
Chcemy mamusi, nie ciebie, tatusiu!
Marina Ellington · Zakończone · 177.6k słów
Wstęp
Przycisnęła się do ściany, oczy szeroko otwarte ze strachu.
Ale kiedy moje palce zacisnęły się wokół jej delikatnej kostki, wszelka racjonalna myśl mnie opuściła. Jej skóra była niewiarygodnie miękka pod moimi zrogowaciałymi dłońmi, a sposób, w jaki drżała, rozgrzewał moją krew.
"Pan Sterling... proszę... puść mnie..." Jej szeptane błaganie przecięło mgłę jak ostrze.
Chryste. Co ja robiłem?
Puściłem ją, jakbym się poparzył, zaciskając szczęki, gdy rzeczywistość powróciła z hukiem. Przekroczyłem granicę, której nigdy nie przekraczam – dotknąłem jej bez pozwolenia, bez powodu. Gdy tylko jej ograniczenia zniknęły, przytuliła prześcieradło do piersi, patrząc na każdy mój ruch swoimi sarnimi oczami.
Powietrze między nami iskrzyło czymś niebezpiecznym. Czymś, czego nie mogłem sobie pozwolić zbadać.
Ale kiedy odwróciłem się, by odejść, jedna myśl odbijała się echem w mojej głowie: chciałem dotknąć jej ponownie.
Jestem Cedar Wright, wychowana przez rodziców adopcyjnych, którzy wydawali się cenić mnie bardziej za to, co mogłam dla nich zrobić, niż za to, kim jestem. Kiedy walczę, by uwolnić się od ich toksycznego wpływu, w moim życiu nagle pojawia się sześcioletni chłopiec, nazywający mnie "mamusią". To surrealistyczne – jestem przecież dziewicą! Jednak jego obecność wnosi ciepło i nadzieję do mojego inaczej przeciętnego życia.
Wkrótce w moim życiu pojawiają się jeszcze dwoje dzieci, każde z nich chce, żebym była ich "mamusią". Są jak mali Kupidyni, wnoszący niespodziewany romans do mojego życia – romans, który obejmuje ich dominującego ojca. Czuję się do niego przyciągana, mimo że rozum mówi mi inaczej, ale nasz związek jest pełen niepewności.
Kiedy już całkowicie się w nim zakochuję, on zaczyna się oddalać. Czy to dlatego, że jego pierwsza miłość powróciła, czy może jego prawdziwa natura w końcu się ujawnia?
Rozdział 1
Perspektywa Cedara
[Nie spieprz tego. Ta współpraca jest kluczowa dla firmy.]
SMS od mojego przybranego ojca, Jonathana Wrighta, rzucał się w oczy na ekranie, gdy wygładzałem szary garnitur w lustrze windy hotelowej. Wiadomość nie była zaskoczeniem – Jonathan nigdy nie był skłonny do zachęt.
Obserwowałem, jak piętra przesuwają się w górę, każde kolejne przybliżając mnie do spotkania, które mogło albo wynieść Wright Creatives na wyżyny, albo potwierdzić to, co Jonathan zawsze sugerował: że nigdy nie będę wystarczająco dobry. Ciężar bycia adoptowaną córką rodziny Wrightów przygniatał mnie bardziej niż teczka, którą trzymałem w ręku.
Brad Wilson, dyrektor generalny działu inwestycji Wilson Group, przywitał mnie uśmiechem, który nie sięgnął jego oczu. Spotkanie rozpoczęło się profesjonalnie – przedstawiłem nasze koncepcje projektowe, on zadawał pytania o potencjał rynkowy. Ale z biegiem czasu atmosfera się zmieniła.
"Twoja praca jest imponująca," powiedział Wilson, zbliżając się, gdy zbierałem swoje materiały. "Ale potrzebuję więcej... osobistego zapewnienia, zanim zaangażujemy nasze środki."
Jego ręka celowo musnęła moje ramię. "Może powinniśmy kontynuować tę dyskusję przy kolacji wieczorem. Gdzieś na osobności."
Sugestia była jednoznaczna. Cofnąłem się, utrzymując kontakt wzrokowy.
"Pan Wilson, nasza propozycja opiera się wyłącznie na jej walorach biznesowych. Chętnie odpowiem na wszelkie profesjonalne wątpliwości, ale mój czas prywatny nie jest częścią tych negocjacji."
Jego wyraz twarzy stwardniał. "Jest pani naiwna, jeśli chodzi o sposób, w jaki działa biznes na tym poziomie, pani Wright."
"Jeśli to jest pana warunek współpracy, to sądzę, że nasze spotkanie dobiegło końca," odpowiedziałem, zamykając teczkę drżącymi rękami, mimo bijącego serca.
"Będzie pani żałować tej decyzji," powiedział zimno Wilson. "Wasza mała rodzinna firma potrzebuje tego bardziej niż my."
Opuściłem spotkanie z zachowaną godnością, ale z zagrożonymi perspektywami kariery.
Gdy wyszedłem z hotelu, zaczęło padać, a markiza zapewniała chwilową osłonę, zanim wszedłem na śliski chodnik.
Mój telefon zawibrował: trzy nieodebrane połączenia od Jonathana. Wyłączyłem dźwięk i schowałem telefon do kieszeni. Ta rozmowa mogła poczekać, aż wymyślę, jak wyjaśnić, że właśnie odmówiłem współpracy, o którą zabiegał przez miesiące.
Stojąc pod skąpą osłoną markizy sklepowej, otworzyłem aplikację Uber i zamówiłem przejazd do mojego mieszkania w Wicker Park. Odległość między Gold Coast a moją dzielnicą wydawała się symboliczna dla przepaści między aspiracjami rodziny Wrightów a moją rzeczywistością.
W tylnej części Ubera, obserwując krople deszczu ścigające się po szybie, odtwarzałem w pamięci ostatnie miesiące w Wright Creatives. Źródła zrównoważonych materiałów, które zapewniłem, obniżając koszty o piętnaście procent. Wzmianka w Architectural Digest, która wyraźnie wspominała o mojej pracy – co Jonathan szybko przypisał "dziedzictwu projektowemu rodziny Wrightów."
"Powinieneś być wdzięczny, że cię przyjęliśmy."
Słowa mojej przybranej matki, Elary, rozbrzmiewały w mojej głowie z niedawnego spotkania, gdy jej prawdziwa córka, Selena, przedstawiła moje projekty armatury łazienkowej jako swoje. Gdy zaprotestowałem, Elara obdarzyła mnie zimnym spojrzeniem zza stołu konferencyjnego. "Rodzina wspiera rodzinę, Cedar. Nie bądź trudny."
Rodzina. To słowo zawsze miało warunkowy charakter w domu Wrightów – status, który musiałem ciągle zdobywać przez osiągnięcia i posłuszeństwo. W wieku dwudziestu sześciu lat wciąż próbowałem udowodnić swoją wartość ludziom, którzy zdecydowali o mojej wartości w momencie podpisania papierów adopcyjnych.
Samochód zatrzymał się przed moim budynkiem, kamienicą w Wicker Park z trzeszczącymi drewnianymi schodami i wysokimi oknami, które wpuszczały mnóstwo światła, nawet jeśli izolacja pozostawiała wiele do życzenia. Deszcz się nasilił, bębniąc o chodnik, gdy płaciłem kierowcy i wysiadłem, osłaniając głowę torbą, gdy spieszyłem się do wejścia.
Wtedy zauważyłem małą postać skuloną przy wejściu do mojego budynku — dziecko, nie więcej niż sześć czy siedem lat, półprzemoczone i drżące. Jego za duża granatowa bluza przylegała wilgotno do jego małej sylwetki.
„Cześć,” zawołałem, podchodząc powoli. „Zgubiłeś się? Gdzie są twoi rodzice?”
Chłopiec spojrzał w górę, a ja zamarłem. Jego oczy — zaskakująco niebieskie i otoczone długimi rzęsami — odbijały moje własne w sposób, który wydawał się niemożliwy. Jego mała twarz, blada od zimna, miała rysy, które poruszyły coś głęboko i niewytłumaczalnie we mnie.
„Mamo, nareszcie wróciłaś.” Jego oczy rozszerzyły się z ekscytacji, gdy wstał, ale jego głos był cienki i drżący.
Mrugnęłam, pewna, że się przesłyszałam. „Co? Nie, kochanie, chyba się mylisz. Zgubiłeś się? Potrzebujesz pomocy w skontaktowaniu się z kimś?”
Drżał, pocierając nos wierzchem dłoni. „Znalazłem cię,” wyszeptał, jego małe ciało drżało gwałtownie. „Oni... oni mówili, że nie żyjesz, ale ja wiedziałem... wiedziałem, że nie. Wszyscy są kłamcami.” Kolejne kichnięcie wstrząsnęło jego ciałkiem, a on skrzywił się, obejmując się ramionami, żeby się ogrzać.
Pomyłka, na pewno. Musiał tęsknić za swoją matką.
Uklękłam obok niego i przyłożyłam dłoń do jego czoła. Był rozpalony.
„Kochanie, jesteś bardzo chory. Musimy cię zabrać do środka i zadzwonić do twoich rodziców.”
Ponownie pociągnął nosem, jego zęby szczękały. „Nie mam rodziców,” powiedział, jego głos był lekko zmęczony. „Tylko ojca. On już mnie nie chce.” Zatrzymał się, drżąc, i znów kichnął.
Te słowa uderzyły we mnie boleśnie. Wiedziałam, jak to jest czuć się niechcianym, kwestionować swoje miejsce w rodzinie. Spędziłam dzieciństwo, próbując zasłużyć na miłość, którą Wrightowie tak swobodnie dawali Selenie.
„Teraz mam ciebie,” powiedział cicho, jego niebieskie oczy — tak przerażająco podobne do moich — patrzyły w górę z pełnym zaufaniem mimo gorączkowego spojrzenia. „Wiedziałem, że jeśli cię znajdę, wszystko będzie dobrze.” Jego głos był zachrypnięty, a potem mocno mnie przytulił.
Jego słowa sprawiły, że moje serce się skręciło. Nie mogłam go zawieść, nie gdy patrzył na mnie w ten sposób.
Zmusiłam się do delikatnego uśmiechu. „Jak masz na imię?” zapytałam cicho.
„O-Oliver.” Znów kichnął, ledwo się powstrzymując.
„Och, kochanie. Oliver, najpierw musimy cię ogrzać i wysuszyć, dobrze?”
Zawahał się, a potem spojrzał na mnie, nadzieja migotała w jego gorączkowych oczach. „Mogę zostać... z tobą?”
Jego mała ręka sięgnęła po moją, palce zacisnęły się wokół mojego kciuka. „Proszę, nie wyrzucaj mnie,” błagał, jego głos był cichy i złamany, przerywany kolejnym kichnięciem.
Zobaczyłam, jak jego ciało się chwieje, nogi uginają się pod nim. Złapałam go w samą porę, gdy upadł, jego mała sylwetka płonęła gorączką w moich ramionach. Bez zastanowienia podniosłam go i pośpieszyłam do środka, mój umysł wirował. Kto mógł wyrzucić tak małe dziecko? Jak znalazł drogę do mojego progu?
W moim mieszkaniu położyłam go delikatnie na kanapie i pobiegłam po ręczniki, koce i termometr. Gdy wróciłam, jego oczy były półotwarte, śledziły moje ruchy.
„Mamo,” mruknął, gdy owijałam go kocem, jego mała ręka sięgnęła, by chwycić rąbek mojej kurtki. „Proszę, nie odchodź znowu. Obiecaj?”
Ostatnie Rozdziały
#171 Rozdział 171
Ostatnia Aktualizacja: 10/16/2025#170 Rozdział 170
Ostatnia Aktualizacja: 10/16/2025#169 Rozdział 169
Ostatnia Aktualizacja: 10/16/2025#168 Rozdział 168
Ostatnia Aktualizacja: 10/16/2025#167 Rozdział 167
Ostatnia Aktualizacja: 10/16/2025#166 Rozdział 166
Ostatnia Aktualizacja: 10/16/2025#165 Rozdział 165
Ostatnia Aktualizacja: 10/16/2025#164 Rozdział 164
Ostatnia Aktualizacja: 10/16/2025#163 Rozdział 163
Ostatnia Aktualizacja: 10/16/2025#162 Rozdział 162
Ostatnia Aktualizacja: 10/16/2025
Może Ci się spodobać 😍
Ostatnia Szansa Chorej Luny
Wszystko zmieniło się w dniu, kiedy dowiedziałam się, że moja wilczyca zapadła w stan uśpienia. Lekarz ostrzegł mnie, że jeśli nie oznaczę lub nie odrzucę Alexandra w ciągu roku, umrę. Jednak ani mój mąż, ani mój ojciec nie przejmowali się na tyle, aby mi pomóc.
W mojej rozpaczy podjęłam decyzję, aby przestać być uległą dziewczyną, jakiej ode mnie oczekiwali.
Wkrótce wszyscy nazywali mnie szaloną, ale właśnie tego chciałam — odrzucenia i rozwodu.
Nie spodziewałam się jednak, że mój kiedyś arogancki mąż pewnego dnia będzie błagał mnie, żebym nie odchodziła...
Wybrana przez Przeklętego Króla Alfa
„Ale ja przeżyję.”
Szeptałam to do księżyca, do łańcuchów, do siebie — aż w to uwierzyłam.
Mówią, że Król Alfa Maximus to potwór — zbyt wielki, zbyt brutalny, zbyt przeklęty. Jego łoże to wyrok śmierci, i żadna kobieta nigdy go nie opuściła żywa. Dlaczego więc wybrał mnie?
Grubą, niechcianą omegę. Tę, którą moja własna wataha oddała jak śmieci. Jedna noc z bezlitosnym Królem miała mnie zakończyć. Zamiast tego zrujnowała mnie. Teraz pragnę mężczyzny, który bierze bez litości. Jego dotyk pali. Jego głos rozkazuje. Jego ciało niszczy. A ja wciąż wracam po więcej. Ale Maximus nie zna miłości. Nie zna towarzyszy. Bierze. Posiada. I nigdy nie zostaje.
„Zanim moja bestia pochłonie mnie całkowicie — potrzebuję syna, który przejmie tron.”
Niestety dla niego... nie jestem słabą, żałosną dziewczyną, którą wyrzucili. Jestem czymś o wiele bardziej niebezpiecznym — jedyną kobietą, która może złamać jego klątwę... albo zniszczyć jego królestwo.
Zakazane Pulsowanie
Moje zmieniło się w czasie, który zajęło otwarcie drzwi.
Za nimi: mój narzeczony Nicholas z inną kobietą.
Trzy miesiące do naszego ślubu. Trzy sekundy, żeby zobaczyć, jak wszystko się rozpada.
Powinnam była uciec. Powinnam była krzyczeć. Powinnam była zrobić cokolwiek, zamiast stać tam jak głupia.
Zamiast tego usłyszałam, jak sam diabeł szepcze mi do ucha:
"Jeśli chcesz, mogę cię poślubić."
Daniel. Brat, przed którym mnie ostrzegano. Ten, który sprawiał, że Nicholas wyglądał jak aniołek.
Opierał się o ścianę, obserwując, jak mój świat się rozpada.
Moje serce waliło jak młot. "Co?"
"Słyszałaś mnie." Jego oczy wwiercały się w moje. "Poślub mnie, Emmo."
Ale kiedy patrzyłam w te magnetyczne oczy, uświadomiłam sobie coś przerażającego:
Chciałam powiedzieć mu "tak".
Gra rozpoczęta.
Nocne lekarstwo prezesa
Nazywam się Aria Harper i właśnie przyłapałam mojego narzeczonego Ethana na zdradzie z moją przyrodnią siostrą Scarlett w naszym łóżku. Podczas gdy mój świat się rozpadał, oni planowali ukraść wszystko—moje dziedzictwo, spuściznę mojej matki, nawet firmę, która powinna należeć do mnie.
Ale nie jestem naiwną dziewczyną, za jaką mnie uważają.
Wchodzi Devon Kane—jedenaście lat starszy, niebezpiecznie potężny i dokładnie taki, jakiego potrzebuję. Jeden miesiąc. Jeden tajny układ. Wykorzystać jego wpływy, aby uratować moją firmę, odkrywając jednocześnie prawdę o "śmierci" mojej matki Elizabeth i fortunie, którą mi ukradli.
Plan był prosty: udawać zaręczyny, wyciągnąć informacje od wrogów, odejść czysto.
Czego się nie spodziewałam? Ten bezsenny miliarder, który może spać tylko wtedy, gdy jestem w jego ramionach. Czego on się nie spodziewał? Że jego wygodna aranżacja stanie się jego obsesją.
W świetle dnia jest mistrzem obojętności—jego spojrzenie przesuwa się obok mnie, jakbym nie istniała. Ale gdy zapada ciemność, podciąga moją koronkową sukienkę, jego dłonie zdobywają moje piersi przez przezroczysty materiał, jego usta odnajdują mały pieprzyk na moim obojczyku.
„Tak właśnie,” oddycha przeciw mojej skórze, głos napięty i chrapliwy. „Boże, czujesz się niesamowicie.”
Teraz granice są zamazane, stawki wyższe, a wszyscy, którzy mnie zdradzili, zaraz się dowiedzą, co się dzieje, gdy nie doceniają Arii Harper.
Zemsta nigdy nie była tak słodka.
Rozwiedź się ze mną, zanim śmierć mnie zabierze, CEO
Moja ręka instynktownie powędrowała do brzucha. "Więc... naprawdę go nie ma?"
"Twoje osłabione przez raka ciało nie jest w stanie utrzymać ciąży. Musimy ją zakończyć, i to szybko," powiedział lekarz.
Po operacji ON się pojawił. "Audrey Sinclair! Jak śmiesz podejmować taką decyzję bez konsultacji ze mną?"
Chciałam wylać swój ból, poczuć jego objęcia. Ale kiedy zobaczyłam KOBIETĘ obok niego, zrezygnowałam.
Bez wahania odszedł z tą "delikatną" kobietą. Takiej czułości nigdy nie zaznałam.
Jednak już mi to nie przeszkadza, bo nie mam nic - mojego dziecka, mojej miłości, a nawet... mojego życia.
Audrey Sinclair, biedna kobieta, zakochała się w mężczyźnie, w którym nie powinna. Blake Parker, najpotężniejszy miliarder w Nowym Jorku, ma wszystko, o czym mężczyzna może marzyć - pieniądze, władzę, wpływy - ale jednej rzeczy nie ma: nie kocha jej.
Pięć lat jednostronnej miłości. Trzy lata potajemnego małżeństwa. Diagnoza, która pozostawia jej trzy miesiące życia.
Kiedy hollywoodzka gwiazda wraca z Europy, Audrey Sinclair wie, że nadszedł czas, by zakończyć swoje bezmiłosne małżeństwo. Ale nie rozumie - skoro jej nie kocha, dlaczego odmówił, gdy zaproponowała rozwód? Dlaczego torturuje ją w ostatnich trzech miesiącach jej życia?
Czas ucieka jak piasek przez klepsydrę, a Audrey musi wybrać: umrzeć jako pani Parker, czy przeżyć swoje ostatnie dni w wolności.
Zacznij Od Nowa
© 2020-2021 Val Sims. Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej powieści nie może być reprodukowana, dystrybuowana ani transmitowana w jakiejkolwiek formie ani za pomocą jakichkolwiek środków, w tym fotokopii, nagrywania lub innych metod elektronicznych czy mechanicznych, bez uprzedniej pisemnej zgody autora i wydawców.
Niemowa żona kobieciarza
Ona szukała wolności. On dał jej obsesję, owiniętą w czułość.
Genesis Caldwell myślała, że ucieczka z przemocowego domu oznacza zbawienie – ale jej aranżowane małżeństwo z miliarderem Kieranem Blackwoodem może być własnym rodzajem więzienia.
Jest zaborczy, kontrolujący, niebezpieczny. A jednak w swoim zepsutym sposobie... jest dla niej delikatny.
Dla Kierana, Genesis nie jest tylko żoną. Jest wszystkim.
I będzie chronił to, co jego. Nawet jeśli oznacza to zniszczenie wszystkiego innego.
Niewypowiedziana Miłość Prezesa
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, zbliżył się, nagle górując nade mną, jego twarz była zaledwie kilka centymetrów od mojej. Poczułam, jak wstrzymuję oddech, a moje usta rozchylają się w zaskoczeniu.
„To jest cena za mówienie źle o mnie innym,” wyszeptał, przygryzając moją dolną wargę, zanim zajął moje usta prawdziwym pocałunkiem. Zaczęło się to jako kara, ale szybko przekształciło się w coś zupełnie innego, gdy odpowiedziałam, moja początkowa sztywność topniała w uległość, a potem w aktywne uczestnictwo.
Mój oddech przyspieszył, małe dźwięki uciekały z mojego gardła, gdy eksplorował moje ciało. Jego dotyk był zarówno karą, jak i przyjemnością, wywołując dreszcze, które, jak sądziłam, czuł rezonujące przez swoje własne ciało.
Moja nocna koszula podwinęła się, jego ręce odkrywały coraz więcej mojego ciała z każdym muśnięciem. Oboje byliśmy zgubieni w doznaniach, racjonalne myśli ustępowały z każdą mijającą sekundą...
Trzy lata temu, aby spełnić życzenie jego babci, zostałam zmuszona poślubić Dereka Wellsa, drugiego syna rodziny, która adoptowała mnie dziesięć lat temu. On mnie nie kochał, ale ja potajemnie kochałam go przez cały ten czas.
Teraz trzyletnie małżeństwo kontraktowe dobiega końca, ale czuję, że między mną a Derekiem rozwinęło się jakieś uczucie, którego żadne z nas nie chce przyznać. Nie jestem pewna, czy moje uczucia są słuszne, ale wiem, że nie możemy się sobie oprzeć fizycznie...
Noc Przed Tym, Jak Go Poznałam
Dwa dni później weszłam na staż i zobaczyłam go siedzącego za biurkiem prezesa.
Teraz przynoszę kawę dla mężczyzny, który sprawił, że jęczałam, a on zachowuje się, jakbym to ja przekroczyła granice.
Zaczęło się od wyzwania. Skończyło się na jednym mężczyźnie, którego nigdy nie powinna pragnąć.
June Alexander nie planowała spać z obcym. Ale w noc, gdy świętowała zdobycie wymarzonego stażu, szalone wyzwanie prowadzi ją w ramiona tajemniczego mężczyzny. Jest intensywny, cichy i niezapomniany.
Myślała, że już nigdy go nie zobaczy.
Aż do momentu, gdy wchodzi na pierwszy dzień pracy—
I odkrywa, że to jej nowy szef.
Prezes.
Teraz June musi pracować pod mężczyzną, z którym spędziła jedną nieprzewidywalną noc. Hermes Grande jest potężny, zimny i całkowicie poza zasięgiem. Ale napięcie między nimi nie znika.
Im bliżej się stają, tym trudniej jest jej chronić swoje serce i ich tajemnice.
Przypadkowe Spotkanie z Magnatem
Cztery lata temu rodzina Baileyów stanęła w obliczu druzgocącego kryzysu finansowego.
Gdy bankructwo wydawało się nieuniknione, pojawił się tajemniczy dobroczyńca, oferując ratunek pod jednym warunkiem: małżeństwo na kontrakt.
Krążyły plotki o tym zagadkowym mężczyźnie — szeptano, że jest ohydnie brzydki i zbyt zawstydzony, by pokazać swoją twarz, być może skrywający mroczne, skrzywione obsesje.
Bez wahania Baileyowie poświęcili mnie, aby chronić swoją cenną biologiczną córkę, zmuszając mnie do zajęcia jej miejsca jako pionka w tej zimnej, wyrachowanej umowie.
Na szczęście, przez te cztery lata tajemniczy mąż nigdy nie zażądał spotkania twarzą w twarz.
Teraz, w ostatnim roku naszej umowy, mąż, którego nigdy nie spotkałam, żąda, abyśmy się spotkali osobiście.
Jednak katastrofa uderzyła noc przed moim powrotem — pijana i zdezorientowana, weszłam do złego pokoju hotelowego i skończyłam w łóżku z legendarnym potentatem finansowym, Casparem Thorntonem.
Co ja teraz, do diabła, mam zrobić?
Jak nie zakochać się w smoku
Dlatego właśnie byłam co najmniej skołowana, kiedy przyszedł list z moim imieniem już wydrukowanym na planie zajęć, przydzielonym akademikiem i dobranymi przedmiotami, jakby ktoś znał mnie lepiej, niż ja sama siebie. O Akademii słyszeli wszyscy – to tam wiedźmy ostrzą swoje zaklęcia, zmiennokształtni opanowują swoje postaci, a każdy możliwy magiczny stwór uczy się panować nad swoim darem.
Wszyscy oprócz mnie.
Ja nawet nie wiem, czym właściwie jestem. Zero zmiany postaci, zero sztuczek, żadnej magii w stylu “patrzcie na mnie”. Po prostu dziewczyna otoczona ludźmi, którzy potrafią latać, przywoływać ogień albo leczyć jednym dotykiem. Więc siedzę na zajęciach, udaję, że tu pasuję, i wytężam słuch, szukając choćby najdrobniejszej wskazówki, która powie mi, co tak naprawdę płynie w mojej krwi.
Jedyną osobą, która jest chyba jeszcze bardziej ciekawa niż ja, jest Blake Nyvas – wysoki, o złotych oczach i jak najbardziej Smok. Ludzie szepczą, że jest niebezpieczny, powtarzają, żebym trzymała się od niego z daleka. Ale Blake wydaje się zdeterminowany, żeby rozwiązać zagadkę mnie, a ja… jakoś ufam właśnie jemu bardziej niż komukolwiek innemu.
Może to głupota. Może igranie z ogniem.
Ale kiedy wszyscy inni patrzą na mnie, jakbym była tu nie na swoim miejscu, Blake patrzy na mnie tak, jakby była zagadką, którą naprawdę warto rozwiązać.
W łóżku z jej dupkowatym szefem
Jedna noc. Tylko tyle miało być.
Ale w zimnym świetle dnia odejście nie jest takie łatwe. Roman nie jest człowiekiem, który odpuszcza - szczególnie nie wtedy, gdy zdecydował, że chce więcej. Nie chce Blair tylko na jedną noc. Chce ją, kropka.
I nie ma zamiaru jej puścić.












