
Zaginiona Księżniczka Lykanów i Jej Oczarowany Alfa
Honeybird · W trakcie · 286.5k słów
Wstęp
Nagle staje się księżniczką z prawdziwego zdarzenia – Zaginiona królewna w końcu odnaleziona.
Sebastian odrzucił Cindy i zlekceważył ich przeznaczoną więź, wybierając inną na swoją Lunę.
Ale los miał wobec niego zupełnie inne plany. Mężczyzna, który jeszcze niedawno trzymał wszystkich w garści, pada na kolana.
Kiedy jego życie i jego wilk wiszą na włosku, los okazuje się okrutnie przewrotny. Ta sama kobieta, którą kiedyś złamał, teraz trzyma w rękach jego przyszłość.
Głos Sebastiana drżał, gdy wyciągnął do niej rękę.
– Proszę… Cindy… Lisa – wyszeptał błagalnie. – Musisz mi pomóc. Jestem twoim partnerem. Twoim przeznaczonym.
Jej spojrzenie pozostało twarde, niewzruszone, jakby przez te wszystkie lata nauczyła się już nie drżeć przed nikim.
– Będziesz się do mnie zwracał jak należy – odparła spokojnie, aż lodowato.
– Dla ciebie jestem Wasza Wysokość.
Tylko ci, którzy stali przy mnie, kiedy byłam nikim, zasłużyli na prawo, by mówić do mnie po imieniu.
Czy Cindy okaże łaskę mężczyźnie, który kiedyś odmówił jej jakiejkolwiek wartości?
Rozdział 1
Słońce ledwo wychyliło się ponad czubki drzew, kiedy Cindy klęczała na kuchennej podłodze, szorując kamienne płyty tak długo, aż paliły ją palce. Przez otwarte okno wpadał żywiczny zapach sosen; gdzieś daleko, zza mgły, przeciągnęło się poranne wycie wilka. W domu państwa Hale unosiła się woń mydła, wilgotnego prania i smażonego mięsa, którego Cindy i tak nigdy nie miała spróbować.
– Nie nachlap na dywan – mruknęła Anna od stołu, bujając leniwie gołą stopą. Wgryzła się w plaster gruszki, a jej złote włosy błysnęły w słońcu. – Mama nie znosi mokrych śladów.
– Wiem – szepnęła Cindy, nie przerywając szorowania.
– Ty zawsze tylko „wiesz” – przedrzeźniła ją Anna. Rzuciła ogryzek do zlewu z mokrym chlupnięciem. – To też posprzątaj.
Ręka Cindy zadrżała na ułamek sekundy, ale zmusiła się, by dalej przesuwać szmatę po kamieniu.
– Powinnaś być wdzięczna – dodała Anna niedbale. – Mama mówi, że gdyby cię wtedy nie znalazła, zjadłyby cię dzikie zwierzęta. Wyobraź sobie, tyciutka ty, wrzeszcząca w ciemnym lesie. A tak masz dach nad głową i jedzenie.
Cindy przełknęła ślinę. Aż za często wyobrażała sobie tamtą noc: niemowlę w lesie, płaczące, porzucone. W jej własnej wersji ktoś brał je na ręce z miłością, a nie z pogardą. Ale to opowieść rodziny Hale była tą, w której przyszło jej żyć.
Zaskrzypiały tylne drzwi i do kuchni weszła pani Hale. Jej perfumy były ostre, przebijały się przez zapach sosen; ciemne włosy miała gładko upięte na karku.
– Anno, kochanie – powiedziała ciepło – szykujesz się już na festyn?
– Tak, mamo – odparła Anna słodko, prostując się jak aniołek.
Uśmiech pani Hale zgasł, gdy jej wzrok padł na Cindy.
– Ty jeszcze na podłodze? Jesteś wolniejsza niż zwykle. Festyn jest już dziś wieczorem, a w tym domu jak po wojnie.
– Już prawie skończyłam – wyrzuciła z siebie Cindy.
– „Prawie” się nie liczy. Skończ szybko, potrzebuję cię, żebyś zaniezła coś do Luny Lydii na festyn.
– Tak jest, pani… mamo – wyszeptała Cindy, wycierając rękawem sukienki pot spływający jej po czole.
Ledwo zdążyła zaczerpnąć oddech, gdy pani Hale wróciła z kuchni. Westchnęła ostro i podała jej naczynie przykryte pokrywką.
– Zanieś tę zapiekankę do Luny Lydii. I zapytaj, czy nadal potrzebuje tych ozdobnych półmisków na główny stół. Postaraj się nas tam nie skompromitować, dobrze? To dom Luny.
Cindy wytarła dłonie, ustawiła gorące naczynie na tacy i bez słowa wymknęła się na zewnątrz.
Na wsi aż wrzało od przygotowań. Kobiety przebiegały z koszami pełnymi chleba, mężczyźni toczyli beczki cydru w stronę polany. Dzieci ganiały się, upaćkane miodem. Cindy szła ze spuszczoną głową, warkocz kołysał jej się na plecach.
Na końcu drogi stał dom państwa Moorów – dwupiętrowy, z rzeźbionego drewna, z wilczymi motywami wijącymi się wzdłuż balustrad. W porównaniu z ich chałupą u Hale’ów wyglądał jak dworska siedziba wyjęta z bajki. Cindy poprawiła uchwyt na tacy, uspokoiła oddech i weszła po schodkach.
Na ganku Sebastian i Sara byli spleceni ze sobą tak blisko, że ich śmiech przechodził w chichot i przytłumione szepty. Palce Sary musnęły jego szczękę, pociągnęła go w dół, aż ich usta się spotkały.
Dłoń Sebastiana przesunęła się na kark Sary, gdy ich usta się zetknęły; pocałunek był najpierw powolny, potem coraz głębszy, natarczywy, głodny. Jej palce wczepiły się w jego koszulę, przyciągając go bliżej i jeszcze bardziej pogłębiając pocałunek. Jęknęła cicho, zupełnie nieświadoma, że ktoś może ich widzieć.
Cindy znieruchomiała. Serce przyspieszyło jej z powodów, których nie umiała nazwać. Oddech urwał się w pół, kiedy fala rozgorączkowanego oszołomienia przetoczyła się przez ciało. Nagle w piersi rozkwitł ostry, przeszywający ból. Przycisnęła dłoń do żeber, nie rozumiejąc, czemu aż tak ją ściska.
Opuściła wzrok i ruszyła obok nich dalej – policzki płonęły jej od czegoś, czego jeszcze nie umiała nazwać.
Ale wtedy… Sebastian znieruchomiał. Jego dłoń na talii Sary zawahała się, a on przerwał pocałunek nagle, prostując się, jakby ktoś pociągnął go za niewidzialną nitkę. Przez ułamek sekundy jego spojrzenie pomknęło w stronę Cindy. Coś nieuchwytnego przemknęło mu po twarzy – zdziwienie? Rozpoznanie? – zanim przykrył to leniwym uśmieszkiem.
– No patrzcie, kogo my tu mamy – mruknął przeciągle, tonem ostrym jak brzytwa, rozcinającym atmosferę. – Duch z kuchni. W tym waszym domku Hale’ów nie uczą, żeby witać swoich lepszych?
Sara zamrugała, zaskoczona, potem podążyła za jego spojrzeniem i roześmiała się, przykrywając niezręczną ciszę dźwięcznym chichotem.
– Sebastian…
Policzki Cindy zapłonęły. Ścisnęła tacę mocniej, zmuszając głos do spokoju.
– Dzień dobry, Sebastian. Dzień dobry, Saro.
Nie odpowiedział od razu – tylko się w nią wpatrywał, w oczach błysnęło mu coś nieuchwytnego, zanim uśmiech znów wrócił na miejsce.
– A jednak mówi.
Cindy szybko odwróciła wzrok; powietrze między nimi nagle zgęstniało. Ruszyła w stronę domu. Wciąż słyszała Sarę, nawet już ze środka – jej chichot wysoki, przesłodzony, rozlewający się po ganku jak tani perfum.
W środku powietrze aż drżało od ciepła i hałasu. Służące krążyły z półmiskami, układając jedzenie na blatach. W samym środku stała Luna Lydia, z fartuchem oprószonym mąką, srebrzyste pasma włosów miała gładko upięte.
Odwróciła się, kiedy Cindy weszła.
– Cindy, prawda? Dziękuję, że to przyniosłaś – jej głos był ciepły, gdy odbierała od niej naczynie. – Oszczędziłaś mi drogę.
Gardło Cindy ścisnęło się boleśnie.
– Do usług, Luno.
Lydia sięgnęła po ciastko z talerza, owinęła je w ręcznik papierowy i podała jej.
– Weź jedno. Wyglądasz, jakbyś od świtu była na nogach.
Cindy zawahała się; rzadko kiedy ktoś częstował ją jako pierwszą. Ale przyjęła, szepcząc:
– Dziękuję.
Ciastko rozpływało się w ustach – maślane, słodkie. Obce, a jednocześnie kojące, jak coś, czego nigdy się nie miało, a za czym zawsze w skrytości tęskniło.
– Zanieś to z powrotem mamie – powiedziała Lydia, kładąc jej w dłonie dwie wypolerowane patery. – Będą nam dziś wieczorem potrzebne.
– Tak jest, Luno – odparła Cindy cicho, ostrożnie balansując naczyniami.
– Korzystaj z festiwalu, dziecko – rzuciła jeszcze Lydia, już odwracając się z powrotem do pracy.
Cindy wymknęła się szybko, zanim ktokolwiek inny zdążył ją zauważyć.
Sebastian i Sara wciąż siedzieli na ganku. Tym razem nic nie powiedział, tylko oparł się swobodnie, a jego ciemne oczy śledziły każdy jej krok po schodach w dół. Sara mocniej wczepiła się w jego ramię, uśmiechając się krzywo, złośliwie.
Cindy odeszła z podniesioną głową, choć pierś paliła ją jak po biegu.
Ciastko nadal grzało jej dłoń. Skubała je powoli po drodze, pozwalając, by słodycz trochę złagodziła pieczenie pod żebrami. Lydia Moore była dobra. Zupełnie niepodobna do swojego syna. W niczym.
Ścieżka do domu wiła się między drzewami, a ostatnie światło barwiło niebo na bursztyn. Myśli Cindy odpłynęły.
Sebastian Moore. Już samo jego imię sprawiało, że serce jej się potykało. Każda dziewczyna w stadzie o nim śniła – o jego sile, o ciemnych oczach, o tej pewności, że kiedyś poprowadzi ich jako Alfa. Niektóre budowały całe swoje plany na nim, modląc się do bogini, by związała je z nim na zawsze. Cindy nigdy nie pozwalała sobie na takie sny. Była służącą. Cindy-bez-wilka, dla wszystkich. Znaleziona w lesie jak porzucony odpad, jak coś, co się podnosi tylko dlatego, że szkoda, żeby zgniło pod płotem.
A jednak za każdym razem, gdy go widziała, coś poruszało się w jej piersi. Coś, czego nie umiała nazwać i czego bała się nawet dotknąć myślą. Powtarzała sobie, że to głupota. On nigdy jej nie zauważy. Nie tak naprawdę. Nie jako kogoś więcej niż cień trzymany na smyczy rodziny Hale’ów.
Przez drzewa przemknął podmuch wiatru. Zatrzymała się, włoski na jej przedramionach stanęły dęba. Przez chwilę wydawało jej się, że znów to słyszy – niski, chropowaty dźwięk niesiony na wietrze. Warkot.
Ale las był cichy.
Cindy zacisnęła palce na paterach i przyspieszyła kroku, serce biło jej jak oszalałe.
Tylko że tym razem ten warkot nie przyszedł z lasu.
Ostatnie Rozdziały
#218 Rozdział 218 ROZDZIAŁ 218
Ostatnia Aktualizacja: 4/1/2026#217 Rozdział 217 ROZDZIAŁ 217
Ostatnia Aktualizacja: 4/1/2026#216 Rozdział 216 ROZDZIAŁ 216
Ostatnia Aktualizacja: 4/1/2026#215 Rozdział 215 ROZDZIAŁ 215
Ostatnia Aktualizacja: 4/1/2026#214 Rozdział 214 ROZDZIAŁ 214
Ostatnia Aktualizacja: 4/1/2026#213 Rozdział 213 ROZDZIAŁ 213
Ostatnia Aktualizacja: 4/1/2026#212 Rozdział 212 ROZDZIAŁ 212
Ostatnia Aktualizacja: 4/1/2026#211 Rozdział 211 ROZDZIAŁ 211
Ostatnia Aktualizacja: 4/1/2026#210 Rozdział 210 ROZDZIAŁ 210
Ostatnia Aktualizacja: 4/1/2026#209 Rozdział 209 ROZDZIAŁ 209
Ostatnia Aktualizacja: 4/1/2026
Może Ci się spodobać 😍
Ostatnia Szansa Chorej Luny
Wszystko zmieniło się w dniu, kiedy dowiedziałam się, że moja wilczyca zapadła w stan uśpienia. Lekarz ostrzegł mnie, że jeśli nie oznaczę lub nie odrzucę Alexandra w ciągu roku, umrę. Jednak ani mój mąż, ani mój ojciec nie przejmowali się na tyle, aby mi pomóc.
W mojej rozpaczy podjęłam decyzję, aby przestać być uległą dziewczyną, jakiej ode mnie oczekiwali.
Wkrótce wszyscy nazywali mnie szaloną, ale właśnie tego chciałam — odrzucenia i rozwodu.
Nie spodziewałam się jednak, że mój kiedyś arogancki mąż pewnego dnia będzie błagał mnie, żebym nie odchodziła...
Wybrana przez Przeklętego Króla Alfa
„Ale ja przeżyję.”
Szeptałam to do księżyca, do łańcuchów, do siebie — aż w to uwierzyłam.
Mówią, że Król Alfa Maximus to potwór — zbyt wielki, zbyt brutalny, zbyt przeklęty. Jego łoże to wyrok śmierci, i żadna kobieta nigdy go nie opuściła żywa. Dlaczego więc wybrał mnie?
Grubą, niechcianą omegę. Tę, którą moja własna wataha oddała jak śmieci. Jedna noc z bezlitosnym Królem miała mnie zakończyć. Zamiast tego zrujnowała mnie. Teraz pragnę mężczyzny, który bierze bez litości. Jego dotyk pali. Jego głos rozkazuje. Jego ciało niszczy. A ja wciąż wracam po więcej. Ale Maximus nie zna miłości. Nie zna towarzyszy. Bierze. Posiada. I nigdy nie zostaje.
„Zanim moja bestia pochłonie mnie całkowicie — potrzebuję syna, który przejmie tron.”
Niestety dla niego... nie jestem słabą, żałosną dziewczyną, którą wyrzucili. Jestem czymś o wiele bardziej niebezpiecznym — jedyną kobietą, która może złamać jego klątwę... albo zniszczyć jego królestwo.
Zakazane Pulsowanie
Moje zmieniło się w czasie, który zajęło otwarcie drzwi.
Za nimi: mój narzeczony Nicholas z inną kobietą.
Trzy miesiące do naszego ślubu. Trzy sekundy, żeby zobaczyć, jak wszystko się rozpada.
Powinnam była uciec. Powinnam była krzyczeć. Powinnam była zrobić cokolwiek, zamiast stać tam jak głupia.
Zamiast tego usłyszałam, jak sam diabeł szepcze mi do ucha:
"Jeśli chcesz, mogę cię poślubić."
Daniel. Brat, przed którym mnie ostrzegano. Ten, który sprawiał, że Nicholas wyglądał jak aniołek.
Opierał się o ścianę, obserwując, jak mój świat się rozpada.
Moje serce waliło jak młot. "Co?"
"Słyszałaś mnie." Jego oczy wwiercały się w moje. "Poślub mnie, Emmo."
Ale kiedy patrzyłam w te magnetyczne oczy, uświadomiłam sobie coś przerażającego:
Chciałam powiedzieć mu "tak".
Gra rozpoczęta.
Nocne lekarstwo prezesa
Nazywam się Aria Harper i właśnie przyłapałam mojego narzeczonego Ethana na zdradzie z moją przyrodnią siostrą Scarlett w naszym łóżku. Podczas gdy mój świat się rozpadał, oni planowali ukraść wszystko—moje dziedzictwo, spuściznę mojej matki, nawet firmę, która powinna należeć do mnie.
Ale nie jestem naiwną dziewczyną, za jaką mnie uważają.
Wchodzi Devon Kane—jedenaście lat starszy, niebezpiecznie potężny i dokładnie taki, jakiego potrzebuję. Jeden miesiąc. Jeden tajny układ. Wykorzystać jego wpływy, aby uratować moją firmę, odkrywając jednocześnie prawdę o "śmierci" mojej matki Elizabeth i fortunie, którą mi ukradli.
Plan był prosty: udawać zaręczyny, wyciągnąć informacje od wrogów, odejść czysto.
Czego się nie spodziewałam? Ten bezsenny miliarder, który może spać tylko wtedy, gdy jestem w jego ramionach. Czego on się nie spodziewał? Że jego wygodna aranżacja stanie się jego obsesją.
W świetle dnia jest mistrzem obojętności—jego spojrzenie przesuwa się obok mnie, jakbym nie istniała. Ale gdy zapada ciemność, podciąga moją koronkową sukienkę, jego dłonie zdobywają moje piersi przez przezroczysty materiał, jego usta odnajdują mały pieprzyk na moim obojczyku.
„Tak właśnie,” oddycha przeciw mojej skórze, głos napięty i chrapliwy. „Boże, czujesz się niesamowicie.”
Teraz granice są zamazane, stawki wyższe, a wszyscy, którzy mnie zdradzili, zaraz się dowiedzą, co się dzieje, gdy nie doceniają Arii Harper.
Zemsta nigdy nie była tak słodka.
Rozwiedź się ze mną, zanim śmierć mnie zabierze, CEO
Moja ręka instynktownie powędrowała do brzucha. "Więc... naprawdę go nie ma?"
"Twoje osłabione przez raka ciało nie jest w stanie utrzymać ciąży. Musimy ją zakończyć, i to szybko," powiedział lekarz.
Po operacji ON się pojawił. "Audrey Sinclair! Jak śmiesz podejmować taką decyzję bez konsultacji ze mną?"
Chciałam wylać swój ból, poczuć jego objęcia. Ale kiedy zobaczyłam KOBIETĘ obok niego, zrezygnowałam.
Bez wahania odszedł z tą "delikatną" kobietą. Takiej czułości nigdy nie zaznałam.
Jednak już mi to nie przeszkadza, bo nie mam nic - mojego dziecka, mojej miłości, a nawet... mojego życia.
Audrey Sinclair, biedna kobieta, zakochała się w mężczyźnie, w którym nie powinna. Blake Parker, najpotężniejszy miliarder w Nowym Jorku, ma wszystko, o czym mężczyzna może marzyć - pieniądze, władzę, wpływy - ale jednej rzeczy nie ma: nie kocha jej.
Pięć lat jednostronnej miłości. Trzy lata potajemnego małżeństwa. Diagnoza, która pozostawia jej trzy miesiące życia.
Kiedy hollywoodzka gwiazda wraca z Europy, Audrey Sinclair wie, że nadszedł czas, by zakończyć swoje bezmiłosne małżeństwo. Ale nie rozumie - skoro jej nie kocha, dlaczego odmówił, gdy zaproponowała rozwód? Dlaczego torturuje ją w ostatnich trzech miesiącach jej życia?
Czas ucieka jak piasek przez klepsydrę, a Audrey musi wybrać: umrzeć jako pani Parker, czy przeżyć swoje ostatnie dni w wolności.
Zacznij Od Nowa
© 2020-2021 Val Sims. Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej powieści nie może być reprodukowana, dystrybuowana ani transmitowana w jakiejkolwiek formie ani za pomocą jakichkolwiek środków, w tym fotokopii, nagrywania lub innych metod elektronicznych czy mechanicznych, bez uprzedniej pisemnej zgody autora i wydawców.
Niemowa żona kobieciarza
Ona szukała wolności. On dał jej obsesję, owiniętą w czułość.
Genesis Caldwell myślała, że ucieczka z przemocowego domu oznacza zbawienie – ale jej aranżowane małżeństwo z miliarderem Kieranem Blackwoodem może być własnym rodzajem więzienia.
Jest zaborczy, kontrolujący, niebezpieczny. A jednak w swoim zepsutym sposobie... jest dla niej delikatny.
Dla Kierana, Genesis nie jest tylko żoną. Jest wszystkim.
I będzie chronił to, co jego. Nawet jeśli oznacza to zniszczenie wszystkiego innego.
Niewypowiedziana Miłość Prezesa
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, zbliżył się, nagle górując nade mną, jego twarz była zaledwie kilka centymetrów od mojej. Poczułam, jak wstrzymuję oddech, a moje usta rozchylają się w zaskoczeniu.
„To jest cena za mówienie źle o mnie innym,” wyszeptał, przygryzając moją dolną wargę, zanim zajął moje usta prawdziwym pocałunkiem. Zaczęło się to jako kara, ale szybko przekształciło się w coś zupełnie innego, gdy odpowiedziałam, moja początkowa sztywność topniała w uległość, a potem w aktywne uczestnictwo.
Mój oddech przyspieszył, małe dźwięki uciekały z mojego gardła, gdy eksplorował moje ciało. Jego dotyk był zarówno karą, jak i przyjemnością, wywołując dreszcze, które, jak sądziłam, czuł rezonujące przez swoje własne ciało.
Moja nocna koszula podwinęła się, jego ręce odkrywały coraz więcej mojego ciała z każdym muśnięciem. Oboje byliśmy zgubieni w doznaniach, racjonalne myśli ustępowały z każdą mijającą sekundą...
Trzy lata temu, aby spełnić życzenie jego babci, zostałam zmuszona poślubić Dereka Wellsa, drugiego syna rodziny, która adoptowała mnie dziesięć lat temu. On mnie nie kochał, ale ja potajemnie kochałam go przez cały ten czas.
Teraz trzyletnie małżeństwo kontraktowe dobiega końca, ale czuję, że między mną a Derekiem rozwinęło się jakieś uczucie, którego żadne z nas nie chce przyznać. Nie jestem pewna, czy moje uczucia są słuszne, ale wiem, że nie możemy się sobie oprzeć fizycznie...
Noc Przed Tym, Jak Go Poznałam
Dwa dni później weszłam na staż i zobaczyłam go siedzącego za biurkiem prezesa.
Teraz przynoszę kawę dla mężczyzny, który sprawił, że jęczałam, a on zachowuje się, jakbym to ja przekroczyła granice.
Zaczęło się od wyzwania. Skończyło się na jednym mężczyźnie, którego nigdy nie powinna pragnąć.
June Alexander nie planowała spać z obcym. Ale w noc, gdy świętowała zdobycie wymarzonego stażu, szalone wyzwanie prowadzi ją w ramiona tajemniczego mężczyzny. Jest intensywny, cichy i niezapomniany.
Myślała, że już nigdy go nie zobaczy.
Aż do momentu, gdy wchodzi na pierwszy dzień pracy—
I odkrywa, że to jej nowy szef.
Prezes.
Teraz June musi pracować pod mężczyzną, z którym spędziła jedną nieprzewidywalną noc. Hermes Grande jest potężny, zimny i całkowicie poza zasięgiem. Ale napięcie między nimi nie znika.
Im bliżej się stają, tym trudniej jest jej chronić swoje serce i ich tajemnice.
Przypadkowe Spotkanie z Magnatem
Cztery lata temu rodzina Baileyów stanęła w obliczu druzgocącego kryzysu finansowego.
Gdy bankructwo wydawało się nieuniknione, pojawił się tajemniczy dobroczyńca, oferując ratunek pod jednym warunkiem: małżeństwo na kontrakt.
Krążyły plotki o tym zagadkowym mężczyźnie — szeptano, że jest ohydnie brzydki i zbyt zawstydzony, by pokazać swoją twarz, być może skrywający mroczne, skrzywione obsesje.
Bez wahania Baileyowie poświęcili mnie, aby chronić swoją cenną biologiczną córkę, zmuszając mnie do zajęcia jej miejsca jako pionka w tej zimnej, wyrachowanej umowie.
Na szczęście, przez te cztery lata tajemniczy mąż nigdy nie zażądał spotkania twarzą w twarz.
Teraz, w ostatnim roku naszej umowy, mąż, którego nigdy nie spotkałam, żąda, abyśmy się spotkali osobiście.
Jednak katastrofa uderzyła noc przed moim powrotem — pijana i zdezorientowana, weszłam do złego pokoju hotelowego i skończyłam w łóżku z legendarnym potentatem finansowym, Casparem Thorntonem.
Co ja teraz, do diabła, mam zrobić?
Jak nie zakochać się w smoku
Dlatego właśnie byłam co najmniej skołowana, kiedy przyszedł list z moim imieniem już wydrukowanym na planie zajęć, przydzielonym akademikiem i dobranymi przedmiotami, jakby ktoś znał mnie lepiej, niż ja sama siebie. O Akademii słyszeli wszyscy – to tam wiedźmy ostrzą swoje zaklęcia, zmiennokształtni opanowują swoje postaci, a każdy możliwy magiczny stwór uczy się panować nad swoim darem.
Wszyscy oprócz mnie.
Ja nawet nie wiem, czym właściwie jestem. Zero zmiany postaci, zero sztuczek, żadnej magii w stylu “patrzcie na mnie”. Po prostu dziewczyna otoczona ludźmi, którzy potrafią latać, przywoływać ogień albo leczyć jednym dotykiem. Więc siedzę na zajęciach, udaję, że tu pasuję, i wytężam słuch, szukając choćby najdrobniejszej wskazówki, która powie mi, co tak naprawdę płynie w mojej krwi.
Jedyną osobą, która jest chyba jeszcze bardziej ciekawa niż ja, jest Blake Nyvas – wysoki, o złotych oczach i jak najbardziej Smok. Ludzie szepczą, że jest niebezpieczny, powtarzają, żebym trzymała się od niego z daleka. Ale Blake wydaje się zdeterminowany, żeby rozwiązać zagadkę mnie, a ja… jakoś ufam właśnie jemu bardziej niż komukolwiek innemu.
Może to głupota. Może igranie z ogniem.
Ale kiedy wszyscy inni patrzą na mnie, jakbym była tu nie na swoim miejscu, Blake patrzy na mnie tak, jakby była zagadką, którą naprawdę warto rozwiązać.
W łóżku z jej dupkowatym szefem
Jedna noc. Tylko tyle miało być.
Ale w zimnym świetle dnia odejście nie jest takie łatwe. Roman nie jest człowiekiem, który odpuszcza - szczególnie nie wtedy, gdy zdecydował, że chce więcej. Nie chce Blair tylko na jedną noc. Chce ją, kropka.
I nie ma zamiaru jej puścić.












