
Jego Niebezpieczna Miłość Na Lodzie
Quinn Sullivan · Zakończone · 312.9k słów
Wstęp
„W jaką grę?”
„W taką, w której ty nie wrzeszczysz.”
★★★★★
Przez dwa lata byłam idealną dziewczyną dla mojego gwiazdora hokeja.
Stałam w deszczu na jego treningach. Jechałam godzinami, żeby patrzeć, jak grzeje ławę. Nosiłam jego koszulkę, jakby to cokolwiek znaczyło.
A on mi się odwdzięczył, ruchając po kolei pół Chicago — włącznie z siostrą jedynego faceta, na punkcie którego ma obsesję od lat.
Zane Mercer.
Najniebezpieczniejszy zawodnik NHL. Najgorszy wróg mojego ojczyma. I mężczyzna, który patrzył na mnie tak, jakbym była czymś wartym tego, żeby dla mnie spalić świat do gołej ziemi.
Jedna niemożliwa oferta.
Jeden desperacki zakład.
Jedna noc, która zmieniła wszystko.
Zane nie bawi się w udawanie. Nie uznaje półśrodków.
Kiedy mówi mi, że jestem jego na dwa miesiące, to naprawdę ma to na myśli. Pod każdym względem, który się liczy.
Tylko że Zane ma sekrety zakopane tak głęboko, że łączą się z przeszłością mojej rodziny w sposób, jakiego nigdy bym nie podejrzewała. Mroczne sekrety. Śmiertelnie niebezpieczne.
To, co zaczyna się jako układ, zamienia się w obsesję.
To, co zaczyna się jako zemsta, przeradza się w coś, od czego nie potrafię odejść.
A to, co zaczyna się jako kłamstwo, może być jedyną prawdą, która ma znaczenie.
Mówią, że niektórych mężczyzn nie da się kochać, bo są zbyt niebezpieczni.
Mają rację.
Tyle że ja nigdy nie byłam dobra w słuchaniu ostrzeżeń.
Ta książka zawiera dosadne sceny seksualne, dominujące/zaborcze zachowania, moralnie niejednoznacznych bohaterów, konflikt rodzinny oraz motywy, które mogą być trudne i wywołujące. Dla dojrzałych czytelników 18+.
To nie jest zwykły romans hokejowy. Jest mroczny, surowy i bezlitosny — tam, gdzie obsesja, pożądanie i władza zderzają się ze sobą, a nie ma tematów tabu.
Rozdział 1
Rozdział 1: POV OLIVE
Na jutro miałam do przygotowania trzy prezentacje dla klientów i strategię marketingową, która była w rozsypce, ale i tak myślałam tylko o tym, że Cole wróci do domu za dwa tygodnie.
Minęły dwa miesiące, odkąd widziałam go na żywo. Dwa miesiące wideorozmów i wiadomości, które z każdą nocą przychodziły coraz później.
Grayson powiedziałby, że znowu przesadzam i nakręcam się bez sensu. Mój ojczym był tą stałą, pewną skałą odkąd mama wyszła za mąż ponownie dziesięć lat temu — takim tatą, który naprawdę jest, kiedy trzeba, który pamięta o tym, co ważne.
Wciągnęłam laptopa na łóżko i wbiłam wzrok w niedokończoną kampanię dla Hopkins Company.
Żałosne.
Odtrąciłam laptop na bok i sięgnęłam do szuflady w stoliku nocnym.
Uczucie, kiedy wibrator dociskał dokładnie tam, gdzie trzeba, a ja wyobrażałam sobie Cole’a w niebieskiej koszulce treningowej, z włosami zaczesanymi do tyłu, z dłońmi opartymi o zagłówek nad moją głową…
Już. Jeszcze chwila.
Drzwi trzasnęły i otworzyły się na oścież.
Moja matka stanęła w progu, jakby wcale nie wparowała w sam środek czegoś, czego absolutnie nie powinna oglądać. Gdy w panice próbowałam usiąść, plącząc się w prześcieradła i wciskając wibrator pod poduszkę, ona się uśmiechnęła.
Naprawdę się uśmiechnęła.
— Ojej, kochanie, przepraszam, że przeszkodziłam. Ale koniec zabawy.
— Jezu, mamo, pukanie to coś, co robią dorośli. — Płonęły mi policzki. Wcisnęłam wibrator do szuflady tak szybko, że omal nie złamałam palca.
— Drzwi miałaś na oścież, Olive. Ciesz się, że to ja, a nie Hunter.
Boże, gdyby mój przyrodni brat na to wpadł, musiałabym się chyba wynieść na drugi koniec kraju.
— Mamo, przestań. Proszę, po prostu przestań mówić.
Zacisnęła usta, ale w oczach tańczyło jej rozbawienie. Chciałam zapaść się pod ziemię.
Mieszkanie w przerobionej przestrzeni nad garażem miało dać mi niezależność, ale nie powstrzymywało mojej matki przed wchodzeniem bez pytania, kiedy tylko miała na to ochotę. Mimo wszystko i tak było lepiej niż płacenie dwóch tysięcy dolarów miesięcznie za klitkę w Seattle.
— Musimy z tobą porozmawiać. — Jej głos się zmienił, spoważniał. — Grayson i ja mamy ekscytujące wieści.
W tej rodzinie „ekscytujące wieści” zazwyczaj oznaczały coś, na czym wszyscy korzystali… poza mną.
— Olive Monroe, chcę cię na dole za pięć minut, bo inaczej sama wyciągnę cię z tego łóżka.
Gdy tylko drzwi się zamknęły, złapałam telefon. Musiałam usłyszeć głos Cole’a, potrzebowałam czegoś dobrego, żeby zrównoważyć to, jaką katastrofę rodzice zaraz na mnie zrzucą.
Stuknęłam w jego kontakt. Jeden sygnał. Drugi. Trzeci.
Cole zawsze odbierał. Zawsze, kiedy do niego dzwoniłam.
Ekran zamigotał — połączenie wideo przyjęte — i nagle patrzyłam na drżący obraz z kamery opartej o coś, ustawionej pod dziwnym kątem.
Widziałam go.
Cole’a.
Nie był sam.
— O Boże, tak — Cole, właśnie tak —
Najpierw uderzył mnie kobiecy głos, wysoki i urywany. Przez chwilę mój mózg nie potrafił poskładać tego, co widzę.
Cole leżał na plecach, z głową odrzuconą na poduszkę, z rozchylonymi ustami, kiedy jęknął. Na nim poruszała się dziewczyna, blond włosy spływały jej po plecach.
— Kurwa, jak dobrze —
— Sophia… Chryste, Sophia —
Wypowiedział jej imię. Tak, jakby było czymś cennym. Telefon podskakiwał przy każdym pchnięciu.
Powinnam była się rozłączyć.
Powinnam była cisnąć telefonem przez pokój i udawać, że nigdy tego nie widziałam, nigdy tego nie słyszałam.
A ja siedziałam jak kretynka. Zamarłam. Patrzyłam, jak mój chłopak od dwóch lat jęczy imię innej kobiety.
— Boże, już… Cole, już prawie —
Jego dłonie zacisnęły się na jej biodrach i przyciągnął ją mocniej. Ten niski pomruk, który myślałam, że wydaje tylko ze mną—
Telefon wyślizgnął mi się z palców.
Klapnął na łóżko ekranem do góry. Wciąż ich słyszałam — te mokre odgłosy, jej jęki, jego imię w jej ustach raz za razem.
Dwa lata.
Dwa lata stania w lodowatych halach i patrzenia, jak gra. Dwa lata jeżdżenia trzy godziny w jedną stronę, żeby zobaczyć go na weekend. Dwa lata noszenia jego koszulki, jakby to cokolwiek znaczyło.
A on przez cały ten czas był z kimś innym.
Z kimś, kto nazywał się Sophia.
Złapałam telefon i zaczęłam wściekle stukać w ekran, aż w końcu połączenie się zakończyło. Trzęsły mi się ręce tak bardzo, że ledwo trafiałam w przyciski.
Nie płacz. Nie waż się płakać przez niego.
Ale gardło miałam ściśnięte, oczy piekły, a ja nienawidziłam tego, że nadal słyszałam jej głos w głowie.
Przycisnęłam dłonie do oczu tak mocno, że zabolało.
Nie był tego wart. Nie był wart ani jednej łzy, nie był wart tych dwóch lat, które mu oddałam, ani niczego z tego wszystkiego.
A jednak twarz miałam już mokrą.
Nie zawracałam sobie głowy poprawianiem włosów ani myciem twarzy przed zejściem na dół. Jaki to miało sens.
W głównym domu pachniało kawą i czymś, co mama piekła wcześniej w tym tygodniu.
W chwili, gdy otworzyłam drzwi, oboje rodzice odwrócili głowy w moją stronę.
— Już miałam iść i wyciągnąć cię z— — Mama urwała w pół zdania. — Olive, co się stało?
Próbowałam coś powiedzieć, cokolwiek, ale gdy tylko zapytała, miałam wrażenie, jakby w klatce piersiowej pękła tama.
Rozszlochałam się — brzydko, szlochając i łapiąc powietrze jak ryba wyrzucona na brzeg.
Grayson już był w ruchu. Przeszedł pokój w dwóch krokach i przyciągnął mnie do swojej klatki piersiowej, jedną ręką wsuwając palce w moje włosy, drugą kładąc na plecach, trzymając mnie, kiedy kompletnie się rozsypywałam.
— Cii… hej, już dobrze. Już, spokojnie. Wszystko okej.
— Przyłapałam go na zdradzie. — Mój głos brzmiał, jakbym właśnie przejechała gardło papierem ściernym.
Cisza.
Totalna cisza.
Patrzyłam, jak mamie opada szczęka. Jak Graysonowi twardnieje szczęka i zaciska się linia żuchwy.
— Tego ładnego chłopczyka z Buffalo z idealną fryzurką? — Głos mamy zrobił się ostry. Wściekły.
— Diane — ostrzegł Grayson.
— Zasługujesz na lepszego, Olive. Zawsze zasługiwałaś.
Chciałam mu uwierzyć. Ale teraz w głowie miałam tylko twarz Cole’a, to, jak spojrzał na mnie ostatnim razem i powiedział „kocham cię”, a zaraz potem zapytał, czy mogę odebrać jego ubrania z pralni chemicznej.
— Tak naprawdę chcieliśmy ci coś powiedzieć. — Głos mamy zmiękł. — Hunter dostał telefon. Oficjalnie będzie grał w Chicago Wolves.
Żołądek mi się zapadł.
— Wezwali go?
Obietnica, którą złożyłam osiem miesięcy temu — „jak dostaniesz się do NHL, będę w pierwszym rzędzie na twoim pierwszym meczu” — huknęła o rzeczywistość: twarz Cole’a, drużyna Cole’a, miasto Cole’a.
Hunter był przy mnie we wszystkim. W każdym rozstaniu, w każdym chujowym dniu, w każdej chwili, kiedy potrzebowałam kogoś, kto rozumie, jak to jest być zapasową częścią w cudzej historii.
— Mecz jest w przyszłym tygodniu — dodał cicho Grayson. — Wiem, że to wszystko ma… fatalny timing.
— Cole jest w tej drużynie. — Głos mi pękł. — Nie mogę… nie mogę go teraz widzieć.
— To na niego nie patrz — ucięła mama ostro. — Złożyłaś obietnicę bratu.
Wina ścisnęła mi klatkę piersiową, bo miała rację. Obiecałam. Wtedy, gdy to było odległym marzeniem, czymś słodkim i teoretycznym, z czego żartowaliśmy przy pizzy i kiepskich filmach.
Teraz było prawdziwe, a moment nie mógł być gorszy.
— Mamy bilety na jego pierwszy mecz. Specjalny dostęp—
— Nie wiem, czy dam radę.
Grayson ścisnął mi ramię.
— Hunter by zrozumiał, gdybyś nie mogła przyjechać. Ale naprawdę chce, żebyś tam była, kochanie.
Mama zgarnęła magazyn ze stolika kawowego i pacnęła mi nim na kolana.
— To twój brat, proszę bardzo. Pierwsza strona „Sports Illustrated”.
Spojrzałam w dół na twarz Huntera, która patrzyła na mnie z okładki.
Nagłówek krzyczał: NOWA KREW: Tajna broń Wolves.
Mimo wszystko w piersi napęczniała mi duma. Tak ciężko na to pracował.
Przerzuciłam na następną stronę, próbując skupić się na czymkolwiek innym niż myśl o tym, że znów zobaczę Cole’a.
To, co zobaczyłam, sprawiło, że całe moje ciało znieruchomiało.
Reklama jakiegoś energetyka. Nawet ledwo zarejestrowałam, co to za produkt.
Facet na zdjęciu miał koszulę rozpiętą do połowy. Kaloryfer tak wyraźny, że wyglądał, jakby był narysowany. Puszka była przechylona przy jego ustach, płyn rozlewał się po dolnej wardze, spływał po szczęce i po szyi.
Jego spojrzenie było przeszywające. Lodowato niebieskie. Patrzył prosto w obiektyw, jakby widział przez papier.
Jakby widział mnie.
Ścisnęły mi się uda.
— Olive?
Głos Graysona wyrwał mnie z transu. Gapiłam się na zdjęcie zdecydowanie za długo.
— Tak, przepraszam, ja po prostu— — odchrząknęłam. — Kto to jest?
Cała twarz Graysona się zmieniła. Pociemniała, stężała. Złapał kubek z kawą tak mocno, że myślałam, że zaraz pęknie.
— Zane Mercer.
Sposób, w jaki wypowiedział to nazwisko, brzmiał tak, jakby fizycznie go bolało.
— Kto?
— Mój nemezis. — Jego głos był zupełnie płaski.
— Twój nemezis? Kim ty jesteś, superzłoczyńcą?
— To najlepszy zawodnik NHL — powiedziała mama, teraz ostrożniejszym tonem. — I od kiedy Grayson zaczął trenować, robił mu piekło na ziemi. Ten człowiek zrobił rzeczy, przez które Grayson musiał całkiem odejść od gry.
Przez lata słyszałam różne historie. Mgliste wzmianki o kimś, kto wszystko zrujnował, o kimś potężnym i nietykalnym, kto zniszczył jego karierę trenerską. Ale nigdy nie usłyszałam konkretnego nazwiska.
Zane Mercer.
Największa gwiazda Chicago Wolves.
I najwyraźniej ostatnia osoba, o której Grayson chciał, żebym myślała.
Znów wpatrzyłam się w zdjęcie. W te zimne, niebieskie oczy, tę niebezpieczną szczękę, to ciało wyglądające, jakby ktoś je wyrzeźbił w kamieniu.
Przynajmniej jeśli miałabym spędzić tydzień w Chicago, patrząc, jak mój były udaje, że nie istnieję, to byłoby tam coś, na co warto popatrzeć.
Zamknęłam magazyn i wstałam, wsuwając go pod ramię, zanim któreś z nich zdążyło mi go zabrać.
— Dobra. Jadę do Chicago.
Mama mrugnęła na mnie.
— Serio?
— Serio. — Spojrzałam Graysonowi prosto w oczy. — Obiecałam Hunterowi, że będę na jego pierwszym meczu. Nie złamię tej obietnicy tylko dlatego, że Cole okazał się zwykłym dupkiem.
Wyraz twarzy Graysona złagodniał. Ulga zmieszała się z czymś, co wyglądało jak duma.
— Poza tym — dodałam, próbując zabrzmieć swobodnie, choć serce waliło mi jak oszalałe — może oglądanie hokeja pomoże mi wreszcie ruszyć dalej.
Ostatnie Rozdziały
#265 Rozdział 265 SEQUEL
Ostatnia Aktualizacja: 7/8/2026#264 Rozdział 264 Rozdział 264: POV Oliwki
Ostatnia Aktualizacja: 7/8/2026#263 Rozdział 263 Rozdział 263: POV Oliwki
Ostatnia Aktualizacja: 7/8/2026#262 Rozdział 262 Rozdział 262: POV Zane'a
Ostatnia Aktualizacja: 7/8/2026#261 Rozdział 261 Rozdział 261: POV Zane'a
Ostatnia Aktualizacja: 7/8/2026#260 Rozdział 260 Rozdział 260: POV Zane'a
Ostatnia Aktualizacja: 7/8/2026#259 Rozdział 259 Rozdział 259: POV Oliwki
Ostatnia Aktualizacja: 7/8/2026#258 Rozdział 258 Rozdział 258: POV Zane'a
Ostatnia Aktualizacja: 7/8/2026#257 Rozdział 257 Rozdział 257: POV Oliwki
Ostatnia Aktualizacja: 7/8/2026#256 Rozdział 256 Rozdział 256: POV Oliwki
Ostatnia Aktualizacja: 7/8/2026
Może Ci się spodobać 😍
Ludzka Małżonka Alfy
Jestem Salara, gospodynią domową, która od pięciu lat cierpi na psychiczne znęcanie się ze strony męża Henry'ego. Prawie go opuściłam cztery lata temu, ale wtedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży i poczułam się uwięziona w małżeństwie, w którym jestem nieszczęśliwa.
Dziś wieczorem przygotowywałam kolację dla partnera biznesowego Henry'ego, Derricka.
Jest co najmniej pół stopy wyższy od Henry'ego, a jego ciemne rysy są dla mnie bardziej pociągające niż jaśniejsze Henry'ego. Jego czarne włosy są krótko przycięte na dole, a na górze układają się w najbardziej kuszące loki.
A jego oczy... nigdy nie widziałam takiego odcienia zieleni w czyichkolwiek oczach. Gubię się w ich głębi, gdy patrzy na mnie łapczywie. Jego dobrze zdefiniowana klatka piersiowa idealnie rozciąga czarną koszulkę na jego muskularnym ciele, sprawiając, że ślinka mi cieknie, gdy na niego patrzę.
„Derrick-” Henry przerywa nasze milczące ocenianie, z dezaprobatą w głosie. „To jest moja żona Sa-” Warknięcie wydobywa się z piersi Derricka, przerywając Henry'emu, gdy przedstawia mnie naszemu gościowi.
Patrzę z żywym zainteresowaniem, jak jego twarz zaczyna się wykrzywiać, jego usta i nos łączą się, aż na ich miejscu pojawia się pysk, z dużymi kłami wystającymi z jego warg, gdy warczy na Henry'ego. Przerażenie maluje się na twarzy Henry'ego, gdy patrzy na Derricka, próbując zrozumieć, co się dzieje.
„Partnerka,” warczy Derrick na Henry'ego, robiąc krok w jego stronę, co powoduje, że Henry cofa się ze strachu.
Po Romansie: W Ramionach Miliardera
W moje urodziny zabrał ją na wakacje. Na naszą rocznicę przyprowadził ją do naszego domu i kochał się z nią w naszym łóżku...
Zrozpaczona, podstępem zmusiłam go do podpisania papierów rozwodowych.
George pozostał obojętny, przekonany, że nigdy go nie opuszczę.
Jego oszustwa trwały aż do dnia, kiedy rozwód został sfinalizowany. Rzuciłam mu papiery w twarz: "George Capulet, od tej chwili wynoś się z mojego życia!"
Dopiero wtedy panika zalała jego oczy, gdy błagał mnie, żebym została.
Kiedy jego telefony zalały mój telefon później tej nocy, to nie ja odebrałam, ale mój nowy chłopak Julian.
"Nie wiesz," zaśmiał się Julian do słuchawki, "że porządny były chłopak powinien być cichy jak grób?"
George zgrzytał zębami: "Daj mi ją do telefonu!"
"Obawiam się, że to niemożliwe."
Julian delikatnie pocałował moje śpiące ciało wtulone w niego. "Jest wykończona. Właśnie zasnęła."
Desperackie Pościgi Prezesa
Myślałam, że Seth jest moim światem, ale jego zdrady zniszczyły trzy lata oddania.
Miałam dość. Rozwód, bez oglądania się za siebie. Wtedy on spanikował. Zaczął mnie ścigać, nie chciał odpuścić.
Więc kim dla ciebie jestem, Seth? Nie chciałeś mnie, kiedy cię kochałam. Teraz, kiedy już mi przeszło, nie dasz mi spokoju?
Za późno.
Po Jednej Nocy z Alfą
Myślałam, że czekam na miłość. Zamiast tego, zostałam zgwałcona przez bestię.
Mój świat miał rozkwitnąć podczas Festiwalu Pełni Księżyca w Moonshade Bay – szampan buzujący w moich żyłach, zarezerwowany pokój hotelowy dla mnie i Jasona, abyśmy wreszcie przekroczyli tę granicę po dwóch latach. Wślizgnęłam się w koronkową bieliznę, zostawiłam drzwi otwarte i położyłam się na łóżku, serce waliło z nerwowego podniecenia.
Ale mężczyzna, który wszedł do mojego łóżka, nie był Jasonem.
W ciemnym pokoju, zanurzona w duszącym, pikantnym zapachu, który sprawiał, że kręciło mi się w głowie, poczułam ręce – pilne, gorące – palące moją skórę. Jego gruby, pulsujący członek przycisnął się do mojej mokrej cipki, a zanim zdążyłam jęknąć, wbił się mocno, brutalnie rozdzierając moją niewinność. Ból palił, moje ściany zaciskały się, gdy drapałam jego żelazne ramiona, tłumiąc szlochy. Mokre, śliskie dźwięki odbijały się echem z każdym brutalnym ruchem, jego ciało nieustępliwe, aż zadrżał, wylewając się gorąco i głęboko we mnie.
"To było niesamowite, Jason," udało mi się powiedzieć.
"Kto do cholery jest Jason?"
Moja krew zamarzła. Światło przecięło jego twarz – Brad Rayne, Alfa Stada Moonshade, wilkołak, nie mój chłopak. Przerażenie dławiło mnie, gdy zdałam sobie sprawę, co zrobiłam.
Uciekłam, ratując swoje życie!
Ale kilka tygodni później, obudziłam się w ciąży z jego dziedzicem!
Mówią, że moje heterochromatyczne oczy oznaczają mnie jako rzadką prawdziwą partnerkę. Ale nie jestem wilkiem. Jestem tylko Elle, nikim z ludzkiej dzielnicy, teraz uwięzioną w świecie Brada.
Zimne spojrzenie Brada przygniata mnie: „Noszisz moje dziecko. Jesteś moja.”
Nie mam innego wyboru, muszę wybrać tę klatkę. Moje ciało również mnie zdradza, pragnąc bestii, która mnie zrujnowała.
OSTRZEŻENIE: Tylko dla dojrzałych czytelników
Przypadkowe Spotkanie z Magnatem
Cztery lata temu rodzina Baileyów stanęła w obliczu druzgocącego kryzysu finansowego.
Gdy bankructwo wydawało się nieuniknione, pojawił się tajemniczy dobroczyńca, oferując ratunek pod jednym warunkiem: małżeństwo na kontrakt.
Krążyły plotki o tym zagadkowym mężczyźnie — szeptano, że jest ohydnie brzydki i zbyt zawstydzony, by pokazać swoją twarz, być może skrywający mroczne, skrzywione obsesje.
Bez wahania Baileyowie poświęcili mnie, aby chronić swoją cenną biologiczną córkę, zmuszając mnie do zajęcia jej miejsca jako pionka w tej zimnej, wyrachowanej umowie.
Na szczęście, przez te cztery lata tajemniczy mąż nigdy nie zażądał spotkania twarzą w twarz.
Teraz, w ostatnim roku naszej umowy, mąż, którego nigdy nie spotkałam, żąda, abyśmy się spotkali osobiście.
Jednak katastrofa uderzyła noc przed moim powrotem — pijana i zdezorientowana, weszłam do złego pokoju hotelowego i skończyłam w łóżku z legendarnym potentatem finansowym, Casparem Thorntonem.
Co ja teraz, do diabła, mam zrobić?
Fałszywa dziewczyna hokejowego Alfy
Jest jeszcze Rafael. Mroczny. Nieuchwytny. Chłopak, o którym wszyscy mówią, ale którego tak naprawdę nikt nie zna. Powinien być ostatnią osobą, do której Vivienne się zbliży, a jednak nie potrafi odwrócić wzroku. Wciąga ją w niebezpieczeństwo, które jednocześnie przeraża i daje poczucie bezpieczeństwa — jakby widział w niej te części, których nie dostrzega nikt inny.
Ale Rafael ma sekrety — takie, które mogłyby zniszczyć ich oboje. A im bliżej Vivienne jest, tym trudniej rozstrzygnąć, czy on jest jej drogą ucieczki… czy powodem, dla którego nigdy nie zdoła się wyrwać.
Zemsta Opuszczonej Luny
– Bella. Ton Ethana się zmienił, nabierając tej ostrzegawczej nuty, którą znałam aż za dobrze. – Faye jest teraz wrażliwa. Przeraża ją, że będziesz miała do niej żal, że to podzieli watahę. Ostatnia rzecz, jakiej chce, to żeby to dziecko stanęło między nami.
– W takim razie nie powinieneś był tego robić. – Spojrzałam mu prosto w oczy, pozwalając mu zobaczyć lód w moich. – Wróć do swojego syna.
– Do kurwy nędzy. – Przeczesał włosy dłonią. – Ile razy mam powtarzać… to było sztuczne zapłodnienie. Użyli mojego nasienia, tak, ale Faye i ja nigdy…
Bella parsknęła chłodno. Tak bezczelne kłamstwa. Jej partner miał romans z partnerką swojego brata, a cała jego rodzina pomogła wypchnąć Bellę z niczym, tylko po to, żeby zrobić miejsce kochance i pozwolić jej zająć należną pozycję. Biedny głupiec – sądził, że Bella to tylko niechciana adoptowana córka, którą łatwo zbyć i kontrolować. Nigdy nie wiedział, że komputerowym geniuszem, którego szukał, była jego własna Luna.
Skoro się skalał, Bella miała dość. Odrzuciła go i odzyskała to, co było jej, wspinając się na szczyt z pomocą Victora, który od lat potajemnie był w niej zakochany.
Kiedy Ethan próbował ją odzyskać: – Nie chcesz, żeby nasze dziecko dorastało bez ojca.
Bella uśmiechnęła się szyderczo. – Ojcem dziecka nie jesteś ty.
Mój Fałszywy Chłopak Jest Szkolnym Bad Boyem
To, co miało być prostą umową, szybko przeradza się w największy skandal na kampusie. Ukradkowe spojrzenia zamieniają się w przeciągające się dotknięcia, a udawane pocałunki zaczynają brzmieć niebezpiecznie prawdziwie. Ale Raisa nie zna prawdy — Ryder nigdy nie zgodził się jej pomóc z dobroci serca. Zgodził się, bo od lat potajemnie jest w niej zakochany… a teraz, kiedy wreszcie jest jego, choćby tylko na niby, nie ma najmniejszego zamiaru jej wypuścić.
Gdy prawda w końcu wychodzi na jaw, wszystko, co wspólnie zbudowali, zaczyna pękać. Czy Raisa ucieknie przed chłopakiem, którego wszyscy się boją, czy zrozumie, że za jego niebezpieczną reputacją kryje się jedyna osoba, która kiedykolwiek naprawdę ją kochała?
Kontratak Prawdziwej Dziedziczki
Kiedy przyszła na świat, przez pomyłkę trafiła do niewłaściwej rodziny i doszło do podmiany noworodków. Jednak po osiemnastu latach rodziny w to zamieszane odkryły tę pomyłkę. Sprawiło to, że jej nieprawdziwa rodzina zaczęła ją źle traktować, gdy jeszcze z nimi mieszkała.
Gdy jej prawdziwa rodzina ją odnalazła, natychmiast kazano jej się wynosić. Wyśmiewali ją, przekonani, że jej prawdziwa rodzina jest biedna, i drwili z niej.
Tyle że okazało się, że jej prawdziwa rodzina należy do najbogatszych w Mayfield, a jej dawna rodzina nawet nie zbliża się do ich poziomu.
Po ponownym zjednoczeniu rodziny jej prawdziwi rodzice błagali ją, by pozwoliła im zatrzymać fałszywą dziedziczkę, Kierę, jako część rodziny.
Wygląda jednak na to, że fałszywa dziedziczka nie jest zadowolona z faktu, że prawdziwa dziedziczka wróciła, i nie potrafi powstrzymać się od intryg przeciwko Elenie, jednocześnie utrzymując niewinną, potulną fasadę.
Niestety dla niej Elena również nie zamierzała pozwolić się zastraszać i była gotowa zrobić wszystko, by obnażyć jej knowania, odbierając przy tym wszystko, co słusznie należy do niej.
Wybrana przez Przeklętego Króla Alfa
„Ale ja przeżyję.”
Szeptałam to do księżyca, do łańcuchów, do siebie — aż w to uwierzyłam.
Mówią, że Król Alfa Maximus to potwór — zbyt wielki, zbyt brutalny, zbyt przeklęty. Jego łoże to wyrok śmierci, i żadna kobieta nigdy go nie opuściła żywa. Dlaczego więc wybrał mnie?
Grubą, niechcianą omegę. Tę, którą moja własna wataha oddała jak śmieci. Jedna noc z bezlitosnym Królem miała mnie zakończyć. Zamiast tego zrujnowała mnie. Teraz pragnę mężczyzny, który bierze bez litości. Jego dotyk pali. Jego głos rozkazuje. Jego ciało niszczy. A ja wciąż wracam po więcej. Ale Maximus nie zna miłości. Nie zna towarzyszy. Bierze. Posiada. I nigdy nie zostaje.
„Zanim moja bestia pochłonie mnie całkowicie — potrzebuję syna, który przejmie tron.”
Niestety dla niego... nie jestem słabą, żałosną dziewczyną, którą wyrzucili. Jestem czymś o wiele bardziej niebezpiecznym — jedyną kobietą, która może złamać jego klątwę... albo zniszczyć jego królestwo.
Adoptowany Grzech
To wszystko, czego kiedykolwiek pragnęłam.....
Aż nagle wszystkie moje marzenia rozsypują się w pył.
Mój „brat” mnie nienawidzi.
Nie jest już tym samym chłopakiem, który wyjechał z naszego domu w drogę ku wielkości. Nie chce mieć ze mną nic wspólnego i traktuje mnie gorzej niż swojego wroga.
Aż widzę go z jakąś dziewczyną.
I nagle nie wygląda już jak mój brat.
Wygląda jak seksowny sportowiec, nad którym ślini się każda dziewczyna na kampusie.
To złe.
Nie powinnam patrzeć na niego w ten sposób.
A on nie powinien dotykać mnie tak, jakby był gotów mnie pożreć.
To mój brat.
A może jednak nie?
Granice się zacierają, a grunt drży mi pod stopami od pożądania i grzechu.
Sekrety są wyszeptywane nad rozpaloną skórą, zakazane pocałunki kradzione w ciemnych kątach.
Ale to wciąż za mało.
Potrzebuję więcej.
CEO Nad Moim Biurkiem
„Wiem, że tak.”
„A co, jeśli nie chce takiej ochrony?”
„Będzie chciała” — odpowiadam, a mój głos nieznacznie cichnie. „Bo potrzebuje faceta, który potrafi dać jej cały świat.”
„A jeśli świat stanie w ogniu?”
Moja dłoń odruchowo zaciska się mocniej na talii Violet.
„To zbuduję jej nowy” — mówię. „Nawet jeśli będę musiał sam spalić ten stary do gołej ziemi.”
Nie pracuję dla Rowana Ashcrofta.
Pracuję pod nim.
Z mojego biurka decyduję, kto dostaje przepustkę do najbardziej bezwzględnego prezesa w mieście, a kto nawet nie przechodzi przez recepcję i odbija się od ochrony jak od ściany. Ogarniając wszystko, trzymam w ryzach jego kalendarz, jego milczenie i jego wrogów. Pilnuję, żeby jego świat chodził jak w zegarku, podczas gdy mój po cichu się sypie: zaległe rachunki piętrzą się na kuchennym blacie, matka jest zamknięta na odwyku, a brat zniknął bez słowa, nawet bez głupiego „trzymaj się”.
Rowan Ashcroft to władza opakowana w idealnie skrojony garnitur.
Zimny. Nietykalny. Bez litości.
On nie flirtuje. On się nie uśmiecha. On nie widzi ludzi — tylko ich przydatność.
I przez długi czas ja też byłam po prostu przydatna.
Aż zaczął się przyglądać.
Na początku ta zmiana w jego uwadze jest ledwie zauważalna. Pauza o sekundę za długa. Spojrzenie, które zostaje. Polecenia, które zamiast odsuwać mnie na bok, ściągają coraz bliżej. Mężczyzna stojący nad moim biurkiem zaczyna kontrolować coś więcej niż mój grafik — i dociera do mnie za późno, że bycie zauważoną przez Rowana Ashcrofta jest o wiele bardziej niebezpieczne niż bycie ignorowaną.
Bo tacy faceci nie łakną czułości.
Oni łakną posiadania.
To miała być praca.
Nie sprawdzian moich granic.
Nie powolne, metodyczne osuwanie się w jego władzę.
Ale jeśli Rowan Ashcroft uzna, że moje miejsce jest pod jego biurkiem, to trudno.
Przetrwanie ma swoją cenę, a rachunki mają to gdzieś, jak je opłacę.












