Alfa Wybrał Mnie

Alfa Wybrał Mnie

Julian Wilson · Zakończone · 204.4k słów

974
Gorące
26.4k
Wyświetlenia
2.5k
Dodano
Dodaj do Półki
Rozpocznij Czytanie
Udostępnij:facebooktwitterpinterestwhatsappreddit

Wstęp

— Nie jestem jednym z twoich politycznych zasobów do zarządzania.

— Nigdy tak o tobie nie myślałem. Ale już zdecydowałaś, że to ja jestem czarnym charakterem, prawda?

Oparzona przez chłopaka, który zrobił z niej zakład, i przez system miażdżący najsłabszych, pracownica socjalna Nora Hayes wyciągnęła wnioski: nie ufaj nikomu, a już na pewno nie potężnym wilkom. A potem Julian Sterling — odznaczony bohater wojenny, federalny inspektor i czystej krwi Alfa — wciąż pojawia się dokładnie wtedy, gdy ona potrzebuje ratunku. Jego ochrona wydaje się zbyt dobra, by mogła być prawdziwa. Jego zainteresowanie — zbyt skupione, by było niewinne.

Julian wie, że Nora jest jego przeznaczoną partnerką w chwili, gdy uderza w niego jej zapach. Ale ona widzi w nim tylko kolejnego manipulatora w drogich garniturach. Kiedy rodzina jej byłego zamienia ukryte długi w broń i zaczyna grozić jej bliskim, Nora staje przed niemożliwym wyborem: zostać kochanką byłego czy przyjąć pomoc od kolejnego niebezpiecznego Alfy — jedynego, który kiedykolwiek walczył o nią, nie żądając niczego w zamian?

Rozdział 1

Perspektywa Nory

Osunęłam się na krześle przy biurku, wpatrując się w górę akt rozrzuconych po wytartej powierzchni jak polegli na wojnie. Dopiero co wróciłam z jakiejś zapadłej mieściny, trzy dni zajmowania się sprawą znęcania nad starszym Lykanem, łącznie osiem godzin snu, i miałam wrażenie, że ktoś rozwala mi czaszkę młotem pneumatycznym.

Jarzeniówki w biurze oddziału DSW w Blackwood brzęczały nad głową, tym nieustannym elektrycznym bzyczeniem, które stało się ścieżką dźwiękową mojego życia. Telefony dzwoniły w desperackiej harmonii, a moi współpracownicy krążyli między boksami, ściskając kubki z kawą. Całe to miejsce pachniało przypaloną kawą i instytucjonalną rozpaczą — eau de rządowe cięcia budżetowe.

Potarłam skronie, próbując skupić się na formularzu przede mną. Kolejna nieszczęsna kobieta, 37 lat, podejrzenie przemocy ze strony męża. Musiałabym umówić wizytę domową. Palce właśnie sięgały do klawiatury, gdy dyrektor zastukał w ściankę mojego boksu.

— Nora, masz minutę?

Podniosłam wzrok na przełożonego, rejestrując pogniecioną koszulę i bruzdy stresu głęboko wyżłobione wokół oczu. Marcus Brennan prowadził oddział w Blackwood od piętnastu lat i było to widać w każdym z nich. — Jasne. Co jest?

— Do mojego gabinetu. Teraz.

Świetnie. Poszłam za nim przez labirynt boksów, kiwając głową do Claire, która z nad biurka bezgłośnie ułożyła wargami: powodzenia. Cokolwiek to było, nie zapowiadało się przyjemnie. Marcus używał gabinetu do dwóch rzeczy: rozmów o budżecie i gównianych zadań, których nikt inny nie chciał.

Zamknął za mną drzwi i wskazał krzesło naprzeciwko biurka. Usiadłam, zauważając formalną kartę zaproszenia leżącą na wierzchu jego zwyczajowego chaosu papierów.

— Potrzebuję cię dziś wieczorem na wydarzeniu — oznajmił bez wstępów. — O szóstej trzydzieści.

Zamrugałam. — Dzisiaj? Marcus, ja dopiero wróciłam z—

— Wiem. Ale to ważne. — Podniósł zaproszenie: kremowy kartonik ze złoconym tłoczeniem, które pewnie kosztowało więcej niż mój miesięczny czynsz. — Rodzina Taylorów organizuje doroczną galę charytatywną w hotelu Blackwood. Przekazali znaczne fundusze Departamentowi Dobrostanu Gatunków. Ich Alfa poprosił konkretnie, żebyśmy wysłali przedstawicieli.

Poczułam, jak zmęczenie zapada jeszcze głębiej. Impreza dla sponsorów.

— Jesteś najlepsza do takich rzeczy. — Przesunął zaproszenie po blacie w moją stronę.

Tłumaczenie: ja najlepiej się prezentuję. Podniosłam kartę i przejrzałam szczegóły. Doroczna Gala Charytatywna Rodziny Taylorów. Black tie opcjonalnie. Cicha aukcja i licytacja na żywo na rzecz kilku inicjatyw, w tym DSW.

— Aukcja charytatywna? — zapytałam.

Marcus skinął głową. — Duża. Co roku zbierają miliony. Nasze finansowanie od nich zależy od utrzymania dobrych relacji, więc musimy się pojawić i wyglądać na wdzięcznych.

Dwie godziny uśmiechania się do bogatych Lykanów, którzy rzucają nam pieniądze, żeby poczuć się lepiej, jednocześnie dalej tworząc dokładnie te problemy, które my przez całe życie próbujemy naprawiać. Chciałam powiedzieć „nie”. Chciałam wrócić do domu, wziąć prysznic i spać mniej więcej piętnaście godzin.

Ale Marcus miał rację. Potrzebowaliśmy ich pieniędzy. Oddział w Blackwood trzymał się na ostatnim pazurze.

— Dobra — powiedziałam płasko.

— Zabierz ze sobą Benjamina i Claire. W grupie raźniej. — Zawiesił głos, a jego wyraz twarzy odrobinę złagodniał. — Wiem, że to dużo, szczególnie po takim tygodniu. Ale nie możemy odmówić.

Wstałam, wsuwając zaproszenie do torby. — Coś jeszcze?

— Tak. — Marcus nawet się uśmiechnął, choć uśmiech nie dotarł do jego oczu. — Postaraj się nie mówić żadnemu z nich, co tak naprawdę myślisz o ich odpisywanej od podatku dobroczynności.


Szatnia oddziału Blackwood pachniała przemysłowym środkiem czyszczącym i desperacją — zresztą jak wszystko w tym budynku. Stanęłam przed lustrem, ściągnęłam znoszoną terenową kurtkę DSW i przyjrzałam się kobiecie, która patrzyła na mnie z odbicia.

Trzy dni prawie bez snu zostawiły pod moimi szaroniebieskimi oczami cienie, których nie zdołałby ukryć żaden korektor. Moje blond włosy były totalną katastrofą, wciąż przesiąknięte zapachem motelu, w którym padłam między kolejnymi wywiadami. Wyglądałam dokładnie tak, jak byłam w rzeczywistości: dwudziestoczteroletnia kontraktorka rządowa, jadąca na oparach i złośliwości.

Chlusnęłam sobie w twarz zimną wodą i sięgnęłam po strój awaryjny — ciemnoszarą marynarkę, czarne spodnie i białą bluzkę, tylko lekko pomiętą. Kiedy się przebierałam, znów złapałam w lustrze własne spojrzenie i poczułam, jak w gardle narasta ten znajomy, gorzki śmiech.

Ludzka pracowniczka socjalna idzie na dobroczynny bal Lykanów. Kiedyś to byłoby absurdalne.

Trzydzieści lat. Tyle czasu minęło, odkąd Ustawa o Integracji Gatunków rzekomo zrównała wszystkich. Lykanie i ludzie, ramię w ramię, te same prawa, te same szanse. Piękna opowieść o jedności i postępie, świetnie wyglądająca w podręcznikach do historii i rozsypująca się w chwili, gdy tylko zetknęło się z rzeczywistością.

Związałam włosy w schludny kok, spinając go wsuwkami. W lustrze widziałam prawdę, której prawo udawało, że nie ma. Lykanie mieli siłę, zmysły, długowieczność, a przede wszystkim agresję, by dominować w każdej branży, która się liczyła. Górnictwo, energetyka, ochrona — wszędzie tam, gdzie potrzebowało się fizycznej mocy i umiejętności zastraszania, rządzili Lykanie.

A ludzie? Nam przypadła rola klasy profesjonalnej. Prawnicy, księgowi, pracownicy socjalni. Ci, którzy sprzątali po tym, jak Lykanie narobili bałaganu, udając, że stoimy na równych zasadach.

Wygładziłam marynarkę, myśląc o stanie Department of Species Welfare — agencji, o której wszyscy zapomnieli, że w ogóle istnieje. Tej z budżetem, który nie wystarczyłby na wakacje zamożnej rodziny. Tej, w której ogrzewanie zepsuło się trzy miesiące temu i nadal go nie naprawiono, bo nie było pieniędzy na remont.

Mieliśmy być mostem między gatunkami, siatką bezpieczeństwa dla najsłabszych. Zamiast tego byliśmy zapomnianym pasierbem rządu federalnego, żyjącym z ochłapów i okazjonalnych „datków z poczucia winy” od tych samych rodzin, które tworzyły większość naszych spraw.

„Czemu ty się tak na to wszystko zajeżdżasz?” Głos Kyle’a Vaughna zabrzmiał mi w głowie — ta mieszanka czułości i frustracji, którą słyszałam tyle razy przez ostatni rok. „DSW to tonący statek, kochanie.”

Zawsze to zbywałam śmiechem, mówiłam mu, że wierzę w tę pracę. Że nawet jeśli system jest zepsuty, wciąż mogę pomóc tym, którzy wpadają w szczeliny. Ale stojąc tutaj, w tej obskurnej szatni, w jedynym porządnym stroju, jaki miałam, gotowa iść błagać o pieniądze ludzi, którzy widzieli w nas tylko ulgę podatkową, musiałam się zastanowić, czy nie ma racji.

Mój telefon zawibrował. Wiadomość od Kyle’a.

Nie mogę się doczekać, aż zobaczę cię jutro wieczorem. Rok z najbardziej niesamowitą kobietą na świecie. Zaplanowałem coś wyjątkowego. ❤️

Uśmiechnęłam się mimo zmęczenia. Jutro była nasza rocznica. Byliśmy razem od roku i choć jego rodzina w oczywisty sposób nie aprobowała jego ludzkiej dziewczyny, Kyle trwał przy mnie. To musiało coś znaczyć.

Ja też.

Wsadziłam telefon z powrotem do torebki i rzuciłam sobie w lustrze ostatnie spojrzenie. Wystarczy. Nie musiałam robić na tych ludziach wrażenia, tylko nie skompromitować wydziału.

—Nora! —Głos Benjamina przebił się przez drzwi. —Samochód gotowy! Musimy jechać, bo spóźnimy się na to cholerne wydarzenie!

Benjamin niedawno skończył studia; był moim tymczasowym partnerem. Dołączył do departamentu pełen zapału i optymizmu, a teraz zaczynał narzekać na pracę bez przerwy.

—Już idę —odkrzyknęłam.

Kilka minut później chwyciłam płaszcz i wyszłam, spotykając na korytarzu Claire. Jakimś cudem udało jej się znaleźć sukienkę, w której wyglądała przyzwoicie, a ciemne włosy ułożyła w fale.

—Ładnie się prezentujesz —powiedziałam.

—Ty też. No, na tyle, na ile ktokolwiek może wyglądać przy pensji z DSW. —Zrównała krok ze mną. —Myślisz, że będzie dobre jedzenie?

—To rodzina Taylorów. Przystawki pewnie kosztują więcej niż nasza miesięczna pensja.

Benjamin czekał przy samochodzie. Przeczesał brązowe włosy i miał krawat; wyglądał poważniej niż zwykle.

—Gotowi popatrzeć, jak bogaci rozrzucają forsę? —zapytał z uśmiechem.

Wsuwając się na fotel pasażera, odparłam:

—Gotowa jak nigdy. Tylko pamiętaj—uśmiechać się, być uprzejmym i na miłość boską nie rób niczego szalonego.

Benjamin poprowadził służbowy wóz przez dziurawe ulice Blackwood w stronę autostrady.

Hotel Blackwood wyrastał z krajobrazu jak wyciągnięty środkowy palec dla wszystkiego, co reprezentowało Blackwood. Cały ze szkła i stali, ociekający agresywnym bogactwem, stał tuż za granicą administracyjną Silverton—na tyle blisko naszego okręgu, by mogli twierdzić, że „odwdzięczają się społeczności”, i na tyle daleko, by nigdy nie musieli jej naprawdę oglądać.

Benjamin wjechał na okrągły podjazd i natychmiast poczułam, że tu nie pasuję. Przy wejściu stały luksusowe auta—smukłe sedany z indywidualnymi lakierami, SUV-y kosztujące więcej, niż zarobiłabym przez pięć lat. Parkingowy w nienagannym uniformie pojawił się przy moim oknie, zanim w ogóle zdążyłam do końca otworzyć drzwi.

—Dobry wieczór, proszę pani. Witamy w hotelu Blackwood.

Wysiadłam, poprawiając marynarkę, podczas gdy Benjamin zaczął się jąkać coś o tym, czy powinniśmy dać napiwek. Claire znalazła się obok mnie; oczy miała szeroko otwarte, gdy wpatrywała się w lobby widoczne przez szklane drzwi.

—Ja pierdolę —wydyszała. —Czy ja właśnie weszłam do innego świata?

—Pewnie tak. Chodźcie. —Poprowadziłam ich do środka. Lobby było pełne strzelistych sufitów i wysmakowanego oświetlenia, tego rodzaju wykalkulowanego luksusu, który krzyczał: mamy więcej pieniędzy, niż jesteś w stanie sobie wyobrazić.

Podszedł do nas mężczyzna w nieskazitelnie skrojonym garniturze, z uśmiechem profesjonalnym i chłodnym.

—Dobry wieczór. Są państwo z gali charytatywnej rodziny Taylorów?

—Tak. Jesteśmy z Department of Species Welfare. —Wyciągnęłam identyfikator.

Jego wyraz twarzy się zmienił — nie było to wprawdzie ciepło, ale jakby odrobina mniej chłodu. — Oczywiście. Pan Taylor wspominał, że do nas dołączycie. Proszę tędy.

Poprowadził nas przez lobby w stronę podwójnych drzwi, zza których już dobiegał mnie szmer rozmów i miękka muzyka. Idąc, zauważyłam innych gości — kobiety w sukniach od projektantów i mężczyzn w smokingach, z tą swobodną pewnością siebie ludzi, którzy nigdy nie musieli się martwić, czy w tym samym tygodniu będzie ich stać na zakupy i benzynę.

— Licytacja na żywo zaczyna się o siódmej — mówił nasz eskort. — Wasze miejsca są w środkowej sekcji, piąty rząd. Będziecie mieć znakomity widok na scenę.

— Jakie przedmioty będą licytowane? — zapytała Claire, z szeroko otwartymi oczami.

— Och, niezwykłe rzeczy. Rzadkie dzieła sztuki, luksusowe pakiety wakacyjne, biżuteria od ekskluzywnych projektantów. Najdroższy przedmiot w zeszłym roku poszedł za milion dolarów. — Wskazał wejście do sali balowej. — Miłego wieczoru.

Znaleźliśmy swoje miejsca — całkiem niezłe, musiałam przyznać, z wyraźnym widokiem na scenę, gdzie czekał już pulpit dla prowadzącego aukcję. Sala balowa była obscenicznie wręcz luksusowa.

Zapadłam się w miękki fotel i próbowałam zignorować skręcanie żołądka. To nie był mój świat. Byłam tu po to, żeby się uśmiechać i reprezentować DSW, a potem wrócić do domu i zapomnieć, że ci ludzie w ogóle istnieją.

— Panie i panowie — rozległ się przez nagłośnienie donośny głos. — Witamy na dorocznej gali charytatywnej rodziny Taylorów. Dziś wieczorem łączymy siły, by wesprzeć kluczowe inicjatywy w naszej społeczności, w tym niezwykłą pracę Department of Species Welfare.

Po sali przetoczyły się uprzejme brawa. Wymusiłam uśmiech, gdy kilka głów odwróciło się w naszą stronę.

Aukcja zaczęła się od mniejszych pozycji — podpisanych pamiątek, kolekcji win, weekendowych wypadów. Licytacja była swobodna, niemal znudzona, jakby ci ludzie wybierali między przystawkami, a nie wydawali tysiące dolarów.

Wtedy głos prowadzącego przybrał inny ton. — A teraz, panie i panowie, nasz klejnot koronny wieczoru. Olśniewający, wykonany na zamówienie egzemplarz od Cartiera — naszyjnik Moonlight Cascade. Platyna i diamenty, z centralnym kamieniem o masie piętnastu karatów. Wycena: 850 tysięcy dolarów. Czy zaczniemy licytację od 500 tysięcy?

Reflektor oświetlił aksamitną gablotę wjeżdżającą na scenę. Nawet z mojego miejsca widziałam, jak naszyjnik iskrzy się niczym uwięzione światło gwiazd — obsceniczny w swoim pięknie i cenie.

— Czy słyszę 500 tysięcy?

Gdzieś w przedniej sekcji uniosła się tabliczka.

— 500 tysięcy dla tabliczki czterdzieści siedem. Czy słyszę 550 tysięcy?

Kolejna tabliczka. Kwoty rosły szybko — 600 tysięcy, 650 tysięcy, 700 tysięcy. Patrzyłam na to z mieszaniną fascynacji i odrazy. Te pieniądze mogłyby sfinansować całą naszą placówkę przez pół roku. Mogłyby pomóc setkom rodzin. Zamiast tego miały zawisnąć komuś na szyi na koktajlowych przyjęciach.

— 850 tysięcy dla tabliczki dwadzieścia trzy. Czy słyszę 900 tysięcy?

Cisza. Prowadzący odczekał, budując napięcie.

— 850 tysięcy po raz pierwszy...

— Milion dolarów.

Ten głos przeciął salę jak ostrze. Głęboki, rozkazujący, bezbłędnie Alfa. I bezbłędnie znajomy.

Krew mi zastygła.

Odwróciłam się w stronę przedniej sekcji, a serce waliło mi o żebra. Mężczyzna wstał, z uniesioną tabliczką; jego profil oświetlały światła sceny.

Kyle.

Ostatnie Rozdziały

Może Ci się spodobać 😍

Bez drugiej szansy, Niezmartwiona i Kwitnąca

Bez drugiej szansy, Niezmartwiona i Kwitnąca

269.2k Wyświetlenia · W trakcie · Gloria Fox
Miesiąc przed moim ślubem spaliłam suknię, którą przez rok szyłam własnymi rękami.
Mój narzeczony stał tam z ciężarną kochanką w swoich ramionach, szyderczo się uśmiechając. "Bez mnie jesteś nikim."
Odwróciłam się i zapukałam do drzwi najbogatszego człowieka w mieście. "Panie Locke, zainteresowany sojuszem małżeńskim? Oferuję udział wart sto miliardów dolarów - plus przyszłe imperium biznesowe, gratis."
Wybrana przez Przeklętego Króla Alfa

Wybrana przez Przeklętego Króla Alfa

797.7k Wyświetlenia · Zakończone · Night Owl
„Żadna kobieta nie opuszcza jego łoża żywa.”
„Ale ja przeżyję.”
Szeptałam to do księżyca, do łańcuchów, do siebie — aż w to uwierzyłam.
Mówią, że Król Alfa Maximus to potwór — zbyt wielki, zbyt brutalny, zbyt przeklęty. Jego łoże to wyrok śmierci, i żadna kobieta nigdy go nie opuściła żywa. Dlaczego więc wybrał mnie?
Grubą, niechcianą omegę. Tę, którą moja własna wataha oddała jak śmieci. Jedna noc z bezlitosnym Królem miała mnie zakończyć. Zamiast tego zrujnowała mnie. Teraz pragnę mężczyzny, który bierze bez litości. Jego dotyk pali. Jego głos rozkazuje. Jego ciało niszczy. A ja wciąż wracam po więcej. Ale Maximus nie zna miłości. Nie zna towarzyszy. Bierze. Posiada. I nigdy nie zostaje.
„Zanim moja bestia pochłonie mnie całkowicie — potrzebuję syna, który przejmie tron.”
Niestety dla niego... nie jestem słabą, żałosną dziewczyną, którą wyrzucili. Jestem czymś o wiele bardziej niebezpiecznym — jedyną kobietą, która może złamać jego klątwę... albo zniszczyć jego królestwo.
Moja Siostra Ukradła Mojego Partnera, A Ja Jej Pozwoliłam

Moja Siostra Ukradła Mojego Partnera, A Ja Jej Pozwoliłam

108.7k Wyświetlenia · W trakcie · regalsoul
"Moja siostra grozi, że zabierze mi partnera. A ja pozwalam jej go zatrzymać."
Urodzona bez wilka, Seraphina jest hańbą swojej watahy—aż do pewnej pijanej nocy, która pozostawia ją w ciąży i w małżeństwie z Kieranem, bezwzględnym Alfą, który nigdy jej nie chciał.
Ale ich dziesięcioletnie małżeństwo nie było bajką.
Przez dziesięć lat znosiła upokorzenia: żadnego tytułu Luny, żadnego znaku parowania. Tylko zimne prześcieradła i jeszcze zimniejsze spojrzenia.
Kiedy jej idealna siostra wróciła, Kieran złożył wniosek o rozwód tej samej nocy. A jej rodzina była szczęśliwa widząc jej małżeństwo rozbite.
Seraphina nie walczyła, tylko odeszła w milczeniu. Jednak gdy pojawiło się niebezpieczeństwo, szokujące prawdy wyszły na jaw:
☽ Tamta noc nie była przypadkiem
☽ Jej "defekt" jest w rzeczywistości rzadkim darem
☽ I teraz każdy Alfa—including jej były mąż—będzie walczył, aby ją zdobyć
Szkoda, że ona skończyła z byciem posiadana.


Ryk Kieran wstrząsnął moimi kośćmi, gdy przycisnął mnie do ściany. Jego gorąco przebiło się przez warstwy materiału.
"Seraphina, myślisz, że odejście jest takie łatwe?" Jego zęby musnęły nieoznakowaną skórę mojego gardła. "Ty. Jesteś. Moja."
Gorąca dłoń przesunęła się po moim udzie. "Nikt inny cię nigdy nie dotknie."
"Miałeś dziesięć lat, żeby mnie zdobyć, Alfo." Odsłoniłam zęby w uśmiechu. "Zabawne, że pamiętasz, że jestem twoja... kiedy odchodzę."
Okrutny Raj - Romans mafijny

Okrutny Raj - Romans mafijny

509.4k Wyświetlenia · Zakończone · nicolefox859
Co może być bardziej żenujące niż przypadkowe wykręcenie numeru tyłkiem?

Wykręcenie tyłkiem numeru do własnego szefa…
I zostawienie mu sprośnej poczty głosowej, kiedy jesteś, yyy… „w trakcie” myślenia o nim.

Praca jako osobista asystentka Rusłana Orłowa to robota rodem z piekła.
Po długim dniu, podczas którego spełniam każdą zachciankę tego miliardera, potrzebuję jakiegoś ujścia dla stresu.
Więc kiedy tamtego wieczoru wracam do domu, robię dokładnie to.

Problem w tym, że moje myśli wciąż kręcą się wokół tego szef-dupka, który rujnuje mi życie.
I niech będzie—bo ze wszystkich licznych grzechów Rusłana, to że jest tak cholernie przystojny, może być najniebezpieczniejsze.
Dziś w nocy fantazje o nim są dokładnie tym, czego potrzebuję, żeby przekroczyć granicę.

Ale kiedy spuszczam wzrok na telefon, przygnieciony obok mnie,
jest.
Poczta głosowa: 7 minut i 32 sekundy…
Wysłana do Rusłana Orłowa.

Wpada we mnie panika i ciskam telefon przez pokój.
Tyle że nie da się cofnąć szkód wyrządzonych przez moje bardzo głośne „O”.

Więc co ja mogę zrobić?
Plan był prosty: unikać go i udawać, że to się nigdy nie wydarzyło.
Poza tym—kto tak zajęty w ogóle odsłuchuje pocztę głosową, co?

Tylko że kiedy on wpisuje mi w kalendarz spotkanie jeden na jeden ze mną na równe 7 minut i 32 sekundy,
jedno jest pewne:
On.
Słyszał.
Wszystko.
Ostatnia Szansa Chorej Luny

Ostatnia Szansa Chorej Luny

1.1m Wyświetlenia · W trakcie · Eve Above Story
Byłam idealną córką dla mojego ojca, wychodząc za mąż za Alfę Alexandra dla dobra mojej rodzimej watahy, mimo że Alexander odmówił oznaczenia mnie i nalegał, że nasze małżeństwo to tylko kontrakt. Potem stałam się idealną Luną dla mojego męża Alfy, wciąż mając nadzieję, że pewnego dnia zdobędę jego uczucie i staniemy się prawdziwym mężem i żoną.
Wszystko zmieniło się w dniu, kiedy dowiedziałam się, że moja wilczyca zapadła w stan uśpienia. Lekarz ostrzegł mnie, że jeśli nie oznaczę lub nie odrzucę Alexandra w ciągu roku, umrę. Jednak ani mój mąż, ani mój ojciec nie przejmowali się na tyle, aby mi pomóc.
W mojej rozpaczy podjęłam decyzję, aby przestać być uległą dziewczyną, jakiej ode mnie oczekiwali.
Wkrótce wszyscy nazywali mnie szaloną, ale właśnie tego chciałam — odrzucenia i rozwodu.
Nie spodziewałam się jednak, że mój kiedyś arogancki mąż pewnego dnia będzie błagał mnie, żebym nie odchodziła...
Nietykalna (Kolekcja Serii Awatar Księżyca)

Nietykalna (Kolekcja Serii Awatar Księżyca)

275.1k Wyświetlenia · Zakończone · Marii Solaria
„N-nie! To nie tak!” błagałam, łzy spływały po mojej twarzy. „Nie chcę tego! Musisz mi uwierzyć, proszę!”

Jego duża ręka gwałtownie chwyciła mnie za gardło, unosząc mnie z ziemi bez wysiłku. Jego palce drżały przy każdym uścisku, zaciskając drogi oddechowe niezbędne do mojego życia.

Zakaszlałam; dusiłam się, gdy jego gniew przenikał przez moje pory i spalał mnie od środka. Ilość nienawiści, jaką Neron do mnie żywi, jest ogromna, i wiedziałam, że nie wyjdę z tego żywa.

„Jakbym miał uwierzyć morderczyni!” Głos Nerona był przenikliwy w moich uszach.

„Ja, Neron Malachi Prince, Alfa stada Księżycowego Cyrkonu, odrzucam cię, Halimo Zira Lane, jako moją partnerkę i Lunę.” Rzucił mnie na ziemię jak śmiecia, zostawiając mnie, bym łapała powietrze. Następnie podniósł coś z ziemi, przewrócił mnie i przeciął.

Przeciął przez mój Znak Stada. Nożem.

„I tym samym skazuję cię na śmierć.”


Odrzucona w swoim własnym stadzie, młoda wilkołaczyca zostaje uciszona przez miażdżący ciężar i wolę wilków, którzy chcą, by cierpiała. Po tym, jak Halima zostaje fałszywie oskarżona o morderstwo w stadzie Księżycowego Cyrkonu, jej życie rozpada się w popiół niewolnictwa, okrucieństwa i przemocy. Dopiero po odnalezieniu prawdziwej siły wilka może mieć nadzieję na ucieczkę od koszmarów przeszłości i ruszenie naprzód...

Po latach walki i leczenia, Halima, ocalała, ponownie staje w konflikcie z dawnym stadem, które kiedyś skazało ją na śmierć. Poszukuje się sojuszu między jej dawnymi oprawcami a rodziną, którą znalazła w stadzie Księżycowego Granatu. Dla kobiety, która teraz jest znana jako Kiya, idea wzrastającego pokoju tam, gdzie leży trucizna, jest mało obiecująca. Gdy narastający hałas urazy zaczyna ją przytłaczać, Kiya staje przed jednym wyborem. Aby jej ropiejące rany naprawdę się zagoiły, musi stawić czoła swojej przeszłości, zanim ta pochłonie Kiyę tak, jak pochłonęła Halimę. W rosnących cieniach ścieżka do przebaczenia zdaje się pojawiać i znikać. W końcu nie można zaprzeczyć mocy pełni księżyca - a dla Kiyi może się okazać, że wezwanie ciemności będzie równie nieustępliwe...

Ta książka jest przeznaczona dla dorosłych czytelników, ponieważ porusza wrażliwe tematy, w tym: myśli lub działania samobójcze, przemoc i traumy, które mogą wywołać silne reakcje. Prosimy o rozwagę.
————Nietykalna Księga 1 z serii Awatar Księżyca

UWAGA: To jest zbiór serii Awatar Księżyca autorstwa Marii Solarii. Zawiera Nietykalną i Niezrównoważoną, a w przyszłości będzie zawierać resztę serii. Oddzielne książki z serii są dostępne na stronie autorki. :)
Pięciu Braci, Jedna Panna Młoda

Pięciu Braci, Jedna Panna Młoda

294.7k Wyświetlenia · Zakończone · Emma Blackwood
Wszyscy wokół myślą, że Lily to tylko naiwna dziewczyna z prowincji, która za wszelką cenę próbuje wżenić się w fortunę. Oj, nawet nie zdają sobie sprawy, jak grubo się mylą.

Kiedy Lily przekracza progi ociekającej luksusem rezydencji Sterlingów, by dopełnić ostatniej woli zmarłego ojca, na powitanie wychodzi jej pięciu przystojnych braci. Towarzyszy im chłodna i do szpiku kości wyrachowana matka, która z miejsca postanawia odprawić niechcianego gościa z kwitkiem.

Zgodnie z paktem zawartym przed laty między ich rodami, Lily musi wybrać jednego z braci na męża. Ta perspektywa budzi w mężczyznach jawną niechęć i wyrazistą pogardę.

Lily ma jednak w zanadrzu tajemnice, które bez wątpienia zwaliłyby z nóg całą familię Sterlingów. Pod maską skromnej, cichej myszki kryje się prawdziwy rekin biznesu – genialny umysł, który od absolutnego zera zbudował wielomiliardowe imperium. Jakby tego było mało, jest też cieszącą się międzynarodowym uznaniem piosenkarką, występującą pod pseudonimem Słowik. A także geniuszem technologicznym, znanym w sieci jako Anny, który potrafi pokonać każdego jego własną bronią.

Próbując odnaleźć się w gąszczu skomplikowanych, domowych intryg rodu Sterlingów, Lily ku swojemu zaskoczeniu czuje, że najbardziej ciągnie ją do brata o sercu z lodu – Williama. Ten bezwzględny prezes traktuje ją jednak z ogromną, lodowatą nieufnością.

Na domiar złego, matka Williama upatrzyła już dla niego idealną partię: Fionę z rodziny Fosterów, jego przyjaciółkę z dzieciństwa i młodzieńczą miłość.

Sęk w tym, że słowo „kapitulacja” w słowniku Lily po prostu nie istnieje.
Związana z jej Alfa Instruktorem

Związana z jej Alfa Instruktorem

775.4k Wyświetlenia · Zakończone · Marina Ellington
Jestem Eileen, wyrzutkiem w akademii zmiennokształtnych, tylko dlatego, że nie mam wilka. Jedynym, co mnie ratuje, jest wrodzony talent do uzdrawiania, dzięki któremu przyjęto mnie do Działu Uzdrowicieli. Aż pewnej nocy, w zakazanym lesie, znalazłam nieznajomego na skraju śmierci. Wystarczył jeden dotyk i coś pierwotnego pękło między nami. Tamta noc związała mnie z nim w sposób, którego nie potrafię odwrócić.

Kilka tygodni później na salę wchodzi nasz nowy instruktor walki, alfa. Regis. Ten facet z lasu. Jego spojrzenie od razu chwyta się mojego i wiem, że mnie rozpoznaje. Wtedy moja skrywana tajemnica uderza we mnie jak cios w brzuch: jestem w ciąży.

Ma dla mnie propozycję, która splata nas jeszcze mocniej. Ochrona… czy złota klatka? Szepty robią się coraz bardziej jadowite, mrok zaczyna się zacieśniać. Dlaczego tylko ja nie mam wilka? Czy on jest moim wybawieniem… czy pociągnie mnie prosto na dno?
Jak nie zakochać się w smoku

Jak nie zakochać się w smoku

1.3m Wyświetlenia · Zakończone · Kit Bryan
Nigdy nie złożyłam podania do Akademii Istot i Stworzeń Magicznych.

Dlatego właśnie byłam co najmniej skołowana, kiedy przyszedł list z moim imieniem już wydrukowanym na planie zajęć, przydzielonym akademikiem i dobranymi przedmiotami, jakby ktoś znał mnie lepiej, niż ja sama siebie. O Akademii słyszeli wszyscy – to tam wiedźmy ostrzą swoje zaklęcia, zmiennokształtni opanowują swoje postaci, a każdy możliwy magiczny stwór uczy się panować nad swoim darem.

Wszyscy oprócz mnie.

Ja nawet nie wiem, czym właściwie jestem. Zero zmiany postaci, zero sztuczek, żadnej magii w stylu “patrzcie na mnie”. Po prostu dziewczyna otoczona ludźmi, którzy potrafią latać, przywoływać ogień albo leczyć jednym dotykiem. Więc siedzę na zajęciach, udaję, że tu pasuję, i wytężam słuch, szukając choćby najdrobniejszej wskazówki, która powie mi, co tak naprawdę płynie w mojej krwi.

Jedyną osobą, która jest chyba jeszcze bardziej ciekawa niż ja, jest Blake Nyvas – wysoki, o złotych oczach i jak najbardziej Smok. Ludzie szepczą, że jest niebezpieczny, powtarzają, żebym trzymała się od niego z daleka. Ale Blake wydaje się zdeterminowany, żeby rozwiązać zagadkę mnie, a ja… jakoś ufam właśnie jemu bardziej niż komukolwiek innemu.

Może to głupota. Może igranie z ogniem.

Ale kiedy wszyscy inni patrzą na mnie, jakbym była tu nie na swoim miejscu, Blake patrzy na mnie tak, jakby była zagadką, którą naprawdę warto rozwiązać.
Własność Foki Wojennej

Własność Foki Wojennej

281.5k Wyświetlenia · Zakończone · Lin Daniels
Kurwa, OSTRZEŻENIE!!!!!!! NIE DLA OSÓB PONIŻEJ OSIEMNASTU LAT! TREŚCI EROTYCZNE********************************************Wpycha mi do ust dwa palce. „Ssij. Zrób je dla mnie ładnie mokre”.

Nie wiem, czemu robię to, co ten facet każe mi robić, kiedy mi rozkazuje, ale za każdym razem jestem posłuszna i ssę te palce, jakby od tego zależało moje życie.

Uda zaczynają mi drżeć, kiedy słyszę, jak zamek błyskawiczny idzie w dół, bo wiem, co będzie dalej. Wepchnie się we mnie tak głęboko, że nie zostanie mu już ani centymetr, i zostawi mnie płonącą żywcem.

„Nie ruszysz rąk, kiedy zabiorę swoje. Rozumiesz mnie? Jeśli się nie posłuchasz, zwiążę cię i zostawię tutaj, aż twoi rodzice zaczną cię szukać i znajdą cię wypełnioną po brzegi moją spermą.”***************************************Ktoś mnie śledzi.
Prawie mnie okradli — a może mogło stać się coś jeszcze gorszego.
Ale pojawił się jakiś facet, który uratował mnie jak współczesny superbohater, tylko zamiast peleryny miał czarny kask.

Powinnam była dostać szału ze strachu, kiedy poderżnął gardło mojemu napastnikowi, potem tylko skinął na mnie głową, poczekał, aż bezpiecznie wsiądę do auta, i położył dłoń na mojej szybie.

Zamiast się bać, czuję…
Podniecenie.
Że żyję.
I aż mnie skręca, żeby poczuć to znowu.

Więc robię coś, czego nikt przy zdrowych zmysłach by nie zrobił. Wałęsam się nocą po mieście, kiedy powinnam leżeć w łóżku, odpoczywać, i tylko czekam na kolejny przebłysk mojego wybawcy.

Nie zawodzi.
Zastawia mnie i sprawia, że czuję rzeczy, których nie powinnam czuć, bo jestem w związku.
Tęsknię za jego dotykiem, rozchylam nogi wtedy, kiedy powinnam ich użyć, żeby uciec jak najdalej.

Ktoś mnie śledzi.
I podoba mi się to.
Zaproszenie śmierci

Zaproszenie śmierci

10.7k Wyświetlenia · Zakończone · Olivia
Z powodu listu z zaproszeniem przybyłem na tajemniczą wyspę. Na tej wyspie znajduje się zagadkowy hotel, w którym wszystko jest takie dziwne, takie ekscytujące i takie niewiarygodne! Obserwując, jak ludzie wokół mnie umierają jeden po drugim, zdałem sobie sprawę, że to jest kraina śmierci...
Ręce Losu

Ręce Losu

106.9k Wyświetlenia · Zakończone · Lori Ameling
Cześć, nazywam się Zapas, tak jak zapasowa opona. Nie wolno mi wchodzić w interakcje z rodziną, chyba że chcą mnie czegoś nauczyć. Znam wszystkie sekrety tej grupy. Nie sądzę, żeby pozwolili mi po prostu odejść, nie chcę zniknąć jak wiele dziewczyn ostatnio. To jednak nie ma znaczenia, bo mam plan, jak się stąd wydostać. Aż do pewnej nocy w pracy, kiedy znalazłam nagiego mężczyznę leżącego na podłodze w pokoju, który miałam posprzątać.
Wiesz, co mówią o planowaniu?
"Planujesz, a Bóg się śmieje."