
Bezwilcza Oblubienica Przeklętego Króla Alfy
Katherine Jaynara · W trakcie · 180.7k słów
Wstęp
Rozdział 1
Zlew w kuchni był lodowaty pod moimi obdartymi, podrażnionymi dłońmi, kiedy szorowałam resztki po posiłku, którego nie pozwolono mi zjeść. Woda chlupała po stosie talerzy, zmywając sos i kawałki mięsa — aż ścisnęło mnie w żołądku na widok marnowanego jedzenia, kiedy od wczoraj rano miałam w ustach tylko czerstwy chleb. Zerknęłam na zegar: 23:37. Wataha skończyła kolację parę godzin temu, ale gary zostały dla mnie. Zawsze dla mnie. Zawsze.
— Powinnaś coś z tego podjeść — warknęła Kaela w mojej głowie. — Nie zauważą. Nigdy nie zauważają.
Lekko pokręciłam głową, uważając, żeby ruch nie był zbyt wyraźny, na wypadek gdyby ktoś wszedł. Kamery w rogach kuchni zamontowali po tym, jak raz mnie przyłapali na podkradaniu jedzenia. Wspomnienie tamtej kary sprawiło, że blizny na plecach zapiekły mnie jak od dotyku rozżarzonego pręta — ten upiorny, fantomowy ból wracał zawsze, kiedy robiło się cicho.
— Nie warto — odpowiedziałam jej w myślach. — Poza tym i tak już zimne.
— Lepsze zimne niż zdychanie z głodu — burknęła, kręcąc się niespokojnie w moim umyśle jak zwierzę w klatce. Pod wieloma względami dokładnie tym była.
Talerz wyślizgnął mi się z palców i z hukiem uderzył o metalowy zlew. Zamarłam, czekając, aż ktoś wpadnie i oskarży mnie o niszczenie własności watahy. Kiedy nikt się nie pojawił, wypuściłam powoli powietrze i sięgnęłam po następny.
Palce miałam czerwone i popękane od żrącej chemii, a drobne ranki szczypały przy każdym kolejnym naczyniu. To wymyślne mydło, na którym Luna Elena uparła się przy posiłkach watahy, nie było do gołych rąk, ale nikt nawet nie kiwnął palcem, żeby wymienić gumowe rękawice, odkąd przetarły się w zeszłym miesiącu. Nie byłam warta takiego wydatku.
— Któregoś dnia poderżnę im gardła — syknęła Kaela. — Każdemu, co do jednego.
— Nie możesz — przypomniałam jej, jak zawsze; ta wymiana zdań była tak rutynowa jak sama robota. — A nawet gdybyś mogła, to byś tego nie zrobiła. Nie jesteś morderczynią.
— Akurat, cholera, że nie — odburknęła. — Jestem wilczycą. Mam to we krwi. A im się należy.
Nie kłóciłam się. Bywały dni, kiedy prawie się z nią zgadzałam. Tylko nie dzisiaj. Dzisiaj byłam zbyt zmęczona, ciało bolało mnie po szorowaniu podłóg w głównym holu, zanim wzięłam się za te naczynia. Złamane żebro po lewej stronie tępo pulsowało, jak stałe przypomnienie lania sprzed trzech miesięcy, które nigdy porządnie się nie zagoiło.
Drzwi do kuchni rozwarły się i odruchowo skuliłam ramiona, robiąc się mniejsza. To była Ruby, niosła tacę pustych kubków po kawie ze wieczornego posiedzenia rady. Nasze spojrzenia spotkały się na moment, po czym natychmiast spuściła wzrok na podłogę — najbezpieczniejszy sposób, żeby zauważyć drugą służącą i nie ściągnąć na siebie uwagi.
— Dalej dłubiesz? — mruknęła, na tyle cicho, żeby dźwięk nie poniósł się dalej niż kuchnia.
Skinęłam głową, patrząc, jak stawia tacę na blacie. Ruby urodziła się w służbie, ale nosiła w sobie cichą godność, której ja nigdy nie umiałam udawać. Jej dłonie były tak samo szorstkie jak moje, a jednak poruszała się pewnie, jakby miała w głowie plan na każdy gest, ani jednego ruchu na marne.
— Zaraz zaczyna się kolejne zebranie — powiedziała, podchodząc do drogiego ekspresu, którego wolno było dotykać tylko członkom watahy z rangą. — Beta Dominic chce świeżej kawy.
Na samo nazwisko skręciło mi kiszki. Beta Dominic był prawą ręką Alfy Marcusa, zimny i metodyczny w swoim okrucieństwie. Tam, gdzie inni znęcali się chaotycznie, on wyliczał dokładnie, ile bólu zadać, żeby efekt był jak największy.
— Pieprzony skurwiel — splunęła Kaela w mojej głowie. — Któregoś dnia ja im—
— Proszę — ucięłam ją. — Nie teraz.
Ruby zerknęła na mnie, unosząc lekko jedną brew. Myślała, że znowu bujam w obłokach — wszyscy tak myśleli. Ta bezwilkowa dziewczyna, co gada sama do siebie. Gdyby tylko wiedzieli.
— Wszystko okej? — zapytała, odmierzając zmieloną kawę z ostrożną precyzją.
— Jasne — skłamałam. — Po prostu jestem padnięta.
Skinęła głową, rozumiejąc bez pytań. — Resztki pakuj do niebieskich pojemników, nie do czerwonych. Luna Elena chce, żeby były oddzielnie.
Podążyłam wzrokiem za jej spojrzeniem na półmiski, które odłożyłam na bok. „Dzięki za ostrzeżenie.”
Ekspres do kawy syknął i zaburczał, wypełniając kuchnię intensywnym aromatem, od którego mój pusty żołądek zacisnął się jak pięść. Ruby i ja pracowałyśmy w ciszy przez kilka minut — ja zeskrobywałam jedzenie do pojemników, a ona szykowała tacę ze świeżo zaparzoną kawą. To było najbliżej czegoś na kształt koleżeńskiej normalności, na jaką można tu liczyć.
Drzwi do kuchni znów się otworzyły. Tym razem całe ciało mi zesztywniało.
W progu stał Beta Dominic, a jego lodowoniebieskie oczy omiatały kuchnię. Miał na sobie te same ciuchy co wcześniej: ciemne dżinsy i grafitową koszulę na guziki, która sprawiała, że wyglądał bardziej jak jakiś dyrektor z wieżowca w Warszawie niż wilkołaczy egzekutor. Czarne włosy były ułożone idealnie, poza tym charakterystycznym srebrnym pasmem, które — nie wiadomo czemu — tylko dodawało mu grozy.
„Kawa gotowa?” Jego głos był spokojny, prawie uprzejmy, co tylko sprawiło, że serce zaczęło mi walić jeszcze szybciej.
Ruby od razu się wyprostowała. „Tak, proszę pana. Właśnie skończyłam.”
Podniosła tacę pewnymi rękami i odwróciła się w jego stronę. Ja trzymałam głowę spuszczoną, skupiona na pojemnikach, które napełniałam, próbując stać się niewidzialna. Prawie się udało.
To, co stało się potem, wyglądało jak scena puszczona w zwolnionym tempie. Ruby zrobiła krok w stronę Dominica, który wciąż stał tuż za progiem. Nie zorientowała się, jak blisko jest, dopóki nie zaczęła już wysuwać tacy. Ta odległość, kąt, delikatne drżenie w jej ramionach — katastrofa wisiała w powietrzu, jakby tylko czekała, aż spadnie.
Taca przechyliła się. Kawa chlupnęła ponad brzeg kubka i rozlała się na przodzie koszuli Dominica.
Ruby znieruchomiała, a na jej twarzy rozlało się przerażenie. „Ja—ja przepraszam, proszę pana! Nie chciałam—zaraz to posprzątam!”
W pomieszczeniu zapadła śmiertelna cisza. Nawet brzęczenie lodówki jakby przygasło.
„Cofnij się” — ostrzegła mnie Kaela. — „Natychmiast.”
Posłuchałam odruchowo, przywierając do blatu, gdy Dominic spojrzał w dół na zaplamioną koszulę. Wyraz jego twarzy się nie zmienił, ale coś przestawiło się w jego oczach — chłód, który sprawił, że w kuchni jakby nagle zrobiło się o kilka stopni zimniej.
„Przepraszam” — powtórzyła Ruby, odstawiając tacę i sięgając po kuchenną ściereczkę. — „Proszę pana, niech ja—”
Ręka Dominica wystrzeliła tak szybko, że ledwo dostrzegłam ruch. Trzask jego dłoni o twarz Ruby rozszedł się echem jak strzał. Zachwiała się do tyłu; ściereczka wypadła jej z rąk, kiedy uderzyła biodrem o krawędź blatu.
„Niezdarna suko” — powiedział, a jego głos wciąż był niepokojąco spokojny. — „Masz w ogóle pojęcie, ile kosztowała ta koszula?”
Ruby dotknęła policzka, na którym już pojawiał się czerwony odcisk dłoni. „Przepraszam, proszę pana. To był wypadek—”
Drugi cios zwalił ją na podłogę. Z jej ust wyrwał się cichy skowyt, kiedy zwinęła się w kłębek, unosząc jedno ramię w obronnym geście.
„Amelia, nie” — ostrzegła Kaela, wyczuwając moje myśli, zanim zdążyły się w pełni ułożyć.
„Nie mogę tak po prostu patrzeć” — sprzeciwiłam się w myślach, choć strach przykuwał mnie do miejsca jak gwoździe.
„Tak, możesz. Musisz.”
Ale Ruby spojrzała wtedy na mnie — jej szare oczy były szeroko otwarte, pełne bólu i paniki — i coś we mnie puściło, jak pęknięta linka. Byłam na jej miejscu zbyt wiele razy. Wiedziałam, co będzie dalej.
„Beta Dominic” — powiedziałam, głosem ledwie głośniejszym od szeptu. — „To naprawdę był wypadek.”
Jego głowa obróciła się w moją stronę, jakby dopiero teraz zauważył, że tu jestem. „Co ty powiedziałaś, bezwilczyco?”
To wyzwisko zabolało jak zawsze, ale zmusiłam się, by zrobić krok do przodu. „Taca była ciężka, a pan stał blisko. Każdemu mogło się rozlać.”
„Co ty, do cholery, wyprawiasz?” — warknęła Kaela. — „Zamknij się!”
Wargi Dominica wygięły się w coś, co nawet nie było do końca uśmiechem. „Ty mi będziesz mówić, jak mam myśleć, mała nikomu-niepotrzebna?”
„Nie, proszę pana.” Głos mi zadrżał. „Ja tylko—ona nie zrobiła tego specjalnie.”
Ostatnie Rozdziały
#164 Rozdział 164 Siedemset lat - POV Aleksandra
Ostatnia Aktualizacja: 6/9/2026#163 Rozdział 163 Jailbreak - POV Amelii
Ostatnia Aktualizacja: 6/9/2026#162 Rozdział 162 Rzęsy - POV Aleksandra
Ostatnia Aktualizacja: 6/9/2026#161 Rozdział 161 Co z Radą? POV użytkownika Amelia
Ostatnia Aktualizacja: 6/9/2026#160 Rozdział 160 Cztery dni - POV Amelii
Ostatnia Aktualizacja: 6/9/2026#159 Rozdział 159 Zaczerpnięty - POV Amelii
Ostatnia Aktualizacja: 6/9/2026#158 Rozdział 158 Numb - POV Amelii
Ostatnia Aktualizacja: 6/9/2026#157 Rozdział 157 Podwieczorek - POV Amelii
Ostatnia Aktualizacja: 6/9/2026#156 Rozdział 156 Bezużyteczny - POV Aleksandra
Ostatnia Aktualizacja: 6/9/2026#155 Rozdział 155 Nie mógł... POV Amelii
Ostatnia Aktualizacja: 6/9/2026
Może Ci się spodobać 😍
Związana z jej Alfa Instruktorem
Kilka tygodni później na salę wchodzi nasz nowy instruktor walki, alfa. Regis. Ten facet z lasu. Jego spojrzenie od razu chwyta się mojego i wiem, że mnie rozpoznaje. Wtedy moja skrywana tajemnica uderza we mnie jak cios w brzuch: jestem w ciąży.
Ma dla mnie propozycję, która splata nas jeszcze mocniej. Ochrona… czy złota klatka? Szepty robią się coraz bardziej jadowite, mrok zaczyna się zacieśniać. Dlaczego tylko ja nie mam wilka? Czy on jest moim wybawieniem… czy pociągnie mnie prosto na dno?
W łóżku z jej dupkowatym szefem
Jedna noc. Tylko tyle miało być.
Ale w zimnym świetle dnia odejście nie jest takie łatwe. Roman nie jest człowiekiem, który odpuszcza - szczególnie nie wtedy, gdy zdecydował, że chce więcej. Nie chce Blair tylko na jedną noc. Chce ją, kropka.
I nie ma zamiaru jej puścić.
Nietykalna (Kolekcja Serii Awatar Księżyca)
Jego duża ręka gwałtownie chwyciła mnie za gardło, unosząc mnie z ziemi bez wysiłku. Jego palce drżały przy każdym uścisku, zaciskając drogi oddechowe niezbędne do mojego życia.
Zakaszlałam; dusiłam się, gdy jego gniew przenikał przez moje pory i spalał mnie od środka. Ilość nienawiści, jaką Neron do mnie żywi, jest ogromna, i wiedziałam, że nie wyjdę z tego żywa.
„Jakbym miał uwierzyć morderczyni!” Głos Nerona był przenikliwy w moich uszach.
„Ja, Neron Malachi Prince, Alfa stada Księżycowego Cyrkonu, odrzucam cię, Halimo Zira Lane, jako moją partnerkę i Lunę.” Rzucił mnie na ziemię jak śmiecia, zostawiając mnie, bym łapała powietrze. Następnie podniósł coś z ziemi, przewrócił mnie i przeciął.
Przeciął przez mój Znak Stada. Nożem.
„I tym samym skazuję cię na śmierć.”
Odrzucona w swoim własnym stadzie, młoda wilkołaczyca zostaje uciszona przez miażdżący ciężar i wolę wilków, którzy chcą, by cierpiała. Po tym, jak Halima zostaje fałszywie oskarżona o morderstwo w stadzie Księżycowego Cyrkonu, jej życie rozpada się w popiół niewolnictwa, okrucieństwa i przemocy. Dopiero po odnalezieniu prawdziwej siły wilka może mieć nadzieję na ucieczkę od koszmarów przeszłości i ruszenie naprzód...
Po latach walki i leczenia, Halima, ocalała, ponownie staje w konflikcie z dawnym stadem, które kiedyś skazało ją na śmierć. Poszukuje się sojuszu między jej dawnymi oprawcami a rodziną, którą znalazła w stadzie Księżycowego Granatu. Dla kobiety, która teraz jest znana jako Kiya, idea wzrastającego pokoju tam, gdzie leży trucizna, jest mało obiecująca. Gdy narastający hałas urazy zaczyna ją przytłaczać, Kiya staje przed jednym wyborem. Aby jej ropiejące rany naprawdę się zagoiły, musi stawić czoła swojej przeszłości, zanim ta pochłonie Kiyę tak, jak pochłonęła Halimę. W rosnących cieniach ścieżka do przebaczenia zdaje się pojawiać i znikać. W końcu nie można zaprzeczyć mocy pełni księżyca - a dla Kiyi może się okazać, że wezwanie ciemności będzie równie nieustępliwe...
Ta książka jest przeznaczona dla dorosłych czytelników, ponieważ porusza wrażliwe tematy, w tym: myśli lub działania samobójcze, przemoc i traumy, które mogą wywołać silne reakcje. Prosimy o rozwagę.
————Nietykalna Księga 1 z serii Awatar Księżyca
UWAGA: To jest zbiór serii Awatar Księżyca autorstwa Marii Solarii. Zawiera Nietykalną i Niezrównoważoną, a w przyszłości będzie zawierać resztę serii. Oddzielne książki z serii są dostępne na stronie autorki. :)
Ręce Losu
Wiesz, co mówią o planowaniu?
"Planujesz, a Bóg się śmieje."
Niemoralna propozycja miliardera
Osierocona i bez miejsca, które mogłaby nazwać domem, Willow miała tylko jedną szansę na szczęście – pójść na studia. Kiedy jej stypendium przepadło, mogła tylko skontaktować się z Nicholasem Rowe, tajemniczym i wręcz grzesznym miliarderem, aby dał jej pieniądze, które jej się należały.
Skąd mogła wiedzieć, że nie tylko będzie skłonny sfinansować jej edukację, ale także chciał, aby została matką jego dzieci! To nie było częścią planu. Ale w obliczu pokusy, Willow mogła tylko przyjąć nieprzyzwoitą propozycję i wpaść w sidła starszego mężczyzny.
Czy ich związek przetrwa? Co się stanie, gdy duchy przeszłości Nicholasa pojawią się, by rozdzielić parę? Czy przetrwają burzę?
Projekt Więzień
Czy miłość może oswoić nietykalnych? Czy tylko podsyci ogień i wywoła chaos wśród więźniów?
Świeżo po ukończeniu liceum i dusząca się w swojej beznadziejnej rodzinnym mieście, Margot pragnie ucieczki. Jej lekkomyślna przyjaciółka, Cara, myśli, że znalazła idealny sposób, aby obie mogły się stamtąd wyrwać - Projekt Więzień - kontrowersyjny program oferujący ogromną sumę pieniędzy w zamian za czas spędzony z więźniami o najwyższym stopniu bezpieczeństwa.
Bez wahania, Cara spieszy, aby je zapisać.
Ich nagroda? Bilet w jedną stronę do głębi więzienia rządzonego przez przywódców gangów, bossów mafii i mężczyzn, których strażnicy nie odważyliby się nawet przekroczyć...
W samym centrum tego wszystkiego, spotyka Cobana Santorellego - człowieka zimniejszego niż lód, ciemniejszego niż północ i śmiertelnie niebezpiecznego jak ogień, który podsyca jego wewnętrzną wściekłość. Wie, że projekt może być jego jedyną szansą na wolność - jego jedyną szansą na zemstę na tym, który zdołał go zamknąć, więc musi udowodnić, że potrafi nauczyć się kochać...
Czy Margot będzie tą szczęściarą, która pomoże go zreformować?
Czy Coban będzie w stanie zaoferować coś więcej niż tylko seks?
To, co zaczyna się od zaprzeczenia, może bardzo dobrze przerodzić się w obsesję, która następnie może rozkwitnąć w prawdziwą miłość...
Temperamentna powieść romantyczna.
Powrót do Karmazynowego Świtu
Podczas gdy walka o życie i wolność stała się dla Alfy Cole'a Redmena codziennością, bitwa o oba te aspekty wchodzi na zupełnie nowy poziom, gdy w końcu wraca do miejsca, które nigdy nie było jego domem. Kiedy jego walka o ucieczkę kończy się dysocjacyjną amnezją, Cole musi pokonać jedną przeszkodę za drugą, aby dotrzeć do miejsca, które zna tylko ze swoich snów. Czy podąży za swoimi marzeniami i znajdzie drogę do domu, czy zgubi się po drodze?
Dołącz do Cole'a w jego emocjonalnej podróży, inspirującej do zmian, gdy walczy o powrót do Crimson Dawn.
*To jest druga książka z serii Crimson Dawn. Najlepiej czytać tę serię w kolejności.
**Ostrzeżenie o treści: ta książka zawiera opisy przemocy fizycznej i seksualnej, które mogą być niepokojące dla wrażliwych czytelników. Tylko dla dorosłych czytelników.
Przekraczając granice (Sypiając z moimi najlepszymi przyjaciółmi)
Perspektywa Deana: W chwili, gdy otworzyłem drzwi i zobaczyłem ją, tak piękną, wiedziałem, że albo pójdzie po naszej myśli, albo ucieknie. Zakochaliśmy się w niej, gdy miała osiemnaście lat, ona miała siedemnaście i była poza zasięgiem, widziała nas jak braci, więc czekaliśmy. Kiedy zniknęła, pozwoliliśmy jej na to, myślała, że nie mamy pojęcia, gdzie jest, była absolutnie w błędzie. Obserwowaliśmy każdy jej ruch i wiedzieliśmy, jak sprawić, by uległa naszym życzeniom.
Perspektywa Alecka: Mała Layla stała się tak cholernie piękna, Dean i ja zdecydowaliśmy, że będzie nasza. Chodziła po wyspie nieświadoma tego, co ją czeka. Tak czy inaczej, nasza najlepsza przyjaciółka skończy pod nami w naszym łóżku i sama o to poprosi.
Zakazane Pulsowanie
Moje zmieniło się w czasie, który zajęło otwarcie drzwi.
Za nimi: mój narzeczony Nicholas z inną kobietą.
Trzy miesiące do naszego ślubu. Trzy sekundy, żeby zobaczyć, jak wszystko się rozpada.
Powinnam była uciec. Powinnam była krzyczeć. Powinnam była zrobić cokolwiek, zamiast stać tam jak głupia.
Zamiast tego usłyszałam, jak sam diabeł szepcze mi do ucha:
"Jeśli chcesz, mogę cię poślubić."
Daniel. Brat, przed którym mnie ostrzegano. Ten, który sprawiał, że Nicholas wyglądał jak aniołek.
Opierał się o ścianę, obserwując, jak mój świat się rozpada.
Moje serce waliło jak młot. "Co?"
"Słyszałaś mnie." Jego oczy wwiercały się w moje. "Poślub mnie, Emmo."
Ale kiedy patrzyłam w te magnetyczne oczy, uświadomiłam sobie coś przerażającego:
Chciałam powiedzieć mu "tak".
Gra rozpoczęta.
Jak nie zakochać się w smoku
Dlatego właśnie byłam co najmniej skołowana, kiedy przyszedł list z moim imieniem już wydrukowanym na planie zajęć, przydzielonym akademikiem i dobranymi przedmiotami, jakby ktoś znał mnie lepiej, niż ja sama siebie. O Akademii słyszeli wszyscy – to tam wiedźmy ostrzą swoje zaklęcia, zmiennokształtni opanowują swoje postaci, a każdy możliwy magiczny stwór uczy się panować nad swoim darem.
Wszyscy oprócz mnie.
Ja nawet nie wiem, czym właściwie jestem. Zero zmiany postaci, zero sztuczek, żadnej magii w stylu “patrzcie na mnie”. Po prostu dziewczyna otoczona ludźmi, którzy potrafią latać, przywoływać ogień albo leczyć jednym dotykiem. Więc siedzę na zajęciach, udaję, że tu pasuję, i wytężam słuch, szukając choćby najdrobniejszej wskazówki, która powie mi, co tak naprawdę płynie w mojej krwi.
Jedyną osobą, która jest chyba jeszcze bardziej ciekawa niż ja, jest Blake Nyvas – wysoki, o złotych oczach i jak najbardziej Smok. Ludzie szepczą, że jest niebezpieczny, powtarzają, żebym trzymała się od niego z daleka. Ale Blake wydaje się zdeterminowany, żeby rozwiązać zagadkę mnie, a ja… jakoś ufam właśnie jemu bardziej niż komukolwiek innemu.
Może to głupota. Może igranie z ogniem.
Ale kiedy wszyscy inni patrzą na mnie, jakbym była tu nie na swoim miejscu, Blake patrzy na mnie tak, jakby była zagadką, którą naprawdę warto rozwiązać.
Zaproszenie śmierci
Uzależniony od Niej
Ściskając w ręku diagnozę medyczną, podpisałam papiery rozwodowe i odeszłam od życia, które budowałam przez trzy lata, zostawiając wszystko dla niego i jego prawdziwej miłości.
Ale wtedy stało się coś niespodziewanego—Aleksander porzucił swoją zimną maskę i oszalał, szukając mnie wszędzie.
Twierdził, że nigdy nie kochał nikogo poza mną...












