
Szepty w Sosnach
Peculiar Gabriel · Zakończone · 362.9k słów
Wstęp
Siedemnastoletnia Lana budzi się sama w ciemnym lesie, jej koledzy z klasy zniknęli, a pamięć jest pusta. Gdy desperacko szuka swoich zaginionych przyjaciół, odkrywa, że jest uwięziona w czymś, co nazywa się Protokółem Sosnowym – przerażającym eksperymentem, który zamienia uczniów szkół średnich w obiekty manipulacji psychologicznej.
Ukryte kamery śledzą każdy jej ruch. Zamaskowani łowcy tropią ją wśród drzew. A pod lasem znajduje się tajne laboratorium skrywające najciemniejsze prawdy.
Dlaczego została wybrana?
Kto pociąga za sznurki w tym koszmarze?
Co stało się z innymi „zaginionymi” uczniami?
Czy uda jej się złamać system, zanim ten złamie ją całkowicie?
Gdy Lana przeistacza się z przerażonej ofiary w śmiertelnie niebezpiecznego łowcę, odkrywa, że zasięg Protokołu Sosnowego sięga daleko poza jej najgorsze koszmary. Ta konspiracja obejmuje agencje rządowe, ogromne sumy pieniędzy, niekontrolowaną władzę... i ludzi gotowych zapłacić każdą cenę, by oglądać, jak nastolatki walczą o życie.
Ale Lana jeszcze nie zna największej tajemnicy: prawdziwego powodu, dla którego została wybrana. Kiedy prawda wyjdzie na jaw, stanie przed niemożliwym wyborem – takim, który może zniszczyć wszystko, co jest jej drogie.
Niektóre eksperymenty mają koszt gorszy niż śmierć.
Mroczny thriller psychologiczny, który sprawi, że zaczniesz kwestionować wszystkich wokół siebie.
Rozdział 1
Pierwsze, co Lana zarejestrowała, to zimno – nie łagodny chłód porannej rosy, ale głęboki mróz, który zdawał się przenikać przez jej skórę i osiadać w kościach. Jej oczy otworzyły się gwałtownie, ukazując baldachim wysokich sosen, których ciemne gałęzie splatały się jak szkieletowe palce na tle szarego nieba, które nie dawało żadnej wskazówki co do pory dnia. Metaliczny smak krwi wypełniał jej usta.
Spróbowała usiąść i natychmiast tego pożałowała. Ból eksplodował za jej lewą skronią, ostry i uporczywy, a gdy przycisnęła palce do tego miejsca, były lepkie od czegoś ciepłego. Krew. Świeża krew.
Co do diabła?
Lana podniosła się na łokciach, walcząc z falami mdłości, które przetaczały się przez jej ciało. Świat niebezpiecznie się przechylił, ale zmusiła się do skupienia. Leżała na łóżku z igliwia i martwych liści, jej plecy opierały się o szorstką korę ogromnego drzewa. Las rozciągał się bez końca w każdym kierunku, cichy, z wyjątkiem okazjonalnego szeptu wiatru przez gałęzie nad nią.
Jej kurtka była rozdarta na ramieniu, odsłaniając bladą skórę, porysowaną przez coś ostrego. Igliwie przylegało do ciemnego materiału jak małe, zielone oskarżenia. Jej jeansy były brudne i wilgotne, a jedna z jej butów trekkingowych całkowicie straciła sznurówkę.
Jak się tu dostałam?
Ostatnie wyraźne wspomnienie, które miała, to wejście na żółty szkolny autobus tego ranka, jej plecak ciężki od zeszytów i kanapki, którą zrobiła jej mama – z indykiem i serem szwajcarskim, zbyt dużo musztardy, tak jak lubiła. Wycieczka z nauk o środowisku do Lasu Pine Ridge. Pan Halbrook był tak podekscytowany, opowiadając o nauce w terenie i łączeniu się z naturą. Wciąż słyszała jego głos: "Ta wycieczka zmieni wasze spojrzenie na świat przyrody, uczniowie. Zobaczycie rzeczy, których nigdy wcześniej nie zauważyliście."
Ale między tym momentem a teraźniejszym – nic. Pustka tak ciemna i pusta jak przestrzenie między drzewami wokół niej.
Lana szukała swojego telefonu, jej ruchy były niezgrabne i nieskoordynowane. Ekran był czarny, nie reagował na jej gorączkowe stukania. Martwy. Całkowicie martwy. Próbowała sobie przypomnieć, kiedy ostatnio go ładowała, ale nawet ten prosty fakt zdawał się ulatniać jak dym.
"Hallo?" zawołała, jej głos się załamał. Dźwięk został niemal natychmiast pochłonięty przez przytłaczającą ciszę lasu. "Czy ktoś mnie słyszy?"
Nic.
Z trudem stanęła na nogi, używając pnia drzewa jako podpory. Jej nogi były słabe, chwiejne, jakby leżała tam przez godziny. Albo dni. Ta myśl wywołała u niej falę paniki.
Gdzie są wszyscy inni?
Na autobusie było dwudziestu trzech uczniów, plus pan Halbrook i pani Chen, nauczycielka biologii, która zgłosiła się na opiekuna. Powinni tu gdzieś być. Musieli tu być.
"Maya!" krzyknęła, myśląc o swojej najlepszej przyjaciółce, która siedziała obok niej w autobusie, narzekając na konieczność wczesnego wstawania na weekendową wycieczkę. "Sara! Ktokolwiek!"
Las pochłaniał jej głos jak gąbka, nie oddając niczego w zamian.
Lana zrobiła niepewny krok do przodu, potem kolejny. Jej równowaga była teraz lepsza, chociaż głowa wciąż pulsowała z każdym uderzeniem serca. Musiała znaleźć innych. Musiała znaleźć drogę powrotną do—dokąd? Do autobusu? Do obozowiska? Nie mogła nawet pamiętać, czy dotarli do celu przed... przed tym, co się z nią stało.
Zaczęła iść, wybierając kierunek losowo, ponieważ każdy wyglądał równie nieprzyjaznie jak inne. Podszycie było gęste, zmuszając ją do przedzierania się przez jeżyny i nisko zwisające gałęzie, które chwytały jej ubrania i włosy. Kolce drapały jej ramiona, dodając świeże zadrapania do kolekcji, którą najwyraźniej już miała.
Po tym, co wydawało się wiecznością, ale prawdopodobnie trwało tylko dwadzieścia minut, potknęła się o małą polanę, gdzie promienie bladego światła przeciskały się przez baldachim. A tam, rozrzucone po lesie jak okruchy w bajce, były rzeczy, które nie powinny się tam znaleźć.
Podarta kawałek jasnoczerwonego materiału wisiał na niskiej gałęzi—ten sam kolor co ulubiona kurtka Mai. Serce Lany skoczyło z nadzieją i przerażeniem w równym stopniu. Rzuciła się do przodu i złapała materiał, dokładnie go oglądając. To na pewno była kurtka Mai, ta z charakterystycznymi srebrnymi zamkami w kształcie małych piorunów.
"Maya!" zawołała ponownie, tym razem głośniej. "Maya, gdzie jesteś?"
Ale gdy spojrzała wokół polany bardziej uważnie, nadzieja zaczęła się zamieniać w coś znacznie gorszego. W ziemi były rozrzucone inne rzeczy: para okularów korekcyjnych z grubymi czarnymi oprawkami, jedno szkło pęknięte w wzór pajęczyny. Rozpoznała je natychmiast—należały do Davida Kima, cichego seniora, który siedział w ostatnim rzędzie na zajęciach z nauk o środowisku.
Kilka stóp dalej, częściowo ukryty pod stertą liści, znalazła telefon komórkowy z pękniętym ekranem. Etui było jasnoróżowe z naklejką jednorożca na tyle. Telefon Sary. Ekran migał, gdy go podniosła, pokazując siedemnaście nieodebranych połączeń od kontaktu oznaczonego "Mama" i dziesiątki nieprzeczytanych wiadomości tekstowych, najnowsza sprzed zaledwie trzech godzin: "Gdzie jesteś? Zadzwoń TERAZ."
Trzy godziny. To oznaczało, że cokolwiek się wydarzyło, wydarzyło się niedawno. Bardzo niedawno.
Ręce Lany drżały, gdy próbowała odblokować telefon, ale ekran zgasł, zanim mogła wprowadzić kod. Kolejna ślepa uliczka.
Kontynuowała przeszukiwanie polany i znalazła więcej dowodów obecności swoich kolegów z klasy: podarty kawałek papieru z zeszytu z zapisanymi równaniami chemicznymi charakterystycznym pismem Marcusa Webba, niebieską gumkę do włosów należącą do Jenny Rodriguez, a co najbardziej niepokojące, pojedynczy but trekkingowy, który na pewno nie był jej.
Ale żadnych ludzi. Żadnych głosów wołających do niej. Żadnych oznak życia.
Cisza stawała się przytłaczająca, prawie fizyczna w swojej ciężkości. Nawet w najgłębszych lasach powinny być dźwięki - ptaki, owady, małe zwierzęta szeleszczące w zaroślach. Ale ten las był cichy jak grób, jakby każda żywa istota uciekła lub została zastraszona do absolutnej nieruchomości.
Stojąc w centrum polany, otoczona rozrzuconymi śladami obecności swoich kolegów, Lana zaczęła odczuwać inne wrażenie wspinające się po jej kręgosłupie: niepodważalne uczucie bycia obserwowaną.
Powoli się odwróciła, skanując linię drzew otaczającą polanę. Cienie między pniami wydawały się teraz głębsze, bardziej nieprzeniknione. Czy to był ruch, który dostrzegła kątem oka, czy tylko gra światła między gałęziami? Czy ten ciemny kształt za masywnym dębem naprawdę był człowiekiem, czy tylko jej wyobraźnia szalejąca ze strachu?
„Wiem, że ktoś tam jest,” powiedziała, próbując utrzymać głos w równowadze. „Jeśli to jakiś żart, to już nie jest śmieszne. Ludzie zaczną się martwić. Moi rodzice—”
Jej głos zamarł, gdy rzeczywistość jej sytuacji zaczęła w pełni do niej docierać. Jej rodzice prawdopodobnie spodziewali się, że wróci godzinami wcześniej. Kiedy nie wróciła, zadzwoniliby do szkoły. Szkoła zadzwoniłaby do pana Halbrooka. A gdyby nikt nie mógł się z nimi skontaktować...
Jak długo zanim ktoś zacząłby jej szukać? Jak długo zanim ktokolwiek wiedziałby, gdzie szukać?
Uczucie bycia obserwowaną nasiliło się, wywołując gęsią skórkę na jej ramionach mimo względnego ciepła popołudnia. Obróciła się, próbując złapać tego, kto ją obserwował, ale widziała tylko drzewa, cienie i fragmenty rzeczy należących do jej kolegów z klasy, rozrzucone jak dowody jakiejś strasznej zbrodni.
Ale teraz było coś jeszcze na polanie, coś, czego była pewna, że wcześniej tam nie było. W korze największej sosny, dokładnie na wysokości oczu, wyryte były symbole, których nie rozpoznawała. Nie przypadkowe zadrapania, ale celowe znaki wycięte głęboko w drewno czymś ostrym. Tworzyły wzór, niemal jak prymitywna mapa lub diagram.
Lana podeszła do drzewa ostrożnie, jej serce waliło w piersi. Symbole były świeże - mogła to stwierdzić po jasnym kolorze odsłoniętego drewna i soku, który wciąż sączył się z niektórych nacięć. Ktoś zrobił te znaki niedawno. Bardzo niedawno.
Gdy przesuwała palcem po jednym z symboli, coś trzasnęło pod jej stopą. Spojrzała w dół i zobaczyła kolejny kawałek papieru, ten złożony w ciasny kwadrat i wciśnięty między dwa odsłonięte korzenie. Drżącymi rękami rozłożyła go.
Wiadomość była napisana drukowanymi literami, wyglądającymi na wykonane węglem: NIE JESTEŚ SAMA.
Papier wyślizgnął się z jej bezwładnych palców i opadł na ziemię. Ktoś zdecydowanie był w lesie razem z nią. Ktoś, kto wiedział, że tu jest. Ktoś, kto zostawiał wiadomości.
Ale czy próbował jej pomóc, czy to właśnie przez niego się tu znalazła?
Gdzieś za nią pękła gałąź, ostro jak wystrzał w nienaturalnej ciszy. Lana obróciła się, serce w gardle, ale nie zobaczyła nic oprócz niekończącego się labiryntu pni drzew i podszytu. Teraz była pewna, że nie jest sama. Coś—ktoś—poruszał się w pobliżu, dotrzymując jej kroku, pozostając tuż poza zasięgiem wzroku.
"Kim jesteś?" zawołała, nienawidząc drżenia swojego głosu. "Czego chcesz?"
Jedyną odpowiedzią był kolejny dźwięk—kroki, zdecydowanie kroki, oddalające się od niej przez zarośla. Nie biegnące, ale idące z zamierzoną powolnością, jakby ktokolwiek to był, chciał, żeby za nim podążała.
Każdy instynkt krzyczał, żeby iść w przeciwnym kierunku, żeby oddalić się jak najdalej od tego, co ją śledziło przez te lasy. Ale alternatywą było bezcelowe błądzenie po lesie aż do zmroku, a myśl o byciu samą w tym miejscu, gdy zapadnie noc, była jakoś jeszcze bardziej przerażająca niż podążanie za tajemniczym obserwatorem.
Poza tym, ktokolwiek tam był, mógł wiedzieć, co stało się z jej kolegami z klasy. Mógł być jedyną szansą na ich odnalezienie.
Albo mógł być powodem, dla którego jej koledzy z klasy zniknęli.
Lana zebrała porwane kawałki materiału i złamane okulary Davida, upychając je w kieszeniach kurtki. Dowody, powiedziała sobie. Dowód na to, że inni tutaj byli. Następnie podniosła telefon Sarah, mając nadzieję, że może ożyje na tyle długo, by wykonać połączenie.
Kroki ustały, ale nadal czuła na sobie wzrok kogoś z otaczającej ciemności. Obserwujący. Czekający.
Biorąc głęboki oddech, który nie uspokoił jej bijącego serca, Lana wybrała kierunek, w którym poszły kroki i zaczęła podążać. Każdy krok prowadził ją głębiej w las, dalej od jakiejkolwiek nadziei na znalezienie drogi powrotnej do cywilizacji na własną rękę.
Ale gdy cienie stawały się dłuższe, a powietrze coraz chłodniejsze, jedna myśl odbijała się echem w jej umyśle z narastającą pilnością: cokolwiek stało się jej kolegom z klasy, cokolwiek sprowadziło ją tutaj bez pamięci o tym, jak się tu znalazła, to jeszcze się nie skończyło.
To dopiero się zaczynało.
A gdzieś w ciemności między drzewami, coś obserwowało każdy jej ruch, czekając, aby zobaczyć, co zrobi dalej.
Ostatnie Rozdziały
#140 Rozdział 140: Dziedzictwo sosen
Ostatnia Aktualizacja: 3/25/2026#139 Rozdział 139: Ostatnie naruszenie
Ostatnia Aktualizacja: 3/25/2026#138 Rozdział 138: Wojna o niepowodzeniu
Ostatnia Aktualizacja: 3/25/2026#137 Rozdział 137: Ekspansja brazylijska
Ostatnia Aktualizacja: 3/25/2026#136 Rozdział 136: Niemiecka inżynieria
Ostatnia Aktualizacja: 3/25/2026#135 Rozdział 135: Australijska izolacja
Ostatnia Aktualizacja: 3/25/2026#134 Rozdział 134: Rosyjski gambit
Ostatnia Aktualizacja: 3/25/2026#133 Rozdział 133: Globalna synchronizacja
Ostatnia Aktualizacja: 3/25/2026#132 Rozdział 132: Cyfrowe wyzwolenie
Ostatnia Aktualizacja: 3/25/2026#131 Rozdział 131: Program Master
Ostatnia Aktualizacja: 3/25/2026
Może Ci się spodobać 😍
Rozwiedź się ze mną, zanim śmierć mnie zabierze, CEO
Moja ręka instynktownie powędrowała do brzucha. "Więc... naprawdę go nie ma?"
"Twoje osłabione przez raka ciało nie jest w stanie utrzymać ciąży. Musimy ją zakończyć, i to szybko," powiedział lekarz.
Po operacji ON się pojawił. "Audrey Sinclair! Jak śmiesz podejmować taką decyzję bez konsultacji ze mną?"
Chciałam wylać swój ból, poczuć jego objęcia. Ale kiedy zobaczyłam KOBIETĘ obok niego, zrezygnowałam.
Bez wahania odszedł z tą "delikatną" kobietą. Takiej czułości nigdy nie zaznałam.
Jednak już mi to nie przeszkadza, bo nie mam nic - mojego dziecka, mojej miłości, a nawet... mojego życia.
Audrey Sinclair, biedna kobieta, zakochała się w mężczyźnie, w którym nie powinna. Blake Parker, najpotężniejszy miliarder w Nowym Jorku, ma wszystko, o czym mężczyzna może marzyć - pieniądze, władzę, wpływy - ale jednej rzeczy nie ma: nie kocha jej.
Pięć lat jednostronnej miłości. Trzy lata potajemnego małżeństwa. Diagnoza, która pozostawia jej trzy miesiące życia.
Kiedy hollywoodzka gwiazda wraca z Europy, Audrey Sinclair wie, że nadszedł czas, by zakończyć swoje bezmiłosne małżeństwo. Ale nie rozumie - skoro jej nie kocha, dlaczego odmówił, gdy zaproponowała rozwód? Dlaczego torturuje ją w ostatnich trzech miesiącach jej życia?
Czas ucieka jak piasek przez klepsydrę, a Audrey musi wybrać: umrzeć jako pani Parker, czy przeżyć swoje ostatnie dni w wolności.
Ukochana Luna Lykaniego Króla
Narine nigdy nie liczyła na to, że przeżyje. Nie po tym, co jej zrobiono… ciału, umysłowi i duszy. Ale los miał wobec niej inne plany. Ocalona przez Najwyższego Alfę Sargisa, najbardziej budzącego grozę władcę królestwa, trafia pod opiekę mężczyzny, którego nie zna… i pod ciężar więzi, której nie rozumie.
Sargis dobrze wie, czym jest poświęcenie. Bezwzględny, ambitny, ślepo wierny świętej więzi dusz, spędził lata, szukając bratniej duszy, którą obiecało mu przeznaczenie. Nigdy nie wyobrażał sobie, że przyjdzie do niego złamana, na skraju śmierci, bojąca się nawet własnego cienia. Nie zamierzał się w niej zakochiwać… ale zakochuje się. Mocno. Do utraty tchu. I spali cały świat, byle tylko nikt już nigdy jej nie skrzywdził.
To, co zaczyna się w ciszy, między dwiema pękniętymi duszami, powoli dojrzewa w coś intymnego i prawdziwego.
Ale leczenie ran nigdy nie jest prostą drogą.
A miłość? Miłość to wojna.
Gdy dwór szemrze po kątach, przeszłość depcze im po piętach, a przyszłość wisi na włosku, ich więź jest wystawiana na próbę raz za razem. Bo zakochać się to jedno.
Przetrwać tę miłość? To już zupełnie inna wojna.
Narine musi zdecydować: czy potrafi przeżyć miłość mężczyzny, który płonie jak żywy ogień, skoro całe życie uczyła się tylko nie czuć? Czy skurczy się, byle mieć spokój, czy wstanie z kolan i stanie się Królową dla ratowania jego duszy?
Ich miłość jest z góry zapisana.
Ale przeznaczenie nigdy nie obiecywało, że będzie łaskawe.
Dla czytelników, którzy wierzą, że nawet najbardziej potłuczone dusze mogą znowu stać się całe. I że prawdziwa miłość cię nie zbawia. Ona stoi obok ciebie, kiedy sam siebie ratujesz.
Niania i Alfa Tatuś
Gdy upiłem się w barze, nie spodziewałem się, że przeżyję najlepszy seks w życiu.
A następnego ranka również nie spodziewałem się, że obudzę się i odkryję, że mój partner z jednorazowej przygody był Alfą miliarderem, szefem mojego chłopaka...
Jak potoczą się sprawy, gdy przypadkowo zostanę nianią jego 5-letniej córki na pełen etat?
Jak to się stało? Jak to możliwe, że w końcu znalazłem pracę, tylko po to, aby okazało się, że mój nowy pracodawca to ta sama osoba, z którą miałem jednorazową przygodę zaledwie dwie noce temu?
"Nie wiedziałem, że będziesz pracodawcą. Gdybym wiedział, nie aplikowałbym..."
"Nic się nie stało. Wiedziałem, że to ty, gdy cię zatrudniałem. Zrobiłem to celowo."
Zmarszczyłem brwi. "Co masz na myśli?"
Udawane związanie z potężnym wrogiem mojego byłego
Moja siostra Beatrice dostała wszystko – miłość, uwagę, traktowano ją jak złote dziecko.
Ja dostawałam ochłapy i ciągłe przypomnienia, że nigdy nie jestem dość dobra.
Aż odkryłam, że Niall – boski Alfa z sąsiedniej watahy – jest moim przeznaczonym partnerem.
Wreszcie miała nadejść moja kolej, żeby to mnie wybrano.
Boże, jaka ja byłam naiwna.
Cztery lata narzeczeńskiego piekła.
Rozjaśniałam włosy, żeby pasowały do jego gustu. Wciskałam się w obcisłe sukienki, grałam jego osobistą służącą – tylko po to, żeby usłyszeć, że bardziej nadaję się na pokojówkę niż na partnerkę.
Tylko dlatego, że jego serce należało do mojej siostry.
Tamtej nocy przypadkiem strąciłam ramkę z ich zdjęciem.
Uderzył mnie. Mocno. Powiedział, że nigdy jej nie dorównam.
Więc odciągnęłam mu w policzek, podarłam ich zdjęcie i przyjęłam odrzucenie.
Myślałam, że to koniec.
Do chwili, gdy zobaczyłam ich w klubie, jak śmieją się z tego, jaka byłam żałosna przez te cztery lata starań.
Całe to narzeczeństwo było ich chorym żartem.
Pijana i wściekła zrobiłam coś skrajnie głupiego z moim tajemniczym sąsiadem.
Alfa Hudson – twarz jak wyrzeźbiona przez bogów, niebezpieczeństwo w każdej idealnie skrojonej linii garnituru.
Najważniejsze?
Jest największym wrogiem mojego byłego.
No i? Najlepszy seks w moim życiu.
Byłam pewna, że to będzie jednorazowy numer, żeby o wszystkim zapomnieć.
Znowu pudło.
On jest bogatszy od Nialla, potężniejszy niż moja rodzina i nieskończenie bardziej niebezpieczny.
I wcale nie zamierza mnie wypuścić z rąk.
Tym razem nie będę niczyją opcją „na zastępstwo”.
Potrójny Alfa: Moi Przeznaczeni Partnerzy
„Nie.” Przełykam ślinę. „Nic mi nie jest.”
„Kurwa…” wypuszcza powietrze. „Jesteś—”
„Nie.” Mój głos się łamie. „Błagam, nie mów tego.”
„Podniecona.” I tak to mówi. „Jesteś podniecona.”
„Nie jestem—”
„Twój zapach.” Jego nozdrza się rozszerzają. „Kara, pachniesz jak—”
„Przestań.” Zakrywam twarz dłońmi. „Po prostu… przestań.”
A potem jego dłoń zaciska się na moim nadgarstku, odciągając moje ręce od twarzy.
„Nie ma nic złego w tym, że nas pragniesz,” mówi łagodnie. „To naturalne. Jesteś naszą partnerką. My jesteśmy twoi.”
„Wiem.” Mój głos jest ledwo szeptem.
Przez dziesięć lat byłam duchem w rezydencji Sterlingów — niewolnicą długu u potrójnych Alfa, którzy zamienili moje życie w piekło. Mówili na mnie „Marchewa”, wpychali mnie do zamarzniętej rzeki i zostawili w śniegu na pewną śmierć, kiedy miałam jedenaście lat.
W moje osiemnaste urodziny wszystko się zmieniło. Podczas pierwszej przemiany z mojego ciała uwolnił się zapach białego piżma i pierwszego śniegu — a trzech dawnych oprawców stało przed moimi drzwiami, twierdząc, że jestem ich przeznaczoną partnerką. Ich własną.
W jednej chwili dług zniknął. Rozkazy Ashera zmieniły się w przysięgi, pięści Blake’a w drżące przeprosiny, a Cole zarzekał się, że czekali na mnie przez cały ten czas. Ogłosili mnie swoją Luną i przyrzekli, że spędzą życie na odkupieniu win.
Moja wilczyca wyje, żeby ich przyjąć. Ale jedno pytanie nie daje mi spokoju:
Czy ta jedenastoletnia dziewczynka, zamarzająca w śniegu i pewna, że zaraz umrze, wybaczyłaby wybór, który zamierzam teraz podjąć?
Zacznij Od Nowa
© 2020-2021 Val Sims. Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej powieści nie może być reprodukowana, dystrybuowana ani transmitowana w jakiejkolwiek formie ani za pomocą jakichkolwiek środków, w tym fotokopii, nagrywania lub innych metod elektronicznych czy mechanicznych, bez uprzedniej pisemnej zgody autora i wydawców.
Niech przed Nią klękną
Wyrzucona z własnej watahy. Zapomniana przez Likanów.
Mieszkała wśród ludzi – cicha, niewidzialna, schowana w miasteczku, na które nikt nawet nie rzucał drugiego spojrzenia.
Ale kiedy jej pierwsza ruja przychodzi bez ostrzeżenia, wszystko staje na głowie.
Jej ciało płonie. Instynkty wyją. A coś pierwotnego budzi się pod skórą –
przyzywając wielkiego, groźnego Alfę, który doskonale wie, jak ugasić ten ogień.
Kiedy ją znaczy, to i ekstaza, i upadek.
Po raz pierwszy Kaelani wierzy, że została przyjęta.
Zauważona.
Wybrana.
Do chwili, gdy następnego ranka on po prostu odchodzi –
jak sekret, którego nigdy nie wolno wypowiedzieć na głos.
Ale Kaelani nie jest tym, za kogo ją wzięli.
Nie jest bezwilkiem. Nie jest słaba.
Jest w niej coś pradawnego. Coś potężnego. I to coś się budzi.
A kiedy w końcu się przebudzi –
wszyscy przypomną sobie dziewczynę, którą próbowali wymazać z istnienia.
Zwłaszcza on.
Będzie snem, za którym będzie gonił… jedyną rzeczą, przez którą kiedykolwiek poczuł, że naprawdę żyje.
Bo sekrety nigdy nie zostają pogrzebane.
Tak samo jak sny.
Ścigając swoją bezwonną Partnerkę
Tej samej nocy, z sercem rozsypanym na milion kawałków i poczuciem głębokiego upokorzenia, pozwoliła najlepszej przyjaciółce wyciągnąć się na bal maskowy.
Tam oddała się zamaskowanemu Alfie – mężczyźnie nieodgadnionemu i wręcz zabójczo przystojnemu.
Nie padły żadne imiona. Została im tylko ta jedna, szalona noc pełna zachłannych pocałunków i brutalnie namiętnego dotyku. Przyparł ją do ściany, a jego potężne ciało napierało na nią z obezwładniającą siłą, podczas gdy ona cicho jęczała, całkowicie ulegając jego wygłodniałym ustom.
To, co miało być jedynie słodką chwilą zapomnienia na jedną noc, zaowocowało nieoczekiwaną ciążą.
Trzy lata później Caroline zdołała ułożyć sobie życie na nowo w zupełnie innym stadzie. Odcięła się grubą kreską od przeszłości i skupiła na wychowywaniu syna.
Problem w tym, że jej nowy szef, Alfa Draven, jest bezlitosny, władczy do bólu i... cholernie, niebezpiecznie pociągający.
A już w szczególności te jego fiołkowe oczy. Dokładnie te same, w które patrzy każdego dnia, widząc swojego synka.
Alfa Draven daje jej w pracy nieźle popalić, jednak ona nie pozostaje mu dłużna i stawia mu się na każdym kroku.
Mężczyzna nie ma bladego pojęcia, że to właśnie ona jest kobietą, której szukał jak szalony od tamtej pamiętnej nocy.
Podczas gdy on wciąż obsesyjnie tropi swoją prawdziwą, przeznaczoną mu partnerkę,
Nie zdaje sobie sprawy, że ona od dawna siedzi w jego własnym biurze... i wychowuje jego dziedzica.
Pięciu Braci, Jedna Panna Młoda
Kiedy Lily przekracza progi ociekającej luksusem rezydencji Sterlingów, by dopełnić ostatniej woli zmarłego ojca, na powitanie wychodzi jej pięciu przystojnych braci. Towarzyszy im chłodna i do szpiku kości wyrachowana matka, która z miejsca postanawia odprawić niechcianego gościa z kwitkiem.
Zgodnie z paktem zawartym przed laty między ich rodami, Lily musi wybrać jednego z braci na męża. Ta perspektywa budzi w mężczyznach jawną niechęć i wyrazistą pogardę.
Lily ma jednak w zanadrzu tajemnice, które bez wątpienia zwaliłyby z nóg całą familię Sterlingów. Pod maską skromnej, cichej myszki kryje się prawdziwy rekin biznesu – genialny umysł, który od absolutnego zera zbudował wielomiliardowe imperium. Jakby tego było mało, jest też cieszącą się międzynarodowym uznaniem piosenkarką, występującą pod pseudonimem Słowik. A także geniuszem technologicznym, znanym w sieci jako Anny, który potrafi pokonać każdego jego własną bronią.
Próbując odnaleźć się w gąszczu skomplikowanych, domowych intryg rodu Sterlingów, Lily ku swojemu zaskoczeniu czuje, że najbardziej ciągnie ją do brata o sercu z lodu – Williama. Ten bezwzględny prezes traktuje ją jednak z ogromną, lodowatą nieufnością.
Na domiar złego, matka Williama upatrzyła już dla niego idealną partię: Fionę z rodziny Fosterów, jego przyjaciółkę z dzieciństwa i młodzieńczą miłość.
Sęk w tym, że słowo „kapitulacja” w słowniku Lily po prostu nie istnieje.
Żal Prezesa: Sekret Bliźniąt Jego Zaginionej Żony
Aria Taylor budzi się w łóżku Blake'a Morgana, oskarżona o uwiedzenie go. Jej kara? Pięcioletni kontrakt małżeński — jego żona na papierze, jego służąca w rzeczywistości. Podczas gdy Blake afiszuje się swoją prawdziwą miłością Emmą na galach w Manhattanie, Aria płaci za rachunki medyczne ojca swoją godnością.
Trzy lata upokorzenia. Trzy lata bycia nazywaną córką mordercy — ponieważ samochód jej ojca "przypadkowo" zabił wpływowego człowieka, pozostawiając go w stanie śpiączki i niszcząc jej rodzinę.
Teraz Aria jest w ciąży z dzieckiem Blake'a. Dzieckiem, którego przysiągł, że nigdy nie będzie chciał.
Ktoś chce jej śmierci. Zamknęli ją w zamrażarce, sabotowali każdy jej krok. Czy to dlatego, że jej ojciec się budzi? Bo ktoś jest przerażony tym, co może sobie przypomnieć?
Jej własna matka próbuje odłączyć go od aparatury. Idealna Emma Blake'a nie jest tym, za kogo się podaje. A te wspomnienia, które Aria ma o ratowaniu Blake'a z pożaru? Wszyscy mówią, że są niemożliwe.
Ale nie są.
W miarę jak ataki eskalują, Aria odkrywa ostateczną zdradę: Kobieta, która ją wychowała, może nie być jej prawdziwą matką. Wypadek, który zniszczył jej życie, mógł być morderstwem. A Blake — mężczyzna, który traktuje ją jak własność — może być jej jedynym zbawieniem.
Kiedy jej ojciec się obudzi, jakie tajemnice ujawni? Czy Blake dowie się, że jego żona nosi jego dziedzica, zanim ktoś ją zabije? A kiedy dowie się, kto naprawdę go uratował, kto naprawdę go odurzył i kto poluje na jego żonę — czy jego zemsta stanie się jej odkupieniem?
Sprzedana Nocnemu Władcy
Tell me what you’d like to do with this, and I’ll tailor my help:
polish/rewrite the blurb
brainstorm titles or series titles
outline the book (beats, arcs, tropes)
write an opening scene from Elara’s POV or Cassian’s POV
adjust tone (more dark, more romantic, more spicy, more YA, etc.)
Give me your goal and preferred spice level, and I’ll build from there.
Seksowna za Maską
W Taylor Industries ona jest Joy Smith – szarą, niemodną dyrektorką finansową, która topi swoje kształty w bezkształtnym poliestrze i chodzi w peruce. W domu jest zapomnianą żoną zdradzającego adwokata. Nie dotykał jej tak długo, że zaczyna się zastanawiać, czy jest z nią coś nie tak, czy jest jakoś „zepsuta”.
Kiedy znajduje obcisłe koronkowe stringi w ostentacyjnie ostrej fuksji, wciśnięte w szczelinę kanapy… i na pewno nie są jej, to to, co czuje, wcale nie jest złamanym sercem. To wolność.
Grayson Taylor nie bawi się już w związki. Nie po tym, jak wszedł do mieszkania i przyłapał swoją narzeczoną aktorkę w łóżku… z inną kobietą. Teraz całą energię pakuje w wrogie przejęcia i zebrania zarządu. Zwłaszcza te, na których jego nadmiernie ostrożna dyrektorka finansowa rzuca mu kłody pod nogi przy każdej cholernej akwizycji.
Joy Smith jest genialna, doprowadzająca go do szału i cholernie zabawna, kiedy naciska wszystkie jej guziki.
Ale Honey ma dość bycia niewidzialną. Dość życia, w którym nigdy nie zaznała prawdziwej przyjemności.
Więc kiedy jej najlepsza przyjaciółka podsyła jej szczegóły dotyczące The Velvet Room – najbardziej ekskluzywnego, maskowego klubu erotycznego na Manhattanie – Honey składa sobie obietnicę: tylko jedna noc. Jedna noc, żeby sprawdzić, czy jej mąż ma rację. Czy naprawdę jest lodowata, oziębła. Czy po prostu jeszcze nigdy nie dotykały jej właściwe dłonie.
Nie spodziewa się zamaskowanego nieznajomego, który „rezerwuje” ją dla siebie w chwili, gdy tylko przekracza próg. Nie spodziewa się chemii, która eksploduje między nimi, sposobu, w jaki sprawia, że jej ciało zaczyna śpiewać, ani orgazmów, po których cała się trzęsie.
Nie spodziewa się też, że wręczy jej kartkę z adresem mailowym i jednym rozkazem:
– Tylko ja. Nikt inny cię nie dotyka.












