jednocześnie pomogło mi zrozumieć, że nasz związek sięgnął dna, że już go nie ma.
Dokończyłam tamten rok i on mnie nie szukał — przynajmniej na początku.
Potem zaczęłam go widywać, kiedy wracałam z uczelni; wyglądał, jakby żałował. Czułam się od niego wolna, chociaż serce wciąż miałam poranione.
Chciał naprawić to między nami, ale ja nigdy miałam mu nie wybaczyć; nawet nie miało sensu próbować.
Nękał mnie, czepiał się, a nawet kilka razy mi groził, żebym do niego wróciła.
Nigdy nie wiedziałam, czy naprawdę został ojcem; nie obchodziło mnie to, ale wiedziałam jedno — nigdy więcej nie chciałam go widzieć.
Na dodatek bardzo zależało mi na niezależności.
Więc ja, moja przyjaciółka i jeszcze jedna dziewczyna ze studiów postanowiłyśmy wynająć mieszkanie w centrum, blisko uczelni i jakieś półtorej godziny, prawie dwie, od naszych domów.
Nawet jeśli musiałyśmy na to pracować, to przynajmniej uniknęłyśmy codziennych, wielogodzinnych dojazdów.
W niektóre weekendy jeździłyśmy do rodziców.
Było w porządku, dopóki go nie zobaczyłam, więc starałam się nie wychodzić, kiedy byłam u rodziców.
To, co czułam, było bardziej oburzeniem niż czymkolwiek innym.
— Valeria Ocampo.
Ktoś wyrwał mnie z myśli.
Potrzebowałam tej pracy.
Nerwowo weszłam do działu kadr.
— Dzień dobry.
— Proszę usiąść, Valerio.
Zrobiłam, o co poprosiła.
Spojrzałam na nią wyczekująco.
— Widzę, że została pani jeszcze połowa roku do ukończenia administracji i zarządzania oraz że mówi pani w dwóch językach.
— Tak, proszę pani, mówię i piszę po angielsku i włosku, a po francusku jakoś sobie radzę.
— Byłaby pani skłonna uczyć się chińskiego?
— Tak, łatwo mi to przychodzi i kocham języki. Tylko że teraz nie mam ani środków, ani czasu, żeby się za to zabrać.
Uśmiechnęła się do mnie i zmieniła temat.
— Pani umowa kończy się za trzy dni. Jednak biorąc pod uwagę pani zaangażowanie w pracę, proponuję pani stałe stanowisko.
Uśmiechnęłam się.
— Chociaż to nie jest takie proste.
— Proszę mówić.
Moje nadzieje poszły z dymem.
— Pan Alejandro Zalco potrzebuje natychmiast osobistej asystentki, to znaczy sekretarki, asystentki — jak to pani chce nazwać. Sprawa w tym, że musiałaby pani być gotowa podróżować z nim i uczyć się chińskiego. Firma opłaci kurs, może być w soboty. Nie wiem tylko, jak pani to pogodzi ze studiami, kiedy będzie trzeba wyjeżdżać.
— Jeśli z jakimiś zajęciami zrobi się problem, mogę skończyć w lutym.
Kobieta uśmiechnęła się do mnie. Była sympatyczna, mimo swojej opinii czarownicy.
Ostatnie Rozdziały
#67 Rozdział 67 Raj
Ostatnia Aktualizacja: 4/28/2026#66 Rozdział 66 Oddycham dla Ciebie
Ostatnia Aktualizacja: 4/28/2026#65 Rozdział 65 Miłość rodzi się z duszy
Ostatnia Aktualizacja: 4/28/2026#64 Rozdział 64 Będę żył, aby cię uszczęśliwić
Ostatnia Aktualizacja: 4/28/2026#63 Rozdział 63 Miami!
Ostatnia Aktualizacja: 4/28/2026#62 Rozdział 62 Początek końca
Ostatnia Aktualizacja: 4/28/2026#61 Rozdział 61 Umierać, gdy żyje
Ostatnia Aktualizacja: 4/28/2026#60 Rozdział 60 Pożegnanie
Ostatnia Aktualizacja: 4/28/2026#59 Rozdział 59 I Trafiłem na dół
Ostatnia Aktualizacja: 4/28/2026#58 Rozdział 58 Mówi mi, że mnie kocha
Ostatnia Aktualizacja: 4/28/2026
Może Ci się spodobać 😍
Wzlot Brzydkiej Luny
Potem spotkała jego. Pierwszego mężczyznę, który nazwał ją piękną. Pierwszego, który pokazał jej, jak to jest być kochaną.
To była tylko jedna noc, ale zmieniła wszystko. Dla Lyric był świętym, zbawcą. Dla niego, była jedyną kobietą, która sprawiła, że doszedł w łóżku – problem, z którym walczył od lat.
Lyric myślała, że jej życie wreszcie się zmieni, ale jak każdy w jej życiu, on kłamał. A kiedy odkryła, kim naprawdę jest, zdała sobie sprawę, że nie tylko jest niebezpieczny – jest typem mężczyzny, od którego nie można uciec.
Lyric chciała uciekać. Pragnęła wolności. Ale chciała również odnaleźć swoją drogę i odzyskać szacunek, wznieść się ponad popioły.
Ostatecznie została zmuszona do wejścia w mroczny świat, którego nie chciała poznać.
CHŁOPIEC, KTÓRY MÓGŁ URODZIĆ DZIEDZICA
„Myślisz, że pozwolę Cassianowi wziąć to na siebie?”
„To mój syn. A ty? Ty jesteś tylko gębą, którą żałuję, że w ogóle zrobiłem.”
Lucien urodził się z tajemnicą.
Taką, której nawet on sam nie rozumiał.
Taką, o której jego ojciec wiedział od zawsze — i za którą go nienawidził.
Kiedy jego bliźniak, Cassian, żył na pełnej swobodzie, Lucien żył zamknięty za drzwiami, karany za samo istnienie.
Nie wolno mu było wychodzić.
Nie wolno mu było żyć.
Był ukryty. Wymazany z pamięci. Złamany.
Aż do chwili, gdy jedno przyjęcie zmieniło wszystko.
Ucierzpiała mafia księżniczka.
Winę zwalono na Cassiana.
Ale ich ojciec dopilnował, żeby to Lucien zapłacił cenę.
Tamtej nocy Lucien został oddany Zaynowi Kingsleyowi —
miliarderowi, dziedzicowi mafii.
Jednemu z Ośmiu, którzy rządzą miastem z cienia.
Ma dwie żony. Córkę. I umierającego ojca, który szeptem wwierca mu się w głowę:
„Daj mi syna. Prawdziwego dziedzica. Albo stracisz wszystko.”
Zayn nie wierzy w słabość.
Nie wierzy w miłość.
I na pewno nie wierzy w takich mężczyzn jak Lucien.
Zayn jest zimny. Bezwzględny. Homofobiczny.
Ale Zayn nie wie…
że Lucien nosi w sobie coś więcej niż ból.
Nosi sekret, który kpi z biologii, logiki i ze wszystkiego, co Zaynowi wydawało się pewne:
Lucien może urodzić dziedzica.
A to, co zaczęło się jako kara, zamienia się w obsesję.
To, co zaczęło się nienawiścią, zaczyna palić w coś zakazanego… i przerażającego.
Alfa i Wynajęta Luna
Dziewczyna z małego miasteczka, Apple, dorastała wiedząc, że wilkołaki i inne nadprzyrodzone istoty są niebezpieczne. Gdy opuszcza swoją przemocową rodzinę, by przeprowadzić się do Crescent City, największego nadprzyrodzonego miasta na Zachodzie, miejsca, gdzie potwory mieszają się ze zwykłą ludnością, słaba ludzka istota taka jak ona jest łatwym łupem. Podczas pełnego przygód poszukiwania pracy, los sprawia, że Apple nieświadomie trafia do Sterling Incorporated, największej watahy wilkołaków na Zachodnim Wybrzeżu. Mając nadzieję na staż lub pracę na poziomie podstawowym, zostaje błędnie uznana za nową Wynajętą Lunę Alfa, tymczasową kontraktową Lunę, która ma spełniać wszystkie jego potrzeby.
Problem polega na tym, że ona nie jest jego kontraktową Luną! Ona nawet nie jest wilkołakiem!
Ale Sylvester Sterling nie przejmuje się tym. Zdecydował, że tylko Apple może wykonać tę pracę - i zrobi wszystko, aby ją przekonać.
Czy Apple ulegnie uwodzicielskim sztuczkom Alfa? Czy też dziewczyna z małego miasteczka okaże się jego największym wyzwaniem?
CEO Nad Moim Biurkiem
„Wiem, że tak.”
„A co, jeśli nie chce takiej ochrony?”
„Będzie chciała” — odpowiadam, a mój głos nieznacznie cichnie. „Bo potrzebuje faceta, który potrafi dać jej cały świat.”
„A jeśli świat stanie w ogniu?”
Moja dłoń odruchowo zaciska się mocniej na talii Violet.
„To zbuduję jej nowy” — mówię. „Nawet jeśli będę musiał sam spalić ten stary do gołej ziemi.”
Nie pracuję dla Rowana Ashcrofta.
Pracuję pod nim.
Z mojego biurka decyduję, kto dostaje przepustkę do najbardziej bezwzględnego prezesa w mieście, a kto nawet nie przechodzi przez recepcję i odbija się od ochrony jak od ściany. Ogarniając wszystko, trzymam w ryzach jego kalendarz, jego milczenie i jego wrogów. Pilnuję, żeby jego świat chodził jak w zegarku, podczas gdy mój po cichu się sypie: zaległe rachunki piętrzą się na kuchennym blacie, matka jest zamknięta na odwyku, a brat zniknął bez słowa, nawet bez głupiego „trzymaj się”.
Rowan Ashcroft to władza opakowana w idealnie skrojony garnitur.
Zimny. Nietykalny. Bez litości.
On nie flirtuje. On się nie uśmiecha. On nie widzi ludzi — tylko ich przydatność.
I przez długi czas ja też byłam po prostu przydatna.
Aż zaczął się przyglądać.
Na początku ta zmiana w jego uwadze jest ledwie zauważalna. Pauza o sekundę za długa. Spojrzenie, które zostaje. Polecenia, które zamiast odsuwać mnie na bok, ściągają coraz bliżej. Mężczyzna stojący nad moim biurkiem zaczyna kontrolować coś więcej niż mój grafik — i dociera do mnie za późno, że bycie zauważoną przez Rowana Ashcrofta jest o wiele bardziej niebezpieczne niż bycie ignorowaną.
Bo tacy faceci nie łakną czułości.
Oni łakną posiadania.
To miała być praca.
Nie sprawdzian moich granic.
Nie powolne, metodyczne osuwanie się w jego władzę.
Ale jeśli Rowan Ashcroft uzna, że moje miejsce jest pod jego biurkiem, to trudno.
Przetrwanie ma swoją cenę, a rachunki mają to gdzieś, jak je opłacę.
Tym Razem To On Ściga Mnie Całym Sercem
Na korytarzu przed salą balową podeszła do niego, gdy palił przy drzwiach, chcąc chociaż spróbować się wytłumaczyć.
– Nadal jesteś na mnie zły?
Strzepnął papierosa, odrzucił niedopałek i spojrzał na nią z jawną pogardą.
– Zły? Myślisz, że jestem zły? Zgadnę – Maya wreszcie się dowiaduje, kim jestem, i nagle ma ochotę „odnowić kontakt”. Kolejna szansa, odkąd wie, że moje nazwisko oznacza pieniądze.
Kiedy próbowała zaprzeczyć, wszedł jej w słowo.
– Byłaś epizodem. Przypisem na dole strony. Gdybyś się tu dzisiaj nie pojawiła, nawet bym o tobie nie pamiętał.
Łzy zapiekły ją pod powiekami. Prawie powiedziała mu o jego córce, ale się powstrzymała. Uznałby tylko, że próbuje go wrobić, złapać go na dziecko i dobrać się do jego kasy.
Maya przełknęła wszystko razem z łzami i odeszła, święcie przekonana, że ich drogi już nigdy się nie przetną – a jednak on zaczął pojawiać się w jej życiu raz za razem, aż w końcu to on musiał się przed nią schylić, pokornie błagając, by dała mu jeszcze jedną szansę.
Moja Siostra Ukradła Mojego Partnera, A Ja Jej Pozwoliłam
Urodzona bez wilka, Seraphina jest hańbą swojej watahy—aż do pewnej pijanej nocy, która pozostawia ją w ciąży i w małżeństwie z Kieranem, bezwzględnym Alfą, który nigdy jej nie chciał.
Ale ich dziesięcioletnie małżeństwo nie było bajką.
Przez dziesięć lat znosiła upokorzenia: żadnego tytułu Luny, żadnego znaku parowania. Tylko zimne prześcieradła i jeszcze zimniejsze spojrzenia.
Kiedy jej idealna siostra wróciła, Kieran złożył wniosek o rozwód tej samej nocy. A jej rodzina była szczęśliwa widząc jej małżeństwo rozbite.
Seraphina nie walczyła, tylko odeszła w milczeniu. Jednak gdy pojawiło się niebezpieczeństwo, szokujące prawdy wyszły na jaw:
☽ Tamta noc nie była przypadkiem
☽ Jej "defekt" jest w rzeczywistości rzadkim darem
☽ I teraz każdy Alfa—including jej były mąż—będzie walczył, aby ją zdobyć
Szkoda, że ona skończyła z byciem posiadana.
Ryk Kieran wstrząsnął moimi kośćmi, gdy przycisnął mnie do ściany. Jego gorąco przebiło się przez warstwy materiału.
"Seraphina, myślisz, że odejście jest takie łatwe?" Jego zęby musnęły nieoznakowaną skórę mojego gardła. "Ty. Jesteś. Moja."
Gorąca dłoń przesunęła się po moim udzie. "Nikt inny cię nigdy nie dotknie."
"Miałeś dziesięć lat, żeby mnie zdobyć, Alfo." Odsłoniłam zęby w uśmiechu. "Zabawne, że pamiętasz, że jestem twoja... kiedy odchodzę."
Bracia Varkas i ich Księżniczka
Moja mama wyszła ponownie za mąż... i przeklęła mnie w ten sposób. Myślałam, że przeprowadzka do tej rezydencji będzie najgorszą częścią tego wszystkiego. Myliłam się. Bo mieszkanie tutaj oznacza życie pod jednym dachem z nimi. Braćmi Varkas. Piękni. Niebezpieczni. Posiadający. I absolutnie, druzgocąco niedostępni. Nazywają mnie "przyrodnią siostrą."
Ale sposób, w jaki na mnie patrzą? Sposób, w jaki mnie dotykają? To wszystko, tylko nie braterskie. Jest z nimi coś nie tak. Coś nie... ludzkiego. Czuję to w sposobie, w jaki ich oczy błyszczą, gdy są wściekli. W sposobie, w jaki ich ciała palą się goręcej, niż powinny. W sposobie, w jaki się poruszają, jak drapieżniki w ciemności. Nie wiem, czym są. Ale wiem jedno... cokolwiek teraz mnie ściga, nie przetrwam tego. Nie, jeśli będę pozwalać im się zbliżać. Nie, jeśli będę pozwalać im niszczyć mnie swoimi rękami, ustami, swoimi plugawymi słowami.
Powinnam uciekać. Powinnam walczyć. Ale prawda jest taka... część mnie nie chce uciekać. Bo cokolwiek oni są... pragnę tego. A kiedy mnie zdobędą, nie będzie odwrotu. Jeszcze jedna rzecz... Wszyscy trzej mnie dotykają, wszyscy trzej sprawiają, że czuję różne rzeczy, ale jest jeden szczególny... Jeden...
UWAGA AUTORA: Ostrzegam przed otwarciem tej książki; to nie jest słodki romans. Jest ciemna, pełna zmysłowych fantazji, cielesnych pragnień, erotycznych rozważań i mnóstwa, mnóstwa erotyki. Więc jeśli to jest twój klimat, "Witaj, księżniczko i upewnij się, że zapniesz pasy." Ale jeśli nie, to...
Własność Foki Wojennej
Nie wiem, czemu robię to, co ten facet każe mi robić, kiedy mi rozkazuje, ale za każdym razem jestem posłuszna i ssę te palce, jakby od tego zależało moje życie.
Uda zaczynają mi drżeć, kiedy słyszę, jak zamek błyskawiczny idzie w dół, bo wiem, co będzie dalej. Wepchnie się we mnie tak głęboko, że nie zostanie mu już ani centymetr, i zostawi mnie płonącą żywcem.
„Nie ruszysz rąk, kiedy zabiorę swoje. Rozumiesz mnie? Jeśli się nie posłuchasz, zwiążę cię i zostawię tutaj, aż twoi rodzice zaczną cię szukać i znajdą cię wypełnioną po brzegi moją spermą.”***************************************Ktoś mnie śledzi.
Prawie mnie okradli — a może mogło stać się coś jeszcze gorszego.
Ale pojawił się jakiś facet, który uratował mnie jak współczesny superbohater, tylko zamiast peleryny miał czarny kask.
Powinnam była dostać szału ze strachu, kiedy poderżnął gardło mojemu napastnikowi, potem tylko skinął na mnie głową, poczekał, aż bezpiecznie wsiądę do auta, i położył dłoń na mojej szybie.
Zamiast się bać, czuję…
Podniecenie.
Że żyję.
I aż mnie skręca, żeby poczuć to znowu.
Więc robię coś, czego nikt przy zdrowych zmysłach by nie zrobił. Wałęsam się nocą po mieście, kiedy powinnam leżeć w łóżku, odpoczywać, i tylko czekam na kolejny przebłysk mojego wybawcy.
Nie zawodzi.
Zastawia mnie i sprawia, że czuję rzeczy, których nie powinnam czuć, bo jestem w związku.
Tęsknię za jego dotykiem, rozchylam nogi wtedy, kiedy powinnam ich użyć, żeby uciec jak najdalej.
Ktoś mnie śledzi.
I podoba mi się to.
Pięciu Braci, Jedna Panna Młoda
Kiedy Lily przekracza progi ociekającej luksusem rezydencji Sterlingów, by dopełnić ostatniej woli zmarłego ojca, na powitanie wychodzi jej pięciu przystojnych braci. Towarzyszy im chłodna i do szpiku kości wyrachowana matka, która z miejsca postanawia odprawić niechcianego gościa z kwitkiem.
Zgodnie z paktem zawartym przed laty między ich rodami, Lily musi wybrać jednego z braci na męża. Ta perspektywa budzi w mężczyznach jawną niechęć i wyrazistą pogardę.
Lily ma jednak w zanadrzu tajemnice, które bez wątpienia zwaliłyby z nóg całą familię Sterlingów. Pod maską skromnej, cichej myszki kryje się prawdziwy rekin biznesu – genialny umysł, który od absolutnego zera zbudował wielomiliardowe imperium. Jakby tego było mało, jest też cieszącą się międzynarodowym uznaniem piosenkarką, występującą pod pseudonimem Słowik. A także geniuszem technologicznym, znanym w sieci jako Anny, który potrafi pokonać każdego jego własną bronią.
Próbując odnaleźć się w gąszczu skomplikowanych, domowych intryg rodu Sterlingów, Lily ku swojemu zaskoczeniu czuje, że najbardziej ciągnie ją do brata o sercu z lodu – Williama. Ten bezwzględny prezes traktuje ją jednak z ogromną, lodowatą nieufnością.
Na domiar złego, matka Williama upatrzyła już dla niego idealną partię: Fionę z rodziny Fosterów, jego przyjaciółkę z dzieciństwa i młodzieńczą miłość.
Sęk w tym, że słowo „kapitulacja” w słowniku Lily po prostu nie istnieje.
Zaproszenie śmierci
Projekt Więzień
Czy miłość może oswoić nietykalnych? Czy tylko podsyci ogień i wywoła chaos wśród więźniów?
Świeżo po ukończeniu liceum i dusząca się w swojej beznadziejnej rodzinnym mieście, Margot pragnie ucieczki. Jej lekkomyślna przyjaciółka, Cara, myśli, że znalazła idealny sposób, aby obie mogły się stamtąd wyrwać - Projekt Więzień - kontrowersyjny program oferujący ogromną sumę pieniędzy w zamian za czas spędzony z więźniami o najwyższym stopniu bezpieczeństwa.
Bez wahania, Cara spieszy, aby je zapisać.
Ich nagroda? Bilet w jedną stronę do głębi więzienia rządzonego przez przywódców gangów, bossów mafii i mężczyzn, których strażnicy nie odważyliby się nawet przekroczyć...
W samym centrum tego wszystkiego, spotyka Cobana Santorellego - człowieka zimniejszego niż lód, ciemniejszego niż północ i śmiertelnie niebezpiecznego jak ogień, który podsyca jego wewnętrzną wściekłość. Wie, że projekt może być jego jedyną szansą na wolność - jego jedyną szansą na zemstę na tym, który zdołał go zamknąć, więc musi udowodnić, że potrafi nauczyć się kochać...
Czy Margot będzie tą szczęściarą, która pomoże go zreformować?
Czy Coban będzie w stanie zaoferować coś więcej niż tylko seks?
To, co zaczyna się od zaprzeczenia, może bardzo dobrze przerodzić się w obsesję, która następnie może rozkwitnąć w prawdziwą miłość...
Temperamentna powieść romantyczna.
Jak nie zakochać się w smoku
Dlatego właśnie byłam co najmniej skołowana, kiedy przyszedł list z moim imieniem już wydrukowanym na planie zajęć, przydzielonym akademikiem i dobranymi przedmiotami, jakby ktoś znał mnie lepiej, niż ja sama siebie. O Akademii słyszeli wszyscy – to tam wiedźmy ostrzą swoje zaklęcia, zmiennokształtni opanowują swoje postaci, a każdy możliwy magiczny stwór uczy się panować nad swoim darem.
Wszyscy oprócz mnie.
Ja nawet nie wiem, czym właściwie jestem. Zero zmiany postaci, zero sztuczek, żadnej magii w stylu “patrzcie na mnie”. Po prostu dziewczyna otoczona ludźmi, którzy potrafią latać, przywoływać ogień albo leczyć jednym dotykiem. Więc siedzę na zajęciach, udaję, że tu pasuję, i wytężam słuch, szukając choćby najdrobniejszej wskazówki, która powie mi, co tak naprawdę płynie w mojej krwi.
Jedyną osobą, która jest chyba jeszcze bardziej ciekawa niż ja, jest Blake Nyvas – wysoki, o złotych oczach i jak najbardziej Smok. Ludzie szepczą, że jest niebezpieczny, powtarzają, żebym trzymała się od niego z daleka. Ale Blake wydaje się zdeterminowany, żeby rozwiązać zagadkę mnie, a ja… jakoś ufam właśnie jemu bardziej niż komukolwiek innemu.
Może to głupota. Może igranie z ogniem.
Ale kiedy wszyscy inni patrzą na mnie, jakbym była tu nie na swoim miejscu, Blake patrzy na mnie tak, jakby była zagadką, którą naprawdę warto rozwiązać.












