
Niech przed Nią klękną
My Fantasy Stories · W trakcie · 195.8k słów
Wstęp
Wyrzucona z własnej watahy. Zapomniana przez Likanów.
Mieszkała wśród ludzi – cicha, niewidzialna, schowana w miasteczku, na które nikt nawet nie rzucał drugiego spojrzenia.
Ale kiedy jej pierwsza ruja przychodzi bez ostrzeżenia, wszystko staje na głowie.
Jej ciało płonie. Instynkty wyją. A coś pierwotnego budzi się pod skórą –
przyzywając wielkiego, groźnego Alfę, który doskonale wie, jak ugasić ten ogień.
Kiedy ją znaczy, to i ekstaza, i upadek.
Po raz pierwszy Kaelani wierzy, że została przyjęta.
Zauważona.
Wybrana.
Do chwili, gdy następnego ranka on po prostu odchodzi –
jak sekret, którego nigdy nie wolno wypowiedzieć na głos.
Ale Kaelani nie jest tym, za kogo ją wzięli.
Nie jest bezwilkiem. Nie jest słaba.
Jest w niej coś pradawnego. Coś potężnego. I to coś się budzi.
A kiedy w końcu się przebudzi –
wszyscy przypomną sobie dziewczynę, którą próbowali wymazać z istnienia.
Zwłaszcza on.
Będzie snem, za którym będzie gonił… jedyną rzeczą, przez którą kiedykolwiek poczuł, że naprawdę żyje.
Bo sekrety nigdy nie zostają pogrzebane.
Tak samo jak sny.
Rozdział 1
Dłonie Kaelani znały rytm wyrabiania ciasta lepiej, niż znały ciepło dotyku. Drewniany blat pod jej dłońmi był oprószony mąką, a w powietrzu utrzymywał się drożdżowy zapach rosnącego chleba. Za jej plecami piece cicho mruczały, wypełniając małą piekarnię kojącą wonią cukru i przypraw. Przez pięć lat to miejsce było jej azylem. Życiem, które zbudowała własnymi rękami — cichym, uporządkowanym, bezpiecznym.
— Kolejna partia miodowo-cynamonowych ciastek? — z przodu zadźwięczał głos Tessy, jak zawsze figlarny. — Zrujnujesz mi figurę, jeśli nie przestaniesz ich robić.
Kaelani uśmiechnęła się blado, odgarniając z twarzy pasmo ciemnych włosów.
— Schodzą najszybciej. Dobrze o tym wiesz.
— Schodzą, bo połowa facetów z miasteczka przychodzi tu z nadzieją, że się do nich uśmiechniesz, kiedy podasz im torebkę — droczyła się Tessa, dość głośno, by klient parsknął śmiechem, wychodząc.
Kaelani przewróciła oczami, czując, jak policzki jej się rozgrzewają, gdy wcisnęła pięści w ciasto. Tak zwykle wyglądały poranki: Tessa żartowała, Kaelani udawała, że nie zauważa. To było proste. Przewidywalne. Ludzkie.
Kaelani otrzepała dłonie o fartuch i ruszyła w stronę lady, a jej wzrok mimowolnie odpłynął ku szerokim oknom piekarni. Po drugiej stronie ulicy eleganckie czarne samochody zatrzymały się przed nowym hotelem. Wysiedli z nich mężczyźni w wyprasowanych garniturach, wypolerowani i ważni, a ich głosy niosły się na jesiennym wietrze.
Rok temu na tym rogu nie było nic poza pustą działką porośniętą chwastami. Teraz lśnił tam hotel ze szkła i stali, jakby stał od zawsze, rzucając długi cień na stare ceglane fasady. Postęp, tak to nazywano. Kaelani nazywała to kłopotami.
Hotel wciągnął do miasteczka zmiany jak nieproszony gość — przyjezdnych z nadmiarem pieniędzy, rozmowy o rozbudowie, a nawet plotki o autostradzie, która miałaby przeciąć wieś na wskroś. To nie była jej sprawa, nie do końca. Ale piekarnia zawsze była miejscem dla sąsiadów, dla miejscowych, dla znajomych twarzy. Teraz widywała w drzwiach więcej obcych niż kiedykolwiek wcześniej.
Jej spojrzenie zatrzymało się na szeregu mężczyzn przechodzących przez jezdnię. Wyglądali tu nie na miejscu — zbyt ostro, zbyt ciężko jak na tak małe miasteczko. Drogie garnitury, drogie auta — mężczyźni, którzy powinni siedzieć w salach konferencyjnych na wysokich piętrach, a nie stać przed piekarnią na rogu Main Street.
Tessa pojawiła się obok, przysuwając się do szyby z uśmiechem.
— No, proszę. Wygląda na to, że hotel się opłaca. Widzisz ich? Jakby wyszli prosto z rozkładówki jakiegoś magazynu z Wall Street. Boże, jacy oni są przystojni.
Kaelani lekko pokręciła głową, strzepując mąkę z rąk.
— Nie w moim typie — mruknęła i odwróciła się z powrotem do lady. Nie interesowali jej obcy, którzy tu nie pasowali.
Tessa przewróciła oczami teatralnie, po czym zafurkotała z powrotem, żeby pomóc czekającemu klientowi.
Po drugiej stronie miasteczka czarny sedan sunął Main Street, ściągając na siebie niejedno spojrzenie, gdy zwolnił przed nowym hotelem. W środku Julian odchylił się na skórzanym siedzeniu, z chłodnym spojrzeniem ogarniając mieszaninę starych ceglanych budynków i nowych inwestycji.
— Przypomnij mi, co jest pierwsze w planie — powiedział tonem czysto służbowym.
Jace, z dłońmi swobodnie spoczywającymi na kierownicy, ani na moment się nie zawahał.
— Negocjacje graniczne. Niektórzy Alfowie naciskają na ściślejszą kontrolę północnego odcinka. Twierdzą, że ludzka zabudowa podchodzi zbyt blisko terenów watahy.
Usta Juliana spłaszczyły się w cienką linię.
— A reszta?
— Dwóch chce sprzedać działki — dogadać się z ludźmi i nabić sobie kieszenie. Pozostali są podzieleni. Jeśli rozbudowa ruszy, sama autostrada przetnie neutralny teren na wylot. Każdy chce swój kawałek.
Julian wydał ciche mruknięcie, ani aprobaty, ani sprzeciwu. Typowe. Alfowie kłócący się o terytorium, podczas gdy ludzie budują na nim jak mrówki. Właśnie dlatego rada zwołała ten szczyt i dlatego nie mógł sobie pozwolić na rozproszenie.
Samochód zwolnił, wjeżdżając w hotelową zatoczkę dla valet. Lśniąca, szklana bryła górowała nad nimi — wypolerowana, nowa, symbol wszystkiego, co ludzie tutaj budowali.
Jace rzucił mu szybkie spojrzenie, gdy zatrzymał się przy krawężniku. — Ja ogarnę zameldowanie. Jesteśmy wystarczająco wcześnie, żeby zorientować się, kto już przyjechał.
Julian skinął raz głową i pchnął drzwi. W chwili, gdy jego buty dotknęły chodnika, ostra smuga wiatru przecięła ulicę. Spaliny. Asfalt. Rześkie liście. A pod tym — coś ciepłego. Słodkiego. Korzennego. Przylgnęło do niego jak niewidzialna dłoń, szarpiąc jego zmysły.
Znieruchomiał, nozdrza mu się rozszerzyły. Po drugiej stronie ulicy niewielka piekarnia wtulała się między antykwariat a księgarnię; w słońcu migotały pomalowane szyby.
— Julian. — Głos Jace’a przywołał go do rzeczywistości; Jace stał już przy nim, przekazując kluczyki parkingowemu. — Powinniśmy wejść.
Wzrok Juliana jeszcze przez moment trzymał się piekarni. Nie potrafił powiedzieć dlaczego, ale wilk pod jego skórą poruszył się niespokojnie, jakby krążył w miejscu.
— Spotkam się z tobą w środku — powiedział w końcu tonem, który nie pozostawiał miejsca na pytania.
Jace uniósł brew, ale nie naciskał. Wiedział lepiej. Wzruszył ramionami i ruszył w stronę hotelowych drzwi, zostawiając Juliana, by sam przeszedł przez ulicę.
Dzwoneczek nad drzwiami zabrzęczał ostro, przecinając jednostajny szum piekarni. Kaelani uniosła wzrok znad tacy, którą właśnie lukrowała; ręka zastygła jej w połowie ruchu, gdy spojrzenie przykuł mężczyzna, który właśnie wszedł do środka.
Wysoki. Barczysty. Obecność, która bez wysiłku wypełniała ten mały lokal. Ciemny garnitur układał się w ostre linie na sylwetce stworzonej do siły, nie do sal konferencyjnych. Sposób, w jaki się poruszał — opanowany, nieustępliwy, rozkazujący — odróżniał go od każdego eleganckiego nieznajomego, jakiego kiedykolwiek widziała, gdy schodził z hotelowego chodnika.
Ścisnęło ją w piersi. Wychowała się wśród takich jak on, więc wiedziała dokładnie, kim jest.
Alfą.
Oczy Kaelani instynktownie strzeliły ku ladzie w poszukiwaniu Tessy. Ale przyjaciółka ogarniała duże zamówienie na wynos — pakowała ciastka do pudełek i nalewała kilka kaw, podczas gdy klient czekał niecierpliwie — zbyt zajęta, by zauważyć, jakby powietrze nagle się zmieniło.
Ścisnęło ją w żołądku. Gardziła ich sortem — roszczeniowi, niebezpieczni, zawsze łaknący kontroli. A teraz jeden stał w jej piekarni.
W chwili gdy Julian wszedł do środka, ciepło piekarni otuliło go, gęste od cukru i przypraw. Ten zapach — ten, który przeciągnął go przez ulicę — wirował tu mocniej, wwiercając się pod skórę.
Jego spojrzenie omiotło na krótko szklane gabloty, aż zatrzymało się na źródle, które uznał za jedyne możliwe: złociste, polane lukrem miodowo-cynamonowe ciastka, których bogata słodycz perfumowała powietrze. Jego wilk ucichł, niemal usatysfakcjonowany, a na ustach Juliana pojawił się ledwie cień uśmiechu na własną głupotę. Przyciągnięty przez ulicę dla ciastka.
— W czym mogę pomóc, proszę pana? — zapytał kobiecy głos, czysty i stanowczy.
Nie zadał sobie trudu, by podnieść wzrok. Nieważna. Kimkolwiek była, była człowiekiem — a więc kimś poniżej jego uwagi.
— Jedno z tych ciastek i dużą kawę — powiedział głęboko i oschle, bardziej jak rozkaz niż prośba. Sięgnął do marynarki, wyciągnął banknot znacznie większy, niż wymagało zamówienie, i położył go na ladzie, nie racząc jej spojrzeniem.
— Reszty nie trzeba.
Jego oczy znów przyciągnęło okno; skanował hotel po drugiej stronie ulicy, jakby ten przystanek był niczym więcej niż rozproszeniem.
Kaelani stłumiła parsknięcie i przewróciła oczami, zabierając się do przygotowania zamówienia. Typowe. Bogaty, arogancki, protekcjonalny — dokładnie taki, dla jakich nie miała cierpliwości. Przesunęła przez ladę zapakowane ciastko i parujący kubek z wyćwiczoną sprawnością.
— Proszę bardzo — powiedziała, a jej ton był równie ostry jak jego.
Zabrał rzeczy, nie patrząc na nią, obrócił się na pięcie i wyszedł tak samo łatwo, jak wszedł. Dzwoneczek nad drzwiami znów zadźwięczał i jakby od razu powietrze ponownie się uspokoiło.
Ostatnie Rozdziały
#114 Rozdział 114 Rozdział Sto Czternaście
Ostatnia Aktualizacja: 7/3/2026#113 Rozdział 113 Rozdział Sto Trzynaście
Ostatnia Aktualizacja: 7/3/2026#112 Rozdział 112 Rozdział Sto Dwunasty
Ostatnia Aktualizacja: 7/3/2026#111 Rozdział 111 Rozdział Sto jedenasty
Ostatnia Aktualizacja: 7/3/2026#110 Rozdział 110 Rozdział sto dziesięć
Ostatnia Aktualizacja: 7/3/2026#109 Rozdział 109 Rozdział Sto dziewięć
Ostatnia Aktualizacja: 7/3/2026#108 Rozdział 108 Rozdział Sto ósmy
Ostatnia Aktualizacja: 7/3/2026#107 Rozdział 107 Rozdział Sto siódmy
Ostatnia Aktualizacja: 7/3/2026#106 Rozdział 106 Rozdział Sto Sześć
Ostatnia Aktualizacja: 7/3/2026#105 Rozdział 105 Rozdział Sto Piąty
Ostatnia Aktualizacja: 7/3/2026
Może Ci się spodobać 😍
Zabójcza narzeczona króla mafii
– Muszę cię posmakować – warknął, wsuwając palce pod koronkę, głaszcząc mnie, aż zaczęłam się trząść.
Zapiszczałam cicho, bardziej prosząc niż mówiąc:
– Dręcz mnie… spraw, żebym ciekła dla ciebie.
Klęknął, jego język szarpał mnie łapczywie, bez wstydu, aż słonko-słodki smak zalał mi zmysły i odciął resztki rozsądku.
– Błagaj głośniej – zażądał. Podniósł się i wszedł we mnie głęboko, od razu, bez ostrzeżenia. Nasze śliskie ciała uderzały o siebie raz za razem, aż wybuch rozkoszy wyrwał z mojego gardła dzikie krzyki.
💗💗💗💗💗💗
Scarlett Romano była kiedyś zabójczynią numer dwa na świecie, zanim rzuciła to wszystko, żeby spróbować normalnego życia. Wróciła do swojej mafijnej rodziny – tylko po to, by zostać tam zrobioną na szaro: poniżana, wyszydzana, traktowana jak obca, podczas gdy jej adoptowana siostra Zelda błyszczy jak złote dziecko rodu.
Potem Scarlett odkrywa, że jest w ciąży z Damonem Wolfe’em. Jej rodzina stawia sprawę jasno: albo usunie ciążę, albo znika. Zamiast się ugiąć, Scarlett wysuwa śmiały pomysł – proponuje Damonowi małżeństwo kontraktowe. Jemu, bezlitosnemu królowi mafii, który w sekrecie jest Roninem, zabójcą numer jeden na świecie.
On się zgadza.
Teraz dwoje najgroźniejszych morderców na świecie kłóci się o zmywanie naczyń, przypadkiem zakochuje się w sobie – i po kolei serwuje jej rodzinie zasłużoną karmę, każdą satysfakcjonującą akcją rozliczając dawne krzywdy.
Zakazane Pulsowanie
Moje zmieniło się w czasie, który zajęło otwarcie drzwi.
Za nimi: mój narzeczony Nicholas z inną kobietą.
Trzy miesiące do naszego ślubu. Trzy sekundy, żeby zobaczyć, jak wszystko się rozpada.
Powinnam była uciec. Powinnam była krzyczeć. Powinnam była zrobić cokolwiek, zamiast stać tam jak głupia.
Zamiast tego usłyszałam, jak sam diabeł szepcze mi do ucha:
"Jeśli chcesz, mogę cię poślubić."
Daniel. Brat, przed którym mnie ostrzegano. Ten, który sprawiał, że Nicholas wyglądał jak aniołek.
Opierał się o ścianę, obserwując, jak mój świat się rozpada.
Moje serce waliło jak młot. "Co?"
"Słyszałaś mnie." Jego oczy wwiercały się w moje. "Poślub mnie, Emmo."
Ale kiedy patrzyłam w te magnetyczne oczy, uświadomiłam sobie coś przerażającego:
Chciałam powiedzieć mu "tak".
Gra rozpoczęta.
Błogość anioła
„Zamknij się, do cholery!” ryknął na nią. Zamilkła, a on zobaczył, jak jej oczy zaczynają się napełniać łzami, a jej wargi drżą. O cholera, pomyślał. Jak większość mężczyzn, płacząca kobieta przerażała go na śmierć. Wolałby stoczyć strzelaninę z setką swoich najgorszych wrogów, niż musieć radzić sobie z jedną płaczącą kobietą.
„Jak masz na imię?” zapytał.
„Ava,” odpowiedziała cienkim głosem.
„Ava Cobler?” chciał wiedzieć. Jej imię nigdy wcześniej nie brzmiało tak pięknie, co ją zaskoczyło. Prawie zapomniała skinąć głową. „Nazywam się Zane Velky,” przedstawił się, wyciągając rękę. Oczy Avy zrobiły się większe, gdy usłyszała to imię. O nie, tylko nie to, pomyślała.
„Słyszałaś o mnie,” uśmiechnął się, brzmiał zadowolony. Ava skinęła głową. Każdy, kto mieszkał w mieście, znał nazwisko Velky, była to największa grupa mafijna w stanie, z siedzibą w mieście. A Zane Velky był głową rodziny, donem, wielkim szefem, współczesnym Al Capone. Ava czuła, jak jej spanikowany umysł wymyka się spod kontroli.
„Spokojnie, aniołku,” powiedział Zane, kładąc rękę na jej ramieniu. Jego kciuk zjechał w dół przed jej gardło. Gdyby ścisnął, miałaby trudności z oddychaniem, zdała sobie sprawę Ava, ale jakoś jego ręka uspokoiła jej umysł. „Dobra dziewczynka. Ty i ja musimy porozmawiać,” powiedział jej. Umysł Avy sprzeciwił się, gdy nazwał ją dziewczynką. Irytowało ją to, mimo że była przerażona. „Kto cię uderzył?” zapytał. Zane przesunął rękę, aby przechylić jej głowę na bok, żeby mógł spojrzeć na jej policzek, a potem na wargę.
******************Ava zostaje porwana i zmuszona do uświadomienia sobie, że jej wujek sprzedał ją rodzinie Velky, aby spłacić swoje długi hazardowe. Zane jest głową kartelu rodziny Velky. Jest twardy, brutalny, niebezpieczny i śmiertelny. W jego życiu nie ma miejsca na miłość ani związki, ale ma potrzeby jak każdy gorący mężczyzna.
CEO Nad Moim Biurkiem
„Wiem, że tak.”
„A co, jeśli nie chce takiej ochrony?”
„Będzie chciała” — odpowiadam, a mój głos nieznacznie cichnie. „Bo potrzebuje faceta, który potrafi dać jej cały świat.”
„A jeśli świat stanie w ogniu?”
Moja dłoń odruchowo zaciska się mocniej na talii Violet.
„To zbuduję jej nowy” — mówię. „Nawet jeśli będę musiał sam spalić ten stary do gołej ziemi.”
Nie pracuję dla Rowana Ashcrofta.
Pracuję pod nim.
Z mojego biurka decyduję, kto dostaje przepustkę do najbardziej bezwzględnego prezesa w mieście, a kto nawet nie przechodzi przez recepcję i odbija się od ochrony jak od ściany. Ogarniając wszystko, trzymam w ryzach jego kalendarz, jego milczenie i jego wrogów. Pilnuję, żeby jego świat chodził jak w zegarku, podczas gdy mój po cichu się sypie: zaległe rachunki piętrzą się na kuchennym blacie, matka jest zamknięta na odwyku, a brat zniknął bez słowa, nawet bez głupiego „trzymaj się”.
Rowan Ashcroft to władza opakowana w idealnie skrojony garnitur.
Zimny. Nietykalny. Bez litości.
On nie flirtuje. On się nie uśmiecha. On nie widzi ludzi — tylko ich przydatność.
I przez długi czas ja też byłam po prostu przydatna.
Aż zaczął się przyglądać.
Na początku ta zmiana w jego uwadze jest ledwie zauważalna. Pauza o sekundę za długa. Spojrzenie, które zostaje. Polecenia, które zamiast odsuwać mnie na bok, ściągają coraz bliżej. Mężczyzna stojący nad moim biurkiem zaczyna kontrolować coś więcej niż mój grafik — i dociera do mnie za późno, że bycie zauważoną przez Rowana Ashcrofta jest o wiele bardziej niebezpieczne niż bycie ignorowaną.
Bo tacy faceci nie łakną czułości.
Oni łakną posiadania.
To miała być praca.
Nie sprawdzian moich granic.
Nie powolne, metodyczne osuwanie się w jego władzę.
Ale jeśli Rowan Ashcroft uzna, że moje miejsce jest pod jego biurkiem, to trudno.
Przetrwanie ma swoją cenę, a rachunki mają to gdzieś, jak je opłacę.
Okrutny Raj - Romans mafijny
Wykręcenie tyłkiem numeru do własnego szefa…
I zostawienie mu sprośnej poczty głosowej, kiedy jesteś, yyy… „w trakcie” myślenia o nim.
Praca jako osobista asystentka Rusłana Orłowa to robota rodem z piekła.
Po długim dniu, podczas którego spełniam każdą zachciankę tego miliardera, potrzebuję jakiegoś ujścia dla stresu.
Więc kiedy tamtego wieczoru wracam do domu, robię dokładnie to.
Problem w tym, że moje myśli wciąż kręcą się wokół tego szef-dupka, który rujnuje mi życie.
I niech będzie—bo ze wszystkich licznych grzechów Rusłana, to że jest tak cholernie przystojny, może być najniebezpieczniejsze.
Dziś w nocy fantazje o nim są dokładnie tym, czego potrzebuję, żeby przekroczyć granicę.
Ale kiedy spuszczam wzrok na telefon, przygnieciony obok mnie,
jest.
Poczta głosowa: 7 minut i 32 sekundy…
Wysłana do Rusłana Orłowa.
Wpada we mnie panika i ciskam telefon przez pokój.
Tyle że nie da się cofnąć szkód wyrządzonych przez moje bardzo głośne „O”.
Więc co ja mogę zrobić?
Plan był prosty: unikać go i udawać, że to się nigdy nie wydarzyło.
Poza tym—kto tak zajęty w ogóle odsłuchuje pocztę głosową, co?
Tylko że kiedy on wpisuje mi w kalendarz spotkanie jeden na jeden ze mną na równe 7 minut i 32 sekundy,
jedno jest pewne:
On.
Słyszał.
Wszystko.
Tym Razem To On Ściga Mnie Całym Sercem
Na korytarzu przed salą balową podeszła do niego, gdy palił przy drzwiach, chcąc chociaż spróbować się wytłumaczyć.
– Nadal jesteś na mnie zły?
Strzepnął papierosa, odrzucił niedopałek i spojrzał na nią z jawną pogardą.
– Zły? Myślisz, że jestem zły? Zgadnę – Maya wreszcie się dowiaduje, kim jestem, i nagle ma ochotę „odnowić kontakt”. Kolejna szansa, odkąd wie, że moje nazwisko oznacza pieniądze.
Kiedy próbowała zaprzeczyć, wszedł jej w słowo.
– Byłaś epizodem. Przypisem na dole strony. Gdybyś się tu dzisiaj nie pojawiła, nawet bym o tobie nie pamiętał.
Łzy zapiekły ją pod powiekami. Prawie powiedziała mu o jego córce, ale się powstrzymała. Uznałby tylko, że próbuje go wrobić, złapać go na dziecko i dobrać się do jego kasy.
Maya przełknęła wszystko razem z łzami i odeszła, święcie przekonana, że ich drogi już nigdy się nie przetną – a jednak on zaczął pojawiać się w jej życiu raz za razem, aż w końcu to on musiał się przed nią schylić, pokornie błagając, by dała mu jeszcze jedną szansę.
Zdeprawowany Anioł - Romans mafijny
Alexis nigdy nie powinna była postawić stopy w moim świecie.
Tacy faceci jak ja brudzą takie dziewczyny jak ona. Zabieramy im niewinność i rozszarpujemy ją na strzępy.
Ona myśli, że jest twarda. Myśli, że da sobie ze mną radę.
Ale nie ma pojęcia, jak głęboko sięga mój mrok.
Najlepiej było, że wziąłem ją na jedną noc i zostawiłem za sobą.
Cokolwiek więcej byłoby zwyczajnie okrutne.
Myślałem, że widziałem Alexis Wright po raz ostatni.
Więc wyobraź sobie moje zdziwienie, gdy dwa lata później otwierają się drzwi do mojego gabinetu…
I ona wchodzi.
Dziewczyna, którą zniszczyłem. Dziewczyna, którą pożarłem.
Teraz, kiedy znowu stoi przede mną, mam do niej tylko dwa pytania:
Po pierwsze — co ona tu robi?
A po drugie…
Co ona ma na myśli, mówiąc: „nasze dziecko”?
Zaproszenie śmierci
Moja Siostra Ukradła Mojego Partnera, A Ja Jej Pozwoliłam
Urodzona bez wilka, Seraphina jest hańbą swojej watahy—aż do pewnej pijanej nocy, która pozostawia ją w ciąży i w małżeństwie z Kieranem, bezwzględnym Alfą, który nigdy jej nie chciał.
Ale ich dziesięcioletnie małżeństwo nie było bajką.
Przez dziesięć lat znosiła upokorzenia: żadnego tytułu Luny, żadnego znaku parowania. Tylko zimne prześcieradła i jeszcze zimniejsze spojrzenia.
Kiedy jej idealna siostra wróciła, Kieran złożył wniosek o rozwód tej samej nocy. A jej rodzina była szczęśliwa widząc jej małżeństwo rozbite.
Seraphina nie walczyła, tylko odeszła w milczeniu. Jednak gdy pojawiło się niebezpieczeństwo, szokujące prawdy wyszły na jaw:
☽ Tamta noc nie była przypadkiem
☽ Jej "defekt" jest w rzeczywistości rzadkim darem
☽ I teraz każdy Alfa—including jej były mąż—będzie walczył, aby ją zdobyć
Szkoda, że ona skończyła z byciem posiadana.
Ryk Kieran wstrząsnął moimi kośćmi, gdy przycisnął mnie do ściany. Jego gorąco przebiło się przez warstwy materiału.
"Seraphina, myślisz, że odejście jest takie łatwe?" Jego zęby musnęły nieoznakowaną skórę mojego gardła. "Ty. Jesteś. Moja."
Gorąca dłoń przesunęła się po moim udzie. "Nikt inny cię nigdy nie dotknie."
"Miałeś dziesięć lat, żeby mnie zdobyć, Alfo." Odsłoniłam zęby w uśmiechu. "Zabawne, że pamiętasz, że jestem twoja... kiedy odchodzę."
Bez drugiej szansy, Niezmartwiona i Kwitnąca
Mój narzeczony stał tam z ciężarną kochanką w swoich ramionach, szyderczo się uśmiechając. "Bez mnie jesteś nikim."
Odwróciłam się i zapukałam do drzwi najbogatszego człowieka w mieście. "Panie Locke, zainteresowany sojuszem małżeńskim? Oferuję udział wart sto miliardów dolarów - plus przyszłe imperium biznesowe, gratis."
Wybrana przez Przeklętego Króla Alfa
„Ale ja przeżyję.”
Szeptałam to do księżyca, do łańcuchów, do siebie — aż w to uwierzyłam.
Mówią, że Król Alfa Maximus to potwór — zbyt wielki, zbyt brutalny, zbyt przeklęty. Jego łoże to wyrok śmierci, i żadna kobieta nigdy go nie opuściła żywa. Dlaczego więc wybrał mnie?
Grubą, niechcianą omegę. Tę, którą moja własna wataha oddała jak śmieci. Jedna noc z bezlitosnym Królem miała mnie zakończyć. Zamiast tego zrujnowała mnie. Teraz pragnę mężczyzny, który bierze bez litości. Jego dotyk pali. Jego głos rozkazuje. Jego ciało niszczy. A ja wciąż wracam po więcej. Ale Maximus nie zna miłości. Nie zna towarzyszy. Bierze. Posiada. I nigdy nie zostaje.
„Zanim moja bestia pochłonie mnie całkowicie — potrzebuję syna, który przejmie tron.”
Niestety dla niego... nie jestem słabą, żałosną dziewczyną, którą wyrzucili. Jestem czymś o wiele bardziej niebezpiecznym — jedyną kobietą, która może złamać jego klątwę... albo zniszczyć jego królestwo.
Desperackie Pościgi Prezesa
Myślałam, że Seth jest moim światem, ale jego zdrady zniszczyły trzy lata oddania.
Miałam dość. Rozwód, bez oglądania się za siebie. Wtedy on spanikował. Zaczął mnie ścigać, nie chciał odpuścić.
Więc kim dla ciebie jestem, Seth? Nie chciałeś mnie, kiedy cię kochałam. Teraz, kiedy już mi przeszło, nie dasz mi spokoju?
Za późno.












