Jak nie zakochać się w smoku

Jak nie zakochać się w smoku

Kit Bryan · W trakcie · 191.7k słów

225
Gorące
580.5k
Wyświetlenia
36.8k
Dodano
Dodaj do Półki
Rozpocznij Czytanie
Udostępnij:facebooktwitterpinterestwhatsappreddit

Wstęp

Nigdy nie złożyłam podania do Akademii Istot i Stworzeń Magicznych.

Dlatego właśnie byłam co najmniej skołowana, kiedy przyszedł list z moim imieniem już wydrukowanym na planie zajęć, przydzielonym akademikiem i dobranymi przedmiotami, jakby ktoś znał mnie lepiej, niż ja sama siebie. O Akademii słyszeli wszyscy – to tam wiedźmy ostrzą swoje zaklęcia, zmiennokształtni opanowują swoje postaci, a każdy możliwy magiczny stwór uczy się panować nad swoim darem.

Wszyscy oprócz mnie.

Ja nawet nie wiem, czym właściwie jestem. Zero zmiany postaci, zero sztuczek, żadnej magii w stylu “patrzcie na mnie”. Po prostu dziewczyna otoczona ludźmi, którzy potrafią latać, przywoływać ogień albo leczyć jednym dotykiem. Więc siedzę na zajęciach, udaję, że tu pasuję, i wytężam słuch, szukając choćby najdrobniejszej wskazówki, która powie mi, co tak naprawdę płynie w mojej krwi.

Jedyną osobą, która jest chyba jeszcze bardziej ciekawa niż ja, jest Blake Nyvas – wysoki, o złotych oczach i jak najbardziej Smok. Ludzie szepczą, że jest niebezpieczny, powtarzają, żebym trzymała się od niego z daleka. Ale Blake wydaje się zdeterminowany, żeby rozwiązać zagadkę mnie, a ja… jakoś ufam właśnie jemu bardziej niż komukolwiek innemu.

Może to głupota. Może igranie z ogniem.

Ale kiedy wszyscy inni patrzą na mnie, jakbym była tu nie na swoim miejscu, Blake patrzy na mnie tak, jakby była zagadką, którą naprawdę warto rozwiązać.

Rozdział 1

LEXI

Urodziny znaczą dla ludzi masę różnych rzeczy. Dla jednych to przede wszystkim darcie kolorowego, błyszczącego papieru z prezentów albo zwołanie absolutnie wszystkich znajomych, jakich mieli od podstawówki, na wielką, głośną imprezę. Dla innych to taki kamień milowy – rok, w którym w końcu można prowadzić, legalnie się napić, wyprowadzić z domu, zacząć coś nowego. Jakby nie patrzeć, urodziny zwykle oznaczają zmianę, a na zmianę się czeka. Widać ją z daleka, planuje się ją, czasem wręcz się za nią goni.

Ale dla mnie? Skończenie dwudziestu trzech lat wcale nie brzmi jak początek. Raczej jak koniec. Prawie skończyłam licencjat z pielęgniarstwa. Trzy wyczerpujące, nieprzespane lata za mną, został jeszcze jeden, a potem czas na tak zwany prawdziwy świat z całym tym czekaniem, wysyłaniem miliona CV, krępującymi rozmowami kwalifikacyjnymi i stresem pierwszego dnia w pracy. Tym będę się martwić później.

Dzisiaj jest niedziela, a w niedzielę, zwłaszcza jeśli akurat mam urodziny, nie mam najmniejszego zamiaru być produktywna. Mój wielki plan? Zawinąć się w kołdrę jak burrito, może odpalić jakiś bezmózgi serial na raz, może zjeść kawałek tortu. Zero CV, zero planowania, zero spiny. Tylko święty spokój. Przynajmniej taki był plan.

Przewracam się na bok, wpychając się jeszcze głębiej w mój kołdrowy kokon, kiedy powietrze rozdziera najbardziej potworny, przeraźliwy skrzek. Ciało reaguje szybciej niż mózg – podrywam się do siadu, serce tłucze mi się tak mocno, jakby chciało wyrwać się z klatki piersiowej. Co to, do cholery, było?!

Mrugając gwałtownie, rozglądam się po pokoju półprzytomnym, zamglonym wzrokiem. Wszystko wygląda normalnie: zagracone biurko, stos prania w kącie, miękkie, poranne światło przeciskające się przez zasłony. I wtedy to się powtarza – jeszcze ostrzej, jeszcze głośniej – tym razem razem z wyraźnym, uporczywym stuk, stuk, stuk w szybę. Szkło aż dygocze w ramie, przez co odruchowo się wzdrygam. Co się, u diabła, dzieje?!

Wytaczam się z łóżka, plącząc się nogami w prześcieradle, i chwiejnym krokiem idę w stronę okna. Odruchem chwytam z podłogi trampka. Sama nie wiem po co – mam zamiar nim rzucać? Machać nim jak jakąś idiotyczną bronią? Nieważne. Fakt jest taki, że coś napieprza w moje okno i rozwala mi święty spokój w urodzinowy poranek, a ja jestem tym totalnie NIE zachwycona.

Szarpnięciem odgarniam zasłonę i mrużę oczy w zalewającym pokój porannym słońcu. Moja mina od razu się pogarsza. Na parapecie, siedzi sobie grzecznie, jakby przed chwilą nie próbował mi rozerwać bębenków w uszach, ogromny czarny ptak. Tkwi tam nienaturalnie spokojny, błyszczące pióra połyskują mu w słońcu, a ostre oczy wbijają się we mnie tak, jakby doskonale wiedział, jak blisko byłam, żeby cisnąć mu tym butem prosto w łeb.

– Chyba sobie jaja robisz – jęczę, rzucając trampka z powrotem na podłogę i z impetem tłukąc z powrotem w stronę łóżka. Z hukiem padam na materac jak tragiczna ofiara losu i zakopuję się pod poduszkami. Budzik nawet jeszcze nie zadzwonił! Musi być przed ósmą, a to jest zdecydowanie, ale to zdecydowanie za wcześnie, żeby się użerać z naturalnym budzikiem. Ale oczywiście temu durnemu ptakowi mój ból wisi i powiewa. Prawie w momencie, kiedy znowu się układam, on odpala kolejną serię przeszywających pisków, każdy z ostrym stuk-stuk-stuk dzioba o szybę. Ten dźwięk wierci mi się prosto w czaszce. Dwie minuty. Całe dwie minuty męczarni, jak drapanie paznokciami po tablicy, i pękam.

– Koniec, dość! – warczę, wlokąc się z powrotem z łóżka. Maszeruję do okna, absolutnie przekonana, że zaraz przepłoszę to pierzaste paskudztwo. Ale kiedy tylko podchodzę bliżej, ptaszysko nagle cichnie i przechyla łepek w moją stronę takim słodkim, niewinnym gestem. Podejrzane. Za bardzo podejrzane. I wtedy to dostrzegam. W jednej szponiastej łapie ściska… kartkę papieru. Nie, nie zwykłą kartkę, tylko złożony list. Mózg mi się zacina. Kto przy zdrowych zmysłach wysyła listy ptakiem? To się tak nie robi. Może go ukradł? Ptaki zbierają świecidełka, nie? Może ten akurat dorobił się nowego hobby – kradzieży poczty. Mimo wszystko ciekawość zaczyna mnie gryźć mocniej niż wkurzenie. Otwieram okno centymetr po centymetrze, z taką ostrożnością, jakbym rozbrajała bombę.

– Spokojnie, ptaszku, tylko… nie rzucaj mi się na twarz – mruczę pod nosem. W chwili, gdy tylko jest wystarczająca szpara, to stworzenie wciska się do środka z furkotem skrzydeł. Piszczę i robię unik, kiedy wlatruje do pokoju, zataczając nad moją głową koła jak jakiś pierzasty huragan. Serce łupie mi w piersi jak oszalałe. Ono się tym bawi. O tak, ten diabelski ptak dokładnie wie, jak bardzo wyprowadza mnie z równowagi, i delektuje się każdą sekundą! Ostro zakończone pazury, błyszczący dziób – niby zwykły ptak, ale te malutkie szpony wyglądają, jakby bez problemu poradziły sobie z moją skórą. Kucam i zakrywam głowę rękami, kiedy przelatuje jeszcze raz, czując muśnięcie powietrza, gdy śmiga tak nisko, że aż czupryna mi faluje.

W końcu ptak wypuszcza list na środek podłogi. A potem, jakby chciał mi coś bardzo wyraźnie zakomunikować, przelatuje dokładnie nad moją głową, tak blisko, że czuję wiatr jego skrzydeł na karku, po czym błyskawicznie wylatuje przez otwarte okno. Rzucam się za nim i trzaskam szybą z o wiele większą siłą, niż to naprawdę potrzebne.

– Ani mi się waż. Nie tym razem. – Rzucam za nim spojrzenie, jakbym mogła spalić je wzrokiem. Przez chwilę tylko stoję, dysząc ciężko, z adrenaliną wciąż szumiącą w żyłach. Potem mój wzrok pada na kopertę leżącą niewinnie na dywanie. Może to nic, pewnie to nic. Najbardziej prawdopodobne, że to coś ukradzionego, coś zupełnie przypadkowego. Ale jestem zbyt ciekawska, żeby teraz to tak po prostu zostawić. Zgarnę ją z podłogi i opadam z powrotem na łóżko, trzymając list ostrożnie między palcami. Serce dalej mi wali, ale przez mgłę wkurzenia przebija się iskierka ekscytacji. Może to nic. Może to jakiś śmieć. A może, tylko może, to coś naprawdę ciekawego. Oby to było warte tego ataku paniki, który właśnie zafundował mi ten ptak, bo nie ma najmniejszych szans, żebym teraz znowu zasnęła!

Koperta jest cięższa, niż się spodziewałam, papier gruby i luksusowy, zdecydowanie nie ten rodzaj tandety, który ptak mógłby wyrwać z czyjejś skrzynki na listy przez pomyłkę. Przesuwam po niej palcami. Gładka, solidna, droga. Jedyny raz, kiedy dotykałam takiego papieru, był na ślubie, gdy jakaś daleka kuzynka rozesłała idiotycznie wystylizowane zaproszenia z tłoczeniami i złotą ornamentyką. Odwracam kopertę, nie spodziewając się niczego szczególnego, i nagle zamarzam. Jest. Moje imię. Alexis Elle. Napisane takim eleganckim, płynnym pismem, jakie widuje się tylko na kaligraficznym TikToku albo w starych filmach. Przez moment potrafię tylko gapić się jak zaczarowana. Czyli ten ptak NAPRAWDĘ był gołębiem pocztowym. A list NAPRAWDĘ jest do mnie.

– Świetnie, tylko po co wysyłać diabelskiego ptaka z piekła rodem zamiast, nie wiem, listonosza? Albo maila? Mamy dwudziesty pierwszy wiek, halo. – Burczę pod nosem, choć bardziej jestem zaintrygowana niż wściekła. Wcieram resztki snu z oczu, w połowie bojąc się, że wciąż śnię, i ostrożnie podważam klapkę. Ten papier jest zbyt porządny, żeby go po prostu podrzeć. Pachnie… prawie jak coś świętego. Leciutki zapach atramentu i czegoś słodkiego, jak sprasowane kwiaty, unosi się, kiedy wysuwam zawartość. Coś metalowego stuknięciem ląduje na kołdrze. Klucz? I to wcale nie jakiś nudny, nowoczesny, tylko staroświecki, ozdobny, taki, jakim otwiera się pradawną skrzynię albo drzwi zamku. Jego powierzchnia błyszczy srebrzyście, wypolerowana, ale wyraźnie stara, a wzór na główce jest misterny, wijący się. Przez oczko przechodzi delikatny łańcuszek, długi na tyle, by nosić go na szyi. Przełykam ślinę. Naszyjnik. Klucz. Co tu się, do cholery, dzieje? Drżącymi palcami wyciągam złożoną kartkę papieru. Charakter pisma jest taki sam jak na kopercie – nieskazitelny, elegancki i absolutnie onieśmielający.

Gratulacje, Alexis Elle,

zostałaś przyjęta do Instytutu Istot i Stworzeń Magicznych na bieżący rok akademicki.

Prosimy stawić się przy bramie Akademii nie później niż o godzinie 9:00 w poniedziałek, piętnastego lutego.

W załączeniu przesyłamy klucz do pokoju. Wyżywienie, odzież oraz wszystkie inne niezbędne rzeczy zostaną zapewnione. Prosimy zabrać jedynie przedmioty, bez których nie możesz się obyć.

Z niecierpliwością oczekujemy spotkania z Tobą i wspólnej pracy.

Podpisano,

Sherry Istvan – Dyrektorka

Rozdziawiam usta, czytam list jeszcze raz, po czym upuszczam go na podłogę, jakby miał mnie poparzyć. Sekundę później rzucam się, żeby go podnieść, i czytam każde słowo raz za razem, jakby treść miała się zmienić, jeśli sprawdzę ją wystarczająco wiele razy. Spoiler: nie zmienia się. Instytut Istot i Stworzeń Magicznych… Wiem, co to jest, każdy wie. To najbardziej prestiżowa magiczna szkoła w kraju, miejsce, do którego chodzą ludzie z prawdziwą mocą i magią. I zasada numer jeden brzmi: żadnych niemagicznych istot. A ja? Ja jestem… człowiekiem. Zwykłą. Normalną. Przeciętną. Przynajmniej… tak mi się wydaje. Ale nawet gdybym nie była, nawet gdyby kryło się we mnie jakieś maleńkie ziarenko dziwności, nigdy nie składałam żadnego podania! Do Instytutu się tak po prostu nie wchodzi. Kolejki oczekujących ciągną się tam przez pokolenia. Ludzie zapisują swoje dzieci, zanim te nauczą się raczkować, tak na wszelki wypadek. Reszta? Wykupuje miejsce odpowiednią liczbą zer na czeku – taką, że mój rachunek w banku dostałby zawału na sam widok. A jednak oto jest. List z moim imieniem. Przyjęcie. Klucz. Panika zaczyna mnie dusić, wspina mi się do gardła. Serce tłucze jak oszalałe. To musi być jakaś pomyłka. Biorę głęboki wdech, który w niczym nie pomaga. Więc robię jedyną naturalną rzecz.

– MAAAAAMAAA! – wrzeszczę na całe mieszkanie.

Ostatnie Rozdziały

Może Ci się spodobać 😍

Ostatnia Szansa Chorej Luny

Ostatnia Szansa Chorej Luny

923.7k Wyświetlenia · W trakcie · Eve Above Story
Byłam idealną córką dla mojego ojca, wychodząc za mąż za Alfę Alexandra dla dobra mojej rodzimej watahy, mimo że Alexander odmówił oznaczenia mnie i nalegał, że nasze małżeństwo to tylko kontrakt. Potem stałam się idealną Luną dla mojego męża Alfy, wciąż mając nadzieję, że pewnego dnia zdobędę jego uczucie i staniemy się prawdziwym mężem i żoną.
Wszystko zmieniło się w dniu, kiedy dowiedziałam się, że moja wilczyca zapadła w stan uśpienia. Lekarz ostrzegł mnie, że jeśli nie oznaczę lub nie odrzucę Alexandra w ciągu roku, umrę. Jednak ani mój mąż, ani mój ojciec nie przejmowali się na tyle, aby mi pomóc.
W mojej rozpaczy podjęłam decyzję, aby przestać być uległą dziewczyną, jakiej ode mnie oczekiwali.
Wkrótce wszyscy nazywali mnie szaloną, ale właśnie tego chciałam — odrzucenia i rozwodu.
Nie spodziewałam się jednak, że mój kiedyś arogancki mąż pewnego dnia będzie błagał mnie, żebym nie odchodziła...
Wybrana przez Przeklętego Króla Alfa

Wybrana przez Przeklętego Króla Alfa

645.9k Wyświetlenia · Zakończone · Night Owl
„Żadna kobieta nie opuszcza jego łoża żywa.”
„Ale ja przeżyję.”
Szeptałam to do księżyca, do łańcuchów, do siebie — aż w to uwierzyłam.
Mówią, że Król Alfa Maximus to potwór — zbyt wielki, zbyt brutalny, zbyt przeklęty. Jego łoże to wyrok śmierci, i żadna kobieta nigdy go nie opuściła żywa. Dlaczego więc wybrał mnie?
Grubą, niechcianą omegę. Tę, którą moja własna wataha oddała jak śmieci. Jedna noc z bezlitosnym Królem miała mnie zakończyć. Zamiast tego zrujnowała mnie. Teraz pragnę mężczyzny, który bierze bez litości. Jego dotyk pali. Jego głos rozkazuje. Jego ciało niszczy. A ja wciąż wracam po więcej. Ale Maximus nie zna miłości. Nie zna towarzyszy. Bierze. Posiada. I nigdy nie zostaje.
„Zanim moja bestia pochłonie mnie całkowicie — potrzebuję syna, który przejmie tron.”
Niestety dla niego... nie jestem słabą, żałosną dziewczyną, którą wyrzucili. Jestem czymś o wiele bardziej niebezpiecznym — jedyną kobietą, która może złamać jego klątwę... albo zniszczyć jego królestwo.
Zakazane Pulsowanie

Zakazane Pulsowanie

543.3k Wyświetlenia · Zakończone · Riley
Mówią, że życie może się zmienić w mgnieniu oka.
Moje zmieniło się w czasie, który zajęło otwarcie drzwi.
Za nimi: mój narzeczony Nicholas z inną kobietą.
Trzy miesiące do naszego ślubu. Trzy sekundy, żeby zobaczyć, jak wszystko się rozpada.
Powinnam była uciec. Powinnam była krzyczeć. Powinnam była zrobić cokolwiek, zamiast stać tam jak głupia.
Zamiast tego usłyszałam, jak sam diabeł szepcze mi do ucha:
"Jeśli chcesz, mogę cię poślubić."
Daniel. Brat, przed którym mnie ostrzegano. Ten, który sprawiał, że Nicholas wyglądał jak aniołek.
Opierał się o ścianę, obserwując, jak mój świat się rozpada.
Moje serce waliło jak młot. "Co?"
"Słyszałaś mnie." Jego oczy wwiercały się w moje. "Poślub mnie, Emmo."
Ale kiedy patrzyłam w te magnetyczne oczy, uświadomiłam sobie coś przerażającego:
Chciałam powiedzieć mu "tak".
Gra rozpoczęta.
Nocne lekarstwo prezesa

Nocne lekarstwo prezesa

907.3k Wyświetlenia · Zakończone · CalebWhite
Oni myśleli, że mogą mnie zniszczyć. Myli się.

Nazywam się Aria Harper i właśnie przyłapałam mojego narzeczonego Ethana na zdradzie z moją przyrodnią siostrą Scarlett w naszym łóżku. Podczas gdy mój świat się rozpadał, oni planowali ukraść wszystko—moje dziedzictwo, spuściznę mojej matki, nawet firmę, która powinna należeć do mnie.

Ale nie jestem naiwną dziewczyną, za jaką mnie uważają.

Wchodzi Devon Kane—jedenaście lat starszy, niebezpiecznie potężny i dokładnie taki, jakiego potrzebuję. Jeden miesiąc. Jeden tajny układ. Wykorzystać jego wpływy, aby uratować moją firmę, odkrywając jednocześnie prawdę o "śmierci" mojej matki Elizabeth i fortunie, którą mi ukradli.

Plan był prosty: udawać zaręczyny, wyciągnąć informacje od wrogów, odejść czysto.

Czego się nie spodziewałam? Ten bezsenny miliarder, który może spać tylko wtedy, gdy jestem w jego ramionach. Czego on się nie spodziewał? Że jego wygodna aranżacja stanie się jego obsesją.

W świetle dnia jest mistrzem obojętności—jego spojrzenie przesuwa się obok mnie, jakbym nie istniała. Ale gdy zapada ciemność, podciąga moją koronkową sukienkę, jego dłonie zdobywają moje piersi przez przezroczysty materiał, jego usta odnajdują mały pieprzyk na moim obojczyku.

„Tak właśnie,” oddycha przeciw mojej skórze, głos napięty i chrapliwy. „Boże, czujesz się niesamowicie.”

Teraz granice są zamazane, stawki wyższe, a wszyscy, którzy mnie zdradzili, zaraz się dowiedzą, co się dzieje, gdy nie doceniają Arii Harper.

Zemsta nigdy nie była tak słodka.
Rozwiedź się ze mną, zanim śmierć mnie zabierze, CEO

Rozwiedź się ze mną, zanim śmierć mnie zabierze, CEO

3.3m Wyświetlenia · Zakończone · Charlotte Morgan
"Przykro mi, pani Parker. Nie udało nam się uratować dziecka."

Moja ręka instynktownie powędrowała do brzucha. "Więc... naprawdę go nie ma?"

"Twoje osłabione przez raka ciało nie jest w stanie utrzymać ciąży. Musimy ją zakończyć, i to szybko," powiedział lekarz.

Po operacji ON się pojawił. "Audrey Sinclair! Jak śmiesz podejmować taką decyzję bez konsultacji ze mną?"

Chciałam wylać swój ból, poczuć jego objęcia. Ale kiedy zobaczyłam KOBIETĘ obok niego, zrezygnowałam.

Bez wahania odszedł z tą "delikatną" kobietą. Takiej czułości nigdy nie zaznałam.

Jednak już mi to nie przeszkadza, bo nie mam nic - mojego dziecka, mojej miłości, a nawet... mojego życia.


Audrey Sinclair, biedna kobieta, zakochała się w mężczyźnie, w którym nie powinna. Blake Parker, najpotężniejszy miliarder w Nowym Jorku, ma wszystko, o czym mężczyzna może marzyć - pieniądze, władzę, wpływy - ale jednej rzeczy nie ma: nie kocha jej.

Pięć lat jednostronnej miłości. Trzy lata potajemnego małżeństwa. Diagnoza, która pozostawia jej trzy miesiące życia.

Kiedy hollywoodzka gwiazda wraca z Europy, Audrey Sinclair wie, że nadszedł czas, by zakończyć swoje bezmiłosne małżeństwo. Ale nie rozumie - skoro jej nie kocha, dlaczego odmówił, gdy zaproponowała rozwód? Dlaczego torturuje ją w ostatnich trzech miesiącach jej życia?

Czas ucieka jak piasek przez klepsydrę, a Audrey musi wybrać: umrzeć jako pani Parker, czy przeżyć swoje ostatnie dni w wolności.
Zacznij Od Nowa

Zacznij Od Nowa

2.4m Wyświetlenia · Zakończone · Val Sims
Eden McBride całe życie spędziła, trzymając się zasad. Ale kiedy jej narzeczony porzuca ją na miesiąc przed ślubem, Eden ma dość przestrzegania reguł. Gorący romans to dokładnie to, czego potrzebuje na złamane serce. Nie, nie do końca. Ale to właśnie jest potrzebne Eden. Liam Anderson, spadkobierca największej firmy logistycznej w Rock Union, jest idealnym facetem na odbicie. Prasa nazwała go Księciem Trzech Miesięcy, ponieważ nigdy nie jest z tą samą dziewczyną dłużej niż trzy miesiące. Liam miał już sporo jednonocnych przygód i nie spodziewa się, że Eden będzie czymś więcej niż przelotnym romansem. Kiedy budzi się i odkrywa, że Eden zniknęła razem z jego ulubioną dżinsową koszulą, Liam jest zirytowany, ale dziwnie zaintrygowany. Żadna kobieta nigdy nie opuściła jego łóżka dobrowolnie ani go nie okradła. Eden zrobiła jedno i drugie. Musi ją znaleźć i zmusić do odpowiedzialności. Ale w mieście liczącym ponad pięć milionów ludzi znalezienie jednej osoby jest równie niemożliwe, jak wygranie na loterii, aż los ponownie ich łączy dwa lata później. Eden nie jest już naiwną dziewczyną, którą była, gdy wskoczyła do łóżka Liama; teraz ma sekret, który musi chronić za wszelką cenę. Liam jest zdeterminowany, by odzyskać wszystko, co Eden mu ukradła, i nie chodzi tylko o jego koszulę.

© 2020-2021 Val Sims. Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej powieści nie może być reprodukowana, dystrybuowana ani transmitowana w jakiejkolwiek formie ani za pomocą jakichkolwiek środków, w tym fotokopii, nagrywania lub innych metod elektronicznych czy mechanicznych, bez uprzedniej pisemnej zgody autora i wydawców.
Niemowa żona kobieciarza

Niemowa żona kobieciarza

434.9k Wyświetlenia · Zakończone · faithogbonna999
"Nie ma nic złego w złamaniu jej nóg, żeby ją zatrzymać. Albo przykuciu jej do łóżka. Jest moja."
Ona szukała wolności. On dał jej obsesję, owiniętą w czułość.
Genesis Caldwell myślała, że ucieczka z przemocowego domu oznacza zbawienie – ale jej aranżowane małżeństwo z miliarderem Kieranem Blackwoodem może być własnym rodzajem więzienia.
Jest zaborczy, kontrolujący, niebezpieczny. A jednak w swoim zepsutym sposobie... jest dla niej delikatny.
Dla Kierana, Genesis nie jest tylko żoną. Jest wszystkim.
I będzie chronił to, co jego. Nawet jeśli oznacza to zniszczenie wszystkiego innego.
Niewypowiedziana Miłość Prezesa

Niewypowiedziana Miłość Prezesa

602.4k Wyświetlenia · Zakończone · Lily Bronte
„Chcesz mojego przebaczenia?” zapytał, a mój głos zniżył się do niebezpiecznego tonu.

Zanim zdążyłam odpowiedzieć, zbliżył się, nagle górując nade mną, jego twarz była zaledwie kilka centymetrów od mojej. Poczułam, jak wstrzymuję oddech, a moje usta rozchylają się w zaskoczeniu.

„To jest cena za mówienie źle o mnie innym,” wyszeptał, przygryzając moją dolną wargę, zanim zajął moje usta prawdziwym pocałunkiem. Zaczęło się to jako kara, ale szybko przekształciło się w coś zupełnie innego, gdy odpowiedziałam, moja początkowa sztywność topniała w uległość, a potem w aktywne uczestnictwo.

Mój oddech przyspieszył, małe dźwięki uciekały z mojego gardła, gdy eksplorował moje ciało. Jego dotyk był zarówno karą, jak i przyjemnością, wywołując dreszcze, które, jak sądziłam, czuł rezonujące przez swoje własne ciało.

Moja nocna koszula podwinęła się, jego ręce odkrywały coraz więcej mojego ciała z każdym muśnięciem. Oboje byliśmy zgubieni w doznaniach, racjonalne myśli ustępowały z każdą mijającą sekundą...

Trzy lata temu, aby spełnić życzenie jego babci, zostałam zmuszona poślubić Dereka Wellsa, drugiego syna rodziny, która adoptowała mnie dziesięć lat temu. On mnie nie kochał, ale ja potajemnie kochałam go przez cały ten czas.

Teraz trzyletnie małżeństwo kontraktowe dobiega końca, ale czuję, że między mną a Derekiem rozwinęło się jakieś uczucie, którego żadne z nas nie chce przyznać. Nie jestem pewna, czy moje uczucia są słuszne, ale wiem, że nie możemy się sobie oprzeć fizycznie...
Noc Przed Tym, Jak Go Poznałam

Noc Przed Tym, Jak Go Poznałam

400.6k Wyświetlenia · W trakcie · bjin09036
Pozwoliłam obcemu zniszczyć mnie w hotelowym pokoju.

Dwa dni później weszłam na staż i zobaczyłam go siedzącego za biurkiem prezesa.

Teraz przynoszę kawę dla mężczyzny, który sprawił, że jęczałam, a on zachowuje się, jakbym to ja przekroczyła granice.


Zaczęło się od wyzwania. Skończyło się na jednym mężczyźnie, którego nigdy nie powinna pragnąć.

June Alexander nie planowała spać z obcym. Ale w noc, gdy świętowała zdobycie wymarzonego stażu, szalone wyzwanie prowadzi ją w ramiona tajemniczego mężczyzny. Jest intensywny, cichy i niezapomniany.

Myślała, że już nigdy go nie zobaczy.
Aż do momentu, gdy wchodzi na pierwszy dzień pracy—
I odkrywa, że to jej nowy szef.
Prezes.

Teraz June musi pracować pod mężczyzną, z którym spędziła jedną nieprzewidywalną noc. Hermes Grande jest potężny, zimny i całkowicie poza zasięgiem. Ale napięcie między nimi nie znika.

Im bliżej się stają, tym trudniej jest jej chronić swoje serce i ich tajemnice.
Przypadkowe Spotkanie z Magnatem

Przypadkowe Spotkanie z Magnatem

328.7k Wyświetlenia · Zakończone · Riley
Nazywam się Audrey i jestem adoptowaną córką rodziny Baileyów.
Cztery lata temu rodzina Baileyów stanęła w obliczu druzgocącego kryzysu finansowego.
Gdy bankructwo wydawało się nieuniknione, pojawił się tajemniczy dobroczyńca, oferując ratunek pod jednym warunkiem: małżeństwo na kontrakt.
Krążyły plotki o tym zagadkowym mężczyźnie — szeptano, że jest ohydnie brzydki i zbyt zawstydzony, by pokazać swoją twarz, być może skrywający mroczne, skrzywione obsesje.
Bez wahania Baileyowie poświęcili mnie, aby chronić swoją cenną biologiczną córkę, zmuszając mnie do zajęcia jej miejsca jako pionka w tej zimnej, wyrachowanej umowie.
Na szczęście, przez te cztery lata tajemniczy mąż nigdy nie zażądał spotkania twarzą w twarz.
Teraz, w ostatnim roku naszej umowy, mąż, którego nigdy nie spotkałam, żąda, abyśmy się spotkali osobiście.
Jednak katastrofa uderzyła noc przed moim powrotem — pijana i zdezorientowana, weszłam do złego pokoju hotelowego i skończyłam w łóżku z legendarnym potentatem finansowym, Casparem Thorntonem.
Co ja teraz, do diabła, mam zrobić?
Jak nie zakochać się w smoku

Jak nie zakochać się w smoku

580.5k Wyświetlenia · W trakcie · Kit Bryan
Nigdy nie złożyłam podania do Akademii Istot i Stworzeń Magicznych.

Dlatego właśnie byłam co najmniej skołowana, kiedy przyszedł list z moim imieniem już wydrukowanym na planie zajęć, przydzielonym akademikiem i dobranymi przedmiotami, jakby ktoś znał mnie lepiej, niż ja sama siebie. O Akademii słyszeli wszyscy – to tam wiedźmy ostrzą swoje zaklęcia, zmiennokształtni opanowują swoje postaci, a każdy możliwy magiczny stwór uczy się panować nad swoim darem.

Wszyscy oprócz mnie.

Ja nawet nie wiem, czym właściwie jestem. Zero zmiany postaci, zero sztuczek, żadnej magii w stylu “patrzcie na mnie”. Po prostu dziewczyna otoczona ludźmi, którzy potrafią latać, przywoływać ogień albo leczyć jednym dotykiem. Więc siedzę na zajęciach, udaję, że tu pasuję, i wytężam słuch, szukając choćby najdrobniejszej wskazówki, która powie mi, co tak naprawdę płynie w mojej krwi.

Jedyną osobą, która jest chyba jeszcze bardziej ciekawa niż ja, jest Blake Nyvas – wysoki, o złotych oczach i jak najbardziej Smok. Ludzie szepczą, że jest niebezpieczny, powtarzają, żebym trzymała się od niego z daleka. Ale Blake wydaje się zdeterminowany, żeby rozwiązać zagadkę mnie, a ja… jakoś ufam właśnie jemu bardziej niż komukolwiek innemu.

Może to głupota. Może igranie z ogniem.

Ale kiedy wszyscy inni patrzą na mnie, jakbym była tu nie na swoim miejscu, Blake patrzy na mnie tak, jakby była zagadką, którą naprawdę warto rozwiązać.
W łóżku z jej dupkowatym szefem

W łóżku z jej dupkowatym szefem

412k Wyświetlenia · Zakończone · Ellie Wynters
Powrót do domu i znalezienie narzeczonego w łóżku z jej kuzynką powinien ją złamać, ale Blair odmawia się rozpaść. Jest silna, zdolna i zdeterminowana, by iść dalej. Nie planuje jednak topić swoich smutków w zbyt dużej ilości whisky szefa... ani skończyć w łóżku ze swoim bezwzględnym, niebezpiecznie czarującym szefem, Romanem.
Jedna noc. Tylko tyle miało być.
Ale w zimnym świetle dnia odejście nie jest takie łatwe. Roman nie jest człowiekiem, który odpuszcza - szczególnie nie wtedy, gdy zdecydował, że chce więcej. Nie chce Blair tylko na jedną noc. Chce ją, kropka.
I nie ma zamiaru jej puścić.