
Koniakowy Złoczyńca - Romans mafijny
nicolefox859 · Zakończone · 186.7k słów
Wstęp
Dwie osoby, które nie powinny być razem.
Trzy okropne słowa: „Zostań moją żoną”.
Wszyscy inni są na tym przyjęciu, żeby poślubić gospodarza.
Ja jestem tu tylko do chwili, gdy znajdę kogoś, kto odwiezie mnie do domu.
Kiedy moja sukienka rozdziera się w najgorzej wyczutym momencie na świecie,
idę znaleźć jakieś ciche miejsce, żeby to naprawić.
Więc stoję tam w samych szpilkach, kiedy,
jakby na złość, otwierają się drzwi…
I wchodzi mężczyzna wieczoru.
Chciałabym móc powiedzieć, że zachowałam spokój.
Ale minęło wieeele czasu, odkąd ktokolwiek widział mnie w stroju urodzinowym…
A już na pewno nie najgorętszy facet, na jakiego kiedykolwiek spojrzałam.
Chcę tylko naprawić sukienkę, stuknąć obcasami trzy razy i wrócić na kanapę w puszystych kapciach.
Ale Ivan ma inne pomysły.
Już zdecydował, kogo poprowadzi do ołtarza…
A ja nie mam innego wyjścia, jak powiedzieć: „Tak, zgadzam się”.
Rozdział 1
ZŁOCZYŃCA OD KONIAKU
Jedna wpadka z garderobą.
Dwie osoby, które nie powinny być razem.
Trzy okropne słowa: „Bądź moją żoną”.
Wszyscy inni są na tej imprezie po to, żeby poślubić gospodarza.
Ja jestem tu tylko do chwili, aż znajdę kogoś, kto odwiezie mnie do domu.
Kiedy moja sukienka rozdziera się w najgorzej możliwym, idealnie nie na czasie momencie,
idę poszukać cichego miejsca, żeby to naprawić.
Więc stoję tam, mając na sobie tylko szpilki, kiedy,
jakby tego było mało, otwierają się drzwi…
I wchodzi gwóźdź programu.
Chciałabym móc powiedzieć, że zachowałam zimną krew.
Ale minęła przeeeedługa chwila, odkąd ktokolwiek widział mnie w stroju urodzinowym…
A już na pewno nie najgorętszy facet, na jakiego kiedykolwiek położyłam oczy.
Chcę tylko zszyć sukienkę, stuknąć obcasami trzy razy i wrócić na swoją kanapę w puszystych kapciach.
Ale Ivan ma inne pomysły.
Już zdecydował, kogo poprowadzi do ołtarza…
A ja nie mam wyboru, tylko powiedzieć: „Tak”.
ZŁOCZYŃCA OD KONIAKU to tom pierwszy duetu Pushkin Bratva. Historia Ivana i Cory kończy się w tomie drugim: ZŁOCZYŃCZYNI OD KONIAKU!
1
CORA
Nie mogę uwierzyć, że pozwoliłam przyjaciółkom wyciągnąć mnie dziś z domu.
Po niekończącej się zmianie w knajpie, gdzie roznosiłam letnie enchiladas niewdzięcznym emerytom, którzy dają napiwki, jakby wciąż trwał Wielki Kryzys, ostatnie, na co mam ochotę, to wdziewać elegancką sukienkę i iść na imprezę.
Ale Francia i Jorden, moje koleżanki kelnerki z Quintaño’s, nalegały. A co gorsza, Francia nie pozwala mi założyć żadnej bielizny do tej sukni, którą od niej pożyczam.
— Widoczne linie majtek w Vera Wang to jak grzech przeciwko Bogu — mówi, wciągając powietrze z przerażeniem, jakbym miała trafić prosto do piekła za samo zasugerowanie czegoś takiego. — Pod żadnym pozorem nie wolno ci założyć żadnych. Po moim, kurwa, trupie.
Nawet nie mam jak się z nią pokłócić, bo niemal od razu robi jej się niedobrze i biegnie do łazienki zwymiotować. Ja bym już odpuściła i ogłosiła koniec wieczoru, ale imprezowa Jorden nie pozwala, żeby cokolwiek stanęło jej na drodze do konkretniejszego upicia się.
— Nie, nie. Francia złapała jelitówkę, ale ja złapałam bakcyla tańca — oświadcza. — Wychodzę i się urżnę. A ty, moja cudowna towarzyszko, idziesz ze mną.
Cholera.
Więc Jorden i ja zamawiamy Ubera spod mieszkania, kiedy kończymy się szykować. Najpierw podskakujemy do muzyki, śmiejemy się, czując się jak disneyowskie księżniczki w drodze na bal. Przez cały tydzień obie robiłyśmy w knajpie podwójne zmiany dzień w dzień, żeby zaszaleć podczas rzadkiego wypadu, więc jesteśmy zdeterminowane, by poszaleć.
Zabawa. To jest misja.
Ale im bliżej jesteśmy, tym bardziej robi mi się niedobrze.
I nie, to nie tak, że grypa żołądkowa Francii była zaraźliwa. To rząd samochodów zaparkowanych wzdłuż drogi jako pierwszy sprawia, że w żołądku robi mi się ten paskudny, opadający ciężar. Mercedesy G-Wagony, Rolls-Royce’y i Lamborghini, jak okiem sięgnąć.
Za bardzo przypomina mi to moje dawne życie.
Uciekłam od niego z dobrego powodu. Nienawidziłam protekcjonalności, fałszu położonego na wszystkim jak błyszczące, lepkie mazidło. Kiedy odchodziłam, przysięgłam, że nigdy nie wrócę w takie miejsca.
A jednak jestem. Szczęściara ze mnie.
To uczucie tylko się nasila, im bardziej zbliżamy się do domu. A potem skręcamy za róg… i jest.
Rezydencja lśni jak klejnot w nocy. Wszędzie szkło. Piękni ludzie wylegują się wszędzie: na schodach, w pokojach, w małych grupkach po cztery, pięć osób porozsiewanych po tylnym trawniku.
— Zostajemy tylko do północy, Jor — ostrzegam przyjaciółkę, kiedy chwiejnym krokiem wchodzimy po frontowych schodach na wysokich obcasach. — Jutro otwieram diner i nie mam zamiaru mieć kaca na sobotni poranny szturm.
— Ta, ta, cokolwiek — odpyskowuje. — Do łóżka o północy, bo Cora Odkrywczyni zamieni się w dynię. Zrozumiano.
Potem wczepia ramię w moje i prowadzi nas pod samego bramkarza.
— Cześć — mruczy zmysłowo.
On zerka na nas znad krawędzi clipboarda.
— Nazwiska?
Jorden mocno wbija mi łokieć w żebra.
— Powiedz — syczy pod nosem. — Tak jak ćwiczyłyśmy.
Wzdycham.
— Francia Delacour i osoba towarzysząca. — Przećwiczyłyśmy to małe białe kłamstewko tyle razy w drodze tutaj, że wypada mniej więcej naturalnie.
Bramkarz długo przegląda listę, po czym kiwa głową i odsuwa się na bok.
— Miłego wieczoru, panie.
A potem przechodzimy przez drzwi i trafiamy do innego wszechświata.
Wszystko lśni bielą i złotem, z odważnymi akcentami czarnego marmuru tam, gdzie najmniej się tego spodziewasz. Pośrodku salonu stoi najprawdziwsza fontanna, a jestem niemal pewna, że przed chwilą widziałam pawia kręcącego się po terenie z przodu.
— To dom czy pałac? — pyta mnie Jorden, oniemiała.
— Lepsze pytanie — odpowiadam. — Jeśli Francia potrafi wchodzić na takie imprezy, to co, do diabła, robi, obsługując stoliki u Quintaño’s razem z nami?
To nie jedyna rzecz we Francii, która nie do końca ma sens. Na przykład pewnego dnia pojawiła się w pracy z diamentową bransoletką tenisową Cartier na nadgarstku. Gdy zapytałam, skąd ją ma, tylko się roześmiała, uśmiechnęła i zmieniła temat — a przy następnym spotkaniu bransoletki już nie było. Nigdy nie zaprasza nas do swojego mieszkania; kiedy się spotykamy, to u mnie albo u Jorden. Prawdę mówiąc, nawet nie jestem pewna, w jakiej części miasta mieszka.
— Szampana, panie? — odzywa się głos z lewej strony. Odwracam się i widzę kelnera oferującego wybór migoczących kieliszków szampana na srebrnej tacy.
— Tak, poproszę! — ćwierka Jorden. Ja biorę jeden; ona zgarnia dwa. — Jeden dla mnie i jeden dla mojej, eee… drugiej koleżanki.
Mężczyzna skłania głowę i znika bez słowa. Jorden natychmiast opróżnia pierwszy kieliszek jednym haustem i stawia pustą fletę na pobliskim postumencie.
— Spragniona? — droczę się.
— Dziewczyno, ja mam, no nie wiem, jedną noc w roku, żeby się naprawdę rozerwać. Więc się rozerwę. Mama zasługuje na zabawę. I — dodaje, trącając mnie biodrem — ty też.
— No tak. Zabawa. Totalnie.
Ale to skręcające żołądek uczucie dalej żyje i ma się świetnie w samym środku mojego brzucha.
Krążymy po domu, podkradając przystawki z krążących tac i gapiąc się na tę obłędną architekturę. Mijamy też kolejne grupki ludzi, zgromadzonych na każdej możliwej powierzchni, rozmawiających intensywnie.
Ktoś mi kiedyś powiedział, że statyści w filmach mają się nauczyć szeptać „arbuz, arbuz, arbuz” w kółko, żeby udawać, że prowadzą prawdziwe rozmowy. Dokładnie tak się czuję.
Tyle że zamiast szeptać „arbuz”, szepczą dwa słowa. Trochę trwa, zanim je wyłapuję, ale kiedy w końcu mi się to udaje, w tym zwrocie jest coś, co sprawia, że mam wrażenie, jakby po skórze przeleciał mi lodowaty podmuch.
Ivan Pushkin.
Wciąż i wciąż, gdziekolwiek pójdziemy, właśnie to słyszę.
Ivan Pushkin.
Ivan Pushkin.
Wydobywa się to bezbłędnie z każdej grupki, obok której przechodzimy. W powietrzu unosi się też dziwna nerwowość. Każda kobieta między osiemnastym a czterdziestym rokiem życia co chwilę zerka przez ramię, jakby wiedziała coś, czego my nie wiemy. Jakby zbliżało się coś ważnego i chciały wyglądać jak najlepiej, kiedy to wreszcie nadejdzie.
W końcu wychodzimy na tylni trawnik. Jest przystrojony lampkami jak z bajki, rozchodzącymi się promieniście od sceny na samym końcu. Zespół jazzowy gra elegancką muzykę dla tłumu ludzi, którzy usilnie starają się wyglądać cool, ignorując ją. Na takich imprezach nikt nie tańczy.
Poprawka: jedna osoba tańczy na takich imprezach.
– O, nie – ostrzega Jorden z przewrotnym uśmiechem. Wskazuje na swoje biodra, które zaczynają kiwać się na boki, jakby żyły własnym życiem.
– Jor…
– O, nie! – powtarza, parskając zachwyconym śmiechem. – Nie mogę się powstrzymać, Cora! To… ja… One żyją!
– Jesteśmy tu dwadzieścia minut, a ty już jesteś nawalona?
– Nie – odpala Jorden. – Ja się bawię. Powinnaś spróbować kiedyś.
Kocham ją, naprawdę – po prostu nie zawsze jestem w stanie dotrzymać jej kroku. Zdecydowanie nie bez znacznie większej ilości alkoholu we mnie.
Ona z kolei nie potrzebuje ani kropli. Nawet kiedy jest trzeźwa jak święta, Jorden jest dziesięć na dziesięć. Śmieje się głośno, kocha głośno, żyje głośno.
To wręcz cud, szczerze mówiąc, bo odkąd ją znam, haruje jak wół, żeby związać koniec z końcem. Wychowywała ją samotna matka, żyły z bonów na jedzenie, a Jorden pracowała w knajpach takich jak Quintaño’s na długo, zanim w ogóle była w wieku, w którym mogła to robić legalnie.
Ma rację: należy jej się chwila wytchnienia. Życie jest trudne.
– Idź tańczyć – mówię nieśmiało. – Ja najpierw znajdę sobie coś do picia, żeby móc za tobą nadążyć.
Wzrusza ramionami i przerzuca włosy przez ramię.
– Dobra. Ale jeśli jak wrócisz, zastaniesz mnie, jak się ocieram o jakąś gorącą młodą sztukę, to będzie twoja strata!
Uśmiecham się i całuję ją w policzek.
– Mam nadzieję, że zastanę cię, jak się ocierasz o dwie.
– Nie kusz, dziewczyno. Bo jeszcze się skuszę. Naprawdę mogę.
Śmiejąc się, rozchodzimy się, a ja wracam do środka domu w poszukiwaniu łazienki. Przy Jorden robiłam dobrą minę do złej gry, ale gdy tylko znajduję łazienkę, zamykam za sobą drzwi, przekręcam zamek i nabieram ogromny, drżący oddech.
To za dużo. To był zły pomysł, żeby tu przyjść. Z powrotem do miejsca takiego jak to, wśród ludzi takich jak ci… Odwróciłam się od tego świata. Nigdy nie chciałam wracać.
Gdy tylko stąd wyjdę, podwoję to postanowienie.
Kiedy dotykam tyłu karku, dłoń odrywa się mokra od lepkiego, zimnego potu.
„Północ” — przysięgam swojemu odbiciu w lustrze. — „Jeszcze tylko parę godzin, potem zegar wybije północ i będziesz mogła na zawsze pożegnać się z tymi ludźmi”.
Północ.
Już prawie.
Opłukuję spocony kark i wychodzę z łazienki, gotowa przetrwać resztę przyjęcia. Przez odległe podwójne drzwi łapię krótkie spojrzenie na Jorden w tłumie. Ale zanim zdołam zrobić choć krok w jej stronę, czuję niespodziewaną dłoń na swojej talii.
Towarzyszy jej głos. — Hej, śliczna.
Idę za dźwiękiem bełkotliwego powitania do zmiętego faceta z wilgotnym czołem. Chwieje się na boki.
— Cześć. — Uśmiecham się sztywno i cofam w stronę ściany.
— Przyszedłem, bo wyglądasz na samotną. — Mówi ciężko, a słowa płyną na chmurze oparów alkoholu. — Pomyślałem, że dotrzymam ci towarzystwa.
Marszczę nos. — „Och, to miło z twojej strony. Ale ja mam się dobrze. Dzięki!”
Jeśli rozumie zawarte w tym pożegnanie, nie daje tego po sobie poznać. Podchodzi bliżej, jego brzuch napiera na mnie. — Z kim tu jesteś?
— Z moim chłopakiem — kłamię odruchowo. — Właśnie poszedł po drinka.
Waha się przez sekundę, po czym wybucha chrapliwym śmiechem. — Gówno prawda.
To mnie zbija z tropu, głównie dlatego, że jest tak pewny siebie. — Ja nie… to znaczy… Skąd w ogóle miałbyś wiedzieć?
— Bo jesteś tu, żeby się z nim spotkać. Tak jak cała reszta. — Mówi to z tą samą kategorycznością. Jakby wiedział coś, czego ja nie wiem.
Mam mnóstwo pytań, ale żadnego nie chcę omawiać na spokojnie z tym uroczym jegomościem. Próbuję przecisnąć się obok niego. — Ja tylko…
— On nie jest taki świetny, wiesz. — Przesuwa się razem ze mną, zastawiając drogę. — Wszyscy są tu dla Ivana, ale ja ci pokażę, co prawdziwy facet może dla ciebie zrobić. Do mnie nie ma kolejki.
— Ojej, ciekawe dlaczego — mamroczę pod nosem. Do niego mówię: — Nie mam dosłownie pojęcia, o czym mówisz. Ty pewnie też nie. Jesteś pijany. Więc jeśli mógłbyś mnie po prostu puścić…
Nagle jego spocona, mięsista łapa klepie mnie w tyłek.
Gdzieś z oddali słyszę trzask pękających nitek mojej sukienki. Ale to jak przejmowanie się kapiącym kranem, kiedy twój dom stoi w ogniu. Mam większe problemy.
Każdy, kto kiedykolwiek pracował w gastronomii, wie, że klienci potrafią robić rzeczy, które dosłownie zwalają z nóg. Żonaci faceci zostawiają numer telefonu na paragonie; życzliwie wyglądający dziadkowie szczypią cię w tyłek; ich żony syczą pod nosem, że jesteś dziwką.
A każdy, kto kiedykolwiek utknął w gastronomii, nawet kiedy ma już tego wszystkiego po dziurki w nosie, wie, że są dwie opcje: możesz zacisnąć zęby i dalej mieć pracę — albo spełnić fantazję każdego kelnera i pokazać skurwysynom, którzy przekroczyli granicę, że zadarli z niewłaściwą osobą.
Dziś ja jestem tą niewłaściwą osobą.
A to jest ten skurwysyn, który przekroczył granicę.
Ostatnie Rozdziały
#177 Rozdział 177 179
Ostatnia Aktualizacja: 8/7/2026#176 Rozdział 176 178
Ostatnia Aktualizacja: 8/7/2026#175 Rozdział 175 177
Ostatnia Aktualizacja: 8/7/2026#174 Rozdział 174 176
Ostatnia Aktualizacja: 8/7/2026#173 Rozdział 173 175
Ostatnia Aktualizacja: 8/7/2026#172 Rozdział 172 174
Ostatnia Aktualizacja: 8/7/2026#171 Rozdział 171 173
Ostatnia Aktualizacja: 8/7/2026#170 Rozdział 170 172
Ostatnia Aktualizacja: 8/7/2026#169 Rozdział 169 171
Ostatnia Aktualizacja: 8/7/2026#168 Rozdział 168 170
Ostatnia Aktualizacja: 8/7/2026
Może Ci się spodobać 😍
Rozpieszczona przez Tajemniczego Magnata
Ciągłe aktualizacje, z trzema nowymi rozdziałami dziennie.
Dziewczyna, którą miliarder stracił
Osiem lat temu Liam Alcaraz złamał serce Mii Villaruiz i odszedł bez oglądania się za siebie, zostawiając ją z niczym poza pytaniami bez odpowiedzi i cieniem miłości, w którą kiedyś wierzyła, że przetrwa wiecznie.
Teraz jest jednym z najmłodszych i najpotężniejszych prezesów w kraju.
A Mia nie jest już dziewczyną, którą zostawił. Z wyrzutka stała się najlepszą absolwentką egzaminu adwokackiego, błyskotliwą prawniczką korporacyjną znaną z bystrego umysłu i niezachwianej pewności siebie. Nieustraszona. Nietykalna. Niezłomna.
Aż los ponownie sprowadza go do jej życia. Kiedy Mia dostaje zlecenie, by zająć się wartym miliardy imperium Liama, coś, co miało być po prostu kolejną sprawą, zamienia się w największe wyzwanie jej kariery i serca. Zdobycie go jako klienta mogłoby uczynić ją najmłodszą partnerką w kancelarii.
Ale ponowne spotkanie z Liamem oznacza zmierzenie się ze wszystkim, o czym próbowała zapomnieć. Bo za każdym starciem tli się iskra, która nie chce zgasnąć. Każde spojrzenie niesie ciężar przeszłości. A każdy dotyk grozi tym, że rozsypią się oboje.
Liam jest zdeterminowany udowodnić, że nie jest już chłopakiem, który ją skrzywdził. Ale Mia jest zdeterminowana pokazać mu, że nie jest już dziewczyną, którą zostawił.
Lecz w świecie rządzonym przez władzę, dumę i niebezpieczne pożądanie stare rany znów zaczynają krwawić, prawda wychodzi na jaw, a granica między miłością a nienawiścią powoli się zaciera.
Niektórym pokusom nie sposób się oprzeć. A niektóre serca nigdy naprawdę nie przestają kochać.
POŚLUBIONA WŁADCY PRZESTĘPCZEGO ŚWIATA
Po kolejnych nieudanych próbach swatania mama zagroziła, że odetnie mnie od funduszu powierniczego, który zostawił mi ojciec. Trzy dni przed moimi dwudziestymi ósmymi urodzinami poszłam na charytatywną galę,
Zdesperowana i podlana szampanem podeszłam do najbardziej onieśmielającego faceta na całym balu dobroczynnym. Był lodowaty, arogancki i patrzył na mnie tak, jakbym była kawałkiem mięsa. Miałam to gdzieś. Wcisnęłam mu swoją wizytówkę, a ręka drżała mi jak osika.
Nie wziął jej. Zamiast tego ruszył za mną na balkon. „Nie przyszłaś tu w interesach, Talia” — wyszeptał, a jego głos był ciemny, lepki i kuszący. „Przyszłaś po to, żeby ktoś cię wziął”.
Zanim noc dobiegła końca, byłam w jego łóżku. Naga, spełniona i senna. Powiedziałam mu, że chcę za niego wyjść. Powiedział „tak” i zgodził się ożenić ze mną natychmiast. Zasnęłam, nie zdając sobie sprawy, że właśnie oświadczyłam się najpotężniejszemu bankierowi w Nowym Jorku.
Powinnam była uciekać. Nie wiedziałam, że to Alexander Cielo Morgan — najbardziej bezwzględny bankier w Nowym Jorku. Nie wiedziałam, że jedna noc z nim będzie mnie kosztować wolność na zawsze. Ale było już za późno, żeby się wycofać. Utknęłam w małżeństwie z nim. I odkryłam, że utrata stu milionów dolarów z funduszu powierniczego jest o niebo lepsza niż oddanie swojego życia Alexandrowi Cielo.
Po Jednej Nocy z Alfą
Myślałam, że czekam na miłość. Zamiast tego, zostałam zgwałcona przez bestię.
Mój świat miał rozkwitnąć podczas Festiwalu Pełni Księżyca w Moonshade Bay – szampan buzujący w moich żyłach, zarezerwowany pokój hotelowy dla mnie i Jasona, abyśmy wreszcie przekroczyli tę granicę po dwóch latach. Wślizgnęłam się w koronkową bieliznę, zostawiłam drzwi otwarte i położyłam się na łóżku, serce waliło z nerwowego podniecenia.
Ale mężczyzna, który wszedł do mojego łóżka, nie był Jasonem.
W ciemnym pokoju, zanurzona w duszącym, pikantnym zapachu, który sprawiał, że kręciło mi się w głowie, poczułam ręce – pilne, gorące – palące moją skórę. Jego gruby, pulsujący członek przycisnął się do mojej mokrej cipki, a zanim zdążyłam jęknąć, wbił się mocno, brutalnie rozdzierając moją niewinność. Ból palił, moje ściany zaciskały się, gdy drapałam jego żelazne ramiona, tłumiąc szlochy. Mokre, śliskie dźwięki odbijały się echem z każdym brutalnym ruchem, jego ciało nieustępliwe, aż zadrżał, wylewając się gorąco i głęboko we mnie.
"To było niesamowite, Jason," udało mi się powiedzieć.
"Kto do cholery jest Jason?"
Moja krew zamarzła. Światło przecięło jego twarz – Brad Rayne, Alfa Stada Moonshade, wilkołak, nie mój chłopak. Przerażenie dławiło mnie, gdy zdałam sobie sprawę, co zrobiłam.
Uciekłam, ratując swoje życie!
Ale kilka tygodni później, obudziłam się w ciąży z jego dziedzicem!
Mówią, że moje heterochromatyczne oczy oznaczają mnie jako rzadką prawdziwą partnerkę. Ale nie jestem wilkiem. Jestem tylko Elle, nikim z ludzkiej dzielnicy, teraz uwięzioną w świecie Brada.
Zimne spojrzenie Brada przygniata mnie: „Noszisz moje dziecko. Jesteś moja.”
Nie mam innego wyboru, muszę wybrać tę klatkę. Moje ciało również mnie zdradza, pragnąc bestii, która mnie zrujnowała.
OSTRZEŻENIE: Tylko dla dojrzałych czytelników
Wybrana przez Przeklętego Króla Alfa
„Ale ja przeżyję.”
Szeptałam to do księżyca, do łańcuchów, do siebie — aż w to uwierzyłam.
Mówią, że Król Alfa Maximus to potwór — zbyt wielki, zbyt brutalny, zbyt przeklęty. Jego łoże to wyrok śmierci, i żadna kobieta nigdy go nie opuściła żywa. Dlaczego więc wybrał mnie?
Grubą, niechcianą omegę. Tę, którą moja własna wataha oddała jak śmieci. Jedna noc z bezlitosnym Królem miała mnie zakończyć. Zamiast tego zrujnowała mnie. Teraz pragnę mężczyzny, który bierze bez litości. Jego dotyk pali. Jego głos rozkazuje. Jego ciało niszczy. A ja wciąż wracam po więcej. Ale Maximus nie zna miłości. Nie zna towarzyszy. Bierze. Posiada. I nigdy nie zostaje.
„Zanim moja bestia pochłonie mnie całkowicie — potrzebuję syna, który przejmie tron.”
Niestety dla niego... nie jestem słabą, żałosną dziewczyną, którą wyrzucili. Jestem czymś o wiele bardziej niebezpiecznym — jedyną kobietą, która może złamać jego klątwę... albo zniszczyć jego królestwo.
Przypadkowe Spotkanie z Magnatem
Cztery lata temu rodzina Baileyów stanęła w obliczu druzgocącego kryzysu finansowego.
Gdy bankructwo wydawało się nieuniknione, pojawił się tajemniczy dobroczyńca, oferując ratunek pod jednym warunkiem: małżeństwo na kontrakt.
Krążyły plotki o tym zagadkowym mężczyźnie — szeptano, że jest ohydnie brzydki i zbyt zawstydzony, by pokazać swoją twarz, być może skrywający mroczne, skrzywione obsesje.
Bez wahania Baileyowie poświęcili mnie, aby chronić swoją cenną biologiczną córkę, zmuszając mnie do zajęcia jej miejsca jako pionka w tej zimnej, wyrachowanej umowie.
Na szczęście, przez te cztery lata tajemniczy mąż nigdy nie zażądał spotkania twarzą w twarz.
Teraz, w ostatnim roku naszej umowy, mąż, którego nigdy nie spotkałam, żąda, abyśmy się spotkali osobiście.
Jednak katastrofa uderzyła noc przed moim powrotem — pijana i zdezorientowana, weszłam do złego pokoju hotelowego i skończyłam w łóżku z legendarnym potentatem finansowym, Casparem Thorntonem.
Co ja teraz, do diabła, mam zrobić?
Gra Przeznaczenia
Kiedy Finlay ją odnajduje, żyje wśród ludzi. Jest zauroczony upartą wilczycą, która odmawia uznania jego istnienia. Może nie jest jego partnerką, ale chce, aby stała się częścią jego watahy, niezależnie od tego, czy jej wilczyca jest ukryta czy nie.
Amie nie potrafi oprzeć się Alfie, który wkracza w jej życie i wciąga ją z powrotem w życie watahy. Nie tylko staje się szczęśliwsza niż od dawna, ale jej wilczyca w końcu do niej przychodzi. Finlay nie jest jej partnerem, ale staje się jej najlepszym przyjacielem. Razem z innymi najwyższymi wilkami w watasze pracują nad stworzeniem najlepszej i najsilniejszej watahy.
Kiedy nadchodzi czas na gry watah, wydarzenie, które decyduje o rankingu watah na następne dziesięć lat, Amie musi zmierzyć się ze swoją starą watahą. Kiedy po raz pierwszy od dziesięciu lat widzi mężczyznę, który ją odrzucił, wszystko, co myślała, że wie, przewraca się do góry nogami. Amie i Finlay muszą dostosować się do nowej rzeczywistości i znaleźć drogę naprzód dla swojej watahy. Ale czy niespodziewane wydarzenia rozdzielą ich na zawsze?
Swatka dla dzieci
Sześć lat później wracam jako znana projektantka, żądna zemsty. Charles, zaślepiony kłamstwami mojej przyrodniej siostry, widzi we mnie wroga. Gdy prawda w końcu wychodzi na jaw, błaga o drugą szansę – ale odtrącam go z zimnym sercem.
Nie wiedziałam, że moje troje dzieci stanie się jego tajną bronią w zdobywaniu mojego serca...
Po Romansie: W Ramionach Miliardera
W moje urodziny zabrał ją na wakacje. Na naszą rocznicę przyprowadził ją do naszego domu i kochał się z nią w naszym łóżku...
Zrozpaczona, podstępem zmusiłam go do podpisania papierów rozwodowych.
George pozostał obojętny, przekonany, że nigdy go nie opuszczę.
Jego oszustwa trwały aż do dnia, kiedy rozwód został sfinalizowany. Rzuciłam mu papiery w twarz: "George Capulet, od tej chwili wynoś się z mojego życia!"
Dopiero wtedy panika zalała jego oczy, gdy błagał mnie, żebym została.
Kiedy jego telefony zalały mój telefon później tej nocy, to nie ja odebrałam, ale mój nowy chłopak Julian.
"Nie wiesz," zaśmiał się Julian do słuchawki, "że porządny były chłopak powinien być cichy jak grób?"
George zgrzytał zębami: "Daj mi ją do telefonu!"
"Obawiam się, że to niemożliwe."
Julian delikatnie pocałował moje śpiące ciało wtulone w niego. "Jest wykończona. Właśnie zasnęła."
Pieśń serca
Wyglądałam silnie, a mój wilk był absolutnie przepiękny.
Spojrzałam w stronę, gdzie siedziała moja siostra, a ona i reszta jej paczki mieli na twarzach wyraz zazdrosnej furii. Następnie spojrzałam w górę, gdzie byli moi rodzice, którzy patrzyli na moje zdjęcie z takim gniewem, że gdyby spojrzenia mogły podpalać, wszystko by się spaliło.
Uśmiechnęłam się do nich złośliwie, a potem odwróciłam się, by stanąć twarzą w twarz z moim przeciwnikiem, wszystko inne przestało istnieć poza tym, co było tutaj na tej platformie. Zdjęłam spódnicę i kardigan. Stojąc tylko w topie i rybaczkach, przyjęłam pozycję bojową i czekałam na sygnał do rozpoczęcia -- Do walki, do udowodnienia, i do tego, by już się nie ukrywać.
To będzie zabawa. Pomyślałam, z uśmiechem na twarzy.
Ta książka „Heartsong” zawiera dwie książki „Wilczy Śpiew Serca” i „Czarodziejski Śpiew Serca”
Tylko dla dorosłych: Zawiera dojrzały język, seks, przemoc i nadużycia
Omegi z Haven
Tak mi obiecywali. Kiedy straciłam rodziców w wieku czternastu lat, zostałam wysłana do Haven i obiecano mi cały świat. Jednak kiedy nadszedł mój czas, wataha, którą wybrałam, odurzyła mnie i sprzedała. Obudziłam się w klatce, obok rzędów innych Omeg. Czekałam tam przez dwa lata, aż w końcu nadszedł mój numer. Dziś wieczorem idę na aukcję...
To znaczy, dopóki mój strażnik nie wpadł pijany i nie zobaczyłam swojej szansy na ucieczkę. Byłam jednak zbyt słaba, a gdy mnie złapał i obiecał zatrzymać dla siebie, pomyślałam, że moja szansa na wolność przepadła. Wtedy czterech Alfów wpadło i uratowało mnie, ale moje problemy dalekie były od zakończenia.
Jestem zbyt niebezpieczna, żeby mnie zostawić przy życiu, ale nie mogę zaufać jedynemu miejscu w tym kraju, które miało mnie chronić. Poza tym, ci Alfowie wcale nie są typem watahy, której mogłabym zaufać lub wybrać na całe życie. Są brutalni i szorstcy. Jednak obiecują mi pomoc i ochronę, aż uzyskam sprawiedliwość, a ja zamierzam skorzystać z ich oferty. Mam jedno życzenie... Chcę, żeby nauczyli mnie być tak zła jak oni. Chcę być kimś, kogo ludzie, którzy mnie skrzywdzili, będą się bać.
Piekło nie zna większej furii niż zraniona Omega... czy coś w tym stylu.
Nazywam się Elise i zaraz dostanę swoje nieszczęśliwe zakończenie.
(Ta historia rozgrywa się w tym samym uniwersum co "Najpiękniejszy Dźwięk", a obie książki zostały teraz połączone jako "Omegi z Haven" dla lepszego odbioru:D)
Polowanie Alfy
Jeśli zostanie zdobyta, będzie jego. Jeśli nie, wróci w hańbie i zostanie wykluczona ze swojej watahy.
Hazel zna obyczaje Alf, będąc córką Bety, ale nie przewiduje obecności Króla Lykanów. Przywódca wszystkich bierze udział w swoim pierwszym polowaniu, a ona jest jego zdobyczą.
Ostrzeżenie: Ta książka zawiera DUŻO treści dla dorosłych, takich jak mocny język, wyraźne sceny seksualne, przemoc fizyczna i psychiczna, BDSM, itp.












