
Serce Smoka
Eva Monroe · W trakcie · 235.3k słów
Wstęp
Kaelen spojrzał na mnie zaskoczony, ale w przygaszonym świetle jego oczy zaczęły jarzyć się blaskiem. — Słucham?
— Wczoraj płonąłeś z gorączki. Dosłownie. Twoja skóra była tak gorąca, że powinno cię to zabić, a jednak jesteś tutaj. — Wstałam z łóżka. — Muszę zobaczyć.
Uśmiech rozlał mu się po twarzy, kiedy ściągnął koszulę, odsłaniając wyraźnie zarysowane mięśnie i skórę, która zdawała się świecić własnym światłem.
— To na pewno chodzi o naukę, Annabeth? — zapytał, a jego głos obniżył się, stał się chropawszy, bardziej szorstki.
Podeszłam bliżej, niezdolna się powstrzymać, choć wiedziałam, że to zły pomysł. Moja dłoń uniosła się niemal sama, sięgając w stronę jego piersi, i położyłam ją płasko na jego skórze.
— Cholera — mruknął ochryple. — Nie rób tego.
— Dlaczego?
— Bo nie masz pojęcia, co mi robisz, kiedy dotykasz mnie w ten sposób. — Jego dłonie zacisnęły się w pięści po bokach, drżąc od wysiłku, by je tam utrzymać. — Moja kontrola i tak jest do dupy, kiedy jesteś w pobliżu.
**
Kaelen ucieka od lat. Troje rodzeństwa złotych smoków ukrywa się wśród ludzi, próbując przetrwać, podczas gdy pewna organizacja poluje na nich dla ich krwi. Ostatnie, czego mu trzeba, to wikłać się z kimkolwiek.
Annabeth ufa nauce i nie wierzy w magię. Ale facet, którego uratowała przed pobiciem, goi się zbyt szybko, jej własne oczy jarzą się w lustrze, a w snach lata, zionąc ogniem.
Kiedy spotykają się na kampusie, Kaelen dostrzega ten czerwony błysk w oczach Annabeth i rozumie, że ona nie jest człowiekiem. Jest czymś, co uważał za wymarłe. A co gorsza: jego dusza rozpoznaje w niej przeznaczoną mu bratnią duszę.
Co robisz, kiedy odnalezienie swojej bratniej duszy może zniszczyć wszystko, co walczyłeś, by ochronić?
Rozdział 1
Perspektywa Kaelena:
Plastikowe torby wrzynały mi się w palce, kiedy szedłem ulicą. Zimno nie dokuczało mi tak bardzo, jak powinno, ale musiałem udawać, że tak jest. Musiałem udawać, że jestem jak wszyscy: normalny.
Lucian poprosił o te cholerne ciastka, które sprzedawali tylko w sklepie po drugiej stronie miasta, a Marlen potrzebowała więcej zeszytów do szkoły.
Zawsze coś. Zegar na rynku pokazywał 8:30 — później, niż planowałem — a latarnie uliczne migotały żółtawym światłem, przez które wszystko wyglądało brudniej, niż było w rzeczywistości.
Emberdale było naprawdę małym miasteczkiem i po zmroku szybko pustoszało, za co zwykle byłem wdzięczny. Mniej oczu, mniej pytań i mniejsza szansa, że ktoś zauważy w nas cokolwiek dziwnego.
Ale dziś w nocy ulica była zbyt pusta, zbyt cicha, poza dźwiękiem moich własnych kroków na chodniku.
Poczułem zapach alkoholu, zanim ich zobaczyłem.
Trzech facetów, może czterech, wytoczyło się z zaułka jakieś dwadzieścia jardów przede mną. Jeden potknął się o własną stopę, a reszta parsknęła tym głośnym, przesadnym śmiechem pijanych.
Cholera.
Od razu zmieniłem kierunek, przechodząc na drugą stronę ulicy, ale ten najwyższy mnie zauważył.
— Hej, ty! — krzyknął, a jego głos odbił się echem od ścian pozamykanych budynków. — Dokąd tak się spieszysz?
Szedłem dalej. Ani szybko, ani wolno. Normalnie. Jakbym go nie słyszał.
— Mówię do ciebie, skurwysynu!
Kroki za mną przyspieszyły. Było ich czterech — potwierdziłem, słuchając nieskoordynowanego rytmu ich ruchów. Jeden trochę powłóczył lewą nogą. Drugi oddychał świszcząco, jak ktoś, kto pali od lat.
To były szczegóły, których normalny człowiek nie wyłapałby z takiej odległości, ale wepchnęły mi się do głowy, nawet o to nie proszone. Bo nie byłem normalnym człowiekiem. Tak naprawdę nie byłem nawet człowiekiem.
— Co, głuchy jesteś czy jak? — Najwyższy dogonił mnie i stanął przede mną, zastępując mi drogę. Śmierdział whiskey i miał na koszuli plamę z wymiocin. — Mój kolega zadał ci pytanie.
— Nie chcę kłopotów — powiedziałem, utrzymując głos spokojny i neutralny. — Po prostu wracam do domu.
— Ooo, po prostu wraca do domu — powtórzył szyderczo drugi. Był młodszy, może w moim wieku, z rozciętą brwią, z której wciąż trochę sączyła się krew. — Jakie to słodkie. Słyszeliście, chłopaki? Śliczniutek chce tylko wrócić do domku.
Pozostali się roześmiali. Jeden popchnął mnie w ramię — niezbyt mocno, tylko na próbę. Torby zakołysały mi się w dłoni.
— Przepraszam — powiedziałem i spróbowałem ich obejść. Mogłem to zrobić. Mogłem po prostu odejść, a oni byliby zbyt pijani, żeby mnie gonić, jeśli przyspieszę.
Ale ten wysoki złapał mnie za ramię i ścisnął. Mocno.
Pierwszym odruchem było wyrwać się, złamać mu chwyt, a w razie potrzeby złamać mu też rękę. To byłoby łatwe. Cholernie łatwe.
Tyle że wtedy zobaczyłem inny problem: na słupie po drugiej stronie ulicy wisiała na wpół uszkodzona kamera monitoringu — pewnie nawet nie działała, ale co, jeśli jednak? Co, jeśli ktoś patrzył? Co, jeśli użyję swojej prawdziwej siły, a potem ktoś zacznie zadawać pytania?
Byliśmy tu od trzech miesięcy. Trzy miesiące od chwili, kiedy uciekliśmy z miasta po tym, jak uleczyłem tamtego dzieciaka, a niewłaściwi ludzie to zobaczyli.
Trzy miesiące ukrywania się w tym malutkim miasteczku, gdzie nikt nas nie znał i nikt niczego nie podejrzewał. Lucian dopiero zaczynał znowu spać bez koszmarów, a Marlen przestała pytać mnie każdego ranka, czy znów musimy uciekać.
Nie mogłem ryzykować. Nie przez bandę pijanych idiotów.
— Puść mnie — powiedziałem i wyszarpnąłem ramię, nie używając zbyt dużo siły.
Zacisnął uścisk.
— Bo co? Co zrobisz, śliczniutku?
Pierwszy cios padł, zanim zdążyłem go uniknąć. Trafił mnie w policzek, a ból eksplodował ostry i gorący. Zachwiałem się, torby wypadły mi z ręki i usłyszałem, jak ciastka dla Luciana kruszą się w opakowaniu.
— No dawaj, oddaj — powiedział ten młody z rozciętą brwią i pchnął mnie znowu, mocniej. — Co jest? Boisz się?
Tak. Ale nie ich.
Kolejne uderzenie, tym razem w żebra. Zgiąłem się wpół, powietrze wyrwało mi się z płuc. Poczułem, jak w gardle narasta gorąco — to piekące wrażenie, które zawsze poprzedzało przemianę, kiedy byłem zbyt zestresowany.
Nie. Nie tam. Nie teraz.
— Przestańcie — powiedziałem i nienawidziłem brzmienia własnego głosu, niemal jak błaganie. — Dość.
– Dość? – powtórzył ten wysoki, kopiąc mnie w nogę. – Dopiero się rozkręcamy, koleś.
Potem kopniaki posypały się ze wszystkich stron. Plecy, żebra, brzuch. Zwinąłem się, próbując osłonić głowę ramionami.
Każde uderzenie przypominało mi, jak słabo muszę wyglądać, jak bardzo po ludzku muszę się zachowywać. Czułem, jak moje kości przyjmują na siebie obrażenia, jak ciało chce automatycznie się uleczyć, ale powstrzymywałem je. Pozwalałem, żeby bolało. Pozwalałem, żeby tworzyły się siniaki.
Pomyślałem o Lucianie i Marlenie czekających na mnie w domu. O tym, że Marlen pewnie już nakrył do stołu, a Lucian zrobił ten okropny makaron, który ostatnio ciągle przyrządzał, bo zobaczył przepis na TikToku.
Pomyślałem, jak bardzo by się przestraszyli, gdybym się nie pojawił, albo co gorsza, gdybym wrócił i powiedział im, że znowu musimy wyjechać.
Nie mogłem im tego zrobić.
Czyjaś stopa trafiła mnie w twarz i poczułem, jak pęka mi warga, a ciepła krew spływa po brodzie. Dzwoniło mi w uszach. Jeden z nich mówił coś o moim portfelu, ale słowa były stłumione, zniekształcone.
Wtedy zobaczyłem światła.
Wysokie, jasne, zbyt blisko. Pisk opon na asfalcie rozdarł powietrze i nagle tamci przestali mnie kopać, a zamiast tego zaczęli krzyczeć i odskakiwać.
Czarny samochód zatrzymał się kilka cali od miejsca, w którym jeszcze sekundę wcześniej stał jeden z nich.
– Co do cholery?! – wrzasnął ktoś.
Leżałem na ziemi, ciężko oddychając i próbując skupić wzrok. Drzwi się otworzyły. Szybkie kroki na chodniku.
– Wynocha albo zadzwonię na policję! – To był kobiecy głos, stanowczy, bez cienia drżenia. – Mam telefon w ręce, skurwysyny!
– Tylko się bawiliśmy – mruknął ten wysoki, ale już się cofał.
– To bawcie się gdzie indziej. Wynosić się stąd!
Usłyszałem, jak odchodzą, ich ciężkie, niezdarne kroki znikające w oddali pośród mamrotanych obelg.
Spróbowałem się podnieść i świat lekko zawirował. Cholera. Uderzyłem się w głowę mocniej, niż myślałem.
– Nic ci nie jest?
Kobieta podeszła bliżej, a jej buty znalazły się w moim polu widzenia. Białe trampki, znoszone. Powoli uniosłem głowę i...
To było tak, jakby zmieniło się powietrze.
Nie wiem, jak inaczej to wyjaśnić. Uklękła przy mnie i kiedy jej palce musnęły moje ramię, pomagając mi usiąść, coś poruszyło się pod moją skórą.
Coś ciepłego i dziwnego, i zupełnie nieoczekiwanego, co sprawiło, że nawet przestałem słyszeć, co do mnie mówi.
Przez sekundę, zaledwie sekundę, poczułem pieczenie w oczach, ten złoty żar, który normalnie potrafiłem kontrolować bez najmniejszego problemu.
Mocno zamrugałem i stłumiłem to. Kiedy znowu na nią spojrzałem, jej ciemne oczy były utkwione we mnie z autentyczną troską. Jasnobrązowe włosy miała związane w koński ogon, a jej twarz była pozbawiona makijażu. Była mniej więcej w moim wieku, może trochę młodsza.
– Dasz radę wstać? – zapytała.
Skinąłem głową, choć nie byłem pewien. Pozwoliłem jej pomóc mi się podnieść; jej mała dłoń była zaskakująco pewna na moim ramieniu.
Kiedy już stałem, szybko mnie puściła i cofnęła się o krok, jakby dopiero teraz uświadomiła sobie, że dotknęła zakrwawionego nieznajomego pośrodku ulicy.
– Powinieneś jechać do szpitala – powiedziała. – Nieźle cię urządzili.
– Nic mi nie jest – skłamałem, wycierając usta dłonią. Kiedy ją odsunąłem, była czerwona od krwi. – Ja tylko... muszę wrócić do domu.
– Wcale nie wyglądasz dobrze.
– Bywało gorzej. – A tego akurat nie kłamałem.
Spojrzała na mnie z tym wyrazem twarzy, jaki ludzie mają, kiedy wiedzą, że mówisz coś głupiego, ale nie znają cię na tyle dobrze, żeby powiedzieć ci to prosto w twarz.
– Przynajmniej pozwól, że cię podrzucę. Nie powinieneś iść w takim stanie.
– Nie, dzięki. Naprawdę. I tak zrobiłaś już wystarczająco dużo.
Przez chwilę staliśmy w niezręcznej ciszy. Wyglądała, jakby chciała się kłócić, ale w końcu westchnęła i skinęła głową.
– Jak sobie chcesz – powiedziała i wróciła do samochodu. Zanim wsiadła, odwróciła się jeszcze. – Uważaj bardziej na siebie, dobrze? Nie każdy pijany ucieka, kiedy pojawia się samochód.
– Będę – powiedziałem.
Patrzyłem, jak odjeżdża, a tylne światła jej samochodu znikają za rogiem. Podniosłem z ziemi rozerwane torby, zgniecione ciastka i zeszyty, które jakimś cudem ocalały.
Bolało mnie całe ciało, ale już czułem, jak zaczyna się goić, jak znajome ciepło rozchodzi się po moich żebrach i zasklepia rozciętą wargę.
Ale nie mogłem przestać myśleć o tamtej chwili, kiedy mnie dotknęła.
O tym, jak moje oczy zareagowały bez mojej woli.
I o tym, że po raz pierwszy od lat człowiek sprawił, że poczułem coś innego niż ostrożność.
Ostatnie Rozdziały
#193 Rozdział 193 193
Ostatnia Aktualizacja: 7/7/2026#192 Rozdział 192 192
Ostatnia Aktualizacja: 7/7/2026#191 Rozdział 191 191
Ostatnia Aktualizacja: 7/7/2026#190 Rozdział 190 190
Ostatnia Aktualizacja: 7/7/2026#189 Rozdział 189 189
Ostatnia Aktualizacja: 7/7/2026#188 Rozdział 188 188
Ostatnia Aktualizacja: 7/7/2026#187 Rozdział 187 187
Ostatnia Aktualizacja: 7/7/2026#186 Rozdział 186 186
Ostatnia Aktualizacja: 7/7/2026#185 Rozdział 185 185
Ostatnia Aktualizacja: 7/7/2026#184 Rozdział 184 184
Ostatnia Aktualizacja: 7/7/2026
Może Ci się spodobać 😍
Zły Alfa
ZAWIERA TEMATY EROTYCZNE I BDSM
Był bardzo zły. Patrzył na mnie, jakby chciał mnie zgwałcić albo uderzyć w twarz.
"Mogę wyjaśn- "
Przerwał mi.
"Byłaś bardzo, bardzo niegrzeczna, kiciu. Nie masz pojęcia, przez co przeszedłem."
Jego uścisk na mojej szyi się zacieśnił, dusząc mi przełyk.
"Rozbieraj się."
To słowo wyrwało mnie z szoku. "Co- "
"Licze do trzech, jeśli tego nie zrobisz, rozerwę twoje ubrania - 1."
Czy to naprawdę się dzieje?
"2."
Myślałam, że jest gejem.
"3."
Emara, 21-letnia kobieta, która przebrała się za mężczyznę, aby dostać pracę w międzynarodowej firmie.
Ale nie wiedziała...
Szef jest niesamowicie przystojny.
Nie jest człowiekiem.
Ona jest jego partnerką.
.
Co się stanie, gdy Wielki Zły Wilk spotka swoją partnerkę?
.
Jak zareaguje, gdy dowie się, że jego partnerka to mężczyzna, a nie kobieta?
.
Co się stanie, gdy prawda wyjdzie na jaw? Kto utonie? Kto wypłynie?
SEQUEL ZAWARTY W KSIĄŻCE!
Zaproszenie śmierci
Wzlot Brzydkiej Luny
Potem spotkała jego. Pierwszego mężczyznę, który nazwał ją piękną. Pierwszego, który pokazał jej, jak to jest być kochaną.
To była tylko jedna noc, ale zmieniła wszystko. Dla Lyric był świętym, zbawcą. Dla niego, była jedyną kobietą, która sprawiła, że doszedł w łóżku – problem, z którym walczył od lat.
Lyric myślała, że jej życie wreszcie się zmieni, ale jak każdy w jej życiu, on kłamał. A kiedy odkryła, kim naprawdę jest, zdała sobie sprawę, że nie tylko jest niebezpieczny – jest typem mężczyzny, od którego nie można uciec.
Lyric chciała uciekać. Pragnęła wolności. Ale chciała również odnaleźć swoją drogę i odzyskać szacunek, wznieść się ponad popioły.
Ostatecznie została zmuszona do wejścia w mroczny świat, którego nie chciała poznać.
Zdeprawowany Anioł - Romans mafijny
Alexis nigdy nie powinna była postawić stopy w moim świecie.
Tacy faceci jak ja brudzą takie dziewczyny jak ona. Zabieramy im niewinność i rozszarpujemy ją na strzępy.
Ona myśli, że jest twarda. Myśli, że da sobie ze mną radę.
Ale nie ma pojęcia, jak głęboko sięga mój mrok.
Najlepiej było, że wziąłem ją na jedną noc i zostawiłem za sobą.
Cokolwiek więcej byłoby zwyczajnie okrutne.
Myślałem, że widziałem Alexis Wright po raz ostatni.
Więc wyobraź sobie moje zdziwienie, gdy dwa lata później otwierają się drzwi do mojego gabinetu…
I ona wchodzi.
Dziewczyna, którą zniszczyłem. Dziewczyna, którą pożarłem.
Teraz, kiedy znowu stoi przede mną, mam do niej tylko dwa pytania:
Po pierwsze — co ona tu robi?
A po drugie…
Co ona ma na myśli, mówiąc: „nasze dziecko”?
Sekretarko, Czy Chcesz Się Ze Mną Przespać?
Może dlatego żadna z nich nie wytrzymywała dłużej niż dwa tygodnie. Szybko mu się nudziły. Ale Valeria powiedziała „nie” i to tylko sprawiło, że zaczął gonić ją jeszcze zawzięciej, kombinując coraz to inne sposoby, żeby dostać to, czego chciał — nie rezygnując przy tym ze swoich rozrywek z innymi kobietami.
Nawet nie zauważył, kiedy Valeria stała się jego prawą ręką, i potrzebował jej do wszystkiego, jakby bez niej nie potrafił nawet oddychać. Mimo to nie przyznał się, że ją kocha, dopóki ona nie dotarła do swojej granicy i po prostu nie odeszła.
Alfa i Wynajęta Luna
Dziewczyna z małego miasteczka, Apple, dorastała wiedząc, że wilkołaki i inne nadprzyrodzone istoty są niebezpieczne. Gdy opuszcza swoją przemocową rodzinę, by przeprowadzić się do Crescent City, największego nadprzyrodzonego miasta na Zachodzie, miejsca, gdzie potwory mieszają się ze zwykłą ludnością, słaba ludzka istota taka jak ona jest łatwym łupem. Podczas pełnego przygód poszukiwania pracy, los sprawia, że Apple nieświadomie trafia do Sterling Incorporated, największej watahy wilkołaków na Zachodnim Wybrzeżu. Mając nadzieję na staż lub pracę na poziomie podstawowym, zostaje błędnie uznana za nową Wynajętą Lunę Alfa, tymczasową kontraktową Lunę, która ma spełniać wszystkie jego potrzeby.
Problem polega na tym, że ona nie jest jego kontraktową Luną! Ona nawet nie jest wilkołakiem!
Ale Sylvester Sterling nie przejmuje się tym. Zdecydował, że tylko Apple może wykonać tę pracę - i zrobi wszystko, aby ją przekonać.
Czy Apple ulegnie uwodzicielskim sztuczkom Alfa? Czy też dziewczyna z małego miasteczka okaże się jego największym wyzwaniem?
Gra Przeznaczenia
Kiedy Finlay ją odnajduje, żyje wśród ludzi. Jest zauroczony upartą wilczycą, która odmawia uznania jego istnienia. Może nie jest jego partnerką, ale chce, aby stała się częścią jego watahy, niezależnie od tego, czy jej wilczyca jest ukryta czy nie.
Amie nie potrafi oprzeć się Alfie, który wkracza w jej życie i wciąga ją z powrotem w życie watahy. Nie tylko staje się szczęśliwsza niż od dawna, ale jej wilczyca w końcu do niej przychodzi. Finlay nie jest jej partnerem, ale staje się jej najlepszym przyjacielem. Razem z innymi najwyższymi wilkami w watasze pracują nad stworzeniem najlepszej i najsilniejszej watahy.
Kiedy nadchodzi czas na gry watah, wydarzenie, które decyduje o rankingu watah na następne dziesięć lat, Amie musi zmierzyć się ze swoją starą watahą. Kiedy po raz pierwszy od dziesięciu lat widzi mężczyznę, który ją odrzucił, wszystko, co myślała, że wie, przewraca się do góry nogami. Amie i Finlay muszą dostosować się do nowej rzeczywistości i znaleźć drogę naprzód dla swojej watahy. Ale czy niespodziewane wydarzenia rozdzielą ich na zawsze?
Moja Siostra Ukradła Mojego Partnera, A Ja Jej Pozwoliłam
Urodzona bez wilka, Seraphina jest hańbą swojej watahy—aż do pewnej pijanej nocy, która pozostawia ją w ciąży i w małżeństwie z Kieranem, bezwzględnym Alfą, który nigdy jej nie chciał.
Ale ich dziesięcioletnie małżeństwo nie było bajką.
Przez dziesięć lat znosiła upokorzenia: żadnego tytułu Luny, żadnego znaku parowania. Tylko zimne prześcieradła i jeszcze zimniejsze spojrzenia.
Kiedy jej idealna siostra wróciła, Kieran złożył wniosek o rozwód tej samej nocy. A jej rodzina była szczęśliwa widząc jej małżeństwo rozbite.
Seraphina nie walczyła, tylko odeszła w milczeniu. Jednak gdy pojawiło się niebezpieczeństwo, szokujące prawdy wyszły na jaw:
☽ Tamta noc nie była przypadkiem
☽ Jej "defekt" jest w rzeczywistości rzadkim darem
☽ I teraz każdy Alfa—including jej były mąż—będzie walczył, aby ją zdobyć
Szkoda, że ona skończyła z byciem posiadana.
Ryk Kieran wstrząsnął moimi kośćmi, gdy przycisnął mnie do ściany. Jego gorąco przebiło się przez warstwy materiału.
"Seraphina, myślisz, że odejście jest takie łatwe?" Jego zęby musnęły nieoznakowaną skórę mojego gardła. "Ty. Jesteś. Moja."
Gorąca dłoń przesunęła się po moim udzie. "Nikt inny cię nigdy nie dotknie."
"Miałeś dziesięć lat, żeby mnie zdobyć, Alfo." Odsłoniłam zęby w uśmiechu. "Zabawne, że pamiętasz, że jestem twoja... kiedy odchodzę."
Sekret Surogacji
Gdy Famke Noor zdaje sobie sprawę, że osoby, które uważała za przyjaciół, odeszły, a jego rodzina chce, aby pomogła w wychowywaniu dziecka, które zawsze czuła, że nie powinna być jego rodzicem, znajduje się w trudnej sytuacji.
Dwie silne i uparte osobowości z dobrymi intencjami, ale z dumą na przeszkodzie, będą musiały nauczyć się odłożyć na bok różnice, aby pomóc pięcioletniej dziewczynce poradzić sobie w świecie bez jedynych rodziców, których kiedykolwiek znała. Mimo wścibskiej rodziny, wymagających byłych partnerów i dramatu, którego się spodziewała, Famke odkrywa, że zakochuje się w miliarderze i jego małej podopiecznej.
Czy miłość wystarczy, gdy świat jest przeciwko wam? Famke wkrótce się przekona.
Zacznij Od Nowa
© 2020-2021 Val Sims. Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej powieści nie może być reprodukowana, dystrybuowana ani transmitowana w jakiejkolwiek formie ani za pomocą jakichkolwiek środków, w tym fotokopii, nagrywania lub innych metod elektronicznych czy mechanicznych, bez uprzedniej pisemnej zgody autora i wydawców.
Pieśń serca
Wyglądałam silnie, a mój wilk był absolutnie przepiękny.
Spojrzałam w stronę, gdzie siedziała moja siostra, a ona i reszta jej paczki mieli na twarzach wyraz zazdrosnej furii. Następnie spojrzałam w górę, gdzie byli moi rodzice, którzy patrzyli na moje zdjęcie z takim gniewem, że gdyby spojrzenia mogły podpalać, wszystko by się spaliło.
Uśmiechnęłam się do nich złośliwie, a potem odwróciłam się, by stanąć twarzą w twarz z moim przeciwnikiem, wszystko inne przestało istnieć poza tym, co było tutaj na tej platformie. Zdjęłam spódnicę i kardigan. Stojąc tylko w topie i rybaczkach, przyjęłam pozycję bojową i czekałam na sygnał do rozpoczęcia -- Do walki, do udowodnienia, i do tego, by już się nie ukrywać.
To będzie zabawa. Pomyślałam, z uśmiechem na twarzy.
Ta książka „Heartsong” zawiera dwie książki „Wilczy Śpiew Serca” i „Czarodziejski Śpiew Serca”
Tylko dla dorosłych: Zawiera dojrzały język, seks, przemoc i nadużycia
Wybrana przez Przeklętego Króla Alfa
„Ale ja przeżyję.”
Szeptałam to do księżyca, do łańcuchów, do siebie — aż w to uwierzyłam.
Mówią, że Król Alfa Maximus to potwór — zbyt wielki, zbyt brutalny, zbyt przeklęty. Jego łoże to wyrok śmierci, i żadna kobieta nigdy go nie opuściła żywa. Dlaczego więc wybrał mnie?
Grubą, niechcianą omegę. Tę, którą moja własna wataha oddała jak śmieci. Jedna noc z bezlitosnym Królem miała mnie zakończyć. Zamiast tego zrujnowała mnie. Teraz pragnę mężczyzny, który bierze bez litości. Jego dotyk pali. Jego głos rozkazuje. Jego ciało niszczy. A ja wciąż wracam po więcej. Ale Maximus nie zna miłości. Nie zna towarzyszy. Bierze. Posiada. I nigdy nie zostaje.
„Zanim moja bestia pochłonie mnie całkowicie — potrzebuję syna, który przejmie tron.”
Niestety dla niego... nie jestem słabą, żałosną dziewczyną, którą wyrzucili. Jestem czymś o wiele bardziej niebezpiecznym — jedyną kobietą, która może złamać jego klątwę... albo zniszczyć jego królestwo.












