
Zabójcza cisza (zakończone)
Terra Matthews · Zakończone · 215.4k słów
Wstęp
Szesnastoletnia dziś Vivian po raz pierwszy spotyka swoją biologiczną rodzinę, ale wcale nie pali się do tego, żeby ich bliżej poznać. W jej przeszłości kryje się zbyt wiele tajemnic – takich, które obróciłyby rodzinę przeciwko niej, gdyby kiedykolwiek wyszły na jaw.
Rodzina Vivian również coś ukrywa. Ich sekrety zderzają się z tymi, o których dziewczyna za nic w świecie nie chce mówić. Gdy ich dwa światy zaczynają się ze sobą mieszać, Vivian musi zdecydować, czy może im powierzyć swoją przeszłość, czy potrafi zaakceptować, kim naprawdę są, i czy „rodzina” w ogóle ma dla niej jakiekolwiek znaczenie.
Rozdział 1
Rzeczy miały się naprawdę nieźle, jeśli chodzi o tegoroczny bal charytatywny.
Co roku w tygodniu poprzedzającym imprezę zawsze coś szło nie tak, wywołując istny sajgon i desperackie próby poskładania wszystkiego do kupy, zanim nadejdzie wielki dzień.
Samuel Devreaux obserwował swoich ludzi, jak sortowali dostarczone już wcześniej materiały, tak żeby w dniu imprezy mogli od razu zacząć wszystko rozstawiać, nie przeszkadzając przy tym urodzinom, które miały rezerwację sali aż do wczesnego popołudnia tego samego dnia.
Będzie ciasno: tylko dwie godziny na całkowite ogarnięcie sali i przygotowanie jej na bal. Ale Samuel wiedział, że jego ekipa działa sprawnie. Zdążą z zapasem kilku minut, jeśli on będzie miał w tej sprawie coś do powiedzenia.
Z głośnika telefonu dobiegły pierwsze takty motywu z „Law & Order”, a Samuel zerknął w dół, wyciągając komórkę z kieszeni. Wiedział, jeszcze zanim spojrzał na ekran, że dzwoni jego prawnik, Charles Montague.
– Słucham? – rzucił, gdy tylko połączenie się zestawiło i przyłożył aparat do ucha.
– Samuel – przywitał go prawnik, głosem, jakby wypalał dwie paczki dziennie, choć w rzeczywistości nigdy nawet nie tknął papierosa. – Jesteś w Bolivarze?
– A gdzie niby miałbym być? – odparł Samuel prawie znudzonym tonem, jednocześnie unosząc rękę, żeby skorygować kogoś, kto ustawiał krzesła w złym miejscu magazynu. Miały być ostatnią rzeczą rozkładaną w sali balowej, więc powinny stać na samym końcu, pod ścianą.
– A, dobrze, dobrze. Muszę z tobą porozmawiać – na osobności – jak przyjadę.
To zdanie natychmiast podrapało Samuela w ciekawość.
– W jakiej sprawie? – zapytał. W głowie przelatywało mu właśnie kilka możliwych powodów takiej nagłej wizyty.
Jako właściciel kilku luksusowych hoteli i ekskluzywnych restauracji, Samuel miał na koncie zarówno świetną, jak i fatalną prasę. Od mniej więcej dekady musiał się użerać z pozwami o zniesławienie – ludzie rozpuszczali plotki, że jest zamieszany w przestępcze podziemie, które rzekomo po cichu rządzi miastem.
Nie miało znaczenia, że technicznie rzecz biorąc nie był częścią tego podziemia, tylko jednym z tych, którzy naprawdę nim kierowali; plotki trzeba było dławić w zarodku, a dobre imię trzymać w nieskazitelnym stanie, jeśli chciał dalej bez przeszkód robić tu interesy.
Policja lubiła go ciągnąć za język w sprawie różnych przestępstw, ale Charles perfekcyjnie robił za tarczę. Zawsze pilnował, żeby gliniarze nie wpadli na nic, na co natknąć się nie powinni.
Prawnik był rekinem, i właśnie dlatego Samuel płacił mu nie tylko sowitą stałą stawkę, ale i znacznie więcej. Dobry prawnik to była podstawa dla kogoś na jego poziomie i nie zamierzał na tym oszczędzać.
– Będę za dziesięć minut – oznajmił Charles swojemu klientowi, po czym się rozłączył.
Marszcząc brwi, Samuel popatrzył jeszcze przez chwilę na ekran telefonu, po czym wsunął go z powrotem do kieszeni.
Przesunął wzrokiem po całym pomieszczeniu, po czym skinieniem głowy przywołał jedną z bardziej doświadczonych pracownic.
– Tak, proszę pana? – spytała, stając przed nim na baczność, z dłońmi splecionymi za plecami.
– Claudia, tak?
Zauważył, jak jej policzki delikatnie różowieją, i powstrzymał się przed lekkim uśmiechem. Znajomość imion ludzi pracujących dla niego – zarówno po legalnej, jak i tej drugiej stronie interesów – była częścią wizerunku, który przez lata budował wokół postaci Samuela Devreaux, znanego światu.
– T-tak, proszę pana, to ja.
– Dobrze. Zostawiam panią tutaj odpowiedzialną. Proszę dopilnować, żeby wszystko było dobrze posegregowane, bo inaczej cały montaż zamieni się w katastrofę.
– Oczywiście, proszę pana. Dziękuję.
Samuel obdarzył kobietę ciepłym uśmiechem, mijając ją i wychodząc z magazynu. Dopiero kiedy upewnił się, że nikogo w pobliżu nie ma, pozwolił, by uśmiech zniknął, zastąpiony bardziej naturalnym dla niego, obojętnym wyrazem twarzy.
Jego życie, przynajmniej na papierze, wyglądało świetnie – interesy radziły sobie znakomicie, a jego dzieci były już prawie wszystkie dorosłe i, na ogół, trzymały się z daleka od kłopotów. A jednak w środku czuł pustkę, jakby nic z tego tak naprawdę nie miało znaczenia.
Każdego dnia zakładał na twarz całe mnóstwo masek, żeby nikt się nie domyślił, że został z niego tylko pusty, dźwięczący skorupiasz po człowieku, którym kiedyś był. Ojciec, szef, bandyta, przedsiębiorca… po prawie dwóch dekadach noszenia te maski były bez skazy, dopracowane jak dobrze skrojony garnitur.
Prawie dwie długie, męczące, rozdzierające dekady.
Z rękami wsuniętymi teraz w kieszenie spodni Samuel czekał na windę, która miała zawieźć go do gabinetu na siódmym piętrze.
Prawdę mówiąc miał biuro też na parterze, takie „oficjalne” — do spotkań z ważnymi ludźmi z zewnątrz. Ale to na siódmym piętrze służyło do… bardziej wrażliwych rozmów. Skoro Charles wyraźnie powiedział „na osobności”, lepiej było skorzystać z miejsca stworzonego do delikatnych, poufnych spraw.
Samuel ledwo zdążył usiąść za wielkim, dębowym biurkiem, kiedy ktoś zapukał do drzwi. Odchylając się lekko na oparcie fotela, zerknął na podgląd z kamery skierowanej na wejście do gabinetu i zauważył, że Charles przyszedł wcześniej, niż zapowiadał.
„Proszę,” rzucił Samuel, pochylając się nad biurkiem i splatając dłonie. Oparł podbródek tuż nad skrzyżowanymi palcami i skinął prawnikowi głową, gdy tamten wszedł do środka.
Charles Montague był w połowie czterdziestki, jak na faceta raczej niski i trochę przy kości. Włosy posiwiały mu już w wieku dziewiętnastu lat, trzymał je więc krótko przycięte, porządne, bez ekstrawagancji. „Dziękuję, że znalazł pan dla mnie czas tak z dnia na dzień,” powiedział prawnik do swojego klienta, siadając naprzeciwko Samuela.
„O co chodzi, Charles? Mam teraz urwanie głowy.”
„Rozumiem, Samuel,” odparł Charles, wyciągając z kieszeni lnianą chusteczkę i osuszając nią pot, który zebrał mu się wokół szyi. Dwaj mężczyźni od lat byli na ty, ich relacja w zasadzie ocierała się już o przyjaźń, choć żaden z nich nie nazwałby tego głośno. „Ale z tym nie mogłem czekać.”
Minuta milczenia rozciągnęła się między nimi jak guma do żucia, zanim Samuel uniósł brwi. „No?” Zauważył, że jego prawnik wygląda na skrępowanego, wręcz nieswojo, jakby sprawa, z którą przyszedł, dusiła go od środka.
„Nie bardzo wiem, jak to ująć, więc powiem wprost,” westchnął w końcu Charles, kładąc skórzaną aktówkę na kolanach. Wyjął z niej dwie teczki z brązowego kartonu, po czym odsunął aktówkę na bok, obok krzesła. „Miesiąc temu znaleziono niezidentyfikowane szczątki, a teraz udało się ustalić, że należą do Annie Devreaux.”
Kiedy Charles mówił, położył pierwszą teczkę na biurku Samuela, ale klient znieruchomiał w fotelu w momencie, gdy padło imię jego zaginionej żony.
Siedemnaście lat temu zniknęła bez śladu. Dopiero co los obdarzył ich trzecim synem, kiedy to się stało. Samuel poderwał wtedy na nogi wszystkich. Wykorzystał każdą, absolutnie każdą znajomość, jaką przez lata sobie wyrobił — wciągnął w to nawet policję — i ostatecznie nie miał w ręce nic. Zero. Pustkę.
Kobieta jakby zapadła się pod ziemię.
Plotek było pod dostatkiem: że uciekła, że mąż ją zabił, zwłaszcza gdy po jej zniknięciu coraz głośniej szeptano o powiązaniach Samuela z przestępczym półświatkiem. Ale nikt nie był w stanie niczego udowodnić. Sprawa od lat była lodowato zimna, choć Samuel wciąż trzymał na niej ludzi, kazał drążyć, pytać, szukać.
Annie była dla niego całym światem. Kocham cię — to były dla niej zawsze za słabe słowa; nawet teraz nie potrafiłby ubrać tego w język, który by wystarczył. Jej zniknięcie złamało go doszczętnie, zostawiając po dawnym Samuelu jedynie pustą, pękniętą skorupę.
Ich trzej synowie zostali bez matki i bez odpowiedzi, dokąd odeszła. Jemu samemu przyszło wychowywać ich tak, jak — jego zdaniem — Annie by tego chciała. I w głębi duszy ciągle się bał, że zawodzi i ją, i chłopców.
A teraz, po tylu latach, słysząc, że znaleziono jej szczątki — że ona naprawdę nie żyje — czuł cholernie gorzki smak ulgi.
Dawało mu to domknięcie, jakieś zamknięcie historii jej zniknięcia. Tylko że niewiele więcej. Zniknęła, bo od razu umarła? Czy stało się to później?
Ostatnie Rozdziały
#183 Rozdział 183 - Epilog 5/5
Ostatnia Aktualizacja: 5/21/2026#182 Rozdział 182 - Epilog 4/5
Ostatnia Aktualizacja: 5/21/2026#181 Rozdział 181 - Epilog 3/5
Ostatnia Aktualizacja: 5/21/2026#180 Rozdział 180 - Epilog 2/5
Ostatnia Aktualizacja: 5/21/2026#179 Rozdział 179 - Epilog 1/5
Ostatnia Aktualizacja: 5/21/2026#178 Rozdział 178 - Vivian
Ostatnia Aktualizacja: 5/21/2026#177 Rozdział 177
Ostatnia Aktualizacja: 5/21/2026#176 Rozdział 176 - Teodor
Ostatnia Aktualizacja: 5/21/2026#175 Rozdział 175
Ostatnia Aktualizacja: 5/21/2026#174 Rozdział 174 - Laurent
Ostatnia Aktualizacja: 5/21/2026
Może Ci się spodobać 😍
Sekretarko, Czy Chcesz Się Ze Mną Przespać?
Może dlatego żadna z nich nie wytrzymywała dłużej niż dwa tygodnie. Szybko mu się nudziły. Ale Valeria powiedziała „nie” i to tylko sprawiło, że zaczął gonić ją jeszcze zawzięciej, kombinując coraz to inne sposoby, żeby dostać to, czego chciał — nie rezygnując przy tym ze swoich rozrywek z innymi kobietami.
Nawet nie zauważył, kiedy Valeria stała się jego prawą ręką, i potrzebował jej do wszystkiego, jakby bez niej nie potrafił nawet oddychać. Mimo to nie przyznał się, że ją kocha, dopóki ona nie dotarła do swojej granicy i po prostu nie odeszła.
Projekt Więzień
Czy miłość może oswoić nietykalnych? Czy tylko podsyci ogień i wywoła chaos wśród więźniów?
Świeżo po ukończeniu liceum i dusząca się w swojej beznadziejnej rodzinnym mieście, Margot pragnie ucieczki. Jej lekkomyślna przyjaciółka, Cara, myśli, że znalazła idealny sposób, aby obie mogły się stamtąd wyrwać - Projekt Więzień - kontrowersyjny program oferujący ogromną sumę pieniędzy w zamian za czas spędzony z więźniami o najwyższym stopniu bezpieczeństwa.
Bez wahania, Cara spieszy, aby je zapisać.
Ich nagroda? Bilet w jedną stronę do głębi więzienia rządzonego przez przywódców gangów, bossów mafii i mężczyzn, których strażnicy nie odważyliby się nawet przekroczyć...
W samym centrum tego wszystkiego, spotyka Cobana Santorellego - człowieka zimniejszego niż lód, ciemniejszego niż północ i śmiertelnie niebezpiecznego jak ogień, który podsyca jego wewnętrzną wściekłość. Wie, że projekt może być jego jedyną szansą na wolność - jego jedyną szansą na zemstę na tym, który zdołał go zamknąć, więc musi udowodnić, że potrafi nauczyć się kochać...
Czy Margot będzie tą szczęściarą, która pomoże go zreformować?
Czy Coban będzie w stanie zaoferować coś więcej niż tylko seks?
To, co zaczyna się od zaprzeczenia, może bardzo dobrze przerodzić się w obsesję, która następnie może rozkwitnąć w prawdziwą miłość...
Temperamentna powieść romantyczna.
Noc Przed Tym, Jak Go Poznałam
Dwa dni później weszłam na staż i zobaczyłam go siedzącego za biurkiem prezesa.
Teraz przynoszę kawę dla mężczyzny, który sprawił, że jęczałam, a on zachowuje się, jakbym to ja przekroczyła granice.
Zaczęło się od wyzwania. Skończyło się na jednym mężczyźnie, którego nigdy nie powinna pragnąć.
June Alexander nie planowała spać z obcym. Ale w noc, gdy świętowała zdobycie wymarzonego stażu, szalone wyzwanie prowadzi ją w ramiona tajemniczego mężczyzny. Jest intensywny, cichy i niezapomniany.
Myślała, że już nigdy go nie zobaczy.
Aż do momentu, gdy wchodzi na pierwszy dzień pracy—
I odkrywa, że to jej nowy szef.
Prezes.
Teraz June musi pracować pod mężczyzną, z którym spędziła jedną nieprzewidywalną noc. Hermes Grande jest potężny, zimny i całkowicie poza zasięgiem. Ale napięcie między nimi nie znika.
Im bliżej się stają, tym trudniej jest jej chronić swoje serce i ich tajemnice.
Jak nie zakochać się w smoku
Dlatego właśnie byłam co najmniej skołowana, kiedy przyszedł list z moim imieniem już wydrukowanym na planie zajęć, przydzielonym akademikiem i dobranymi przedmiotami, jakby ktoś znał mnie lepiej, niż ja sama siebie. O Akademii słyszeli wszyscy – to tam wiedźmy ostrzą swoje zaklęcia, zmiennokształtni opanowują swoje postaci, a każdy możliwy magiczny stwór uczy się panować nad swoim darem.
Wszyscy oprócz mnie.
Ja nawet nie wiem, czym właściwie jestem. Zero zmiany postaci, zero sztuczek, żadnej magii w stylu “patrzcie na mnie”. Po prostu dziewczyna otoczona ludźmi, którzy potrafią latać, przywoływać ogień albo leczyć jednym dotykiem. Więc siedzę na zajęciach, udaję, że tu pasuję, i wytężam słuch, szukając choćby najdrobniejszej wskazówki, która powie mi, co tak naprawdę płynie w mojej krwi.
Jedyną osobą, która jest chyba jeszcze bardziej ciekawa niż ja, jest Blake Nyvas – wysoki, o złotych oczach i jak najbardziej Smok. Ludzie szepczą, że jest niebezpieczny, powtarzają, żebym trzymała się od niego z daleka. Ale Blake wydaje się zdeterminowany, żeby rozwiązać zagadkę mnie, a ja… jakoś ufam właśnie jemu bardziej niż komukolwiek innemu.
Może to głupota. Może igranie z ogniem.
Ale kiedy wszyscy inni patrzą na mnie, jakbym była tu nie na swoim miejscu, Blake patrzy na mnie tak, jakby była zagadką, którą naprawdę warto rozwiązać.
CEO Nad Moim Biurkiem
„Wiem, że tak.”
„A co, jeśli nie chce takiej ochrony?”
„Będzie chciała” — odpowiadam, a mój głos nieznacznie cichnie. „Bo potrzebuje faceta, który potrafi dać jej cały świat.”
„A jeśli świat stanie w ogniu?”
Moja dłoń odruchowo zaciska się mocniej na talii Violet.
„To zbuduję jej nowy” — mówię. „Nawet jeśli będę musiał sam spalić ten stary do gołej ziemi.”
Nie pracuję dla Rowana Ashcrofta.
Pracuję pod nim.
Z mojego biurka decyduję, kto dostaje przepustkę do najbardziej bezwzględnego prezesa w mieście, a kto nawet nie przechodzi przez recepcję i odbija się od ochrony jak od ściany. Ogarniając wszystko, trzymam w ryzach jego kalendarz, jego milczenie i jego wrogów. Pilnuję, żeby jego świat chodził jak w zegarku, podczas gdy mój po cichu się sypie: zaległe rachunki piętrzą się na kuchennym blacie, matka jest zamknięta na odwyku, a brat zniknął bez słowa, nawet bez głupiego „trzymaj się”.
Rowan Ashcroft to władza opakowana w idealnie skrojony garnitur.
Zimny. Nietykalny. Bez litości.
On nie flirtuje. On się nie uśmiecha. On nie widzi ludzi — tylko ich przydatność.
I przez długi czas ja też byłam po prostu przydatna.
Aż zaczął się przyglądać.
Na początku ta zmiana w jego uwadze jest ledwie zauważalna. Pauza o sekundę za długa. Spojrzenie, które zostaje. Polecenia, które zamiast odsuwać mnie na bok, ściągają coraz bliżej. Mężczyzna stojący nad moim biurkiem zaczyna kontrolować coś więcej niż mój grafik — i dociera do mnie za późno, że bycie zauważoną przez Rowana Ashcrofta jest o wiele bardziej niebezpieczne niż bycie ignorowaną.
Bo tacy faceci nie łakną czułości.
Oni łakną posiadania.
To miała być praca.
Nie sprawdzian moich granic.
Nie powolne, metodyczne osuwanie się w jego władzę.
Ale jeśli Rowan Ashcroft uzna, że moje miejsce jest pod jego biurkiem, to trudno.
Przetrwanie ma swoją cenę, a rachunki mają to gdzieś, jak je opłacę.
Sekret Surogacji
Gdy Famke Noor zdaje sobie sprawę, że osoby, które uważała za przyjaciół, odeszły, a jego rodzina chce, aby pomogła w wychowywaniu dziecka, które zawsze czuła, że nie powinna być jego rodzicem, znajduje się w trudnej sytuacji.
Dwie silne i uparte osobowości z dobrymi intencjami, ale z dumą na przeszkodzie, będą musiały nauczyć się odłożyć na bok różnice, aby pomóc pięcioletniej dziewczynce poradzić sobie w świecie bez jedynych rodziców, których kiedykolwiek znała. Mimo wścibskiej rodziny, wymagających byłych partnerów i dramatu, którego się spodziewała, Famke odkrywa, że zakochuje się w miliarderze i jego małej podopiecznej.
Czy miłość wystarczy, gdy świat jest przeciwko wam? Famke wkrótce się przekona.
Własność Foki Wojennej
Nie wiem, czemu robię to, co ten facet każe mi robić, kiedy mi rozkazuje, ale za każdym razem jestem posłuszna i ssę te palce, jakby od tego zależało moje życie.
Uda zaczynają mi drżeć, kiedy słyszę, jak zamek błyskawiczny idzie w dół, bo wiem, co będzie dalej. Wepchnie się we mnie tak głęboko, że nie zostanie mu już ani centymetr, i zostawi mnie płonącą żywcem.
„Nie ruszysz rąk, kiedy zabiorę swoje. Rozumiesz mnie? Jeśli się nie posłuchasz, zwiążę cię i zostawię tutaj, aż twoi rodzice zaczną cię szukać i znajdą cię wypełnioną po brzegi moją spermą.”***************************************Ktoś mnie śledzi.
Prawie mnie okradli — a może mogło stać się coś jeszcze gorszego.
Ale pojawił się jakiś facet, który uratował mnie jak współczesny superbohater, tylko zamiast peleryny miał czarny kask.
Powinnam była dostać szału ze strachu, kiedy poderżnął gardło mojemu napastnikowi, potem tylko skinął na mnie głową, poczekał, aż bezpiecznie wsiądę do auta, i położył dłoń na mojej szybie.
Zamiast się bać, czuję…
Podniecenie.
Że żyję.
I aż mnie skręca, żeby poczuć to znowu.
Więc robię coś, czego nikt przy zdrowych zmysłach by nie zrobił. Wałęsam się nocą po mieście, kiedy powinnam leżeć w łóżku, odpoczywać, i tylko czekam na kolejny przebłysk mojego wybawcy.
Nie zawodzi.
Zastawia mnie i sprawia, że czuję rzeczy, których nie powinnam czuć, bo jestem w związku.
Tęsknię za jego dotykiem, rozchylam nogi wtedy, kiedy powinnam ich użyć, żeby uciec jak najdalej.
Ktoś mnie śledzi.
I podoba mi się to.
Desperackie Pościgi Prezesa
Myślałam, że Seth jest moim światem, ale jego zdrady zniszczyły trzy lata oddania.
Miałam dość. Rozwód, bez oglądania się za siebie. Wtedy on spanikował. Zaczął mnie ścigać, nie chciał odpuścić.
Więc kim dla ciebie jestem, Seth? Nie chciałeś mnie, kiedy cię kochałam. Teraz, kiedy już mi przeszło, nie dasz mi spokoju?
Za późno.
Ostatnia Trisolarian
Dwaj potężni bracia Alfa twierdzą, że są jej przeznaczonymi partnerami i chcą się z nią połączyć. Zostaje wciągnięta w świat pełen niebezpiecznych przepowiedni i wojen, i całkowicie się załamuje...
Zakazane Pulsowanie
Moje zmieniło się w czasie, który zajęło otwarcie drzwi.
Za nimi: mój narzeczony Nicholas z inną kobietą.
Trzy miesiące do naszego ślubu. Trzy sekundy, żeby zobaczyć, jak wszystko się rozpada.
Powinnam była uciec. Powinnam była krzyczeć. Powinnam była zrobić cokolwiek, zamiast stać tam jak głupia.
Zamiast tego usłyszałam, jak sam diabeł szepcze mi do ucha:
"Jeśli chcesz, mogę cię poślubić."
Daniel. Brat, przed którym mnie ostrzegano. Ten, który sprawiał, że Nicholas wyglądał jak aniołek.
Opierał się o ścianę, obserwując, jak mój świat się rozpada.
Moje serce waliło jak młot. "Co?"
"Słyszałaś mnie." Jego oczy wwiercały się w moje. "Poślub mnie, Emmo."
Ale kiedy patrzyłam w te magnetyczne oczy, uświadomiłam sobie coś przerażającego:
Chciałam powiedzieć mu "tak".
Gra rozpoczęta.
Zły Alfa
ZAWIERA TEMATY EROTYCZNE I BDSM
Był bardzo zły. Patrzył na mnie, jakby chciał mnie zgwałcić albo uderzyć w twarz.
"Mogę wyjaśn- "
Przerwał mi.
"Byłaś bardzo, bardzo niegrzeczna, kiciu. Nie masz pojęcia, przez co przeszedłem."
Jego uścisk na mojej szyi się zacieśnił, dusząc mi przełyk.
"Rozbieraj się."
To słowo wyrwało mnie z szoku. "Co- "
"Licze do trzech, jeśli tego nie zrobisz, rozerwę twoje ubrania - 1."
Czy to naprawdę się dzieje?
"2."
Myślałam, że jest gejem.
"3."
Emara, 21-letnia kobieta, która przebrała się za mężczyznę, aby dostać pracę w międzynarodowej firmie.
Ale nie wiedziała...
Szef jest niesamowicie przystojny.
Nie jest człowiekiem.
Ona jest jego partnerką.
.
Co się stanie, gdy Wielki Zły Wilk spotka swoją partnerkę?
.
Jak zareaguje, gdy dowie się, że jego partnerka to mężczyzna, a nie kobieta?
.
Co się stanie, gdy prawda wyjdzie na jaw? Kto utonie? Kto wypłynie?
SEQUEL ZAWARTY W KSIĄŻCE!
Alfa i Wynajęta Luna
Dziewczyna z małego miasteczka, Apple, dorastała wiedząc, że wilkołaki i inne nadprzyrodzone istoty są niebezpieczne. Gdy opuszcza swoją przemocową rodzinę, by przeprowadzić się do Crescent City, największego nadprzyrodzonego miasta na Zachodzie, miejsca, gdzie potwory mieszają się ze zwykłą ludnością, słaba ludzka istota taka jak ona jest łatwym łupem. Podczas pełnego przygód poszukiwania pracy, los sprawia, że Apple nieświadomie trafia do Sterling Incorporated, największej watahy wilkołaków na Zachodnim Wybrzeżu. Mając nadzieję na staż lub pracę na poziomie podstawowym, zostaje błędnie uznana za nową Wynajętą Lunę Alfa, tymczasową kontraktową Lunę, która ma spełniać wszystkie jego potrzeby.
Problem polega na tym, że ona nie jest jego kontraktową Luną! Ona nawet nie jest wilkołakiem!
Ale Sylvester Sterling nie przejmuje się tym. Zdecydował, że tylko Apple może wykonać tę pracę - i zrobi wszystko, aby ją przekonać.
Czy Apple ulegnie uwodzicielskim sztuczkom Alfa? Czy też dziewczyna z małego miasteczka okaże się jego największym wyzwaniem?












