Alfa Wybrał Mnie

Alfa Wybrał Mnie

Julian Wilson · Zakończone · 204.4k słów

974
Gorące
40.7k
Wyświetlenia
2.7k
Dodano
Dodaj do Półki
Rozpocznij Czytanie
Udostępnij:facebooktwitterpinterestwhatsappreddit

Wstęp

— Nie jestem jednym z twoich politycznych zasobów do zarządzania.

— Nigdy tak o tobie nie myślałem. Ale już zdecydowałaś, że to ja jestem czarnym charakterem, prawda?

Oparzona przez chłopaka, który zrobił z niej zakład, i przez system miażdżący najsłabszych, pracownica socjalna Nora Hayes wyciągnęła wnioski: nie ufaj nikomu, a już na pewno nie potężnym wilkom. A potem Julian Sterling — odznaczony bohater wojenny, federalny inspektor i czystej krwi Alfa — wciąż pojawia się dokładnie wtedy, gdy ona potrzebuje ratunku. Jego ochrona wydaje się zbyt dobra, by mogła być prawdziwa. Jego zainteresowanie — zbyt skupione, by było niewinne.

Julian wie, że Nora jest jego przeznaczoną partnerką w chwili, gdy uderza w niego jej zapach. Ale ona widzi w nim tylko kolejnego manipulatora w drogich garniturach. Kiedy rodzina jej byłego zamienia ukryte długi w broń i zaczyna grozić jej bliskim, Nora staje przed niemożliwym wyborem: zostać kochanką byłego czy przyjąć pomoc od kolejnego niebezpiecznego Alfy — jedynego, który kiedykolwiek walczył o nią, nie żądając niczego w zamian?

Rozdział 1

Perspektywa Nory

Osunęłam się na krześle przy biurku, wpatrując się w górę akt rozrzuconych po wytartej powierzchni jak polegli na wojnie. Dopiero co wróciłam z jakiejś zapadłej mieściny, trzy dni zajmowania się sprawą znęcania nad starszym Lykanem, łącznie osiem godzin snu, i miałam wrażenie, że ktoś rozwala mi czaszkę młotem pneumatycznym.

Jarzeniówki w biurze oddziału DSW w Blackwood brzęczały nad głową, tym nieustannym elektrycznym bzyczeniem, które stało się ścieżką dźwiękową mojego życia. Telefony dzwoniły w desperackiej harmonii, a moi współpracownicy krążyli między boksami, ściskając kubki z kawą. Całe to miejsce pachniało przypaloną kawą i instytucjonalną rozpaczą — eau de rządowe cięcia budżetowe.

Potarłam skronie, próbując skupić się na formularzu przede mną. Kolejna nieszczęsna kobieta, 37 lat, podejrzenie przemocy ze strony męża. Musiałabym umówić wizytę domową. Palce właśnie sięgały do klawiatury, gdy dyrektor zastukał w ściankę mojego boksu.

— Nora, masz minutę?

Podniosłam wzrok na przełożonego, rejestrując pogniecioną koszulę i bruzdy stresu głęboko wyżłobione wokół oczu. Marcus Brennan prowadził oddział w Blackwood od piętnastu lat i było to widać w każdym z nich. — Jasne. Co jest?

— Do mojego gabinetu. Teraz.

Świetnie. Poszłam za nim przez labirynt boksów, kiwając głową do Claire, która z nad biurka bezgłośnie ułożyła wargami: powodzenia. Cokolwiek to było, nie zapowiadało się przyjemnie. Marcus używał gabinetu do dwóch rzeczy: rozmów o budżecie i gównianych zadań, których nikt inny nie chciał.

Zamknął za mną drzwi i wskazał krzesło naprzeciwko biurka. Usiadłam, zauważając formalną kartę zaproszenia leżącą na wierzchu jego zwyczajowego chaosu papierów.

— Potrzebuję cię dziś wieczorem na wydarzeniu — oznajmił bez wstępów. — O szóstej trzydzieści.

Zamrugałam. — Dzisiaj? Marcus, ja dopiero wróciłam z—

— Wiem. Ale to ważne. — Podniósł zaproszenie: kremowy kartonik ze złoconym tłoczeniem, które pewnie kosztowało więcej niż mój miesięczny czynsz. — Rodzina Taylorów organizuje doroczną galę charytatywną w hotelu Blackwood. Przekazali znaczne fundusze Departamentowi Dobrostanu Gatunków. Ich Alfa poprosił konkretnie, żebyśmy wysłali przedstawicieli.

Poczułam, jak zmęczenie zapada jeszcze głębiej. Impreza dla sponsorów.

— Jesteś najlepsza do takich rzeczy. — Przesunął zaproszenie po blacie w moją stronę.

Tłumaczenie: ja najlepiej się prezentuję. Podniosłam kartę i przejrzałam szczegóły. Doroczna Gala Charytatywna Rodziny Taylorów. Black tie opcjonalnie. Cicha aukcja i licytacja na żywo na rzecz kilku inicjatyw, w tym DSW.

— Aukcja charytatywna? — zapytałam.

Marcus skinął głową. — Duża. Co roku zbierają miliony. Nasze finansowanie od nich zależy od utrzymania dobrych relacji, więc musimy się pojawić i wyglądać na wdzięcznych.

Dwie godziny uśmiechania się do bogatych Lykanów, którzy rzucają nam pieniądze, żeby poczuć się lepiej, jednocześnie dalej tworząc dokładnie te problemy, które my przez całe życie próbujemy naprawiać. Chciałam powiedzieć „nie”. Chciałam wrócić do domu, wziąć prysznic i spać mniej więcej piętnaście godzin.

Ale Marcus miał rację. Potrzebowaliśmy ich pieniędzy. Oddział w Blackwood trzymał się na ostatnim pazurze.

— Dobra — powiedziałam płasko.

— Zabierz ze sobą Benjamina i Claire. W grupie raźniej. — Zawiesił głos, a jego wyraz twarzy odrobinę złagodniał. — Wiem, że to dużo, szczególnie po takim tygodniu. Ale nie możemy odmówić.

Wstałam, wsuwając zaproszenie do torby. — Coś jeszcze?

— Tak. — Marcus nawet się uśmiechnął, choć uśmiech nie dotarł do jego oczu. — Postaraj się nie mówić żadnemu z nich, co tak naprawdę myślisz o ich odpisywanej od podatku dobroczynności.


Szatnia oddziału Blackwood pachniała przemysłowym środkiem czyszczącym i desperacją — zresztą jak wszystko w tym budynku. Stanęłam przed lustrem, ściągnęłam znoszoną terenową kurtkę DSW i przyjrzałam się kobiecie, która patrzyła na mnie z odbicia.

Trzy dni prawie bez snu zostawiły pod moimi szaroniebieskimi oczami cienie, których nie zdołałby ukryć żaden korektor. Moje blond włosy były totalną katastrofą, wciąż przesiąknięte zapachem motelu, w którym padłam między kolejnymi wywiadami. Wyglądałam dokładnie tak, jak byłam w rzeczywistości: dwudziestoczteroletnia kontraktorka rządowa, jadąca na oparach i złośliwości.

Chlusnęłam sobie w twarz zimną wodą i sięgnęłam po strój awaryjny — ciemnoszarą marynarkę, czarne spodnie i białą bluzkę, tylko lekko pomiętą. Kiedy się przebierałam, znów złapałam w lustrze własne spojrzenie i poczułam, jak w gardle narasta ten znajomy, gorzki śmiech.

Ludzka pracowniczka socjalna idzie na dobroczynny bal Lykanów. Kiedyś to byłoby absurdalne.

Trzydzieści lat. Tyle czasu minęło, odkąd Ustawa o Integracji Gatunków rzekomo zrównała wszystkich. Lykanie i ludzie, ramię w ramię, te same prawa, te same szanse. Piękna opowieść o jedności i postępie, świetnie wyglądająca w podręcznikach do historii i rozsypująca się w chwili, gdy tylko zetknęło się z rzeczywistością.

Związałam włosy w schludny kok, spinając go wsuwkami. W lustrze widziałam prawdę, której prawo udawało, że nie ma. Lykanie mieli siłę, zmysły, długowieczność, a przede wszystkim agresję, by dominować w każdej branży, która się liczyła. Górnictwo, energetyka, ochrona — wszędzie tam, gdzie potrzebowało się fizycznej mocy i umiejętności zastraszania, rządzili Lykanie.

A ludzie? Nam przypadła rola klasy profesjonalnej. Prawnicy, księgowi, pracownicy socjalni. Ci, którzy sprzątali po tym, jak Lykanie narobili bałaganu, udając, że stoimy na równych zasadach.

Wygładziłam marynarkę, myśląc o stanie Department of Species Welfare — agencji, o której wszyscy zapomnieli, że w ogóle istnieje. Tej z budżetem, który nie wystarczyłby na wakacje zamożnej rodziny. Tej, w której ogrzewanie zepsuło się trzy miesiące temu i nadal go nie naprawiono, bo nie było pieniędzy na remont.

Mieliśmy być mostem między gatunkami, siatką bezpieczeństwa dla najsłabszych. Zamiast tego byliśmy zapomnianym pasierbem rządu federalnego, żyjącym z ochłapów i okazjonalnych „datków z poczucia winy” od tych samych rodzin, które tworzyły większość naszych spraw.

„Czemu ty się tak na to wszystko zajeżdżasz?” Głos Kyle’a Vaughna zabrzmiał mi w głowie — ta mieszanka czułości i frustracji, którą słyszałam tyle razy przez ostatni rok. „DSW to tonący statek, kochanie.”

Zawsze to zbywałam śmiechem, mówiłam mu, że wierzę w tę pracę. Że nawet jeśli system jest zepsuty, wciąż mogę pomóc tym, którzy wpadają w szczeliny. Ale stojąc tutaj, w tej obskurnej szatni, w jedynym porządnym stroju, jaki miałam, gotowa iść błagać o pieniądze ludzi, którzy widzieli w nas tylko ulgę podatkową, musiałam się zastanowić, czy nie ma racji.

Mój telefon zawibrował. Wiadomość od Kyle’a.

Nie mogę się doczekać, aż zobaczę cię jutro wieczorem. Rok z najbardziej niesamowitą kobietą na świecie. Zaplanowałem coś wyjątkowego. ❤️

Uśmiechnęłam się mimo zmęczenia. Jutro była nasza rocznica. Byliśmy razem od roku i choć jego rodzina w oczywisty sposób nie aprobowała jego ludzkiej dziewczyny, Kyle trwał przy mnie. To musiało coś znaczyć.

Ja też.

Wsadziłam telefon z powrotem do torebki i rzuciłam sobie w lustrze ostatnie spojrzenie. Wystarczy. Nie musiałam robić na tych ludziach wrażenia, tylko nie skompromitować wydziału.

—Nora! —Głos Benjamina przebił się przez drzwi. —Samochód gotowy! Musimy jechać, bo spóźnimy się na to cholerne wydarzenie!

Benjamin niedawno skończył studia; był moim tymczasowym partnerem. Dołączył do departamentu pełen zapału i optymizmu, a teraz zaczynał narzekać na pracę bez przerwy.

—Już idę —odkrzyknęłam.

Kilka minut później chwyciłam płaszcz i wyszłam, spotykając na korytarzu Claire. Jakimś cudem udało jej się znaleźć sukienkę, w której wyglądała przyzwoicie, a ciemne włosy ułożyła w fale.

—Ładnie się prezentujesz —powiedziałam.

—Ty też. No, na tyle, na ile ktokolwiek może wyglądać przy pensji z DSW. —Zrównała krok ze mną. —Myślisz, że będzie dobre jedzenie?

—To rodzina Taylorów. Przystawki pewnie kosztują więcej niż nasza miesięczna pensja.

Benjamin czekał przy samochodzie. Przeczesał brązowe włosy i miał krawat; wyglądał poważniej niż zwykle.

—Gotowi popatrzeć, jak bogaci rozrzucają forsę? —zapytał z uśmiechem.

Wsuwając się na fotel pasażera, odparłam:

—Gotowa jak nigdy. Tylko pamiętaj—uśmiechać się, być uprzejmym i na miłość boską nie rób niczego szalonego.

Benjamin poprowadził służbowy wóz przez dziurawe ulice Blackwood w stronę autostrady.

Hotel Blackwood wyrastał z krajobrazu jak wyciągnięty środkowy palec dla wszystkiego, co reprezentowało Blackwood. Cały ze szkła i stali, ociekający agresywnym bogactwem, stał tuż za granicą administracyjną Silverton—na tyle blisko naszego okręgu, by mogli twierdzić, że „odwdzięczają się społeczności”, i na tyle daleko, by nigdy nie musieli jej naprawdę oglądać.

Benjamin wjechał na okrągły podjazd i natychmiast poczułam, że tu nie pasuję. Przy wejściu stały luksusowe auta—smukłe sedany z indywidualnymi lakierami, SUV-y kosztujące więcej, niż zarobiłabym przez pięć lat. Parkingowy w nienagannym uniformie pojawił się przy moim oknie, zanim w ogóle zdążyłam do końca otworzyć drzwi.

—Dobry wieczór, proszę pani. Witamy w hotelu Blackwood.

Wysiadłam, poprawiając marynarkę, podczas gdy Benjamin zaczął się jąkać coś o tym, czy powinniśmy dać napiwek. Claire znalazła się obok mnie; oczy miała szeroko otwarte, gdy wpatrywała się w lobby widoczne przez szklane drzwi.

—Ja pierdolę —wydyszała. —Czy ja właśnie weszłam do innego świata?

—Pewnie tak. Chodźcie. —Poprowadziłam ich do środka. Lobby było pełne strzelistych sufitów i wysmakowanego oświetlenia, tego rodzaju wykalkulowanego luksusu, który krzyczał: mamy więcej pieniędzy, niż jesteś w stanie sobie wyobrazić.

Podszedł do nas mężczyzna w nieskazitelnie skrojonym garniturze, z uśmiechem profesjonalnym i chłodnym.

—Dobry wieczór. Są państwo z gali charytatywnej rodziny Taylorów?

—Tak. Jesteśmy z Department of Species Welfare. —Wyciągnęłam identyfikator.

Jego wyraz twarzy się zmienił — nie było to wprawdzie ciepło, ale jakby odrobina mniej chłodu. — Oczywiście. Pan Taylor wspominał, że do nas dołączycie. Proszę tędy.

Poprowadził nas przez lobby w stronę podwójnych drzwi, zza których już dobiegał mnie szmer rozmów i miękka muzyka. Idąc, zauważyłam innych gości — kobiety w sukniach od projektantów i mężczyzn w smokingach, z tą swobodną pewnością siebie ludzi, którzy nigdy nie musieli się martwić, czy w tym samym tygodniu będzie ich stać na zakupy i benzynę.

— Licytacja na żywo zaczyna się o siódmej — mówił nasz eskort. — Wasze miejsca są w środkowej sekcji, piąty rząd. Będziecie mieć znakomity widok na scenę.

— Jakie przedmioty będą licytowane? — zapytała Claire, z szeroko otwartymi oczami.

— Och, niezwykłe rzeczy. Rzadkie dzieła sztuki, luksusowe pakiety wakacyjne, biżuteria od ekskluzywnych projektantów. Najdroższy przedmiot w zeszłym roku poszedł za milion dolarów. — Wskazał wejście do sali balowej. — Miłego wieczoru.

Znaleźliśmy swoje miejsca — całkiem niezłe, musiałam przyznać, z wyraźnym widokiem na scenę, gdzie czekał już pulpit dla prowadzącego aukcję. Sala balowa była obscenicznie wręcz luksusowa.

Zapadłam się w miękki fotel i próbowałam zignorować skręcanie żołądka. To nie był mój świat. Byłam tu po to, żeby się uśmiechać i reprezentować DSW, a potem wrócić do domu i zapomnieć, że ci ludzie w ogóle istnieją.

— Panie i panowie — rozległ się przez nagłośnienie donośny głos. — Witamy na dorocznej gali charytatywnej rodziny Taylorów. Dziś wieczorem łączymy siły, by wesprzeć kluczowe inicjatywy w naszej społeczności, w tym niezwykłą pracę Department of Species Welfare.

Po sali przetoczyły się uprzejme brawa. Wymusiłam uśmiech, gdy kilka głów odwróciło się w naszą stronę.

Aukcja zaczęła się od mniejszych pozycji — podpisanych pamiątek, kolekcji win, weekendowych wypadów. Licytacja była swobodna, niemal znudzona, jakby ci ludzie wybierali między przystawkami, a nie wydawali tysiące dolarów.

Wtedy głos prowadzącego przybrał inny ton. — A teraz, panie i panowie, nasz klejnot koronny wieczoru. Olśniewający, wykonany na zamówienie egzemplarz od Cartiera — naszyjnik Moonlight Cascade. Platyna i diamenty, z centralnym kamieniem o masie piętnastu karatów. Wycena: 850 tysięcy dolarów. Czy zaczniemy licytację od 500 tysięcy?

Reflektor oświetlił aksamitną gablotę wjeżdżającą na scenę. Nawet z mojego miejsca widziałam, jak naszyjnik iskrzy się niczym uwięzione światło gwiazd — obsceniczny w swoim pięknie i cenie.

— Czy słyszę 500 tysięcy?

Gdzieś w przedniej sekcji uniosła się tabliczka.

— 500 tysięcy dla tabliczki czterdzieści siedem. Czy słyszę 550 tysięcy?

Kolejna tabliczka. Kwoty rosły szybko — 600 tysięcy, 650 tysięcy, 700 tysięcy. Patrzyłam na to z mieszaniną fascynacji i odrazy. Te pieniądze mogłyby sfinansować całą naszą placówkę przez pół roku. Mogłyby pomóc setkom rodzin. Zamiast tego miały zawisnąć komuś na szyi na koktajlowych przyjęciach.

— 850 tysięcy dla tabliczki dwadzieścia trzy. Czy słyszę 900 tysięcy?

Cisza. Prowadzący odczekał, budując napięcie.

— 850 tysięcy po raz pierwszy...

— Milion dolarów.

Ten głos przeciął salę jak ostrze. Głęboki, rozkazujący, bezbłędnie Alfa. I bezbłędnie znajomy.

Krew mi zastygła.

Odwróciłam się w stronę przedniej sekcji, a serce waliło mi o żebra. Mężczyzna wstał, z uniesioną tabliczką; jego profil oświetlały światła sceny.

Kyle.

Ostatnie Rozdziały

Może Ci się spodobać 😍

Niewypowiedziana Miłość Prezesa

Niewypowiedziana Miłość Prezesa

759.9k Wyświetlenia · Zakończone · Lily Bronte
„Chcesz mojego przebaczenia?” zapytał, a mój głos zniżył się do niebezpiecznego tonu.

Zanim zdążyłam odpowiedzieć, zbliżył się, nagle górując nade mną, jego twarz była zaledwie kilka centymetrów od mojej. Poczułam, jak wstrzymuję oddech, a moje usta rozchylają się w zaskoczeniu.

„To jest cena za mówienie źle o mnie innym,” wyszeptał, przygryzając moją dolną wargę, zanim zajął moje usta prawdziwym pocałunkiem. Zaczęło się to jako kara, ale szybko przekształciło się w coś zupełnie innego, gdy odpowiedziałam, moja początkowa sztywność topniała w uległość, a potem w aktywne uczestnictwo.

Mój oddech przyspieszył, małe dźwięki uciekały z mojego gardła, gdy eksplorował moje ciało. Jego dotyk był zarówno karą, jak i przyjemnością, wywołując dreszcze, które, jak sądziłam, czuł rezonujące przez swoje własne ciało.

Moja nocna koszula podwinęła się, jego ręce odkrywały coraz więcej mojego ciała z każdym muśnięciem. Oboje byliśmy zgubieni w doznaniach, racjonalne myśli ustępowały z każdą mijającą sekundą...

Trzy lata temu, aby spełnić życzenie jego babci, zostałam zmuszona poślubić Dereka Wellsa, drugiego syna rodziny, która adoptowała mnie dziesięć lat temu. On mnie nie kochał, ale ja potajemnie kochałam go przez cały ten czas.

Teraz trzyletnie małżeństwo kontraktowe dobiega końca, ale czuję, że między mną a Derekiem rozwinęło się jakieś uczucie, którego żadne z nas nie chce przyznać. Nie jestem pewna, czy moje uczucia są słuszne, ale wiem, że nie możemy się sobie oprzeć fizycznie...
Miłość mojego oprawcy

Miłość mojego oprawcy

246.1k Wyświetlenia · Zakończone · Stacy Rush
Przez całe życie byliśmy sąsiadami i kiedy byliśmy dziećmi, najlepszymi przyjaciółmi. Teraz jest moim dręczycielem, który twierdzi, że należę do niego — żeby mógł mnie gnębić. Jest tylko jeden drobny problem: odkąd skończyłam szesnaście lat, jestem w nim zakochana. Od dwóch lat Jace Palmer torturuje mnie swoim okrucieństwem na korytarzach naszego liceum, ale jak mam sprawić, żeby przestał, skoro to właśnie te same zachowania podniecają mnie bardziej, niż powinny. Zwłaszcza kiedy przyciska mnie do szafki i szepcze: „Byłaś niegrzeczną dziewczynką, Ella”.

Teraz, kiedy ogłosił, że jestem jego, otwiera mi oczy na mrok we mnie, zamieniając wszystko, co kiedykolwiek znałam, w przeszłość i pomagając mi zaakceptować moją nową rolę w jego życiu. A to z kolei odblokowuje we mnie coś, co zmieni wszystko. Gdy na powierzchnię wyjdzie moja prawdziwa ja, czy będzie w stanie poradzić sobie z następstwami swoich wyborów?
CEO Nad Moim Biurkiem

CEO Nad Moim Biurkiem

1m Wyświetlenia · Zakończone · McKenzie Shinabery
„Myślisz, że ona cię potrzebuje” — mówi.

„Wiem, że tak.”

„A co, jeśli nie chce takiej ochrony?”

„Będzie chciała” — odpowiadam, a mój głos nieznacznie cichnie. „Bo potrzebuje faceta, który potrafi dać jej cały świat.”

„A jeśli świat stanie w ogniu?”

Moja dłoń odruchowo zaciska się mocniej na talii Violet.

„To zbuduję jej nowy” — mówię. „Nawet jeśli będę musiał sam spalić ten stary do gołej ziemi.”

Nie pracuję dla Rowana Ashcrofta.
Pracuję pod nim.

Z mojego biurka decyduję, kto dostaje przepustkę do najbardziej bezwzględnego prezesa w mieście, a kto nawet nie przechodzi przez recepcję i odbija się od ochrony jak od ściany. Ogarniając wszystko, trzymam w ryzach jego kalendarz, jego milczenie i jego wrogów. Pilnuję, żeby jego świat chodził jak w zegarku, podczas gdy mój po cichu się sypie: zaległe rachunki piętrzą się na kuchennym blacie, matka jest zamknięta na odwyku, a brat zniknął bez słowa, nawet bez głupiego „trzymaj się”.

Rowan Ashcroft to władza opakowana w idealnie skrojony garnitur.
Zimny. Nietykalny. Bez litości.
On nie flirtuje. On się nie uśmiecha. On nie widzi ludzi — tylko ich przydatność.

I przez długi czas ja też byłam po prostu przydatna.

Aż zaczął się przyglądać.

Na początku ta zmiana w jego uwadze jest ledwie zauważalna. Pauza o sekundę za długa. Spojrzenie, które zostaje. Polecenia, które zamiast odsuwać mnie na bok, ściągają coraz bliżej. Mężczyzna stojący nad moim biurkiem zaczyna kontrolować coś więcej niż mój grafik — i dociera do mnie za późno, że bycie zauważoną przez Rowana Ashcrofta jest o wiele bardziej niebezpieczne niż bycie ignorowaną.

Bo tacy faceci nie łakną czułości.
Oni łakną posiadania.

To miała być praca.
Nie sprawdzian moich granic.
Nie powolne, metodyczne osuwanie się w jego władzę.

Ale jeśli Rowan Ashcroft uzna, że moje miejsce jest pod jego biurkiem, to trudno.
Przetrwanie ma swoją cenę, a rachunki mają to gdzieś, jak je opłacę.
Ostatnia Szansa Chorej Luny

Ostatnia Szansa Chorej Luny

1.2m Wyświetlenia · W trakcie · Eve Above Story
Byłam idealną córką dla mojego ojca, wychodząc za mąż za Alfę Alexandra dla dobra mojej rodzimej watahy, mimo że Alexander odmówił oznaczenia mnie i nalegał, że nasze małżeństwo to tylko kontrakt. Potem stałam się idealną Luną dla mojego męża Alfy, wciąż mając nadzieję, że pewnego dnia zdobędę jego uczucie i staniemy się prawdziwym mężem i żoną.
Wszystko zmieniło się w dniu, kiedy dowiedziałam się, że moja wilczyca zapadła w stan uśpienia. Lekarz ostrzegł mnie, że jeśli nie oznaczę lub nie odrzucę Alexandra w ciągu roku, umrę. Jednak ani mój mąż, ani mój ojciec nie przejmowali się na tyle, aby mi pomóc.
W mojej rozpaczy podjęłam decyzję, aby przestać być uległą dziewczyną, jakiej ode mnie oczekiwali.
Wkrótce wszyscy nazywali mnie szaloną, ale właśnie tego chciałam — odrzucenia i rozwodu.
Nie spodziewałam się jednak, że mój kiedyś arogancki mąż pewnego dnia będzie błagał mnie, żebym nie odchodziła...
Alpha Leo i Serce Ognia

Alpha Leo i Serce Ognia

13.5k Wyświetlenia · Zakończone · Moonlight Muse
"Biegnij, mała wilczyco, jak najdalej, bo jeśli cię kiedykolwiek złapię, twoje najgorsze koszmary staną się rzeczywistością." Szepnął niebezpiecznie, jego uchwyt na mnie był boleśnie mocny.
Uśmiech zagościł na moich ustach, uniosłam brew, przeciągając koniuszek paznokcia po jego wyrzeźbionej szczęce wyzywająco.
"Och, ale się mylisz, Niebieskooki, bo ja jestem tym koszmarem, i przyszłam, żeby zrobić ci piekło z życia. Nie boisz się, co?"
Lodowate niebieskie oczy spotkały się z moimi nie mrugającymi jasnoniebieskimi.
"Ostrzegam cię, nie zadzieraj ze mną." Warknął.
"Och? Ale rzecz w tym, że zawsze robię to, czego nie powinnam."


Azura Rayne Westwood. Znana ze swoich diabelskich sposobów i dzikiej osobowości, była najmłodszym dzieckiem sławnej pary Westwood. Od czasów Akademii, wieści o jej wybrykach rozchodziły się szybko i daleko, ale w młodej dziewiętnastoletniej kobiecie kryło się znacznie więcej.
Szkielety przeszłości nigdy nie zostają pochowane, a życie nie jest tak beztroskie, jak Azura je przedstawia. Kiedy demony z jej przeszłości zaczynają utrudniać życie, popełnia jeszcze większy błąd. Spędza noc pełną intensywnej pasji nieświadomie z niesławnym, kamiennosercym Leo Rossim, co zmienia jej życie na zawsze.
Kiedy Leo dowiaduje się, że kobieta, z którą spędził noc, pochodzi z jednego z watah, które najbardziej nienawidzi, odwraca się od niej, ale zapomina o jednym bardzo istotnym szczególe; Azura nie była aniołem, a kiedy zadzierasz z Diabłem Westwood, jesteś związany na całe życie.
W podróży pełnej pasji, ognia, siły i odrzucenia, kto zwycięży?
Młoda dziewczyna z sercem ognia, czy Alfa, który nie zna nic poza nienawiścią i pogardą?
Po Jednej Nocy z Alfą

Po Jednej Nocy z Alfą

1.2m Wyświetlenia · Zakończone · Sansa
Jedna noc. Jeden błąd. Całe życie konsekwencji.

Myślałam, że czekam na miłość. Zamiast tego, zostałam zgwałcona przez bestię.

Mój świat miał rozkwitnąć podczas Festiwalu Pełni Księżyca w Moonshade Bay – szampan buzujący w moich żyłach, zarezerwowany pokój hotelowy dla mnie i Jasona, abyśmy wreszcie przekroczyli tę granicę po dwóch latach. Wślizgnęłam się w koronkową bieliznę, zostawiłam drzwi otwarte i położyłam się na łóżku, serce waliło z nerwowego podniecenia.

Ale mężczyzna, który wszedł do mojego łóżka, nie był Jasonem.

W ciemnym pokoju, zanurzona w duszącym, pikantnym zapachu, który sprawiał, że kręciło mi się w głowie, poczułam ręce – pilne, gorące – palące moją skórę. Jego gruby, pulsujący członek przycisnął się do mojej mokrej cipki, a zanim zdążyłam jęknąć, wbił się mocno, brutalnie rozdzierając moją niewinność. Ból palił, moje ściany zaciskały się, gdy drapałam jego żelazne ramiona, tłumiąc szlochy. Mokre, śliskie dźwięki odbijały się echem z każdym brutalnym ruchem, jego ciało nieustępliwe, aż zadrżał, wylewając się gorąco i głęboko we mnie.

"To było niesamowite, Jason," udało mi się powiedzieć.

"Kto do cholery jest Jason?"

Moja krew zamarzła. Światło przecięło jego twarz – Brad Rayne, Alfa Stada Moonshade, wilkołak, nie mój chłopak. Przerażenie dławiło mnie, gdy zdałam sobie sprawę, co zrobiłam.

Uciekłam, ratując swoje życie!

Ale kilka tygodni później, obudziłam się w ciąży z jego dziedzicem!

Mówią, że moje heterochromatyczne oczy oznaczają mnie jako rzadką prawdziwą partnerkę. Ale nie jestem wilkiem. Jestem tylko Elle, nikim z ludzkiej dzielnicy, teraz uwięzioną w świecie Brada.

Zimne spojrzenie Brada przygniata mnie: „Noszisz moje dziecko. Jesteś moja.”

Nie mam innego wyboru, muszę wybrać tę klatkę. Moje ciało również mnie zdradza, pragnąc bestii, która mnie zrujnowała.

OSTRZEŻENIE: Tylko dla dojrzałych czytelników
Bez drugiej szansy, Niezmartwiona i Kwitnąca

Bez drugiej szansy, Niezmartwiona i Kwitnąca

317.4k Wyświetlenia · Zakończone · Gloria Fox
Miesiąc przed moim ślubem spaliłam suknię, którą przez rok szyłam własnymi rękami.
Mój narzeczony stał tam z ciężarną kochanką w swoich ramionach, szyderczo się uśmiechając. "Bez mnie jesteś nikim."
Odwróciłam się i zapukałam do drzwi najbogatszego człowieka w mieście. "Panie Locke, zainteresowany sojuszem małżeńskim? Oferuję udział wart sto miliardów dolarów - plus przyszłe imperium biznesowe, gratis."
Syreny Mafii

Syreny Mafii

20.6k Wyświetlenia · Zakończone · black rose
„Jak to się nazywa, kiedy robię to?” zapytał Nixxon, przyciskając swoje usta do ust Vernona.

Vernon zamarł, kuszące uczucie niespodziewanego pocałunku Nixxona odbierało mu mowę.

„Pocałunek...” wyszeptał, bez tchu.

„Dobrze się czuję, kiedy cię całuję, Vernon,” wyszeptał Nixxon i... pocałował go ponownie.


Nixxon uciekł ze swojego podwodnego królestwa, desperacko pragnąc zerwać wszelkie więzi z oceanem. Ale ludzki świat nie był tą wolnością, jaką sobie wyobrażał... to była inna forma klatki. Schwytany przez Vernona, bezwzględnego szefa mafii, który wziął go za szpiega lub broń, Nixxon szybko zrozumiał, że jego przetrwanie zależy od tego, jak dobrze potrafi udawać i jak szybko może się uczyć.

Na początku Vernon widział w Nixxonie jedynie zagrożenie... dziwnego mężczyznę bez przeszłości, bez dokumentów, z nienaturalnym sposobem poruszania się. Ale im więcej go przesłuchiwał, tym bardziej frustrująco nieodparty stawał się Nixxon. Był zarówno naiwny, jak i bystry, buntowniczy, ale dziwnie zafascynowany ludzkim życiem. A co najgorsze, patrzył na Vernona, jakby był kimś, kogo warto poznać.

Zmuszony do trzymania Nixxona blisko, Vernon staje się jego niechętnym przewodnikiem po ludzkim świecie... ludzką encyklopedią; odpowiadając na niewinne, lecz niebezpieczne pytania. Co to jest głód? Dlaczego ludzie kłamią? Co to znaczy kochać?

Ale kiedy Vernon w końcu odkrywa prawdę o Nixxonie... kim jest, czym jest... stoi przed wyborem: uwolnić człowieka, którego kiedyś uważał za wroga... albo zakuć go w jeszcze ściślejsze kajdany, zanim zostanie mu odebrany.

Bo coś mu mówi, że Nixxon nie uciekał tylko przed oceanem. Coś gorszego nadchodzi po niego.

A Vernon nie wie, czy chce uratować Nixxona... czy zatrzymać go na zawsze.
Dziewczyna, którą miliarder stracił

Dziewczyna, którą miliarder stracił

424.4k Wyświetlenia · W trakcie · sirenbeauty
Wybrał władzę zamiast niej. Teraz zaryzykuje wszystko, by ją odzyskać.

Osiem lat temu Liam Alcaraz złamał serce Mii Villaruiz i odszedł bez oglądania się za siebie, zostawiając ją z niczym poza pytaniami bez odpowiedzi i cieniem miłości, w którą kiedyś wierzyła, że przetrwa wiecznie.

Teraz jest jednym z najmłodszych i najpotężniejszych prezesów w kraju.

A Mia nie jest już dziewczyną, którą zostawił. Z wyrzutka stała się najlepszą absolwentką egzaminu adwokackiego, błyskotliwą prawniczką korporacyjną znaną z bystrego umysłu i niezachwianej pewności siebie. Nieustraszona. Nietykalna. Niezłomna.

Aż los ponownie sprowadza go do jej życia. Kiedy Mia dostaje zlecenie, by zająć się wartym miliardy imperium Liama, coś, co miało być po prostu kolejną sprawą, zamienia się w największe wyzwanie jej kariery i serca. Zdobycie go jako klienta mogłoby uczynić ją najmłodszą partnerką w kancelarii.

Ale ponowne spotkanie z Liamem oznacza zmierzenie się ze wszystkim, o czym próbowała zapomnieć. Bo za każdym starciem tli się iskra, która nie chce zgasnąć. Każde spojrzenie niesie ciężar przeszłości. A każdy dotyk grozi tym, że rozsypią się oboje.

Liam jest zdeterminowany udowodnić, że nie jest już chłopakiem, który ją skrzywdził. Ale Mia jest zdeterminowana pokazać mu, że nie jest już dziewczyną, którą zostawił.

Lecz w świecie rządzonym przez władzę, dumę i niebezpieczne pożądanie stare rany znów zaczynają krwawić, prawda wychodzi na jaw, a granica między miłością a nienawiścią powoli się zaciera.

Niektórym pokusom nie sposób się oprzeć. A niektóre serca nigdy naprawdę nie przestają kochać.
Zawsze wokół Czterech

Zawsze wokół Czterech

15.7k Wyświetlenia · Zakończone · Zoe
W dniu, kiedy moje srebrne oczy po raz pierwszy zdradziły ukryte Lunari pochodzenie, byłam tylko kobietą próbującą uciec przed ciężarem boskiego dziedzictwa, którego nigdy nie pragnęłam.

Tej nocy znalazłam schronienie u czterech braci wilkołaków—Ara, Barry'ego, Devina i Carla—którzy przyjęli mnie do swojej watahy, mimo że wyczuwali, że coś jest we mnie inne. To, co zaczęło się jako ochrona, wkrótce zakwitło w coś zakazanego i pięknego: miłość, nie z jednym, ale z czterema braćmi.

Przeciwstawiając się tradycjom wilkołaków i starożytnym prawom, stworzyliśmy rodzinę związaną nie przez konwenanse, lecz przez wybór. Kiedy urodziłam bliźnięta, Lyrien i Lorcana, modliłam się, by moje połączenie z Boginią Księżyca Aetherią pozostało uśpione w ich krwi.

Moje modlitwy pozostały bez odpowiedzi, gdy niekontrolowane moce Lyrien doprowadziły do tragedii, zmuszając ją do podążenia ścieżką, której unikałam—do Solakus, królestwa bogów i magii, gdzie czekało na nią jej prawdziwe dziedzictwo.

Jako matka i córka, nasze równoległe podróże obejmują światy śmiertelników i boskości. Podczas gdy ja znalazłam miłość z czterema oddanymi partnerami, moja córka znajduje się rozdarta między trzema: jej przeznaczonym duszosobem z cieniem w żyłach, księciem smoków z królewskimi ambicjami i elfickim szlachcicem związanym z nią starożytnym układem.

To, co wydaje się przypadkiem, okazuje się boskim planem, kształtowanym przez pokolenia. Kiedy srebrna korona księżycowego światła przechodzi z matki na córkę, obie muszą wybrać między pragnieniem serca a wezwaniem przeznaczenia.

Z niekonwencjonalnych początków rodzi się najpotężniejsza Bogini Księżyca, jaką kiedykolwiek znały krainy.

(Ta książka zawiera treści dla dorosłych, w tym związki poliamoryczne. Nieodpowiednia dla nieletnich.)
Adoptowany Grzech

Adoptowany Grzech

246k Wyświetlenia · Zakończone · Lin Daniels
!!!UWAGA. TO DRAMAT OSADZONY W ŚRODOWISKU STUDENCKIM, ALE PAMIĘTAJ, ŻE WSZYSTKIE MOJE HISTORIE SĄ ODROBINĘ MROCZNE, A POSTACI BYWAJĄ CZASEM MORALNIE DWUZNACZNE. CZYTAJ DALEJ, JEŚLI MASZ OCHOTĘ NA COŚ GORĄCEGO, ALE TEŻ SŁODKIEGO!!! Dostanie się na jeden z najbardziej prestiżowych uniwersytetów w kraju to spełnienie marzeń, zwłaszcza że mój przyszywany brat już tam jest i jest wschodzącą gwiazdą futbolu.
To wszystko, czego kiedykolwiek pragnęłam.....
Aż nagle wszystkie moje marzenia rozsypują się w pył.
Mój „brat” mnie nienawidzi.
Nie jest już tym samym chłopakiem, który wyjechał z naszego domu w drogę ku wielkości. Nie chce mieć ze mną nic wspólnego i traktuje mnie gorzej niż swojego wroga.
Aż widzę go z jakąś dziewczyną.
I nagle nie wygląda już jak mój brat.
Wygląda jak seksowny sportowiec, nad którym ślini się każda dziewczyna na kampusie.
To złe.
Nie powinnam patrzeć na niego w ten sposób.
A on nie powinien dotykać mnie tak, jakby był gotów mnie pożreć.
To mój brat.
A może jednak nie?
Granice się zacierają, a grunt drży mi pod stopami od pożądania i grzechu.
Sekrety są wyszeptywane nad rozpaloną skórą, zakazane pocałunki kradzione w ciemnych kątach.
Ale to wciąż za mało.
Potrzebuję więcej.
Kontratak Prawdziwej Dziedziczki

Kontratak Prawdziwej Dziedziczki

26.4k Wyświetlenia · W trakcie · Daniella AGUOCHA
Elena Walsh okazuje się prawdziwą dziedziczką jednej z najbogatszych rodzin w Mayfield.
Kiedy przyszła na świat, przez pomyłkę trafiła do niewłaściwej rodziny i doszło do podmiany noworodków. Jednak po osiemnastu latach rodziny w to zamieszane odkryły tę pomyłkę. Sprawiło to, że jej nieprawdziwa rodzina zaczęła ją źle traktować, gdy jeszcze z nimi mieszkała.

Gdy jej prawdziwa rodzina ją odnalazła, natychmiast kazano jej się wynosić. Wyśmiewali ją, przekonani, że jej prawdziwa rodzina jest biedna, i drwili z niej.

Tyle że okazało się, że jej prawdziwa rodzina należy do najbogatszych w Mayfield, a jej dawna rodzina nawet nie zbliża się do ich poziomu.

Po ponownym zjednoczeniu rodziny jej prawdziwi rodzice błagali ją, by pozwoliła im zatrzymać fałszywą dziedziczkę, Kierę, jako część rodziny.

Wygląda jednak na to, że fałszywa dziedziczka nie jest zadowolona z faktu, że prawdziwa dziedziczka wróciła, i nie potrafi powstrzymać się od intryg przeciwko Elenie, jednocześnie utrzymując niewinną, potulną fasadę.

Niestety dla niej Elena również nie zamierzała pozwolić się zastraszać i była gotowa zrobić wszystko, by obnażyć jej knowania, odbierając przy tym wszystko, co słusznie należy do niej.