
Tym Razem To On Ściga Mnie Całym Sercem
Sherry · Zakończone · 198.8k słów
Wstęp
Na korytarzu przed salą balową podeszła do niego, gdy palił przy drzwiach, chcąc chociaż spróbować się wytłumaczyć.
– Nadal jesteś na mnie zły?
Strzepnął papierosa, odrzucił niedopałek i spojrzał na nią z jawną pogardą.
– Zły? Myślisz, że jestem zły? Zgadnę – Maya wreszcie się dowiaduje, kim jestem, i nagle ma ochotę „odnowić kontakt”. Kolejna szansa, odkąd wie, że moje nazwisko oznacza pieniądze.
Kiedy próbowała zaprzeczyć, wszedł jej w słowo.
– Byłaś epizodem. Przypisem na dole strony. Gdybyś się tu dzisiaj nie pojawiła, nawet bym o tobie nie pamiętał.
Łzy zapiekły ją pod powiekami. Prawie powiedziała mu o jego córce, ale się powstrzymała. Uznałby tylko, że próbuje go wrobić, złapać go na dziecko i dobrać się do jego kasy.
Maya przełknęła wszystko razem z łzami i odeszła, święcie przekonana, że ich drogi już nigdy się nie przetną – a jednak on zaczął pojawiać się w jej życiu raz za razem, aż w końcu to on musiał się przed nią schylić, pokornie błagając, by dała mu jeszcze jedną szansę.
Rozdział 1
Perspektywa Mai:
Popołudniowe słońce przecinało na wskroś sięgające sufitu okna siedziby Garrison Industries, rzucając ostre cienie na mój nowy mahoniowy blat. Boston Financial District rozciągał się w dole, jak kanion ze stali i szkła, gdzie ambicja unosiła się nad chodnikami jak drgające od gorąca powietrze.
– Maya, jak się urządzasz?
Podniosłam wzrok i zobaczyłam Sarah opartą o ściankę mojego boksu, obejmującą parujący kubek kawy jak koło ratunkowe.
– Przeprowadzka z Cleveland nie daje ci w kość? – spytała. – Tutaj tempo potrafi być… hardkorowe. Nawet dla nas, co tu siedzimy od zawsze.
Zanim zdążyłam ułożyć w głowie grzeczną odpowiedź o tym, że T działa w miarę sprawnie, za to czynsze w Somerville to jakiś koszmar, Mark podtoczył się na krześle z entuzjazmem golden retrievera.
– A skoro już mowa o Cleveland… – wciął się, a jego oczy zabłysły za grubymi oprawkami okularów. – Mój współlokator z czasów studiów mieszka właśnie tam. Ciągle nawija o jedzeniu. Cały czas wspomina jedno danie… jak to się nazywało? Pierogi? Jakieś kluski z ziemniakami i serem?
Teczka z dokumentami wysunęła mi się z rąk i z głuchym łupnięciem wylądowała na wykładzinie. Ten odgłos wydał mi się ogłuszający w nagłej ciszy, która zapadła w mojej głowie. Pierogi nie były tylko czymś do jedzenia – były kluczem. Starym, zardzewiałym, o poszarpanych krawędziach, który nagle z furią zaczął szarpać zamkiem, który przez pięć lat próbowałam zaspawać na zawsze.
Sterylne biuro w Bostonie zniknęło. Panorama wieżowców rozpłynęła się jak miraż. W moją pierś z pełnym impetem wpadła śnieżna zima Środkowego Zachodu i dosłownie wycisnęła mi z płuc powietrze.
Pięć lat wcześniej.
Wspomnienie uderzyło mnie zapachem smażonej cebuli i taniej kawy. Bar pani Kowalskiej na obrzeżach Cleveland – zaparowane szyby, popękane winylowe obicia w boksach i najlepsze pierogi w okolicy. Miałam dwadzieścia dwa lata, świeżo po studiach, po uszy w kredytach i w pierwszej „prawdziwej” pracy. I on tam był.
– Znowu tu jesteś – powiedziałam wtedy, wślizgując się do boksu naprzeciwko niego bez pytania. – Trzeci raz w tym tygodniu. Albo mnie śledzisz, albo masz poważne uzależnienie od pierogów.
Oderwał wzrok od kieszonkowej książki, a uśmiech rozlał mu się po twarzy powoli, bez pośpiechu. – Mogę powiedzieć to samo o tobie.
– Maya. – Wyciągnęłam rękę, jeszcze zimną po drodze przez śnieg.
– Adam. – Uścisk miał ciepły, pewny.
Tak to się zaczęło. Przez sześć miesięcy byłam święcie przekonana, że trafił mi się wyjątek od wszystkich cynicznych zasad dotyczących współczesnego randkowania. Dwoje nikomu nieznanych, klepiących biedę ludzi przeciwko całemu światu; jedliśmy byle jaki chińczyk na wynos i snuliśmy plany o przyszłości, w której nie będzie już powiadomień o debecie na koncie.
A potem zniknął.
Stało się to po kłótni. Spodziewałam się zobaczyć go następnego dnia u pani Kowalskiej, na naszym stałym miejscu. Ale jego boks był pusty. Przesiedziałam tam całą przerwę na lunch, a potem próbowałam do niego zadzwonić. „Wybrany numer nie istnieje” – powtarzał automatyczny głos. Poszłam do jego kamienicy, zwykłego ceglanego walk-upu, tylko po to, żeby zastać właściciela, który skrobał jego nazwisko z domofonu. – Wyprowadził się wczoraj – burknął stary. – Zapłacił gotówką, żeby zerwać umowę.
Pojechałam do oddziału firmy, w której rzekomo pracował, ale recepcjonistka tylko patrzyła na mnie z mieszaniną współczucia i zakłopotania – nikt o takim nazwisku nigdy nie figurował u nich w papierach. Każdy ślad po „Adamie” został starty do zera. Przez kilka dni zasypiałam z twarzą mokrą od łez, ściskając w dłoniach bilety z kina i jego szczoteczkę do zębów, którą zostawił u mnie w łazience, czując jak pustka w środku grozi, że po prostu mnie pochłonie.
A potem przyszedł drugi cios: dodatni wynik testu.
Mdłości, które zrzucałam na karb stresu, okazały się porannymi nudnościami. W ciąży i kompletnie przerażona, pracowałam dalej przez pierwsze dwa trymestry, trzymając się kurczowo etatu jak koła ratunkowego, podczas gdy moje ciało się zmieniało, puchło, a serce w środku pozostawało roztrzaskane. W siódmym miesiącu rozpacz w końcu wygrała. Kiedyś, mimochodem, powiedział, że jest z Bostonu. Więc rzuciłam pracę, spakowałam ten marny dobytek, który miałam, i wprowadziłam się do pokoju gościnnego u Chloe – z topniejącymi oszczędnościami i wielkim, ciężkim brzuchem.
Przez trzy tygodnie, dzień w dzień, włóczyłam się po ulicach Back Bay, Beacon Hill, Seaportu. Byłam święcie przekonana, że los po prostu... postawi go przede mną.
Nie postawił.
Za to zafundował mi plamienia i takiego stracha, że wylądowałam na tydzień w szpitalu.
„Maya.” Chloe siedziała przy moim łóżku, trzymała mnie za rękę. „Gdyby Adam chciał, żeby go znaleźć, już dawno byś go znalazła. Jesteś w ciąży. Teraz musisz dbać o siebie.”
„Ale—”
„Jeśli jest wam pisane znowu się odnaleźć, to się odnajdziecie. Ale na razie musisz przestać szukać i zacząć po prostu żyć.”
Więc wróciłam do Cleveland. Urodziłam Amy. Ułożyłam sobie życie.
„Maya? Hej, Maya?”
Głos Sarah dochodził jak spod wody, zniekształcony, odległy. Zamrugałam szybko, zmuszając sterylne biuro, żeby z powrotem wyostrzyło się przede mną. Serce tłukło mi o żebra jak uwięziony ptak. Spojrzałam na upuszczoną teczkę, potem na zatroskaną twarz Sarah i zdezorientowanego Marka.
„Nic mi nie jest,” powiedziałam, a mój głos zabrzmiał w moich uszach jak kruchy, pękający lód. Schyliłam się po segregator, wykorzystując ten ruch, żeby ukryć drżenie rąk. „Po prostu... lekko mi się zakręciło w głowie. Wyszyłam z domu bez śniadania. Jest okej.” Wymusiłam uśmiech – sztywny, nieszczery, ale wystarczający, żeby dali mi spokój. „Wracajmy do pracy.”
Zanim cisza rozciągnęła się w coś niezręcznego, interkom na moim biurku zabrzęczał, ratując sytuację.
„Maya,” głos Juliana Garrisona zacharczał w głośniku. „Wyczyszczasz sobie wieczór. Idziemy dziś na bal charytatywny Sterling Global. 19:00. Strój wieczorowy.”
„Tak, panie Garrison.”
Znałam ten schemat. Świeży transfer do Bostonu oznaczał imprezy networkingowe, a Julian musiał dopiąć projekt w Austin. To była część roboty.
Dwie godziny później stałam w pokoju gościnnym w mieszkaniu Chloe na Back Bay, a popołudniowe słońce sączyło się przez żaluzje. Pokój był jednym wielkim chaosem kartonów i zabawek—byłam w Bostonie od niecałego tygodnia, tak zawalona pracą, że nawet nie zajrzałam jeszcze do ogłoszeń o wynajmie.
„Mamooo, wyglądasz jak księżniczka!”
Amy siedziała po turecku na podłodze, trajkocząc do doniczkowej paprotki, którą ochrzciła „Pan Zielony”. Odwróciła się, jej szarozielone oczy rozszerzone z zachwytu. Złote loczki podskoczyły, kiedy zerwała się na nogi.
„Serio tak myślisz, skarbie?” Kucnęłam, wygładzając granatową suknię do ziemi, którą pożyczyła mi Chloe. To był Christian Louboutin, totalnie poza moim zasięgiem – jedwab spływał po mnie jak woda.
„Zdecydowanie,” powiedziała Chloe, opierając się o framugę drzwi. „Idź. Zrób na nich wrażenie.”
Mocno przytuliłam Amy, wdychając zapach dziecięcego szamponu. „Masz być grzeczna dla cioci Chloe, dobra?”
„Ja ZAWSZE jestem grzeczna!” oznajmiła Amy.
Miejscem imprezy był jeden z historycznych hoteli nad nabrzeżem Bostonu, taki, który pachniał starymi pieniędzmi, mahoniem i liliami. Wielka Sala Balowa tonęła w świetle żyrandoli, z których kryształy zwisały jak zamarznięte łzy, a wnętrze stopniowo wypełniała śmietanka towarzyska miasta.
Szłam obok Juliana, ściskając torebkę jak tarczę. Czułam się jak oszustka w tej jedwabnej sukni. Julian przeciwnie – poruszał się po sali z wyćwiczoną swobodą, kiwając głową do potencjalnych inwestorów, spokojny i opanowany.
„Po prostu trzymaj się blisko,” mruknął cicho, zabierając kieliszek szampana z przechodzącej tacy. „Musimy dziś zrobić wrażenie na zarządzie Sterlinga.”
Nagle szum rozmów przycichł. Nie zapadła cisza, raczej rodzaj pomruku, który rozszedł się falą od głównego wejścia na szczycie schodów. Powietrze jakby zgęstniało, nabrało ciężaru.
Podniosłam wzrok, podążając za spojrzeniami tłumu.
Na górze schodów stał mężczyzna w grafitowym garniturze, schodził w dół samotnym, drapieżnym krokiem. Wysoki, szerokie ramiona, obecność, która bez wysiłku przyciągała uwagę. Na klapie marynarki błyszczała szafirowa przypinka, zimna plamka koloru na ciemnej tkaninie.
Zabrakło mi tchu. Świat się zachwiał.
To była twarz, którą nie raz kreśliłam opuszkami palców w ciemności. Twarz, której szukałam w każdym tłumie przez pięć cholernie długich lat.
Ostatnie Rozdziały
#173 Rozdział 173
Ostatnia Aktualizacja: 5/20/2026#172 Rozdział 172
Ostatnia Aktualizacja: 5/20/2026#171 Rozdział 171
Ostatnia Aktualizacja: 5/20/2026#170 Rozdział 170
Ostatnia Aktualizacja: 5/20/2026#169 Rozdział 169
Ostatnia Aktualizacja: 5/20/2026#168 Rozdział 168
Ostatnia Aktualizacja: 5/20/2026#167 Rozdział 167
Ostatnia Aktualizacja: 5/20/2026#166 Rozdział 166
Ostatnia Aktualizacja: 5/20/2026#165 Rozdział 165
Ostatnia Aktualizacja: 5/20/2026#164 Rozdział 164
Ostatnia Aktualizacja: 5/20/2026
Może Ci się spodobać 😍
Ciężarna Żona Opuściła Swojego CEO
Policzki Emily zapłonęły purpurą, a w głosie miała upór. „A ty co, nie potrafisz po prostu odpuścić?”
Alex prychnął z pogardą. „Ile minęło od rozwodu, a ty już zapomniałaś, jak tu się gra? Twoje ciało pamięta mnie aż za dobrze. A teraz… bierz.”
Jego ogromny, twardy członek, poprzecinany żyłami, przerażający rozmiarem i bijący żarem, uderzył Emily w policzek.
Alex wypuścił zimny śmiech. „Nawet nie śnij, że ode mnie odejdziesz, mała. Możesz być tylko moja.”
——
Przez trzy lata ich małżeństwa na kontrakt Emily myślała, że nie jest w stanie rozgrzać serca Alexa, bo on z natury był lodowaty. Dopiero gdy zobaczyła, jak towarzyszy Grace na badaniu prenatalnym—jak obchodzi się z nią z taką czułością, że nie potrafi znieść, by spotkała ją choćby najmniejsza przykrość—Emily w końcu zrozumiała. On nie był niezdolny do miłości; on po prostu nie kochał jej.
Emily spokojnie podpisała papiery rozwodowe i, wychodząc, zabrała ze sobą swój własny wynik badania ciążowego.
Ale kiedy Emily zniknęła bez śladu, Alex oszalał, przeczesując całe miasto w poszukiwaniu jej.
Gdy wreszcie spotkali się ponownie, Alex miał przekrwione oczy, a głos zdarty. „Emily, myliłem się… proszę, wróć do mnie.”
Ostatnia Trisolarian
Dwaj potężni bracia Alfa twierdzą, że są jej przeznaczonymi partnerami i chcą się z nią połączyć. Zostaje wciągnięta w świat pełen niebezpiecznych przepowiedni i wojen, i całkowicie się załamuje...
Sekret Surogacji
Gdy Famke Noor zdaje sobie sprawę, że osoby, które uważała za przyjaciół, odeszły, a jego rodzina chce, aby pomogła w wychowywaniu dziecka, które zawsze czuła, że nie powinna być jego rodzicem, znajduje się w trudnej sytuacji.
Dwie silne i uparte osobowości z dobrymi intencjami, ale z dumą na przeszkodzie, będą musiały nauczyć się odłożyć na bok różnice, aby pomóc pięcioletniej dziewczynce poradzić sobie w świecie bez jedynych rodziców, których kiedykolwiek znała. Mimo wścibskiej rodziny, wymagających byłych partnerów i dramatu, którego się spodziewała, Famke odkrywa, że zakochuje się w miliarderze i jego małej podopiecznej.
Czy miłość wystarczy, gdy świat jest przeciwko wam? Famke wkrótce się przekona.
Wybrana przez Przeklętego Króla Alfa
„Ale ja przeżyję.”
Szeptałam to do księżyca, do łańcuchów, do siebie — aż w to uwierzyłam.
Mówią, że Król Alfa Maximus to potwór — zbyt wielki, zbyt brutalny, zbyt przeklęty. Jego łoże to wyrok śmierci, i żadna kobieta nigdy go nie opuściła żywa. Dlaczego więc wybrał mnie?
Grubą, niechcianą omegę. Tę, którą moja własna wataha oddała jak śmieci. Jedna noc z bezlitosnym Królem miała mnie zakończyć. Zamiast tego zrujnowała mnie. Teraz pragnę mężczyzny, który bierze bez litości. Jego dotyk pali. Jego głos rozkazuje. Jego ciało niszczy. A ja wciąż wracam po więcej. Ale Maximus nie zna miłości. Nie zna towarzyszy. Bierze. Posiada. I nigdy nie zostaje.
„Zanim moja bestia pochłonie mnie całkowicie — potrzebuję syna, który przejmie tron.”
Niestety dla niego... nie jestem słabą, żałosną dziewczyną, którą wyrzucili. Jestem czymś o wiele bardziej niebezpiecznym — jedyną kobietą, która może złamać jego klątwę... albo zniszczyć jego królestwo.
Zaproszenie śmierci
Własność Foki Wojennej
Nie wiem, czemu robię to, co ten facet każe mi robić, kiedy mi rozkazuje, ale za każdym razem jestem posłuszna i ssę te palce, jakby od tego zależało moje życie.
Uda zaczynają mi drżeć, kiedy słyszę, jak zamek błyskawiczny idzie w dół, bo wiem, co będzie dalej. Wepchnie się we mnie tak głęboko, że nie zostanie mu już ani centymetr, i zostawi mnie płonącą żywcem.
„Nie ruszysz rąk, kiedy zabiorę swoje. Rozumiesz mnie? Jeśli się nie posłuchasz, zwiążę cię i zostawię tutaj, aż twoi rodzice zaczną cię szukać i znajdą cię wypełnioną po brzegi moją spermą.”***************************************Ktoś mnie śledzi.
Prawie mnie okradli — a może mogło stać się coś jeszcze gorszego.
Ale pojawił się jakiś facet, który uratował mnie jak współczesny superbohater, tylko zamiast peleryny miał czarny kask.
Powinnam była dostać szału ze strachu, kiedy poderżnął gardło mojemu napastnikowi, potem tylko skinął na mnie głową, poczekał, aż bezpiecznie wsiądę do auta, i położył dłoń na mojej szybie.
Zamiast się bać, czuję…
Podniecenie.
Że żyję.
I aż mnie skręca, żeby poczuć to znowu.
Więc robię coś, czego nikt przy zdrowych zmysłach by nie zrobił. Wałęsam się nocą po mieście, kiedy powinnam leżeć w łóżku, odpoczywać, i tylko czekam na kolejny przebłysk mojego wybawcy.
Nie zawodzi.
Zastawia mnie i sprawia, że czuję rzeczy, których nie powinnam czuć, bo jestem w związku.
Tęsknię za jego dotykiem, rozchylam nogi wtedy, kiedy powinnam ich użyć, żeby uciec jak najdalej.
Ktoś mnie śledzi.
I podoba mi się to.
Desperackie Pościgi Prezesa
Myślałam, że Seth jest moim światem, ale jego zdrady zniszczyły trzy lata oddania.
Miałam dość. Rozwód, bez oglądania się za siebie. Wtedy on spanikował. Zaczął mnie ścigać, nie chciał odpuścić.
Więc kim dla ciebie jestem, Seth? Nie chciałeś mnie, kiedy cię kochałam. Teraz, kiedy już mi przeszło, nie dasz mi spokoju?
Za późno.
Zabójcza narzeczona króla mafii
– Muszę cię posmakować – warknął, wsuwając palce pod koronkę, głaszcząc mnie, aż zaczęłam się trząść.
Zapiszczałam cicho, bardziej prosząc niż mówiąc:
– Dręcz mnie… spraw, żebym ciekła dla ciebie.
Klęknął, jego język szarpał mnie łapczywie, bez wstydu, aż słonko-słodki smak zalał mi zmysły i odciął resztki rozsądku.
– Błagaj głośniej – zażądał. Podniósł się i wszedł we mnie głęboko, od razu, bez ostrzeżenia. Nasze śliskie ciała uderzały o siebie raz za razem, aż wybuch rozkoszy wyrwał z mojego gardła dzikie krzyki.
💗💗💗💗💗💗
Scarlett Romano była kiedyś zabójczynią numer dwa na świecie, zanim rzuciła to wszystko, żeby spróbować normalnego życia. Wróciła do swojej mafijnej rodziny – tylko po to, by zostać tam zrobioną na szaro: poniżana, wyszydzana, traktowana jak obca, podczas gdy jej adoptowana siostra Zelda błyszczy jak złote dziecko rodu.
Potem Scarlett odkrywa, że jest w ciąży z Damonem Wolfe’em. Jej rodzina stawia sprawę jasno: albo usunie ciążę, albo znika. Zamiast się ugiąć, Scarlett wysuwa śmiały pomysł – proponuje Damonowi małżeństwo kontraktowe. Jemu, bezlitosnemu królowi mafii, który w sekrecie jest Roninem, zabójcą numer jeden na świecie.
On się zgadza.
Teraz dwoje najgroźniejszych morderców na świecie kłóci się o zmywanie naczyń, przypadkiem zakochuje się w sobie – i po kolei serwuje jej rodzinie zasłużoną karmę, każdą satysfakcjonującą akcją rozliczając dawne krzywdy.
Projekt Więzień
Czy miłość może oswoić nietykalnych? Czy tylko podsyci ogień i wywoła chaos wśród więźniów?
Świeżo po ukończeniu liceum i dusząca się w swojej beznadziejnej rodzinnym mieście, Margot pragnie ucieczki. Jej lekkomyślna przyjaciółka, Cara, myśli, że znalazła idealny sposób, aby obie mogły się stamtąd wyrwać - Projekt Więzień - kontrowersyjny program oferujący ogromną sumę pieniędzy w zamian za czas spędzony z więźniami o najwyższym stopniu bezpieczeństwa.
Bez wahania, Cara spieszy, aby je zapisać.
Ich nagroda? Bilet w jedną stronę do głębi więzienia rządzonego przez przywódców gangów, bossów mafii i mężczyzn, których strażnicy nie odważyliby się nawet przekroczyć...
W samym centrum tego wszystkiego, spotyka Cobana Santorellego - człowieka zimniejszego niż lód, ciemniejszego niż północ i śmiertelnie niebezpiecznego jak ogień, który podsyca jego wewnętrzną wściekłość. Wie, że projekt może być jego jedyną szansą na wolność - jego jedyną szansą na zemstę na tym, który zdołał go zamknąć, więc musi udowodnić, że potrafi nauczyć się kochać...
Czy Margot będzie tą szczęściarą, która pomoże go zreformować?
Czy Coban będzie w stanie zaoferować coś więcej niż tylko seks?
To, co zaczyna się od zaprzeczenia, może bardzo dobrze przerodzić się w obsesję, która następnie może rozkwitnąć w prawdziwą miłość...
Temperamentna powieść romantyczna.
Zawłaszczona przez Miliardera
Jego głos był lodowaty, ostry jak stal.
„Chwila—musi być jakaś pomyłka.”
„Podpisz te cholernie papiery” — powiedział, cicho, z głosem tnącym jak brzytwa.
Przełknęłam ślinę z trudem.
Groźby mojego ojca dźwięczały mi w głowie jak echo w pustym korytarzu: Jeśli nie, już nigdy nie zobaczysz swojego syna.
I podpisałam.
Elizabeth Harper nigdy nie miała wyjść za niego. On był niebezpieczeństwem w garniturze skrojonym na miarę, bogactwem zawiniętym w milczenie, władzą ukrytą za lodowatymi, niebieskimi oczami.
Jedna pomyłka, jeden podpis złożony w nie tym pokoju, i teraz jest związana z Christianem Reedem, bezwzględnym miliarderem, znanym z tego, że rujnuje imperia... w tym własną linię krwi. Miała być niewidzialna, posłuszna i do wyrzucenia.
Gra Przeznaczenia
Kiedy Finlay ją odnajduje, żyje wśród ludzi. Jest zauroczony upartą wilczycą, która odmawia uznania jego istnienia. Może nie jest jego partnerką, ale chce, aby stała się częścią jego watahy, niezależnie od tego, czy jej wilczyca jest ukryta czy nie.
Amie nie potrafi oprzeć się Alfie, który wkracza w jej życie i wciąga ją z powrotem w życie watahy. Nie tylko staje się szczęśliwsza niż od dawna, ale jej wilczyca w końcu do niej przychodzi. Finlay nie jest jej partnerem, ale staje się jej najlepszym przyjacielem. Razem z innymi najwyższymi wilkami w watasze pracują nad stworzeniem najlepszej i najsilniejszej watahy.
Kiedy nadchodzi czas na gry watah, wydarzenie, które decyduje o rankingu watah na następne dziesięć lat, Amie musi zmierzyć się ze swoją starą watahą. Kiedy po raz pierwszy od dziesięciu lat widzi mężczyznę, który ją odrzucił, wszystko, co myślała, że wie, przewraca się do góry nogami. Amie i Finlay muszą dostosować się do nowej rzeczywistości i znaleźć drogę naprzód dla swojej watahy. Ale czy niespodziewane wydarzenia rozdzielą ich na zawsze?
Okrutny Raj - Romans mafijny
Wykręcenie tyłkiem numeru do własnego szefa…
I zostawienie mu sprośnej poczty głosowej, kiedy jesteś, yyy… „w trakcie” myślenia o nim.
Praca jako osobista asystentka Rusłana Orłowa to robota rodem z piekła.
Po długim dniu, podczas którego spełniam każdą zachciankę tego miliardera, potrzebuję jakiegoś ujścia dla stresu.
Więc kiedy tamtego wieczoru wracam do domu, robię dokładnie to.
Problem w tym, że moje myśli wciąż kręcą się wokół tego szef-dupka, który rujnuje mi życie.
I niech będzie—bo ze wszystkich licznych grzechów Rusłana, to że jest tak cholernie przystojny, może być najniebezpieczniejsze.
Dziś w nocy fantazje o nim są dokładnie tym, czego potrzebuję, żeby przekroczyć granicę.
Ale kiedy spuszczam wzrok na telefon, przygnieciony obok mnie,
jest.
Poczta głosowa: 7 minut i 32 sekundy…
Wysłana do Rusłana Orłowa.
Wpada we mnie panika i ciskam telefon przez pokój.
Tyle że nie da się cofnąć szkód wyrządzonych przez moje bardzo głośne „O”.
Więc co ja mogę zrobić?
Plan był prosty: unikać go i udawać, że to się nigdy nie wydarzyło.
Poza tym—kto tak zajęty w ogóle odsłuchuje pocztę głosową, co?
Tylko że kiedy on wpisuje mi w kalendarz spotkanie jeden na jeden ze mną na równe 7 minut i 32 sekundy,
jedno jest pewne:
On.
Słyszał.
Wszystko.












