Jak nie zakochać się w smoku

Jak nie zakochać się w smoku

Kit Bryan · Zakończone · 250.6k słów

225
Gorące
1.3m
Wyświetlenia
58.9k
Dodano
Dodaj do Półki
Rozpocznij Czytanie
Udostępnij:facebooktwitterpinterestwhatsappreddit

Wstęp

Nigdy nie złożyłam podania do Akademii Istot i Stworzeń Magicznych.

Dlatego właśnie byłam co najmniej skołowana, kiedy przyszedł list z moim imieniem już wydrukowanym na planie zajęć, przydzielonym akademikiem i dobranymi przedmiotami, jakby ktoś znał mnie lepiej, niż ja sama siebie. O Akademii słyszeli wszyscy – to tam wiedźmy ostrzą swoje zaklęcia, zmiennokształtni opanowują swoje postaci, a każdy możliwy magiczny stwór uczy się panować nad swoim darem.

Wszyscy oprócz mnie.

Ja nawet nie wiem, czym właściwie jestem. Zero zmiany postaci, zero sztuczek, żadnej magii w stylu “patrzcie na mnie”. Po prostu dziewczyna otoczona ludźmi, którzy potrafią latać, przywoływać ogień albo leczyć jednym dotykiem. Więc siedzę na zajęciach, udaję, że tu pasuję, i wytężam słuch, szukając choćby najdrobniejszej wskazówki, która powie mi, co tak naprawdę płynie w mojej krwi.

Jedyną osobą, która jest chyba jeszcze bardziej ciekawa niż ja, jest Blake Nyvas – wysoki, o złotych oczach i jak najbardziej Smok. Ludzie szepczą, że jest niebezpieczny, powtarzają, żebym trzymała się od niego z daleka. Ale Blake wydaje się zdeterminowany, żeby rozwiązać zagadkę mnie, a ja… jakoś ufam właśnie jemu bardziej niż komukolwiek innemu.

Może to głupota. Może igranie z ogniem.

Ale kiedy wszyscy inni patrzą na mnie, jakbym była tu nie na swoim miejscu, Blake patrzy na mnie tak, jakby była zagadką, którą naprawdę warto rozwiązać.

Rozdział 1

LEXI

Urodziny znaczą dla ludzi masę różnych rzeczy. Dla jednych to przede wszystkim darcie kolorowego, błyszczącego papieru z prezentów albo zwołanie absolutnie wszystkich znajomych, jakich mieli od podstawówki, na wielką, głośną imprezę. Dla innych to taki kamień milowy – rok, w którym w końcu można prowadzić, legalnie się napić, wyprowadzić z domu, zacząć coś nowego. Jakby nie patrzeć, urodziny zwykle oznaczają zmianę, a na zmianę się czeka. Widać ją z daleka, planuje się ją, czasem wręcz się za nią goni.

Ale dla mnie? Skończenie dwudziestu trzech lat wcale nie brzmi jak początek. Raczej jak koniec. Prawie skończyłam licencjat z pielęgniarstwa. Trzy wyczerpujące, nieprzespane lata za mną, został jeszcze jeden, a potem czas na tak zwany prawdziwy świat z całym tym czekaniem, wysyłaniem miliona CV, krępującymi rozmowami kwalifikacyjnymi i stresem pierwszego dnia w pracy. Tym będę się martwić później.

Dzisiaj jest niedziela, a w niedzielę, zwłaszcza jeśli akurat mam urodziny, nie mam najmniejszego zamiaru być produktywna. Mój wielki plan? Zawinąć się w kołdrę jak burrito, może odpalić jakiś bezmózgi serial na raz, może zjeść kawałek tortu. Zero CV, zero planowania, zero spiny. Tylko święty spokój. Przynajmniej taki był plan.

Przewracam się na bok, wpychając się jeszcze głębiej w mój kołdrowy kokon, kiedy powietrze rozdziera najbardziej potworny, przeraźliwy skrzek. Ciało reaguje szybciej niż mózg – podrywam się do siadu, serce tłucze mi się tak mocno, jakby chciało wyrwać się z klatki piersiowej. Co to, do cholery, było?!

Mrugając gwałtownie, rozglądam się po pokoju półprzytomnym, zamglonym wzrokiem. Wszystko wygląda normalnie: zagracone biurko, stos prania w kącie, miękkie, poranne światło przeciskające się przez zasłony. I wtedy to się powtarza – jeszcze ostrzej, jeszcze głośniej – tym razem razem z wyraźnym, uporczywym stuk, stuk, stuk w szybę. Szkło aż dygocze w ramie, przez co odruchowo się wzdrygam. Co się, u diabła, dzieje?!

Wytaczam się z łóżka, plącząc się nogami w prześcieradle, i chwiejnym krokiem idę w stronę okna. Odruchem chwytam z podłogi trampka. Sama nie wiem po co – mam zamiar nim rzucać? Machać nim jak jakąś idiotyczną bronią? Nieważne. Fakt jest taki, że coś napieprza w moje okno i rozwala mi święty spokój w urodzinowy poranek, a ja jestem tym totalnie NIE zachwycona.

Szarpnięciem odgarniam zasłonę i mrużę oczy w zalewającym pokój porannym słońcu. Moja mina od razu się pogarsza. Na parapecie, siedzi sobie grzecznie, jakby przed chwilą nie próbował mi rozerwać bębenków w uszach, ogromny czarny ptak. Tkwi tam nienaturalnie spokojny, błyszczące pióra połyskują mu w słońcu, a ostre oczy wbijają się we mnie tak, jakby doskonale wiedział, jak blisko byłam, żeby cisnąć mu tym butem prosto w łeb.

– Chyba sobie jaja robisz – jęczę, rzucając trampka z powrotem na podłogę i z impetem tłukąc z powrotem w stronę łóżka. Z hukiem padam na materac jak tragiczna ofiara losu i zakopuję się pod poduszkami. Budzik nawet jeszcze nie zadzwonił! Musi być przed ósmą, a to jest zdecydowanie, ale to zdecydowanie za wcześnie, żeby się użerać z naturalnym budzikiem. Ale oczywiście temu durnemu ptakowi mój ból wisi i powiewa. Prawie w momencie, kiedy znowu się układam, on odpala kolejną serię przeszywających pisków, każdy z ostrym stuk-stuk-stuk dzioba o szybę. Ten dźwięk wierci mi się prosto w czaszce. Dwie minuty. Całe dwie minuty męczarni, jak drapanie paznokciami po tablicy, i pękam.

– Koniec, dość! – warczę, wlokąc się z powrotem z łóżka. Maszeruję do okna, absolutnie przekonana, że zaraz przepłoszę to pierzaste paskudztwo. Ale kiedy tylko podchodzę bliżej, ptaszysko nagle cichnie i przechyla łepek w moją stronę takim słodkim, niewinnym gestem. Podejrzane. Za bardzo podejrzane. I wtedy to dostrzegam. W jednej szponiastej łapie ściska… kartkę papieru. Nie, nie zwykłą kartkę, tylko złożony list. Mózg mi się zacina. Kto przy zdrowych zmysłach wysyła listy ptakiem? To się tak nie robi. Może go ukradł? Ptaki zbierają świecidełka, nie? Może ten akurat dorobił się nowego hobby – kradzieży poczty. Mimo wszystko ciekawość zaczyna mnie gryźć mocniej niż wkurzenie. Otwieram okno centymetr po centymetrze, z taką ostrożnością, jakbym rozbrajała bombę.

– Spokojnie, ptaszku, tylko… nie rzucaj mi się na twarz – mruczę pod nosem. W chwili, gdy tylko jest wystarczająca szpara, to stworzenie wciska się do środka z furkotem skrzydeł. Piszczę i robię unik, kiedy wlatruje do pokoju, zataczając nad moją głową koła jak jakiś pierzasty huragan. Serce łupie mi w piersi jak oszalałe. Ono się tym bawi. O tak, ten diabelski ptak dokładnie wie, jak bardzo wyprowadza mnie z równowagi, i delektuje się każdą sekundą! Ostro zakończone pazury, błyszczący dziób – niby zwykły ptak, ale te malutkie szpony wyglądają, jakby bez problemu poradziły sobie z moją skórą. Kucam i zakrywam głowę rękami, kiedy przelatuje jeszcze raz, czując muśnięcie powietrza, gdy śmiga tak nisko, że aż czupryna mi faluje.

W końcu ptak wypuszcza list na środek podłogi. A potem, jakby chciał mi coś bardzo wyraźnie zakomunikować, przelatuje dokładnie nad moją głową, tak blisko, że czuję wiatr jego skrzydeł na karku, po czym błyskawicznie wylatuje przez otwarte okno. Rzucam się za nim i trzaskam szybą z o wiele większą siłą, niż to naprawdę potrzebne.

– Ani mi się waż. Nie tym razem. – Rzucam za nim spojrzenie, jakbym mogła spalić je wzrokiem. Przez chwilę tylko stoję, dysząc ciężko, z adrenaliną wciąż szumiącą w żyłach. Potem mój wzrok pada na kopertę leżącą niewinnie na dywanie. Może to nic, pewnie to nic. Najbardziej prawdopodobne, że to coś ukradzionego, coś zupełnie przypadkowego. Ale jestem zbyt ciekawska, żeby teraz to tak po prostu zostawić. Zgarnę ją z podłogi i opadam z powrotem na łóżko, trzymając list ostrożnie między palcami. Serce dalej mi wali, ale przez mgłę wkurzenia przebija się iskierka ekscytacji. Może to nic. Może to jakiś śmieć. A może, tylko może, to coś naprawdę ciekawego. Oby to było warte tego ataku paniki, który właśnie zafundował mi ten ptak, bo nie ma najmniejszych szans, żebym teraz znowu zasnęła!

Koperta jest cięższa, niż się spodziewałam, papier gruby i luksusowy, zdecydowanie nie ten rodzaj tandety, który ptak mógłby wyrwać z czyjejś skrzynki na listy przez pomyłkę. Przesuwam po niej palcami. Gładka, solidna, droga. Jedyny raz, kiedy dotykałam takiego papieru, był na ślubie, gdy jakaś daleka kuzynka rozesłała idiotycznie wystylizowane zaproszenia z tłoczeniami i złotą ornamentyką. Odwracam kopertę, nie spodziewając się niczego szczególnego, i nagle zamarzam. Jest. Moje imię. Alexis Elle. Napisane takim eleganckim, płynnym pismem, jakie widuje się tylko na kaligraficznym TikToku albo w starych filmach. Przez moment potrafię tylko gapić się jak zaczarowana. Czyli ten ptak NAPRAWDĘ był gołębiem pocztowym. A list NAPRAWDĘ jest do mnie.

– Świetnie, tylko po co wysyłać diabelskiego ptaka z piekła rodem zamiast, nie wiem, listonosza? Albo maila? Mamy dwudziesty pierwszy wiek, halo. – Burczę pod nosem, choć bardziej jestem zaintrygowana niż wściekła. Wcieram resztki snu z oczu, w połowie bojąc się, że wciąż śnię, i ostrożnie podważam klapkę. Ten papier jest zbyt porządny, żeby go po prostu podrzeć. Pachnie… prawie jak coś świętego. Leciutki zapach atramentu i czegoś słodkiego, jak sprasowane kwiaty, unosi się, kiedy wysuwam zawartość. Coś metalowego stuknięciem ląduje na kołdrze. Klucz? I to wcale nie jakiś nudny, nowoczesny, tylko staroświecki, ozdobny, taki, jakim otwiera się pradawną skrzynię albo drzwi zamku. Jego powierzchnia błyszczy srebrzyście, wypolerowana, ale wyraźnie stara, a wzór na główce jest misterny, wijący się. Przez oczko przechodzi delikatny łańcuszek, długi na tyle, by nosić go na szyi. Przełykam ślinę. Naszyjnik. Klucz. Co tu się, do cholery, dzieje? Drżącymi palcami wyciągam złożoną kartkę papieru. Charakter pisma jest taki sam jak na kopercie – nieskazitelny, elegancki i absolutnie onieśmielający.

Gratulacje, Alexis Elle,

zostałaś przyjęta do Instytutu Istot i Stworzeń Magicznych na bieżący rok akademicki.

Prosimy stawić się przy bramie Akademii nie później niż o godzinie 9:00 w poniedziałek, piętnastego lutego.

W załączeniu przesyłamy klucz do pokoju. Wyżywienie, odzież oraz wszystkie inne niezbędne rzeczy zostaną zapewnione. Prosimy zabrać jedynie przedmioty, bez których nie możesz się obyć.

Z niecierpliwością oczekujemy spotkania z Tobą i wspólnej pracy.

Podpisano,

Sherry Istvan – Dyrektorka

Rozdziawiam usta, czytam list jeszcze raz, po czym upuszczam go na podłogę, jakby miał mnie poparzyć. Sekundę później rzucam się, żeby go podnieść, i czytam każde słowo raz za razem, jakby treść miała się zmienić, jeśli sprawdzę ją wystarczająco wiele razy. Spoiler: nie zmienia się. Instytut Istot i Stworzeń Magicznych… Wiem, co to jest, każdy wie. To najbardziej prestiżowa magiczna szkoła w kraju, miejsce, do którego chodzą ludzie z prawdziwą mocą i magią. I zasada numer jeden brzmi: żadnych niemagicznych istot. A ja? Ja jestem… człowiekiem. Zwykłą. Normalną. Przeciętną. Przynajmniej… tak mi się wydaje. Ale nawet gdybym nie była, nawet gdyby kryło się we mnie jakieś maleńkie ziarenko dziwności, nigdy nie składałam żadnego podania! Do Instytutu się tak po prostu nie wchodzi. Kolejki oczekujących ciągną się tam przez pokolenia. Ludzie zapisują swoje dzieci, zanim te nauczą się raczkować, tak na wszelki wypadek. Reszta? Wykupuje miejsce odpowiednią liczbą zer na czeku – taką, że mój rachunek w banku dostałby zawału na sam widok. A jednak oto jest. List z moim imieniem. Przyjęcie. Klucz. Panika zaczyna mnie dusić, wspina mi się do gardła. Serce tłucze jak oszalałe. To musi być jakaś pomyłka. Biorę głęboki wdech, który w niczym nie pomaga. Więc robię jedyną naturalną rzecz.

– MAAAAAMAAA! – wrzeszczę na całe mieszkanie.

Ostatnie Rozdziały

Może Ci się spodobać 😍

Wzlot Brzydkiej Luny

Wzlot Brzydkiej Luny

57k Wyświetlenia · W trakcie · Syra Tucker
Lyric spędziła życie w nienawiści. Dręczona za swoją bliznowatą twarz i znienawidzona przez wszystkich – w tym przez swojego własnego partnera – zawsze słyszała, że jest brzydka. Jej partner trzymał ją przy sobie tylko po to, by zdobyć terytorium, a kiedy osiągnął swój cel, odrzucił ją, zostawiając złamaną i samotną.

Potem spotkała jego. Pierwszego mężczyznę, który nazwał ją piękną. Pierwszego, który pokazał jej, jak to jest być kochaną.

To była tylko jedna noc, ale zmieniła wszystko. Dla Lyric był świętym, zbawcą. Dla niego, była jedyną kobietą, która sprawiła, że doszedł w łóżku – problem, z którym walczył od lat.

Lyric myślała, że jej życie wreszcie się zmieni, ale jak każdy w jej życiu, on kłamał. A kiedy odkryła, kim naprawdę jest, zdała sobie sprawę, że nie tylko jest niebezpieczny – jest typem mężczyzny, od którego nie można uciec.

Lyric chciała uciekać. Pragnęła wolności. Ale chciała również odnaleźć swoją drogę i odzyskać szacunek, wznieść się ponad popioły.

Ostatecznie została zmuszona do wejścia w mroczny świat, którego nie chciała poznać.
Okrutny Raj - Romans mafijny

Okrutny Raj - Romans mafijny

511.1k Wyświetlenia · Zakończone · nicolefox859
Co może być bardziej żenujące niż przypadkowe wykręcenie numeru tyłkiem?

Wykręcenie tyłkiem numeru do własnego szefa…
I zostawienie mu sprośnej poczty głosowej, kiedy jesteś, yyy… „w trakcie” myślenia o nim.

Praca jako osobista asystentka Rusłana Orłowa to robota rodem z piekła.
Po długim dniu, podczas którego spełniam każdą zachciankę tego miliardera, potrzebuję jakiegoś ujścia dla stresu.
Więc kiedy tamtego wieczoru wracam do domu, robię dokładnie to.

Problem w tym, że moje myśli wciąż kręcą się wokół tego szef-dupka, który rujnuje mi życie.
I niech będzie—bo ze wszystkich licznych grzechów Rusłana, to że jest tak cholernie przystojny, może być najniebezpieczniejsze.
Dziś w nocy fantazje o nim są dokładnie tym, czego potrzebuję, żeby przekroczyć granicę.

Ale kiedy spuszczam wzrok na telefon, przygnieciony obok mnie,
jest.
Poczta głosowa: 7 minut i 32 sekundy…
Wysłana do Rusłana Orłowa.

Wpada we mnie panika i ciskam telefon przez pokój.
Tyle że nie da się cofnąć szkód wyrządzonych przez moje bardzo głośne „O”.

Więc co ja mogę zrobić?
Plan był prosty: unikać go i udawać, że to się nigdy nie wydarzyło.
Poza tym—kto tak zajęty w ogóle odsłuchuje pocztę głosową, co?

Tylko że kiedy on wpisuje mi w kalendarz spotkanie jeden na jeden ze mną na równe 7 minut i 32 sekundy,
jedno jest pewne:
On.
Słyszał.
Wszystko.
Nietykalna (Kolekcja Serii Awatar Księżyca)

Nietykalna (Kolekcja Serii Awatar Księżyca)

275.4k Wyświetlenia · Zakończone · Marii Solaria
„N-nie! To nie tak!” błagałam, łzy spływały po mojej twarzy. „Nie chcę tego! Musisz mi uwierzyć, proszę!”

Jego duża ręka gwałtownie chwyciła mnie za gardło, unosząc mnie z ziemi bez wysiłku. Jego palce drżały przy każdym uścisku, zaciskając drogi oddechowe niezbędne do mojego życia.

Zakaszlałam; dusiłam się, gdy jego gniew przenikał przez moje pory i spalał mnie od środka. Ilość nienawiści, jaką Neron do mnie żywi, jest ogromna, i wiedziałam, że nie wyjdę z tego żywa.

„Jakbym miał uwierzyć morderczyni!” Głos Nerona był przenikliwy w moich uszach.

„Ja, Neron Malachi Prince, Alfa stada Księżycowego Cyrkonu, odrzucam cię, Halimo Zira Lane, jako moją partnerkę i Lunę.” Rzucił mnie na ziemię jak śmiecia, zostawiając mnie, bym łapała powietrze. Następnie podniósł coś z ziemi, przewrócił mnie i przeciął.

Przeciął przez mój Znak Stada. Nożem.

„I tym samym skazuję cię na śmierć.”


Odrzucona w swoim własnym stadzie, młoda wilkołaczyca zostaje uciszona przez miażdżący ciężar i wolę wilków, którzy chcą, by cierpiała. Po tym, jak Halima zostaje fałszywie oskarżona o morderstwo w stadzie Księżycowego Cyrkonu, jej życie rozpada się w popiół niewolnictwa, okrucieństwa i przemocy. Dopiero po odnalezieniu prawdziwej siły wilka może mieć nadzieję na ucieczkę od koszmarów przeszłości i ruszenie naprzód...

Po latach walki i leczenia, Halima, ocalała, ponownie staje w konflikcie z dawnym stadem, które kiedyś skazało ją na śmierć. Poszukuje się sojuszu między jej dawnymi oprawcami a rodziną, którą znalazła w stadzie Księżycowego Granatu. Dla kobiety, która teraz jest znana jako Kiya, idea wzrastającego pokoju tam, gdzie leży trucizna, jest mało obiecująca. Gdy narastający hałas urazy zaczyna ją przytłaczać, Kiya staje przed jednym wyborem. Aby jej ropiejące rany naprawdę się zagoiły, musi stawić czoła swojej przeszłości, zanim ta pochłonie Kiyę tak, jak pochłonęła Halimę. W rosnących cieniach ścieżka do przebaczenia zdaje się pojawiać i znikać. W końcu nie można zaprzeczyć mocy pełni księżyca - a dla Kiyi może się okazać, że wezwanie ciemności będzie równie nieustępliwe...

Ta książka jest przeznaczona dla dorosłych czytelników, ponieważ porusza wrażliwe tematy, w tym: myśli lub działania samobójcze, przemoc i traumy, które mogą wywołać silne reakcje. Prosimy o rozwagę.
————Nietykalna Księga 1 z serii Awatar Księżyca

UWAGA: To jest zbiór serii Awatar Księżyca autorstwa Marii Solarii. Zawiera Nietykalną i Niezrównoważoną, a w przyszłości będzie zawierać resztę serii. Oddzielne książki z serii są dostępne na stronie autorki. :)
Zawłaszczona przez Miliardera

Zawłaszczona przez Miliardera

304.4k Wyświetlenia · W trakcie · Khey Coco
„Podpisz.”

Jego głos był lodowaty, ostry jak stal.

„Chwila—musi być jakaś pomyłka.”

„Podpisz te cholernie papiery” — powiedział, cicho, z głosem tnącym jak brzytwa.

Przełknęłam ślinę z trudem.

Groźby mojego ojca dźwięczały mi w głowie jak echo w pustym korytarzu: Jeśli nie, już nigdy nie zobaczysz swojego syna.

I podpisałam.

Elizabeth Harper nigdy nie miała wyjść za niego. On był niebezpieczeństwem w garniturze skrojonym na miarę, bogactwem zawiniętym w milczenie, władzą ukrytą za lodowatymi, niebieskimi oczami.

Jedna pomyłka, jeden podpis złożony w nie tym pokoju, i teraz jest związana z Christianem Reedem, bezwzględnym miliarderem, znanym z tego, że rujnuje imperia... w tym własną linię krwi. Miała być niewidzialna, posłuszna i do wyrzucenia.
CHŁOPIEC, KTÓRY MÓGŁ URODZIĆ DZIEDZICA

CHŁOPIEC, KTÓRY MÓGŁ URODZIĆ DZIEDZICA

23.7k Wyświetlenia · Zakończone · Beauty m.j
POLICZEK

„Myślisz, że pozwolę Cassianowi wziąć to na siebie?”

„To mój syn. A ty? Ty jesteś tylko gębą, którą żałuję, że w ogóle zrobiłem.”

Lucien urodził się z tajemnicą.
Taką, której nawet on sam nie rozumiał.
Taką, o której jego ojciec wiedział od zawsze — i za którą go nienawidził.
Kiedy jego bliźniak, Cassian, żył na pełnej swobodzie, Lucien żył zamknięty za drzwiami, karany za samo istnienie.

Nie wolno mu było wychodzić.
Nie wolno mu było żyć.
Był ukryty. Wymazany z pamięci. Złamany.

Aż do chwili, gdy jedno przyjęcie zmieniło wszystko.

Ucierzpiała mafia księżniczka.
Winę zwalono na Cassiana.
Ale ich ojciec dopilnował, żeby to Lucien zapłacił cenę.

Tamtej nocy Lucien został oddany Zaynowi Kingsleyowi —
miliarderowi, dziedzicowi mafii.
Jednemu z Ośmiu, którzy rządzą miastem z cienia.
Ma dwie żony. Córkę. I umierającego ojca, który szeptem wwierca mu się w głowę:

„Daj mi syna. Prawdziwego dziedzica. Albo stracisz wszystko.”

Zayn nie wierzy w słabość.
Nie wierzy w miłość.
I na pewno nie wierzy w takich mężczyzn jak Lucien.

Zayn jest zimny. Bezwzględny. Homofobiczny.

Ale Zayn nie wie…
że Lucien nosi w sobie coś więcej niż ból.
Nosi sekret, który kpi z biologii, logiki i ze wszystkiego, co Zaynowi wydawało się pewne:

Lucien może urodzić dziedzica.

A to, co zaczęło się jako kara, zamienia się w obsesję.
To, co zaczęło się nienawiścią, zaczyna palić w coś zakazanego… i przerażającego.
Moja Siostra Ukradła Mojego Partnera, A Ja Jej Pozwoliłam

Moja Siostra Ukradła Mojego Partnera, A Ja Jej Pozwoliłam

109.5k Wyświetlenia · W trakcie · regalsoul
"Moja siostra grozi, że zabierze mi partnera. A ja pozwalam jej go zatrzymać."
Urodzona bez wilka, Seraphina jest hańbą swojej watahy—aż do pewnej pijanej nocy, która pozostawia ją w ciąży i w małżeństwie z Kieranem, bezwzględnym Alfą, który nigdy jej nie chciał.
Ale ich dziesięcioletnie małżeństwo nie było bajką.
Przez dziesięć lat znosiła upokorzenia: żadnego tytułu Luny, żadnego znaku parowania. Tylko zimne prześcieradła i jeszcze zimniejsze spojrzenia.
Kiedy jej idealna siostra wróciła, Kieran złożył wniosek o rozwód tej samej nocy. A jej rodzina była szczęśliwa widząc jej małżeństwo rozbite.
Seraphina nie walczyła, tylko odeszła w milczeniu. Jednak gdy pojawiło się niebezpieczeństwo, szokujące prawdy wyszły na jaw:
☽ Tamta noc nie była przypadkiem
☽ Jej "defekt" jest w rzeczywistości rzadkim darem
☽ I teraz każdy Alfa—including jej były mąż—będzie walczył, aby ją zdobyć
Szkoda, że ona skończyła z byciem posiadana.


Ryk Kieran wstrząsnął moimi kośćmi, gdy przycisnął mnie do ściany. Jego gorąco przebiło się przez warstwy materiału.
"Seraphina, myślisz, że odejście jest takie łatwe?" Jego zęby musnęły nieoznakowaną skórę mojego gardła. "Ty. Jesteś. Moja."
Gorąca dłoń przesunęła się po moim udzie. "Nikt inny cię nigdy nie dotknie."
"Miałeś dziesięć lat, żeby mnie zdobyć, Alfo." Odsłoniłam zęby w uśmiechu. "Zabawne, że pamiętasz, że jestem twoja... kiedy odchodzę."
Sekret Surogacji

Sekret Surogacji

57.8k Wyświetlenia · Zakończone · Tatienne Richard
Kiedy Royal Robinson traci swojego brata i bratową w śmiertelnym wypadku samochodowym, prawda o ich dziecku wychodzi na jaw. Odkrycie, że skorzystali z surogatki i ukryli to przed rodziną, zdruzgotało go, zwłaszcza gdy dowiedział się, że nigdy nie zalegalizowali tego procesu i biologiczna matka nadal ma prawo do dziecka.
Gdy Famke Noor zdaje sobie sprawę, że osoby, które uważała za przyjaciół, odeszły, a jego rodzina chce, aby pomogła w wychowywaniu dziecka, które zawsze czuła, że nie powinna być jego rodzicem, znajduje się w trudnej sytuacji.
Dwie silne i uparte osobowości z dobrymi intencjami, ale z dumą na przeszkodzie, będą musiały nauczyć się odłożyć na bok różnice, aby pomóc pięcioletniej dziewczynce poradzić sobie w świecie bez jedynych rodziców, których kiedykolwiek znała. Mimo wścibskiej rodziny, wymagających byłych partnerów i dramatu, którego się spodziewała, Famke odkrywa, że zakochuje się w miliarderze i jego małej podopiecznej.
Czy miłość wystarczy, gdy świat jest przeciwko wam? Famke wkrótce się przekona.
CEO Nad Moim Biurkiem

CEO Nad Moim Biurkiem

825.8k Wyświetlenia · Zakończone · McKenzie Shinabery
„Myślisz, że ona cię potrzebuje” — mówi.

„Wiem, że tak.”

„A co, jeśli nie chce takiej ochrony?”

„Będzie chciała” — odpowiadam, a mój głos nieznacznie cichnie. „Bo potrzebuje faceta, który potrafi dać jej cały świat.”

„A jeśli świat stanie w ogniu?”

Moja dłoń odruchowo zaciska się mocniej na talii Violet.

„To zbuduję jej nowy” — mówię. „Nawet jeśli będę musiał sam spalić ten stary do gołej ziemi.”

Nie pracuję dla Rowana Ashcrofta.
Pracuję pod nim.

Z mojego biurka decyduję, kto dostaje przepustkę do najbardziej bezwzględnego prezesa w mieście, a kto nawet nie przechodzi przez recepcję i odbija się od ochrony jak od ściany. Ogarniając wszystko, trzymam w ryzach jego kalendarz, jego milczenie i jego wrogów. Pilnuję, żeby jego świat chodził jak w zegarku, podczas gdy mój po cichu się sypie: zaległe rachunki piętrzą się na kuchennym blacie, matka jest zamknięta na odwyku, a brat zniknął bez słowa, nawet bez głupiego „trzymaj się”.

Rowan Ashcroft to władza opakowana w idealnie skrojony garnitur.
Zimny. Nietykalny. Bez litości.
On nie flirtuje. On się nie uśmiecha. On nie widzi ludzi — tylko ich przydatność.

I przez długi czas ja też byłam po prostu przydatna.

Aż zaczął się przyglądać.

Na początku ta zmiana w jego uwadze jest ledwie zauważalna. Pauza o sekundę za długa. Spojrzenie, które zostaje. Polecenia, które zamiast odsuwać mnie na bok, ściągają coraz bliżej. Mężczyzna stojący nad moim biurkiem zaczyna kontrolować coś więcej niż mój grafik — i dociera do mnie za późno, że bycie zauważoną przez Rowana Ashcrofta jest o wiele bardziej niebezpieczne niż bycie ignorowaną.

Bo tacy faceci nie łakną czułości.
Oni łakną posiadania.

To miała być praca.
Nie sprawdzian moich granic.
Nie powolne, metodyczne osuwanie się w jego władzę.

Ale jeśli Rowan Ashcroft uzna, że moje miejsce jest pod jego biurkiem, to trudno.
Przetrwanie ma swoją cenę, a rachunki mają to gdzieś, jak je opłacę.
Zdeprawowany Anioł - Romans mafijny

Zdeprawowany Anioł - Romans mafijny

31.7k Wyświetlenia · Zakończone · nicolefox859
Znalazłem swojego anioła. A potem połamałem jej skrzydła.

Alexis nigdy nie powinna była postawić stopy w moim świecie.
Tacy faceci jak ja brudzą takie dziewczyny jak ona. Zabieramy im niewinność i rozszarpujemy ją na strzępy.
Ona myśli, że jest twarda. Myśli, że da sobie ze mną radę.
Ale nie ma pojęcia, jak głęboko sięga mój mrok.

Najlepiej było, że wziąłem ją na jedną noc i zostawiłem za sobą.
Cokolwiek więcej byłoby zwyczajnie okrutne.

Myślałem, że widziałem Alexis Wright po raz ostatni.
Więc wyobraź sobie moje zdziwienie, gdy dwa lata później otwierają się drzwi do mojego gabinetu…
I ona wchodzi.
Dziewczyna, którą zniszczyłem. Dziewczyna, którą pożarłem.

Teraz, kiedy znowu stoi przede mną, mam do niej tylko dwa pytania:
Po pierwsze — co ona tu robi?
A po drugie…
Co ona ma na myśli, mówiąc: „nasze dziecko”?
Błogość anioła

Błogość anioła

1.2m Wyświetlenia · Zakończone · Dripping Creativity
„Trzymaj się z daleka, trzymaj się z daleka ode mnie, trzymaj się z daleka,” krzyczała, raz za razem. Krzyczała, mimo że wydawało się, że skończyły jej się rzeczy do rzucania. Zane był więcej niż trochę zainteresowany, co dokładnie się dzieje. Ale nie mógł się skupić, gdy kobieta robiła taki hałas.

„Zamknij się, do cholery!” ryknął na nią. Zamilkła, a on zobaczył, jak jej oczy zaczynają się napełniać łzami, a jej wargi drżą. O cholera, pomyślał. Jak większość mężczyzn, płacząca kobieta przerażała go na śmierć. Wolałby stoczyć strzelaninę z setką swoich najgorszych wrogów, niż musieć radzić sobie z jedną płaczącą kobietą.

„Jak masz na imię?” zapytał.

„Ava,” odpowiedziała cienkim głosem.

„Ava Cobler?” chciał wiedzieć. Jej imię nigdy wcześniej nie brzmiało tak pięknie, co ją zaskoczyło. Prawie zapomniała skinąć głową. „Nazywam się Zane Velky,” przedstawił się, wyciągając rękę. Oczy Avy zrobiły się większe, gdy usłyszała to imię. O nie, tylko nie to, pomyślała.

„Słyszałaś o mnie,” uśmiechnął się, brzmiał zadowolony. Ava skinęła głową. Każdy, kto mieszkał w mieście, znał nazwisko Velky, była to największa grupa mafijna w stanie, z siedzibą w mieście. A Zane Velky był głową rodziny, donem, wielkim szefem, współczesnym Al Capone. Ava czuła, jak jej spanikowany umysł wymyka się spod kontroli.

„Spokojnie, aniołku,” powiedział Zane, kładąc rękę na jej ramieniu. Jego kciuk zjechał w dół przed jej gardło. Gdyby ścisnął, miałaby trudności z oddychaniem, zdała sobie sprawę Ava, ale jakoś jego ręka uspokoiła jej umysł. „Dobra dziewczynka. Ty i ja musimy porozmawiać,” powiedział jej. Umysł Avy sprzeciwił się, gdy nazwał ją dziewczynką. Irytowało ją to, mimo że była przerażona. „Kto cię uderzył?” zapytał. Zane przesunął rękę, aby przechylić jej głowę na bok, żeby mógł spojrzeć na jej policzek, a potem na wargę.

******************Ava zostaje porwana i zmuszona do uświadomienia sobie, że jej wujek sprzedał ją rodzinie Velky, aby spłacić swoje długi hazardowe. Zane jest głową kartelu rodziny Velky. Jest twardy, brutalny, niebezpieczny i śmiertelny. W jego życiu nie ma miejsca na miłość ani związki, ale ma potrzeby jak każdy gorący mężczyzna.
Ręce Losu

Ręce Losu

107.4k Wyświetlenia · Zakończone · Lori Ameling
Cześć, nazywam się Zapas, tak jak zapasowa opona. Nie wolno mi wchodzić w interakcje z rodziną, chyba że chcą mnie czegoś nauczyć. Znam wszystkie sekrety tej grupy. Nie sądzę, żeby pozwolili mi po prostu odejść, nie chcę zniknąć jak wiele dziewczyn ostatnio. To jednak nie ma znaczenia, bo mam plan, jak się stąd wydostać. Aż do pewnej nocy w pracy, kiedy znalazłam nagiego mężczyznę leżącego na podłodze w pokoju, który miałam posprzątać.
Wiesz, co mówią o planowaniu?
"Planujesz, a Bóg się śmieje."
Tym Razem To On Ściga Mnie Całym Sercem

Tym Razem To On Ściga Mnie Całym Sercem

1m Wyświetlenia · Zakończone · Sherry
Maya zamarła, kiedy do sali wszedł mężczyzna, na którego od razu patrzyli wszyscy. Jej były chłopak, ten, który zniknął pięć lat temu, był teraz jednym z najbogatszych biznesmenów w Bostonie. Wtedy nigdy nawet nie napomknął, kim naprawdę jest – po prostu nagle rozpłynął się bez śladu. Patrząc teraz w jego lodowate oczy, mogła tylko założyć, że ukrywał prawdę, żeby ją sprawdzić, uznał, że jest pustą lalą lecącą na kasę, i odszedł z rozczarowaniem.

Na korytarzu przed salą balową podeszła do niego, gdy palił przy drzwiach, chcąc chociaż spróbować się wytłumaczyć.

– Nadal jesteś na mnie zły?

Strzepnął papierosa, odrzucił niedopałek i spojrzał na nią z jawną pogardą.
– Zły? Myślisz, że jestem zły? Zgadnę – Maya wreszcie się dowiaduje, kim jestem, i nagle ma ochotę „odnowić kontakt”. Kolejna szansa, odkąd wie, że moje nazwisko oznacza pieniądze.

Kiedy próbowała zaprzeczyć, wszedł jej w słowo.
– Byłaś epizodem. Przypisem na dole strony. Gdybyś się tu dzisiaj nie pojawiła, nawet bym o tobie nie pamiętał.

Łzy zapiekły ją pod powiekami. Prawie powiedziała mu o jego córce, ale się powstrzymała. Uznałby tylko, że próbuje go wrobić, złapać go na dziecko i dobrać się do jego kasy.

Maya przełknęła wszystko razem z łzami i odeszła, święcie przekonana, że ich drogi już nigdy się nie przetną – a jednak on zaczął pojawiać się w jej życiu raz za razem, aż w końcu to on musiał się przed nią schylić, pokornie błagając, by dała mu jeszcze jedną szansę.