
PRZYWŁASZCZONY PRZEZ MOJEGO WAMPIROWEGO PRZYRODNEGO BRATA
Anna Kendra · W trakcie · 326.9k słów
Wstęp
Przeprowadzka do nowej szkoły w drugiej klasie liceum okazuje się jeszcze trudniejsza, niż myślał. Szkolne łobuzy mają z niego niezłą uciechę, dzień w dzień robią sobie z niego pośmiewisko, podczas gdy jego przyrodni brat, Alexander Marshall, zachowuje się tak, jakby Chase w ogóle nie istniał. Aż do momentu, kiedy… ktoś popycha go ze schodów, a on uderza głową tak mocno, że powinien zginąć, a zamiast tego się… goi. W jednej chwili jego życie wywraca się do góry nogami: budzi się otoczony przez istoty z kłami i pazurami, bez najmniejszej szansy na ucieczkę.
I właśnie wtedy przed nim staje jakaś mroczna sylwetka i przegania syczące stwory.
— Witaj w piekle, braciszku — mówi jego wybawca. — Od tej chwili należysz do mnie. Ja mam prawo cię sobie rościć, ja mogę z tobą robić, co mi się tylko podoba.
Rozdział 1
Perspektywa Chase’a
Mówią, że stare domy potrafią mówić, jeśli tylko wystarczająco dobrze ich słuchasz.
Zawsze brałem to za gadkę z horrorów, żebyś spał przy zapalonym świetle. Ale stojąc w mrocznym korytarzu liceum nad Diablim Jeziorem, zaczynałem w to wierzyć.
Szkoła była stara jak świat, zbudowana jeszcze zanim ktoś wpadł na pomysł ogrzewania albo okien w normalnym rozmiarze. Ściany trzeszczały przy każdym podmuchu wiatru, szafki potrafiły zatrzaskiwać się same z siebie, a w klatkach schodowych zawsze śmierdziało wilgotnym kamieniem i tajemnicami. Jeśli mój nowy dom przyprawiał mnie o ciarki, to to miejsce wrzeszczało na mnie, żebym brał nogi za pas.
Ale ja już próbowałem uciec – psychicznie, emocjonalnie, a nawet fizycznie, kiedy błagałem mamę, żeby jednak się nie przeprowadzaliśmy. Nie posłuchała.
Bo w końcu była teraz szczęśliwa. Zakochana. Dosłownie promieniała. Jakby jej nowy mąż wyssał z niej cały niepokój i wlał w nią szampana i róże. Nie ogarniałem tego. Nie rozumiałem, jak taki facet jak Landon Marshall – milczący, nie do odczytania, lodowaty – mógł tak po prostu sprawiać, że moja matka się uśmiecha.
Wciąż próbowałem poukładać sobie w głowie, jakim cudem skończyłem z nowym nazwiskiem, nowym miasteczkiem i nowym przyrodnim bratem, który patrzył na mnie jak na robaka, którego nawet nie chce mu się rozgnieść.
Alexander Marshall.
Wysoki. Ciemne włosy. Lodowato niebieskie oczy, którymi mógłby ciąć szkło, i szczęka jak rzeźbiona od linijki. Był z tych, co nie tyle wchodzą do pomieszczenia, co je zawłaszczają. Ludzie albo na niego zadzierali głowę, albo po prostu mu schodzili z drogi. Nikt się Alexanderowi nie odszczekiwał. Nikt go nie dotykał. Miał w sobie tę cichą, niebezpieczną energię, przez którą zapominało się, jak się oddycha.
I mnie nienawidził.
Nie wiedziałem dlaczego. Od przeprowadzki nie wymieniłem z nim nawet dziesięciu słów. Ale od pierwszego dnia napięcie między nami było jak naprężony drut – gotowy pęknąć w każdej chwili. W domu ledwo zauważał moje istnienie, w szkole nie spojrzał na mnie ani razu, a przy każdej okazji dawał mi jasno do zrozumienia, że w jego świecie jestem obcym.
Mimo to, nawet jeśli mnie nie lubił, miałem nadzieję, że nie pozwoli, żeby ktoś mnie przy nim zbił na kwaśne jabłko.
Na serio, ależ ja byłem naiwny.
—
Zaczęło się w chwili, kiedy się odezwałem.
Ogromny błąd.
Był tam taki chłopak – przy kości, w okrągłych okularach, z koszulą wciśniętą w spodnie jak na olimpiadę z fizyki, a nie do liceum. Taki typ, o którym od razu wiesz, że jest ostatni wybierany do każdej drużyny. Grupa kolesi zepchnęła go pod szafki, śmiali się z niego, nawet naśmiewali się z tego, jak oddycha.
I ja po prostu… nie umiałem siedzieć cicho.
– Ej – rzuciłem, głupi bohater. – Może spróbujecie zaczepić kogoś, kto faktycznie się postawi?
Odwrócili się do mnie jak wataha wygłodniałych wilków.
No i teraz leżałem zwinięty na podłodze na trzecim piętrze, w korytarzu, żebra pulsowały bólem, szczęka piekła, a moja godność rozlała się gdzieś za wózkiem woźnego.
– Kurde, ten gość ma jaja – zakpił jeden z nich, wycierając pot z czoła po kolejnym ciosie. – Szkoda tylko, że nic za tym nie idzie.
– Co jest, nowy? Już nie taki kozak, co? – drażnił się ze mną Brad. Szef tej całej bandy, która mnie obstawiła i przycisnęła do muru.
– Myślę, że trzeba mu jeszcze raz wytłumaczyć, jak się tu wszystko załatwia – zaśmiał się Tyler. To prawa ręka Brada, trzaskał kostkami palców jak w jakimś filmie i bawił się tym wszystkim jak dzieciak na placu zabaw.
Spróbowałem się podnieść. Błąd. But trafił mnie prosto w brzuch i wybił ze mnie powietrze.
Korytarz zawirował. Obraz się rozmazał. W ustach poczułem krew – metaliczną, ciepłą, lepko rozlewającą się po zębach. Oddychałem krótkimi, rwanymi haustami powietrza. W uszach mi dzwoniło.
I przez ten pisk w głowie usłyszałem dźwięk, przez który żołądek zacisnął mi się jeszcze mocniej.
Kroki. Spokojne. Niespieszne.
Nie musiałem patrzeć. Już wiedziałem.
Alexander.
Odwróciłem głowę – powoli, z bólem – i zobaczyłem go. Szedał korytarzem obok bójki, jakby omijał kałużę na chodniku.
Nasze spojrzenia się spotkały.
Jego spojrzenie zatrzymało się na mnie. Przez sekundę przysiągłbym, że coś mu tam mignęło w oczach. Nie troska. Nie, nic tak ludzkiego. Bardziej… rozpoznanie. Głód, może. Dziwne napięcie przeskoczyło między nami, jak ładunek w powietrzu.
Potem mrugnął, odwrócił wzrok i po prostu poszedł dalej.
Bez słowa. Bez zawahania.
Po prostu wyszedł.
I coś się we mnie urwało.
Chciałem wrzeszczeć. Nie tylko z bólu, ale z poczucia zdrady. Z tej świadomości, że nawet mój przyrodni brat—który mógł to zatrzymać jednym spojrzeniem—wybrał, żeby nic nie zrobić.
Następny cios był rozmazaną plamą, ale już go nie poczułem. Byłem za bardzo otępiały. Myśli krążyły gdzieś daleko, gubiły się w narastającej ciemności za powiekami.
A potem trzasnęło.
Gdzieś dalej na korytarzu drzwi wyleciały z hukiem tak głośnym, że wszyscy zamarli w pół ruchu.
– Co wy, do cholery, wyprawiacie?!
Głos – kobiecy. Ostry, stanowczy, wkurzony tak, że potrafiłby obudzić umarłego.
Rudowłosa dziewczyna wpadła do sali jak po zejściu z pola bitwy, zielone oczy płonęły jej ze złości.
Typy się zawahały. – Lucia?
– Zgadza się – warknęła. – I jeśli nie chcecie szlabanów do matury, to radzę zacząć spier… uciekać.
– Odwal się, Lucio – warknął Brad. – To nie twoja sprawa.
Lucia podeszła bliżej i chociaż była malutka, miała w sobie taką aurę, jakby tu rządziła, odważna i bezczelnie pewna siebie.
– Trzech kolesi rzuca się na nowego? Ależ bohaterowie – odpaliła. – Już powiedziałam trenerowi Petersonowi. Idzie tu z dyrektorem Williamsem.
Uśmieszek Brada zgasł od razu. – Kłamiesz.
– To sprawdź – Lucia skrzyżowała ręce na piersi. – Zobaczymy, jak bezpieczne jest twoje miejsce w drużynie, jak się dowiedzą, że znęcasz się nad świeżakami na terenie szkoły.
Zapadła chwila ciszy. A potem rozpętało się piekło.
Chłopaki rzucili się do ucieczki, klęli, potykali się o siebie, byle tylko zwiać, zanim ich cenne opiniotwórcze dupska ucierpią. Jeden wywalił krzesło po drodze. Drugi przywalił kolanem w ławkę. Pewnie bym się zaśmiał, gdybym nie miał wrażenia, że żebra mam w drzazgach.
Lucia odwróciła się do nas, a ogień w jej spojrzeniu nieco przygasł.
– Keith? – rzuciła, podbiegając do dzieciaka dalej skulonego przy szafkach. – Wszystko gra?
Kiwnął niepewnie głową. – T-tak. Dzięki, Lucio…
Potem przykucnęła przy mnie. – A ty? Jak się nazywasz, futbolowa gwiazdo?
Mrugnąłem na nią, oszołomiony. – Chase.
– Dasz radę wstać?
– Zależy, co rozumiesz przez „dać radę” – wymamrotałem.
– Mądrala. Chodź – zarzuciła sobie moją rękę na ramię i podniosła mnie z zaskakującą siłą jak na kogoś ledwo metr pięćdziesiąt. – Musimy się zawijać. Teraz.
– Czekaj – wychrypiałem. – A nauczyciele?
– Nie ma żadnych nauczycieli – uśmiechnęła się krzywo. – Blefowałam.
Parsknąłem śmiechem, który przeszedł w kaszel. – Jesteś stuknięta.
– Dziękuję. A teraz biegiem.
Poprowadziła nas korytarzem jak dowódca swoją drużynę, Keith kuśtykał z tyłu, ściskając plecak. Przemknęliśmy pustą klatką schodową i wcisnęliśmy się do schowka woźnego, podczas gdy Lucia zerkała na korytarz przez uchylone drzwi.
– Dobra – powiedziała w końcu, otrzepując dłonie. – Chyba jesteśmy czyści.
Dopiero wtedy odwróciła się do mnie i naprawdę mi się przyjrzała. Jej uśmiech trochę przygasł, kiedy zobaczyła zaschniętą krew na mojej wardze i siniejący łuk pod okiem.
– Nieźle ich wkurzyłeś, co?
Wzruszyłem ramionami i syknąłem z bólu. – Chyba nie umiem trzymać języka za zębami.
Znowu wyciągnęła dłoń. – Lucia Randall. Oficjalna specjalistka od chaosu w liceum Devil’s Lake.
Uścisnąłem ją. – Chase Tanning. Oficjalny worek treningowy dla nowych.
– Oj, biedactwo – zakpiła, po czym przekrzywiła głowę z zaciekawieniem. – Czekaj… Tanning?
Kiwnąłem głową.
– Dopiero się tu wprowadziłeś?
– W zeszłym tygodniu. Moja mama wyszła ponownie za mąż, więc przeprowadziliśmy się do jej nowego męża.
Oczy Lucii zwęziły się. – Jak on się nazywa?
– …Landon Marshall.
Jej wyraz twarzy zmienił się natychmiast. Cała się napięła, jak drapieżnik, który nagle wyczuł niespodziewaną zdobycz.
– Mieszkasz u rodziny Marshallów?
– No… tak? – odpowiedziałem powoli, niepewnie. – Mój przyrodni brat to Alexander—
Jej oczy rozszerzyły się gwałtownie.
– O ja pierdolę – wyszeptała.
Ostatnie Rozdziały
#234 Rozdział 234: Dark Fae
Ostatnia Aktualizacja: 6/11/2026#233 Rozdział 233: Wściekłość uwolniona
Ostatnia Aktualizacja: 6/11/2026#232 Rozdział 232: Punkt przełomu
Ostatnia Aktualizacja: 6/11/2026#231 Rozdział 231: Brak wyjścia
Ostatnia Aktualizacja: 6/11/2026#230 Rozdział 230: Dzwony alarmowe
Ostatnia Aktualizacja: 6/11/2026#229 Rozdział 229: Rzeczy, które nie zostały wypowiedziane
Ostatnia Aktualizacja: 6/11/2026#228 Rozdział 228: Linie, których nigdy nie należy przekraczać
Ostatnia Aktualizacja: 6/11/2026#227 Rozdział 227: Nowy rodzaj eksploracji
Ostatnia Aktualizacja: 6/11/2026#226 Rozdział 226: Chwila do oddychania
Ostatnia Aktualizacja: 6/11/2026#225 Rozdział 225: Cienie na skraju lasu
Ostatnia Aktualizacja: 6/11/2026
Może Ci się spodobać 😍
Błogość anioła
„Zamknij się, do cholery!” ryknął na nią. Zamilkła, a on zobaczył, jak jej oczy zaczynają się napełniać łzami, a jej wargi drżą. O cholera, pomyślał. Jak większość mężczyzn, płacząca kobieta przerażała go na śmierć. Wolałby stoczyć strzelaninę z setką swoich najgorszych wrogów, niż musieć radzić sobie z jedną płaczącą kobietą.
„Jak masz na imię?” zapytał.
„Ava,” odpowiedziała cienkim głosem.
„Ava Cobler?” chciał wiedzieć. Jej imię nigdy wcześniej nie brzmiało tak pięknie, co ją zaskoczyło. Prawie zapomniała skinąć głową. „Nazywam się Zane Velky,” przedstawił się, wyciągając rękę. Oczy Avy zrobiły się większe, gdy usłyszała to imię. O nie, tylko nie to, pomyślała.
„Słyszałaś o mnie,” uśmiechnął się, brzmiał zadowolony. Ava skinęła głową. Każdy, kto mieszkał w mieście, znał nazwisko Velky, była to największa grupa mafijna w stanie, z siedzibą w mieście. A Zane Velky był głową rodziny, donem, wielkim szefem, współczesnym Al Capone. Ava czuła, jak jej spanikowany umysł wymyka się spod kontroli.
„Spokojnie, aniołku,” powiedział Zane, kładąc rękę na jej ramieniu. Jego kciuk zjechał w dół przed jej gardło. Gdyby ścisnął, miałaby trudności z oddychaniem, zdała sobie sprawę Ava, ale jakoś jego ręka uspokoiła jej umysł. „Dobra dziewczynka. Ty i ja musimy porozmawiać,” powiedział jej. Umysł Avy sprzeciwił się, gdy nazwał ją dziewczynką. Irytowało ją to, mimo że była przerażona. „Kto cię uderzył?” zapytał. Zane przesunął rękę, aby przechylić jej głowę na bok, żeby mógł spojrzeć na jej policzek, a potem na wargę.
******************Ava zostaje porwana i zmuszona do uświadomienia sobie, że jej wujek sprzedał ją rodzinie Velky, aby spłacić swoje długi hazardowe. Zane jest głową kartelu rodziny Velky. Jest twardy, brutalny, niebezpieczny i śmiertelny. W jego życiu nie ma miejsca na miłość ani związki, ale ma potrzeby jak każdy gorący mężczyzna.
Związana z jej Alfa Instruktorem
Kilka tygodni później na salę wchodzi nasz nowy instruktor walki, alfa. Regis. Ten facet z lasu. Jego spojrzenie od razu chwyta się mojego i wiem, że mnie rozpoznaje. Wtedy moja skrywana tajemnica uderza we mnie jak cios w brzuch: jestem w ciąży.
Ma dla mnie propozycję, która splata nas jeszcze mocniej. Ochrona… czy złota klatka? Szepty robią się coraz bardziej jadowite, mrok zaczyna się zacieśniać. Dlaczego tylko ja nie mam wilka? Czy on jest moim wybawieniem… czy pociągnie mnie prosto na dno?
Okrutny Raj - Romans mafijny
Wykręcenie tyłkiem numeru do własnego szefa…
I zostawienie mu sprośnej poczty głosowej, kiedy jesteś, yyy… „w trakcie” myślenia o nim.
Praca jako osobista asystentka Rusłana Orłowa to robota rodem z piekła.
Po długim dniu, podczas którego spełniam każdą zachciankę tego miliardera, potrzebuję jakiegoś ujścia dla stresu.
Więc kiedy tamtego wieczoru wracam do domu, robię dokładnie to.
Problem w tym, że moje myśli wciąż kręcą się wokół tego szef-dupka, który rujnuje mi życie.
I niech będzie—bo ze wszystkich licznych grzechów Rusłana, to że jest tak cholernie przystojny, może być najniebezpieczniejsze.
Dziś w nocy fantazje o nim są dokładnie tym, czego potrzebuję, żeby przekroczyć granicę.
Ale kiedy spuszczam wzrok na telefon, przygnieciony obok mnie,
jest.
Poczta głosowa: 7 minut i 32 sekundy…
Wysłana do Rusłana Orłowa.
Wpada we mnie panika i ciskam telefon przez pokój.
Tyle że nie da się cofnąć szkód wyrządzonych przez moje bardzo głośne „O”.
Więc co ja mogę zrobić?
Plan był prosty: unikać go i udawać, że to się nigdy nie wydarzyło.
Poza tym—kto tak zajęty w ogóle odsłuchuje pocztę głosową, co?
Tylko że kiedy on wpisuje mi w kalendarz spotkanie jeden na jeden ze mną na równe 7 minut i 32 sekundy,
jedno jest pewne:
On.
Słyszał.
Wszystko.
Bez drugiej szansy, Niezmartwiona i Kwitnąca
Mój narzeczony stał tam z ciężarną kochanką w swoich ramionach, szyderczo się uśmiechając. "Bez mnie jesteś nikim."
Odwróciłam się i zapukałam do drzwi najbogatszego człowieka w mieście. "Panie Locke, zainteresowany sojuszem małżeńskim? Oferuję udział wart sto miliardów dolarów - plus przyszłe imperium biznesowe, gratis."
Sekretarko, Czy Chcesz Się Ze Mną Przespać?
Może dlatego żadna z nich nie wytrzymywała dłużej niż dwa tygodnie. Szybko mu się nudziły. Ale Valeria powiedziała „nie” i to tylko sprawiło, że zaczął gonić ją jeszcze zawzięciej, kombinując coraz to inne sposoby, żeby dostać to, czego chciał — nie rezygnując przy tym ze swoich rozrywek z innymi kobietami.
Nawet nie zauważył, kiedy Valeria stała się jego prawą ręką, i potrzebował jej do wszystkiego, jakby bez niej nie potrafił nawet oddychać. Mimo to nie przyznał się, że ją kocha, dopóki ona nie dotarła do swojej granicy i po prostu nie odeszła.
Ostatnia Szansa Chorej Luny
Wszystko zmieniło się w dniu, kiedy dowiedziałam się, że moja wilczyca zapadła w stan uśpienia. Lekarz ostrzegł mnie, że jeśli nie oznaczę lub nie odrzucę Alexandra w ciągu roku, umrę. Jednak ani mój mąż, ani mój ojciec nie przejmowali się na tyle, aby mi pomóc.
W mojej rozpaczy podjęłam decyzję, aby przestać być uległą dziewczyną, jakiej ode mnie oczekiwali.
Wkrótce wszyscy nazywali mnie szaloną, ale właśnie tego chciałam — odrzucenia i rozwodu.
Nie spodziewałam się jednak, że mój kiedyś arogancki mąż pewnego dnia będzie błagał mnie, żebym nie odchodziła...
Zakazane Pulsowanie
Moje zmieniło się w czasie, który zajęło otwarcie drzwi.
Za nimi: mój narzeczony Nicholas z inną kobietą.
Trzy miesiące do naszego ślubu. Trzy sekundy, żeby zobaczyć, jak wszystko się rozpada.
Powinnam była uciec. Powinnam była krzyczeć. Powinnam była zrobić cokolwiek, zamiast stać tam jak głupia.
Zamiast tego usłyszałam, jak sam diabeł szepcze mi do ucha:
"Jeśli chcesz, mogę cię poślubić."
Daniel. Brat, przed którym mnie ostrzegano. Ten, który sprawiał, że Nicholas wyglądał jak aniołek.
Opierał się o ścianę, obserwując, jak mój świat się rozpada.
Moje serce waliło jak młot. "Co?"
"Słyszałaś mnie." Jego oczy wwiercały się w moje. "Poślub mnie, Emmo."
Ale kiedy patrzyłam w te magnetyczne oczy, uświadomiłam sobie coś przerażającego:
Chciałam powiedzieć mu "tak".
Gra rozpoczęta.
Pięciu Braci, Jedna Panna Młoda
Kiedy Lily przekracza progi ociekającej luksusem rezydencji Sterlingów, by dopełnić ostatniej woli zmarłego ojca, na powitanie wychodzi jej pięciu przystojnych braci. Towarzyszy im chłodna i do szpiku kości wyrachowana matka, która z miejsca postanawia odprawić niechcianego gościa z kwitkiem.
Zgodnie z paktem zawartym przed laty między ich rodami, Lily musi wybrać jednego z braci na męża. Ta perspektywa budzi w mężczyznach jawną niechęć i wyrazistą pogardę.
Lily ma jednak w zanadrzu tajemnice, które bez wątpienia zwaliłyby z nóg całą familię Sterlingów. Pod maską skromnej, cichej myszki kryje się prawdziwy rekin biznesu – genialny umysł, który od absolutnego zera zbudował wielomiliardowe imperium. Jakby tego było mało, jest też cieszącą się międzynarodowym uznaniem piosenkarką, występującą pod pseudonimem Słowik. A także geniuszem technologicznym, znanym w sieci jako Anny, który potrafi pokonać każdego jego własną bronią.
Próbując odnaleźć się w gąszczu skomplikowanych, domowych intryg rodu Sterlingów, Lily ku swojemu zaskoczeniu czuje, że najbardziej ciągnie ją do brata o sercu z lodu – Williama. Ten bezwzględny prezes traktuje ją jednak z ogromną, lodowatą nieufnością.
Na domiar złego, matka Williama upatrzyła już dla niego idealną partię: Fionę z rodziny Fosterów, jego przyjaciółkę z dzieciństwa i młodzieńczą miłość.
Sęk w tym, że słowo „kapitulacja” w słowniku Lily po prostu nie istnieje.
Zabójcza narzeczona króla mafii
– Muszę cię posmakować – warknął, wsuwając palce pod koronkę, głaszcząc mnie, aż zaczęłam się trząść.
Zapiszczałam cicho, bardziej prosząc niż mówiąc:
– Dręcz mnie… spraw, żebym ciekła dla ciebie.
Klęknął, jego język szarpał mnie łapczywie, bez wstydu, aż słonko-słodki smak zalał mi zmysły i odciął resztki rozsądku.
– Błagaj głośniej – zażądał. Podniósł się i wszedł we mnie głęboko, od razu, bez ostrzeżenia. Nasze śliskie ciała uderzały o siebie raz za razem, aż wybuch rozkoszy wyrwał z mojego gardła dzikie krzyki.
💗💗💗💗💗💗
Scarlett Romano była kiedyś zabójczynią numer dwa na świecie, zanim rzuciła to wszystko, żeby spróbować normalnego życia. Wróciła do swojej mafijnej rodziny – tylko po to, by zostać tam zrobioną na szaro: poniżana, wyszydzana, traktowana jak obca, podczas gdy jej adoptowana siostra Zelda błyszczy jak złote dziecko rodu.
Potem Scarlett odkrywa, że jest w ciąży z Damonem Wolfe’em. Jej rodzina stawia sprawę jasno: albo usunie ciążę, albo znika. Zamiast się ugiąć, Scarlett wysuwa śmiały pomysł – proponuje Damonowi małżeństwo kontraktowe. Jemu, bezlitosnemu królowi mafii, który w sekrecie jest Roninem, zabójcą numer jeden na świecie.
On się zgadza.
Teraz dwoje najgroźniejszych morderców na świecie kłóci się o zmywanie naczyń, przypadkiem zakochuje się w sobie – i po kolei serwuje jej rodzinie zasłużoną karmę, każdą satysfakcjonującą akcją rozliczając dawne krzywdy.
Powrót do Karmazynowego Świtu
Podczas gdy walka o życie i wolność stała się dla Alfy Cole'a Redmena codziennością, bitwa o oba te aspekty wchodzi na zupełnie nowy poziom, gdy w końcu wraca do miejsca, które nigdy nie było jego domem. Kiedy jego walka o ucieczkę kończy się dysocjacyjną amnezją, Cole musi pokonać jedną przeszkodę za drugą, aby dotrzeć do miejsca, które zna tylko ze swoich snów. Czy podąży za swoimi marzeniami i znajdzie drogę do domu, czy zgubi się po drodze?
Dołącz do Cole'a w jego emocjonalnej podróży, inspirującej do zmian, gdy walczy o powrót do Crimson Dawn.
*To jest druga książka z serii Crimson Dawn. Najlepiej czytać tę serię w kolejności.
**Ostrzeżenie o treści: ta książka zawiera opisy przemocy fizycznej i seksualnej, które mogą być niepokojące dla wrażliwych czytelników. Tylko dla dorosłych czytelników.
Zaproszenie śmierci
Moja Siostra Ukradła Mojego Partnera, A Ja Jej Pozwoliłam
Urodzona bez wilka, Seraphina jest hańbą swojej watahy—aż do pewnej pijanej nocy, która pozostawia ją w ciąży i w małżeństwie z Kieranem, bezwzględnym Alfą, który nigdy jej nie chciał.
Ale ich dziesięcioletnie małżeństwo nie było bajką.
Przez dziesięć lat znosiła upokorzenia: żadnego tytułu Luny, żadnego znaku parowania. Tylko zimne prześcieradła i jeszcze zimniejsze spojrzenia.
Kiedy jej idealna siostra wróciła, Kieran złożył wniosek o rozwód tej samej nocy. A jej rodzina była szczęśliwa widząc jej małżeństwo rozbite.
Seraphina nie walczyła, tylko odeszła w milczeniu. Jednak gdy pojawiło się niebezpieczeństwo, szokujące prawdy wyszły na jaw:
☽ Tamta noc nie była przypadkiem
☽ Jej "defekt" jest w rzeczywistości rzadkim darem
☽ I teraz każdy Alfa—including jej były mąż—będzie walczył, aby ją zdobyć
Szkoda, że ona skończyła z byciem posiadana.
Ryk Kieran wstrząsnął moimi kośćmi, gdy przycisnął mnie do ściany. Jego gorąco przebiło się przez warstwy materiału.
"Seraphina, myślisz, że odejście jest takie łatwe?" Jego zęby musnęły nieoznakowaną skórę mojego gardła. "Ty. Jesteś. Moja."
Gorąca dłoń przesunęła się po moim udzie. "Nikt inny cię nigdy nie dotknie."
"Miałeś dziesięć lat, żeby mnie zdobyć, Alfo." Odsłoniłam zęby w uśmiechu. "Zabawne, że pamiętasz, że jestem twoja... kiedy odchodzę."












