Akademia Crownwell

Akademia Crownwell

medusastonebooks · W trakcie · 391.3k słów

443
Gorące
6.8k
Wyświetlenia
234
Dodano
Dodaj do Półki
Rozpocznij Czytanie
Udostępnij:facebooktwitterpinterestwhatsappreddit

Wstęp

Aslan

Przyjechałem do Akademii Crownwell na stypendium i z obietnicą złożoną samemu sobie:
Trzymaj głowę nisko. Nie wychylaj się. Przetrwaj.
Nie planowałem stawać w czyjejś obronie.
Nie planowałem zostać celem.
I na pewno nie planowałem zwrócić na siebie uwagi Garretta Williamsa.
Króla Crownwell.
Okrutnego. Nietykalnego. Pięknego w ten najbardziej niebezpieczny sposób.

Teraz szkoła śledzi każdy mój ruch. Jego kumple krążą jak sępy. A Garrett robi ze mnie pośmiewisko i zamienia moje życie w piekło w sposób, którego nie zawsze umiem pojąć — raz gorąco, raz zimno, raz przemoc, raz chaos. Wszystko naraz. I zawsze tak, żebym nie wiedział, na czym stoję.

Jedyną bezpieczną przystanią, jaką znajduję, jest Aitor.
Cichy. Dobry. Łagodny.
Chłopak, który wciąż mnie wyciąga, kiedy sprawy idą o krok za daleko.

Tyle że bezpieczeństwo nie powstrzymuje mojego serca przed galopem, gdy Garrett patrzy na mnie tak, jakbym był czymś, co chce zniszczyć… albo pożreć.
I zaczynam rozumieć:
W Crownwell dobroć to słabość.
A uwaga potrafi zabić.


Garrett

Nie przywiozłem swojej przeszłości do Crownwell.
Zakopałem ją.

Tutaj jestem władzą. Kontrolą. Strachem.
Tutaj nikt nie wie, kim kazano mi się stać — ani z czym wciąż walczę, żeby znowu się tym nie stać.

A potem wchodzi Aslan Rivers: cała ta niewymuszona doskonałość i bursztynowe oczy, które ściągają moją uwagę tam, gdzie nie powinna się zapuszczać — w tę jego uporczywą odmowę, żeby pęknąć…

Nie powinien mieć znaczenia.
Nie powinien siedzieć mi w głowie.
I na pewno nie powinien doprowadzać mnie do utraty kontroli.

Więc go naciskam. Poniżam. Ranię.
Bo jeśli nie… mogę go chcieć.

A chcieć go jest niebezpiecznie.
Ja nie bawię się w miłość.
Ja nie bawię się w słabość.
Ale Aslan to ryzyko, którego nie potrafię się pozbyć.

A jeśli dowie się, kim naprawdę jestem…
Nie wiem, czy go zniszczę —
czy spalę swój świat do gołej ziemi, żeby go zatrzymać.

Rozdział 1

Ostrzeżenie o treści

Ta książka porusza tematy, które dla części czytelników mogą być przykre lub trudne, w tym nękanie, homofobię oraz przemoc emocjonalną i fizyczną. Pojawiają się też wzmianki o wcześniejszych nadużyciach, napaści i samookaleczaniu (w tym cięciu się). Te elementy występują lub są przywoływane na przestrzeni całej historii.

Zalecana ostrożność czytelnicza.

Aslan

„Panie Rivers, witamy w Akademii Crownwell. Mamy nadzieję, że poczuje się pan wśród nas swobodnie.”

Dziekan uścisnął mi dłoń, pogratulował stypendium i uśmiechnął się tym uśmiechem, który ludzie zostawiają na bale charytatywne i uratowane szczeniaki.

Swobodnie.

To słowo i ja mieliśmy skomplikowaną przeszłość.

Swobodnie nie opisywało mojego pierwszego liceum — tego, które skończyło się traumą, skandalem i dorosłymi, którzy nagle zaczęli szeptać moje nazwisko, jakby mogło im pobrudzić usta. Nie opisywało też drugiego, gdzie musiałem sobie wypracować popularność, harując jak wół w miejscu, gdzie nikt mnie nie znał.

Komfort — ten prawdziwy — u mnie zawsze był chwilowy. Warunkowy. Do cofnięcia w każdej sekundzie.

Więc tak, w Crownwell Academy raczej nie było co liczyć na „spokój i wygodę”.

Mimo wszystko skinąłem głową, bo kiwanie głową było umiejętnością przetrwania, którą opanowałem wcześnie.

„Dziękuję, proszę pana. Doceniam tę szansę.” Same właściwe słowa, podane równo, bez zająknięcia. Ludzie to uwielbiali.

Za drzwiami gabinetu dziekana Crownwell wyglądało dokładnie tak, jakby doskonale wiedziało, ile kosztuje. Kamienne budynki z nazwami wyrytymi w fasadach, trawniki przystrzyżone tak idealnie, że aż wyglądały jak dekoracja, i uczniowie płynący przez kampus z wysoko uniesionymi głowami. Pewność siebie wisiała na nich jak coś wliczonego w czesne. Ja miałem na sobie kurtkę, którą sam przerobiłem z lumpeksowego znaleziska, i starałem się nie myśleć o tym, jak bardzo z bliska muszą być widać moje szwy.

Pochodziłem z miasteczka w Maine tak małego, że każdy wiedział o każdym wszystko. Moja mama była bibliotekarką w bibliotece publicznej, co oznaczało, że w domu mieliśmy więcej książek niż mebli, i niepisaną wiarę, że wiedza może cię uratować, jeśli pokochasz ją wystarczająco mocno. Kochałem. Książki, sztukę, ciszę — te wszystkie spokojne rzeczy.

Mieszkanie w kampusie miało być zupełnie nowym poziomem wystawienia na widok. Pełne doświadczenie Kopciuszka. Tyle że bez wróżki chrzestnej — był tylko list ze stypendium, przydział do akademika i oczekiwanie, że będę bez końca wdzięczny za przywilej oddychania w tym miejscu. Uśmiechaj się ładnie. Nie psuj niczego drogiego. Nie przypominaj im, że jesteś „stamtąd”.

Poprawiłem pasek torby na ramieniu i wyszedłem z gabinetu dziekana z złożoną mapą kampusu w dłoni, już próbując rozszyfrować labirynt budynków i skrzydeł akademików nadrukowany na papierze. Zrobiłem dokładnie trzy rozkojarzone kroki, zanim wpakowałem się z impetem w czyjeś ciało.

Mapa wysunęła mi się z palców i sfrunęła na podłogę.

„Ej! Patrz, gdzie idziesz.”

Słowa uderzyły, zanim zdążyłem wydukać przeprosiny. Płaskie. Ostro ścięte. Nie głośne — i to było gorsze. Jakby oczekiwał, że świat będzie mu schodził z drogi, i był wkurzony, że tym razem nie zadziałało.

Podniosłem wzrok.

Wielki błąd.

Lodowoniebieskie oczy wbiły się we mnie bez najmniejszego zawahania. W jego spojrzeniu nie było nic przyjaznego — żadnej miękkości, żadnego żartu. Tylko intensywność. Bez przeprosin. Niebezpieczna w sposób, który nie musiał się ogłaszać.

Przez ułamek sekundy mój mózg po prostu się wyłączył.

Był wysoki — o wiele wyższy ode mnie — z szerokimi ramionami, które napinały materiał jego kurtki tak, jakby była uszyta specjalnie po to, żeby je podkreślić. Wysportowany bez wysiłku. Długie, falujące blond włosy opadały mu na czoło, łapiąc światło w sposób zwyczajnie niesprawiedliwy.

Powinienem był przeprosić. Pewnie nawet otworzyłem usta, żeby to zrobić, ale nie wyszło ze mnie nic.

To, co to spojrzenie ze mną zrobiło, było natychmiastowe i głęboko niepokojące. Puls podskoczył mi ostro i głupio, a ja nagle bardzo mocno poczułem, jak blisko stoimy — na tyle blisko, że czułem na nim coś czystego i drogiego; na tyle blisko, że byłem odsłonięty w sposób, którego nie znosiłem.

Więc pierwszy odpuściłem kontakt wzrokowy.

Schyliłem się po mapę, udając, że naprawdę interesuje mnie to, żeby nie gapić się jak idiota.

Kiedy znów się wyprostowałem, korytarz był pusty.

Żadnych kroków. Żadnego zawieszonego w powietrzu „ktoś tu był”. Tylko zmięta mapa w mojej dłoni i nieprzyjemna pewność, osiadająca w klatce piersiowej, że właśnie poznałem kogoś, kto rozwali mi życie co najmniej na trzy różne sposoby.

Kiedy w końcu znalazłem swój pokój w akademiku, ktoś już tam był.

Siedział po turecku na łóżku i składał ubrania z chirurgiczną precyzją. Uniósł wzrok, gdy wszedłem; jego oczy rozszerzyły się odrobinę, a potem na twarz wypłynął łagodny uśmiech.

„O — cześć” — powiedział szybko. — „Ty musisz być Aslan.”

Był drobny, delikatny w sposób, który sprawiał wrażenie zamierzonego. Blada skóra oprószona piegami, prawie różowa, rude włosy ułożone w luźne loki, bezrękawnik, który przylegał do jego wąskich ramion. Było w nim coś niepodrabialnie kobiecego — nie na pokaz, nie przerysowane, po prostu obecne, jakby lata temu przestał to w sobie „ścierać” na siłę.

— To pewnie ty jesteś James — powiedziałem.

Na to uśmiechnął się jeszcze jaśniej. — Współlokatorzy.

Natychmiastowa ulga. Bez spiny. Bez ważenia się spojrzeniami. Tylko takie… „uff, dobrze”.

Gadaliśmy, kiedy się rozpakowywałem.

Był w Crownwell od dwunastego roku życia, co tłumaczyło, czemu wyglądał na tak oswojonego z tym miejscem.

Kiedy wepchnąłem ciuchy do szuflad, które już przegrywały tę walkę, James zeskoczył z łóżka. — Chodź — powiedział. — Oprowadzę cię, zanim się tu kompletnie pogubisz.

Kiedy szliśmy, wskazywał wszystko z tą luźną swobodą kogoś, kto ma w głowie każdą klatkę schodową i każdy zakamarek. Budynki dydaktyczne. Boiska treningowe. Stołówka. A potem odrobinę ściszył głos.

— I… tamci.

Skinął brodą przed siebie.

Grupa chłopaków stała razem niedaleko dziedzińca. Śmiali się. Byli zrelaksowani. Jakby ich nic nie mogło tknąć.

— Konstelacja — powiedział James. — Elita. Znają się od zawsze. Czterech dziedziców czterech imperiów.

— Brzmi… super — mruknąłem.

James parsknął. — Och, są przeuroczy. — Potem ciszej: — Jeśli pasujesz.

Zauważyłem, jak jego ramiona minimalnie się spinają.

— Oceniacze?

Zawahał się. Dosłownie ułamek sekundy.

— No… tak. Ale nie wszyscy są beznadziejni. Ich lider — Garrett — on tak naprawdę nie jest taki. Oni po prostu… — wzruszył ramionami, a na ustach pojawił mu się pogodzone, krzywe uśmiechnięcie. — Dbają o pozory. Tyle. Tak tu jest. Oni są jak królewska rodzina, a my… jak poddani.

No taa, jasne.


Obudziłem się w pustym pokoju.

— Cholera — mruknąłem, mrużąc oczy na telefon.

Ostrożnie rozpakowałem mundurek — jedyną w miarę wartościową rzecz, jaką miałem — i ubrałem się w rekordowym tempie, szarpiąc się z krawatem, po czym wypadłem za drzwi z torbą do połowy niedopiętą, idąc za narastającym hałasem prosto do stołówki.

Wtedy zobaczyłem Jamesa.

Stał przy jednym z długich stołów, z podkurczonymi ramionami i zaciśniętymi pięściami przy bokach. Wyglądał na mniejszego niż poprzedniego wieczoru. Jakby był przyparty do muru. I nie był sam.

Konstelacja uformowała wokół niego luźny krąg — okrutny i złowieszczy — a ktoś trzymał sfatygowany zeszyt tak, żeby wszyscy widzieli.

— Przeczytaj ten kawałek — powiedział, już się śmiejąc.

Jeden z chłopaków odchrząknął i podniósł głos na wysoki, kpiący ton.

— O mój Boże, Garrett Williams jest taaaki gorący — przeciągnął słowa, aż stołówka wybuchła. — Przysięgam, ilekroć przechodzi obok, ja…

Śmiech eksplodował dookoła.

— Ustaw ciotkę do pionu, Garrett — dorzucił ktoś z szerokim uśmiechem. — Co, pozwolisz mu pisać o sobie takie rzeczy?

Szczęka Garretta stężała. — Jestem hetero — warknął. — Jak jakiś facet się we mnie podkochuje, to mnie od tego skręca.

Świat jakby przechylił się pod dziwnym kątem.

Rozpoznałem go natychmiast. Ta przytłaczająca obecność z korytarza. Ten niebezpieczny spokój… teraz miał nazwisko.

Twarz Jamesa zrobiła się kredowobiała.

Coś starego i ohydnego poruszyło się w mojej klatce piersiowej. Trauma. Skandal. Echo śmiechu, które nigdy do końca nie milknie. Zobaczyłem siebie na miejscu Jamesa. Zobaczyłem Kate, jak wchodzi między ludzi, kiedy nikt inny nie ma odwagi.

Więc zrobiłem to samo.

— Naprawdę bawi was wyśmiewanie czyichś szczerych uczuć — powiedziałem dość głośno, żeby przeciąć ten jazgot — czy po prostu macie tak kruche ego, że musicie deptać ludzi, żeby poczuć się więksi?

Każda głowa odwróciła się w moją stronę.

Oczy Garretta wbiły się we mnie.

Te niebieskie oczy paliły — wściekłe, zaskoczone, żywe w sposób zbyt ostry, żeby dało się to ubrać w słowa. Między nami zatrzeszczało gorąco, niechciane i niezaprzeczalne, i przez jedną, głupią sekundę zapomniałem, gdzie jestem.

Potem jego twarz stwardniała.

— Kim ty, do diabła, jesteś? — zażądał.

— Tym, który mówi ci, żebyś odpuścił — odparłem. — Oddaj.

Chłopak z pamiętnikiem zawahał się, po czym upuścił go, jakby go parzył. Zgarnąłem zeszyt i wcisnąłem go w ręce Jamesa, odciągając go, zanim ktokolwiek zdążył mnie zatrzymać.

Za plecami dostrzegłem ruch — ciemne oczy na moment zmiękły. Aitor, dowiedziałbym się później. Wyglądał na… wybitego z równowagi. Pozostała dwójka patrzyła z zainteresowaniem, jakby to było lepsze widowisko, niż się spodziewali.

James przycisnął zeszyt do piersi. — Dziękuję — szepnął, kiedy byliśmy już dalej. — Nie powinieneś był tego robić.

— Ta — powiedziałem. — Słyszę to nie pierwszy raz.

Wtedy mnie ostrzegł — o Crownwell, o hierarchii, o tym, że tacy jak Garrett Williams nie zapominają, kiedy ktoś im się stawia.

Prawie się roześmiałem.

Pod koniec dnia, zanim doczołgałem się do pokoju, znalazłem srebrną gwiazdę przypiętą równo do mojej szafki.

Pod nią — karteczkę, z precyzyjnym pismem:

Witaj w Crownwell, bohaterski plebejuszu.

Wpatrywałem się w to dłuższą chwilę, a mój puls uparcie nie chciał zwolnić.

Garrett Williams… byłem pewien.

I jakoś już wiedziałem, że to dopiero początek.

Ostatnie Rozdziały

Może Ci się spodobać 😍

Syreny Mafii

Syreny Mafii

20.6k Wyświetlenia · Zakończone · black rose
„Jak to się nazywa, kiedy robię to?” zapytał Nixxon, przyciskając swoje usta do ust Vernona.

Vernon zamarł, kuszące uczucie niespodziewanego pocałunku Nixxona odbierało mu mowę.

„Pocałunek...” wyszeptał, bez tchu.

„Dobrze się czuję, kiedy cię całuję, Vernon,” wyszeptał Nixxon i... pocałował go ponownie.


Nixxon uciekł ze swojego podwodnego królestwa, desperacko pragnąc zerwać wszelkie więzi z oceanem. Ale ludzki świat nie był tą wolnością, jaką sobie wyobrażał... to była inna forma klatki. Schwytany przez Vernona, bezwzględnego szefa mafii, który wziął go za szpiega lub broń, Nixxon szybko zrozumiał, że jego przetrwanie zależy od tego, jak dobrze potrafi udawać i jak szybko może się uczyć.

Na początku Vernon widział w Nixxonie jedynie zagrożenie... dziwnego mężczyznę bez przeszłości, bez dokumentów, z nienaturalnym sposobem poruszania się. Ale im więcej go przesłuchiwał, tym bardziej frustrująco nieodparty stawał się Nixxon. Był zarówno naiwny, jak i bystry, buntowniczy, ale dziwnie zafascynowany ludzkim życiem. A co najgorsze, patrzył na Vernona, jakby był kimś, kogo warto poznać.

Zmuszony do trzymania Nixxona blisko, Vernon staje się jego niechętnym przewodnikiem po ludzkim świecie... ludzką encyklopedią; odpowiadając na niewinne, lecz niebezpieczne pytania. Co to jest głód? Dlaczego ludzie kłamią? Co to znaczy kochać?

Ale kiedy Vernon w końcu odkrywa prawdę o Nixxonie... kim jest, czym jest... stoi przed wyborem: uwolnić człowieka, którego kiedyś uważał za wroga... albo zakuć go w jeszcze ściślejsze kajdany, zanim zostanie mu odebrany.

Bo coś mu mówi, że Nixxon nie uciekał tylko przed oceanem. Coś gorszego nadchodzi po niego.

A Vernon nie wie, czy chce uratować Nixxona... czy zatrzymać go na zawsze.
POŚLUBIONA WŁADCY PRZESTĘPCZEGO ŚWIATA

POŚLUBIONA WŁADCY PRZESTĘPCZEGO ŚWIATA

64.6k Wyświetlenia · Zakończone · chalista saqila
„Potrzebuję męża w trzy dni, albo stracę wszystko”.

Po kolejnych nieudanych próbach swatania mama zagroziła, że odetnie mnie od funduszu powierniczego, który zostawił mi ojciec. Trzy dni przed moimi dwudziestymi ósmymi urodzinami poszłam na charytatywną galę,

Zdesperowana i podlana szampanem podeszłam do najbardziej onieśmielającego faceta na całym balu dobroczynnym. Był lodowaty, arogancki i patrzył na mnie tak, jakbym była kawałkiem mięsa. Miałam to gdzieś. Wcisnęłam mu swoją wizytówkę, a ręka drżała mi jak osika.

Nie wziął jej. Zamiast tego ruszył za mną na balkon. „Nie przyszłaś tu w interesach, Talia” — wyszeptał, a jego głos był ciemny, lepki i kuszący. „Przyszłaś po to, żeby ktoś cię wziął”.

Zanim noc dobiegła końca, byłam w jego łóżku. Naga, spełniona i senna. Powiedziałam mu, że chcę za niego wyjść. Powiedział „tak” i zgodził się ożenić ze mną natychmiast. Zasnęłam, nie zdając sobie sprawy, że właśnie oświadczyłam się najpotężniejszemu bankierowi w Nowym Jorku.

Powinnam była uciekać. Nie wiedziałam, że to Alexander Cielo Morgan — najbardziej bezwzględny bankier w Nowym Jorku. Nie wiedziałam, że jedna noc z nim będzie mnie kosztować wolność na zawsze. Ale było już za późno, żeby się wycofać. Utknęłam w małżeństwie z nim. I odkryłam, że utrata stu milionów dolarów z funduszu powierniczego jest o niebo lepsza niż oddanie swojego życia Alexandrowi Cielo.
Po Jednej Nocy z Alfą

Po Jednej Nocy z Alfą

1.2m Wyświetlenia · Zakończone · Sansa
Jedna noc. Jeden błąd. Całe życie konsekwencji.

Myślałam, że czekam na miłość. Zamiast tego, zostałam zgwałcona przez bestię.

Mój świat miał rozkwitnąć podczas Festiwalu Pełni Księżyca w Moonshade Bay – szampan buzujący w moich żyłach, zarezerwowany pokój hotelowy dla mnie i Jasona, abyśmy wreszcie przekroczyli tę granicę po dwóch latach. Wślizgnęłam się w koronkową bieliznę, zostawiłam drzwi otwarte i położyłam się na łóżku, serce waliło z nerwowego podniecenia.

Ale mężczyzna, który wszedł do mojego łóżka, nie był Jasonem.

W ciemnym pokoju, zanurzona w duszącym, pikantnym zapachu, który sprawiał, że kręciło mi się w głowie, poczułam ręce – pilne, gorące – palące moją skórę. Jego gruby, pulsujący członek przycisnął się do mojej mokrej cipki, a zanim zdążyłam jęknąć, wbił się mocno, brutalnie rozdzierając moją niewinność. Ból palił, moje ściany zaciskały się, gdy drapałam jego żelazne ramiona, tłumiąc szlochy. Mokre, śliskie dźwięki odbijały się echem z każdym brutalnym ruchem, jego ciało nieustępliwe, aż zadrżał, wylewając się gorąco i głęboko we mnie.

"To było niesamowite, Jason," udało mi się powiedzieć.

"Kto do cholery jest Jason?"

Moja krew zamarzła. Światło przecięło jego twarz – Brad Rayne, Alfa Stada Moonshade, wilkołak, nie mój chłopak. Przerażenie dławiło mnie, gdy zdałam sobie sprawę, co zrobiłam.

Uciekłam, ratując swoje życie!

Ale kilka tygodni później, obudziłam się w ciąży z jego dziedzicem!

Mówią, że moje heterochromatyczne oczy oznaczają mnie jako rzadką prawdziwą partnerkę. Ale nie jestem wilkiem. Jestem tylko Elle, nikim z ludzkiej dzielnicy, teraz uwięzioną w świecie Brada.

Zimne spojrzenie Brada przygniata mnie: „Noszisz moje dziecko. Jesteś moja.”

Nie mam innego wyboru, muszę wybrać tę klatkę. Moje ciało również mnie zdradza, pragnąc bestii, która mnie zrujnowała.

OSTRZEŻENIE: Tylko dla dojrzałych czytelników
Rozpieszczona przez Tajemniczego Magnata

Rozpieszczona przez Tajemniczego Magnata

95k Wyświetlenia · Zakończone · Calista York
Trzy dni przed zaręczynami przyłapała swojego narzeczonego i przyrodnią siostrę na zdradzie, co złamało jej serce. W strugach deszczu, mężczyzna, który ją kochał, podniósł ją, mówiąc: "W końcu cię znalazłem." Po jednorazowej nocy, pośpiesznie się pobrali. Wkrótce odkryła, że jest Ministrem Finansów i prezesem największego konglomeratu. Jednocześnie zdała sobie sprawę, że straciła osiem lat wspomnień, a jej tożsamość wydawała się niezwykle wyjątkowa...
Ciągłe aktualizacje, z trzema nowymi rozdziałami dziennie.
Zawsze wokół Czterech

Zawsze wokół Czterech

15.7k Wyświetlenia · Zakończone · Zoe
W dniu, kiedy moje srebrne oczy po raz pierwszy zdradziły ukryte Lunari pochodzenie, byłam tylko kobietą próbującą uciec przed ciężarem boskiego dziedzictwa, którego nigdy nie pragnęłam.

Tej nocy znalazłam schronienie u czterech braci wilkołaków—Ara, Barry'ego, Devina i Carla—którzy przyjęli mnie do swojej watahy, mimo że wyczuwali, że coś jest we mnie inne. To, co zaczęło się jako ochrona, wkrótce zakwitło w coś zakazanego i pięknego: miłość, nie z jednym, ale z czterema braćmi.

Przeciwstawiając się tradycjom wilkołaków i starożytnym prawom, stworzyliśmy rodzinę związaną nie przez konwenanse, lecz przez wybór. Kiedy urodziłam bliźnięta, Lyrien i Lorcana, modliłam się, by moje połączenie z Boginią Księżyca Aetherią pozostało uśpione w ich krwi.

Moje modlitwy pozostały bez odpowiedzi, gdy niekontrolowane moce Lyrien doprowadziły do tragedii, zmuszając ją do podążenia ścieżką, której unikałam—do Solakus, królestwa bogów i magii, gdzie czekało na nią jej prawdziwe dziedzictwo.

Jako matka i córka, nasze równoległe podróże obejmują światy śmiertelników i boskości. Podczas gdy ja znalazłam miłość z czterema oddanymi partnerami, moja córka znajduje się rozdarta między trzema: jej przeznaczonym duszosobem z cieniem w żyłach, księciem smoków z królewskimi ambicjami i elfickim szlachcicem związanym z nią starożytnym układem.

To, co wydaje się przypadkiem, okazuje się boskim planem, kształtowanym przez pokolenia. Kiedy srebrna korona księżycowego światła przechodzi z matki na córkę, obie muszą wybrać między pragnieniem serca a wezwaniem przeznaczenia.

Z niekonwencjonalnych początków rodzi się najpotężniejsza Bogini Księżyca, jaką kiedykolwiek znały krainy.

(Ta książka zawiera treści dla dorosłych, w tym związki poliamoryczne. Nieodpowiednia dla nieletnich.)
Przypadkowe Spotkanie z Magnatem

Przypadkowe Spotkanie z Magnatem

544.9k Wyświetlenia · Zakończone · Riley
Nazywam się Audrey i jestem adoptowaną córką rodziny Baileyów.
Cztery lata temu rodzina Baileyów stanęła w obliczu druzgocącego kryzysu finansowego.
Gdy bankructwo wydawało się nieuniknione, pojawił się tajemniczy dobroczyńca, oferując ratunek pod jednym warunkiem: małżeństwo na kontrakt.
Krążyły plotki o tym zagadkowym mężczyźnie — szeptano, że jest ohydnie brzydki i zbyt zawstydzony, by pokazać swoją twarz, być może skrywający mroczne, skrzywione obsesje.
Bez wahania Baileyowie poświęcili mnie, aby chronić swoją cenną biologiczną córkę, zmuszając mnie do zajęcia jej miejsca jako pionka w tej zimnej, wyrachowanej umowie.
Na szczęście, przez te cztery lata tajemniczy mąż nigdy nie zażądał spotkania twarzą w twarz.
Teraz, w ostatnim roku naszej umowy, mąż, którego nigdy nie spotkałam, żąda, abyśmy się spotkali osobiście.
Jednak katastrofa uderzyła noc przed moim powrotem — pijana i zdezorientowana, weszłam do złego pokoju hotelowego i skończyłam w łóżku z legendarnym potentatem finansowym, Casparem Thorntonem.
Co ja teraz, do diabła, mam zrobić?
Jej Zakazane Fantazje

Jej Zakazane Fantazje

167.1k Wyświetlenia · Zakończone · HerMajesty Writes
Uszczypnął ją w sutek, "Pozwolę ci robić wszystkie te szalone rzeczy, których nigdy wcześniej nie próbowałaś."

"Mmm..." jęknęła, wyginając plecy w jego grubość.

"Jakie rzeczy, tatusiu?" wyszeptała, ocierając się o jego członka.

Oczy Matta płonęły, wpatrując się w jej. Pochylił się bliżej, jego oddech gorący na jej ustach.

"Na przykład być związana i drażniona, aż będziesz błagać, żebym pozwolił ci dojść."


Tylko dla dorosłych (18+)

To nie jest historia miłosna. Jeśli szukasz słodkiego romansu, szukaj gdzie indziej, to nie jest twoja książka.

To książka dla tych, którzy chcą bez wstydu zgłębiać mroki pożądania.

"Jej Zakazane Fantazje" to zbiór różnych krótkich opowiadań:

Książka 1: Pragnąc Mojego Gorącego Ojczyma
Historia niewinnej Księżniczki, która przypadkowo uwodzi swojego surowego ojczyma i jego najlepszego przyjaciela. Zakazana opowieść o rodzinnej żądzy i niebezpiecznej pokusie.

Książka 2: Zabawka przyrodnich braci
Karolina i jej trzej niegodziwi przyrodni bracia. Mroczne, zakazane, tabu, pełne BDSM, degradacji i surowej gry sił.

Książka 3: Ekshibicjonistyczna Żona
35-letnia zamężna Vanessa pragnie dreszczyku emocji z obcymi rękami na swoim ciele. Publiczny seks, szalone przygody i mąż, który nie zna jej sekretu.

Książka 4: Zakazane romanse z moim pasierbem
Zakazane iskry zapalają się, gdy Wendy, wdowa, przekracza granice z pasierbem Kelvinem w wirze zakazanego pożądania.

Książka 5: Dostarczona przez Księdza (LGBTQ)
Skruszona lesbijska szuka zbawienia w spowiedzi, ale ksiądz oferuje jej zupełnie inny rodzaj wybawienia.

I więcej pokręconych opowieści o zakazanej żądzy...

Każda książka to kompletna historia z własnymi skomplikowanymi bohaterami, ale wszystkie łączy jeden wątek: rzeczy, których pragniemy, ale nigdy nie mówimy na głos.
Swatka dla dzieci

Swatka dla dzieci

58.2k Wyświetlenia · Zakończone · Natalia Ruth
Zdradzona przez mojego ojca i przyrodnią siostrę, zostałam zmuszona do jednorazowej przygody z Charlesem Windsor. Uciekając z domu, wkrótce odkryłam, że noszę jego trojaczki.
Sześć lat później wracam jako znana projektantka, żądna zemsty. Charles, zaślepiony kłamstwami mojej przyrodniej siostry, widzi we mnie wroga. Gdy prawda w końcu wychodzi na jaw, błaga o drugą szansę – ale odtrącam go z zimnym sercem.
Nie wiedziałam, że moje troje dzieci stanie się jego tajną bronią w zdobywaniu mojego serca...
Gra Przeznaczenia

Gra Przeznaczenia

1.9m Wyświetlenia · Zakończone · Dripping Creativity
Wilczyca Amie jeszcze się nie ujawniła. Ale kogo to obchodzi? Ma dobrą watahę, najlepszych przyjaciół i rodzinę, która ją kocha. Wszyscy, włącznie z Alfą, mówią jej, że jest idealna taka, jaka jest. Aż do momentu, gdy znajduje swojego partnera, a on ją odrzuca. Załamana Amie ucieka od wszystkiego i zaczyna od nowa. Żadnych wilkołaków, żadnych watah.

Kiedy Finlay ją odnajduje, żyje wśród ludzi. Jest zauroczony upartą wilczycą, która odmawia uznania jego istnienia. Może nie jest jego partnerką, ale chce, aby stała się częścią jego watahy, niezależnie od tego, czy jej wilczyca jest ukryta czy nie.

Amie nie potrafi oprzeć się Alfie, który wkracza w jej życie i wciąga ją z powrotem w życie watahy. Nie tylko staje się szczęśliwsza niż od dawna, ale jej wilczyca w końcu do niej przychodzi. Finlay nie jest jej partnerem, ale staje się jej najlepszym przyjacielem. Razem z innymi najwyższymi wilkami w watasze pracują nad stworzeniem najlepszej i najsilniejszej watahy.

Kiedy nadchodzi czas na gry watah, wydarzenie, które decyduje o rankingu watah na następne dziesięć lat, Amie musi zmierzyć się ze swoją starą watahą. Kiedy po raz pierwszy od dziesięciu lat widzi mężczyznę, który ją odrzucił, wszystko, co myślała, że wie, przewraca się do góry nogami. Amie i Finlay muszą dostosować się do nowej rzeczywistości i znaleźć drogę naprzód dla swojej watahy. Ale czy niespodziewane wydarzenia rozdzielą ich na zawsze?
TAJEMNICA ROSYJSKIEJ MAFII

TAJEMNICA ROSYJSKIEJ MAFII

37.4k Wyświetlenia · W trakcie · ranatalashier
— Rozpierdolę cię, zniszczę cię tak samo, jak twój ojciec zniszczył mojego.

TAJEMNICA ROSYJSKIEJ MAFII

Wiedziałem, że jest córką faceta, który zabił mojego ojca, ale mimo to pragnąłem znowu być w jej środku.
Chciałem ją ruchać tak cholernie mocno, że aż czułem, jak mój kutas robi się coraz twardszy.
CEO Nad Moim Biurkiem

CEO Nad Moim Biurkiem

1m Wyświetlenia · Zakończone · McKenzie Shinabery
„Myślisz, że ona cię potrzebuje” — mówi.

„Wiem, że tak.”

„A co, jeśli nie chce takiej ochrony?”

„Będzie chciała” — odpowiadam, a mój głos nieznacznie cichnie. „Bo potrzebuje faceta, który potrafi dać jej cały świat.”

„A jeśli świat stanie w ogniu?”

Moja dłoń odruchowo zaciska się mocniej na talii Violet.

„To zbuduję jej nowy” — mówię. „Nawet jeśli będę musiał sam spalić ten stary do gołej ziemi.”

Nie pracuję dla Rowana Ashcrofta.
Pracuję pod nim.

Z mojego biurka decyduję, kto dostaje przepustkę do najbardziej bezwzględnego prezesa w mieście, a kto nawet nie przechodzi przez recepcję i odbija się od ochrony jak od ściany. Ogarniając wszystko, trzymam w ryzach jego kalendarz, jego milczenie i jego wrogów. Pilnuję, żeby jego świat chodził jak w zegarku, podczas gdy mój po cichu się sypie: zaległe rachunki piętrzą się na kuchennym blacie, matka jest zamknięta na odwyku, a brat zniknął bez słowa, nawet bez głupiego „trzymaj się”.

Rowan Ashcroft to władza opakowana w idealnie skrojony garnitur.
Zimny. Nietykalny. Bez litości.
On nie flirtuje. On się nie uśmiecha. On nie widzi ludzi — tylko ich przydatność.

I przez długi czas ja też byłam po prostu przydatna.

Aż zaczął się przyglądać.

Na początku ta zmiana w jego uwadze jest ledwie zauważalna. Pauza o sekundę za długa. Spojrzenie, które zostaje. Polecenia, które zamiast odsuwać mnie na bok, ściągają coraz bliżej. Mężczyzna stojący nad moim biurkiem zaczyna kontrolować coś więcej niż mój grafik — i dociera do mnie za późno, że bycie zauważoną przez Rowana Ashcrofta jest o wiele bardziej niebezpieczne niż bycie ignorowaną.

Bo tacy faceci nie łakną czułości.
Oni łakną posiadania.

To miała być praca.
Nie sprawdzian moich granic.
Nie powolne, metodyczne osuwanie się w jego władzę.

Ale jeśli Rowan Ashcroft uzna, że moje miejsce jest pod jego biurkiem, to trudno.
Przetrwanie ma swoją cenę, a rachunki mają to gdzieś, jak je opłacę.
Omegi z Haven

Omegi z Haven

16.3k Wyświetlenia · Zakończone · G O A
Centrum Haven dla Omeg. Miejsce, gdzie Omegi mogą być chronione, aż osiągną pełną dojrzałość i znajdą idealną watahę.

Tak mi obiecywali. Kiedy straciłam rodziców w wieku czternastu lat, zostałam wysłana do Haven i obiecano mi cały świat. Jednak kiedy nadszedł mój czas, wataha, którą wybrałam, odurzyła mnie i sprzedała. Obudziłam się w klatce, obok rzędów innych Omeg. Czekałam tam przez dwa lata, aż w końcu nadszedł mój numer. Dziś wieczorem idę na aukcję...

To znaczy, dopóki mój strażnik nie wpadł pijany i nie zobaczyłam swojej szansy na ucieczkę. Byłam jednak zbyt słaba, a gdy mnie złapał i obiecał zatrzymać dla siebie, pomyślałam, że moja szansa na wolność przepadła. Wtedy czterech Alfów wpadło i uratowało mnie, ale moje problemy dalekie były od zakończenia.

Jestem zbyt niebezpieczna, żeby mnie zostawić przy życiu, ale nie mogę zaufać jedynemu miejscu w tym kraju, które miało mnie chronić. Poza tym, ci Alfowie wcale nie są typem watahy, której mogłabym zaufać lub wybrać na całe życie. Są brutalni i szorstcy. Jednak obiecują mi pomoc i ochronę, aż uzyskam sprawiedliwość, a ja zamierzam skorzystać z ich oferty. Mam jedno życzenie... Chcę, żeby nauczyli mnie być tak zła jak oni. Chcę być kimś, kogo ludzie, którzy mnie skrzywdzili, będą się bać.

Piekło nie zna większej furii niż zraniona Omega... czy coś w tym stylu.

Nazywam się Elise i zaraz dostanę swoje nieszczęśliwe zakończenie.

(Ta historia rozgrywa się w tym samym uniwersum co "Najpiękniejszy Dźwięk", a obie książki zostały teraz połączone jako "Omegi z Haven" dla lepszego odbioru:D)