
Należąc do Lockharta
Veejay · Zakończone · 243.8k słów
Wstęp
Ludzie nazywają mnie komputerowym geniuszem, ale mój prawdziwy talent to coś, czego nikt nie widzi. Mówią, że jestem piękna, a ja i tak chowam to pod wielkimi jak po starszej siostrze ubraniami i całym górami kompleksów.
Po tym, jak kopnęłam w tyłek mojego zdradzającego chłopaka, jedyną stałą rzeczą w moim życiu została moja wysysająca duszę robota… dopóki i tego nie straciłam. A człowiek odpowiedzialny? Theron Lockhart.
Mój licealny prześladowca nie tylko wrócił — wrócił jako nowy prezes mojej firmy. A jego pierwszy „genialny” ruch zarządczy? Wywalić mnie i cały mój dział, jakby historia złośliwie postanowiła odegrać się na mnie jeszcze raz, tylko mocniej.
Nie poznał mnie, co powinno przynieść ulgę. Ale los najwyraźniej wciąż miał ochotę ciągnąć mnie za nos.
W jednej chwili ratował mnie przed spotkaniem z moim ex. W następnej po firmie poszła plotka: że jestem jego dziewczyną. A potem role się odwróciły, bo Theron musiał uniknąć skandalu, a ja byłam dla niego najlepszą opcją.
— Podaj swoją cenę — powiedział, a ten arogancki uśmieszek nawet mu nie drgnął.
— Chcesz z powrotem swoją pracę?
Nie zawahałam się ani sekundy.
— Zrób mnie dyrektorką. Dopiero wtedy będę udawać twoją kochającą dziewczynę.
Myślałam, że parsknie śmiechem. Nie spodziewałam się, że powie „tak”.
— Umowa stoi — odparł, wbijając we mnie wzrok.
— Tylko pamiętaj, Amaris Kennerly: kiedy podpiszesz ten kontrakt, należysz do mnie.
Rozdział 1
„To musi być jakiś koszmar” — mruknęłam pod nosem, kiedy przeszłam przez obrotowe drzwi do holu recepcyjnego.
Półkole moich współpracowników stało ściśnięte wokół mojego byłego chłopaka, a na ich twarzach przyklejone były uśmiechy, gdy robił teatrzyk z wręczania zaproszeń ślubnych. Gratulowali mu, jakby właśnie dostał Nobla, pompując ego, które kiedyś, głupia ja, sama karmiłam. Wyglądał na zadowolonego z siebie w szarym, szytym na miarę garniturze, który ewidentnie kosztował więcej, niż mógłby wyłożyć, chyba że jego bogata narzeczona pokryła rachunek — co prawie na pewno było prawdą.
Twarz miał świeżo ogoloną, popielaty blond zaczesany gładko do tyłu, a nawet paznokcie lśniły od manicure z aptekarską wręcz dokładnością. Chodząca, gadająca metamorfoza. Oczywiście na koszt jego absurdalnie bogatej przyszłej żony. Nienawidziłam go już wcześniej, ale teraz? Odraza wystrzeliła mi w kosmos.
Mrucząc kolejne przekleństwo, odbiłam w prawo i przykleiłam się do ściany, próbując wtopić się w cień, zanim ten nadęty bufon mnie zauważy. Ostatnie, czego potrzebowałam, to dokładać jeszcze cegiełkę do jego ego, już i tak napompowanego przez tłum.
— Ami! — zawołał, przeciągając moje imię jak dzwonek na następną rundę na boksie. Szczerze? To nie było dalekie od prawdy.
Od trzech miesięcy krążyliśmy wokół siebie, przerzucając się słownymi kuksańcami. A to? To był jego celowany strzał na ostateczny nokaut.
Zastygłam, aż nazbyt świadoma dziesiątek spojrzeń, które teraz wypalały mi plecy. Z zaciśniętymi zębami odwróciłam się i przykleiłam do twarzy kruchy uśmiech. — Ansel. Cóż za wykwintnie okropna niespodzianka.
Wypuścił suche chichnięcie i ruszył w moją stronę, trzymając w dłoni zaproszenie. — Och, Ami. Daj spokój z tą szopką. — Machnął ręką z takim lekceważeniem, jakbym była dowcipem, który już dawno mu się znudził. Krew zaczęła mi buzować. — Wiem, że nadal mnie chcesz. Musisz tylko pogodzić się z tym, że to nie twoja liga.
Zacisnęłam pięści wzdłuż ciała. Chęć, żeby przywalić mu w tę zadowoloną mordę, stawała się niebezpiecznie realna. — Chcę cię z powrotem? Ty się w ogóle słyszysz? Kto, do cholery, chciałby zdradzającego, manipulującego—
— Nie róbmy dramatu, kochanie. — Uciął mi, wsadzając dłoń na kilka centymetrów od mojej twarzy i zmuszając mnie, żebym się cofnęła. — Co było, minęło. — Wyciągnął zaproszenie ślubne. — Weź to jako gałązkę oliwną.
Gałązka oliwna, jasne. Ta cała „zgoda” była jak plaster na złamaną nogę. To nie była żadna propozycja pokoju. On chciał mnie tam mieć, żebym mogła patrzeć, jak paraduje ze swoją dziedziczką jak z trofeum. Chciał mi wetrzeć w twarz, że on „awansował”, a ja zostałam w tyle.
Stado soczystych przekleństw cisnęło mi się na język, ale zanim zdążyłam je wypluć, napięcie przeciął głos za moimi plecami.
— Ona będzie — oznajmiła Romilly, a jej głos był ostry i niewzruszony. Stanęła obok mnie, wpatrzona w Ansela, a swoje kręcone brązowe włosy przerzuciła pewnie przez jedno ramię. Jedną rękę oparła na biodrze jak rewolwerowiec przed pojedynkiem. — Przyjmuje twoje zaproszenie.
Odwróciłam się do niej z szeroko otwartymi oczami. — Romilly, co ty, do cholery, wyprawiasz? — syknęłam.
Puściła do mnie oko, nie odrywając wzroku od Ansela. — Ja też idę — dodała. — Tylko dopilnuj, żeby nasze zaproszenia były z osobą towarzyszącą.
Brwi Ansela uniosły się w rozbawieniu. — Osoba towarzysząca? Mam uwierzyć, że ona — dźgnął palcem w moją stronę — ma kogoś?
Otworzyłam usta, ale Romilly mnie ubiegła. — Ma. — Jej głos ani drgnął. — Pójdzie ze swoim chłopakiem.
Stałam jak wryta, niezdolna wydusić z siebie choćby jednego słowa, kiedy Ansel parsknął niedowierzająco.
— No, to się zapowiada ciekawie. — Wcisnął zaproszenia w ręce Romilly, obrócił się na pięcie i zanim mój mózg zdążył nadążyć, z nonszalanckim krokiem wrócił do swojej paczki współpracowników.
Gorąco uderzyło mi do policzków nie ze wstydu, tylko ze złości. Chwyciłam pasek torby Romilly i szarpnęłam ją do najbliższej klatki schodowej.
— Co ty, do diabła, wyprawiasz, Romilly? — wydarłam się na pół szeptem, na pół krzykiem.
Przewróciła oczami, jakby ją to w ogóle nie ruszało.
— Wyluzuj. Czas, żebyś pokazała mu, że nie boisz się stanąć z nim twarzą w twarz.
Zrobiłam wielkie oczy.
— Dając mu idealną okazję, żeby mnie upokorzyć?
Spojrzała na mnie znacząco.
— Kiedy ostatnio miałaś na sobie prawdziwy makijaż i sukienkę? I nie, krem BB i pomadka ochronna się nie liczą. Tak samo jak ta za duża bluza, w którą praktycznie się wprowadziłaś.
Wyrwał mi się słaby, bezradny chichot.
— Nosiłam sukienki, kiedy z nim byłam.
— A potem złamał ci serce i przestałaś. — Jej uśmieszek był irytująco pewny siebie. — Przyznaj, Ami. Pozwoliłaś mu wygrać.
Złość we mnie skoczyła jak iskra.
— To nie jest żadna pieprzona gra.
— Jest — odbiła. Jej wzrok przejechał po moim dzisiejszym „wydaniu”: niechlujny kok, sprana kurtka, prastary żółty T-shirt, szara spódnica do kostek i zdarte trampki. — I grasz tak, jakbyś chciała przegrać. Czas zmienić zasady.
Otworzyłam usta, żeby się kłócić, ale ona obróciła się na pięcie i ruszyła w dół schodów. Poszłam za nią, kipiąc. Jak niby miałam „oddać”? Ansel żenił się z kimś z królewskich sfer, a ja kurczowo trzymałam się emocjonalnych odłamków i rachunków opłacanych na styk.
Jedyne, co jako tako trzymało mnie w pionie, to praca. Praca w Lockhart Digital Entertainment zawsze była marzeniem, nawet jeśli utknęłam w najgorszym dziale, jaki można sobie wyobrazić, przy biurku zakopanym w piwnicy.
Ansel, który nie potrafił sklecić porządnego zdania bez potknięcia, jakimś cudem wylądował na stanowisku kierowniczym dosłownie znikąd. Oczarował rekrutera, cyk — i proszę, pan menedżer. A ja nawet nie byłam pewna, jak właściwie brzmi mój tytuł.
Westchnęłam i powlokłam się za Romilly korytarzem do naszego biura — oficjalnie nazywało się Działem Weryfikacji Danych, a nieoficjalnie: Pokoikiem Recyklingu. Dnie spędzałyśmy na przeglądaniu odrzuconych albo ledwo żywych projektów. Glamour? Żaden. Konieczne do przetrwania? Jak najbardziej.
Pchnęłam drzwi i weszłam do ciasnego pokoju, gdzie pięć biurek upchnięto jedno przy drugim. Reszta zespołu już była na miejscu. Przeszłam do swojego stanowiska, włączyłam komputer i dopiero wtedy zauważyłam ten przytłaczający bezruch.
Tallis Montclair, nasza liderka, stała przy swoim biurku i była blada jak ściana. Uśmiechnęła się do nas z zaciśniętymi wargami.
— Co się dzieje? — zapytałam ostrożnie.
— Słyszeliście, że mamy nowego prezesa… prawda? — zapytała.
Rzadko nadążałam za firmową polityką, ale Romilly weszła jej w słowo:
— Ta, słyszałam. Syn pana Jaretha Lockharta przejął stery. Podobno jest strasznie przystojny — dodała z rozmarzonym tonem.
Tallis wydała z siebie wysoki, odrobinę histeryczny śmiech.
— Tak, cóż. Pan Theron Lockhart jest… atrakcyjny, owszem.
Żołądek mi opadł na dźwięk tego imienia. Nie. To nie mógł być ten Theron Lockhart. Ten, który zamienił moje licealne lata w koszmar. Czy mógł?
Tallis wciągnęła powietrze drżąco.
— W każdym razie wprowadził pewne… zmiany.
Zawiesiła głos, przełknęła ślinę, a potem powiedziała słowa, których nikt nie chciał usłyszeć.
— Wszyscy zostaliśmy zwolnieni.
Ostatnie Rozdziały
#189 Rozdział 189
Ostatnia Aktualizacja: 5/6/2026#188 Rozdział 188
Ostatnia Aktualizacja: 5/6/2026#187 Rozdział 187
Ostatnia Aktualizacja: 5/6/2026#186 Rozdział 186
Ostatnia Aktualizacja: 5/6/2026#185 Rozdział 185
Ostatnia Aktualizacja: 5/6/2026#184 Rozdział 184
Ostatnia Aktualizacja: 5/6/2026#183 Rozdział 183
Ostatnia Aktualizacja: 5/6/2026#182 Rozdział 182
Ostatnia Aktualizacja: 5/6/2026#181 Rozdział 181
Ostatnia Aktualizacja: 5/6/2026#180 Rozdział 180
Ostatnia Aktualizacja: 5/6/2026
Może Ci się spodobać 😍
Własność Foki Wojennej
Nie wiem, czemu robię to, co ten facet każe mi robić, kiedy mi rozkazuje, ale za każdym razem jestem posłuszna i ssę te palce, jakby od tego zależało moje życie.
Uda zaczynają mi drżeć, kiedy słyszę, jak zamek błyskawiczny idzie w dół, bo wiem, co będzie dalej. Wepchnie się we mnie tak głęboko, że nie zostanie mu już ani centymetr, i zostawi mnie płonącą żywcem.
„Nie ruszysz rąk, kiedy zabiorę swoje. Rozumiesz mnie? Jeśli się nie posłuchasz, zwiążę cię i zostawię tutaj, aż twoi rodzice zaczną cię szukać i znajdą cię wypełnioną po brzegi moją spermą.”***************************************Ktoś mnie śledzi.
Prawie mnie okradli — a może mogło stać się coś jeszcze gorszego.
Ale pojawił się jakiś facet, który uratował mnie jak współczesny superbohater, tylko zamiast peleryny miał czarny kask.
Powinnam była dostać szału ze strachu, kiedy poderżnął gardło mojemu napastnikowi, potem tylko skinął na mnie głową, poczekał, aż bezpiecznie wsiądę do auta, i położył dłoń na mojej szybie.
Zamiast się bać, czuję…
Podniecenie.
Że żyję.
I aż mnie skręca, żeby poczuć to znowu.
Więc robię coś, czego nikt przy zdrowych zmysłach by nie zrobił. Wałęsam się nocą po mieście, kiedy powinnam leżeć w łóżku, odpoczywać, i tylko czekam na kolejny przebłysk mojego wybawcy.
Nie zawodzi.
Zastawia mnie i sprawia, że czuję rzeczy, których nie powinnam czuć, bo jestem w związku.
Tęsknię za jego dotykiem, rozchylam nogi wtedy, kiedy powinnam ich użyć, żeby uciec jak najdalej.
Ktoś mnie śledzi.
I podoba mi się to.
CEO Nad Moim Biurkiem
„Wiem, że tak.”
„A co, jeśli nie chce takiej ochrony?”
„Będzie chciała” — odpowiadam, a mój głos nieznacznie cichnie. „Bo potrzebuje faceta, który potrafi dać jej cały świat.”
„A jeśli świat stanie w ogniu?”
Moja dłoń odruchowo zaciska się mocniej na talii Violet.
„To zbuduję jej nowy” — mówię. „Nawet jeśli będę musiał sam spalić ten stary do gołej ziemi.”
Nie pracuję dla Rowana Ashcrofta.
Pracuję pod nim.
Z mojego biurka decyduję, kto dostaje przepustkę do najbardziej bezwzględnego prezesa w mieście, a kto nawet nie przechodzi przez recepcję i odbija się od ochrony jak od ściany. Ogarniając wszystko, trzymam w ryzach jego kalendarz, jego milczenie i jego wrogów. Pilnuję, żeby jego świat chodził jak w zegarku, podczas gdy mój po cichu się sypie: zaległe rachunki piętrzą się na kuchennym blacie, matka jest zamknięta na odwyku, a brat zniknął bez słowa, nawet bez głupiego „trzymaj się”.
Rowan Ashcroft to władza opakowana w idealnie skrojony garnitur.
Zimny. Nietykalny. Bez litości.
On nie flirtuje. On się nie uśmiecha. On nie widzi ludzi — tylko ich przydatność.
I przez długi czas ja też byłam po prostu przydatna.
Aż zaczął się przyglądać.
Na początku ta zmiana w jego uwadze jest ledwie zauważalna. Pauza o sekundę za długa. Spojrzenie, które zostaje. Polecenia, które zamiast odsuwać mnie na bok, ściągają coraz bliżej. Mężczyzna stojący nad moim biurkiem zaczyna kontrolować coś więcej niż mój grafik — i dociera do mnie za późno, że bycie zauważoną przez Rowana Ashcrofta jest o wiele bardziej niebezpieczne niż bycie ignorowaną.
Bo tacy faceci nie łakną czułości.
Oni łakną posiadania.
To miała być praca.
Nie sprawdzian moich granic.
Nie powolne, metodyczne osuwanie się w jego władzę.
Ale jeśli Rowan Ashcroft uzna, że moje miejsce jest pod jego biurkiem, to trudno.
Przetrwanie ma swoją cenę, a rachunki mają to gdzieś, jak je opłacę.
Ręce Losu
Wiesz, co mówią o planowaniu?
"Planujesz, a Bóg się śmieje."
Nietykalna (Kolekcja Serii Awatar Księżyca)
Jego duża ręka gwałtownie chwyciła mnie za gardło, unosząc mnie z ziemi bez wysiłku. Jego palce drżały przy każdym uścisku, zaciskając drogi oddechowe niezbędne do mojego życia.
Zakaszlałam; dusiłam się, gdy jego gniew przenikał przez moje pory i spalał mnie od środka. Ilość nienawiści, jaką Neron do mnie żywi, jest ogromna, i wiedziałam, że nie wyjdę z tego żywa.
„Jakbym miał uwierzyć morderczyni!” Głos Nerona był przenikliwy w moich uszach.
„Ja, Neron Malachi Prince, Alfa stada Księżycowego Cyrkonu, odrzucam cię, Halimo Zira Lane, jako moją partnerkę i Lunę.” Rzucił mnie na ziemię jak śmiecia, zostawiając mnie, bym łapała powietrze. Następnie podniósł coś z ziemi, przewrócił mnie i przeciął.
Przeciął przez mój Znak Stada. Nożem.
„I tym samym skazuję cię na śmierć.”
Odrzucona w swoim własnym stadzie, młoda wilkołaczyca zostaje uciszona przez miażdżący ciężar i wolę wilków, którzy chcą, by cierpiała. Po tym, jak Halima zostaje fałszywie oskarżona o morderstwo w stadzie Księżycowego Cyrkonu, jej życie rozpada się w popiół niewolnictwa, okrucieństwa i przemocy. Dopiero po odnalezieniu prawdziwej siły wilka może mieć nadzieję na ucieczkę od koszmarów przeszłości i ruszenie naprzód...
Po latach walki i leczenia, Halima, ocalała, ponownie staje w konflikcie z dawnym stadem, które kiedyś skazało ją na śmierć. Poszukuje się sojuszu między jej dawnymi oprawcami a rodziną, którą znalazła w stadzie Księżycowego Granatu. Dla kobiety, która teraz jest znana jako Kiya, idea wzrastającego pokoju tam, gdzie leży trucizna, jest mało obiecująca. Gdy narastający hałas urazy zaczyna ją przytłaczać, Kiya staje przed jednym wyborem. Aby jej ropiejące rany naprawdę się zagoiły, musi stawić czoła swojej przeszłości, zanim ta pochłonie Kiyę tak, jak pochłonęła Halimę. W rosnących cieniach ścieżka do przebaczenia zdaje się pojawiać i znikać. W końcu nie można zaprzeczyć mocy pełni księżyca - a dla Kiyi może się okazać, że wezwanie ciemności będzie równie nieustępliwe...
Ta książka jest przeznaczona dla dorosłych czytelników, ponieważ porusza wrażliwe tematy, w tym: myśli lub działania samobójcze, przemoc i traumy, które mogą wywołać silne reakcje. Prosimy o rozwagę.
————Nietykalna Księga 1 z serii Awatar Księżyca
UWAGA: To jest zbiór serii Awatar Księżyca autorstwa Marii Solarii. Zawiera Nietykalną i Niezrównoważoną, a w przyszłości będzie zawierać resztę serii. Oddzielne książki z serii są dostępne na stronie autorki. :)
Zaproszenie śmierci
W łóżku z jej dupkowatym szefem
Jedna noc. Tylko tyle miało być.
Ale w zimnym świetle dnia odejście nie jest takie łatwe. Roman nie jest człowiekiem, który odpuszcza - szczególnie nie wtedy, gdy zdecydował, że chce więcej. Nie chce Blair tylko na jedną noc. Chce ją, kropka.
I nie ma zamiaru jej puścić.
Błogość anioła
„Zamknij się, do cholery!” ryknął na nią. Zamilkła, a on zobaczył, jak jej oczy zaczynają się napełniać łzami, a jej wargi drżą. O cholera, pomyślał. Jak większość mężczyzn, płacząca kobieta przerażała go na śmierć. Wolałby stoczyć strzelaninę z setką swoich najgorszych wrogów, niż musieć radzić sobie z jedną płaczącą kobietą.
„Jak masz na imię?” zapytał.
„Ava,” odpowiedziała cienkim głosem.
„Ava Cobler?” chciał wiedzieć. Jej imię nigdy wcześniej nie brzmiało tak pięknie, co ją zaskoczyło. Prawie zapomniała skinąć głową. „Nazywam się Zane Velky,” przedstawił się, wyciągając rękę. Oczy Avy zrobiły się większe, gdy usłyszała to imię. O nie, tylko nie to, pomyślała.
„Słyszałaś o mnie,” uśmiechnął się, brzmiał zadowolony. Ava skinęła głową. Każdy, kto mieszkał w mieście, znał nazwisko Velky, była to największa grupa mafijna w stanie, z siedzibą w mieście. A Zane Velky był głową rodziny, donem, wielkim szefem, współczesnym Al Capone. Ava czuła, jak jej spanikowany umysł wymyka się spod kontroli.
„Spokojnie, aniołku,” powiedział Zane, kładąc rękę na jej ramieniu. Jego kciuk zjechał w dół przed jej gardło. Gdyby ścisnął, miałaby trudności z oddychaniem, zdała sobie sprawę Ava, ale jakoś jego ręka uspokoiła jej umysł. „Dobra dziewczynka. Ty i ja musimy porozmawiać,” powiedział jej. Umysł Avy sprzeciwił się, gdy nazwał ją dziewczynką. Irytowało ją to, mimo że była przerażona. „Kto cię uderzył?” zapytał. Zane przesunął rękę, aby przechylić jej głowę na bok, żeby mógł spojrzeć na jej policzek, a potem na wargę.
******************Ava zostaje porwana i zmuszona do uświadomienia sobie, że jej wujek sprzedał ją rodzinie Velky, aby spłacić swoje długi hazardowe. Zane jest głową kartelu rodziny Velky. Jest twardy, brutalny, niebezpieczny i śmiertelny. W jego życiu nie ma miejsca na miłość ani związki, ale ma potrzeby jak każdy gorący mężczyzna.
Zdobyta przez miłość Alfy
Cztery lata temu misternie uknuta intryga Fiony zamieniła mnie z zwyczajnej omegi w skazańca, na którego barkach ciąży zarzut morderstwa.
Po czterech latach wracam do świata, którego prawie nie poznaję.
Moja najlepsza przyjaciółka Fiona, a zarazem moja przyrodnia siostra, stała się w oczach mojej matki idealną córunią. A mój były chłopak, Ethan, za chwilę będzie urządzał huczną, wystawną ceremonię zawarcia więzi… właśnie z nią.
Miłość, więzi rodzinne i reputacja, które kiedyś były dla mnie wszystkim, zostały mi przez Fionę odebrane, co do okruszka.
Kiedy dotarłam już do granic wytrzymałości i zaczęłam się zastanawiać, po co w ogóle jeszcze żyję, w moim życiu nagle pojawił się legendarny Alfa Lucas z Moonhaven.
Jest potężny i tajemniczy, budzi respekt i niemal nabożny lęk wśród wszystkich wilkołaków.
A jednak wobec mnie okazuje niezwykłą wytrwałość i zaskakującą czułość, taką, jakiej nigdy się nie spodziewałam.
Czy pojawienie się Lucasa jest darem od losu, czy początkiem kolejnego spisku?
Jak nie zakochać się w smoku
Dlatego właśnie byłam co najmniej skołowana, kiedy przyszedł list z moim imieniem już wydrukowanym na planie zajęć, przydzielonym akademikiem i dobranymi przedmiotami, jakby ktoś znał mnie lepiej, niż ja sama siebie. O Akademii słyszeli wszyscy – to tam wiedźmy ostrzą swoje zaklęcia, zmiennokształtni opanowują swoje postaci, a każdy możliwy magiczny stwór uczy się panować nad swoim darem.
Wszyscy oprócz mnie.
Ja nawet nie wiem, czym właściwie jestem. Zero zmiany postaci, zero sztuczek, żadnej magii w stylu “patrzcie na mnie”. Po prostu dziewczyna otoczona ludźmi, którzy potrafią latać, przywoływać ogień albo leczyć jednym dotykiem. Więc siedzę na zajęciach, udaję, że tu pasuję, i wytężam słuch, szukając choćby najdrobniejszej wskazówki, która powie mi, co tak naprawdę płynie w mojej krwi.
Jedyną osobą, która jest chyba jeszcze bardziej ciekawa niż ja, jest Blake Nyvas – wysoki, o złotych oczach i jak najbardziej Smok. Ludzie szepczą, że jest niebezpieczny, powtarzają, żebym trzymała się od niego z daleka. Ale Blake wydaje się zdeterminowany, żeby rozwiązać zagadkę mnie, a ja… jakoś ufam właśnie jemu bardziej niż komukolwiek innemu.
Może to głupota. Może igranie z ogniem.
Ale kiedy wszyscy inni patrzą na mnie, jakbym była tu nie na swoim miejscu, Blake patrzy na mnie tak, jakby była zagadką, którą naprawdę warto rozwiązać.
Pieśń serca
Wyglądałam silnie, a mój wilk był absolutnie przepiękny.
Spojrzałam w stronę, gdzie siedziała moja siostra, a ona i reszta jej paczki mieli na twarzach wyraz zazdrosnej furii. Następnie spojrzałam w górę, gdzie byli moi rodzice, którzy patrzyli na moje zdjęcie z takim gniewem, że gdyby spojrzenia mogły podpalać, wszystko by się spaliło.
Uśmiechnęłam się do nich złośliwie, a potem odwróciłam się, by stanąć twarzą w twarz z moim przeciwnikiem, wszystko inne przestało istnieć poza tym, co było tutaj na tej platformie. Zdjęłam spódnicę i kardigan. Stojąc tylko w topie i rybaczkach, przyjęłam pozycję bojową i czekałam na sygnał do rozpoczęcia -- Do walki, do udowodnienia, i do tego, by już się nie ukrywać.
To będzie zabawa. Pomyślałam, z uśmiechem na twarzy.
Ta książka „Heartsong” zawiera dwie książki „Wilczy Śpiew Serca” i „Czarodziejski Śpiew Serca”
Tylko dla dorosłych: Zawiera dojrzały język, seks, przemoc i nadużycia
Wzlot Brzydkiej Luny
Potem spotkała jego. Pierwszego mężczyznę, który nazwał ją piękną. Pierwszego, który pokazał jej, jak to jest być kochaną.
To była tylko jedna noc, ale zmieniła wszystko. Dla Lyric był świętym, zbawcą. Dla niego, była jedyną kobietą, która sprawiła, że doszedł w łóżku – problem, z którym walczył od lat.
Lyric myślała, że jej życie wreszcie się zmieni, ale jak każdy w jej życiu, on kłamał. A kiedy odkryła, kim naprawdę jest, zdała sobie sprawę, że nie tylko jest niebezpieczny – jest typem mężczyzny, od którego nie można uciec.
Lyric chciała uciekać. Pragnęła wolności. Ale chciała również odnaleźć swoją drogę i odzyskać szacunek, wznieść się ponad popioły.
Ostatecznie została zmuszona do wejścia w mroczny świat, którego nie chciała poznać.
Pięciu Braci, Jedna Panna Młoda
Kiedy Lily przekracza progi ociekającej luksusem rezydencji Sterlingów, by dopełnić ostatniej woli zmarłego ojca, na powitanie wychodzi jej pięciu przystojnych braci. Towarzyszy im chłodna i do szpiku kości wyrachowana matka, która z miejsca postanawia odprawić niechcianego gościa z kwitkiem.
Zgodnie z paktem zawartym przed laty między ich rodami, Lily musi wybrać jednego z braci na męża. Ta perspektywa budzi w mężczyznach jawną niechęć i wyrazistą pogardę.
Lily ma jednak w zanadrzu tajemnice, które bez wątpienia zwaliłyby z nóg całą familię Sterlingów. Pod maską skromnej, cichej myszki kryje się prawdziwy rekin biznesu – genialny umysł, który od absolutnego zera zbudował wielomiliardowe imperium. Jakby tego było mało, jest też cieszącą się międzynarodowym uznaniem piosenkarką, występującą pod pseudonimem Słowik. A także geniuszem technologicznym, znanym w sieci jako Anny, który potrafi pokonać każdego jego własną bronią.
Próbując odnaleźć się w gąszczu skomplikowanych, domowych intryg rodu Sterlingów, Lily ku swojemu zaskoczeniu czuje, że najbardziej ciągnie ją do brata o sercu z lodu – Williama. Ten bezwzględny prezes traktuje ją jednak z ogromną, lodowatą nieufnością.
Na domiar złego, matka Williama upatrzyła już dla niego idealną partię: Fionę z rodziny Fosterów, jego przyjaciółkę z dzieciństwa i młodzieńczą miłość.
Sęk w tym, że słowo „kapitulacja” w słowniku Lily po prostu nie istnieje.












