
Opętany Niewłaściwym Bratem
gracenny18 · W trakcie · 207.0k słów
Wstęp
Motywy: Romans zemsty | Zerwane zaręczyny/małżeństwo | Zakazana miłość
— Ukradł ci geniusz, twój kod i twoją dumę — warknął Dwayne, a jego wytatuowana dłoń zacisnęła się na jej szczęce. — Ale wróciłem, żeby odzyskać to, co moje. Zaczynając od jego żony.
Przez pięć lat Shailyn, technologiczny geniusz, była idealną, milczącą żoną Dantego. W zamian on ukradł jej przełomową technologię SI, by stać się miliarderem i dyrektorem generalnym, a ją zostawił, skazaną na znoszenie jego okrutnego emocjonalnego zaniedbania. Kiedy jednak wreszcie odnajduje swój głos i żąda rozwodu, jego przystojna maska rozpada się całkowicie.
Szukając ucieczki w anonimowości klubu masek, Shailyn poddaje się potężnemu, niebezpiecznemu nieznajomemu. Po raz pierwszy w życiu dowiaduje się, jak to jest być czczoną, a nie wykorzystywaną.
Ale kiedy maski opadają, prawda roztrzaskuje jej świat.
Mężczyzna, który przed chwilą sprawił, że zapomniała własnego imienia, to Dwayne Belmar — wygnany starszy brat Dantego i prawowity dziedzic technologicznego imperium. Dwayne wrócił po absolutną zemstę na swojej rodzinie i nie spocznie, dopóki całkowicie nie zawłaszczy żony niewłaściwego brata.
Rozdział 1
Rozdział 1
~ Shailyn ~
Zrobiłam kawę tak, jak ją lubił.
Dwie łyżeczki cukru. Odrobina śmietanki. Jego ulubiony kubek — granatowy, z obtłuczonym uchem, który trzy razy proponowałam wyrzucić, a on za każdym razem odmawiał. Parzyłam ją dokładnie tak samo każdego dnia przez pięć lat, zawsze o równej czternastej, a on każdego dnia wypijał ją bez słowa.
Wmawiałam sobie, że to coś znaczy.
Wmawiałam sobie wiele rzeczy.
Drzwi do jego gabinetu ustąpiły pod moją dłonią i weszłam do środka już uśmiechnięta, już układając w głowie słowa — Dante, przyniosłam ci kawę — kiedy najpierw uderzył mnie zapach. Perfumy, które nie były moje. Coś kwiatowego i taniego pod znajomą nutą jego wody kolońskiej.
A potem ich zobaczyłam.
Był pochylony nad biurkiem. Spodnie zsunięte do kostek. Vanessa — ta nowa, ta z długimi nogami i tym śmiechem, którym wybuchała zbyt głośno, ilekroć Dante coś powiedział — leżała rozłożona na jego biurku, jakby do niej należało, spódnica podciągnięta aż do talii, bluzka rozerwana na guzikach.
Wszystko stanęło.
Kubek z kawą zadrżał mi w dłoniach. Uśmiech wciąż miałam na twarzy. Czułam go, zastygły, bo moja twarz nie nadążała za tym, co widziały oczy.
Oboje zamarli, kiedy mnie zauważyli.
Przez jedną okropną, zawieszoną chwilę nikt się nie poruszył. W gabinecie panowała martwa cisza, poza cichym szumem klimatyzacji i odgłosem własnej krwi dudniącej mi w uszach.
Potem twarz Dantego wykrzywiła się.
Nie z poczucia winy ani ze wstydu.
Z wściekłości.
— WYNOŚ SIĘ, Shailyn! Kto ci, do cholery, pozwolił tu wejść bez pukania?
Jego głos uderzył we mnie jak coś namacalnego. Cofnęłam się chwiejnie, biodrem zahaczając o framugę tak mocno, że aż zapiekło, jakby zaraz miał się pojawić siniak. Kawa chlusnęła przez brzeg i oparzyła mi dłoń, a ja wydałam z siebie cichy, głupi dźwięk — nie z powodu poparzenia, tylko z powodu czegoś zupełnie innego. Czegoś, co sięgało głębiej niż skóra.
— Ja… przepraszam, ja tylko…
— WYNOSIĆ SIĘ.
Pociągnęłam drzwi i zamknęłam je.
Stałam z plecami przyciśniętymi do nich, obiema dłońmi obejmując kubek, który wciąż parzył mi wnętrze dłoni, i oddychałam. Wdech. Wydech. Wdech. Wydech. Korytarz wokół mnie był jasny i zwyczajny — beżowe ściany, szara wykładzina, gdzieś w oddali stukanie klawiatur i ciche rozmowy z otwartej przestrzeni biurowej.
Normalnie. Tu, na zewnątrz, wszystko było całkowicie normalne.
W porządku. Był zestresowany. Nie chciał tego tak powiedzieć.
To sobie powtarzałam.
Zawsze to sobie powtarzałam.
A potem usłyszałam, jak zaczynają od nowa.
Stałam tam i słyszałam to — jego rytm, jego odgłosy — i z jakiegoś mętnego, na wpół świadomego miejsca zrozumiałam, że on wcale nie przerwał. Że ta przerwa ledwie do niego dotarła. Że weszłam, zostałam zwyzywana i wyrzucona, a on po prostu… ciągnął dalej.
Jakbym była muchą, którą odgonił od jedzenia.
Kubek wciąż palił mi dłoń. Nie ruszyłam się.
— Pani Belmar?
Jessica patrzyła na mnie znad biurka z miną, którą nauczyłam się rozpoznawać — szeroko otwarte oczy, starannie neutralne usta, a pod tym głód. Była typem kobiety, która kolekcjonuje cudze upokorzenia jak pamiątki.
Postawiłam kubek z kawą na skraju jej biurka.
Nie wiem dlaczego. Po prostu nie byłam już w stanie go trzymać.
— Możesz to wziąć — powiedziałam. Mój głos zabrzmiał zupełnie spokojnie. Zawsze mnie to zaskakiwało — jak opanowanie brzmiałam, kiedy we mnie wszystko zamieniało się w biały szum.
Podeszłam do windy. Nacisnęłam przycisk. Czekałam.
W porządku. Małżeństwa przechodzą przez trudne okresy. To tylko trudny okres.
Drzwi się otworzyły. Weszłam do środka. Wcisnęłam przycisk swojego piętra.
A potem — dopiero wtedy, w tej małej, srebrnej intymności windy — pozwoliłam łzom popłynąć, bo po prostu nie byłam w stanie dłużej tego w sobie trzymać.
Pięć lat. Pięć pieprzonych lat małżeństwa z Dantem Belmarem, a on ani myślał się zmienić.
Zabrałam torebkę z biurka, nie odzywając się do nikogo, wylogowałam się na dziś i odjechałam spod budynku z wyłączonym radiem, trzymając obie dłonie bardzo ostrożnie na kierownicy.
Był podcast, którego zaczęłam słuchać trzy tygodnie temu. Kobieta o ciepłym, pewnym głosie, która mówiła rzeczy w rodzaju: zasługujesz na to, żeby cię wybrano, i: twoje milczenie nie jest tym samym co spokój.
Znalazłam go przypadkiem, szukając czegoś zupełnie innego. Pierwszego odcinka wysłuchałam w samochodzie w parkingu podziemnym, z włączonym silnikiem, i siedziałam tam jeszcze dwadzieścia minut po tym, jak się skończył, nie ruszając się.
Włączyłam go teraz.
— Czasem zostajemy nie dlatego, że jesteśmy szczęśliwi — powiedziała kobieta. — Tylko dlatego, że pomyliliśmy wytrzymałość z miłością.
Wyłączyłam.
Na to jeszcze nie byłam gotowa.
Telefon zawibrował na fotelu pasażera.
Dante: [Nigdy więcej nie wchodź do mojego gabinetu bez pukania. Mówię poważnie.]
Przeczytałam to na czerwonym świetle. Odłożyłam telefon ekranem do dołu. A on nie miał w sobie ani grama poczucia winy, że urządza mi piekło.
Wjechałam na parking szpitala, zgasiłam silnik i przez chwilę siedziałam w ciszy. Z lusterka wstecznego patrzyło na mnie moje odbicie — tusz do rzęs spływał po obu policzkach, włosy wysuwały się ze spinek, a oczy wyglądały tak, jakby należały do kogoś dużo starszego niż trzydziestojednoletnia kobieta.
Żałosne.
Słowo przyszło głosem Dantego, jak zawsze. Bo powiedział je dokładnie raz — dwa lata po ślubie, podczas kłótni, którą zaczęłam, pytając, dlaczego nie wrócił do domu poprzedniej nocy. Spojrzał na mnie z czymś na kształt pogardy i powiedział: jesteś żałosna, wiesz o tym, po czym wyszedł z pokoju, a ja stałam tam i postanowiłam, że ma rację.
Chwyciłam torebkę.
Musiałam zobaczyć się z mamą.
✦ ✦ ✦
Spała, kiedy weszłam — tak jak zwykle po południu. Twarz miała rozluźnioną i spokojną, a klatka piersiowa unosiła się i opadała powoli pod bladym szpitalnym kocem. Kolejny strach przed udarem, kolejna seria monitorowania, kolejny rachunek, który będzie się spłacać przez trzy miesiące.
Ciocia Patricia siedziała na krześle obok łóżka, już w płaszczu, z torbą zarzuconą na ramię. Czekała.
— Nareszcie — powiedziała, zanim zdążyłam w pełni przekroczyć próg.
— Wiem. Przepraszam.
— Potrzebuję więcej pieniędzy, Shailyn. — Wstała i skrzyżowała ręce na piersi. — Koszty leków znowu wzrosły, a ja zajmuję się twoją matką od dwudziestu ośmiu lat. Jesteś żoną jednego z najbogatszych mężczyzn w tym mieście. Przestań się zachowywać, jakbym prosiła o coś nierozsądnego.
Poczucie winy przepłynęło przeze mnie — automatyczne i głęboko zakorzenione. Patricia zajmowała się mną od dziecka. Karmiła mnie, ubierała i pilnowała, żebym chodziła do szkoły. Byłam jej winna dług, którego nie umiałam nawet do końca nazwać.
— Przeleję coś wieczorem — powiedziałam cicho.
— Dobrze. — Wciągnęła na siebie płaszcz. — Och — zanim zapomnę. Twoja matka coś do ciebie napisała.
Wyciągnęła kopertę. Grubą. Lekko wytartą na brzegach, jakby wiele razy była brana do rąk, zanim trafiła do mnie.
Wstrzymałam oddech.
— Ona to napisała?
— Jeden list na raz. Pracuje nad tym od prawie roku. — Patricia wzruszyła ramionami, jakby to była drobna sprawa administracyjna. — Idę na targ. Zamknij, jak będziesz wychodzić.
Drzwi zamknęły się za nią.
Stałam na środku pokoju, trzymając kopertę obiema rękami. Z przodu widniało pismo mojej matki — powolne i nierówne, jakby każda litera kosztowała ją ogromny wysiłek; litery mojego imienia zajmowały prawie całą szerokość papieru.
SHAILYN.
Próbowała ze mną rozmawiać przez całe moje życie. Jej pierwszy udar odebrał jej głos, zanim się urodziłam, zamykając ją w ciele, które nie chciało współpracować, które zamieniało każde słowo w bitwę. Dorastałam, patrząc, jak walczy, żeby się porozumieć — powolne literowanie słów na tablicy, odpowiedzi składające się z jednego wyrazu, wyczerpane milczenie.
Pisała ten list przez rok.
Trzęsły mi się ręce. Zaczęłam go otwierać—
—i poczułam znajomy, tępy ból nisko w podbrzuszu, mówiący mi, że zaczęła mi się miesiączka.
Ten zbieg okoliczności był tak absurdalny, że prawie się roześmiałam.
Ostrożnie wsunęłam kopertę do torby i poszłam szukać łazienki.
✦ ✦ ✦
W środku były dwie kobiety, w trakcie kłótni; ich głosy odbijały się od kafelków.
—…widziałaś nową torebkę Chantel? Tę Birkin? Proszę cię. Wszyscy wiemy, że kupił ją Dante.
Zatrzymałam się tuż za progiem.
—Dante kupuje wszystkim różne rzeczy — odezwał się drugi głos, znudzony. — To nie znaczy nic wyjątkowego.
—To znaczy, że z nią sypia.
—Dante sypia z połową Kington. To żadna nowość.
Stałam bez ruchu. Kabina była dokładnie przede mną. Weszłam do niej, zamknęłam drzwi na zamek, usiadłam na opuszczonej desce i oddychałam.
Nie mówią o moim Dantem. To popularne imię. To nic nie znaczy.
Wtedy zadzwonił telefon jednej z nich i ton kłótni zmienił się całkowicie.
—ŻARTUJESZ SOBIE? Czemu Dante dzwoni do ciebie akurat teraz? Skąd on w ogóle ma twój numer?
—Puść mnie…
Odgłos policzka. Zaskoczony okrzyk. A potem nagle obie zaczęły krzyczeć; odgłos prawdziwej bójki — ciała uderzające o blat, pisk podeszew na kafelkach.
—On jest MÓJ, Priscilla…
—Twój? Zaraził mnie syfilisem! TWÓJ były chłopak zaraził CIEBIE syfilisem, a ty zaraziłaś Dantego, a teraz ja to mam przez CIEBIE, ty pieprzona…
To słowo uderzyło mnie gdzieś za mostkiem.
Syfilis.
Moja recepta. W schowku samochodowym. Ta, którą realizowałam za każdym razem, gdy Dante wracał z podróży służbowej przez ostatnie trzy lata.
Siedziałam na zamkniętej desce w szpitalnej łazience i rozumiałam, powoli i całkowicie, coś, czego bardzo długo świadomie nie chciałam rozumieć.
To nie był trudniejszy okres.
To nigdy nie był trudniejszy okres.
Nie wiem, jak długo tam siedziałam. Wystarczająco długo, żeby walka ucichła, żeby jedna z nich zaczęła płakać, żeby druga trzasnęła drzwiami, wychodząc.
Wystarczająco długo, by cisza stała się nie do zniesienia.
„Zmierz się ze swoimi lękami”.
To było z podcastu.
„Im dłużej się ukrywasz, tym bardziej malejesz”.
Odblokowałam drzwi kabiny. Popchnęłam je.
Ta, która została — ta, która płakała — stała przy umywalce, z rozmazanym tuszem do rzęs, i podniosła wzrok, gdy mnie usłyszała, po czym znieruchomiała. Rozpoznała we mnie żonę mężczyzny, o którego ona i jej koleżanka właśnie się biły. Widziałam dokładnie moment, w którym to do niej dotarło — jak odpłynął jej kolor z twarzy, jak jej usta ułożyły się w małe, przerażone O.
Podeszłam do umywalki obok.
Odkręciłam kran. Umyłam ręce. Dwa razy nacisnęłam dozownik mydła, spieniłam je i spłukałam, i robiłam to wszystko z metodyczną starannością kogoś, kto trzyma się w całości wyłącznie dzięki skupieniu na drobnych czynnościach.
W lustrze widziałam, że mi się przygląda. Zastygła. Czekała, aż zacznę krzyczeć, być może. Albo płakać. Albo całkiem się rozsypać.
Osuszyłam dłonie.
Wyjęłam puderko i poprawiłam makijaż. Przez te lata bardzo się w tym wprawiłam — uzupełniać rozmazane miejsca, wygładzać ślady. Dwa lata temu pojawiło się zdjęcie, jak biegnę truchtem w pobliżu naszego budynku. Ktoś zrobił je bez mojej wiedzy i wrzucił do internetu z podpisem: kiedy wychodzisz za pieniądze, ale nie stać cię na tusz do rzęs. W pewnych kręgach zrobiło się z tego małe viralowe pośmiewisko. Dante wspomniał o tym raz, przy kolacji, z lekkim uśmiechem.
Od tamtej pory nie wychodziłam z domu, jeśli nie byłam nienagannie ogarnięta.
Zatrzasnęłam puderko.
Wyszłam, nie odzywając się ani słowem.
Na korytarzu wypuściłam oddech, jakby zbierał się we mnie od godzin. Nogi miałam jak z waty. Ręce nie przestawały mi drżeć.
Ale nie schowałam się. Nie zapłakałam przy niej. Nie przeprosiłam za to, że tam byłam.
To była tak mała, absurdalna rzecz, żeby być z niej dumną.
Kiedy szłam z powrotem do pokoju mamy, zadzwonił telefon. Tyler — mój wspaniały teść.
— Shailyn, kochanie! Będziesz dziś na kolacji, prawda? Siódma w rezydencji. Cała rodzina.
Ścisnęło mnie w żołądku. — Nie wiedziałam o…
— Dante ci nie powiedział? Och, ten chłopak. — Cmoknął z dezaprobatą. — Możesz po drodze kupić ten napój z żeń-szeniem? Tę ziołową mieszankę, wiesz, o którą chodzi.
— Oczywiście — powiedziałam. — Będę.
Rozłączyłam się.
Oczywiście, że Dante mi nie powiedział. Dlaczego miałby? Informowanie mnie o czymkolwiek wymagało przyznania, że istnieję, a przyznanie, że istnieję, wymagało odrobiny względów, z którymi nie potrafił się zdobyć od lat.
Pocałowałam mamę w czoło. Poruszyła się, ale się nie obudziła. Wcisnęłam kopertę głębiej do torby — przeczytam ją dziś wieczorem, obiecałam sobie, kiedy będę miała ciszę i prywatność — i pojechałam do centrum handlowego.
✦ ✦ ✦
Sklep z żeń-szeniem był mały i przytulny, wciśnięty w róg wschodniego skrzydła galerii; pachniało tam suszonymi ziołami i czymś drzewnym pod spodem. Szybko znalazłam markę Tylera — kupowałam ją dość często, by dokładnie wiedzieć, gdzie stoi na półce — i odwróciłam się w stronę kasy.
Nie zauważyłam go, dopóki nie wpadłam na niego prosto.
Zderzenie wybiło mi powietrze z płuc. Butelka wyleciała mi z rąk, uderzyła o podłogę i roztrzaskała się z hukiem — szkło i bursztynowy płyn rozlały się szerokim łukiem po kafelkach, migocząc w ciepłym świetle sklepu.
— O Boże, tak przepraszam…
Podniosłam wzrok i przeprosiny całkiem uwięzły mi w gardle.
Mężczyzna, na którego wpadłam, był… zapierający dech. Wysoki, szeroki w ramionach, o ostrych kościach policzkowych i ciemnych oczach, które zdawały się patrzeć prosto przeze mnie. Tatuaże wspinały się spod kołnierza, oplatając mu szyję jak węże.
Spojrzał na rozbitą butelkę. Potem na mnie.
A potem po prostu… odszedł.
Bez przeprosin, bez jakiegokolwiek potwierdzenia, że w ogóle mnie zauważył. Kompletnie nic.
W piersi zapłonęła mi wściekłość — jak na jeden dzień przeszłam już wystarczająco dużo. Zanim zdążyłam się powstrzymać, krzyknęłam:
— Ani kroku dalej!
Cały sklep ucichł. Ludzie odwrócili się, żeby popatrzeć.
I ku mojemu szokowi… on się zatrzymał.
Serce waliło mi jak oszalałe, kiedy powoli się odwrócił, unosząc jedną brew. Te ciemne oczy utkwiły we mnie spojrzenie tak intensywne, że aż ugięły mi się kolana.
„I co teraz, Shailyn? Co ty, do cholery, zrobisz teraz?”
Ostatnie Rozdziały
#172 Rozdział 172 #172
Ostatnia Aktualizacja: 8/9/2026#171 Rozdział 171 #171
Ostatnia Aktualizacja: 8/9/2026#170 Rozdział 170 #170
Ostatnia Aktualizacja: 8/9/2026#169 Rozdział 169 #169
Ostatnia Aktualizacja: 8/9/2026#168 Rozdział 168 #168
Ostatnia Aktualizacja: 8/9/2026#167 Rozdział 167 #167
Ostatnia Aktualizacja: 8/9/2026#166 Rozdział 166 #166
Ostatnia Aktualizacja: 8/9/2026#165 Rozdział 165 #165
Ostatnia Aktualizacja: 8/9/2026#164 Rozdział 164 #164
Ostatnia Aktualizacja: 8/9/2026#163 Rozdział 163 #163
Ostatnia Aktualizacja: 8/9/2026
Może Ci się spodobać 😍
Fałszywa dziewczyna hokejowego Alfy
Jest jeszcze Rafael. Mroczny. Nieuchwytny. Chłopak, o którym wszyscy mówią, ale którego tak naprawdę nikt nie zna. Powinien być ostatnią osobą, do której Vivienne się zbliży, a jednak nie potrafi odwrócić wzroku. Wciąga ją w niebezpieczeństwo, które jednocześnie przeraża i daje poczucie bezpieczeństwa — jakby widział w niej te części, których nie dostrzega nikt inny.
Ale Rafael ma sekrety — takie, które mogłyby zniszczyć ich oboje. A im bliżej Vivienne jest, tym trudniej rozstrzygnąć, czy on jest jej drogą ucieczki… czy powodem, dla którego nigdy nie zdoła się wyrwać.
CEO Nad Moim Biurkiem
„Wiem, że tak.”
„A co, jeśli nie chce takiej ochrony?”
„Będzie chciała” — odpowiadam, a mój głos nieznacznie cichnie. „Bo potrzebuje faceta, który potrafi dać jej cały świat.”
„A jeśli świat stanie w ogniu?”
Moja dłoń odruchowo zaciska się mocniej na talii Violet.
„To zbuduję jej nowy” — mówię. „Nawet jeśli będę musiał sam spalić ten stary do gołej ziemi.”
Nie pracuję dla Rowana Ashcrofta.
Pracuję pod nim.
Z mojego biurka decyduję, kto dostaje przepustkę do najbardziej bezwzględnego prezesa w mieście, a kto nawet nie przechodzi przez recepcję i odbija się od ochrony jak od ściany. Ogarniając wszystko, trzymam w ryzach jego kalendarz, jego milczenie i jego wrogów. Pilnuję, żeby jego świat chodził jak w zegarku, podczas gdy mój po cichu się sypie: zaległe rachunki piętrzą się na kuchennym blacie, matka jest zamknięta na odwyku, a brat zniknął bez słowa, nawet bez głupiego „trzymaj się”.
Rowan Ashcroft to władza opakowana w idealnie skrojony garnitur.
Zimny. Nietykalny. Bez litości.
On nie flirtuje. On się nie uśmiecha. On nie widzi ludzi — tylko ich przydatność.
I przez długi czas ja też byłam po prostu przydatna.
Aż zaczął się przyglądać.
Na początku ta zmiana w jego uwadze jest ledwie zauważalna. Pauza o sekundę za długa. Spojrzenie, które zostaje. Polecenia, które zamiast odsuwać mnie na bok, ściągają coraz bliżej. Mężczyzna stojący nad moim biurkiem zaczyna kontrolować coś więcej niż mój grafik — i dociera do mnie za późno, że bycie zauważoną przez Rowana Ashcrofta jest o wiele bardziej niebezpieczne niż bycie ignorowaną.
Bo tacy faceci nie łakną czułości.
Oni łakną posiadania.
To miała być praca.
Nie sprawdzian moich granic.
Nie powolne, metodyczne osuwanie się w jego władzę.
Ale jeśli Rowan Ashcroft uzna, że moje miejsce jest pod jego biurkiem, to trudno.
Przetrwanie ma swoją cenę, a rachunki mają to gdzieś, jak je opłacę.
Zemsta Opuszczonej Luny
– Bella. Ton Ethana się zmienił, nabierając tej ostrzegawczej nuty, którą znałam aż za dobrze. – Faye jest teraz wrażliwa. Przeraża ją, że będziesz miała do niej żal, że to podzieli watahę. Ostatnia rzecz, jakiej chce, to żeby to dziecko stanęło między nami.
– W takim razie nie powinieneś był tego robić. – Spojrzałam mu prosto w oczy, pozwalając mu zobaczyć lód w moich. – Wróć do swojego syna.
– Do kurwy nędzy. – Przeczesał włosy dłonią. – Ile razy mam powtarzać… to było sztuczne zapłodnienie. Użyli mojego nasienia, tak, ale Faye i ja nigdy…
Bella parsknęła chłodno. Tak bezczelne kłamstwa. Jej partner miał romans z partnerką swojego brata, a cała jego rodzina pomogła wypchnąć Bellę z niczym, tylko po to, żeby zrobić miejsce kochance i pozwolić jej zająć należną pozycję. Biedny głupiec – sądził, że Bella to tylko niechciana adoptowana córka, którą łatwo zbyć i kontrolować. Nigdy nie wiedział, że komputerowym geniuszem, którego szukał, była jego własna Luna.
Skoro się skalał, Bella miała dość. Odrzuciła go i odzyskała to, co było jej, wspinając się na szczyt z pomocą Victora, który od lat potajemnie był w niej zakochany.
Kiedy Ethan próbował ją odzyskać: – Nie chcesz, żeby nasze dziecko dorastało bez ojca.
Bella uśmiechnęła się szyderczo. – Ojcem dziecka nie jesteś ty.
Po Romansie: W Ramionach Miliardera
W moje urodziny zabrał ją na wakacje. Na naszą rocznicę przyprowadził ją do naszego domu i kochał się z nią w naszym łóżku...
Zrozpaczona, podstępem zmusiłam go do podpisania papierów rozwodowych.
George pozostał obojętny, przekonany, że nigdy go nie opuszczę.
Jego oszustwa trwały aż do dnia, kiedy rozwód został sfinalizowany. Rzuciłam mu papiery w twarz: "George Capulet, od tej chwili wynoś się z mojego życia!"
Dopiero wtedy panika zalała jego oczy, gdy błagał mnie, żebym została.
Kiedy jego telefony zalały mój telefon później tej nocy, to nie ja odebrałam, ale mój nowy chłopak Julian.
"Nie wiesz," zaśmiał się Julian do słuchawki, "że porządny były chłopak powinien być cichy jak grób?"
George zgrzytał zębami: "Daj mi ją do telefonu!"
"Obawiam się, że to niemożliwe."
Julian delikatnie pocałował moje śpiące ciało wtulone w niego. "Jest wykończona. Właśnie zasnęła."
Tym Razem To On Ściga Mnie Całym Sercem
Na korytarzu przed salą balową podeszła do niego, gdy palił przy drzwiach, chcąc chociaż spróbować się wytłumaczyć.
– Nadal jesteś na mnie zły?
Strzepnął papierosa, odrzucił niedopałek i spojrzał na nią z jawną pogardą.
– Zły? Myślisz, że jestem zły? Zgadnę – Maya wreszcie się dowiaduje, kim jestem, i nagle ma ochotę „odnowić kontakt”. Kolejna szansa, odkąd wie, że moje nazwisko oznacza pieniądze.
Kiedy próbowała zaprzeczyć, wszedł jej w słowo.
– Byłaś epizodem. Przypisem na dole strony. Gdybyś się tu dzisiaj nie pojawiła, nawet bym o tobie nie pamiętał.
Łzy zapiekły ją pod powiekami. Prawie powiedziała mu o jego córce, ale się powstrzymała. Uznałby tylko, że próbuje go wrobić, złapać go na dziecko i dobrać się do jego kasy.
Maya przełknęła wszystko razem z łzami i odeszła, święcie przekonana, że ich drogi już nigdy się nie przetną – a jednak on zaczął pojawiać się w jej życiu raz za razem, aż w końcu to on musiał się przed nią schylić, pokornie błagając, by dała mu jeszcze jedną szansę.
Po Jednej Nocy z Alfą
Myślałam, że czekam na miłość. Zamiast tego, zostałam zgwałcona przez bestię.
Mój świat miał rozkwitnąć podczas Festiwalu Pełni Księżyca w Moonshade Bay – szampan buzujący w moich żyłach, zarezerwowany pokój hotelowy dla mnie i Jasona, abyśmy wreszcie przekroczyli tę granicę po dwóch latach. Wślizgnęłam się w koronkową bieliznę, zostawiłam drzwi otwarte i położyłam się na łóżku, serce waliło z nerwowego podniecenia.
Ale mężczyzna, który wszedł do mojego łóżka, nie był Jasonem.
W ciemnym pokoju, zanurzona w duszącym, pikantnym zapachu, który sprawiał, że kręciło mi się w głowie, poczułam ręce – pilne, gorące – palące moją skórę. Jego gruby, pulsujący członek przycisnął się do mojej mokrej cipki, a zanim zdążyłam jęknąć, wbił się mocno, brutalnie rozdzierając moją niewinność. Ból palił, moje ściany zaciskały się, gdy drapałam jego żelazne ramiona, tłumiąc szlochy. Mokre, śliskie dźwięki odbijały się echem z każdym brutalnym ruchem, jego ciało nieustępliwe, aż zadrżał, wylewając się gorąco i głęboko we mnie.
"To było niesamowite, Jason," udało mi się powiedzieć.
"Kto do cholery jest Jason?"
Moja krew zamarzła. Światło przecięło jego twarz – Brad Rayne, Alfa Stada Moonshade, wilkołak, nie mój chłopak. Przerażenie dławiło mnie, gdy zdałam sobie sprawę, co zrobiłam.
Uciekłam, ratując swoje życie!
Ale kilka tygodni później, obudziłam się w ciąży z jego dziedzicem!
Mówią, że moje heterochromatyczne oczy oznaczają mnie jako rzadką prawdziwą partnerkę. Ale nie jestem wilkiem. Jestem tylko Elle, nikim z ludzkiej dzielnicy, teraz uwięzioną w świecie Brada.
Zimne spojrzenie Brada przygniata mnie: „Noszisz moje dziecko. Jesteś moja.”
Nie mam innego wyboru, muszę wybrać tę klatkę. Moje ciało również mnie zdradza, pragnąc bestii, która mnie zrujnowała.
OSTRZEŻENIE: Tylko dla dojrzałych czytelników
Gra Przeznaczenia
Kiedy Finlay ją odnajduje, żyje wśród ludzi. Jest zauroczony upartą wilczycą, która odmawia uznania jego istnienia. Może nie jest jego partnerką, ale chce, aby stała się częścią jego watahy, niezależnie od tego, czy jej wilczyca jest ukryta czy nie.
Amie nie potrafi oprzeć się Alfie, który wkracza w jej życie i wciąga ją z powrotem w życie watahy. Nie tylko staje się szczęśliwsza niż od dawna, ale jej wilczyca w końcu do niej przychodzi. Finlay nie jest jej partnerem, ale staje się jej najlepszym przyjacielem. Razem z innymi najwyższymi wilkami w watasze pracują nad stworzeniem najlepszej i najsilniejszej watahy.
Kiedy nadchodzi czas na gry watah, wydarzenie, które decyduje o rankingu watah na następne dziesięć lat, Amie musi zmierzyć się ze swoją starą watahą. Kiedy po raz pierwszy od dziesięciu lat widzi mężczyznę, który ją odrzucił, wszystko, co myślała, że wie, przewraca się do góry nogami. Amie i Finlay muszą dostosować się do nowej rzeczywistości i znaleźć drogę naprzód dla swojej watahy. Ale czy niespodziewane wydarzenia rozdzielą ich na zawsze?
Dziewczyna, którą miliarder stracił
Osiem lat temu Liam Alcaraz złamał serce Mii Villaruiz i odszedł bez oglądania się za siebie, zostawiając ją z niczym poza pytaniami bez odpowiedzi i cieniem miłości, w którą kiedyś wierzyła, że przetrwa wiecznie.
Teraz jest jednym z najmłodszych i najpotężniejszych prezesów w kraju.
A Mia nie jest już dziewczyną, którą zostawił. Z wyrzutka stała się najlepszą absolwentką egzaminu adwokackiego, błyskotliwą prawniczką korporacyjną znaną z bystrego umysłu i niezachwianej pewności siebie. Nieustraszona. Nietykalna. Niezłomna.
Aż los ponownie sprowadza go do jej życia. Kiedy Mia dostaje zlecenie, by zająć się wartym miliardy imperium Liama, coś, co miało być po prostu kolejną sprawą, zamienia się w największe wyzwanie jej kariery i serca. Zdobycie go jako klienta mogłoby uczynić ją najmłodszą partnerką w kancelarii.
Ale ponowne spotkanie z Liamem oznacza zmierzenie się ze wszystkim, o czym próbowała zapomnieć. Bo za każdym starciem tli się iskra, która nie chce zgasnąć. Każde spojrzenie niesie ciężar przeszłości. A każdy dotyk grozi tym, że rozsypią się oboje.
Liam jest zdeterminowany udowodnić, że nie jest już chłopakiem, który ją skrzywdził. Ale Mia jest zdeterminowana pokazać mu, że nie jest już dziewczyną, którą zostawił.
Lecz w świecie rządzonym przez władzę, dumę i niebezpieczne pożądanie stare rany znów zaczynają krwawić, prawda wychodzi na jaw, a granica między miłością a nienawiścią powoli się zaciera.
Niektórym pokusom nie sposób się oprzeć. A niektóre serca nigdy naprawdę nie przestają kochać.
Ostatnia Szansa Chorej Luny
Wszystko zmieniło się w dniu, kiedy dowiedziałam się, że moja wilczyca zapadła w stan uśpienia. Lekarz ostrzegł mnie, że jeśli nie oznaczę lub nie odrzucę Alexandra w ciągu roku, umrę. Jednak ani mój mąż, ani mój ojciec nie przejmowali się na tyle, aby mi pomóc.
W mojej rozpaczy podjęłam decyzję, aby przestać być uległą dziewczyną, jakiej ode mnie oczekiwali.
Wkrótce wszyscy nazywali mnie szaloną, ale właśnie tego chciałam — odrzucenia i rozwodu.
Nie spodziewałam się jednak, że mój kiedyś arogancki mąż pewnego dnia będzie błagał mnie, żebym nie odchodziła...
Miłość mojego oprawcy
Teraz, kiedy ogłosił, że jestem jego, otwiera mi oczy na mrok we mnie, zamieniając wszystko, co kiedykolwiek znałam, w przeszłość i pomagając mi zaakceptować moją nową rolę w jego życiu. A to z kolei odblokowuje we mnie coś, co zmieni wszystko. Gdy na powierzchnię wyjdzie moja prawdziwa ja, czy będzie w stanie poradzić sobie z następstwami swoich wyborów?
Polowanie Alfy
Jeśli zostanie zdobyta, będzie jego. Jeśli nie, wróci w hańbie i zostanie wykluczona ze swojej watahy.
Hazel zna obyczaje Alf, będąc córką Bety, ale nie przewiduje obecności Króla Lykanów. Przywódca wszystkich bierze udział w swoim pierwszym polowaniu, a ona jest jego zdobyczą.
Ostrzeżenie: Ta książka zawiera DUŻO treści dla dorosłych, takich jak mocny język, wyraźne sceny seksualne, przemoc fizyczna i psychiczna, BDSM, itp.
Alpha Leo i Serce Ognia
Uśmiech zagościł na moich ustach, uniosłam brew, przeciągając koniuszek paznokcia po jego wyrzeźbionej szczęce wyzywająco.
"Och, ale się mylisz, Niebieskooki, bo ja jestem tym koszmarem, i przyszłam, żeby zrobić ci piekło z życia. Nie boisz się, co?"
Lodowate niebieskie oczy spotkały się z moimi nie mrugającymi jasnoniebieskimi.
"Ostrzegam cię, nie zadzieraj ze mną." Warknął.
"Och? Ale rzecz w tym, że zawsze robię to, czego nie powinnam."
Azura Rayne Westwood. Znana ze swoich diabelskich sposobów i dzikiej osobowości, była najmłodszym dzieckiem sławnej pary Westwood. Od czasów Akademii, wieści o jej wybrykach rozchodziły się szybko i daleko, ale w młodej dziewiętnastoletniej kobiecie kryło się znacznie więcej.
Szkielety przeszłości nigdy nie zostają pochowane, a życie nie jest tak beztroskie, jak Azura je przedstawia. Kiedy demony z jej przeszłości zaczynają utrudniać życie, popełnia jeszcze większy błąd. Spędza noc pełną intensywnej pasji nieświadomie z niesławnym, kamiennosercym Leo Rossim, co zmienia jej życie na zawsze.
Kiedy Leo dowiaduje się, że kobieta, z którą spędził noc, pochodzi z jednego z watah, które najbardziej nienawidzi, odwraca się od niej, ale zapomina o jednym bardzo istotnym szczególe; Azura nie była aniołem, a kiedy zadzierasz z Diabłem Westwood, jesteś związany na całe życie.
W podróży pełnej pasji, ognia, siły i odrzucenia, kto zwycięży?
Młoda dziewczyna z sercem ognia, czy Alfa, który nie zna nic poza nienawiścią i pogardą?












