
Trzech Zaborczych Alf – Partnerzy Omegi
H. H. Sun · Zakończone · 118.4k słów
Wstęp
Rozdział 1
„Cześć, skarbie. Spotkajmy się na uczelni. Mam dla ciebie wielką niespodziankę ;)”
Twarz Sary rozjaśnił szeroki uśmiech, gdy czytała wiadomość od Victora, swojego chłopaka od trzech lat. Próbowała nie pozwolić, by wyobraźnia poniosła ją za bardzo, kiedy krzątała się po pokoju, szykując się do wyjścia na spotkanie z nim, ale nie potrafiła.
To były jej osiemnaste urodziny. Dzień, o którym marzyła od tak dawna. Teraz, kiedy miała osiemnaście lat, ona i Victor mogli naprawdę być razem jako para.
Byli ze sobą od piętnastego roku życia, a Victor skończył osiemnaście lat miesiąc wcześniej. Teraz ona też miała osiemnaście… i miała całkiem niezłe pojęcie, czego dotyczy ta jego wielka niespodzianka.
Miał się oświadczyć. Od lat marzyła o dniu, w którym sformalizują swój związek, i nie mogła być szczęśliwsza, że czekanie wreszcie dobiegło końca.
Kiedy się ubrała, wyszła z domu i ruszyła pieszo w stronę uczelni. Zastanawiała się, jaką niespodziankę dla niej przygotował. Skoro przygotował ją na terenie uczelni… czy to znaczyło, że zamierza oświadczyć się publicznie?
Uśmiechała się do siebie i nie zwracała uwagi na to, co dzieje się dookoła, więc nie zauważyła podstawionej jej pod nogi stopy, dopóki się o nią nie potknęła i prawie nie runęła na ziemię. Na szczęście szybko odzyskała równowagę i zdołała uniknąć upadku.
Odwróciła się, żeby zobaczyć, kto ją potknął, i stanęła twarzą w twarz z trzema dziewczynami, z którymi nigdy nie miała ochoty się użerać.
– Och, proszę, a kogo my tu mamy – prychnęła ta stojąca pośrodku ich szeregu, obrzucając Sarę krytycznym spojrzeniem od stóp do głów.
– Czego chcecie? – zażądała Sara, przenosząc wzrok z Melody na jej dwie towarzyszki, Stellę i Biankę. Brakowało ich zwyczajowej przywódczyni: Laury, córki bety. Co Sarze akurat odpowiadało. Użeranie się z trzema dziewczynami, które jej nienawidziły, było lepsze niż użeranie się z czterema.
Gnębiły ją, odkąd tylko pamiętała, ale szczególnie odkąd ona i Victor zaczęli się spotykać. Victor był Alfą ich watahy Blood Moon i Królem Alf. Sara była Omegą, którą po prostu adoptowała rodzina Alfy.
Laura i jej koleżanki nigdy nie znosiły tego, że taka Omega jak ona może umawiać się z Królem Alf, i przy każdej okazji dbały o to, żeby przypomnieć jej, jak bardzo na niego nie zasługuje.
– A dokąd to ci się wydaje, że idziesz? – zapytała Bianca, wyciągając rękę i popychając Sarę dłonią w ramię.
Sara cofnęła się i zmroziła ją spojrzeniem. – To nie wasza sprawa.
– Nie słyszałyście? – odezwała się Stella. – To jej osiemnaste urodziny. Popatrzcie, jak się wystroiła. Oczywiste, że idzie uwieść Victora.
Melody prychnęła, mrużąc oczy na Sarę. — Jesteś naprawdę bezwstydna, co? Naprawdę myślisz, że Victor zadowoli się Omegą taką jak ty? Bawi się tobą od lat, ale założę się, że wkrótce cię kopnie, teraz, kiedy ma osiemnaście lat.
— No właśnie, nie? — przytaknęła Bianca. — Na twoim miejscu czmychnęłabym, zanim bym się upokorzyła. Alfa Król i Omega? Dajcie spokój.
Stella owinęła pasmo swoich brązowych włosów wokół palca. — Może oszczędzimy jej upokorzenia, dziewczyny. Teraz, kiedy ma osiemnaście, może mieć jakieś wielkie wyobrażenia o tym, że zostanie z nim oficjalnie związana.
— Co za żart — prychnęła Bianca.
Sara westchnęła i odwróciła się, żeby odejść, nie mając ochoty dłużej ich zabawiać. Już wcześniej słyszała od nich takie rzeczy. Nie zamierzała pozwolić, żeby ją dzisiaj zbiły z tropu — akurat dzisiaj, ze wszystkich dni.
Nie obchodziło jej, co inni myślą o jej związku z Victorem. Od trzech lat obrzucali ją błotem za to, że z nim jest, ale wiecie co? Nadal z nim była. Czy im się to podobało, czy nie, ona i Victor mieli zostać parą, a one mogły się udławić swoją zazdrością, jeśli ją to miało obchodzić.
— Dokąd ci się wydaje, że idziesz? — zażądała Stella, chwytając Sarę za przedramię i nie pozwalając jej odejść.
— Puść mnie — zażądała Sara, próbując wyrwać rękę z uścisku Stelli.
— A dokąd ci tak spieszno? — zapytała Stella. — Przecież jeszcze nie dałyśmy ci prezentu urodzinowego. Bianca, przynieś wiadro.
Prezent urodzinowy? Wiadro? Sara patrzyła, jak Bianca podskakując odchodzi, a w jej wnętrzu narastało złe przeczucie.
— Nie chcę od was niczego — powiedziała do Stelli, wciąż próbując uwolnić ramię. — Puść mnie!
— No weź, spodoba ci się — obiecała Stella. — Poświęciłyśmy mnóstwo czasu, żeby przygotować ten prezent. Nie wolno ci odmówić.
Bianca wróciła, niosąc w rękach wiadro. Stella w końcu puściła Sarę, odpychając ją. Sara parsknęła i potarła miejsce na przedramieniu, w które Stella ją złapała.
Stella podeszła do Bianki i pomogła jej utrzymać wiadro. Zanim Sara zdążyła zorientować się, co się dzieje, obie dziewczyny zamachnęły się i wylały na nią zawartość.
— Sto lat! — wrzasnęły, dusząc się ze śmiechu.
Sara stała jak wmurowana na ścieżce, a śmierdząca brązowa woda spływała jej po włosach, ramionach i całym ciele. Trzy dziewczyny odeszły, śmiejąc się między sobą.
Klnąc, Sara spojrzała na swój strój. Śliczna letnia sukienka, którą tak starannie wybrała, była teraz przemoczona brudną wodą. Jej trampki też.
„Nie możesz wciąż pozwalać im się bezkarnie tak z tobą obchodzić” — jęknęła w jej głowie jej wilczyca, Edna.
— Nic nie szkodzi — odpowiedziała jej w myślach Sara. — I tak niedługo nie będą mogły tego robić.
Kiedy tylko zostanie oficjalnie przedstawiona jako partnerka Króla Alfy, nie odważą się na nic takiego.
Nawet jeśli Sara pochodziła z rodziny Alf, była tylko adoptowana. Zanim rodzina Victora ją przygarnęła, była bezdomną Omegą i wszyscy w watasze o tym wiedzieli. Bezdomna Omega była idealnym celem dla dręczycieli, a po tym, jak zaczęła spotykać się z Victorem, zrobiło się jeszcze gorzej.
Ale gdy zostanie Luną Victora, nikt nie odważy się jej gnębić. Tak naprawdę w ogóle nie obchodziła jej pozycja Victora jako Króla Alfy. Był jej partnerem i to było najważniejsze. Mimo to czuła ulgę na myśl, że po latach znoszenia obelg, a nawet fizycznej przemocy, nikt nie ośmieli się jej już skrzywdzić.
Odwróciła się i ruszyła z powrotem do domu. Skoro oblały ją brudną wodą, musiała wziąć kolejny prysznic i wybrać świeżą sukienkę. Nie było mowy, żeby stanęła przed Victorem, wyglądając inaczej niż olśniewająco. Gdy tylko weszła do domu, pognała na górę, gdzie znajdował się jej pokój. Już miała otworzyć drzwi, kiedy jakiś dziwny dźwięk zatrzymał ją w miejscu.
Zmarszczyła brwi, gdy dotarło do niej, że odgłos dobiega z pokoju Victora, dokładnie naprzeciwko jej własnego. Victor był na uczelni i czekał na nią — kto mógł być w jego pokoju?
Zaintrygowana podeszła bliżej i przycisnęła ucho do drzwi. Oczy rozszerzyły jej się, kiedy głos Victora wyraźnie przebił się przez drewno.
— Podoba ci się?
Sara zesztywniała. Co on robił w swoim pokoju? Z kim rozmawiał? Przecież kazał jej się z nim spotkać—
— Tak, o mój Boże, zrób to jeszcze raz!
Serce waliło jej w piersi, gdy zza drzwi dobiegł drugi głos. Znała go. Laura, córka Bety! Laura i Victor—
Sara zacisnęła dłoń na klamce, przekręciła ją i pchnęła drzwi. Serce biło jej jeszcze mocniej, gdy zobaczyła scenę przed sobą.
Victor uprawiał seks z Laurą.
Chłopak, o którym myślała, że dziś jej się oświadczy, rżnął dziewczynę, która jej nienawidziła i znęcała się nad nią przy każdej okazji.
Chciała uciec, udawać, że nigdy tego nie widziała, ale nogi odmówiły jej posłuszeństwa, a wzrok przykleił się do nich.
Nie miała pojęcia, jak długo stała tam, zbyt zszokowana, by zrobić cokolwiek, aż w końcu wzrok Laury padł na nią. Laura uśmiechnęła się drwiąco ponad ramieniem Victora, po czym powiedziała:
— Vic, mamy gościa.
—Co? —zapytał, a jego głos był zdyszany, kiedy wciąż wykonywał ruchy między jej nogami. Podniósł głowę i spojrzał w stronę drzwi. Gdy zobaczył Sarę, przestał się ruszać i szybko zeskoczył z Laury. —Sara!
—Co to jest? —zapytała Sara, wreszcie znajdując słowa. Nie miała pojęcia, czemu w ogóle pyta — przecież widziała, co to jest.
—Mogę to wyjaśnić —powiedział Victor, zeskakując z łóżka i sięgając po porzuconą parę bokserek. Wciągnął je na siebie i ruszył w jej stronę.
—A jak to wygląda? —odezwała się Laura ze swojego miejsca na łóżku. Nie zrobiła najmniejszego ruchu, żeby wyjść.
—Sara, kochanie, posłuchaj mnie —powiedział Victor, zamykając drzwi na korytarz.
Sara pokręciła głową i wpatrzyła się w podłogę. Nie mogła znieść myśli, żeby spojrzeć mu w twarz. Przez cały czas, odkąd byli razem, nigdy nie wyobrażała sobie, że mógł ją tak zdradzić.
Odwróciła się gwałtownie i sięgnęła do drzwi, ale Victor zastąpił jej drogę i ją powstrzymał. —Nie złość się —powiedział. —Porozmawiajmy.
—O czym? —warknęła. —Rżnąłeś ją, widziałam to. Co masz do powiedzenia?
Victor westchnął i przeczesał dłonią włosy. —A czego się spodziewałaś, że zrobię?
Sara w końcu spojrzała na niego, mrugając zdezorientowana. —Co?
—Odsuwałaś mnie, kiedy chciałem z tobą uprawiać seks —wytknął. —Mam potrzeby, czego się spodziewałaś?
Przez chwilę Sara oniemiała. Przespał się z Laurą, bo ona odmówiła mu seksu?
Zacisnęła dłonie w pięści. —Wiesz, dlaczego nie mogłam. Powiedziałam ci, że nie chcę stracić dziewictwa, dopóki nie skończę osiemnastu lat.
—No tak —odparł, przechylając głowę, gdy się jej przyglądał. —Chciałaś poczekać do osiemnastki. Dzisiaj masz urodziny. Jesteś gotowa uprawiać ze mną seks teraz?
Sara cofnęła się, obrzydzona tym pytaniem. Po tym wszystkim, co zrobił, miał czelność ją o to zapytać?
—Pozwól mi wyjść —powiedziała, przesuwając dłonią pod okiem, żeby złapać zbłąkaną łzę.
—Po tym, jak kazałaś mi czekać? —zapytał. —Powinnaś dotrzymać obietnicy.
—Co z tobą jest nie tak? —zażądała. —Przed chwilą byłeś z nią, a teraz ty… ty… —sapnęła i spróbowała przejść obok niego do drzwi. —To koniec między nami, Victor. Puść mnie!
—Nie przyjmuję rozkazów od Omeg —powiedział, nie ruszając się sprzed drzwi. Zerknął ponad jej ramieniem w stronę łóżka. —Jeśli tak cię to wkurza, to czemu do nas nie dołączysz? Może ci się spodoba.
Zanim zdążyła w pełni pojąć, co mówi, schylił się i porwał ją w ramiona. Zaczęła się wyrywać, ale był zbyt silny i zdołał zanieść ją na łóżko. Próbowała uciec w chwili, gdy ją odłożył, lecz Laura chwyciła ją za ramię, żeby zatrzymać ją na miejscu.
Ostatnie Rozdziały
#97 Rozdział 97
Ostatnia Aktualizacja: 8/7/2026#96 Rozdział 96
Ostatnia Aktualizacja: 8/7/2026#95 Rozdział 95
Ostatnia Aktualizacja: 8/7/2026#94 Rozdział 94
Ostatnia Aktualizacja: 8/7/2026#93 Rozdział 93
Ostatnia Aktualizacja: 8/7/2026#92 Rozdział 92
Ostatnia Aktualizacja: 8/7/2026#91 Rozdział 91
Ostatnia Aktualizacja: 8/7/2026#90 Rozdział 90
Ostatnia Aktualizacja: 8/7/2026#89 Rozdział 89
Ostatnia Aktualizacja: 8/7/2026#88 Rozdział 88
Ostatnia Aktualizacja: 8/7/2026
Może Ci się spodobać 😍
Kontratak Prawdziwej Dziedziczki
Kiedy przyszła na świat, przez pomyłkę trafiła do niewłaściwej rodziny i doszło do podmiany noworodków. Jednak po osiemnastu latach rodziny w to zamieszane odkryły tę pomyłkę. Sprawiło to, że jej nieprawdziwa rodzina zaczęła ją źle traktować, gdy jeszcze z nimi mieszkała.
Gdy jej prawdziwa rodzina ją odnalazła, natychmiast kazano jej się wynosić. Wyśmiewali ją, przekonani, że jej prawdziwa rodzina jest biedna, i drwili z niej.
Tyle że okazało się, że jej prawdziwa rodzina należy do najbogatszych w Mayfield, a jej dawna rodzina nawet nie zbliża się do ich poziomu.
Po ponownym zjednoczeniu rodziny jej prawdziwi rodzice błagali ją, by pozwoliła im zatrzymać fałszywą dziedziczkę, Kierę, jako część rodziny.
Wygląda jednak na to, że fałszywa dziedziczka nie jest zadowolona z faktu, że prawdziwa dziedziczka wróciła, i nie potrafi powstrzymać się od intryg przeciwko Elenie, jednocześnie utrzymując niewinną, potulną fasadę.
Niestety dla niej Elena również nie zamierzała pozwolić się zastraszać i była gotowa zrobić wszystko, by obnażyć jej knowania, odbierając przy tym wszystko, co słusznie należy do niej.
Po Romansie: W Ramionach Miliardera
W moje urodziny zabrał ją na wakacje. Na naszą rocznicę przyprowadził ją do naszego domu i kochał się z nią w naszym łóżku...
Zrozpaczona, podstępem zmusiłam go do podpisania papierów rozwodowych.
George pozostał obojętny, przekonany, że nigdy go nie opuszczę.
Jego oszustwa trwały aż do dnia, kiedy rozwód został sfinalizowany. Rzuciłam mu papiery w twarz: "George Capulet, od tej chwili wynoś się z mojego życia!"
Dopiero wtedy panika zalała jego oczy, gdy błagał mnie, żebym została.
Kiedy jego telefony zalały mój telefon później tej nocy, to nie ja odebrałam, ale mój nowy chłopak Julian.
"Nie wiesz," zaśmiał się Julian do słuchawki, "że porządny były chłopak powinien być cichy jak grób?"
George zgrzytał zębami: "Daj mi ją do telefonu!"
"Obawiam się, że to niemożliwe."
Julian delikatnie pocałował moje śpiące ciało wtulone w niego. "Jest wykończona. Właśnie zasnęła."
Requiem Grzechu - Romans Mafijny
Prosto na nagiego mężczyznę, świeżo po prysznicu.
A teraz jestem w ciąży z jego dzieckiem.
Powinnam była wyjść, gdy tylko go zobaczyłam.
Był zbyt piękny, żeby mógł być prawdziwy.
Doszłam do drzwi...
A potem zobaczył dokładnie to, co próbowałam ukryć.
– Kto ci to zrobił? – zapytał, gdy dostrzegł siniaki. – Pozwól mi to naprawić.
Powinnam była odmówić.
Ale szczerze? Należy mi się odrobina szczęścia od wszechświata.
A jeśli zechce mi je dać w postaci oszałamiającego, ponadmetrowego anioła ciemności...
Cóż, nie będę wybrzydzać.
Tyle że nic w tym życiu nie przychodzi bez zobowiązań.
Mój anioł daje mi noc rodem z nieba...
Kiedy jednak nadchodzi poranek, zmienia się w diabła.
I to nie byle jakiego.
Ten diabeł wie, skąd jestem.
Kim jestem.
Co zrobiłam.
I jest zdeterminowany, żeby kazać mi za to wszystko zapłacić.
Bez drugiej szansy, Niezmartwiona i Kwitnąca
Mój narzeczony stał tam z ciężarną kochanką w swoich ramionach, szyderczo się uśmiechając. "Bez mnie jesteś nikim."
Odwróciłam się i zapukałam do drzwi najbogatszego człowieka w mieście. "Panie Locke, zainteresowany sojuszem małżeńskim? Oferuję udział wart sto miliardów dolarów - plus przyszłe imperium biznesowe, gratis."
Zakochana w bracie mojego chłopaka z marynarki
"Co jest ze mną nie tak?
Dlaczego jego obecność sprawia, że czuję się jakby moja skóra była zbyt ciasna, jakbym nosiła sweter o dwa rozmiary za mały?
To tylko nowość, mówię sobie stanowczo.
To tylko nieznajomość kogoś nowego w przestrzeni, która zawsze była bezpieczna.
Przyzwyczaję się.
Muszę.
To brat mojego chłopaka.
To rodzina Tylera.
Nie pozwolę, żeby jedno zimne spojrzenie to zniszczyło.
**
Jako baletnica, moje życie wygląda idealnie—stypendium, główna rola, słodki chłopak Tyler. Aż do momentu, gdy Tyler pokazuje swoje prawdziwe oblicze, a jego starszy brat, Asher, wraca do domu.
Asher to weteran Marynarki z bliznami po bitwach i zerową cierpliwością. Nazywa mnie "księżniczką" jakby to była obelga. Nie mogę go znieść.
Kiedy kontuzja kostki zmusza mnie do rekonwalescencji w domku nad jeziorem rodziny Tylera, utknęłam z obydwoma braćmi. Co zaczyna się jako wzajemna nienawiść, powoli przeradza się w coś zakazanego.
Zakochuję się w bracie mojego chłopaka.
**
Nienawidzę dziewczyn takich jak ona.
Rozpieszczonych.
Delikatnych.
A jednak—
Jednak.
Obraz jej stojącej w drzwiach, ściskającej sweter mocniej wokół wąskich ramion, próbującej uśmiechać się przez niezręczność, nie opuszcza mnie.
Ani wspomnienie Tylera. Zostawiającego ją tutaj bez chwili zastanowienia.
Nie powinno mnie to obchodzić.
Nie obchodzi mnie to.
To nie mój problem, że Tyler jest idiotą.
To nie moja sprawa, jeśli jakaś rozpieszczona mała księżniczka musi wracać do domu po ciemku.
Nie jestem tu, żeby kogokolwiek ratować.
Szczególnie nie jej.
Szczególnie nie kogoś takiego jak ona.
Ona nie jest moim problemem.
I do diabła, upewnię się, że nigdy nim nie będzie.
Ale kiedy moje oczy padły na jej usta, chciałem, żeby była moja.
CEO Nad Moim Biurkiem
„Wiem, że tak.”
„A co, jeśli nie chce takiej ochrony?”
„Będzie chciała” — odpowiadam, a mój głos nieznacznie cichnie. „Bo potrzebuje faceta, który potrafi dać jej cały świat.”
„A jeśli świat stanie w ogniu?”
Moja dłoń odruchowo zaciska się mocniej na talii Violet.
„To zbuduję jej nowy” — mówię. „Nawet jeśli będę musiał sam spalić ten stary do gołej ziemi.”
Nie pracuję dla Rowana Ashcrofta.
Pracuję pod nim.
Z mojego biurka decyduję, kto dostaje przepustkę do najbardziej bezwzględnego prezesa w mieście, a kto nawet nie przechodzi przez recepcję i odbija się od ochrony jak od ściany. Ogarniając wszystko, trzymam w ryzach jego kalendarz, jego milczenie i jego wrogów. Pilnuję, żeby jego świat chodził jak w zegarku, podczas gdy mój po cichu się sypie: zaległe rachunki piętrzą się na kuchennym blacie, matka jest zamknięta na odwyku, a brat zniknął bez słowa, nawet bez głupiego „trzymaj się”.
Rowan Ashcroft to władza opakowana w idealnie skrojony garnitur.
Zimny. Nietykalny. Bez litości.
On nie flirtuje. On się nie uśmiecha. On nie widzi ludzi — tylko ich przydatność.
I przez długi czas ja też byłam po prostu przydatna.
Aż zaczął się przyglądać.
Na początku ta zmiana w jego uwadze jest ledwie zauważalna. Pauza o sekundę za długa. Spojrzenie, które zostaje. Polecenia, które zamiast odsuwać mnie na bok, ściągają coraz bliżej. Mężczyzna stojący nad moim biurkiem zaczyna kontrolować coś więcej niż mój grafik — i dociera do mnie za późno, że bycie zauważoną przez Rowana Ashcrofta jest o wiele bardziej niebezpieczne niż bycie ignorowaną.
Bo tacy faceci nie łakną czułości.
Oni łakną posiadania.
To miała być praca.
Nie sprawdzian moich granic.
Nie powolne, metodyczne osuwanie się w jego władzę.
Ale jeśli Rowan Ashcroft uzna, że moje miejsce jest pod jego biurkiem, to trudno.
Przetrwanie ma swoją cenę, a rachunki mają to gdzieś, jak je opłacę.
POŚLUBIONA WŁADCY PRZESTĘPCZEGO ŚWIATA
Po kolejnych nieudanych próbach swatania mama zagroziła, że odetnie mnie od funduszu powierniczego, który zostawił mi ojciec. Trzy dni przed moimi dwudziestymi ósmymi urodzinami poszłam na charytatywną galę,
Zdesperowana i podlana szampanem podeszłam do najbardziej onieśmielającego faceta na całym balu dobroczynnym. Był lodowaty, arogancki i patrzył na mnie tak, jakbym była kawałkiem mięsa. Miałam to gdzieś. Wcisnęłam mu swoją wizytówkę, a ręka drżała mi jak osika.
Nie wziął jej. Zamiast tego ruszył za mną na balkon. „Nie przyszłaś tu w interesach, Talia” — wyszeptał, a jego głos był ciemny, lepki i kuszący. „Przyszłaś po to, żeby ktoś cię wziął”.
Zanim noc dobiegła końca, byłam w jego łóżku. Naga, spełniona i senna. Powiedziałam mu, że chcę za niego wyjść. Powiedział „tak” i zgodził się ożenić ze mną natychmiast. Zasnęłam, nie zdając sobie sprawy, że właśnie oświadczyłam się najpotężniejszemu bankierowi w Nowym Jorku.
Powinnam była uciekać. Nie wiedziałam, że to Alexander Cielo Morgan — najbardziej bezwzględny bankier w Nowym Jorku. Nie wiedziałam, że jedna noc z nim będzie mnie kosztować wolność na zawsze. Ale było już za późno, żeby się wycofać. Utknęłam w małżeństwie z nim. I odkryłam, że utrata stu milionów dolarów z funduszu powierniczego jest o niebo lepsza niż oddanie swojego życia Alexandrowi Cielo.
Fałszywa dziewczyna hokejowego Alfy
Jest jeszcze Rafael. Mroczny. Nieuchwytny. Chłopak, o którym wszyscy mówią, ale którego tak naprawdę nikt nie zna. Powinien być ostatnią osobą, do której Vivienne się zbliży, a jednak nie potrafi odwrócić wzroku. Wciąga ją w niebezpieczeństwo, które jednocześnie przeraża i daje poczucie bezpieczeństwa — jakby widział w niej te części, których nie dostrzega nikt inny.
Ale Rafael ma sekrety — takie, które mogłyby zniszczyć ich oboje. A im bliżej Vivienne jest, tym trudniej rozstrzygnąć, czy on jest jej drogą ucieczki… czy powodem, dla którego nigdy nie zdoła się wyrwać.
Adoptowany Grzech
To wszystko, czego kiedykolwiek pragnęłam.....
Aż nagle wszystkie moje marzenia rozsypują się w pył.
Mój „brat” mnie nienawidzi.
Nie jest już tym samym chłopakiem, który wyjechał z naszego domu w drogę ku wielkości. Nie chce mieć ze mną nic wspólnego i traktuje mnie gorzej niż swojego wroga.
Aż widzę go z jakąś dziewczyną.
I nagle nie wygląda już jak mój brat.
Wygląda jak seksowny sportowiec, nad którym ślini się każda dziewczyna na kampusie.
To złe.
Nie powinnam patrzeć na niego w ten sposób.
A on nie powinien dotykać mnie tak, jakby był gotów mnie pożreć.
To mój brat.
A może jednak nie?
Granice się zacierają, a grunt drży mi pod stopami od pożądania i grzechu.
Sekrety są wyszeptywane nad rozpaloną skórą, zakazane pocałunki kradzione w ciemnych kątach.
Ale to wciąż za mało.
Potrzebuję więcej.
Dziewczyna, którą miliarder stracił
Osiem lat temu Liam Alcaraz złamał serce Mii Villaruiz i odszedł bez oglądania się za siebie, zostawiając ją z niczym poza pytaniami bez odpowiedzi i cieniem miłości, w którą kiedyś wierzyła, że przetrwa wiecznie.
Teraz jest jednym z najmłodszych i najpotężniejszych prezesów w kraju.
A Mia nie jest już dziewczyną, którą zostawił. Z wyrzutka stała się najlepszą absolwentką egzaminu adwokackiego, błyskotliwą prawniczką korporacyjną znaną z bystrego umysłu i niezachwianej pewności siebie. Nieustraszona. Nietykalna. Niezłomna.
Aż los ponownie sprowadza go do jej życia. Kiedy Mia dostaje zlecenie, by zająć się wartym miliardy imperium Liama, coś, co miało być po prostu kolejną sprawą, zamienia się w największe wyzwanie jej kariery i serca. Zdobycie go jako klienta mogłoby uczynić ją najmłodszą partnerką w kancelarii.
Ale ponowne spotkanie z Liamem oznacza zmierzenie się ze wszystkim, o czym próbowała zapomnieć. Bo za każdym starciem tli się iskra, która nie chce zgasnąć. Każde spojrzenie niesie ciężar przeszłości. A każdy dotyk grozi tym, że rozsypią się oboje.
Liam jest zdeterminowany udowodnić, że nie jest już chłopakiem, który ją skrzywdził. Ale Mia jest zdeterminowana pokazać mu, że nie jest już dziewczyną, którą zostawił.
Lecz w świecie rządzonym przez władzę, dumę i niebezpieczne pożądanie stare rany znów zaczynają krwawić, prawda wychodzi na jaw, a granica między miłością a nienawiścią powoli się zaciera.
Niektórym pokusom nie sposób się oprzeć. A niektóre serca nigdy naprawdę nie przestają kochać.
Syreny Mafii
Vernon zamarł, kuszące uczucie niespodziewanego pocałunku Nixxona odbierało mu mowę.
„Pocałunek...” wyszeptał, bez tchu.
„Dobrze się czuję, kiedy cię całuję, Vernon,” wyszeptał Nixxon i... pocałował go ponownie.
Nixxon uciekł ze swojego podwodnego królestwa, desperacko pragnąc zerwać wszelkie więzi z oceanem. Ale ludzki świat nie był tą wolnością, jaką sobie wyobrażał... to była inna forma klatki. Schwytany przez Vernona, bezwzględnego szefa mafii, który wziął go za szpiega lub broń, Nixxon szybko zrozumiał, że jego przetrwanie zależy od tego, jak dobrze potrafi udawać i jak szybko może się uczyć.
Na początku Vernon widział w Nixxonie jedynie zagrożenie... dziwnego mężczyznę bez przeszłości, bez dokumentów, z nienaturalnym sposobem poruszania się. Ale im więcej go przesłuchiwał, tym bardziej frustrująco nieodparty stawał się Nixxon. Był zarówno naiwny, jak i bystry, buntowniczy, ale dziwnie zafascynowany ludzkim życiem. A co najgorsze, patrzył na Vernona, jakby był kimś, kogo warto poznać.
Zmuszony do trzymania Nixxona blisko, Vernon staje się jego niechętnym przewodnikiem po ludzkim świecie... ludzką encyklopedią; odpowiadając na niewinne, lecz niebezpieczne pytania. Co to jest głód? Dlaczego ludzie kłamią? Co to znaczy kochać?
Ale kiedy Vernon w końcu odkrywa prawdę o Nixxonie... kim jest, czym jest... stoi przed wyborem: uwolnić człowieka, którego kiedyś uważał za wroga... albo zakuć go w jeszcze ściślejsze kajdany, zanim zostanie mu odebrany.
Bo coś mu mówi, że Nixxon nie uciekał tylko przed oceanem. Coś gorszego nadchodzi po niego.
A Vernon nie wie, czy chce uratować Nixxona... czy zatrzymać go na zawsze.
Ostatnia Szansa Chorej Luny
Wszystko zmieniło się w dniu, kiedy dowiedziałam się, że moja wilczyca zapadła w stan uśpienia. Lekarz ostrzegł mnie, że jeśli nie oznaczę lub nie odrzucę Alexandra w ciągu roku, umrę. Jednak ani mój mąż, ani mój ojciec nie przejmowali się na tyle, aby mi pomóc.
W mojej rozpaczy podjęłam decyzję, aby przestać być uległą dziewczyną, jakiej ode mnie oczekiwali.
Wkrótce wszyscy nazywali mnie szaloną, ale właśnie tego chciałam — odrzucenia i rozwodu.
Nie spodziewałam się jednak, że mój kiedyś arogancki mąż pewnego dnia będzie błagał mnie, żebym nie odchodziła...












