
Deszcz i Popioły
Amy T · Zakończone · 164.1k słów
Wstęp
Kiedy Rain kończy osiemnaście lat i znajduje swoją bratnią duszę, myśli, że w końcu będzie kochana i zazna szczęśliwego zakończenia. Ale los ma dziwny sposób, by raz po raz uderzać Rain w twarz.
Rozdział 1
Ogniska płoną w ogrodzie przed domem stada Wilkołaków Księżycowego Półksiężyca. Wielu członków stada, zwłaszcza nastolatków lub niezamężnych dorosłych, zbiera się wokół, rozmawiając lub tańcząc. Zawsze jest alkohol i jedzenie, a także muzyka. Nie zapominajmy o tym, bo co to za impreza bez dobrej muzyki? Nie żebym kiedykolwiek była zapraszana na te imprezy, ale lubię słuchać głośnego rytmu dochodzącego z głośników. To prawdopodobnie dlatego zaczęłam ukrywać się na orzechu włoskim. Odkąd skończyłam osiem lat, nosiłam ze sobą kawałek papieru i ołówek, i rysowałam, słuchając tego, co działo się wokół ognisk.
Szkic, nad którym pracowałam przez ostatnie kilka dni, leży zapomniany na moich kolanach. Świetliki tańczące w powietrzu przykuły całą moją uwagę, gdy powoli wyciszałam muzykę i głosy wokół ogrodu. Cicho obserwuję je z gałęzi, na której się usadowiłam, opierając plecy o pień drzewa. To moje ulubione miejsce w stadzie. Nikt mi tu nie przeszkadza. Zwykle ukrywam się między liśćmi i oglądam zachód słońca, wyobrażając sobie, że jestem daleko stąd.
Kiedy rysuję, mój umysł ucieka do świata, gdzie kolory, linie i kształty łączą się, tworząc coś pięknego. Pomaga mi to zapomnieć, jak bardzo stado, w którym się urodziłam, mnie nienawidzi. Często zastanawiałam się, czy mój status Omegi ma z tym coś wspólnego; tradycyjnie Omegi powinny być chronione przez stada, zwłaszcza przez Alfy. Niestety, w moim stadzie – Stado Księżycowego Półksiężyca – rzeczywistość jest inna.
Wszyscy mnie źle traktują. Nie tylko dlatego, że jestem Omegą, ale także – według nich – zabiłam moich rodziców, gdy miałam trzy lata. Byłam wtedy tak mała, że nie pamiętam tamtej nocy ani moich rodziców, ale z tego, co słyszałam, dom, w którym mieszkaliśmy, spłonął doszczętnie. Gdy członkowie stada odkryli, co się stało, znaleźli mnie wśród popiołów i spalonego drewna, otoczoną ogniem. Według nich, moje oczy były jak rubiny, a moje włosy, które kiedyś były czarne, teraz stały się czerwone. Kilka godzin później naturalny kolor moich oczu – zielony – powrócił, ale moje włosy zachowały szkarłatny odcień. Mała korona płomieni pojawiła się na moim lewym ramieniu, co sprawiło, że uznali mnie za morderczynię. Ludzie wierzyli również, że zostałam przeklęta przez Boginię Księżyca, ponieważ czerwony kolor zwykle kojarzy się z wampirami. Jeśli jest coś, czego wilkołak nienawidzi najbardziej, to wampir.
Jako kara za to, co zrobiłam rodzicom i za to, że zostałam oznaczona przez Boginię Księżyca jako morderczyni, stałam się współczesną Kopciuszkiem. Każdego dnia, około 5:30 rano, zaczynam swój dzień. Oczekuje się ode mnie, że kuchnia będzie lśniąca, podobnie jak jadalnia. Pani Marian, główna kucharka stada, nie tylko krzyczy na mnie lub mnie bije, jeśli nie posprzątam wszystkiego tak, jak jej się podoba, ale także głodzi mnie przez kilka dni. Nikt się tym nie przejmuje. Kiedy kończę pracę o 21:00, jestem gotowa paść z głodu i zmęczenia.
Nawet teraz nie pamiętam, kiedy ostatnio miałam porządny posiłek. Jeśli kiedykolwiek taki miałam. Wilkołaki są silniejsze od ludzi i mogą przeżyć bez jedzenia przez kilka dni, nadal funkcjonując. Jednak... kiedy przez lata nie jesz wystarczająco, aby przeżyć, każdy kęs jest na wagę złota. Zwłaszcza gdy oczekuje się ode mnie, że będę utrzymywać i sprzątać cały dom stada, prać, pakować śniadaniówki szczeniętom i robić wiele innych rzeczy.
Nie przeszkadza mi ciężka praca. Pomaga mi odciągnąć myśli od tego, jak stado mnie traktuje. Większość czasu trzyma mnie to z dala od kłopotów, ponieważ wielu lubi mnie dręczyć. Niedługo skończę dziewiętnaście lat. W momencie, gdy zegar wybije północ, odchodzę. Sayonara, kochani! Niech stado radzi sobie z własnym bałaganem. Chcę zobaczyć, jak poradzą sobie ze wszystkimi obowiązkami, gdy mnie już nie będzie, ponieważ jestem jedyną Omegą tutaj. Wydaje się, że uważają, że Omegi są tylko do sprzątania. Szczerze mówiąc, w ogóle mnie to nie ciekawi.
Mój nauczyciel sztuki, pan Smith, pomaga mi dostać się na Akademię Sztuk Pięknych w Bukareszcie lub na jakąkolwiek inną uczelnię. To dla mnie trochę trudne, ponieważ byłam uczona w domu, co nie jest uznawane w Rumunii. Jednak pan Smith ma przyjaciół pracujących na kilku uczelniach w całym kraju, którzy mogą mi pomóc. Gdyby nie pan Smith, byłabym zgubiona i w tarapatach. On jest jedynym, który okazuje mi jakiekolwiek uczucia, i bez jego pomocy prawdopodobnie zostałabym wyrzutkiem, czego nie pragnę, ponieważ Omegi wchodzą w 'cieczkę' i chcą być w pobliżu Alf.
Głośny śmiech przerywa muzykę, wyrywając mnie z myśli, i wciągam powietrze. Wilkołaki mają bardzo wyczulony węch, ale mówi się, że to Omegi mają najlepszy nos w stadzie. Z mojego miejsca mogę obserwować, nie będąc zauważonym.
Zanurzam się w myślach, gdy nagły wybuch śmiechu mnie przerywa. Instynktownie biorę głęboki oddech, używając mojego czułego nosa, aby zidentyfikować źródło zapachu. Będąc Omegą w stadzie, mam najostrzejszy węch. Pozostaję ukryty, obserwując wszystko, nie będąc zauważonym.
W powietrzu unoszą się różne zapachy, ale ten, który przyciąga moją uwagę, to lawenda. Należy do Ruth, mojej kuzynki. Inny to pomarańcze, co oznacza Jordana - przyszłego Alfę stada. Drżę na myśl o Jordanie jako moim Alfie. On i Ruth to utrapienie mojego życia. Jordan śmieje się z czegoś, co powiedziała Ruth. Jak mógłby nie? W końcu Ruth to wszystko, czym ja nigdy nie będę: wysoka, zdrowa, blondynka, niebieskie oczy, niesamowite piersi, świetny tyłek - marzenie każdego mężczyzny. Przynajmniej tak mówią większość mężczyzn w stadzie o Ruth - że jest piękna. Ja nie jestem. Jestem tak chuda, że mogłabym przypominać deskę.
Jeśli chodzi o Jordana... przypuszczam, że kobiety mogłyby za nim szaleć. W końcu, kto nie chciałby mieć za partnera silnego, wysokiego, blond mężczyzny? Szkoda, że jego mózg jest wielkości groszku.
Mogę być jedyną w stadzie, która z pasją nienawidzi Jordana. Odkąd pamiętam, Jordan mnie prześladował. To nie było nic poważnego, ale i tak sprawiło, że go nienawidzę. Staram się ukrywać moje uczucia przed nim. Nie jestem pewna, jak by zareagował, gdyby dowiedział się, ile nocy spędziłam, marząc, że poślizgnie się na lodzie i złamie kark. Niemożliwe, wiem, ponieważ wilkołaki mają dwie strony - ludzką i zwierzęcą. Dzięki temu stworzenia wilkołaków są trudniejsze do zabicia.
Jordan pochyla głowę i mówi coś do ucha Ruth. Ona odwraca głowę, prawie go całując, ale on odsuwa się od niej. Jestem pewna, że wszyscy w stadzie wiedzą, że Ruth jest beznadziejnie zakochana w Jordanie lub... w idei bycia przyszłą Luną stada. Skończyła dziewiętnaście lat cztery miesiące temu. Kiedy zdała sobie sprawę, że nie jest bratnią duszą Jordana, miała załamanie - ponieważ Jordan osiedli się tylko z tą, która jest mu przeznaczona, jego bratnią duszą. Jeszcze jej nie znalazł. W ciągu ostatniego roku stał się trochę niecierpliwy, ponieważ ma dwadzieścia dwa lata, a stado naciska na niego, by ją znalazł. Mogę go nienawidzić, ale nadal nie chciałabym być na jego miejscu. Ciągłe pytania "czy już ją znalazłeś?" doprowadziłyby mnie do szału.
Safia, mój wilk, przesyła mi obraz Jordana z rudowłosą dziewczyną obok niego - karmelizowane jabłka nad jej głową - i mentalnie unoszę brew na nią. Nie jestem jak większość ludzi, ponieważ cierpię na prozopagnozję, czyli ślepotę twarzy. Nie widzę twarzy. Są dla mnie rozmazane, więc bycie wilkołakiem to błogosławieństwo. Mogę rozpoznać po zapachu, kto jest kim i jak się czuje. Safia jest też... inna. Zwierzęca strona wilkołaka może rozmawiać z ludzką stroną, ale Safia nie ma głosu, więc przesyła mi obrazy, kiedy chce mi coś powiedzieć. Z czasem stworzyliśmy własny sposób komunikacji i teraz porozumiewamy się bez problemów. Pomarańcze oznaczają Jordana; lawenda Ruth; szare chmury, gdy ktoś jest zdenerwowany; pioruny, gdy chce mi dać znać, że ktoś jest wściekły; tęcze oznaczają szczęście.
Ruth próbuje ponownie zbliżyć się do Jordana, ale on ją odpycha. Safia daje mi znać, że Jordan jest zły. Przewracam oczami.
Do momentu, gdy Ruth skończyła dziewiętnaście lat - wieku, w którym wilkołaki są uważane za dorosłe i mogą poczuć swoje bratnie dusze - Jordan interesował się Ruth, a ja mogłam ich przyłapać na seksie raz czy dwa. Udawałam, że tego nie widzę i kontynuowałam to, co robiłam. Ruth była więcej niż szczęśliwa, mogąc wszystkim powiedzieć, że Jordan się nią interesuje. W dniu, w którym skończyła dziewiętnaście lat i Jordan wiedział, że nie są sobie przeznaczeni, zwrócił uwagę na inną dziewczynę. Jednakże, ponieważ była zakochana w innym członku stada, Jordan się wycofał. Od tamtej pory jest singlem. Nie że mnie to obchodzi.
Safia nalega na obraz Jordana i rudowłosej dziewczyny, którą zakładam, że jestem ja, ponieważ mój zapach to karmel i jabłka. Od kilku miesięcy jest obsesyjnie zainteresowana Titanem, wilkiem Jordana.
’Wiesz, jak bardzo nienawidzę Jordana, prawda? I wątpię, żeby on był zadowolony z mojego towarzystwa. Za każdym razem, gdy się spotykamy, kończy się to dla mnie większą ilością pracy,’ mówię do Safii.
Jeśli nie kopnie wiadra z wodą, której używam do mycia podłóg, znajdzie inne sposoby, żeby mnie dręczyć. Pewnie będzie mnie wyzywał, a jeśli będzie w naprawdę złym humorze, może nawet mnie popchnie albo sprawi, że się przewrócę.
Safia jęczy. Bycie samotnym wilkiem w stadzie jest trudne. Kiedy jest pełnia, zazwyczaj biegamy sami, podczas gdy reszta stada biega razem. W sumie to wolę, bo pewnie ciągle bym się oglądała za siebie, gdyby któryś z członków stada biegł obok mnie, zastanawiając się, czy mnie zaatakuje.
’Pewnego dnia znajdziemy tego, który jest nam przeznaczony. Naszą bratnią duszę. Nigdy już nie będziemy sami. Gdy pełnia księżyca wzejdzie nad lasem, będziemy biegać obok naszej bratniej duszy,’ mówię, próbując pocieszyć Safię. Z nas dwóch to ona najbardziej cierpi z powodu braku przyjaciół i towarzystwa. Ja jestem więcej niż szczęśliwa, nie rozmawiając z nikim ze stada przez kilka dni z rzędu.
Wilkołaki nie są stworzone do samotności. Dlatego wielu samotników po latach izolacji popada w szaleństwo. Niektórzy z nich łączą się w grupy i tworzą stada, które, choć nie są akceptowane przez Radę Starszych, utrzymują ich przy zdrowych zmysłach.
Safia próbuje mi wytłumaczyć, że Tytan nie tylko jest dobrym wilkiem, ale też chciałby biegać z nami. Niech mnie! Nie mam nic przeciwko Tytanowi. Ale Jordan pewnie zabiłby mnie, zanim pobiegłby ze mną.
Wkładam szkicownik do plecaka i schodzę na dół, chcąc pójść do swojego pokoju i się wyspać. Urodziny Jordana są za dwa dni, co oznacza więcej pracy dla mnie. Nieparzyste samice z innych stad mają przyjechać i paradować przed Jordanem, żeby sprawdzić, czy któraś z nich jest jego bratnią duszą. Chociaż mi żal Tytana, mam nadzieję, że Jordan nigdy nie znajdzie swojej bratniej duszy.
Aby dostać się do swojego pokoju w Domu Stada, muszę przejść obok ognisk. Mam nadzieję, że nikt nie zwróci na mnie uwagi. Proszę, proszę, proszę…
„Jeśli to nie kundel,” mówi ktoś.
Nie muszę nawet wąchać jej zapachu, żeby wiedzieć, że to Ruth, bo tylko ona nazywa mnie kundlem. Albo mieszańcem. Albo jakimkolwiek innym obraźliwym słowem, które jej przyjdzie do głowy.
Próbuję iść dalej, udając, że jej nie słyszałam, ale grupa jej przyjaciół blokuje mi drogę. Zazwyczaj mnie ignorują, tak jak ja ich. Jednak dzisiaj wieczorem jest jeden z tych wieczorów, kiedy chcą się zabawić kosztem Omegi. Przenośnie, nie dosłownie.
Zanim zdążę coś odpowiedzieć Ruth, dodaje: „Co tu robisz? Czy nie powinnaś upewnić się, że wszystko jest gotowe na specjalny dzień Jordy’ego? Prawda, Misiu-Pysiu?”
Próbuję nie przewracać oczami, ale pewnie by się zakręciły jak bębny w jednorękim bandycie. Kto tak mówi? Jordy… Misiu-Pysiu… która oczywiście jest Hannah, najlepszą przyjaciółką Ruth.
„Zawsze masz rację, Ruthy,” odpowiada Hannah.
Czy one mają sześć lat?
Co Jordan albo inni mężczyźni w stadzie widzą w Ruth? Jest wkurzająca jak cholera. Pewnie dlatego, że jest piękna, ale skoro nie widzę twarzy, znajduję inne rzeczy atrakcyjne.
„Idę do swojego pokoju, bo mam wolny czas,” odpowiadam. Nie że muszę tłumaczyć się Ruth, ale tak jest łatwiej.
„Gdybym miała zostać Luną, musiałabym dopilnować, żebyś nigdy nie miała wolnej chwili,” mówi Ruth, a jej przyjaciółki przytakują. Niespodzianka.
„Cóż, dobrze, że nie jesteś przyszłą Luną. A teraz, jeśli będziecie tak miłe i pozwolicie mi przejść…” mówię.
„Nawet nie wiem, dlaczego zawracamy sobie głowę rozmową z nią,” mówi Ariel. Nie jest zła, ale odkąd zaczęła spędzać więcej czasu z Ruth i jej sługusami, zaczęła mówić te same bzdury co Ruth. „Co jeśli Bogini Księżyca, nie wiem, ukarze nas za to, że jesteśmy blisko niej?”
Czy w stadzie panuje epidemia mózgów gadzich? Dlatego nienawidzę życia w tym stadzie, bo zawsze obwiniają mnie za wszystko, co im się nie uda.
Próbuję przepchnąć się przez krąg, który się wokół mnie tworzy, kiedy ktoś szarpie mój plecak. Obracam się, mając nadzieję wyczuć zapach tego, kto zabrał mi rzeczy, kiedy uderza mnie silny zapach pomarańczy.
Jordan.
To on zabrał mój plecak. Oczywiście, że to musiał być on.
„Czy mogę odzyskać mój plecak?” pytam, starając się, żeby nie brzmieć tak wściekle, jak się czuję.
Po całym dniu klęczenia i szorowania podłóg, chcę tylko udać się do swojego pokoju i zasnąć. Czy to za dużo, by prosić?
Jordan uśmiecha się złośliwie—przynajmniej według Safii. Papieros tkwi w lewym kąciku jego ust. „Tylko jeśli ładnie poprosisz.”
Co on ma do mnie? Czy nie wystarczająco mnie dręczył, teraz muszę jeszcze błagać o swoje rzeczy? „Proszę.”
Ruth parska śmiechem. „Jak na kogoś, kto żyje z łaski stada, powinieneś bardziej popracować nad swoim 'proszę'.”
Ponieważ nie mam rodziny, która by mnie utrzymywała, stado rzuca mi swoje resztki—od starych ubrań, które najczęściej są albo za małe, albo za duże, po resztki z ich posiłków. Ale jestem wdzięczny za wszystko, co dostaję. Koszula, którą noszę, należała do jednego z wojowników stada, a kiedy była już za bardzo znoszona i pełna dziur, podarował mi ją na ostatnie Boże Narodzenie. Mam podstawowy zestaw do szycia, więc naprawienie jej nie było problemem. A stare dżinsy, jestem pewien, należały kiedyś do Ruth.
Stado Księżycowego Półksiężyca nie jest zbyt duże—około stu członków—ani bogate, jak inne stada, więc przekazywanie ubrań jest dość powszechne. Ruth uwielbia ubrania, ale nigdy nie była zmuszona nosić rzeczy po innych. Kiedy się nimi znudzi, albo daje je innej samicy, albo mnie… jeśli jest wystarczająco hojna, a ubrania zawsze są zniszczone.
Jordan macha plecakiem przede mną, a ja próbuję go złapać. Może być stary jak Tutanchamon i brakować mu paska, ale to tam trzymam swoje szkice i ołówki. Nie mogę przestać rysować. To jedyna rzecz, która trzyma mnie przy zdrowych zmysłach, poza Safią. Jordan zaciąga się papierosem i wydmuchuje dym w moim kierunku. Jeśli nagle złapię papierosa i zgasiłbym go na jego języku, czy przynajmniej zapewni mi to szybką śmierć?
„Wiesz co,” mówi Jordan. „Po tym, jak zajrzę do plecaka, oddam ci go.”
Wolałbym, żebyś tego nie robił, dziękuję bardzo, ponieważ nigdy nikomu nie pokazuję swoich rysunków poza panem Smithem. Ale oczywiście, nie mówię tego na głos.
„Nie,” zaczynam mówić, ale Jordan mnie ignoruje i otwiera plecak.
Jego brwi unoszą się—dzięki Safii wiem, że to zaskoczenie—gdy wyciąga mój szkicownik. Jest otwarty na stronie, na której rysowałem—Safia i Tytan biegnący przez las w pełni księżyca. To mój prezent dla niej na dziewiętnaste urodziny.
„Co to jest?” pyta, jego głos brzmi zszokowany i zmieszany.
Czuję, jak inni na mnie patrzą, ale ich ignoruję. To nie tak, że mam tam narkotyki.
„Nic.” To nie jego sprawa. „Oddaj to!” żądam.
Jordan patrzy na mnie, a kiedy Safia daje mi znać, że jest zły, przełykam nerwowo. Jordan jest uciążliwy, ale zły Jordan to koszmar. Ostatnim razem, gdy go rozzłościłem, głodził mnie przez kilka dni. Lubię jedzenie.
„Czy właśnie wydałeś mi rozkaz?” warczy. Jego pomarańczowy zapach staje się pikantny, i nie potrzebuję Safii, żeby wiedzieć, jak bardzo jest zły.
„Nie,” mówię cicho.
Wpycha szkicownik do plecaka, po czym zarzuca go na lewe ramię. „Skoro miałeś czelność rysować Tytana, zatrzymuję to. Chcę zobaczyć, co jeszcze narysowałeś.”
Ruth śmieje się. „Ten kundel potrafi rysować?”
„Nie nazwałbym tego rysunkami. Bardziej przypominają bazgroły,” odpowiada sarkastycznie Jordan, zanim odchodzi—z moim plecakiem.
Jestem zdruzgotany. Bazgroły czy nie, są moje. Włożyłem w nie godziny pracy i chcę je z powrotem. Chociaż wiem, że Jordan nie odda mi moich rzeczy. Łzy napływają mi do oczu. Bez ołówków i papieru nie mogę rysować. Może pan Smith da mi więcej, ale czuję się źle, ciągle go o coś prosząc.
Ruth i reszta zaczynają się śmiać, a ja biegnę w stronę Domu Stada. Na szczęście nikt nie próbuje mnie zatrzymać.
Jeszcze tylko trzy tygodnie i będę wolny od tego stada, zwłaszcza od Jordana.
Kiedy docieram do swojego pokoju, trzaskam drzwiami, po czym opadam na materac i zakrywam się starym kocem.
W sekundzie, gdy stąd odejdę, zapomnę o wszystkim, co związane z tym stadem. Nie będę tęsknić za nikim ani za niczym. Ani za starymi deskami, które skrzypią pod moimi stopami, ani za moim pokojem—który kiedyś był pralnią—ani nawet za orzechem włoskim. Przesuwam się na materacu i przypadkowo uderzam nogą w stolik kawowy stojący u jego stóp. W wybuchu gniewu, Jordan lub jeden z jego przyjaciół kopnął go i złamał dwie nogi. Uratowałem go przed wyrzuceniem i naprawiłem.
Wzdycham, zdejmując trampki i wracając pod koc. Zasypiając, uświadamiam sobie, że będę tęsknić za orzechem włoskim. I za panem Smithem.
Ostatnie Rozdziały
#86 86. Rozdział bonusowy - Deszcz
Ostatnia Aktualizacja: 1/10/2025#85 Rozdział bonusowy
Ostatnia Aktualizacja: 1/10/2025#84 Epilog
Ostatnia Aktualizacja: 1/10/2025#83 83. Caleb
Ostatnia Aktualizacja: 1/10/2025#82 82. Caleb
Ostatnia Aktualizacja: 1/10/2025#81 81. Deszcz
Ostatnia Aktualizacja: 1/10/2025#80 80. Caleb
Ostatnia Aktualizacja: 1/10/2025#79 79. Caleb
Ostatnia Aktualizacja: 1/10/2025#78 78. Deszcz
Ostatnia Aktualizacja: 1/10/2025#77 77. Deszcz
Ostatnia Aktualizacja: 1/10/2025
Może Ci się spodobać 😍
Omegi z Haven
Tak mi obiecywali. Kiedy straciłam rodziców w wieku czternastu lat, zostałam wysłana do Haven i obiecano mi cały świat. Jednak kiedy nadszedł mój czas, wataha, którą wybrałam, odurzyła mnie i sprzedała. Obudziłam się w klatce, obok rzędów innych Omeg. Czekałam tam przez dwa lata, aż w końcu nadszedł mój numer. Dziś wieczorem idę na aukcję...
To znaczy, dopóki mój strażnik nie wpadł pijany i nie zobaczyłam swojej szansy na ucieczkę. Byłam jednak zbyt słaba, a gdy mnie złapał i obiecał zatrzymać dla siebie, pomyślałam, że moja szansa na wolność przepadła. Wtedy czterech Alfów wpadło i uratowało mnie, ale moje problemy dalekie były od zakończenia.
Jestem zbyt niebezpieczna, żeby mnie zostawić przy życiu, ale nie mogę zaufać jedynemu miejscu w tym kraju, które miało mnie chronić. Poza tym, ci Alfowie wcale nie są typem watahy, której mogłabym zaufać lub wybrać na całe życie. Są brutalni i szorstcy. Jednak obiecują mi pomoc i ochronę, aż uzyskam sprawiedliwość, a ja zamierzam skorzystać z ich oferty. Mam jedno życzenie... Chcę, żeby nauczyli mnie być tak zła jak oni. Chcę być kimś, kogo ludzie, którzy mnie skrzywdzili, będą się bać.
Piekło nie zna większej furii niż zraniona Omega... czy coś w tym stylu.
Nazywam się Elise i zaraz dostanę swoje nieszczęśliwe zakończenie.
(Ta historia rozgrywa się w tym samym uniwersum co "Najpiękniejszy Dźwięk", a obie książki zostały teraz połączone jako "Omegi z Haven" dla lepszego odbioru:D)
Adoptowany Grzech
To wszystko, czego kiedykolwiek pragnęłam.....
Aż nagle wszystkie moje marzenia rozsypują się w pył.
Mój „brat” mnie nienawidzi.
Nie jest już tym samym chłopakiem, który wyjechał z naszego domu w drogę ku wielkości. Nie chce mieć ze mną nic wspólnego i traktuje mnie gorzej niż swojego wroga.
Aż widzę go z jakąś dziewczyną.
I nagle nie wygląda już jak mój brat.
Wygląda jak seksowny sportowiec, nad którym ślini się każda dziewczyna na kampusie.
To złe.
Nie powinnam patrzeć na niego w ten sposób.
A on nie powinien dotykać mnie tak, jakby był gotów mnie pożreć.
To mój brat.
A może jednak nie?
Granice się zacierają, a grunt drży mi pod stopami od pożądania i grzechu.
Sekrety są wyszeptywane nad rozpaloną skórą, zakazane pocałunki kradzione w ciemnych kątach.
Ale to wciąż za mało.
Potrzebuję więcej.
Ostatnia Szansa Chorej Luny
Wszystko zmieniło się w dniu, kiedy dowiedziałam się, że moja wilczyca zapadła w stan uśpienia. Lekarz ostrzegł mnie, że jeśli nie oznaczę lub nie odrzucę Alexandra w ciągu roku, umrę. Jednak ani mój mąż, ani mój ojciec nie przejmowali się na tyle, aby mi pomóc.
W mojej rozpaczy podjęłam decyzję, aby przestać być uległą dziewczyną, jakiej ode mnie oczekiwali.
Wkrótce wszyscy nazywali mnie szaloną, ale właśnie tego chciałam — odrzucenia i rozwodu.
Nie spodziewałam się jednak, że mój kiedyś arogancki mąż pewnego dnia będzie błagał mnie, żebym nie odchodziła...
Przypadkowe Spotkanie z Magnatem
Cztery lata temu rodzina Baileyów stanęła w obliczu druzgocącego kryzysu finansowego.
Gdy bankructwo wydawało się nieuniknione, pojawił się tajemniczy dobroczyńca, oferując ratunek pod jednym warunkiem: małżeństwo na kontrakt.
Krążyły plotki o tym zagadkowym mężczyźnie — szeptano, że jest ohydnie brzydki i zbyt zawstydzony, by pokazać swoją twarz, być może skrywający mroczne, skrzywione obsesje.
Bez wahania Baileyowie poświęcili mnie, aby chronić swoją cenną biologiczną córkę, zmuszając mnie do zajęcia jej miejsca jako pionka w tej zimnej, wyrachowanej umowie.
Na szczęście, przez te cztery lata tajemniczy mąż nigdy nie zażądał spotkania twarzą w twarz.
Teraz, w ostatnim roku naszej umowy, mąż, którego nigdy nie spotkałam, żąda, abyśmy się spotkali osobiście.
Jednak katastrofa uderzyła noc przed moim powrotem — pijana i zdezorientowana, weszłam do złego pokoju hotelowego i skończyłam w łóżku z legendarnym potentatem finansowym, Casparem Thorntonem.
Co ja teraz, do diabła, mam zrobić?
Niewypowiedziana Miłość Prezesa
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, zbliżył się, nagle górując nade mną, jego twarz była zaledwie kilka centymetrów od mojej. Poczułam, jak wstrzymuję oddech, a moje usta rozchylają się w zaskoczeniu.
„To jest cena za mówienie źle o mnie innym,” wyszeptał, przygryzając moją dolną wargę, zanim zajął moje usta prawdziwym pocałunkiem. Zaczęło się to jako kara, ale szybko przekształciło się w coś zupełnie innego, gdy odpowiedziałam, moja początkowa sztywność topniała w uległość, a potem w aktywne uczestnictwo.
Mój oddech przyspieszył, małe dźwięki uciekały z mojego gardła, gdy eksplorował moje ciało. Jego dotyk był zarówno karą, jak i przyjemnością, wywołując dreszcze, które, jak sądziłam, czuł rezonujące przez swoje własne ciało.
Moja nocna koszula podwinęła się, jego ręce odkrywały coraz więcej mojego ciała z każdym muśnięciem. Oboje byliśmy zgubieni w doznaniach, racjonalne myśli ustępowały z każdą mijającą sekundą...
Trzy lata temu, aby spełnić życzenie jego babci, zostałam zmuszona poślubić Dereka Wellsa, drugiego syna rodziny, która adoptowała mnie dziesięć lat temu. On mnie nie kochał, ale ja potajemnie kochałam go przez cały ten czas.
Teraz trzyletnie małżeństwo kontraktowe dobiega końca, ale czuję, że między mną a Derekiem rozwinęło się jakieś uczucie, którego żadne z nas nie chce przyznać. Nie jestem pewna, czy moje uczucia są słuszne, ale wiem, że nie możemy się sobie oprzeć fizycznie...
Requiem Grzechu - Romans Mafijny
Prosto na nagiego mężczyznę, świeżo po prysznicu.
A teraz jestem w ciąży z jego dzieckiem.
Powinnam była wyjść, gdy tylko go zobaczyłam.
Był zbyt piękny, żeby mógł być prawdziwy.
Doszłam do drzwi...
A potem zobaczył dokładnie to, co próbowałam ukryć.
– Kto ci to zrobił? – zapytał, gdy dostrzegł siniaki. – Pozwól mi to naprawić.
Powinnam była odmówić.
Ale szczerze? Należy mi się odrobina szczęścia od wszechświata.
A jeśli zechce mi je dać w postaci oszałamiającego, ponadmetrowego anioła ciemności...
Cóż, nie będę wybrzydzać.
Tyle że nic w tym życiu nie przychodzi bez zobowiązań.
Mój anioł daje mi noc rodem z nieba...
Kiedy jednak nadchodzi poranek, zmienia się w diabła.
I to nie byle jakiego.
Ten diabeł wie, skąd jestem.
Kim jestem.
Co zrobiłam.
I jest zdeterminowany, żeby kazać mi za to wszystko zapłacić.
Związana Kontraktem z Alfą
William — mój niesamowicie przystojny, bogaty narzeczony wilkołak, przeznaczony na Deltę — miał być mój na zawsze. Po pięciu latach razem, byłam gotowa stanąć na ślubnym kobiercu i odebrać swoje szczęśliwe zakończenie.
Zamiast tego, znalazłam go z nią. I ich synem.
Zdradzona, bez pracy i tonąca w rachunkach za leczenie mojego ojca, osiągnęłam dno głębiej, niż kiedykolwiek mogłam sobie wyobrazić. Kiedy myślałam, że straciłam wszystko, zbawienie przyszło w formie najbardziej niebezpiecznego mężczyzny, jakiego kiedykolwiek spotkałam.
Damien Sterling — przyszły Alfa Srebrnego Księżycowego Cienia i bezwzględny CEO Sterling Group — przesunął kontrakt po biurku z drapieżną gracją.
„Podpisz to, mała łani, a dam ci wszystko, czego pragnie twoje serce. Bogactwo. Władzę. Zemstę. Ale zrozum to — w chwili, gdy przyłożysz pióro do papieru, stajesz się moja. Ciałem, duszą i wszystkim pomiędzy.”
Powinnam była uciec. Zamiast tego, podpisałam swoje imię i przypieczętowałam swój los.
Teraz należę do Alfy. I on pokaże mi, jak dzika może być miłość.
Tym Razem To On Ściga Mnie Całym Sercem
Na korytarzu przed salą balową podeszła do niego, gdy palił przy drzwiach, chcąc chociaż spróbować się wytłumaczyć.
– Nadal jesteś na mnie zły?
Strzepnął papierosa, odrzucił niedopałek i spojrzał na nią z jawną pogardą.
– Zły? Myślisz, że jestem zły? Zgadnę – Maya wreszcie się dowiaduje, kim jestem, i nagle ma ochotę „odnowić kontakt”. Kolejna szansa, odkąd wie, że moje nazwisko oznacza pieniądze.
Kiedy próbowała zaprzeczyć, wszedł jej w słowo.
– Byłaś epizodem. Przypisem na dole strony. Gdybyś się tu dzisiaj nie pojawiła, nawet bym o tobie nie pamiętał.
Łzy zapiekły ją pod powiekami. Prawie powiedziała mu o jego córce, ale się powstrzymała. Uznałby tylko, że próbuje go wrobić, złapać go na dziecko i dobrać się do jego kasy.
Maya przełknęła wszystko razem z łzami i odeszła, święcie przekonana, że ich drogi już nigdy się nie przetną – a jednak on zaczął pojawiać się w jej życiu raz za razem, aż w końcu to on musiał się przed nią schylić, pokornie błagając, by dała mu jeszcze jedną szansę.
Syreny Mafii
Vernon zamarł, kuszące uczucie niespodziewanego pocałunku Nixxona odbierało mu mowę.
„Pocałunek...” wyszeptał, bez tchu.
„Dobrze się czuję, kiedy cię całuję, Vernon,” wyszeptał Nixxon i... pocałował go ponownie.
Nixxon uciekł ze swojego podwodnego królestwa, desperacko pragnąc zerwać wszelkie więzi z oceanem. Ale ludzki świat nie był tą wolnością, jaką sobie wyobrażał... to była inna forma klatki. Schwytany przez Vernona, bezwzględnego szefa mafii, który wziął go za szpiega lub broń, Nixxon szybko zrozumiał, że jego przetrwanie zależy od tego, jak dobrze potrafi udawać i jak szybko może się uczyć.
Na początku Vernon widział w Nixxonie jedynie zagrożenie... dziwnego mężczyznę bez przeszłości, bez dokumentów, z nienaturalnym sposobem poruszania się. Ale im więcej go przesłuchiwał, tym bardziej frustrująco nieodparty stawał się Nixxon. Był zarówno naiwny, jak i bystry, buntowniczy, ale dziwnie zafascynowany ludzkim życiem. A co najgorsze, patrzył na Vernona, jakby był kimś, kogo warto poznać.
Zmuszony do trzymania Nixxona blisko, Vernon staje się jego niechętnym przewodnikiem po ludzkim świecie... ludzką encyklopedią; odpowiadając na niewinne, lecz niebezpieczne pytania. Co to jest głód? Dlaczego ludzie kłamią? Co to znaczy kochać?
Ale kiedy Vernon w końcu odkrywa prawdę o Nixxonie... kim jest, czym jest... stoi przed wyborem: uwolnić człowieka, którego kiedyś uważał za wroga... albo zakuć go w jeszcze ściślejsze kajdany, zanim zostanie mu odebrany.
Bo coś mu mówi, że Nixxon nie uciekał tylko przed oceanem. Coś gorszego nadchodzi po niego.
A Vernon nie wie, czy chce uratować Nixxona... czy zatrzymać go na zawsze.
POŚLUBIONA WŁADCY PRZESTĘPCZEGO ŚWIATA
Po kolejnych nieudanych próbach swatania mama zagroziła, że odetnie mnie od funduszu powierniczego, który zostawił mi ojciec. Trzy dni przed moimi dwudziestymi ósmymi urodzinami poszłam na charytatywną galę,
Zdesperowana i podlana szampanem podeszłam do najbardziej onieśmielającego faceta na całym balu dobroczynnym. Był lodowaty, arogancki i patrzył na mnie tak, jakbym była kawałkiem mięsa. Miałam to gdzieś. Wcisnęłam mu swoją wizytówkę, a ręka drżała mi jak osika.
Nie wziął jej. Zamiast tego ruszył za mną na balkon. „Nie przyszłaś tu w interesach, Talia” — wyszeptał, a jego głos był ciemny, lepki i kuszący. „Przyszłaś po to, żeby ktoś cię wziął”.
Zanim noc dobiegła końca, byłam w jego łóżku. Naga, spełniona i senna. Powiedziałam mu, że chcę za niego wyjść. Powiedział „tak” i zgodził się ożenić ze mną natychmiast. Zasnęłam, nie zdając sobie sprawy, że właśnie oświadczyłam się najpotężniejszemu bankierowi w Nowym Jorku.
Powinnam była uciekać. Nie wiedziałam, że to Alexander Cielo Morgan — najbardziej bezwzględny bankier w Nowym Jorku. Nie wiedziałam, że jedna noc z nim będzie mnie kosztować wolność na zawsze. Ale było już za późno, żeby się wycofać. Utknęłam w małżeństwie z nim. I odkryłam, że utrata stu milionów dolarów z funduszu powierniczego jest o niebo lepsza niż oddanie swojego życia Alexandrowi Cielo.
Fałszywa dziewczyna hokejowego Alfy
Jest jeszcze Rafael. Mroczny. Nieuchwytny. Chłopak, o którym wszyscy mówią, ale którego tak naprawdę nikt nie zna. Powinien być ostatnią osobą, do której Vivienne się zbliży, a jednak nie potrafi odwrócić wzroku. Wciąga ją w niebezpieczeństwo, które jednocześnie przeraża i daje poczucie bezpieczeństwa — jakby widział w niej te części, których nie dostrzega nikt inny.
Ale Rafael ma sekrety — takie, które mogłyby zniszczyć ich oboje. A im bliżej Vivienne jest, tym trudniej rozstrzygnąć, czy on jest jej drogą ucieczki… czy powodem, dla którego nigdy nie zdoła się wyrwać.
TAJEMNICA ROSYJSKIEJ MAFII
TAJEMNICA ROSYJSKIEJ MAFII
Wiedziałem, że jest córką faceta, który zabił mojego ojca, ale mimo to pragnąłem znowu być w jej środku.
Chciałem ją ruchać tak cholernie mocno, że aż czułem, jak mój kutas robi się coraz twardszy.












