
Zawłaszczona przez Miliardera
Khey Coco · W trakcie · 179.7k słów
Wstęp
Jego głos był lodowaty, ostry jak stal.
„Chwila—musi być jakaś pomyłka.”
„Podpisz te cholernie papiery” — powiedział, cicho, z głosem tnącym jak brzytwa.
Przełknęłam ślinę z trudem.
Groźby mojego ojca dźwięczały mi w głowie jak echo w pustym korytarzu: Jeśli nie, już nigdy nie zobaczysz swojego syna.
I podpisałam.
Elizabeth Harper nigdy nie miała wyjść za niego. On był niebezpieczeństwem w garniturze skrojonym na miarę, bogactwem zawiniętym w milczenie, władzą ukrytą za lodowatymi, niebieskimi oczami.
Jedna pomyłka, jeden podpis złożony w nie tym pokoju, i teraz jest związana z Christianem Reedem, bezwzględnym miliarderem, znanym z tego, że rujnuje imperia... w tym własną linię krwi. Miała być niewidzialna, posłuszna i do wyrzucenia.
Rozdział 1
Perspektywa Elizabeth
Nie powinnam była przychodzić.
Wiedziałam to w tej samej sekundzie, kiedy wysiedliśmy z samochodu prosto w lśniące szaleństwo corocznego balu maskowego w posiadłości Carltonów.
Od żyrandoli ociekających złotem po brzęk kieliszków szampana — wszystko w tym miejscu krzyczało bogactwem i pozycją. Dwiema rzeczami, na których mojemu ojcu zależało bardziej niż na własnej krwi.
Sukienka była na mnie za ciasna. Czerwony materiał oblepiał moje ciało w sposób, który mnie krępował, a rozcięcie było tak wysokie, że co chwilę odruchowo je podciągałam w dół, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Josephine, moja „kochająca” macocha, wybrała ją.
— Spróbuj nie wyglądać, jakby cię ktoś tu na siłę przywlókł — szepnęła Jessica obok mnie, gdy wchodziłyśmy do sali balowej. — I tak rzucasz się w oczy z tych najgorszych powodów.
Nie odpowiedziałam.
Jej złota suknia mieniła się pod światłami, jakby była stworzona do wystawienia w gablocie.
I w pewnym sensie była. Jessica od kołyski była szykowana do tego świata. Wiedziała, jak czarować, jak pozować, jak sprawić, by mężczyźni obejrzeli się za nią dwa razy. A ja… ja po prostu byłam. Zawsze w kadrze, nigdy w centrum.
Szłyśmy razem, ale miałam wrażenie, że dzieli nas nie ulica, tylko cała galaktyka.
Muzyka narastała — skrzypce, coś klasycznego i dramatycznego. Śmiech odbijał się echem od końca sali. Kelnerzy w czarnych smokingach krążyli z tacami szampana i kawioru. Wszyscy mieli maski, ale i tak łatwo było poznać, kto ma prawdziwą władzę, a kto tylko udaje.
— Czemu gapisz się tak, jakbyś trafiła do piekła? To tylko impreza — powiedziała, wplatając swoje ramię w moje, jakbyśmy były siostrami dzielącymi coś więcej niż krew. — Nie rób nam wstydu.
— Jasne — mruknęłam, kiwnęłam głową i wyślizgnęłam się.
Zatrzymałam się przy skraju tłumu, na tyle blisko, żeby wyglądać, jakbym uczestniczyła, i na tyle daleko, żeby nikt nie zawracał sobie mną głowy.
To była moja rola.
— Elizabeth — głos ojca przeciął powietrze jak nóż.
Odwróciłam się powoli. Ledwie na mnie spojrzał — tylko błysk irytacji za maską.
— Spróbuj nie zrobić nam dzisiaj wstydu — burknął.
— Przecież nawet nic nie powiedziałam — odparłam.
— Nie musisz. Sam fakt, że tu jesteś, to ryzyko.
Zacisnęłam zęby. — To po co mnie tu przywiozłeś?
Jego usta stężały. — Bo pozory się liczą. A teraz uśmiech. Ktoś ważny może patrzeć.
Posłałam mu uśmiech — ostry i sztuczny — i odeszłam, zanim zdążył dodać coś jeszcze.
Nie byłam tu dla niego. Ani dla jego rozpaczliwych prób utrzymania się na powierzchni w mieście, które pożerało takich facetów dla rozrywki.
Byłam tu, bo to był jedyny sposób, żeby zniknąć na widoku — kolejna zamaskowana sylwetka w morzu przesytu.
Ruszyłam w stronę baru wciśniętego z boku sali. Potrzebowałam czegoś mocnego, czegoś, co rozmaże tę noc na krawędziach.
Barman spojrzał na mnie spod oka.
— Co ci podać?
— Wódkę — powiedziałam. — Czystą. I nie żałuj, dobra?
Pierwszy łyk zapiekł jak ogień. Drugi sprawił, że ramiona odrobinę mi opadły, jakby ktoś poluzował we mnie niewidzialny węzeł.
Uniósłam wzrok znad kieliszka, zaciskając palce na szkle. Ludzie tańczyli i gadali, ktoś się śmiał. Nikt nie wyglądał, jakby nie pasował. Nikt się nie gapił.
A jednak to uczucie siedziało we mnie dalej.
Wypiłam do dna jednym ostrym haustem i wstałam, a pod obcasami podłoga lekko zafalowała. Może musiałam się ruszyć. Wtopić się w hałas. Zniknąć w nim.
Ruszyłam w stronę parkietu, przeciskając się przez tłum błyszczących sukienek i czarnych smokingów, ignorując to, że ludzie ledwo robili mi miejsce. Nie pasowałam tu. Nigdy nie pasowałam.
Muzyka dudniła, zmysłowy, lepki rytm owijał się wokół talii i ciągnął do ruchu.
Pary kołysały się, dłonie wędrowały zbyt nisko, ciała były zbyt blisko.
Weszłam w sam środek, pozwalając, by muzyka utopiła wszystko inne.
Zamknęłam oczy.
Poczułam czyjś wzrok na sobie.
Nie spodziewałam się, że przyciągnę jego uwagę.
Mężczyzna w cieniu.
Patrzył na mnie z drugiego końca sali, z drinkiem nietkniętym w dłoni. Było w nim coś… niepokojącego, jakby sama jego obecność psuła powietrze.
Miał na twarzy ciemną maskę, czarny garnitur.
Coś w nim było niebezpieczne, coś, przez co wszyscy inni stawali się tylko tłem, szumem bez znaczenia.
Powinnam była odwrócić wzrok. Jeśli się da…
uciec.
Ale nie zrobiłam tego.
Gdy ruszył w moją stronę, tłum rozsunął się, jakby go wyczuł, jakby wszyscy instynktownie wiedzieli, żeby zejść mu z drogi. A kiedy dotarł do mnie, poczułam, jak ociera się o mnie, jego ciepłe dłonie na mojej talii — i nawet nie drgnęłam.
Pozwoliłam im zostać.
Skóra mi mrowiła.
Nie powiedział ani słowa. Jakby nie musiał. Nawet przez maskę jego oczy przyszpiliły mnie jak sekret.
Jakby wiedział, że tu nie pasuję. Jakby wiedział, że sama nie wiem, kim jestem, kiedy mam na sobie tę sukienkę i czerwoną szminkę.
— Chodź — powiedział. Tylko jedno słowo. Jego głos był niski, chropowaty.
Serce mi przeskoczyło.
Powinnam była powiedzieć „nie”.
Ale poszłam za nim.
Wziął mnie za rękę i wyprowadził z parkietu.
Przez korytarz. Zatrzymaliśmy się przed drzwiami, a on wyciągnął z kieszeni kartę jak ktoś, kto ma cały świat na własność.
W środku było ciemno i cicho. Pachniało skórą i alkoholem. Stała tam kanapa i barek.
Zamknął za nami drzwi.
Klik.
Ten dźwięk odbił się głośniej niż muzyka na zewnątrz, jakby świat ucichł specjalnie dla nas.
Weszliśmy głębiej i bez słowa usiadł na brzegu łóżka, nie spuszczając ze mnie wzroku ani na moment. Jakby na mnie czekał. A rozkaz w jego oczach sprawił, że wszystko we mnie się spięło, twardo i nieodwołalnie.
— Podejdź — powiedział, głosem niskim, gęstym od kontroli.
Moje nogi ruszyły, zanim mój mózg w ogóle zdążył nadążyć. Zrobiłam krok w jego stronę, powoli i niepewnie, a serce waliło mi tak głośno, że przysięgłabym, iż on też to słyszy.
Kiedy jego dłonie znalazły moją talię — mocne i pewne — coś we mnie zadrżało. Wciągnął mnie między swoje nogi, przytrzymując tak, jakby robił to już nie raz. Jakby wiedział, czego potrzebuję, zanim ja sama zdążyłam to zrozumieć.
Przez chwilę po prostu na mnie patrzył. Nie na moje ciało. Na mnie.
I po raz pierwszy od bardzo dawna poczułam, że naprawdę mnie widzi — nie jako niewidzialną córkę Harpera, nie jako cień Jessiki, tylko jako kobietę.
Kobietę, której pragnie.
I Boże! Ja też go pragnęłam.
Ale nie powinnam.
To nie byłam ja. To nie było coś, co robiłam.
Przyszłam tu, żeby zniknąć, żeby odpuścić, nie po to, żeby jakiś obcy facet rozplątywał mnie w jakiejś mrocznej sypialni.
Zawahałam się. Odebrało mi oddech.
Powinnam była się cofnąć.
Powinnam była powiedzieć „nie”.
Ale zamiast tego stałam tam, skamieniała w jego uścisku, z sercem tłukącym się jak oszalałe, rozdarta między strachem a czymś o wiele bardziej niebezpiecznym. Pożądaniem.
Jego oczy ani na moment nie oderwały się od moich.
Nie naciskał, nie błagał — po prostu czekał.
Jakby wiedział, że walczę z czymś, z czym już dawno przegrałam.
A potem mnie pocałował.
Mocno.
W tym pocałunku nie było nic delikatnego. Jego usta przycisnęły się do moich brutalnie, szorstko i zachłannie, jakby umierał z głodu.
Jego dłonie wsunęły się na moje plecy, przytrzymując mnie na miejscu, a jego język wtargnął do moich ust — kosztował, brał, zawłaszczał.
Gdy w końcu się odsunął, oddychałam szybko, jak na haju, z zawrotem głowy.
Potem, bez słowa, zsunął ramiączka z moich ramion i pociągnął sukienkę w dół, do talii.
Ściągnął miseczki stanika, odsłaniając moje piersi. A potem po prostu się wpatrywał, jakby chciał zapamiętać każdy centymetr mnie.
Pochylił się i ujął sutek w usta, a za moimi powiekami eksplodowało białe światło. Jedna jego dłoń wsunęła się w moje włosy, druga ścisnęła pełnię piersi, podczas gdy lizał i ssał drugą.
Zamienił się, żeby każdej poświęcić tyle samo uwagi.
Klepnął bok jednej, żeby zobaczyć, jak zadrży. Z gardłowym, chropawym dźwiękiem przygryzł ją, jakby był zły, jakby próbował odcisnąć się na mojej skórze na zawsze.
Przewróciłam oczami, a puls łomotał mi między udami. Jeśli by nie przestał, pomyślałam, że mogłabym dojść już tak, od tego.
Bawił się moimi piersiami, aż byłam tak daleko, że zrobiłabym wszystko, żeby poczuć go we mnie — wszystko.
Jakiś głos we mnie krzyczał, żebym przestała.
Ale głośniejszy, ten głęboko w klatce piersiowej, błagał, żebym nie przestawała.
Bo po raz pierwszy nikt mnie nie oceniał. Ani nie porównywał. Ani nie wykorzystywał.
Byłam po prostu... pożądana.
Zdesperowana sięgnęłam w dół i po omacku szarpnęłam za sprzączkę jego paska, uwalniając go. Był gorący i ciężki w mojej dłoni, i tak twardy, że nie potrafiłam się powstrzymać, żeby raz nie poruszyć pięścią wzdłuż niego.
Nie wiedziałam, że w prawdziwym życiu fiut może być aż taki ogromny — myślałam, że takie rzeczy istnieją tylko w tych sprośnych książkach, które czytam po nocach w necie.
Syknął przy mojej szyi. Zacisnął dłonie na moich biodrach i docisnął mnie w dół, aż byłam już do połowy na nim.
Jęknął.
Wciągnęłam gwałtownie powietrze.
Jest taki wielki. Boli jak cholera.
— O kurwa… — zamruczał. — Jesteś taka ciasna i miękka, idealna dla mnie, mała.
Nie miał pojęcia, że to mój pierwszy raz.
Poruszał się we mnie powoli, jakby naprawdę próbował mnie nie skrzywdzić.
Pocałowałam go w szyję, a on zaczął we mnie napierać bez litości od dołu. Szybko. Mocno. Głęboko. Miałam wrażenie, że zaraz pęknę na pół, a jednak nie mogłam bardziej kochać tego uczucia. Byłam wypełniona do granic. Czując, jak już wspinam się coraz wyżej, dotknęłam łechtaczki, chcąc przyspieszyć. Musiałam. Zataczałam na sobie kółka palcami, wyginając się dziko na nim, jęcząc i chłonąc te dźwięki, które wydawaliśmy razem.
— Taka grzeczna, pieprzona dziewczynka… — wgryzł się w moje ramię i to wystarczyło, żebym przeleciała przez krawędź, aż zobaczyłam gwiazdy pod powiekami. Krzyknęłam, a on pchał we mnie jeszcze mocniej i szybciej, jak facet, który od lat nie pamiętał, co to delikatność.
— KURWA! — warknął i spuścił się we mnie.
W pokoju zapadła cisza.
Muzyka zza ścian była już tylko przytłumionym dudnieniem, jak wspomnienie, które na siłę próbuje wrócić. Skóra kleiła mi się od potu. Uda bolały. A serce? Nie byłam pewna, czy wciąż bije tak samo.
Leżał odchylony na łóżku, z jedną ręką rzuconą za głowę, jakby mu się nawet nie chciało. Jakbym była już nic niewarta. Jakbym była do zapomnienia.
Może byłam.
Zsunęłam się z łóżka, dół sukienki przekręcony na biodrach, szpilki dawno diabli wzięli. Nogi drżały, kiedy schyliłam się, żeby pozbierać swoje rzeczy: stanik, torebkę, godność. Nie spojrzałam na niego. Nie potrafiłam.
Nie mogłam uwierzyć, że właśnie straciłam dziewictwo z obcym facetem.
Dłoń miałam już na klamce, kiedy usłyszałam jego głos — niski, leniwy, nie do odczytania.
— Nawet nie chcesz imienia? Ani twarzy?
Zastygłam.
Chciałam wielu rzeczy. Imię nie naprawiłoby żadnej z nich.
— Nie — wyszeptałam. — Chcę tylko zapomnieć.
A potem wyszłam z pokoju i wpadłam na Jessicę.
— O. Mój. Boże! — zapiszczała.
— Co? — spróbowałam udawać niewiniątko.
— Poszłam za tobą. Wiem, co zrobiłaś. Nie sądziłam, że taka świętoszka jak ty będzie się puszczać z przypadkowymi facetami.
— To był mój pierwszy raz.
— Jasne. Jeszcze w to uwierzę — zakpiła, przewracając oczami.
— Proszę, nie mów tacie.
— Och, ja i tak planowałam cię „ustawić”. Dałam parę złotych, żeby dorzucili ci coś do drinka. Nie powiem, jeśli ty też nie powiesz.
Wszystko nagle miało sens. Wypiłam tylko jedną szklankę, a i tak czułam się podpite, dziwnie rozgrzana, jakby za lekka.
Nie wiedziałam, czy mam kipieć ze złości, czy być wdzięczna, że nie sprzeda mnie tacie.
— Dzięki — wydusiłam z siebie, odchodząc, żeby nie patrzeć na ten jej zadowolony uśmieszek.
Ostatnie Rozdziały
#157 Rozdział 157
Ostatnia Aktualizacja: 6/29/2026#156 Rozdział 156
Ostatnia Aktualizacja: 6/29/2026#155 Rozdział 155
Ostatnia Aktualizacja: 6/29/2026#154 Rozdział 154
Ostatnia Aktualizacja: 6/29/2026#153 Rozdział 153
Ostatnia Aktualizacja: 6/29/2026#152 Rozdział 152
Ostatnia Aktualizacja: 6/29/2026#151 Rozdział 151
Ostatnia Aktualizacja: 6/29/2026#150 Rozdział 150
Ostatnia Aktualizacja: 6/29/2026#149 Rozdział 149
Ostatnia Aktualizacja: 6/29/2026#148 Rozdział 148
Ostatnia Aktualizacja: 6/29/2026
Może Ci się spodobać 😍
Zdeprawowany Anioł - Romans mafijny
Alexis nigdy nie powinna była postawić stopy w moim świecie.
Tacy faceci jak ja brudzą takie dziewczyny jak ona. Zabieramy im niewinność i rozszarpujemy ją na strzępy.
Ona myśli, że jest twarda. Myśli, że da sobie ze mną radę.
Ale nie ma pojęcia, jak głęboko sięga mój mrok.
Najlepiej było, że wziąłem ją na jedną noc i zostawiłem za sobą.
Cokolwiek więcej byłoby zwyczajnie okrutne.
Myślałem, że widziałem Alexis Wright po raz ostatni.
Więc wyobraź sobie moje zdziwienie, gdy dwa lata później otwierają się drzwi do mojego gabinetu…
I ona wchodzi.
Dziewczyna, którą zniszczyłem. Dziewczyna, którą pożarłem.
Teraz, kiedy znowu stoi przede mną, mam do niej tylko dwa pytania:
Po pierwsze — co ona tu robi?
A po drugie…
Co ona ma na myśli, mówiąc: „nasze dziecko”?
Bez drugiej szansy, Niezmartwiona i Kwitnąca
Mój narzeczony stał tam z ciężarną kochanką w swoich ramionach, szyderczo się uśmiechając. "Bez mnie jesteś nikim."
Odwróciłam się i zapukałam do drzwi najbogatszego człowieka w mieście. "Panie Locke, zainteresowany sojuszem małżeńskim? Oferuję udział wart sto miliardów dolarów - plus przyszłe imperium biznesowe, gratis."
W łóżku z jej dupkowatym szefem
Jedna noc. Tylko tyle miało być.
Ale w zimnym świetle dnia odejście nie jest takie łatwe. Roman nie jest człowiekiem, który odpuszcza - szczególnie nie wtedy, gdy zdecydował, że chce więcej. Nie chce Blair tylko na jedną noc. Chce ją, kropka.
I nie ma zamiaru jej puścić.
Nietykalna (Kolekcja Serii Awatar Księżyca)
Jego duża ręka gwałtownie chwyciła mnie za gardło, unosząc mnie z ziemi bez wysiłku. Jego palce drżały przy każdym uścisku, zaciskając drogi oddechowe niezbędne do mojego życia.
Zakaszlałam; dusiłam się, gdy jego gniew przenikał przez moje pory i spalał mnie od środka. Ilość nienawiści, jaką Neron do mnie żywi, jest ogromna, i wiedziałam, że nie wyjdę z tego żywa.
„Jakbym miał uwierzyć morderczyni!” Głos Nerona był przenikliwy w moich uszach.
„Ja, Neron Malachi Prince, Alfa stada Księżycowego Cyrkonu, odrzucam cię, Halimo Zira Lane, jako moją partnerkę i Lunę.” Rzucił mnie na ziemię jak śmiecia, zostawiając mnie, bym łapała powietrze. Następnie podniósł coś z ziemi, przewrócił mnie i przeciął.
Przeciął przez mój Znak Stada. Nożem.
„I tym samym skazuję cię na śmierć.”
Odrzucona w swoim własnym stadzie, młoda wilkołaczyca zostaje uciszona przez miażdżący ciężar i wolę wilków, którzy chcą, by cierpiała. Po tym, jak Halima zostaje fałszywie oskarżona o morderstwo w stadzie Księżycowego Cyrkonu, jej życie rozpada się w popiół niewolnictwa, okrucieństwa i przemocy. Dopiero po odnalezieniu prawdziwej siły wilka może mieć nadzieję na ucieczkę od koszmarów przeszłości i ruszenie naprzód...
Po latach walki i leczenia, Halima, ocalała, ponownie staje w konflikcie z dawnym stadem, które kiedyś skazało ją na śmierć. Poszukuje się sojuszu między jej dawnymi oprawcami a rodziną, którą znalazła w stadzie Księżycowego Granatu. Dla kobiety, która teraz jest znana jako Kiya, idea wzrastającego pokoju tam, gdzie leży trucizna, jest mało obiecująca. Gdy narastający hałas urazy zaczyna ją przytłaczać, Kiya staje przed jednym wyborem. Aby jej ropiejące rany naprawdę się zagoiły, musi stawić czoła swojej przeszłości, zanim ta pochłonie Kiyę tak, jak pochłonęła Halimę. W rosnących cieniach ścieżka do przebaczenia zdaje się pojawiać i znikać. W końcu nie można zaprzeczyć mocy pełni księżyca - a dla Kiyi może się okazać, że wezwanie ciemności będzie równie nieustępliwe...
Ta książka jest przeznaczona dla dorosłych czytelników, ponieważ porusza wrażliwe tematy, w tym: myśli lub działania samobójcze, przemoc i traumy, które mogą wywołać silne reakcje. Prosimy o rozwagę.
————Nietykalna Księga 1 z serii Awatar Księżyca
UWAGA: To jest zbiór serii Awatar Księżyca autorstwa Marii Solarii. Zawiera Nietykalną i Niezrównoważoną, a w przyszłości będzie zawierać resztę serii. Oddzielne książki z serii są dostępne na stronie autorki. :)
Ręce Losu
Wiesz, co mówią o planowaniu?
"Planujesz, a Bóg się śmieje."
Projekt Więzień
Czy miłość może oswoić nietykalnych? Czy tylko podsyci ogień i wywoła chaos wśród więźniów?
Świeżo po ukończeniu liceum i dusząca się w swojej beznadziejnej rodzinnym mieście, Margot pragnie ucieczki. Jej lekkomyślna przyjaciółka, Cara, myśli, że znalazła idealny sposób, aby obie mogły się stamtąd wyrwać - Projekt Więzień - kontrowersyjny program oferujący ogromną sumę pieniędzy w zamian za czas spędzony z więźniami o najwyższym stopniu bezpieczeństwa.
Bez wahania, Cara spieszy, aby je zapisać.
Ich nagroda? Bilet w jedną stronę do głębi więzienia rządzonego przez przywódców gangów, bossów mafii i mężczyzn, których strażnicy nie odważyliby się nawet przekroczyć...
W samym centrum tego wszystkiego, spotyka Cobana Santorellego - człowieka zimniejszego niż lód, ciemniejszego niż północ i śmiertelnie niebezpiecznego jak ogień, który podsyca jego wewnętrzną wściekłość. Wie, że projekt może być jego jedyną szansą na wolność - jego jedyną szansą na zemstę na tym, który zdołał go zamknąć, więc musi udowodnić, że potrafi nauczyć się kochać...
Czy Margot będzie tą szczęściarą, która pomoże go zreformować?
Czy Coban będzie w stanie zaoferować coś więcej niż tylko seks?
To, co zaczyna się od zaprzeczenia, może bardzo dobrze przerodzić się w obsesję, która następnie może rozkwitnąć w prawdziwą miłość...
Temperamentna powieść romantyczna.
Tym Razem To On Ściga Mnie Całym Sercem
Na korytarzu przed salą balową podeszła do niego, gdy palił przy drzwiach, chcąc chociaż spróbować się wytłumaczyć.
– Nadal jesteś na mnie zły?
Strzepnął papierosa, odrzucił niedopałek i spojrzał na nią z jawną pogardą.
– Zły? Myślisz, że jestem zły? Zgadnę – Maya wreszcie się dowiaduje, kim jestem, i nagle ma ochotę „odnowić kontakt”. Kolejna szansa, odkąd wie, że moje nazwisko oznacza pieniądze.
Kiedy próbowała zaprzeczyć, wszedł jej w słowo.
– Byłaś epizodem. Przypisem na dole strony. Gdybyś się tu dzisiaj nie pojawiła, nawet bym o tobie nie pamiętał.
Łzy zapiekły ją pod powiekami. Prawie powiedziała mu o jego córce, ale się powstrzymała. Uznałby tylko, że próbuje go wrobić, złapać go na dziecko i dobrać się do jego kasy.
Maya przełknęła wszystko razem z łzami i odeszła, święcie przekonana, że ich drogi już nigdy się nie przetną – a jednak on zaczął pojawiać się w jej życiu raz za razem, aż w końcu to on musiał się przed nią schylić, pokornie błagając, by dała mu jeszcze jedną szansę.
Okrutny Raj - Romans mafijny
Wykręcenie tyłkiem numeru do własnego szefa…
I zostawienie mu sprośnej poczty głosowej, kiedy jesteś, yyy… „w trakcie” myślenia o nim.
Praca jako osobista asystentka Rusłana Orłowa to robota rodem z piekła.
Po długim dniu, podczas którego spełniam każdą zachciankę tego miliardera, potrzebuję jakiegoś ujścia dla stresu.
Więc kiedy tamtego wieczoru wracam do domu, robię dokładnie to.
Problem w tym, że moje myśli wciąż kręcą się wokół tego szef-dupka, który rujnuje mi życie.
I niech będzie—bo ze wszystkich licznych grzechów Rusłana, to że jest tak cholernie przystojny, może być najniebezpieczniejsze.
Dziś w nocy fantazje o nim są dokładnie tym, czego potrzebuję, żeby przekroczyć granicę.
Ale kiedy spuszczam wzrok na telefon, przygnieciony obok mnie,
jest.
Poczta głosowa: 7 minut i 32 sekundy…
Wysłana do Rusłana Orłowa.
Wpada we mnie panika i ciskam telefon przez pokój.
Tyle że nie da się cofnąć szkód wyrządzonych przez moje bardzo głośne „O”.
Więc co ja mogę zrobić?
Plan był prosty: unikać go i udawać, że to się nigdy nie wydarzyło.
Poza tym—kto tak zajęty w ogóle odsłuchuje pocztę głosową, co?
Tylko że kiedy on wpisuje mi w kalendarz spotkanie jeden na jeden ze mną na równe 7 minut i 32 sekundy,
jedno jest pewne:
On.
Słyszał.
Wszystko.
Zawłaszczona przez Miliardera
Jego głos był lodowaty, ostry jak stal.
„Chwila—musi być jakaś pomyłka.”
„Podpisz te cholernie papiery” — powiedział, cicho, z głosem tnącym jak brzytwa.
Przełknęłam ślinę z trudem.
Groźby mojego ojca dźwięczały mi w głowie jak echo w pustym korytarzu: Jeśli nie, już nigdy nie zobaczysz swojego syna.
I podpisałam.
Elizabeth Harper nigdy nie miała wyjść za niego. On był niebezpieczeństwem w garniturze skrojonym na miarę, bogactwem zawiniętym w milczenie, władzą ukrytą za lodowatymi, niebieskimi oczami.
Jedna pomyłka, jeden podpis złożony w nie tym pokoju, i teraz jest związana z Christianem Reedem, bezwzględnym miliarderem, znanym z tego, że rujnuje imperia... w tym własną linię krwi. Miała być niewidzialna, posłuszna i do wyrzucenia.
Uzależniony od Niej
Ściskając w ręku diagnozę medyczną, podpisałam papiery rozwodowe i odeszłam od życia, które budowałam przez trzy lata, zostawiając wszystko dla niego i jego prawdziwej miłości.
Ale wtedy stało się coś niespodziewanego—Aleksander porzucił swoją zimną maskę i oszalał, szukając mnie wszędzie.
Twierdził, że nigdy nie kochał nikogo poza mną...
Wybrana przez Przeklętego Króla Alfa
„Ale ja przeżyję.”
Szeptałam to do księżyca, do łańcuchów, do siebie — aż w to uwierzyłam.
Mówią, że Król Alfa Maximus to potwór — zbyt wielki, zbyt brutalny, zbyt przeklęty. Jego łoże to wyrok śmierci, i żadna kobieta nigdy go nie opuściła żywa. Dlaczego więc wybrał mnie?
Grubą, niechcianą omegę. Tę, którą moja własna wataha oddała jak śmieci. Jedna noc z bezlitosnym Królem miała mnie zakończyć. Zamiast tego zrujnowała mnie. Teraz pragnę mężczyzny, który bierze bez litości. Jego dotyk pali. Jego głos rozkazuje. Jego ciało niszczy. A ja wciąż wracam po więcej. Ale Maximus nie zna miłości. Nie zna towarzyszy. Bierze. Posiada. I nigdy nie zostaje.
„Zanim moja bestia pochłonie mnie całkowicie — potrzebuję syna, który przejmie tron.”
Niestety dla niego... nie jestem słabą, żałosną dziewczyną, którą wyrzucili. Jestem czymś o wiele bardziej niebezpiecznym — jedyną kobietą, która może złamać jego klątwę... albo zniszczyć jego królestwo.
Niemoralna propozycja miliardera
Osierocona i bez miejsca, które mogłaby nazwać domem, Willow miała tylko jedną szansę na szczęście – pójść na studia. Kiedy jej stypendium przepadło, mogła tylko skontaktować się z Nicholasem Rowe, tajemniczym i wręcz grzesznym miliarderem, aby dał jej pieniądze, które jej się należały.
Skąd mogła wiedzieć, że nie tylko będzie skłonny sfinansować jej edukację, ale także chciał, aby została matką jego dzieci! To nie było częścią planu. Ale w obliczu pokusy, Willow mogła tylko przyjąć nieprzyzwoitą propozycję i wpaść w sidła starszego mężczyzny.
Czy ich związek przetrwa? Co się stanie, gdy duchy przeszłości Nicholasa pojawią się, by rozdzielić parę? Czy przetrwają burzę?











