Ostatnia Klauzula Miliardera

Ostatnia Klauzula Miliardera

Benedicta Nkemjika · Zakończone · 202.2k słów

957
Gorące
243.3k
Wyświetlenia
17.4k
Dodano
Dodaj do Półki
Rozpocznij Czytanie
Udostępnij:facebooktwitterpinterestwhatsappreddit

Wstęp

„Podpisz,” powiedział.

Trzy lata małżeństwa skończyły się na jednej kresce i długopisie, który drżał w jej dłoni. To nie papiery bolały najbardziej — tylko to, że on nawet nie drgnął, kiedy ona zadrżała.

Amelia Hart wyszła tamtej nocy z jego penthouse’u jak z cudzego życia — z jedną walizką i sercem roztrzaskanym na kawałki. Dała Danielowi Sterlingowi wszystko: miłość, własną tożsamość, cichą, wierną obecność — a on odstawił ją na bok, gdy tylko stała się niewygodna. Jak niechciany gość po imieninach, którego nikt już nie odprowadza do drzwi.

Ale kiedy imperium, które zbudował, zaczyna się sypać jak domek z kart, kiedy lodowaty prezes, co nigdy nie oglądał się za siebie, nagle potrzebuje kobiety, którą wyrzucił ze swojego świata, wraca. Wraca z tymi samymi dłońmi, które kiedyś ją puściły — a teraz wyciąga je po to, co sam zniszczył.

Tylko że tym razem w umowie jest jeden haczyk, którego nie przeczytał…

Rozdział 1

POV Amelii

Papiery rozwodowe leżały na marmurowym blacie jak wyrok.

Palce mi drżały, kiedy sunęłam po krawędzi dokumentu, nie potrafiąc skupić wzroku na słowach, które rozmazywały się za zasłoną łez. Deszcz tłukł w okna od podłogi aż po sufit w naszym penthousie, a każda kropla brzmiała jak strzał w tej dusznej, dławiącej ciszy. Miasto rozciągało się pod nami, obojętne i błyszczące, tysiąc żyć toczyło się dalej, kiedy moje pękało na kawałki.

— Podpisz. — Głos Daniela przeciął burzę, chłodny i ostateczny.

Podniosłam na niego wzrok — na człowieka, którego kochałam każdą, nawet najbardziej poobijaną cząstką siebie. Stał po drugiej stronie wyspy kuchennej, idealnie odprasowany w grafitowym garniturze, zerkając na zegarek, jakby byłam tylko kolejnym spotkaniem, które się przeciąga. Zegarek, który dałam mu na pierwszą rocznicę — z grawerem, który teraz brzmiał jak szyderstwo. Na zawsze Twój.

— Daniel, proszę. — Głos mi się załamał. — Nie możemy po prostu o tym porozmawiać?

— Nie ma o czym rozmawiać. — Nie spojrzał mi w oczy. — To małżeństwo nie działa, Amelia. Musisz to zobaczyć.

Przycisnęłam dłonie płasko do blatu, żeby przestały mi się trząść. Zimny marmur wgryzał się w skórę, trzymał mnie przy ziemi, kiedy wszystko inne przypominało ruchome piaski. — Ja tego nie widzę. Widzę męża, który przestał wracać do domu. Który przestał na mnie patrzeć. Który…

— Spowalniasz mnie.

Te słowa uderzyły jak w twarz. Oddech utknął mi w piersi, ostry i bolesny. Na języku poczułam metaliczny posmak, jakbym przegryzła coś żywego, ważnego.

— Spowalniam cię? — powtórzyłam, głosem ledwie słyszalnym. — Przecież ja robiłam wszystko, żeby cię wspierać. Każda noc do późna, każda odwołana kolacja, każdy raz, gdy wybierałeś pracę zamiast nas — rozumiałam. Czekałam.

Pomyślałam o kolacjach, które stygnęły na stole, o urodzinach, które zapomniał, o rocznicy spędzonej w Tokio. Wmawiałam sobie, że to przejściowe, że budowanie jego imperium wymaga poświęceń. Byłam tak chętna, żeby to ja była tym poświęceniem.

Daniel w końcu na mnie spojrzał, i ta pustka w jego stalowoszarych oczach była gorsza niż złość. Te oczy, które kiedyś znajdowały mnie w tłumie, które rozjaśniały się, kiedy wchodziłam do pokoju. Teraz patrzyły przeze mnie, jakbym już mnie nie było. — I właśnie w tym problem. Ty czekasz. Ty akceptujesz. Nigdy niczego nie kwestionujesz. Potrzebuję partnerki, nie…

Urwał, ale i tak to usłyszałam. Niewypowiedziane słowo zawisło między nami jak trucizna.

— Nie czego? — Wyprostowałam się, a pod bólem coś we mnie mignęło, dzikie i uparte. — Nie czego, Daniel?

Odwrócił się, wbijając wzrok w deszczowe miasto. Jego odbicie w szybie było zniekształcone, obce. — To do niczego nie prowadzi.

Wspomnienie spadło na mnie jak fala — trzy lata temu, ten sam penthouse, Daniel kręcący mną po pustym salonie, zanim przyjechały meble. Przestrzeń niosła echo naszego śmiechu, jasną obietnicę. „To jest nasze” — powiedział wtedy, całując mnie w czoło. — „Nasz początek”. Jego dłonie były wtedy delikatne, niemal nabożne. Patrzył na mnie tak, jakby byłam odpowiedzią na wszystkie pytania, o które nawet nie wiedział, że je ma.

Wierzyłam mu. Boże, wierzyłam w każde słowo.

— Oświadczyłeś mi się w ogrodzie — powiedziałam cicho. — Pamiętasz? Powiedziałeś, że przy mnie znowu czujesz się człowiekiem. Że przede mną tylko odhaczasz kolejne dni. — To wspomnienie było tak wyraźne, że aż bolało: jak uklęknął między różami, jak drżały mu ręce, kiedy otwierał aksamitne pudełeczko. Był zdenerwowany, odsłonięty, prawdziwy. Gdzie się podział tamten mężczyzna?

Szczęka Daniela stężała, mięsień pod skórą drgnął. Przynajmniej nadal potrafiłam wywołać w nim jakąś reakcję, nawet jeśli była to tylko irytacja.

— Co się zmieniło? — Obeszłam wyspę kuchenną, rozpaczliwie próbując sprawić, by mnie zobaczył. Żebym nie była tylko duchem we własnym życiu. — Powiedz mi, co zrobiłam źle. Naprawię to. Cokolwiek to jest, ja…

„Tego się nie da naprawić.” Cofnął się o krok, trzymając między nami dystans jak mur obronny. Ta fizyczna przestrzeń wydawała się mieć kilometry, całe kontynenty. „Popełniłem błąd. Oboje. Lepiej skończyć to teraz, zanim zmarnujemy jeszcze więcej czasu.”

Zmarnujemy jeszcze więcej czasu. Trzy lata mojego życia, sprowadzone do zmarnowanego czasu.

Nogi miałam jak z waty, kiedy chwyciłam się krawędzi blatu, jakbym tylko to jedno trzymało mnie w pionie. Pokój lekko się przechylił — albo to ja, cały mój świat strącony z osi. „Nie mówisz poważnie.”

„Mój prawnik już wszystko przygotował.” Daniel wyciągnął telefon i przewijał wiadomości, jakby mój świat właśnie nie walił się z hukiem. Niebieskie światło ekranu rzucało ostre cienie na jego twarz. „Finansowo będziesz zabezpieczona. Ugoda jest hojna.”

„Nie chcę twoich pieniędzy.” Wyszło ostrzej, niż zamierzałam. „Chcę mojego męża.”

„To nie wchodzi w grę.”

Ta ostateczność w jego głosie coś we mnie złamała, jakby pękło mi w środku żebro. Patrzyłam na obcego człowieka w twarzy Daniela, mówiącego jego głosem, i z rozdzierającą jasnością dotarło do mnie — jego już nie było. Może nie było go od miesięcy, a ja byłam zbyt zdesperowana, zbyt pełna nadziei, zbyt ślepa, żeby to zobaczyć.

Moja dłoń odnalazła długopis obok papierów. Był niewiarygodnie ciężki, jakby był z ołowiu, nie z metalu. Jakby ważył dokładnie tyle, co trzy lata miłości, nadziei i zmarnowanej wiary.

„Kiedy przestałeś mnie kochać?” zapytałam pustym głosem.

Ramiona Daniela zesztywniały, ale nawet się nie odwrócił. „To ma jakieś znaczenie?”

„Tak.” Łza spłynęła mi po policzku, gorąca na zimnej skórze. „Dla mnie ma.”

Cisza rozciągnęła się między nami, wypełniona tylko uporczywym bębniącym deszczem. Kiedy w końcu się odezwał, jego słowa były wyważone co do milimetra, umyślnie okrutne.

„Nie jestem pewien, czy kiedykolwiek kochałem.”

To kłamstwo było tak oczywiste i tak bolesne, że aż się roześmiałam — dźwiękiem połamanym, gorzkim. Znałam go na tyle dobrze, żeby zobaczyć tchórzostwo stojące za tymi słowami. Ciął głęboko, żeby łatwiej było odciąć, żeby wszystko poszło równo jak nożem. I to działało.

Podniosłam długopis, a obraz przede mną falował. Linia na podpis czekała — niewinna i oskarżycielska. Pani Amelia Sterling. Przez trzy lata to nazwisko znaczyło wszystko. Jednym podpisem miało nie znaczyć nic.

„Kochałam cię” wyszeptałam, bardziej do siebie niż do niego. „Kochałam cię tak bardzo, że zapomniałam, jak kochać samą siebie.”

Daniel nic nie powiedział. Wpatrywał się w miasto, które podbił, w imperium ważniejsze niż kobieta stojąca za jego plecami.

Przyłożyłam długopis do papieru. Ręka trzęsła mi się tak mocno, że mój podpis był ledwo czytelny, ale był. Zrobione. Skończone. Atrament wyglądał zbyt trwało, zbyt ostatecznie — czarny i nieodwołalny na białej kartce.

Odłożyłam długopis ostrożnie, jakby mój świat się nie kończył.

„Dokąd pójdziesz?” zapytał Daniel, wciąż do mnie nie odwrócony.

To pytanie przyszło za późno, owinięte w obowiązek, nie w troskę.

„To ma jakieś znaczenie?” Odbiłam mu jego własne słowa.

Tym razem nie miał odpowiedzi.

Ruszyłam w stronę drzwi penthouse’u, a każdy krok był cięższy od poprzedniego. Obcasy stukały o drewnianą podłogę — dźwięk, którego wcześniej nigdy nie zauważałam, teraz ogłuszający w tej ciszy. Na progu przystanęłam, oglądając się po raz ostatni na dom, który tak naprawdę nigdy nie był mój. Kuchnię otwartą na salon, gdzie gotowałam obiady, na które on nigdy nie wracał. Salon, w którym czekałam noc po nocy. Życie, które zbudowałam, okazało się z papieru.

Daniel stał nieruchomo przy oknie, a jego odbicie było upiorne w deszczem poplamionej szybie. Przez moment — jedno mgnienie — wydawało mi się, że jego ramiona drgnęły.

Ale zaraz potem przyłożył telefon do ucha, już przechodząc do następnego połączenia, następnego interesu, następnej rzeczy, która miała większe znaczenie niż ja kiedykolwiek.

Drzwi zamknęły się za mną cichym kliknięciem.

Ostatnie Rozdziały

Może Ci się spodobać 😍

Przypadkowe Spotkanie z Magnatem

Przypadkowe Spotkanie z Magnatem

531.3k Wyświetlenia · Zakończone · Riley
Nazywam się Audrey i jestem adoptowaną córką rodziny Baileyów.
Cztery lata temu rodzina Baileyów stanęła w obliczu druzgocącego kryzysu finansowego.
Gdy bankructwo wydawało się nieuniknione, pojawił się tajemniczy dobroczyńca, oferując ratunek pod jednym warunkiem: małżeństwo na kontrakt.
Krążyły plotki o tym zagadkowym mężczyźnie — szeptano, że jest ohydnie brzydki i zbyt zawstydzony, by pokazać swoją twarz, być może skrywający mroczne, skrzywione obsesje.
Bez wahania Baileyowie poświęcili mnie, aby chronić swoją cenną biologiczną córkę, zmuszając mnie do zajęcia jej miejsca jako pionka w tej zimnej, wyrachowanej umowie.
Na szczęście, przez te cztery lata tajemniczy mąż nigdy nie zażądał spotkania twarzą w twarz.
Teraz, w ostatnim roku naszej umowy, mąż, którego nigdy nie spotkałam, żąda, abyśmy się spotkali osobiście.
Jednak katastrofa uderzyła noc przed moim powrotem — pijana i zdezorientowana, weszłam do złego pokoju hotelowego i skończyłam w łóżku z legendarnym potentatem finansowym, Casparem Thorntonem.
Co ja teraz, do diabła, mam zrobić?
Zdeprawowany Anioł - Romans mafijny

Zdeprawowany Anioł - Romans mafijny

31.5k Wyświetlenia · Zakończone · nicolefox859
Znalazłem swojego anioła. A potem połamałem jej skrzydła.

Alexis nigdy nie powinna była postawić stopy w moim świecie.
Tacy faceci jak ja brudzą takie dziewczyny jak ona. Zabieramy im niewinność i rozszarpujemy ją na strzępy.
Ona myśli, że jest twarda. Myśli, że da sobie ze mną radę.
Ale nie ma pojęcia, jak głęboko sięga mój mrok.

Najlepiej było, że wziąłem ją na jedną noc i zostawiłem za sobą.
Cokolwiek więcej byłoby zwyczajnie okrutne.

Myślałem, że widziałem Alexis Wright po raz ostatni.
Więc wyobraź sobie moje zdziwienie, gdy dwa lata później otwierają się drzwi do mojego gabinetu…
I ona wchodzi.
Dziewczyna, którą zniszczyłem. Dziewczyna, którą pożarłem.

Teraz, kiedy znowu stoi przede mną, mam do niej tylko dwa pytania:
Po pierwsze — co ona tu robi?
A po drugie…
Co ona ma na myśli, mówiąc: „nasze dziecko”?
CEO Nad Moim Biurkiem

CEO Nad Moim Biurkiem

825.2k Wyświetlenia · Zakończone · McKenzie Shinabery
„Myślisz, że ona cię potrzebuje” — mówi.

„Wiem, że tak.”

„A co, jeśli nie chce takiej ochrony?”

„Będzie chciała” — odpowiadam, a mój głos nieznacznie cichnie. „Bo potrzebuje faceta, który potrafi dać jej cały świat.”

„A jeśli świat stanie w ogniu?”

Moja dłoń odruchowo zaciska się mocniej na talii Violet.

„To zbuduję jej nowy” — mówię. „Nawet jeśli będę musiał sam spalić ten stary do gołej ziemi.”

Nie pracuję dla Rowana Ashcrofta.
Pracuję pod nim.

Z mojego biurka decyduję, kto dostaje przepustkę do najbardziej bezwzględnego prezesa w mieście, a kto nawet nie przechodzi przez recepcję i odbija się od ochrony jak od ściany. Ogarniając wszystko, trzymam w ryzach jego kalendarz, jego milczenie i jego wrogów. Pilnuję, żeby jego świat chodził jak w zegarku, podczas gdy mój po cichu się sypie: zaległe rachunki piętrzą się na kuchennym blacie, matka jest zamknięta na odwyku, a brat zniknął bez słowa, nawet bez głupiego „trzymaj się”.

Rowan Ashcroft to władza opakowana w idealnie skrojony garnitur.
Zimny. Nietykalny. Bez litości.
On nie flirtuje. On się nie uśmiecha. On nie widzi ludzi — tylko ich przydatność.

I przez długi czas ja też byłam po prostu przydatna.

Aż zaczął się przyglądać.

Na początku ta zmiana w jego uwadze jest ledwie zauważalna. Pauza o sekundę za długa. Spojrzenie, które zostaje. Polecenia, które zamiast odsuwać mnie na bok, ściągają coraz bliżej. Mężczyzna stojący nad moim biurkiem zaczyna kontrolować coś więcej niż mój grafik — i dociera do mnie za późno, że bycie zauważoną przez Rowana Ashcrofta jest o wiele bardziej niebezpieczne niż bycie ignorowaną.

Bo tacy faceci nie łakną czułości.
Oni łakną posiadania.

To miała być praca.
Nie sprawdzian moich granic.
Nie powolne, metodyczne osuwanie się w jego władzę.

Ale jeśli Rowan Ashcroft uzna, że moje miejsce jest pod jego biurkiem, to trudno.
Przetrwanie ma swoją cenę, a rachunki mają to gdzieś, jak je opłacę.
Powrót do Karmazynowego Świtu

Powrót do Karmazynowego Świtu

27.5k Wyświetlenia · Zakończone · Diana Sockriter
Poddanie się nigdy nie było opcją...
Podczas gdy walka o życie i wolność stała się dla Alfy Cole'a Redmena codziennością, bitwa o oba te aspekty wchodzi na zupełnie nowy poziom, gdy w końcu wraca do miejsca, które nigdy nie było jego domem. Kiedy jego walka o ucieczkę kończy się dysocjacyjną amnezją, Cole musi pokonać jedną przeszkodę za drugą, aby dotrzeć do miejsca, które zna tylko ze swoich snów. Czy podąży za swoimi marzeniami i znajdzie drogę do domu, czy zgubi się po drodze?
Dołącz do Cole'a w jego emocjonalnej podróży, inspirującej do zmian, gdy walczy o powrót do Crimson Dawn.

*To jest druga książka z serii Crimson Dawn. Najlepiej czytać tę serię w kolejności.

**Ostrzeżenie o treści: ta książka zawiera opisy przemocy fizycznej i seksualnej, które mogą być niepokojące dla wrażliwych czytelników. Tylko dla dorosłych czytelników.
Błogość anioła

Błogość anioła

1.2m Wyświetlenia · Zakończone · Dripping Creativity
„Trzymaj się z daleka, trzymaj się z daleka ode mnie, trzymaj się z daleka,” krzyczała, raz za razem. Krzyczała, mimo że wydawało się, że skończyły jej się rzeczy do rzucania. Zane był więcej niż trochę zainteresowany, co dokładnie się dzieje. Ale nie mógł się skupić, gdy kobieta robiła taki hałas.

„Zamknij się, do cholery!” ryknął na nią. Zamilkła, a on zobaczył, jak jej oczy zaczynają się napełniać łzami, a jej wargi drżą. O cholera, pomyślał. Jak większość mężczyzn, płacząca kobieta przerażała go na śmierć. Wolałby stoczyć strzelaninę z setką swoich najgorszych wrogów, niż musieć radzić sobie z jedną płaczącą kobietą.

„Jak masz na imię?” zapytał.

„Ava,” odpowiedziała cienkim głosem.

„Ava Cobler?” chciał wiedzieć. Jej imię nigdy wcześniej nie brzmiało tak pięknie, co ją zaskoczyło. Prawie zapomniała skinąć głową. „Nazywam się Zane Velky,” przedstawił się, wyciągając rękę. Oczy Avy zrobiły się większe, gdy usłyszała to imię. O nie, tylko nie to, pomyślała.

„Słyszałaś o mnie,” uśmiechnął się, brzmiał zadowolony. Ava skinęła głową. Każdy, kto mieszkał w mieście, znał nazwisko Velky, była to największa grupa mafijna w stanie, z siedzibą w mieście. A Zane Velky był głową rodziny, donem, wielkim szefem, współczesnym Al Capone. Ava czuła, jak jej spanikowany umysł wymyka się spod kontroli.

„Spokojnie, aniołku,” powiedział Zane, kładąc rękę na jej ramieniu. Jego kciuk zjechał w dół przed jej gardło. Gdyby ścisnął, miałaby trudności z oddychaniem, zdała sobie sprawę Ava, ale jakoś jego ręka uspokoiła jej umysł. „Dobra dziewczynka. Ty i ja musimy porozmawiać,” powiedział jej. Umysł Avy sprzeciwił się, gdy nazwał ją dziewczynką. Irytowało ją to, mimo że była przerażona. „Kto cię uderzył?” zapytał. Zane przesunął rękę, aby przechylić jej głowę na bok, żeby mógł spojrzeć na jej policzek, a potem na wargę.

******************Ava zostaje porwana i zmuszona do uświadomienia sobie, że jej wujek sprzedał ją rodzinie Velky, aby spłacić swoje długi hazardowe. Zane jest głową kartelu rodziny Velky. Jest twardy, brutalny, niebezpieczny i śmiertelny. W jego życiu nie ma miejsca na miłość ani związki, ale ma potrzeby jak każdy gorący mężczyzna.
Sekretarko, Czy Chcesz Się Ze Mną Przespać?

Sekretarko, Czy Chcesz Się Ze Mną Przespać?

454.5k Wyświetlenia · Zakończone · miribaustian
Dla Alejandra, potężnego CEO — bogatego, przystojnego, bezczelnego kobieciarza, przyzwyczajonego, że zawsze stawia na swoim — było to jak kubeł zimnej wody, że jego nowa sekretarka odmówiła pójścia z nim do łóżka, kiedy każda inna kobieta padała mu do stóp.

Może dlatego żadna z nich nie wytrzymywała dłużej niż dwa tygodnie. Szybko mu się nudziły. Ale Valeria powiedziała „nie” i to tylko sprawiło, że zaczął gonić ją jeszcze zawzięciej, kombinując coraz to inne sposoby, żeby dostać to, czego chciał — nie rezygnując przy tym ze swoich rozrywek z innymi kobietami.

Nawet nie zauważył, kiedy Valeria stała się jego prawą ręką, i potrzebował jej do wszystkiego, jakby bez niej nie potrafił nawet oddychać. Mimo to nie przyznał się, że ją kocha, dopóki ona nie dotarła do swojej granicy i po prostu nie odeszła.
Ostatnia Szansa Chorej Luny

Ostatnia Szansa Chorej Luny

1.1m Wyświetlenia · W trakcie · Eve Above Story
Byłam idealną córką dla mojego ojca, wychodząc za mąż za Alfę Alexandra dla dobra mojej rodzimej watahy, mimo że Alexander odmówił oznaczenia mnie i nalegał, że nasze małżeństwo to tylko kontrakt. Potem stałam się idealną Luną dla mojego męża Alfy, wciąż mając nadzieję, że pewnego dnia zdobędę jego uczucie i staniemy się prawdziwym mężem i żoną.
Wszystko zmieniło się w dniu, kiedy dowiedziałam się, że moja wilczyca zapadła w stan uśpienia. Lekarz ostrzegł mnie, że jeśli nie oznaczę lub nie odrzucę Alexandra w ciągu roku, umrę. Jednak ani mój mąż, ani mój ojciec nie przejmowali się na tyle, aby mi pomóc.
W mojej rozpaczy podjęłam decyzję, aby przestać być uległą dziewczyną, jakiej ode mnie oczekiwali.
Wkrótce wszyscy nazywali mnie szaloną, ale właśnie tego chciałam — odrzucenia i rozwodu.
Nie spodziewałam się jednak, że mój kiedyś arogancki mąż pewnego dnia będzie błagał mnie, żebym nie odchodziła...
Własność Foki Wojennej

Własność Foki Wojennej

283.3k Wyświetlenia · Zakończone · Lin Daniels
Kurwa, OSTRZEŻENIE!!!!!!! NIE DLA OSÓB PONIŻEJ OSIEMNASTU LAT! TREŚCI EROTYCZNE********************************************Wpycha mi do ust dwa palce. „Ssij. Zrób je dla mnie ładnie mokre”.

Nie wiem, czemu robię to, co ten facet każe mi robić, kiedy mi rozkazuje, ale za każdym razem jestem posłuszna i ssę te palce, jakby od tego zależało moje życie.

Uda zaczynają mi drżeć, kiedy słyszę, jak zamek błyskawiczny idzie w dół, bo wiem, co będzie dalej. Wepchnie się we mnie tak głęboko, że nie zostanie mu już ani centymetr, i zostawi mnie płonącą żywcem.

„Nie ruszysz rąk, kiedy zabiorę swoje. Rozumiesz mnie? Jeśli się nie posłuchasz, zwiążę cię i zostawię tutaj, aż twoi rodzice zaczną cię szukać i znajdą cię wypełnioną po brzegi moją spermą.”***************************************Ktoś mnie śledzi.
Prawie mnie okradli — a może mogło stać się coś jeszcze gorszego.
Ale pojawił się jakiś facet, który uratował mnie jak współczesny superbohater, tylko zamiast peleryny miał czarny kask.

Powinnam była dostać szału ze strachu, kiedy poderżnął gardło mojemu napastnikowi, potem tylko skinął na mnie głową, poczekał, aż bezpiecznie wsiądę do auta, i położył dłoń na mojej szybie.

Zamiast się bać, czuję…
Podniecenie.
Że żyję.
I aż mnie skręca, żeby poczuć to znowu.

Więc robię coś, czego nikt przy zdrowych zmysłach by nie zrobił. Wałęsam się nocą po mieście, kiedy powinnam leżeć w łóżku, odpoczywać, i tylko czekam na kolejny przebłysk mojego wybawcy.

Nie zawodzi.
Zastawia mnie i sprawia, że czuję rzeczy, których nie powinnam czuć, bo jestem w związku.
Tęsknię za jego dotykiem, rozchylam nogi wtedy, kiedy powinnam ich użyć, żeby uciec jak najdalej.

Ktoś mnie śledzi.
I podoba mi się to.
Zdobyta przez miłość Alfy

Zdobyta przez miłość Alfy

315.7k Wyświetlenia · Zakończone · Riley
Jestem Tori, tak zwana „morderczyni”, która właśnie wyszła z więzienia.

Cztery lata temu misternie uknuta intryga Fiony zamieniła mnie z zwyczajnej omegi w skazańca, na którego barkach ciąży zarzut morderstwa.
Po czterech latach wracam do świata, którego prawie nie poznaję.

Moja najlepsza przyjaciółka Fiona, a zarazem moja przyrodnia siostra, stała się w oczach mojej matki idealną córunią. A mój były chłopak, Ethan, za chwilę będzie urządzał huczną, wystawną ceremonię zawarcia więzi… właśnie z nią.

Miłość, więzi rodzinne i reputacja, które kiedyś były dla mnie wszystkim, zostały mi przez Fionę odebrane, co do okruszka.

Kiedy dotarłam już do granic wytrzymałości i zaczęłam się zastanawiać, po co w ogóle jeszcze żyję, w moim życiu nagle pojawił się legendarny Alfa Lucas z Moonhaven.

Jest potężny i tajemniczy, budzi respekt i niemal nabożny lęk wśród wszystkich wilkołaków.
A jednak wobec mnie okazuje niezwykłą wytrwałość i zaskakującą czułość, taką, jakiej nigdy się nie spodziewałam.

Czy pojawienie się Lucasa jest darem od losu, czy początkiem kolejnego spisku?
Jak nie zakochać się w smoku

Jak nie zakochać się w smoku

1.3m Wyświetlenia · Zakończone · Kit Bryan
Nigdy nie złożyłam podania do Akademii Istot i Stworzeń Magicznych.

Dlatego właśnie byłam co najmniej skołowana, kiedy przyszedł list z moim imieniem już wydrukowanym na planie zajęć, przydzielonym akademikiem i dobranymi przedmiotami, jakby ktoś znał mnie lepiej, niż ja sama siebie. O Akademii słyszeli wszyscy – to tam wiedźmy ostrzą swoje zaklęcia, zmiennokształtni opanowują swoje postaci, a każdy możliwy magiczny stwór uczy się panować nad swoim darem.

Wszyscy oprócz mnie.

Ja nawet nie wiem, czym właściwie jestem. Zero zmiany postaci, zero sztuczek, żadnej magii w stylu “patrzcie na mnie”. Po prostu dziewczyna otoczona ludźmi, którzy potrafią latać, przywoływać ogień albo leczyć jednym dotykiem. Więc siedzę na zajęciach, udaję, że tu pasuję, i wytężam słuch, szukając choćby najdrobniejszej wskazówki, która powie mi, co tak naprawdę płynie w mojej krwi.

Jedyną osobą, która jest chyba jeszcze bardziej ciekawa niż ja, jest Blake Nyvas – wysoki, o złotych oczach i jak najbardziej Smok. Ludzie szepczą, że jest niebezpieczny, powtarzają, żebym trzymała się od niego z daleka. Ale Blake wydaje się zdeterminowany, żeby rozwiązać zagadkę mnie, a ja… jakoś ufam właśnie jemu bardziej niż komukolwiek innemu.

Może to głupota. Może igranie z ogniem.

Ale kiedy wszyscy inni patrzą na mnie, jakbym była tu nie na swoim miejscu, Blake patrzy na mnie tak, jakby była zagadką, którą naprawdę warto rozwiązać.
Tym Razem To On Ściga Mnie Całym Sercem

Tym Razem To On Ściga Mnie Całym Sercem

1m Wyświetlenia · Zakończone · Sherry
Maya zamarła, kiedy do sali wszedł mężczyzna, na którego od razu patrzyli wszyscy. Jej były chłopak, ten, który zniknął pięć lat temu, był teraz jednym z najbogatszych biznesmenów w Bostonie. Wtedy nigdy nawet nie napomknął, kim naprawdę jest – po prostu nagle rozpłynął się bez śladu. Patrząc teraz w jego lodowate oczy, mogła tylko założyć, że ukrywał prawdę, żeby ją sprawdzić, uznał, że jest pustą lalą lecącą na kasę, i odszedł z rozczarowaniem.

Na korytarzu przed salą balową podeszła do niego, gdy palił przy drzwiach, chcąc chociaż spróbować się wytłumaczyć.

– Nadal jesteś na mnie zły?

Strzepnął papierosa, odrzucił niedopałek i spojrzał na nią z jawną pogardą.
– Zły? Myślisz, że jestem zły? Zgadnę – Maya wreszcie się dowiaduje, kim jestem, i nagle ma ochotę „odnowić kontakt”. Kolejna szansa, odkąd wie, że moje nazwisko oznacza pieniądze.

Kiedy próbowała zaprzeczyć, wszedł jej w słowo.
– Byłaś epizodem. Przypisem na dole strony. Gdybyś się tu dzisiaj nie pojawiła, nawet bym o tobie nie pamiętał.

Łzy zapiekły ją pod powiekami. Prawie powiedziała mu o jego córce, ale się powstrzymała. Uznałby tylko, że próbuje go wrobić, złapać go na dziecko i dobrać się do jego kasy.

Maya przełknęła wszystko razem z łzami i odeszła, święcie przekonana, że ich drogi już nigdy się nie przetną – a jednak on zaczął pojawiać się w jej życiu raz za razem, aż w końcu to on musiał się przed nią schylić, pokornie błagając, by dała mu jeszcze jedną szansę.
Ciężarna Żona Opuściła Swojego CEO

Ciężarna Żona Opuściła Swojego CEO

122.3k Wyświetlenia · Zakończone · Willow Ashford
„Emily Johnson, nawet nie waż się uciekać!” warknął Alex, ściskając jej podbródek.

Policzki Emily zapłonęły purpurą, a w głosie miała upór. „A ty co, nie potrafisz po prostu odpuścić?”

Alex prychnął z pogardą. „Ile minęło od rozwodu, a ty już zapomniałaś, jak tu się gra? Twoje ciało pamięta mnie aż za dobrze. A teraz… bierz.”

Jego ogromny, twardy członek, poprzecinany żyłami, przerażający rozmiarem i bijący żarem, uderzył Emily w policzek.

Alex wypuścił zimny śmiech. „Nawet nie śnij, że ode mnie odejdziesz, mała. Możesz być tylko moja.”

——

Przez trzy lata ich małżeństwa na kontrakt Emily myślała, że nie jest w stanie rozgrzać serca Alexa, bo on z natury był lodowaty. Dopiero gdy zobaczyła, jak towarzyszy Grace na badaniu prenatalnym—jak obchodzi się z nią z taką czułością, że nie potrafi znieść, by spotkała ją choćby najmniejsza przykrość—Emily w końcu zrozumiała. On nie był niezdolny do miłości; on po prostu nie kochał jej.

Emily spokojnie podpisała papiery rozwodowe i, wychodząc, zabrała ze sobą swój własny wynik badania ciążowego.

Ale kiedy Emily zniknęła bez śladu, Alex oszalał, przeczesując całe miasto w poszukiwaniu jej.

Gdy wreszcie spotkali się ponownie, Alex miał przekrwione oczy, a głos zdarty. „Emily, myliłem się… proszę, wróć do mnie.”