
Bezwonne więzy
Linda Middleman · W trakcie · 325.8k słów
Wstęp
Moja rola nie istnieje. Jakbym był nikim, chociaż urodziłem się synem Gammy.
Od zawsze słyszę, że jestem bezużyteczny, a całe stado traktuje mnie jak zero, jak śmiecia bez krzty szacunku.
„Bezwartościowy karzełek.”
„Dziwak.”
„Żałosny.”
To tylko kilka z tych „pieszczotliwych” określeń, których moje stado lubi używać, ilekroć mnie widzi. A kiedy codzienne siniaki i obicia zaczynają być ich nową ulubioną rozrywką, ryzykuję i próbuję uciec. Dochodzę jednak tylko do momentu, w którym zatrzymują mnie oni. Mój przyszły Alfa, Beta i Delta.
– Dokąd idziesz? – ich głos brzmi aż za dobrze znajomo.
– Na dwór – burknąłem, nawet na nich nie patrząc.
– Taaa, jasne. I to też ze sobą „na dwór” zabierasz? – prycha jeden z nich.
Zrywając mi torbę z ramienia, stają przede mną i taksują mnie wzrokiem. To spojrzenie aż boli – pełne tęsknoty, bólu i jakiegoś chorego, nieustępliwego celu.
– Oddaj – syczę, zaciskając dłonie w pięści. – Oddaj to.
– Ani mi się śni, mały partnerze. Jesteś nasz. Teraz i na zawsze. I nigdzie cię nie wypuścimy – słowa Alfy brzmią jak wyrok.
Cholera. Mam wrażenie, że właśnie wszystko stało się o wiele bardziej popieprzone, niż musiało.
Rozdział 1
Ostrzeżenia dotyczące treści: Cześć i witaj w historii „Bezwonne więzi”. W tej książce pojawią się wątki przemocy rówieśniczej (werbalnej i niewerbalnej), a także romans, więc zdecydowanie zalecane jest R18+, ale jeśli mimo to idziesz dalej, to przynajmniej zostałeś ostrzeżony. To jest też odwrócony harem, a do tego moja pierwsza historia z wątkiem męsko–męskim. Mogą pojawić się również motywy BDSM, przemocy, gwałtu, tortur i inne podobne rzeczy, więc proszę, miej to z tyłu głowy przy czytaniu dalszych rozdziałów – najpewniej nie będę zaznaczać, w których rozdziałach co się pojawia, więc to taki mały sygnał ostrzegawczy. A teraz, bez dalszego przedłużania, zanurzmy się w historię.
Narracja w trzeciej osobie
– Dobra, mamuśka, PCHNIJ – wydaje polecenie głos lekarza, który stoi właśnie po stronie przyjmującej poród kobiety rodzącej swojego pierwszego szczeniaka. Kobieta płacze i krzyczy, gdy ból rozchodzi się po całym jej ciele. Za oknem szaleje burza, a ona dalej rodzi.
– No dalej, kochanie. Jeszcze jedno porządne pchnięcie. On już prawie jest – odzywa się męski głos, gdy mężczyzna podtrzymuje swoją żonę i partnerkę. Ich Alfa, Luna, Beta i Delta siedzą w tym czasie w poczekalni, czekając na wieści o nowo narodzonym Gammie, który miał pojawić się na świecie dosłownie za chwilę.
– O, Księżycu… Austin… j-ja nie dam rady – szlocha kobieta, wykończona wyczerpującą akcją porodową, z wciąż nienarodzonym maleństwem w brzuchu.
– Dasz radę, Layla. Nasz syn cię potrzebuje. No dalej, jeszcze jedno pchnięcie i będzie po wszystkim – ponagla Austin swoją partnerkę, Laylę, wiedząc, że ma ochotę się poddać, ale nie może – nie dla dobra ich syna.
– Ma rację, jeszcze jedno porządne, mocne pchnięcie powinno wystarczyć.
Layla kiwa słabo głową do lekarza i przygotowuje się, żeby popchnąć przy następnym silnym skurczu. Napina się całą sobą, wkładając w to resztki sił, kiedy nagle w powietrzu rozlega się przenikliwy krzyk. Płacz noworodka, podczas gdy na zewnątrz nad głównym szpitalem dalej leje jak z cebra.
– Gratulacje, Gammo. Zdrowy, silny chłopiec – uśmiecha się lekarz i przekazuje dziecko pielęgniarce, żeby je oczyściła, zanim odda je z powrotem matce.
Layla osuwa się bezsilnie na łóżko, całkowicie pozbawiona sił, i czeka na swoje dziecko. Pielęgniarka po chwili podchodzi i podaje jej już oczyszczonego malucha. Więź między matką a dzieckiem rodzi się niemal natychmiast, a Austin uśmiecha się ciepło do swojej partnerki i syna.
„Nasz” – mruczy w myślach wilk Austina, Kear, a z głębi jego istoty dobywa się zadowolone, miękkie wibrowanie, gdy dzielą ten moment.
„Tak, Kear. Nasz” – odpowiada mu Austin w duchu, do swojego wilka, który dalej mruczy szczęśliwie.
Gdy lekarz przez chwilę w milczeniu przygląda się temu obrazowi, w końcu znów się odzywa:
– Gratulacje jeszcze raz, Layla, spisałaś się świetnie. A teraz powiedzcie, czy macie już dla niego imię? Będę mógł zarejestrować go w kartach stada.
– Tori. Tori Hall. Przyszły Gamma stada Ambersky – szepcze Layla z zachwytem, wpatrując się w maleńką kruszynę w swoich ramionach.
– Słucham? Powiedziała pani „Gamma”? To niemożliwe. Pani dziecko nie ma żadnego zapachu. Pachnie całkowicie jak człowiek. Nie ma mowy, żeby mógł zostać kolejnym Gammą tego stada – stwierdza lekarz, wyraźnie zszokowany tym, co właśnie usłyszał.
– CO?! To niemożliwe! To nasz syn. Staraliśmy się o niego prawie sześć lat. Co jego ranga, jego prawo urodzenia, ma wspólnego z tym, czy ma zapach, czy nie? To jest nasz syn! – krzyczy Layla, urażona i roztrzęsiona słowami lekarza.
„Przepraszam, Gamma. Nie chciałem się odezwać w taki sposób. Wszystko zapiszę w księdze stada” – jąka się Doktor, gdy rusza do wyjścia, a za nim pielęgniarki, zostawiając Austina i Laylę samych z ich maleńkim nowym cudem.
„Och, Austin… Co my teraz zrobimy? Jeśli nasz syn jest taki, jak mówi Doktor, i naprawdę nie ma zapachu, to jak podrośnie, będą się z niego naśmiewać. Żaden inny wilk go nie zechce, nie znajdzie też swojej drugiej połówki, kiedy przyjdzie jego czas. Potrzebujemy odpowiedzi, teraz” – szlocha Layla, a Keena, jej wilczyca, skowyczy w środku z bólu o swoje szczenię.
„Wiem, kochanie. Wiem. Porozmawiam z Alfą Dawsonem, zobaczę, czy pomoże nam to wszystko jakoś poukładać” – proponuje Austin, kiedy nagle odzywa się inny głos, od razu przykuwając uwagę obojga.
„O co masz mnie zapytać?” – rozlega się głos Alfy Dawsona, czyli Chase’a, który właśnie wchodzi do sali.
Do środka wchodzi Alfa ze swoim synem Jakiem, wraz ze swoją Luną i partnerką, Alyssą, a także ze swoim Betą, Nathaniel’em, i Deltą, Leo. Beta i Delta przyprowadzili też swoje dzieci, Zaka i Alexa.
„Alfo” – odzywa się Austin, skłaniając głowę z szacunkiem przed Alfą swojego stada i przywódcą Ambersky.
„O co chcesz mnie zapytać, Austin? Wiesz, że możesz pytać mnie o wszystko” – odpowiada Alfa Dawson.
Austin odchrząkuje, zbierając się w sobie.
„Potrzebujemy z Laylą twojej pomocy, Alfo. Według Doktora nasz syn jest bez zapachu. Prawie jak człowiek. I chociaż biorąc pod uwagę fakty i ten brak woni skłaniam się ku temu, żeby mu uwierzyć, to wiem, że Tori jest naszym dzieckiem. Próbowaliśmy przez sześć długich lat, aż w końcu Księżycowa Bogini nas pobłogosławiła.”
„Hmm, faktycznie brzmi to kłopotliwie, nie ma co. Zasięgnę jednak rady u Starszyzny. Zobaczę, czy wiedzą cokolwiek o wilkach, które nie mają zapachu. Sprawdzimy, czy są jakieś zapiski w historii, które pomogą nam lepiej zrozumieć, co się dzieje z małym Torim. Ale na razie wy i Layla powinniście odpocząć. Wasza rodzina naprawdę dużo przeszła” – przyznaje Alfa Dawson do swojego Gammy i przyjaciela.
„Dziękuję” – szepcze Austin akurat w chwili, gdy Jake, Zak i Alex podchodzą do łóżka, by przyjrzeć się Toriemu.
„Jak ma na imię?” – pyta Zak, a jego zaciekawione, jasnoniebieskie oczy wlepiają się w śpiącego spokojnie Tori’ego.
„Ma na imię Tori. Kiedyś zostanie nowym Gammą Jake’a, tak jak ty zostaniesz nowym Betą, a Alex nowym Deltą” – uśmiecha się Austin, pokazując dzieciom swojego syna.
„Malutki jest. I dziwnie pachnie” – zauważa Alex, a jego zielone oczy z zainteresowaniem obserwują zawiniątko.
„To prawda. Ale mam nadzieję, że z wiekiem się to zmieni.”
Kiwnąwszy głowami, trójka młodych wilków nadal stoi przy łóżku i pilnuje Tori’ego, nawet gdy ten śpi spokojnie dalej. Na ich twarzach błąka się uśmiech; gdzieś głęboko w nich samych jest przeczucie, że cokolwiek Księżycowa Bogini dla nich zaplanowała, na pewno będzie obejmować Jake’a, Zaka, Alexa i Tori’ego.
„Dobrze, synu. Czas, żebyśmy szli” – odzywa się Alfa Dawson. Był tu już dobry kawałek czasu i uznał, że pora zostawić Tori’ego i Laylę w spokoju, by mogli odpocząć.
„Eee, no nie… Nie chcę. Chcę zostać z Torim” – marudzi Jake, a jego jedno niebieskie, drugie zielone oko spogląda na ojca niemal błagalnie.
„Nie martw się, Jake. Niedługo znowu zobaczysz Tori’ego, dobrze?” – mówi łagodnie Layla, widząc, jak młody Alfa zachowuje się przy jej synu.
„Obiecujesz?”
„Obiecuję.”
Zadowolony uśmiech pojawia się na twarzy Jake’a, gdy on, Zak i Alex ruszają z powrotem do swoich ojców – ale zanim wyjdą, ku zaskoczeniu wszystkich w pokoju, pochylają się i składają delikatny, słodki pocałunek na maleńkiej główce Tori’ego. Jakby w ten sposób przyrzekali mu, że wrócą. Dopiero potem opuszczają salę, zostawiając Austina z rodziną, by wreszcie mogli odpocząć.
Ostatnie Rozdziały
#293 Rozdział 292 - Śmierć Tori
Ostatnia Aktualizacja: 7/1/2026#292 Rozdział 291 - Odwrócenie czasu
Ostatnia Aktualizacja: 6/30/2026#291 Rozdział 290- NIE! JAKE'A!
Ostatnia Aktualizacja: 6/30/2026#290 Rozdział 289- Alfa VS Starszy
Ostatnia Aktualizacja: 6/30/2026#289 Rozdział 288- Zatrzymaj się! Twoje walki ze mną
Ostatnia Aktualizacja: 6/30/2026#288 Rozdział 287 - Gdzieś pójdziesz?
Ostatnia Aktualizacja: 6/30/2026#287 Rozdział 286 - Zbadaj obszar
Ostatnia Aktualizacja: 6/30/2026#286 Rozdział 285- Wyprowadźmy się!
Ostatnia Aktualizacja: 6/30/2026#285 Rozdział 284- Zgromadzenie żołnierzy
Ostatnia Aktualizacja: 6/30/2026#284 Rozdział 283 - Co? Co to było?
Ostatnia Aktualizacja: 6/30/2026
Może Ci się spodobać 😍
Moja Siostra Ukradła Mojego Partnera, A Ja Jej Pozwoliłam
Urodzona bez wilka, Seraphina jest hańbą swojej watahy—aż do pewnej pijanej nocy, która pozostawia ją w ciąży i w małżeństwie z Kieranem, bezwzględnym Alfą, który nigdy jej nie chciał.
Ale ich dziesięcioletnie małżeństwo nie było bajką.
Przez dziesięć lat znosiła upokorzenia: żadnego tytułu Luny, żadnego znaku parowania. Tylko zimne prześcieradła i jeszcze zimniejsze spojrzenia.
Kiedy jej idealna siostra wróciła, Kieran złożył wniosek o rozwód tej samej nocy. A jej rodzina była szczęśliwa widząc jej małżeństwo rozbite.
Seraphina nie walczyła, tylko odeszła w milczeniu. Jednak gdy pojawiło się niebezpieczeństwo, szokujące prawdy wyszły na jaw:
☽ Tamta noc nie była przypadkiem
☽ Jej "defekt" jest w rzeczywistości rzadkim darem
☽ I teraz każdy Alfa—including jej były mąż—będzie walczył, aby ją zdobyć
Szkoda, że ona skończyła z byciem posiadana.
Ryk Kieran wstrząsnął moimi kośćmi, gdy przycisnął mnie do ściany. Jego gorąco przebiło się przez warstwy materiału.
"Seraphina, myślisz, że odejście jest takie łatwe?" Jego zęby musnęły nieoznakowaną skórę mojego gardła. "Ty. Jesteś. Moja."
Gorąca dłoń przesunęła się po moim udzie. "Nikt inny cię nigdy nie dotknie."
"Miałeś dziesięć lat, żeby mnie zdobyć, Alfo." Odsłoniłam zęby w uśmiechu. "Zabawne, że pamiętasz, że jestem twoja... kiedy odchodzę."
Ostatnia Trisolarian
Dwaj potężni bracia Alfa twierdzą, że są jej przeznaczonymi partnerami i chcą się z nią połączyć. Zostaje wciągnięta w świat pełen niebezpiecznych przepowiedni i wojen, i całkowicie się załamuje...
Okrutny Raj - Romans mafijny
Wykręcenie tyłkiem numeru do własnego szefa…
I zostawienie mu sprośnej poczty głosowej, kiedy jesteś, yyy… „w trakcie” myślenia o nim.
Praca jako osobista asystentka Rusłana Orłowa to robota rodem z piekła.
Po długim dniu, podczas którego spełniam każdą zachciankę tego miliardera, potrzebuję jakiegoś ujścia dla stresu.
Więc kiedy tamtego wieczoru wracam do domu, robię dokładnie to.
Problem w tym, że moje myśli wciąż kręcą się wokół tego szef-dupka, który rujnuje mi życie.
I niech będzie—bo ze wszystkich licznych grzechów Rusłana, to że jest tak cholernie przystojny, może być najniebezpieczniejsze.
Dziś w nocy fantazje o nim są dokładnie tym, czego potrzebuję, żeby przekroczyć granicę.
Ale kiedy spuszczam wzrok na telefon, przygnieciony obok mnie,
jest.
Poczta głosowa: 7 minut i 32 sekundy…
Wysłana do Rusłana Orłowa.
Wpada we mnie panika i ciskam telefon przez pokój.
Tyle że nie da się cofnąć szkód wyrządzonych przez moje bardzo głośne „O”.
Więc co ja mogę zrobić?
Plan był prosty: unikać go i udawać, że to się nigdy nie wydarzyło.
Poza tym—kto tak zajęty w ogóle odsłuchuje pocztę głosową, co?
Tylko że kiedy on wpisuje mi w kalendarz spotkanie jeden na jeden ze mną na równe 7 minut i 32 sekundy,
jedno jest pewne:
On.
Słyszał.
Wszystko.
Sekret Surogacji
Gdy Famke Noor zdaje sobie sprawę, że osoby, które uważała za przyjaciół, odeszły, a jego rodzina chce, aby pomogła w wychowywaniu dziecka, które zawsze czuła, że nie powinna być jego rodzicem, znajduje się w trudnej sytuacji.
Dwie silne i uparte osobowości z dobrymi intencjami, ale z dumą na przeszkodzie, będą musiały nauczyć się odłożyć na bok różnice, aby pomóc pięcioletniej dziewczynce poradzić sobie w świecie bez jedynych rodziców, których kiedykolwiek znała. Mimo wścibskiej rodziny, wymagających byłych partnerów i dramatu, którego się spodziewała, Famke odkrywa, że zakochuje się w miliarderze i jego małej podopiecznej.
Czy miłość wystarczy, gdy świat jest przeciwko wam? Famke wkrótce się przekona.
Sekretarko, Czy Chcesz Się Ze Mną Przespać?
Może dlatego żadna z nich nie wytrzymywała dłużej niż dwa tygodnie. Szybko mu się nudziły. Ale Valeria powiedziała „nie” i to tylko sprawiło, że zaczął gonić ją jeszcze zawzięciej, kombinując coraz to inne sposoby, żeby dostać to, czego chciał — nie rezygnując przy tym ze swoich rozrywek z innymi kobietami.
Nawet nie zauważył, kiedy Valeria stała się jego prawą ręką, i potrzebował jej do wszystkiego, jakby bez niej nie potrafił nawet oddychać. Mimo to nie przyznał się, że ją kocha, dopóki ona nie dotarła do swojej granicy i po prostu nie odeszła.
Własność Foki Wojennej
Nie wiem, czemu robię to, co ten facet każe mi robić, kiedy mi rozkazuje, ale za każdym razem jestem posłuszna i ssę te palce, jakby od tego zależało moje życie.
Uda zaczynają mi drżeć, kiedy słyszę, jak zamek błyskawiczny idzie w dół, bo wiem, co będzie dalej. Wepchnie się we mnie tak głęboko, że nie zostanie mu już ani centymetr, i zostawi mnie płonącą żywcem.
„Nie ruszysz rąk, kiedy zabiorę swoje. Rozumiesz mnie? Jeśli się nie posłuchasz, zwiążę cię i zostawię tutaj, aż twoi rodzice zaczną cię szukać i znajdą cię wypełnioną po brzegi moją spermą.”***************************************Ktoś mnie śledzi.
Prawie mnie okradli — a może mogło stać się coś jeszcze gorszego.
Ale pojawił się jakiś facet, który uratował mnie jak współczesny superbohater, tylko zamiast peleryny miał czarny kask.
Powinnam była dostać szału ze strachu, kiedy poderżnął gardło mojemu napastnikowi, potem tylko skinął na mnie głową, poczekał, aż bezpiecznie wsiądę do auta, i położył dłoń na mojej szybie.
Zamiast się bać, czuję…
Podniecenie.
Że żyję.
I aż mnie skręca, żeby poczuć to znowu.
Więc robię coś, czego nikt przy zdrowych zmysłach by nie zrobił. Wałęsam się nocą po mieście, kiedy powinnam leżeć w łóżku, odpoczywać, i tylko czekam na kolejny przebłysk mojego wybawcy.
Nie zawodzi.
Zastawia mnie i sprawia, że czuję rzeczy, których nie powinnam czuć, bo jestem w związku.
Tęsknię za jego dotykiem, rozchylam nogi wtedy, kiedy powinnam ich użyć, żeby uciec jak najdalej.
Ktoś mnie śledzi.
I podoba mi się to.
Jak nie zakochać się w smoku
Dlatego właśnie byłam co najmniej skołowana, kiedy przyszedł list z moim imieniem już wydrukowanym na planie zajęć, przydzielonym akademikiem i dobranymi przedmiotami, jakby ktoś znał mnie lepiej, niż ja sama siebie. O Akademii słyszeli wszyscy – to tam wiedźmy ostrzą swoje zaklęcia, zmiennokształtni opanowują swoje postaci, a każdy możliwy magiczny stwór uczy się panować nad swoim darem.
Wszyscy oprócz mnie.
Ja nawet nie wiem, czym właściwie jestem. Zero zmiany postaci, zero sztuczek, żadnej magii w stylu “patrzcie na mnie”. Po prostu dziewczyna otoczona ludźmi, którzy potrafią latać, przywoływać ogień albo leczyć jednym dotykiem. Więc siedzę na zajęciach, udaję, że tu pasuję, i wytężam słuch, szukając choćby najdrobniejszej wskazówki, która powie mi, co tak naprawdę płynie w mojej krwi.
Jedyną osobą, która jest chyba jeszcze bardziej ciekawa niż ja, jest Blake Nyvas – wysoki, o złotych oczach i jak najbardziej Smok. Ludzie szepczą, że jest niebezpieczny, powtarzają, żebym trzymała się od niego z daleka. Ale Blake wydaje się zdeterminowany, żeby rozwiązać zagadkę mnie, a ja… jakoś ufam właśnie jemu bardziej niż komukolwiek innemu.
Może to głupota. Może igranie z ogniem.
Ale kiedy wszyscy inni patrzą na mnie, jakbym była tu nie na swoim miejscu, Blake patrzy na mnie tak, jakby była zagadką, którą naprawdę warto rozwiązać.
Ostatnia Szansa Chorej Luny
Wszystko zmieniło się w dniu, kiedy dowiedziałam się, że moja wilczyca zapadła w stan uśpienia. Lekarz ostrzegł mnie, że jeśli nie oznaczę lub nie odrzucę Alexandra w ciągu roku, umrę. Jednak ani mój mąż, ani mój ojciec nie przejmowali się na tyle, aby mi pomóc.
W mojej rozpaczy podjęłam decyzję, aby przestać być uległą dziewczyną, jakiej ode mnie oczekiwali.
Wkrótce wszyscy nazywali mnie szaloną, ale właśnie tego chciałam — odrzucenia i rozwodu.
Nie spodziewałam się jednak, że mój kiedyś arogancki mąż pewnego dnia będzie błagał mnie, żebym nie odchodziła...
Ręce Losu
Wiesz, co mówią o planowaniu?
"Planujesz, a Bóg się śmieje."
Przypadkowe Spotkanie z Magnatem
Cztery lata temu rodzina Baileyów stanęła w obliczu druzgocącego kryzysu finansowego.
Gdy bankructwo wydawało się nieuniknione, pojawił się tajemniczy dobroczyńca, oferując ratunek pod jednym warunkiem: małżeństwo na kontrakt.
Krążyły plotki o tym zagadkowym mężczyźnie — szeptano, że jest ohydnie brzydki i zbyt zawstydzony, by pokazać swoją twarz, być może skrywający mroczne, skrzywione obsesje.
Bez wahania Baileyowie poświęcili mnie, aby chronić swoją cenną biologiczną córkę, zmuszając mnie do zajęcia jej miejsca jako pionka w tej zimnej, wyrachowanej umowie.
Na szczęście, przez te cztery lata tajemniczy mąż nigdy nie zażądał spotkania twarzą w twarz.
Teraz, w ostatnim roku naszej umowy, mąż, którego nigdy nie spotkałam, żąda, abyśmy się spotkali osobiście.
Jednak katastrofa uderzyła noc przed moim powrotem — pijana i zdezorientowana, weszłam do złego pokoju hotelowego i skończyłam w łóżku z legendarnym potentatem finansowym, Casparem Thorntonem.
Co ja teraz, do diabła, mam zrobić?
Zaproszenie śmierci
CEO Nad Moim Biurkiem
„Wiem, że tak.”
„A co, jeśli nie chce takiej ochrony?”
„Będzie chciała” — odpowiadam, a mój głos nieznacznie cichnie. „Bo potrzebuje faceta, który potrafi dać jej cały świat.”
„A jeśli świat stanie w ogniu?”
Moja dłoń odruchowo zaciska się mocniej na talii Violet.
„To zbuduję jej nowy” — mówię. „Nawet jeśli będę musiał sam spalić ten stary do gołej ziemi.”
Nie pracuję dla Rowana Ashcrofta.
Pracuję pod nim.
Z mojego biurka decyduję, kto dostaje przepustkę do najbardziej bezwzględnego prezesa w mieście, a kto nawet nie przechodzi przez recepcję i odbija się od ochrony jak od ściany. Ogarniając wszystko, trzymam w ryzach jego kalendarz, jego milczenie i jego wrogów. Pilnuję, żeby jego świat chodził jak w zegarku, podczas gdy mój po cichu się sypie: zaległe rachunki piętrzą się na kuchennym blacie, matka jest zamknięta na odwyku, a brat zniknął bez słowa, nawet bez głupiego „trzymaj się”.
Rowan Ashcroft to władza opakowana w idealnie skrojony garnitur.
Zimny. Nietykalny. Bez litości.
On nie flirtuje. On się nie uśmiecha. On nie widzi ludzi — tylko ich przydatność.
I przez długi czas ja też byłam po prostu przydatna.
Aż zaczął się przyglądać.
Na początku ta zmiana w jego uwadze jest ledwie zauważalna. Pauza o sekundę za długa. Spojrzenie, które zostaje. Polecenia, które zamiast odsuwać mnie na bok, ściągają coraz bliżej. Mężczyzna stojący nad moim biurkiem zaczyna kontrolować coś więcej niż mój grafik — i dociera do mnie za późno, że bycie zauważoną przez Rowana Ashcrofta jest o wiele bardziej niebezpieczne niż bycie ignorowaną.
Bo tacy faceci nie łakną czułości.
Oni łakną posiadania.
To miała być praca.
Nie sprawdzian moich granic.
Nie powolne, metodyczne osuwanie się w jego władzę.
Ale jeśli Rowan Ashcroft uzna, że moje miejsce jest pod jego biurkiem, to trudno.
Przetrwanie ma swoją cenę, a rachunki mają to gdzieś, jak je opłacę.












