Zdeprawowany Anioł - Romans mafijny

Zdeprawowany Anioł - Romans mafijny

nicolefox859 · Zakończone · 229.4k słów

808
Gorące
29.5k
Wyświetlenia
720
Dodano
Dodaj do Półki
Rozpocznij Czytanie
Udostępnij:facebooktwitterpinterestwhatsappreddit

Wstęp

Znalazłem swojego anioła. A potem połamałem jej skrzydła.

Alexis nigdy nie powinna była postawić stopy w moim świecie.
Tacy faceci jak ja brudzą takie dziewczyny jak ona. Zabieramy im niewinność i rozszarpujemy ją na strzępy.
Ona myśli, że jest twarda. Myśli, że da sobie ze mną radę.
Ale nie ma pojęcia, jak głęboko sięga mój mrok.

Najlepiej było, że wziąłem ją na jedną noc i zostawiłem za sobą.
Cokolwiek więcej byłoby zwyczajnie okrutne.

Myślałem, że widziałem Alexis Wright po raz ostatni.
Więc wyobraź sobie moje zdziwienie, gdy dwa lata później otwierają się drzwi do mojego gabinetu…
I ona wchodzi.
Dziewczyna, którą zniszczyłem. Dziewczyna, którą pożarłem.

Teraz, kiedy znowu stoi przede mną, mam do niej tylko dwa pytania:
Po pierwsze — co ona tu robi?
A po drugie…
Co ona ma na myśli, mówiąc: „nasze dziecko”?

Rozdział 1

Alexis

Na dworze robi się już ciemno.

Pstrykam lampkę na biurku i przeciągam się na krześle, próbując nie zwinąć się w ten nieunikniony, końcowodzienny garb. W brzuchu mi burczy, więc wysuwam dolną szufladę biurka i zerkam na schowane w środku pyszności. Aha, no tak — stara, dobra tajna szuflada z przekąskami. Tajna nie dlatego, że mi wstyd, ile podjadam, tylko dlatego, że Vicky Oberman z boksu naprzeciwko wyskoczy znad przegrody jak surykatka, jeśli usłyszy zdradliwe chrzęszczenie torebki chipsów.

Wyciągam paczkę Twizzlersów i zasuwam szufladę. Wpatruję się w migający kursor na ekranie, żując koniec truskawkowego żelka w formie długiej pałeczki. Powiedziałam mojemu narzeczonemu, Grantowi, że wrócę dziś późno, bo chciałam dokończyć ten tekst, ale sama nie wiem, czy mi się w ogóle chce.

To tylko taki zapychacz — mało prawdopodobna historia o tym, jak dozorca domu kultury znalazł dokładnie te same łyżwy, które nosił, gdy jako dziecko przychodził do ośrodka. Pan Finkel przez połowę wywiadu rozpływał się nad tym, ile wszystko kiedyś kosztowało (puszka coli — pięć centów; hot dog — dwadzieścia pięć; dwie gałki lodów — dziesięć), a przez resztę czasu narzekał, że dzisiejsze dzieciaki nie mają za grosz wdzięczności za luksus posiadania takiego miejsca, do którego można pójść.

A teraz moim zadaniem, jako tej sumiennej lokalnej dziennikarki, jest zamienić tę kupę mdłej galarety w dający do myślenia artykuł o roli domów kultury w dodawaniu skrzydeł młodzieży jutra.

Albo przynajmniej tak postanowiłam to sprzedać. Moja redaktorka, Debbie Harris, chce po prostu, żebym napisała tekst. Właściwie jej dokładne słowa brzmiały: „I tak nikt tego nie przeczyta poza tym dozorcą, więc tylko dopilnuj, żebyś nie przekręciła jego nazwiska”.

Debbie wcale nie udaje, że poświęca czas i energię na takie laurki, kiedy są większe tematy do opowiedzenia. Po prostu marzę, żeby dała mi wreszcie jeden z tych większych tematów. Moja robota w „New York Union” jak dotąd miała w sobie boleśnie mało konkretu.

— Wright! — od progu mojego boksu odzywa się krótki, cięty głos.

No pięknie. O wilku mowa.

Odwracam się do Debbie, z Twizzlersem nadal wystającym mi z ust. To surowo wyglądająca Szkotka z idealnie ułożonym blondem, podkreślonymi na czarno oczami i szminką, która nigdy nie jest rozmazana. Ma godny podziwu, niewyczerpany wybór odważnie kolorowych garniturów. Dziś występuje w fuksjowej marynarce i pasujących spodniach, a pod spodem ma śnieżnobiały top. Wygląda na jakieś czterdzieści pięć lat, ale przez dwa lata mojej pracy w gazecie ani razu nie słyszałam, żeby wspominała o wieku. Krąży plotka, że ktoś kiedyś spróbował wyprawić jej urodziny w redakcji i… tej osoby już nigdy więcej nie widziano.

— Jak idzie tekst? — pyta swoim ciężkim, glasgowskim akcentem.

— Dobrze. — odgryzam koniec Twizzlersa. — Właśnie miałam—

Machnięciem ręki mi przerywa.

— Nie, wystarczy, to wszystko, co muszę wiedzieć. Przyszłam tylko dać ci temat na jutro. — Uśmiecha się szeroko. — Spodoba ci się.

Serce zaczyna mi bić szybciej. Wreszcie Debbie da mi coś konkretnego, coś, w co można wgryźć się zębami.

— Wystawa psów! — oznajmia.

— Och.

— Nie rób takiej miny. — Opiera się o ściankę mojego boksu. — Najlepsze dopiero przed tobą.

Unoszę brew, czekając.

Debbie pochyla się odrobinę bliżej.

— Wszystkie psy są sobowtórami celebrytów.

— Debbie! — jęczę, z frustracji odchylając głowę do tyłu. — To znowu ta sama papka, którą zawsze dostaję. Po co mnie w ogóle nakręcasz?

Kopniakiem trąca dół mojego krzesła, aż podskakuję i prostuję się jak na baczność, po czym krzyżuje ramiona i posyła mi spojrzenie, od którego mogłoby zgasnąć światło.

— Znowu ty i twoja cierpliwość na minusie — strofuje mnie. — Wiesz, jakie masz szczęście, że w ogóle masz tę pracę? Mam w szufladzie tuzin CV ludzi, którzy z radością napiszą tekst o paradzie psów w słodkich wdziankach.

— Tak — wzdycham. — Masz rację. Przepraszam. Dziękuję.

Uśmiecha się i odchodzi.

Wiem, że Debbie ma rację, ale i tak nie umiem pozbyć się tej frustracji. Wystawa psów, choć brzmi naprawdę uroczo, to ja chcę pisać rzeczy, które coś zmieniają.

Zegar wybija wpół do szóstej i zaczynam się zbierać. Dziś nie mam ochoty siedzieć po godzinach. Chcę się tylko zwinąć na kanapie z Grantem, z wielkim kieliszkiem czerwonego wina, i obejrzeć coś kompletnie odmóżdżającego. Właściwie to brzmi dokładnie jak to, co doktor zalecił.

Dojazd z redakcji gazety na Manhattanie do naszego loftu na Brooklynie zajmuje prawie czterdzieści minut. Grant ma szczęście — właśnie awansował na młodszego partnera w kancelarii prawa gospodarczego w centrum Brooklynu i do pracy ma mniej niż dziesięć minut piechotą.

Jak na listopad, wieczór jest nienaturalnie ciepły, ale w powietrzu i tak siedzi taki chłodek, że odruchowo szczelniej otulam się płaszczem, idąc z metra do naszego budynku. Wchodzę po schodkach, pakuję się do czekającej windy i marzę o porządnym, ciężkim pinot noir — takim, co rozgrzewa od środka.

Drzwi do mieszkania są otwarte. To mnie zaskakuje. Choć jego biuro jest blisko, prawniczy kierat nie bierze jeńców i Grant haruje jak wół. Mówił, że dziś nie wróci późno, więc zastanawiam się, gdzie się podział. Wrzucam klucze do miseczki, idę do salonu, spodziewając się go tam zastać, ale nie ma go nigdzie.

— Grant? — wołam. Stare deski jęczą pod stopami, kiedy ruszam w stronę sypialni, po drodze zrzucając torbę na kanapę.

Skrzyp. Skrzyp.

O materac w sypialni kłócę się z Grantem, odkąd razem zamieszkaliśmy. On go uwielbia, a ja nie znoszę tych trzeszczących sprężyn. Tylko że… sprężyny odzywają się wyłącznie wtedy, kiedy my z Grantem bierzemy się za dorosłe sprawy. A skoro ja stoję teraz na korytarzu, zaczynam pojmować, z narastającą grozą, że to znaczy…

O, Jezu.

Kiedy popycham drzwi do sypialni palcami, które nagle robią mi się blade i drżące, widzę coś, czego nie chciałam zobaczyć nigdy, przenigdy.

Pierwsze, co widzę, to blada goła dupa Granta, zaciskająca się, gdy pcha.

Drugie, co widzę, to przerażona twarz kobiety pod nim — właśnie złapała ze mną kontakt wzrokowy i zrozumiała, zdecydowanie, zdecydowanie za późno, że narobiła sobie kłopotów.

Opada mi szczęka.

Kobieta próbuje odepchnąć Granta i naciągnąć kołdrę, żeby się zasłonić, ale temu wielkiemu matołowi chwilę zajmuje ogarnięcie, co się dzieje. Kiedy wreszcie łapie i podnosi wzrok, widząc mnie w futrynie, jego mina gaśnie.

— To nie tak, jak wygląda! — drze się. Wyskakuje z łóżka, wciągając bokserki — te, które kupiłam mu na urodziny w zeszłym roku, zauważam — i macha rękami jak opętany.

Na sam widok robi mi się niedobrze, więc patrzę na dziewczynę. Kuli się pod kołdrą. Jej butelkowy blond jest w totalnym nieładzie, a oczy ma szeroko otwarte ze wstrząsu.

— To nie tak, jak wygląda! — powtarza Grant, jakbym za pierwszym razem była głucha.

Przez sekundę chcę mu uwierzyć. Byłoby o wiele łatwiej przełknąć jego kłamstwa niż przyjąć, że mój narzeczony — facet, z którym przez ostatnie dwa lata spędziłam każdą niedzielę, przytulona na kanapie — zdradził mnie w najgorszy możliwy sposób.

Ale nie da się zaprzeczyć: to jest dokładnie tak, jak wygląda.

Złość rozlewa mi się w żyłach jak nafta. Brakuje tylko zapałki.

— To co to jest? — cedzę, a moje oczy robią się jeszcze większe. — Sprawdzaliście sobie nawzajem wszy? Zgubiła kolczyk w twoich gaciach?

Grant dopada do mnie. Jego piaskowe włosy sterczą na wszystkie strony, a wokół ust ma rozmazaną szminkę. — Kochanie, ja ci wszystko wyjaśnię!

Widok tych ust — ust, które myślałam, że są tylko moje do całowania — podpala mi krew, jakby paliła mnie od środka, aż pod skórą robi się ogień.

Ma duże, smutne oczy. Pamiętam, jak się w nich zakochałam. W nim. Jak ładnie wyglądały w świetle świec w tej włoskiej knajpce, do której zabrał mnie na naszą pierwszą poważną randkę. Nawet teraz jakaś część mnie chce wchłonąć to, co w nich jest, i mu wybaczyć.

Zamykam tę część w pudełku, przekręcam klucz i wyrzucam go jak najdalej.

— Wynocha — mówię lodowato, wyciągając palec w stronę drzwi wejściowych. — Oboje macie się stąd wynieść. Natychmiast.

Serce próbuje mi wejść do gardła. Czuję, że zaraz zwymiotuję. Jak on mógł mi to zrobić? Jestem dwie sekundy od totalnego rozsypania się, a nie ma takiej opcji, żebym pozwoliła Grantowi tu zostać i to oglądać.

Grant marszczy brwi. — Ale to moje mieszkanie.

— Powiedziałam: wypierdalać, zanim was wyrzucę! — Podniesiony głos działa. Z piskiem kobieta przemyka obok mnie do drzwi.

Grant odwraca się i sięga po spodnie. Najwyraźniej nie byłam wystarczająco jasna; może potrzebuje, żebym powtórzyła to jeszcze raz, ostatni.

— Czy ja się zacięłam? Powiedziałam: WYP. IER. DA. LAĆ!

Słysząc jad w moim głosie, Grant zostawia spodnie i zrywa się do wyjścia. Dwie sekundy później słyszę, jak drzwi wejściowe trzaskają z hukiem.

Ostatnie Rozdziały

Może Ci się spodobać 😍

Pięciu Braci, Jedna Panna Młoda

Pięciu Braci, Jedna Panna Młoda

281.3k Wyświetlenia · Zakończone · Emma Blackwood
Wszyscy wokół myślą, że Lily to tylko naiwna dziewczyna z prowincji, która za wszelką cenę próbuje wżenić się w fortunę. Oj, nawet nie zdają sobie sprawy, jak grubo się mylą.

Kiedy Lily przekracza progi ociekającej luksusem rezydencji Sterlingów, by dopełnić ostatniej woli zmarłego ojca, na powitanie wychodzi jej pięciu przystojnych braci. Towarzyszy im chłodna i do szpiku kości wyrachowana matka, która z miejsca postanawia odprawić niechcianego gościa z kwitkiem.

Zgodnie z paktem zawartym przed laty między ich rodami, Lily musi wybrać jednego z braci na męża. Ta perspektywa budzi w mężczyznach jawną niechęć i wyrazistą pogardę.

Lily ma jednak w zanadrzu tajemnice, które bez wątpienia zwaliłyby z nóg całą familię Sterlingów. Pod maską skromnej, cichej myszki kryje się prawdziwy rekin biznesu – genialny umysł, który od absolutnego zera zbudował wielomiliardowe imperium. Jakby tego było mało, jest też cieszącą się międzynarodowym uznaniem piosenkarką, występującą pod pseudonimem Słowik. A także geniuszem technologicznym, znanym w sieci jako Anny, który potrafi pokonać każdego jego własną bronią.

Próbując odnaleźć się w gąszczu skomplikowanych, domowych intryg rodu Sterlingów, Lily ku swojemu zaskoczeniu czuje, że najbardziej ciągnie ją do brata o sercu z lodu – Williama. Ten bezwzględny prezes traktuje ją jednak z ogromną, lodowatą nieufnością.

Na domiar złego, matka Williama upatrzyła już dla niego idealną partię: Fionę z rodziny Fosterów, jego przyjaciółkę z dzieciństwa i młodzieńczą miłość.

Sęk w tym, że słowo „kapitulacja” w słowniku Lily po prostu nie istnieje.
CHŁOPIEC, KTÓRY MÓGŁ URODZIĆ DZIEDZICA

CHŁOPIEC, KTÓRY MÓGŁ URODZIĆ DZIEDZICA

22k Wyświetlenia · Zakończone · Beauty m.j
POLICZEK

„Myślisz, że pozwolę Cassianowi wziąć to na siebie?”

„To mój syn. A ty? Ty jesteś tylko gębą, którą żałuję, że w ogóle zrobiłem.”

Lucien urodził się z tajemnicą.
Taką, której nawet on sam nie rozumiał.
Taką, o której jego ojciec wiedział od zawsze — i za którą go nienawidził.
Kiedy jego bliźniak, Cassian, żył na pełnej swobodzie, Lucien żył zamknięty za drzwiami, karany za samo istnienie.

Nie wolno mu było wychodzić.
Nie wolno mu było żyć.
Był ukryty. Wymazany z pamięci. Złamany.

Aż do chwili, gdy jedno przyjęcie zmieniło wszystko.

Ucierzpiała mafia księżniczka.
Winę zwalono na Cassiana.
Ale ich ojciec dopilnował, żeby to Lucien zapłacił cenę.

Tamtej nocy Lucien został oddany Zaynowi Kingsleyowi —
miliarderowi, dziedzicowi mafii.
Jednemu z Ośmiu, którzy rządzą miastem z cienia.
Ma dwie żony. Córkę. I umierającego ojca, który szeptem wwierca mu się w głowę:

„Daj mi syna. Prawdziwego dziedzica. Albo stracisz wszystko.”

Zayn nie wierzy w słabość.
Nie wierzy w miłość.
I na pewno nie wierzy w takich mężczyzn jak Lucien.

Zayn jest zimny. Bezwzględny. Homofobiczny.

Ale Zayn nie wie…
że Lucien nosi w sobie coś więcej niż ból.
Nosi sekret, który kpi z biologii, logiki i ze wszystkiego, co Zaynowi wydawało się pewne:

Lucien może urodzić dziedzica.

A to, co zaczęło się jako kara, zamienia się w obsesję.
To, co zaczęło się nienawiścią, zaczyna palić w coś zakazanego… i przerażającego.
Zaproszenie śmierci

Zaproszenie śmierci

10.7k Wyświetlenia · Zakończone · Olivia
Z powodu listu z zaproszeniem przybyłem na tajemniczą wyspę. Na tej wyspie znajduje się zagadkowy hotel, w którym wszystko jest takie dziwne, takie ekscytujące i takie niewiarygodne! Obserwując, jak ludzie wokół mnie umierają jeden po drugim, zdałem sobie sprawę, że to jest kraina śmierci...
Wybrana przez Przeklętego Króla Alfa

Wybrana przez Przeklętego Króla Alfa

796.3k Wyświetlenia · Zakończone · Night Owl
„Żadna kobieta nie opuszcza jego łoża żywa.”
„Ale ja przeżyję.”
Szeptałam to do księżyca, do łańcuchów, do siebie — aż w to uwierzyłam.
Mówią, że Król Alfa Maximus to potwór — zbyt wielki, zbyt brutalny, zbyt przeklęty. Jego łoże to wyrok śmierci, i żadna kobieta nigdy go nie opuściła żywa. Dlaczego więc wybrał mnie?
Grubą, niechcianą omegę. Tę, którą moja własna wataha oddała jak śmieci. Jedna noc z bezlitosnym Królem miała mnie zakończyć. Zamiast tego zrujnowała mnie. Teraz pragnę mężczyzny, który bierze bez litości. Jego dotyk pali. Jego głos rozkazuje. Jego ciało niszczy. A ja wciąż wracam po więcej. Ale Maximus nie zna miłości. Nie zna towarzyszy. Bierze. Posiada. I nigdy nie zostaje.
„Zanim moja bestia pochłonie mnie całkowicie — potrzebuję syna, który przejmie tron.”
Niestety dla niego... nie jestem słabą, żałosną dziewczyną, którą wyrzucili. Jestem czymś o wiele bardziej niebezpiecznym — jedyną kobietą, która może złamać jego klątwę... albo zniszczyć jego królestwo.
Niemoralna propozycja miliardera

Niemoralna propozycja miliardera

105.9k Wyświetlenia · Zakończone · Sunscar
„Mam propozycję.” Nicholas delikatnie głaskał moją skórę, patrząc na mnie. „Chcę mieć dzieci. I chcę, żebyś mi w tym pomogła.” Chciał, żebym dała mu dziecko! „W zamian dam ci wszystko, czego tylko zapragniesz.”


Osierocona i bez miejsca, które mogłaby nazwać domem, Willow miała tylko jedną szansę na szczęście – pójść na studia. Kiedy jej stypendium przepadło, mogła tylko skontaktować się z Nicholasem Rowe, tajemniczym i wręcz grzesznym miliarderem, aby dał jej pieniądze, które jej się należały.

Skąd mogła wiedzieć, że nie tylko będzie skłonny sfinansować jej edukację, ale także chciał, aby została matką jego dzieci! To nie było częścią planu. Ale w obliczu pokusy, Willow mogła tylko przyjąć nieprzyzwoitą propozycję i wpaść w sidła starszego mężczyzny.

Czy ich związek przetrwa? Co się stanie, gdy duchy przeszłości Nicholasa pojawią się, by rozdzielić parę? Czy przetrwają burzę?
Wzlot Brzydkiej Luny

Wzlot Brzydkiej Luny

56.6k Wyświetlenia · W trakcie · Syra Tucker
Lyric spędziła życie w nienawiści. Dręczona za swoją bliznowatą twarz i znienawidzona przez wszystkich – w tym przez swojego własnego partnera – zawsze słyszała, że jest brzydka. Jej partner trzymał ją przy sobie tylko po to, by zdobyć terytorium, a kiedy osiągnął swój cel, odrzucił ją, zostawiając złamaną i samotną.

Potem spotkała jego. Pierwszego mężczyznę, który nazwał ją piękną. Pierwszego, który pokazał jej, jak to jest być kochaną.

To była tylko jedna noc, ale zmieniła wszystko. Dla Lyric był świętym, zbawcą. Dla niego, była jedyną kobietą, która sprawiła, że doszedł w łóżku – problem, z którym walczył od lat.

Lyric myślała, że jej życie wreszcie się zmieni, ale jak każdy w jej życiu, on kłamał. A kiedy odkryła, kim naprawdę jest, zdała sobie sprawę, że nie tylko jest niebezpieczny – jest typem mężczyzny, od którego nie można uciec.

Lyric chciała uciekać. Pragnęła wolności. Ale chciała również odnaleźć swoją drogę i odzyskać szacunek, wznieść się ponad popioły.

Ostatecznie została zmuszona do wejścia w mroczny świat, którego nie chciała poznać.
Zdobyta przez miłość Alfy

Zdobyta przez miłość Alfy

314.1k Wyświetlenia · Zakończone · Riley
Jestem Tori, tak zwana „morderczyni”, która właśnie wyszła z więzienia.

Cztery lata temu misternie uknuta intryga Fiony zamieniła mnie z zwyczajnej omegi w skazańca, na którego barkach ciąży zarzut morderstwa.
Po czterech latach wracam do świata, którego prawie nie poznaję.

Moja najlepsza przyjaciółka Fiona, a zarazem moja przyrodnia siostra, stała się w oczach mojej matki idealną córunią. A mój były chłopak, Ethan, za chwilę będzie urządzał huczną, wystawną ceremonię zawarcia więzi… właśnie z nią.

Miłość, więzi rodzinne i reputacja, które kiedyś były dla mnie wszystkim, zostały mi przez Fionę odebrane, co do okruszka.

Kiedy dotarłam już do granic wytrzymałości i zaczęłam się zastanawiać, po co w ogóle jeszcze żyję, w moim życiu nagle pojawił się legendarny Alfa Lucas z Moonhaven.

Jest potężny i tajemniczy, budzi respekt i niemal nabożny lęk wśród wszystkich wilkołaków.
A jednak wobec mnie okazuje niezwykłą wytrwałość i zaskakującą czułość, taką, jakiej nigdy się nie spodziewałam.

Czy pojawienie się Lucasa jest darem od losu, czy początkiem kolejnego spisku?
W łóżku z jej dupkowatym szefem

W łóżku z jej dupkowatym szefem

544.3k Wyświetlenia · Zakończone · Ellie Wynters
Powrót do domu i znalezienie narzeczonego w łóżku z jej kuzynką powinien ją złamać, ale Blair odmawia się rozpaść. Jest silna, zdolna i zdeterminowana, by iść dalej. Nie planuje jednak topić swoich smutków w zbyt dużej ilości whisky szefa... ani skończyć w łóżku ze swoim bezwzględnym, niebezpiecznie czarującym szefem, Romanem.
Jedna noc. Tylko tyle miało być.
Ale w zimnym świetle dnia odejście nie jest takie łatwe. Roman nie jest człowiekiem, który odpuszcza - szczególnie nie wtedy, gdy zdecydował, że chce więcej. Nie chce Blair tylko na jedną noc. Chce ją, kropka.
I nie ma zamiaru jej puścić.
Zawłaszczona przez Miliardera

Zawłaszczona przez Miliardera

296.7k Wyświetlenia · W trakcie · Khey Coco
„Podpisz.”

Jego głos był lodowaty, ostry jak stal.

„Chwila—musi być jakaś pomyłka.”

„Podpisz te cholernie papiery” — powiedział, cicho, z głosem tnącym jak brzytwa.

Przełknęłam ślinę z trudem.

Groźby mojego ojca dźwięczały mi w głowie jak echo w pustym korytarzu: Jeśli nie, już nigdy nie zobaczysz swojego syna.

I podpisałam.

Elizabeth Harper nigdy nie miała wyjść za niego. On był niebezpieczeństwem w garniturze skrojonym na miarę, bogactwem zawiniętym w milczenie, władzą ukrytą za lodowatymi, niebieskimi oczami.

Jedna pomyłka, jeden podpis złożony w nie tym pokoju, i teraz jest związana z Christianem Reedem, bezwzględnym miliarderem, znanym z tego, że rujnuje imperia... w tym własną linię krwi. Miała być niewidzialna, posłuszna i do wyrzucenia.
CEO Nad Moim Biurkiem

CEO Nad Moim Biurkiem

812.6k Wyświetlenia · Zakończone · McKenzie Shinabery
„Myślisz, że ona cię potrzebuje” — mówi.

„Wiem, że tak.”

„A co, jeśli nie chce takiej ochrony?”

„Będzie chciała” — odpowiadam, a mój głos nieznacznie cichnie. „Bo potrzebuje faceta, który potrafi dać jej cały świat.”

„A jeśli świat stanie w ogniu?”

Moja dłoń odruchowo zaciska się mocniej na talii Violet.

„To zbuduję jej nowy” — mówię. „Nawet jeśli będę musiał sam spalić ten stary do gołej ziemi.”

Nie pracuję dla Rowana Ashcrofta.
Pracuję pod nim.

Z mojego biurka decyduję, kto dostaje przepustkę do najbardziej bezwzględnego prezesa w mieście, a kto nawet nie przechodzi przez recepcję i odbija się od ochrony jak od ściany. Ogarniając wszystko, trzymam w ryzach jego kalendarz, jego milczenie i jego wrogów. Pilnuję, żeby jego świat chodził jak w zegarku, podczas gdy mój po cichu się sypie: zaległe rachunki piętrzą się na kuchennym blacie, matka jest zamknięta na odwyku, a brat zniknął bez słowa, nawet bez głupiego „trzymaj się”.

Rowan Ashcroft to władza opakowana w idealnie skrojony garnitur.
Zimny. Nietykalny. Bez litości.
On nie flirtuje. On się nie uśmiecha. On nie widzi ludzi — tylko ich przydatność.

I przez długi czas ja też byłam po prostu przydatna.

Aż zaczął się przyglądać.

Na początku ta zmiana w jego uwadze jest ledwie zauważalna. Pauza o sekundę za długa. Spojrzenie, które zostaje. Polecenia, które zamiast odsuwać mnie na bok, ściągają coraz bliżej. Mężczyzna stojący nad moim biurkiem zaczyna kontrolować coś więcej niż mój grafik — i dociera do mnie za późno, że bycie zauważoną przez Rowana Ashcrofta jest o wiele bardziej niebezpieczne niż bycie ignorowaną.

Bo tacy faceci nie łakną czułości.
Oni łakną posiadania.

To miała być praca.
Nie sprawdzian moich granic.
Nie powolne, metodyczne osuwanie się w jego władzę.

Ale jeśli Rowan Ashcroft uzna, że moje miejsce jest pod jego biurkiem, to trudno.
Przetrwanie ma swoją cenę, a rachunki mają to gdzieś, jak je opłacę.
Jak nie zakochać się w smoku

Jak nie zakochać się w smoku

1.3m Wyświetlenia · Zakończone · Kit Bryan
Nigdy nie złożyłam podania do Akademii Istot i Stworzeń Magicznych.

Dlatego właśnie byłam co najmniej skołowana, kiedy przyszedł list z moim imieniem już wydrukowanym na planie zajęć, przydzielonym akademikiem i dobranymi przedmiotami, jakby ktoś znał mnie lepiej, niż ja sama siebie. O Akademii słyszeli wszyscy – to tam wiedźmy ostrzą swoje zaklęcia, zmiennokształtni opanowują swoje postaci, a każdy możliwy magiczny stwór uczy się panować nad swoim darem.

Wszyscy oprócz mnie.

Ja nawet nie wiem, czym właściwie jestem. Zero zmiany postaci, zero sztuczek, żadnej magii w stylu “patrzcie na mnie”. Po prostu dziewczyna otoczona ludźmi, którzy potrafią latać, przywoływać ogień albo leczyć jednym dotykiem. Więc siedzę na zajęciach, udaję, że tu pasuję, i wytężam słuch, szukając choćby najdrobniejszej wskazówki, która powie mi, co tak naprawdę płynie w mojej krwi.

Jedyną osobą, która jest chyba jeszcze bardziej ciekawa niż ja, jest Blake Nyvas – wysoki, o złotych oczach i jak najbardziej Smok. Ludzie szepczą, że jest niebezpieczny, powtarzają, żebym trzymała się od niego z daleka. Ale Blake wydaje się zdeterminowany, żeby rozwiązać zagadkę mnie, a ja… jakoś ufam właśnie jemu bardziej niż komukolwiek innemu.

Może to głupota. Może igranie z ogniem.

Ale kiedy wszyscy inni patrzą na mnie, jakbym była tu nie na swoim miejscu, Blake patrzy na mnie tak, jakby była zagadką, którą naprawdę warto rozwiązać.
Desperackie Pościgi Prezesa

Desperackie Pościgi Prezesa

97.4k Wyświetlenia · Zakończone · Celine
Jestem Layla.

Myślałam, że Seth jest moim światem, ale jego zdrady zniszczyły trzy lata oddania.

Miałam dość. Rozwód, bez oglądania się za siebie. Wtedy on spanikował. Zaczął mnie ścigać, nie chciał odpuścić.

Więc kim dla ciebie jestem, Seth? Nie chciałeś mnie, kiedy cię kochałam. Teraz, kiedy już mi przeszło, nie dasz mi spokoju?

Za późno.