
Zawłaszczona przez Miliardera
Khey Coco · W trakcie · 179.7k słów
Wstęp
Jego głos był lodowaty, ostry jak stal.
„Chwila—musi być jakaś pomyłka.”
„Podpisz te cholernie papiery” — powiedział, cicho, z głosem tnącym jak brzytwa.
Przełknęłam ślinę z trudem.
Groźby mojego ojca dźwięczały mi w głowie jak echo w pustym korytarzu: Jeśli nie, już nigdy nie zobaczysz swojego syna.
I podpisałam.
Elizabeth Harper nigdy nie miała wyjść za niego. On był niebezpieczeństwem w garniturze skrojonym na miarę, bogactwem zawiniętym w milczenie, władzą ukrytą za lodowatymi, niebieskimi oczami.
Jedna pomyłka, jeden podpis złożony w nie tym pokoju, i teraz jest związana z Christianem Reedem, bezwzględnym miliarderem, znanym z tego, że rujnuje imperia... w tym własną linię krwi. Miała być niewidzialna, posłuszna i do wyrzucenia.
Rozdział 1
Perspektywa Elizabeth
Nie powinnam była przychodzić.
Wiedziałam to w tej samej sekundzie, kiedy wysiedliśmy z samochodu prosto w lśniące szaleństwo corocznego balu maskowego w posiadłości Carltonów.
Od żyrandoli ociekających złotem po brzęk kieliszków szampana — wszystko w tym miejscu krzyczało bogactwem i pozycją. Dwiema rzeczami, na których mojemu ojcu zależało bardziej niż na własnej krwi.
Sukienka była na mnie za ciasna. Czerwony materiał oblepiał moje ciało w sposób, który mnie krępował, a rozcięcie było tak wysokie, że co chwilę odruchowo je podciągałam w dół, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Josephine, moja „kochająca” macocha, wybrała ją.
— Spróbuj nie wyglądać, jakby cię ktoś tu na siłę przywlókł — szepnęła Jessica obok mnie, gdy wchodziłyśmy do sali balowej. — I tak rzucasz się w oczy z tych najgorszych powodów.
Nie odpowiedziałam.
Jej złota suknia mieniła się pod światłami, jakby była stworzona do wystawienia w gablocie.
I w pewnym sensie była. Jessica od kołyski była szykowana do tego świata. Wiedziała, jak czarować, jak pozować, jak sprawić, by mężczyźni obejrzeli się za nią dwa razy. A ja… ja po prostu byłam. Zawsze w kadrze, nigdy w centrum.
Szłyśmy razem, ale miałam wrażenie, że dzieli nas nie ulica, tylko cała galaktyka.
Muzyka narastała — skrzypce, coś klasycznego i dramatycznego. Śmiech odbijał się echem od końca sali. Kelnerzy w czarnych smokingach krążyli z tacami szampana i kawioru. Wszyscy mieli maski, ale i tak łatwo było poznać, kto ma prawdziwą władzę, a kto tylko udaje.
— Czemu gapisz się tak, jakbyś trafiła do piekła? To tylko impreza — powiedziała, wplatając swoje ramię w moje, jakbyśmy były siostrami dzielącymi coś więcej niż krew. — Nie rób nam wstydu.
— Jasne — mruknęłam, kiwnęłam głową i wyślizgnęłam się.
Zatrzymałam się przy skraju tłumu, na tyle blisko, żeby wyglądać, jakbym uczestniczyła, i na tyle daleko, żeby nikt nie zawracał sobie mną głowy.
To była moja rola.
— Elizabeth — głos ojca przeciął powietrze jak nóż.
Odwróciłam się powoli. Ledwie na mnie spojrzał — tylko błysk irytacji za maską.
— Spróbuj nie zrobić nam dzisiaj wstydu — burknął.
— Przecież nawet nic nie powiedziałam — odparłam.
— Nie musisz. Sam fakt, że tu jesteś, to ryzyko.
Zacisnęłam zęby. — To po co mnie tu przywiozłeś?
Jego usta stężały. — Bo pozory się liczą. A teraz uśmiech. Ktoś ważny może patrzeć.
Posłałam mu uśmiech — ostry i sztuczny — i odeszłam, zanim zdążył dodać coś jeszcze.
Nie byłam tu dla niego. Ani dla jego rozpaczliwych prób utrzymania się na powierzchni w mieście, które pożerało takich facetów dla rozrywki.
Byłam tu, bo to był jedyny sposób, żeby zniknąć na widoku — kolejna zamaskowana sylwetka w morzu przesytu.
Ruszyłam w stronę baru wciśniętego z boku sali. Potrzebowałam czegoś mocnego, czegoś, co rozmaże tę noc na krawędziach.
Barman spojrzał na mnie spod oka.
— Co ci podać?
— Wódkę — powiedziałam. — Czystą. I nie żałuj, dobra?
Pierwszy łyk zapiekł jak ogień. Drugi sprawił, że ramiona odrobinę mi opadły, jakby ktoś poluzował we mnie niewidzialny węzeł.
Uniósłam wzrok znad kieliszka, zaciskając palce na szkle. Ludzie tańczyli i gadali, ktoś się śmiał. Nikt nie wyglądał, jakby nie pasował. Nikt się nie gapił.
A jednak to uczucie siedziało we mnie dalej.
Wypiłam do dna jednym ostrym haustem i wstałam, a pod obcasami podłoga lekko zafalowała. Może musiałam się ruszyć. Wtopić się w hałas. Zniknąć w nim.
Ruszyłam w stronę parkietu, przeciskając się przez tłum błyszczących sukienek i czarnych smokingów, ignorując to, że ludzie ledwo robili mi miejsce. Nie pasowałam tu. Nigdy nie pasowałam.
Muzyka dudniła, zmysłowy, lepki rytm owijał się wokół talii i ciągnął do ruchu.
Pary kołysały się, dłonie wędrowały zbyt nisko, ciała były zbyt blisko.
Weszłam w sam środek, pozwalając, by muzyka utopiła wszystko inne.
Zamknęłam oczy.
Poczułam czyjś wzrok na sobie.
Nie spodziewałam się, że przyciągnę jego uwagę.
Mężczyzna w cieniu.
Patrzył na mnie z drugiego końca sali, z drinkiem nietkniętym w dłoni. Było w nim coś… niepokojącego, jakby sama jego obecność psuła powietrze.
Miał na twarzy ciemną maskę, czarny garnitur.
Coś w nim było niebezpieczne, coś, przez co wszyscy inni stawali się tylko tłem, szumem bez znaczenia.
Powinnam była odwrócić wzrok. Jeśli się da…
uciec.
Ale nie zrobiłam tego.
Gdy ruszył w moją stronę, tłum rozsunął się, jakby go wyczuł, jakby wszyscy instynktownie wiedzieli, żeby zejść mu z drogi. A kiedy dotarł do mnie, poczułam, jak ociera się o mnie, jego ciepłe dłonie na mojej talii — i nawet nie drgnęłam.
Pozwoliłam im zostać.
Skóra mi mrowiła.
Nie powiedział ani słowa. Jakby nie musiał. Nawet przez maskę jego oczy przyszpiliły mnie jak sekret.
Jakby wiedział, że tu nie pasuję. Jakby wiedział, że sama nie wiem, kim jestem, kiedy mam na sobie tę sukienkę i czerwoną szminkę.
— Chodź — powiedział. Tylko jedno słowo. Jego głos był niski, chropowaty.
Serce mi przeskoczyło.
Powinnam była powiedzieć „nie”.
Ale poszłam za nim.
Wziął mnie za rękę i wyprowadził z parkietu.
Przez korytarz. Zatrzymaliśmy się przed drzwiami, a on wyciągnął z kieszeni kartę jak ktoś, kto ma cały świat na własność.
W środku było ciemno i cicho. Pachniało skórą i alkoholem. Stała tam kanapa i barek.
Zamknął za nami drzwi.
Klik.
Ten dźwięk odbił się głośniej niż muzyka na zewnątrz, jakby świat ucichł specjalnie dla nas.
Weszliśmy głębiej i bez słowa usiadł na brzegu łóżka, nie spuszczając ze mnie wzroku ani na moment. Jakby na mnie czekał. A rozkaz w jego oczach sprawił, że wszystko we mnie się spięło, twardo i nieodwołalnie.
— Podejdź — powiedział, głosem niskim, gęstym od kontroli.
Moje nogi ruszyły, zanim mój mózg w ogóle zdążył nadążyć. Zrobiłam krok w jego stronę, powoli i niepewnie, a serce waliło mi tak głośno, że przysięgłabym, iż on też to słyszy.
Kiedy jego dłonie znalazły moją talię — mocne i pewne — coś we mnie zadrżało. Wciągnął mnie między swoje nogi, przytrzymując tak, jakby robił to już nie raz. Jakby wiedział, czego potrzebuję, zanim ja sama zdążyłam to zrozumieć.
Przez chwilę po prostu na mnie patrzył. Nie na moje ciało. Na mnie.
I po raz pierwszy od bardzo dawna poczułam, że naprawdę mnie widzi — nie jako niewidzialną córkę Harpera, nie jako cień Jessiki, tylko jako kobietę.
Kobietę, której pragnie.
I Boże! Ja też go pragnęłam.
Ale nie powinnam.
To nie byłam ja. To nie było coś, co robiłam.
Przyszłam tu, żeby zniknąć, żeby odpuścić, nie po to, żeby jakiś obcy facet rozplątywał mnie w jakiejś mrocznej sypialni.
Zawahałam się. Odebrało mi oddech.
Powinnam była się cofnąć.
Powinnam była powiedzieć „nie”.
Ale zamiast tego stałam tam, skamieniała w jego uścisku, z sercem tłukącym się jak oszalałe, rozdarta między strachem a czymś o wiele bardziej niebezpiecznym. Pożądaniem.
Jego oczy ani na moment nie oderwały się od moich.
Nie naciskał, nie błagał — po prostu czekał.
Jakby wiedział, że walczę z czymś, z czym już dawno przegrałam.
A potem mnie pocałował.
Mocno.
W tym pocałunku nie było nic delikatnego. Jego usta przycisnęły się do moich brutalnie, szorstko i zachłannie, jakby umierał z głodu.
Jego dłonie wsunęły się na moje plecy, przytrzymując mnie na miejscu, a jego język wtargnął do moich ust — kosztował, brał, zawłaszczał.
Gdy w końcu się odsunął, oddychałam szybko, jak na haju, z zawrotem głowy.
Potem, bez słowa, zsunął ramiączka z moich ramion i pociągnął sukienkę w dół, do talii.
Ściągnął miseczki stanika, odsłaniając moje piersi. A potem po prostu się wpatrywał, jakby chciał zapamiętać każdy centymetr mnie.
Pochylił się i ujął sutek w usta, a za moimi powiekami eksplodowało białe światło. Jedna jego dłoń wsunęła się w moje włosy, druga ścisnęła pełnię piersi, podczas gdy lizał i ssał drugą.
Zamienił się, żeby każdej poświęcić tyle samo uwagi.
Klepnął bok jednej, żeby zobaczyć, jak zadrży. Z gardłowym, chropawym dźwiękiem przygryzł ją, jakby był zły, jakby próbował odcisnąć się na mojej skórze na zawsze.
Przewróciłam oczami, a puls łomotał mi między udami. Jeśli by nie przestał, pomyślałam, że mogłabym dojść już tak, od tego.
Bawił się moimi piersiami, aż byłam tak daleko, że zrobiłabym wszystko, żeby poczuć go we mnie — wszystko.
Jakiś głos we mnie krzyczał, żebym przestała.
Ale głośniejszy, ten głęboko w klatce piersiowej, błagał, żebym nie przestawała.
Bo po raz pierwszy nikt mnie nie oceniał. Ani nie porównywał. Ani nie wykorzystywał.
Byłam po prostu... pożądana.
Zdesperowana sięgnęłam w dół i po omacku szarpnęłam za sprzączkę jego paska, uwalniając go. Był gorący i ciężki w mojej dłoni, i tak twardy, że nie potrafiłam się powstrzymać, żeby raz nie poruszyć pięścią wzdłuż niego.
Nie wiedziałam, że w prawdziwym życiu fiut może być aż taki ogromny — myślałam, że takie rzeczy istnieją tylko w tych sprośnych książkach, które czytam po nocach w necie.
Syknął przy mojej szyi. Zacisnął dłonie na moich biodrach i docisnął mnie w dół, aż byłam już do połowy na nim.
Jęknął.
Wciągnęłam gwałtownie powietrze.
Jest taki wielki. Boli jak cholera.
— O kurwa… — zamruczał. — Jesteś taka ciasna i miękka, idealna dla mnie, mała.
Nie miał pojęcia, że to mój pierwszy raz.
Poruszał się we mnie powoli, jakby naprawdę próbował mnie nie skrzywdzić.
Pocałowałam go w szyję, a on zaczął we mnie napierać bez litości od dołu. Szybko. Mocno. Głęboko. Miałam wrażenie, że zaraz pęknę na pół, a jednak nie mogłam bardziej kochać tego uczucia. Byłam wypełniona do granic. Czując, jak już wspinam się coraz wyżej, dotknęłam łechtaczki, chcąc przyspieszyć. Musiałam. Zataczałam na sobie kółka palcami, wyginając się dziko na nim, jęcząc i chłonąc te dźwięki, które wydawaliśmy razem.
— Taka grzeczna, pieprzona dziewczynka… — wgryzł się w moje ramię i to wystarczyło, żebym przeleciała przez krawędź, aż zobaczyłam gwiazdy pod powiekami. Krzyknęłam, a on pchał we mnie jeszcze mocniej i szybciej, jak facet, który od lat nie pamiętał, co to delikatność.
— KURWA! — warknął i spuścił się we mnie.
W pokoju zapadła cisza.
Muzyka zza ścian była już tylko przytłumionym dudnieniem, jak wspomnienie, które na siłę próbuje wrócić. Skóra kleiła mi się od potu. Uda bolały. A serce? Nie byłam pewna, czy wciąż bije tak samo.
Leżał odchylony na łóżku, z jedną ręką rzuconą za głowę, jakby mu się nawet nie chciało. Jakbym była już nic niewarta. Jakbym była do zapomnienia.
Może byłam.
Zsunęłam się z łóżka, dół sukienki przekręcony na biodrach, szpilki dawno diabli wzięli. Nogi drżały, kiedy schyliłam się, żeby pozbierać swoje rzeczy: stanik, torebkę, godność. Nie spojrzałam na niego. Nie potrafiłam.
Nie mogłam uwierzyć, że właśnie straciłam dziewictwo z obcym facetem.
Dłoń miałam już na klamce, kiedy usłyszałam jego głos — niski, leniwy, nie do odczytania.
— Nawet nie chcesz imienia? Ani twarzy?
Zastygłam.
Chciałam wielu rzeczy. Imię nie naprawiłoby żadnej z nich.
— Nie — wyszeptałam. — Chcę tylko zapomnieć.
A potem wyszłam z pokoju i wpadłam na Jessicę.
— O. Mój. Boże! — zapiszczała.
— Co? — spróbowałam udawać niewiniątko.
— Poszłam za tobą. Wiem, co zrobiłaś. Nie sądziłam, że taka świętoszka jak ty będzie się puszczać z przypadkowymi facetami.
— To był mój pierwszy raz.
— Jasne. Jeszcze w to uwierzę — zakpiła, przewracając oczami.
— Proszę, nie mów tacie.
— Och, ja i tak planowałam cię „ustawić”. Dałam parę złotych, żeby dorzucili ci coś do drinka. Nie powiem, jeśli ty też nie powiesz.
Wszystko nagle miało sens. Wypiłam tylko jedną szklankę, a i tak czułam się podpite, dziwnie rozgrzana, jakby za lekka.
Nie wiedziałam, czy mam kipieć ze złości, czy być wdzięczna, że nie sprzeda mnie tacie.
— Dzięki — wydusiłam z siebie, odchodząc, żeby nie patrzeć na ten jej zadowolony uśmieszek.
Ostatnie Rozdziały
#157 Rozdział 157
Ostatnia Aktualizacja: 6/29/2026#156 Rozdział 156
Ostatnia Aktualizacja: 6/29/2026#155 Rozdział 155
Ostatnia Aktualizacja: 6/29/2026#154 Rozdział 154
Ostatnia Aktualizacja: 6/29/2026#153 Rozdział 153
Ostatnia Aktualizacja: 6/29/2026#152 Rozdział 152
Ostatnia Aktualizacja: 6/29/2026#151 Rozdział 151
Ostatnia Aktualizacja: 6/29/2026#150 Rozdział 150
Ostatnia Aktualizacja: 6/29/2026#149 Rozdział 149
Ostatnia Aktualizacja: 6/29/2026#148 Rozdział 148
Ostatnia Aktualizacja: 6/29/2026
Może Ci się spodobać 😍
Zacznij Od Nowa
© 2020-2021 Val Sims. Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej powieści nie może być reprodukowana, dystrybuowana ani transmitowana w jakiejkolwiek formie ani za pomocą jakichkolwiek środków, w tym fotokopii, nagrywania lub innych metod elektronicznych czy mechanicznych, bez uprzedniej pisemnej zgody autora i wydawców.
W łóżku z jej dupkowatym szefem
Jedna noc. Tylko tyle miało być.
Ale w zimnym świetle dnia odejście nie jest takie łatwe. Roman nie jest człowiekiem, który odpuszcza - szczególnie nie wtedy, gdy zdecydował, że chce więcej. Nie chce Blair tylko na jedną noc. Chce ją, kropka.
I nie ma zamiaru jej puścić.
Zabójcza narzeczona króla mafii
– Muszę cię posmakować – warknął, wsuwając palce pod koronkę, głaszcząc mnie, aż zaczęłam się trząść.
Zapiszczałam cicho, bardziej prosząc niż mówiąc:
– Dręcz mnie… spraw, żebym ciekła dla ciebie.
Klęknął, jego język szarpał mnie łapczywie, bez wstydu, aż słonko-słodki smak zalał mi zmysły i odciął resztki rozsądku.
– Błagaj głośniej – zażądał. Podniósł się i wszedł we mnie głęboko, od razu, bez ostrzeżenia. Nasze śliskie ciała uderzały o siebie raz za razem, aż wybuch rozkoszy wyrwał z mojego gardła dzikie krzyki.
💗💗💗💗💗💗
Scarlett Romano była kiedyś zabójczynią numer dwa na świecie, zanim rzuciła to wszystko, żeby spróbować normalnego życia. Wróciła do swojej mafijnej rodziny – tylko po to, by zostać tam zrobioną na szaro: poniżana, wyszydzana, traktowana jak obca, podczas gdy jej adoptowana siostra Zelda błyszczy jak złote dziecko rodu.
Potem Scarlett odkrywa, że jest w ciąży z Damonem Wolfe’em. Jej rodzina stawia sprawę jasno: albo usunie ciążę, albo znika. Zamiast się ugiąć, Scarlett wysuwa śmiały pomysł – proponuje Damonowi małżeństwo kontraktowe. Jemu, bezlitosnemu królowi mafii, który w sekrecie jest Roninem, zabójcą numer jeden na świecie.
On się zgadza.
Teraz dwoje najgroźniejszych morderców na świecie kłóci się o zmywanie naczyń, przypadkiem zakochuje się w sobie – i po kolei serwuje jej rodzinie zasłużoną karmę, każdą satysfakcjonującą akcją rozliczając dawne krzywdy.
Ostatnia Szansa Chorej Luny
Wszystko zmieniło się w dniu, kiedy dowiedziałam się, że moja wilczyca zapadła w stan uśpienia. Lekarz ostrzegł mnie, że jeśli nie oznaczę lub nie odrzucę Alexandra w ciągu roku, umrę. Jednak ani mój mąż, ani mój ojciec nie przejmowali się na tyle, aby mi pomóc.
W mojej rozpaczy podjęłam decyzję, aby przestać być uległą dziewczyną, jakiej ode mnie oczekiwali.
Wkrótce wszyscy nazywali mnie szaloną, ale właśnie tego chciałam — odrzucenia i rozwodu.
Nie spodziewałam się jednak, że mój kiedyś arogancki mąż pewnego dnia będzie błagał mnie, żebym nie odchodziła...
Ostatnia Trisolarian
Dwaj potężni bracia Alfa twierdzą, że są jej przeznaczonymi partnerami i chcą się z nią połączyć. Zostaje wciągnięta w świat pełen niebezpiecznych przepowiedni i wojen, i całkowicie się załamuje...
Nietykalna (Kolekcja Serii Awatar Księżyca)
Jego duża ręka gwałtownie chwyciła mnie za gardło, unosząc mnie z ziemi bez wysiłku. Jego palce drżały przy każdym uścisku, zaciskając drogi oddechowe niezbędne do mojego życia.
Zakaszlałam; dusiłam się, gdy jego gniew przenikał przez moje pory i spalał mnie od środka. Ilość nienawiści, jaką Neron do mnie żywi, jest ogromna, i wiedziałam, że nie wyjdę z tego żywa.
„Jakbym miał uwierzyć morderczyni!” Głos Nerona był przenikliwy w moich uszach.
„Ja, Neron Malachi Prince, Alfa stada Księżycowego Cyrkonu, odrzucam cię, Halimo Zira Lane, jako moją partnerkę i Lunę.” Rzucił mnie na ziemię jak śmiecia, zostawiając mnie, bym łapała powietrze. Następnie podniósł coś z ziemi, przewrócił mnie i przeciął.
Przeciął przez mój Znak Stada. Nożem.
„I tym samym skazuję cię na śmierć.”
Odrzucona w swoim własnym stadzie, młoda wilkołaczyca zostaje uciszona przez miażdżący ciężar i wolę wilków, którzy chcą, by cierpiała. Po tym, jak Halima zostaje fałszywie oskarżona o morderstwo w stadzie Księżycowego Cyrkonu, jej życie rozpada się w popiół niewolnictwa, okrucieństwa i przemocy. Dopiero po odnalezieniu prawdziwej siły wilka może mieć nadzieję na ucieczkę od koszmarów przeszłości i ruszenie naprzód...
Po latach walki i leczenia, Halima, ocalała, ponownie staje w konflikcie z dawnym stadem, które kiedyś skazało ją na śmierć. Poszukuje się sojuszu między jej dawnymi oprawcami a rodziną, którą znalazła w stadzie Księżycowego Granatu. Dla kobiety, która teraz jest znana jako Kiya, idea wzrastającego pokoju tam, gdzie leży trucizna, jest mało obiecująca. Gdy narastający hałas urazy zaczyna ją przytłaczać, Kiya staje przed jednym wyborem. Aby jej ropiejące rany naprawdę się zagoiły, musi stawić czoła swojej przeszłości, zanim ta pochłonie Kiyę tak, jak pochłonęła Halimę. W rosnących cieniach ścieżka do przebaczenia zdaje się pojawiać i znikać. W końcu nie można zaprzeczyć mocy pełni księżyca - a dla Kiyi może się okazać, że wezwanie ciemności będzie równie nieustępliwe...
Ta książka jest przeznaczona dla dorosłych czytelników, ponieważ porusza wrażliwe tematy, w tym: myśli lub działania samobójcze, przemoc i traumy, które mogą wywołać silne reakcje. Prosimy o rozwagę.
————Nietykalna Księga 1 z serii Awatar Księżyca
UWAGA: To jest zbiór serii Awatar Księżyca autorstwa Marii Solarii. Zawiera Nietykalną i Niezrównoważoną, a w przyszłości będzie zawierać resztę serii. Oddzielne książki z serii są dostępne na stronie autorki. :)
Pięciu Braci, Jedna Panna Młoda
Kiedy Lily przekracza progi ociekającej luksusem rezydencji Sterlingów, by dopełnić ostatniej woli zmarłego ojca, na powitanie wychodzi jej pięciu przystojnych braci. Towarzyszy im chłodna i do szpiku kości wyrachowana matka, która z miejsca postanawia odprawić niechcianego gościa z kwitkiem.
Zgodnie z paktem zawartym przed laty między ich rodami, Lily musi wybrać jednego z braci na męża. Ta perspektywa budzi w mężczyznach jawną niechęć i wyrazistą pogardę.
Lily ma jednak w zanadrzu tajemnice, które bez wątpienia zwaliłyby z nóg całą familię Sterlingów. Pod maską skromnej, cichej myszki kryje się prawdziwy rekin biznesu – genialny umysł, który od absolutnego zera zbudował wielomiliardowe imperium. Jakby tego było mało, jest też cieszącą się międzynarodowym uznaniem piosenkarką, występującą pod pseudonimem Słowik. A także geniuszem technologicznym, znanym w sieci jako Anny, który potrafi pokonać każdego jego własną bronią.
Próbując odnaleźć się w gąszczu skomplikowanych, domowych intryg rodu Sterlingów, Lily ku swojemu zaskoczeniu czuje, że najbardziej ciągnie ją do brata o sercu z lodu – Williama. Ten bezwzględny prezes traktuje ją jednak z ogromną, lodowatą nieufnością.
Na domiar złego, matka Williama upatrzyła już dla niego idealną partię: Fionę z rodziny Fosterów, jego przyjaciółkę z dzieciństwa i młodzieńczą miłość.
Sęk w tym, że słowo „kapitulacja” w słowniku Lily po prostu nie istnieje.
Projekt Więzień
Czy miłość może oswoić nietykalnych? Czy tylko podsyci ogień i wywoła chaos wśród więźniów?
Świeżo po ukończeniu liceum i dusząca się w swojej beznadziejnej rodzinnym mieście, Margot pragnie ucieczki. Jej lekkomyślna przyjaciółka, Cara, myśli, że znalazła idealny sposób, aby obie mogły się stamtąd wyrwać - Projekt Więzień - kontrowersyjny program oferujący ogromną sumę pieniędzy w zamian za czas spędzony z więźniami o najwyższym stopniu bezpieczeństwa.
Bez wahania, Cara spieszy, aby je zapisać.
Ich nagroda? Bilet w jedną stronę do głębi więzienia rządzonego przez przywódców gangów, bossów mafii i mężczyzn, których strażnicy nie odważyliby się nawet przekroczyć...
W samym centrum tego wszystkiego, spotyka Cobana Santorellego - człowieka zimniejszego niż lód, ciemniejszego niż północ i śmiertelnie niebezpiecznego jak ogień, który podsyca jego wewnętrzną wściekłość. Wie, że projekt może być jego jedyną szansą na wolność - jego jedyną szansą na zemstę na tym, który zdołał go zamknąć, więc musi udowodnić, że potrafi nauczyć się kochać...
Czy Margot będzie tą szczęściarą, która pomoże go zreformować?
Czy Coban będzie w stanie zaoferować coś więcej niż tylko seks?
To, co zaczyna się od zaprzeczenia, może bardzo dobrze przerodzić się w obsesję, która następnie może rozkwitnąć w prawdziwą miłość...
Temperamentna powieść romantyczna.
Moja Siostra Ukradła Mojego Partnera, A Ja Jej Pozwoliłam
Urodzona bez wilka, Seraphina jest hańbą swojej watahy—aż do pewnej pijanej nocy, która pozostawia ją w ciąży i w małżeństwie z Kieranem, bezwzględnym Alfą, który nigdy jej nie chciał.
Ale ich dziesięcioletnie małżeństwo nie było bajką.
Przez dziesięć lat znosiła upokorzenia: żadnego tytułu Luny, żadnego znaku parowania. Tylko zimne prześcieradła i jeszcze zimniejsze spojrzenia.
Kiedy jej idealna siostra wróciła, Kieran złożył wniosek o rozwód tej samej nocy. A jej rodzina była szczęśliwa widząc jej małżeństwo rozbite.
Seraphina nie walczyła, tylko odeszła w milczeniu. Jednak gdy pojawiło się niebezpieczeństwo, szokujące prawdy wyszły na jaw:
☽ Tamta noc nie była przypadkiem
☽ Jej "defekt" jest w rzeczywistości rzadkim darem
☽ I teraz każdy Alfa—including jej były mąż—będzie walczył, aby ją zdobyć
Szkoda, że ona skończyła z byciem posiadana.
Ryk Kieran wstrząsnął moimi kośćmi, gdy przycisnął mnie do ściany. Jego gorąco przebiło się przez warstwy materiału.
"Seraphina, myślisz, że odejście jest takie łatwe?" Jego zęby musnęły nieoznakowaną skórę mojego gardła. "Ty. Jesteś. Moja."
Gorąca dłoń przesunęła się po moim udzie. "Nikt inny cię nigdy nie dotknie."
"Miałeś dziesięć lat, żeby mnie zdobyć, Alfo." Odsłoniłam zęby w uśmiechu. "Zabawne, że pamiętasz, że jestem twoja... kiedy odchodzę."
Pieśń serca
Wyglądałam silnie, a mój wilk był absolutnie przepiękny.
Spojrzałam w stronę, gdzie siedziała moja siostra, a ona i reszta jej paczki mieli na twarzach wyraz zazdrosnej furii. Następnie spojrzałam w górę, gdzie byli moi rodzice, którzy patrzyli na moje zdjęcie z takim gniewem, że gdyby spojrzenia mogły podpalać, wszystko by się spaliło.
Uśmiechnęłam się do nich złośliwie, a potem odwróciłam się, by stanąć twarzą w twarz z moim przeciwnikiem, wszystko inne przestało istnieć poza tym, co było tutaj na tej platformie. Zdjęłam spódnicę i kardigan. Stojąc tylko w topie i rybaczkach, przyjęłam pozycję bojową i czekałam na sygnał do rozpoczęcia -- Do walki, do udowodnienia, i do tego, by już się nie ukrywać.
To będzie zabawa. Pomyślałam, z uśmiechem na twarzy.
Ta książka „Heartsong” zawiera dwie książki „Wilczy Śpiew Serca” i „Czarodziejski Śpiew Serca”
Tylko dla dorosłych: Zawiera dojrzały język, seks, przemoc i nadużycia
Jak nie zakochać się w smoku
Dlatego właśnie byłam co najmniej skołowana, kiedy przyszedł list z moim imieniem już wydrukowanym na planie zajęć, przydzielonym akademikiem i dobranymi przedmiotami, jakby ktoś znał mnie lepiej, niż ja sama siebie. O Akademii słyszeli wszyscy – to tam wiedźmy ostrzą swoje zaklęcia, zmiennokształtni opanowują swoje postaci, a każdy możliwy magiczny stwór uczy się panować nad swoim darem.
Wszyscy oprócz mnie.
Ja nawet nie wiem, czym właściwie jestem. Zero zmiany postaci, zero sztuczek, żadnej magii w stylu “patrzcie na mnie”. Po prostu dziewczyna otoczona ludźmi, którzy potrafią latać, przywoływać ogień albo leczyć jednym dotykiem. Więc siedzę na zajęciach, udaję, że tu pasuję, i wytężam słuch, szukając choćby najdrobniejszej wskazówki, która powie mi, co tak naprawdę płynie w mojej krwi.
Jedyną osobą, która jest chyba jeszcze bardziej ciekawa niż ja, jest Blake Nyvas – wysoki, o złotych oczach i jak najbardziej Smok. Ludzie szepczą, że jest niebezpieczny, powtarzają, żebym trzymała się od niego z daleka. Ale Blake wydaje się zdeterminowany, żeby rozwiązać zagadkę mnie, a ja… jakoś ufam właśnie jemu bardziej niż komukolwiek innemu.
Może to głupota. Może igranie z ogniem.
Ale kiedy wszyscy inni patrzą na mnie, jakbym była tu nie na swoim miejscu, Blake patrzy na mnie tak, jakby była zagadką, którą naprawdę warto rozwiązać.
CEO Nad Moim Biurkiem
„Wiem, że tak.”
„A co, jeśli nie chce takiej ochrony?”
„Będzie chciała” — odpowiadam, a mój głos nieznacznie cichnie. „Bo potrzebuje faceta, który potrafi dać jej cały świat.”
„A jeśli świat stanie w ogniu?”
Moja dłoń odruchowo zaciska się mocniej na talii Violet.
„To zbuduję jej nowy” — mówię. „Nawet jeśli będę musiał sam spalić ten stary do gołej ziemi.”
Nie pracuję dla Rowana Ashcrofta.
Pracuję pod nim.
Z mojego biurka decyduję, kto dostaje przepustkę do najbardziej bezwzględnego prezesa w mieście, a kto nawet nie przechodzi przez recepcję i odbija się od ochrony jak od ściany. Ogarniając wszystko, trzymam w ryzach jego kalendarz, jego milczenie i jego wrogów. Pilnuję, żeby jego świat chodził jak w zegarku, podczas gdy mój po cichu się sypie: zaległe rachunki piętrzą się na kuchennym blacie, matka jest zamknięta na odwyku, a brat zniknął bez słowa, nawet bez głupiego „trzymaj się”.
Rowan Ashcroft to władza opakowana w idealnie skrojony garnitur.
Zimny. Nietykalny. Bez litości.
On nie flirtuje. On się nie uśmiecha. On nie widzi ludzi — tylko ich przydatność.
I przez długi czas ja też byłam po prostu przydatna.
Aż zaczął się przyglądać.
Na początku ta zmiana w jego uwadze jest ledwie zauważalna. Pauza o sekundę za długa. Spojrzenie, które zostaje. Polecenia, które zamiast odsuwać mnie na bok, ściągają coraz bliżej. Mężczyzna stojący nad moim biurkiem zaczyna kontrolować coś więcej niż mój grafik — i dociera do mnie za późno, że bycie zauważoną przez Rowana Ashcrofta jest o wiele bardziej niebezpieczne niż bycie ignorowaną.
Bo tacy faceci nie łakną czułości.
Oni łakną posiadania.
To miała być praca.
Nie sprawdzian moich granic.
Nie powolne, metodyczne osuwanie się w jego władzę.
Ale jeśli Rowan Ashcroft uzna, że moje miejsce jest pod jego biurkiem, to trudno.
Przetrwanie ma swoją cenę, a rachunki mają to gdzieś, jak je opłacę.












