
Jak nie zakochać się w smoku
Kit Bryan · Zakończone · 250.6k słów
Wstęp
Dlatego właśnie byłam co najmniej skołowana, kiedy przyszedł list z moim imieniem już wydrukowanym na planie zajęć, przydzielonym akademikiem i dobranymi przedmiotami, jakby ktoś znał mnie lepiej, niż ja sama siebie. O Akademii słyszeli wszyscy – to tam wiedźmy ostrzą swoje zaklęcia, zmiennokształtni opanowują swoje postaci, a każdy możliwy magiczny stwór uczy się panować nad swoim darem.
Wszyscy oprócz mnie.
Ja nawet nie wiem, czym właściwie jestem. Zero zmiany postaci, zero sztuczek, żadnej magii w stylu “patrzcie na mnie”. Po prostu dziewczyna otoczona ludźmi, którzy potrafią latać, przywoływać ogień albo leczyć jednym dotykiem. Więc siedzę na zajęciach, udaję, że tu pasuję, i wytężam słuch, szukając choćby najdrobniejszej wskazówki, która powie mi, co tak naprawdę płynie w mojej krwi.
Jedyną osobą, która jest chyba jeszcze bardziej ciekawa niż ja, jest Blake Nyvas – wysoki, o złotych oczach i jak najbardziej Smok. Ludzie szepczą, że jest niebezpieczny, powtarzają, żebym trzymała się od niego z daleka. Ale Blake wydaje się zdeterminowany, żeby rozwiązać zagadkę mnie, a ja… jakoś ufam właśnie jemu bardziej niż komukolwiek innemu.
Może to głupota. Może igranie z ogniem.
Ale kiedy wszyscy inni patrzą na mnie, jakbym była tu nie na swoim miejscu, Blake patrzy na mnie tak, jakby była zagadką, którą naprawdę warto rozwiązać.
Rozdział 1
LEXI
Urodziny znaczą dla ludzi masę różnych rzeczy. Dla jednych to przede wszystkim darcie kolorowego, błyszczącego papieru z prezentów albo zwołanie absolutnie wszystkich znajomych, jakich mieli od podstawówki, na wielką, głośną imprezę. Dla innych to taki kamień milowy – rok, w którym w końcu można prowadzić, legalnie się napić, wyprowadzić z domu, zacząć coś nowego. Jakby nie patrzeć, urodziny zwykle oznaczają zmianę, a na zmianę się czeka. Widać ją z daleka, planuje się ją, czasem wręcz się za nią goni.
Ale dla mnie? Skończenie dwudziestu trzech lat wcale nie brzmi jak początek. Raczej jak koniec. Prawie skończyłam licencjat z pielęgniarstwa. Trzy wyczerpujące, nieprzespane lata za mną, został jeszcze jeden, a potem czas na tak zwany prawdziwy świat z całym tym czekaniem, wysyłaniem miliona CV, krępującymi rozmowami kwalifikacyjnymi i stresem pierwszego dnia w pracy. Tym będę się martwić później.
Dzisiaj jest niedziela, a w niedzielę, zwłaszcza jeśli akurat mam urodziny, nie mam najmniejszego zamiaru być produktywna. Mój wielki plan? Zawinąć się w kołdrę jak burrito, może odpalić jakiś bezmózgi serial na raz, może zjeść kawałek tortu. Zero CV, zero planowania, zero spiny. Tylko święty spokój. Przynajmniej taki był plan.
Przewracam się na bok, wpychając się jeszcze głębiej w mój kołdrowy kokon, kiedy powietrze rozdziera najbardziej potworny, przeraźliwy skrzek. Ciało reaguje szybciej niż mózg – podrywam się do siadu, serce tłucze mi się tak mocno, jakby chciało wyrwać się z klatki piersiowej. Co to, do cholery, było?!
Mrugając gwałtownie, rozglądam się po pokoju półprzytomnym, zamglonym wzrokiem. Wszystko wygląda normalnie: zagracone biurko, stos prania w kącie, miękkie, poranne światło przeciskające się przez zasłony. I wtedy to się powtarza – jeszcze ostrzej, jeszcze głośniej – tym razem razem z wyraźnym, uporczywym stuk, stuk, stuk w szybę. Szkło aż dygocze w ramie, przez co odruchowo się wzdrygam. Co się, u diabła, dzieje?!
Wytaczam się z łóżka, plącząc się nogami w prześcieradle, i chwiejnym krokiem idę w stronę okna. Odruchem chwytam z podłogi trampka. Sama nie wiem po co – mam zamiar nim rzucać? Machać nim jak jakąś idiotyczną bronią? Nieważne. Fakt jest taki, że coś napieprza w moje okno i rozwala mi święty spokój w urodzinowy poranek, a ja jestem tym totalnie NIE zachwycona.
Szarpnięciem odgarniam zasłonę i mrużę oczy w zalewającym pokój porannym słońcu. Moja mina od razu się pogarsza. Na parapecie, siedzi sobie grzecznie, jakby przed chwilą nie próbował mi rozerwać bębenków w uszach, ogromny czarny ptak. Tkwi tam nienaturalnie spokojny, błyszczące pióra połyskują mu w słońcu, a ostre oczy wbijają się we mnie tak, jakby doskonale wiedział, jak blisko byłam, żeby cisnąć mu tym butem prosto w łeb.
– Chyba sobie jaja robisz – jęczę, rzucając trampka z powrotem na podłogę i z impetem tłukąc z powrotem w stronę łóżka. Z hukiem padam na materac jak tragiczna ofiara losu i zakopuję się pod poduszkami. Budzik nawet jeszcze nie zadzwonił! Musi być przed ósmą, a to jest zdecydowanie, ale to zdecydowanie za wcześnie, żeby się użerać z naturalnym budzikiem. Ale oczywiście temu durnemu ptakowi mój ból wisi i powiewa. Prawie w momencie, kiedy znowu się układam, on odpala kolejną serię przeszywających pisków, każdy z ostrym stuk-stuk-stuk dzioba o szybę. Ten dźwięk wierci mi się prosto w czaszce. Dwie minuty. Całe dwie minuty męczarni, jak drapanie paznokciami po tablicy, i pękam.
– Koniec, dość! – warczę, wlokąc się z powrotem z łóżka. Maszeruję do okna, absolutnie przekonana, że zaraz przepłoszę to pierzaste paskudztwo. Ale kiedy tylko podchodzę bliżej, ptaszysko nagle cichnie i przechyla łepek w moją stronę takim słodkim, niewinnym gestem. Podejrzane. Za bardzo podejrzane. I wtedy to dostrzegam. W jednej szponiastej łapie ściska… kartkę papieru. Nie, nie zwykłą kartkę, tylko złożony list. Mózg mi się zacina. Kto przy zdrowych zmysłach wysyła listy ptakiem? To się tak nie robi. Może go ukradł? Ptaki zbierają świecidełka, nie? Może ten akurat dorobił się nowego hobby – kradzieży poczty. Mimo wszystko ciekawość zaczyna mnie gryźć mocniej niż wkurzenie. Otwieram okno centymetr po centymetrze, z taką ostrożnością, jakbym rozbrajała bombę.
– Spokojnie, ptaszku, tylko… nie rzucaj mi się na twarz – mruczę pod nosem. W chwili, gdy tylko jest wystarczająca szpara, to stworzenie wciska się do środka z furkotem skrzydeł. Piszczę i robię unik, kiedy wlatruje do pokoju, zataczając nad moją głową koła jak jakiś pierzasty huragan. Serce łupie mi w piersi jak oszalałe. Ono się tym bawi. O tak, ten diabelski ptak dokładnie wie, jak bardzo wyprowadza mnie z równowagi, i delektuje się każdą sekundą! Ostro zakończone pazury, błyszczący dziób – niby zwykły ptak, ale te malutkie szpony wyglądają, jakby bez problemu poradziły sobie z moją skórą. Kucam i zakrywam głowę rękami, kiedy przelatuje jeszcze raz, czując muśnięcie powietrza, gdy śmiga tak nisko, że aż czupryna mi faluje.
W końcu ptak wypuszcza list na środek podłogi. A potem, jakby chciał mi coś bardzo wyraźnie zakomunikować, przelatuje dokładnie nad moją głową, tak blisko, że czuję wiatr jego skrzydeł na karku, po czym błyskawicznie wylatuje przez otwarte okno. Rzucam się za nim i trzaskam szybą z o wiele większą siłą, niż to naprawdę potrzebne.
– Ani mi się waż. Nie tym razem. – Rzucam za nim spojrzenie, jakbym mogła spalić je wzrokiem. Przez chwilę tylko stoję, dysząc ciężko, z adrenaliną wciąż szumiącą w żyłach. Potem mój wzrok pada na kopertę leżącą niewinnie na dywanie. Może to nic, pewnie to nic. Najbardziej prawdopodobne, że to coś ukradzionego, coś zupełnie przypadkowego. Ale jestem zbyt ciekawska, żeby teraz to tak po prostu zostawić. Zgarnę ją z podłogi i opadam z powrotem na łóżko, trzymając list ostrożnie między palcami. Serce dalej mi wali, ale przez mgłę wkurzenia przebija się iskierka ekscytacji. Może to nic. Może to jakiś śmieć. A może, tylko może, to coś naprawdę ciekawego. Oby to było warte tego ataku paniki, który właśnie zafundował mi ten ptak, bo nie ma najmniejszych szans, żebym teraz znowu zasnęła!
Koperta jest cięższa, niż się spodziewałam, papier gruby i luksusowy, zdecydowanie nie ten rodzaj tandety, który ptak mógłby wyrwać z czyjejś skrzynki na listy przez pomyłkę. Przesuwam po niej palcami. Gładka, solidna, droga. Jedyny raz, kiedy dotykałam takiego papieru, był na ślubie, gdy jakaś daleka kuzynka rozesłała idiotycznie wystylizowane zaproszenia z tłoczeniami i złotą ornamentyką. Odwracam kopertę, nie spodziewając się niczego szczególnego, i nagle zamarzam. Jest. Moje imię. Alexis Elle. Napisane takim eleganckim, płynnym pismem, jakie widuje się tylko na kaligraficznym TikToku albo w starych filmach. Przez moment potrafię tylko gapić się jak zaczarowana. Czyli ten ptak NAPRAWDĘ był gołębiem pocztowym. A list NAPRAWDĘ jest do mnie.
– Świetnie, tylko po co wysyłać diabelskiego ptaka z piekła rodem zamiast, nie wiem, listonosza? Albo maila? Mamy dwudziesty pierwszy wiek, halo. – Burczę pod nosem, choć bardziej jestem zaintrygowana niż wściekła. Wcieram resztki snu z oczu, w połowie bojąc się, że wciąż śnię, i ostrożnie podważam klapkę. Ten papier jest zbyt porządny, żeby go po prostu podrzeć. Pachnie… prawie jak coś świętego. Leciutki zapach atramentu i czegoś słodkiego, jak sprasowane kwiaty, unosi się, kiedy wysuwam zawartość. Coś metalowego stuknięciem ląduje na kołdrze. Klucz? I to wcale nie jakiś nudny, nowoczesny, tylko staroświecki, ozdobny, taki, jakim otwiera się pradawną skrzynię albo drzwi zamku. Jego powierzchnia błyszczy srebrzyście, wypolerowana, ale wyraźnie stara, a wzór na główce jest misterny, wijący się. Przez oczko przechodzi delikatny łańcuszek, długi na tyle, by nosić go na szyi. Przełykam ślinę. Naszyjnik. Klucz. Co tu się, do cholery, dzieje? Drżącymi palcami wyciągam złożoną kartkę papieru. Charakter pisma jest taki sam jak na kopercie – nieskazitelny, elegancki i absolutnie onieśmielający.
Gratulacje, Alexis Elle,
zostałaś przyjęta do Instytutu Istot i Stworzeń Magicznych na bieżący rok akademicki.
Prosimy stawić się przy bramie Akademii nie później niż o godzinie 9:00 w poniedziałek, piętnastego lutego.
W załączeniu przesyłamy klucz do pokoju. Wyżywienie, odzież oraz wszystkie inne niezbędne rzeczy zostaną zapewnione. Prosimy zabrać jedynie przedmioty, bez których nie możesz się obyć.
Z niecierpliwością oczekujemy spotkania z Tobą i wspólnej pracy.
Podpisano,
Sherry Istvan – Dyrektorka
Rozdziawiam usta, czytam list jeszcze raz, po czym upuszczam go na podłogę, jakby miał mnie poparzyć. Sekundę później rzucam się, żeby go podnieść, i czytam każde słowo raz za razem, jakby treść miała się zmienić, jeśli sprawdzę ją wystarczająco wiele razy. Spoiler: nie zmienia się. Instytut Istot i Stworzeń Magicznych… Wiem, co to jest, każdy wie. To najbardziej prestiżowa magiczna szkoła w kraju, miejsce, do którego chodzą ludzie z prawdziwą mocą i magią. I zasada numer jeden brzmi: żadnych niemagicznych istot. A ja? Ja jestem… człowiekiem. Zwykłą. Normalną. Przeciętną. Przynajmniej… tak mi się wydaje. Ale nawet gdybym nie była, nawet gdyby kryło się we mnie jakieś maleńkie ziarenko dziwności, nigdy nie składałam żadnego podania! Do Instytutu się tak po prostu nie wchodzi. Kolejki oczekujących ciągną się tam przez pokolenia. Ludzie zapisują swoje dzieci, zanim te nauczą się raczkować, tak na wszelki wypadek. Reszta? Wykupuje miejsce odpowiednią liczbą zer na czeku – taką, że mój rachunek w banku dostałby zawału na sam widok. A jednak oto jest. List z moim imieniem. Przyjęcie. Klucz. Panika zaczyna mnie dusić, wspina mi się do gardła. Serce tłucze jak oszalałe. To musi być jakaś pomyłka. Biorę głęboki wdech, który w niczym nie pomaga. Więc robię jedyną naturalną rzecz.
– MAAAAAMAAA! – wrzeszczę na całe mieszkanie.
Ostatnie Rozdziały
#158 Rozdział 158 ROZDZIAŁ KOŃCOWY- Rozdział bonusowy 10- Nie udawaj, że nie jesteś zainteresowany
Ostatnia Aktualizacja: 5/7/2026#157 Rozdział 157 Rozdział bonusowy 9- Nigdy nie zapomnij, że smoki nie uprawiają „swobodnych” randek
Ostatnia Aktualizacja: 5/7/2026#156 Rozdział 156 Bonus Rozdział 8- Nie zachowuj się w szoku, gdy da ci diament większy niż twoja twarz
Ostatnia Aktualizacja: 5/7/2026#155 Rozdział 155 Dodatkowy rozdział 7- Nigdy nie zapomnij, że smoki biegną gorętniej niż piekarniki
Ostatnia Aktualizacja: 5/7/2026#154 Rozdział 154 Bonus Rozdział 6- Nigdy nie pozwól mu zobaczyć, jak bardzo ci zależy
Ostatnia Aktualizacja: 5/7/2026#153 Rozdział 153 Bonus Rozdział 5- Nie sugeruj zakupu sejfu zamiast tego
Ostatnia Aktualizacja: 5/7/2026#152 Rozdział 152 Bonus Rozdział 4- Nigdy, Nigdy nie ciągnij za ogon (poważnie)
Ostatnia Aktualizacja: 5/7/2026#151 Rozdział 151 Bonus Rozdział 3- Nie dotykaj niczego, co palą
Ostatnia Aktualizacja: 5/7/2026#150 Rozdział 150 Bonus Rozdział 2- Nigdy nie mów, że nie możesz go zabrać ze sobą
Ostatnia Aktualizacja: 5/7/2026#149 Rozdział 149 Bonus Rozdział 1- Nigdy nie zapraszaj go do swojej przestrzeni
Ostatnia Aktualizacja: 5/7/2026
Może Ci się spodobać 😍
Niewypowiedziana Miłość Prezesa
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, zbliżył się, nagle górując nade mną, jego twarz była zaledwie kilka centymetrów od mojej. Poczułam, jak wstrzymuję oddech, a moje usta rozchylają się w zaskoczeniu.
„To jest cena za mówienie źle o mnie innym,” wyszeptał, przygryzając moją dolną wargę, zanim zajął moje usta prawdziwym pocałunkiem. Zaczęło się to jako kara, ale szybko przekształciło się w coś zupełnie innego, gdy odpowiedziałam, moja początkowa sztywność topniała w uległość, a potem w aktywne uczestnictwo.
Mój oddech przyspieszył, małe dźwięki uciekały z mojego gardła, gdy eksplorował moje ciało. Jego dotyk był zarówno karą, jak i przyjemnością, wywołując dreszcze, które, jak sądziłam, czuł rezonujące przez swoje własne ciało.
Moja nocna koszula podwinęła się, jego ręce odkrywały coraz więcej mojego ciała z każdym muśnięciem. Oboje byliśmy zgubieni w doznaniach, racjonalne myśli ustępowały z każdą mijającą sekundą...
Trzy lata temu, aby spełnić życzenie jego babci, zostałam zmuszona poślubić Dereka Wellsa, drugiego syna rodziny, która adoptowała mnie dziesięć lat temu. On mnie nie kochał, ale ja potajemnie kochałam go przez cały ten czas.
Teraz trzyletnie małżeństwo kontraktowe dobiega końca, ale czuję, że między mną a Derekiem rozwinęło się jakieś uczucie, którego żadne z nas nie chce przyznać. Nie jestem pewna, czy moje uczucia są słuszne, ale wiem, że nie możemy się sobie oprzeć fizycznie...
Emma i wilk we mnie
OSTRZEŻENIE: w pierwszej części książki wspomniane są przypadki maltretowania dzieci. Opisane jest, co się wydarzyło, a nie, że się dzieje. Jest to ważne, aby zrozumieć Emmę i Dawn, jej wilka.
Związana z jej Alfa Instruktorem
Kilka tygodni później na salę wchodzi nasz nowy instruktor walki, alfa. Regis. Ten facet z lasu. Jego spojrzenie od razu chwyta się mojego i wiem, że mnie rozpoznaje. Wtedy moja skrywana tajemnica uderza we mnie jak cios w brzuch: jestem w ciąży.
Ma dla mnie propozycję, która splata nas jeszcze mocniej. Ochrona… czy złota klatka? Szepty robią się coraz bardziej jadowite, mrok zaczyna się zacieśniać. Dlaczego tylko ja nie mam wilka? Czy on jest moim wybawieniem… czy pociągnie mnie prosto na dno?
Zdobyta przez miłość Alfy
Cztery lata temu misternie uknuta intryga Fiony zamieniła mnie z zwyczajnej omegi w skazańca, na którego barkach ciąży zarzut morderstwa.
Po czterech latach wracam do świata, którego prawie nie poznaję.
Moja najlepsza przyjaciółka Fiona, a zarazem moja przyrodnia siostra, stała się w oczach mojej matki idealną córunią. A mój były chłopak, Ethan, za chwilę będzie urządzał huczną, wystawną ceremonię zawarcia więzi… właśnie z nią.
Miłość, więzi rodzinne i reputacja, które kiedyś były dla mnie wszystkim, zostały mi przez Fionę odebrane, co do okruszka.
Kiedy dotarłam już do granic wytrzymałości i zaczęłam się zastanawiać, po co w ogóle jeszcze żyję, w moim życiu nagle pojawił się legendarny Alfa Lucas z Moonhaven.
Jest potężny i tajemniczy, budzi respekt i niemal nabożny lęk wśród wszystkich wilkołaków.
A jednak wobec mnie okazuje niezwykłą wytrwałość i zaskakującą czułość, taką, jakiej nigdy się nie spodziewałam.
Czy pojawienie się Lucasa jest darem od losu, czy początkiem kolejnego spisku?
Ostatnia Klauzula Miliardera
Trzy lata małżeństwa skończyły się na jednej kresce i długopisie, który drżał w jej dłoni. To nie papiery bolały najbardziej — tylko to, że on nawet nie drgnął, kiedy ona zadrżała.
Amelia Hart wyszła tamtej nocy z jego penthouse’u jak z cudzego życia — z jedną walizką i sercem roztrzaskanym na kawałki. Dała Danielowi Sterlingowi wszystko: miłość, własną tożsamość, cichą, wierną obecność — a on odstawił ją na bok, gdy tylko stała się niewygodna. Jak niechciany gość po imieninach, którego nikt już nie odprowadza do drzwi.
Ale kiedy imperium, które zbudował, zaczyna się sypać jak domek z kart, kiedy lodowaty prezes, co nigdy nie oglądał się za siebie, nagle potrzebuje kobiety, którą wyrzucił ze swojego świata, wraca. Wraca z tymi samymi dłońmi, które kiedyś ją puściły — a teraz wyciąga je po to, co sam zniszczył.
Tylko że tym razem w umowie jest jeden haczyk, którego nie przeczytał…
Uczynić Ją Moją
Życie Zii nie było łatwe. Dorastając, zawsze schodziła na dalszy plan, podczas gdy jej siostra Ally zajmowała miejsce w centrum uwagi. Kiedy rodzice błagali ją, by poślubiła Xandera Thorne’a, aby ocalić ich rodzinę, bez wahania się zgodziła, bo wiedziała, że i tak jej nie kochają i że nigdy naprawdę ich nie obchodziła.
W trakcie wymuszonego małżeństwa Zia pozostawała nieugięta — nie zamierzała ani ugiąć się, ani pokłonić Xanderowi. Nie miała pojęcia, że jej cały świat wkrótce stanie na głowie. Xander, choć z początku zdystansowany, z czasem poczuł się w dziwny sposób przyciągany do spokojnej siły Zii i jej buntowniczego ducha. Ta skrywana fascynacja eksplodowała podczas prywatnej, brutalnej bójki między Zią a narzeczoną Xandera. To upokorzenie, którego Claire doświadczyła za zamkniętymi drzwiami, pchnęło ją do szukania zemsty u Isabelli, macochy Xandera — zdeterminowanej, by odzyskać go dla siebie. Gdy wszystkie kłamstwa wychodzą na jaw, Zia rusza po odwet. Kiedy wymuszone małżeństwo zostaje wreszcie rozwiązane, Zia chwyta wolność w garść, gotowa uruchomić swój potężny plan, by zniszczyć świat Alarica. Lecz ciche zainteresowanie Xandera zdążyło już zamienić się w palącą obsesję. Gdy Zia nie jest już związana kontraktem, on postanawia ją odnaleźć, zrozumieć — i odzyskać. „Making Her Mine” opowiada o intensywnej podróży Xandera, gdy ściga Zię, zdeterminowany odkryć każdą z jej ukrytych prawd i sprawić, by stała się naprawdę i całkowicie jego — bez względu na cenę.
Xander ściga Zię, wiedząc, że jego rodzina jej nie zaakceptuje, a mimo to jest zdecydowany uczynić ją swoją — tylko swoją. Nie zatrzyma się przed niczym, nawet nieugięta natura Zii nie zdoła go powstrzymać.
Ludzka Partnerka Króla Alf
„Czekałem na ciebie dziewięć lat. To prawie dekada, odkąd poczułem tę pustkę w sobie. Część mnie zaczęła się zastanawiać, czy w ogóle istniejesz, czy może już umarłaś. A potem znalazłem cię, tuż w moim własnym domu.”
Użył jednej z rąk, by pogłaskać mnie po policzku, a dreszcze rozeszły się po całym ciele.
„Spędziłem wystarczająco dużo czasu bez ciebie i nie pozwolę, by cokolwiek nas rozdzieliło. Ani inne wilki, ani mój pijany ojciec, który ledwo trzyma się kupy od dwudziestu lat, ani twoja rodzina – i nawet ty sama.”
Clark Bellevue spędziła całe swoje życie jako jedyny człowiek w wilczej watahy – dosłownie. Osiemnaście lat temu Clark była przypadkowym wynikiem krótkiego romansu jednego z najpotężniejszych Alf na świecie i ludzkiej kobiety. Mimo że mieszkała z ojcem i swoimi wilkołaczymi przyrodnimi rodzeństwem, Clark nigdy nie czuła, że naprawdę należy do wilczego świata. Ale właśnie gdy Clark planuje na zawsze opuścić wilczy świat, jej życie wywraca się do góry nogami przez jej partnera: przyszłego Króla Alf, Griffina Bardota. Griffin czekał latami na szansę spotkania swojej partnerki i nie zamierza jej puścić. Nieważne, jak daleko Clark będzie próbowała uciec od swojego przeznaczenia czy swojego partnera – Griffin zamierza ją zatrzymać, bez względu na to, co będzie musiał zrobić lub kto stanie mu na drodze.
Zakochana w bracie mojego chłopaka z marynarki
"Co jest ze mną nie tak?
Dlaczego jego obecność sprawia, że czuję się jakby moja skóra była zbyt ciasna, jakbym nosiła sweter o dwa rozmiary za mały?
To tylko nowość, mówię sobie stanowczo.
To tylko nieznajomość kogoś nowego w przestrzeni, która zawsze była bezpieczna.
Przyzwyczaję się.
Muszę.
To brat mojego chłopaka.
To rodzina Tylera.
Nie pozwolę, żeby jedno zimne spojrzenie to zniszczyło.
**
Jako baletnica, moje życie wygląda idealnie—stypendium, główna rola, słodki chłopak Tyler. Aż do momentu, gdy Tyler pokazuje swoje prawdziwe oblicze, a jego starszy brat, Asher, wraca do domu.
Asher to weteran Marynarki z bliznami po bitwach i zerową cierpliwością. Nazywa mnie "księżniczką" jakby to była obelga. Nie mogę go znieść.
Kiedy kontuzja kostki zmusza mnie do rekonwalescencji w domku nad jeziorem rodziny Tylera, utknęłam z obydwoma braćmi. Co zaczyna się jako wzajemna nienawiść, powoli przeradza się w coś zakazanego.
Zakochuję się w bracie mojego chłopaka.
**
Nienawidzę dziewczyn takich jak ona.
Rozpieszczonych.
Delikatnych.
A jednak—
Jednak.
Obraz jej stojącej w drzwiach, ściskającej sweter mocniej wokół wąskich ramion, próbującej uśmiechać się przez niezręczność, nie opuszcza mnie.
Ani wspomnienie Tylera. Zostawiającego ją tutaj bez chwili zastanowienia.
Nie powinno mnie to obchodzić.
Nie obchodzi mnie to.
To nie mój problem, że Tyler jest idiotą.
To nie moja sprawa, jeśli jakaś rozpieszczona mała księżniczka musi wracać do domu po ciemku.
Nie jestem tu, żeby kogokolwiek ratować.
Szczególnie nie jej.
Szczególnie nie kogoś takiego jak ona.
Ona nie jest moim problemem.
I do diabła, upewnię się, że nigdy nim nie będzie.
Ale kiedy moje oczy padły na jej usta, chciałem, żeby była moja.
Skrępowana (Seria Lordów)
Myślałam, że Alekos, Reyes i Stefan będą moim wybawieniem, ale szybko pokazali mi, że są jak każdy inny Lord—okrutni, brutalni i bez serca.
Mój ojciec miał rację w jednej kwestii—Lordowie niszczą wszystko, czego się dotkną. Czy przetrwam tych demonów? Moja wolność zależy od tego.
Muszę wytrzymać wszystko, co Alekos, Reyes i Stefan mi zgotują, aż uda mi się uciec z tego dzikiego miasta.
Dopiero wtedy będę naprawdę wolna. A może nie?
Seria Lordów:
Księga 1 - Skuta
Księga 2 - Kupiona
Księga 3 - Uwięziona
Księga 4 - Uwolniona
TAJEMNICA ROSYJSKIEJ MAFII
TAJEMNICA ROSYJSKIEJ MAFII
Wiedziałem, że jest córką faceta, który zabił mojego ojca, ale mimo to pragnąłem znowu być w jej środku.
Chciałem ją ruchać tak cholernie mocno, że aż czułem, jak mój kutas robi się coraz twardszy.
Żal Alfy: Jego Odrzucona Luna.
"I pozwól, że coś ci wyjaśnię, Taylor, jeśli—jeśli w ogóle uda ci się zmusić mnie do bycia twoim mężem... twoim partnerem," poprawił się.
"Zadbam o to, bym był z innymi wilczycami i sprawię, że poczujesz każdy ból zdrady; dopilnuję, żebyś poczuła to, co ja czułem, gdy zabiłaś moją Odettę," powiedział, zbliżając się do mnie. Tył gardła piekł mnie od łez, które już napływały do oczu.
Odette zawsze była oczkiem w głowie wszystkich, nawet po swojej śmierci. Tymczasem Taylor była zawsze pomijana i nienawidzona przez wszystkich. Wszyscy życzyli jej śmierci — w tym jej rodzice i Killian, jej partner. Nigdy nie była kochana przez nikogo, zawsze w cieniu swojej siostry, ale wszystko zmieniło się po śmierci siostry. Zamiast być po prostu ignorowaną, stała się obiektem nienawiści i prześladowań.
Taylor nadal nosiła w sobie całą winę, mimo że to ona została wybrana przez Boginię Księżyca, aż do momentu, gdy zdała sobie sprawę, że Killian, który zawsze uważał Odettę za swoją przyszłą Lunę, okazał się być jej partnerem! Nie mogąc znieść myśli, że partner, którego zawsze pragnęła, okazał się być mężczyzną, który zawsze ją nienawidził i drwił z niej, a nawet mylił ją z Odettą, była na skraju załamania!
Zdeterminowana, zmusiła Killiana do zaakceptowania jej odrzucenia. Ale co się stanie, gdy Killian odkryje prawdę o spisku i natychmiast tego pożałuje? Czy będzie ją gonił? Czy Taylor wybaczy i zaakceptuje go, czy nigdy mu nie wybaczy i będzie z mężczyzną, z którym jest przeznaczona?
Zamrożone serce (Seria Serc 2)
Myrthana przegrała. Ayla przewidziała to - może nawet tego oczekiwała.
Ale nigdy nie spodziewała się, że jej własny brat, nowo koronowany król Myrthany, potraktuje ją jak kartę przetargową. Że odda ją królowi Rhobartowi z Nordmaru - człowiekowi równie bezwzględnemu i nieugiętemu jak zamarznięta kraina, którą rządził.
Jednak kiedy przyjeżdża do Nordmaru, Ayla szybko uświadamia sobie, że nie wszystko jest takie, jak się wydaje. Rhobart może być wściekły na jej obecność, ale nie jest potworem, jakiego sobie wyobrażała. A gdy pojawia się nowe zagrożenie, zmuszając ich do niebezpiecznej podróży przez surowe, nieprzyjazne królestwo, Ayla zaczyna dostrzegać człowieka pod koroną.
Ale czy dwaj zaprzysiężeni wrogowie przetrwają nadchodzące niebezpieczeństwa, nie tracąc siebie - ani siebie nawzajem?












