
Łowczyni Alfy (księga pierwsza i druga)
A. Wings · Zakończone · 91.1k słów
Wstęp
---Kto będzie ostatecznym zwycięzcą?---
---Kto straci serce w tej grze?---
„Wiesz, nigdy mi nie powiedziałaś, dlaczego masz te numery,” powiedział Rogan. „Czy mają jakieś specjalne znaczenie?”
„Dostajemy je przydzielone, ale mogłam wybrać swój,” odpowiedziałam.
„Och? Dlaczego więc 110?” Rogan nie przestawał pytać.
Uśmiechnęłam się lekko, a Rogan spojrzał na mnie zdezorientowany.
„To... to był numer mojego ojca,” powiedziałam.
„Chciałam go uhonorować, wiesz.”
Rogan ścisnął moją dłoń, a ja spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się.
„Byłaś świetną łowczynią,” powiedział. „Ale teraz musisz być świetną Luną.”
Jej numer to 110, jej imię rzadko było używane. Ale miała naprawdę piękne imię, Serena. Serena straciła rodzinę w bardzo młodym wieku, nienawidziła wszystkich wilkołaków, którzy zrujnowali jej życie. Kiedy została wysłana, by zabić najpotężniejszego Alfę Rogana, Serena nie miała żadnych wątpliwości, Alfa Rogan musiał zostać zabity.
Alpha Rogan złapał najbardziej nieoczekiwaną zdobycz, swoją partnerkę, małą łowczynię. Radzenie sobie z nią było znacznie trudniejsze niż zabijanie jego wrogów we krwi. Wiedział, że ona go nienawidzi i sam powinien trzymać się od niej z daleka. Ale po prostu nie mógł, pragnął swojej partnerki tak bardzo i nigdy nie chciał jej skrzywdzić.
Rozdział 1
-Serena-
Biegnę przez las, a moje bose stopy ledwo czują zimną ziemię pod spodem. Słyszę głos mamy: „Biegnij”. Muszę biec, więc biegnę. Cisnę ile sił, nie oglądam się za siebie — dokładnie tak, jak mi kazała. Tylko że jej przy mnie nie ma. Nie biegnie obok mnie, a mimo to wiem, że nie mogę się zatrzymać. Nie wolno mi się zatrzymać. Dopiero kiedy płuca zaczynają mnie palić żywym ogniem, a moje małe nogi nie są w stanie nieść mnie dalej, w końcu pozwalam sobie złapać oddech. Staję i rozglądam się, ale w ciemnym lesie jestem kompletnie sama.
„Mamo?”
No jasne, że nie ma jej za mną, choć tak bardzo na to liczyłam. Taty też nie. Oboje zostali z tyłu. Przygotowywali mnie na to, w kółko powtarzając, że jeśli cokolwiek się stanie, mam po prostu uciekać — biec przed siebie.
Rozglądam się, mając nadzieję, że ktoś mnie znajdzie, że rodzice zaraz mnie dogonią, że nie są daleko, ale nikt się nie pojawia. Siadam na ziemi, nie mając pojęcia, co robić. Podciągam nogi pod siebie i oplatam je ramionami. Łzy zaczynają spływać mi po policzkach, tylko sama nie wiem, czemu płaczę. Nie czuję smutku — tylko strach, kiedy czekam i nasłuchuję…
Nic. Cisza, aż nagle…
Trzaska gałąź i patrzę prosto przed siebie. Serce wali mi w piersi jak młot, ale niczego nie widzę.
„Halo?” wołam cicho.
Nie mam czym się bronić. Siedzę tu tylko w piżamie, sama jak palec. A biec już nie dam rady. Nogi trzęsą mi się nawet wtedy, gdy siedzę.
„Halo?” wołam znowu.
Nagle w pobliskich krzakach widzę jarzące się żółte oczy. Wpatruję się w nie jak wryta, w szoku, niepewna, co zrobić. Po prostu siedzę i patrzę prosto w te oczy. Co to jest? Nie potrafię tego rozpoznać.
„Chcesz mnie skrzywdzić?” pytam.
Dlaczego w ogóle to powiedziałam? Do kogo — albo do czego — ja się odzywam?
„Kim jesteś?” szepczę.
Oczy wciąż się we mnie wpatrują, a im dłużej to trwa, tym dziwniejsze to uczucie — jakbym z każdą chwilą robiła się spokojniejsza, mimo że powinnam panikować.
„Kim jesteś?” pytam jeszcze raz.
Nie wiem, skąd ta potrzeba, żeby to wiedzieć, ale to nie wygląda tak, jakby patrzyło na mnie zwierzę. To jest jak spojrzenie człowieka. Tylko kto może mieć takie żółte oczy? Już mam coś powiedzieć, kiedy słyszę w oddali krzyki. Odwracam głowę przez ramię i widzę migoczące światła dalej w lesie. Czy ktoś po mnie przyszedł? Odwracam się z powrotem, a na usta wpełza mi uśmiech, ale żółtych oczu już nie ma.
Kto jesteś?
Słowa odbiły mi się echem w głowie, kiedy otworzyłam oczy, wlepiając wzrok w nudną, szarą ścianę. Westchnęłam i znów je zamknęłam, przewracając się na bok, ale po chwili otworzyłam je ponownie i zobaczyłam tę samą nijaką, przytłumioną od bezbarwności powierzchnię sufitu. Rzuciłam rękę na czoło, kompletnie niegotowa, żeby wstać.
Ten głupi sen prześladował mnie, odkąd byłam dzieckiem. Nigdy nie potrafiłam zapomnieć tych świecących żółtych oczu i tego uczucia, że ktoś mnie obserwuje, jakby czaił się tuż poza granicą wzroku. Wiedziałam, że jest spora szansa, że tamtej nocy tak naprawdę niczego nie było. Ale jedno było pewne: nie mogę leżeć tu wiecznie. Kiedy z mojego zegarka identyfikacyjnego dobiegło ciche piknięcie, dotarło do mnie, że jestem potrzebna. Sięgnęłam do małej szafki nocnej za sobą, złapałam zegarek i zobaczyłam wiadomość: sala spotkań. Westchnęłam, usiadłam i spuściłam nogi z łóżka.
Rozejrzałem się po małym pokoiku, który nazywałem domem. Każdy łowca miał swój. Odepchnąłem się od łóżka i szybko wziąłem prysznic, umyłem zęby i się ubrałem. Założywszy zegarek, wsunąłem się w kurtkę, na której widniał mój numer: 110.
Wyszedłem z pokoju, zamykając za sobą drzwi, które blokowały się automatycznie i dało się je otworzyć tylko moim odciskiem palca. Potem ruszyłem długimi, białymi korytarzami, dopinając kurtkę. Minąłem kilku łowców, którzy kiwnęli mi głową, czasem rzucając: „Dowódco”. Zawsze odpowiadałem skinieniem, a w ich oczach widziałem czytelny znak szacunku.
Szybko znalazłem salę narad poziom niżej. Cała nasza baza była pod ziemią i wychodziliśmy z niej tylko wtedy, gdy przydzielano nas do misji.
— A, 110, wejdź — powiedziała naczelna generał.
Miała najwyższy stopień i szanowałem ją bardziej niż kogokolwiek innego. Jej brązowe włosy posiwiały na biało, ale wciąż były długie i zaplecione w warkocz. Uśmiechnęła się, zapraszając mnie, żebym usiadł na drugim końcu stołu.
Usiadłem na swoim krześle, zerkając na pozostałych generałów — mieszaninę starszych mężczyzn i kobiet, wszystkich lojalnych wobec naszej sprawy: pozbycia się stworzeń odpowiedzialnych za tyle śmierci, w tym tych, które zabiły moich rodziców. Zaciśnięcie w żołądku odezwało się znajomo, jakby wspomnienie miało własne pazury.
— Mam dla ciebie misję — powiedziała naczelna generał.
— Jestem gotów — odparłem, a ona nagrodziła mnie kolejnym uśmiechem.
— Zawsze jesteś.
To sprawiło, że oboje się uśmiechnęliśmy.
— Tym razem nie będzie tak łatwo — dodała, a jej twarz spoważniała.
Przechyliłem głowę, zbity z tropu. Nigdy nie zawaliłem misji.
— Tym razem chcemy uderzyć w nich tak, żeby zapamiętali — powiedziała naczelna generał, a jej zielone oczy wbiły się w moje. — I tym razem mamy ich dokładnie tam, gdzie chcemy.
Teraz byłem jeszcze bardziej zaintrygowany.
— Alfa, który od dawna jest dla nas jak drzazga pod paznokciem, w końcu uznał, że czas się ustatkować.
— Skąd to wiecie? — zapytałem.
— Pamiętasz nasze małe pieski, które wysłaliśmy do ich stad? — odparła pytaniem.
Skinąłem. W zeszłym roku, zamiast zabijać wilkołaki, na które polowaliśmy, porwaliśmy kilka…
— Zdali mi raport. I wygląda na to, że Rogan wreszcie będzie na tyle odsłonięty, żebyśmy mogli się do niego dobrać. Dojdzie do spotkania między nim a rodziną, której córka wiąże się z nim na stałe. Nie możemy dopuścić do tego związku. To dwa największe stada, a jeśli się połączą, może to oznaczać dla nas koniec — wyjaśniła.
Skinąłem, czując ciężar tych słów. Nie było tu miejsca na „jakoś to będzie”.
— Musisz go zabić — powiedziała.
— Zrobię to — odpowiedziałem twardo.
— Wysyłam ciebie i twoją grupę, ale 110, musisz dopilnować, żeby zginął. To może być nasza jedyna szansa.
Skinąłem raz jeszcze, nie odrywając od niej wzroku. — Dopilnuję, żeby został wyeliminowany. Nie wrócę, dopóki nie będzie martwy.
Naczelna generał uśmiechnęła się, wyraźnie zadowolona. — Właśnie dlatego ciebie wybrałam. Ty doprowadzasz sprawy do końca.
Próbowałem stłumić uśmiech. Rzadko się uśmiechałem, ale jej pochwała zawsze go ze mnie wyduszała. Wstałem z krzesła i pożegnałem wszystkich krótkim skinieniem głowy, po czym wyszedłem, żeby znaleźć moją grupę. Korzystając z zegarka, wezwałem ich do mniejszej sali narad na najwyższym poziomie, polecając, żeby przyszli przygotowani — z bronią i małą torbą zapasów. Przez dłuższy czas nie mieliśmy wracać.
Dziękuję, że czytasz tę historię. Mam nadzieję, że ci się spodoba!
Ostatnie Rozdziały
#101 Epilog
Ostatnia Aktualizacja: 4/20/2026#100 Rozdział 46: Szczęśliwy
Ostatnia Aktualizacja: 4/20/2026#99 Rozdział 45: Zrobił to, co było konieczne
Ostatnia Aktualizacja: 4/20/2026#98 Rozdział 44: Ciężko ranny
Ostatnia Aktualizacja: 4/20/2026#97 Rozdział 43: Jej brat
Ostatnia Aktualizacja: 4/20/2026#96 Rozdział 42: Zaatakowany
Ostatnia Aktualizacja: 4/20/2026#95 Rozdział 41: Pozostawanie z powrotem
Ostatnia Aktualizacja: 4/20/2026#94 Rozdział 40: Kochanie się nawzajem
Ostatnia Aktualizacja: 4/20/2026#93 Rozdział 39: Oznaczone
Ostatnia Aktualizacja: 4/20/2026#92 Rozdział 38: Powrót
Ostatnia Aktualizacja: 4/20/2026
Może Ci się spodobać 😍
Jak nie zakochać się w smoku
Dlatego właśnie byłam co najmniej skołowana, kiedy przyszedł list z moim imieniem już wydrukowanym na planie zajęć, przydzielonym akademikiem i dobranymi przedmiotami, jakby ktoś znał mnie lepiej, niż ja sama siebie. O Akademii słyszeli wszyscy – to tam wiedźmy ostrzą swoje zaklęcia, zmiennokształtni opanowują swoje postaci, a każdy możliwy magiczny stwór uczy się panować nad swoim darem.
Wszyscy oprócz mnie.
Ja nawet nie wiem, czym właściwie jestem. Zero zmiany postaci, zero sztuczek, żadnej magii w stylu “patrzcie na mnie”. Po prostu dziewczyna otoczona ludźmi, którzy potrafią latać, przywoływać ogień albo leczyć jednym dotykiem. Więc siedzę na zajęciach, udaję, że tu pasuję, i wytężam słuch, szukając choćby najdrobniejszej wskazówki, która powie mi, co tak naprawdę płynie w mojej krwi.
Jedyną osobą, która jest chyba jeszcze bardziej ciekawa niż ja, jest Blake Nyvas – wysoki, o złotych oczach i jak najbardziej Smok. Ludzie szepczą, że jest niebezpieczny, powtarzają, żebym trzymała się od niego z daleka. Ale Blake wydaje się zdeterminowany, żeby rozwiązać zagadkę mnie, a ja… jakoś ufam właśnie jemu bardziej niż komukolwiek innemu.
Może to głupota. Może igranie z ogniem.
Ale kiedy wszyscy inni patrzą na mnie, jakbym była tu nie na swoim miejscu, Blake patrzy na mnie tak, jakby była zagadką, którą naprawdę warto rozwiązać.
Ostatnia Szansa Chorej Luny
Wszystko zmieniło się w dniu, kiedy dowiedziałam się, że moja wilczyca zapadła w stan uśpienia. Lekarz ostrzegł mnie, że jeśli nie oznaczę lub nie odrzucę Alexandra w ciągu roku, umrę. Jednak ani mój mąż, ani mój ojciec nie przejmowali się na tyle, aby mi pomóc.
W mojej rozpaczy podjęłam decyzję, aby przestać być uległą dziewczyną, jakiej ode mnie oczekiwali.
Wkrótce wszyscy nazywali mnie szaloną, ale właśnie tego chciałam — odrzucenia i rozwodu.
Nie spodziewałam się jednak, że mój kiedyś arogancki mąż pewnego dnia będzie błagał mnie, żebym nie odchodziła...
Związana z jej Alfa Instruktorem
Kilka tygodni później na salę wchodzi nasz nowy instruktor walki, alfa. Regis. Ten facet z lasu. Jego spojrzenie od razu chwyta się mojego i wiem, że mnie rozpoznaje. Wtedy moja skrywana tajemnica uderza we mnie jak cios w brzuch: jestem w ciąży.
Ma dla mnie propozycję, która splata nas jeszcze mocniej. Ochrona… czy złota klatka? Szepty robią się coraz bardziej jadowite, mrok zaczyna się zacieśniać. Dlaczego tylko ja nie mam wilka? Czy on jest moim wybawieniem… czy pociągnie mnie prosto na dno?
Tym Razem To On Ściga Mnie Całym Sercem
Na korytarzu przed salą balową podeszła do niego, gdy palił przy drzwiach, chcąc chociaż spróbować się wytłumaczyć.
– Nadal jesteś na mnie zły?
Strzepnął papierosa, odrzucił niedopałek i spojrzał na nią z jawną pogardą.
– Zły? Myślisz, że jestem zły? Zgadnę – Maya wreszcie się dowiaduje, kim jestem, i nagle ma ochotę „odnowić kontakt”. Kolejna szansa, odkąd wie, że moje nazwisko oznacza pieniądze.
Kiedy próbowała zaprzeczyć, wszedł jej w słowo.
– Byłaś epizodem. Przypisem na dole strony. Gdybyś się tu dzisiaj nie pojawiła, nawet bym o tobie nie pamiętał.
Łzy zapiekły ją pod powiekami. Prawie powiedziała mu o jego córce, ale się powstrzymała. Uznałby tylko, że próbuje go wrobić, złapać go na dziecko i dobrać się do jego kasy.
Maya przełknęła wszystko razem z łzami i odeszła, święcie przekonana, że ich drogi już nigdy się nie przetną – a jednak on zaczął pojawiać się w jej życiu raz za razem, aż w końcu to on musiał się przed nią schylić, pokornie błagając, by dała mu jeszcze jedną szansę.
Okrutny Raj - Romans mafijny
Wykręcenie tyłkiem numeru do własnego szefa…
I zostawienie mu sprośnej poczty głosowej, kiedy jesteś, yyy… „w trakcie” myślenia o nim.
Praca jako osobista asystentka Rusłana Orłowa to robota rodem z piekła.
Po długim dniu, podczas którego spełniam każdą zachciankę tego miliardera, potrzebuję jakiegoś ujścia dla stresu.
Więc kiedy tamtego wieczoru wracam do domu, robię dokładnie to.
Problem w tym, że moje myśli wciąż kręcą się wokół tego szef-dupka, który rujnuje mi życie.
I niech będzie—bo ze wszystkich licznych grzechów Rusłana, to że jest tak cholernie przystojny, może być najniebezpieczniejsze.
Dziś w nocy fantazje o nim są dokładnie tym, czego potrzebuję, żeby przekroczyć granicę.
Ale kiedy spuszczam wzrok na telefon, przygnieciony obok mnie,
jest.
Poczta głosowa: 7 minut i 32 sekundy…
Wysłana do Rusłana Orłowa.
Wpada we mnie panika i ciskam telefon przez pokój.
Tyle że nie da się cofnąć szkód wyrządzonych przez moje bardzo głośne „O”.
Więc co ja mogę zrobić?
Plan był prosty: unikać go i udawać, że to się nigdy nie wydarzyło.
Poza tym—kto tak zajęty w ogóle odsłuchuje pocztę głosową, co?
Tylko że kiedy on wpisuje mi w kalendarz spotkanie jeden na jeden ze mną na równe 7 minut i 32 sekundy,
jedno jest pewne:
On.
Słyszał.
Wszystko.
Zakazane Pulsowanie
Moje zmieniło się w czasie, który zajęło otwarcie drzwi.
Za nimi: mój narzeczony Nicholas z inną kobietą.
Trzy miesiące do naszego ślubu. Trzy sekundy, żeby zobaczyć, jak wszystko się rozpada.
Powinnam była uciec. Powinnam była krzyczeć. Powinnam była zrobić cokolwiek, zamiast stać tam jak głupia.
Zamiast tego usłyszałam, jak sam diabeł szepcze mi do ucha:
"Jeśli chcesz, mogę cię poślubić."
Daniel. Brat, przed którym mnie ostrzegano. Ten, który sprawiał, że Nicholas wyglądał jak aniołek.
Opierał się o ścianę, obserwując, jak mój świat się rozpada.
Moje serce waliło jak młot. "Co?"
"Słyszałaś mnie." Jego oczy wwiercały się w moje. "Poślub mnie, Emmo."
Ale kiedy patrzyłam w te magnetyczne oczy, uświadomiłam sobie coś przerażającego:
Chciałam powiedzieć mu "tak".
Gra rozpoczęta.
Sekretarko, Czy Chcesz Się Ze Mną Przespać?
Może dlatego żadna z nich nie wytrzymywała dłużej niż dwa tygodnie. Szybko mu się nudziły. Ale Valeria powiedziała „nie” i to tylko sprawiło, że zaczął gonić ją jeszcze zawzięciej, kombinując coraz to inne sposoby, żeby dostać to, czego chciał — nie rezygnując przy tym ze swoich rozrywek z innymi kobietami.
Nawet nie zauważył, kiedy Valeria stała się jego prawą ręką, i potrzebował jej do wszystkiego, jakby bez niej nie potrafił nawet oddychać. Mimo to nie przyznał się, że ją kocha, dopóki ona nie dotarła do swojej granicy i po prostu nie odeszła.
Wybrana przez Przeklętego Króla Alfa
„Ale ja przeżyję.”
Szeptałam to do księżyca, do łańcuchów, do siebie — aż w to uwierzyłam.
Mówią, że Król Alfa Maximus to potwór — zbyt wielki, zbyt brutalny, zbyt przeklęty. Jego łoże to wyrok śmierci, i żadna kobieta nigdy go nie opuściła żywa. Dlaczego więc wybrał mnie?
Grubą, niechcianą omegę. Tę, którą moja własna wataha oddała jak śmieci. Jedna noc z bezlitosnym Królem miała mnie zakończyć. Zamiast tego zrujnowała mnie. Teraz pragnę mężczyzny, który bierze bez litości. Jego dotyk pali. Jego głos rozkazuje. Jego ciało niszczy. A ja wciąż wracam po więcej. Ale Maximus nie zna miłości. Nie zna towarzyszy. Bierze. Posiada. I nigdy nie zostaje.
„Zanim moja bestia pochłonie mnie całkowicie — potrzebuję syna, który przejmie tron.”
Niestety dla niego... nie jestem słabą, żałosną dziewczyną, którą wyrzucili. Jestem czymś o wiele bardziej niebezpiecznym — jedyną kobietą, która może złamać jego klątwę... albo zniszczyć jego królestwo.
Niechętna Panna Młoda Miliardera
Jednak jeden kontrakt małżeński zrujnował moje spokojne życie. Aby chronić moją rodzinę, musiałam poślubić Alexandra Kingsleya — potentata technologicznego, który jest ode mnie starszy o osiem lat.
Naiwnie myślałam, że przynajmniej będziemy mogli żyć w zgodzie. Nie wiedziałam, że już mnie zaszufladkował jako łowczynię fortun, co od pierwszego dnia postawiło nas na kursie kolizyjnym.
Teraz, uwięziona w rodzinie Kingsleyów, nie tylko muszę radzić sobie z zimnym mężem. Muszę też stawić czoła jego mściwej szwagierce Victorii i Karen — wieloletniej adoratorce Alexandra, która jest zdeterminowana, by sprawić, że poczuję się jak niechciany intruz.
Jak mam przetrwać w rodzinie Kingsleyów...
Rozwiedź się ze mną, zanim śmierć mnie zabierze, CEO
Moja ręka instynktownie powędrowała do brzucha. "Więc... naprawdę go nie ma?"
"Twoje osłabione przez raka ciało nie jest w stanie utrzymać ciąży. Musimy ją zakończyć, i to szybko," powiedział lekarz.
Po operacji ON się pojawił. "Audrey Sinclair! Jak śmiesz podejmować taką decyzję bez konsultacji ze mną?"
Chciałam wylać swój ból, poczuć jego objęcia. Ale kiedy zobaczyłam KOBIETĘ obok niego, zrezygnowałam.
Bez wahania odszedł z tą "delikatną" kobietą. Takiej czułości nigdy nie zaznałam.
Jednak już mi to nie przeszkadza, bo nie mam nic - mojego dziecka, mojej miłości, a nawet... mojego życia.
Audrey Sinclair, biedna kobieta, zakochała się w mężczyźnie, w którym nie powinna. Blake Parker, najpotężniejszy miliarder w Nowym Jorku, ma wszystko, o czym mężczyzna może marzyć - pieniądze, władzę, wpływy - ale jednej rzeczy nie ma: nie kocha jej.
Pięć lat jednostronnej miłości. Trzy lata potajemnego małżeństwa. Diagnoza, która pozostawia jej trzy miesiące życia.
Kiedy hollywoodzka gwiazda wraca z Europy, Audrey Sinclair wie, że nadszedł czas, by zakończyć swoje bezmiłosne małżeństwo. Ale nie rozumie - skoro jej nie kocha, dlaczego odmówił, gdy zaproponowała rozwód? Dlaczego torturuje ją w ostatnich trzech miesiącach jej życia?
Czas ucieka jak piasek przez klepsydrę, a Audrey musi wybrać: umrzeć jako pani Parker, czy przeżyć swoje ostatnie dni w wolności.
Nocne lekarstwo prezesa
Nazywam się Aria Harper i właśnie przyłapałam mojego narzeczonego Ethana na zdradzie z moją przyrodnią siostrą Scarlett w naszym łóżku. Podczas gdy mój świat się rozpadał, oni planowali ukraść wszystko—moje dziedzictwo, spuściznę mojej matki, nawet firmę, która powinna należeć do mnie.
Ale nie jestem naiwną dziewczyną, za jaką mnie uważają.
Wchodzi Devon Kane—jedenaście lat starszy, niebezpiecznie potężny i dokładnie taki, jakiego potrzebuję. Jeden miesiąc. Jeden tajny układ. Wykorzystać jego wpływy, aby uratować moją firmę, odkrywając jednocześnie prawdę o "śmierci" mojej matki Elizabeth i fortunie, którą mi ukradli.
Plan był prosty: udawać zaręczyny, wyciągnąć informacje od wrogów, odejść czysto.
Czego się nie spodziewałam? Ten bezsenny miliarder, który może spać tylko wtedy, gdy jestem w jego ramionach. Czego on się nie spodziewał? Że jego wygodna aranżacja stanie się jego obsesją.
W świetle dnia jest mistrzem obojętności—jego spojrzenie przesuwa się obok mnie, jakbym nie istniała. Ale gdy zapada ciemność, podciąga moją koronkową sukienkę, jego dłonie zdobywają moje piersi przez przezroczysty materiał, jego usta odnajdują mały pieprzyk na moim obojczyku.
„Tak właśnie,” oddycha przeciw mojej skórze, głos napięty i chrapliwy. „Boże, czujesz się niesamowicie.”
Teraz granice są zamazane, stawki wyższe, a wszyscy, którzy mnie zdradzili, zaraz się dowiedzą, co się dzieje, gdy nie doceniają Arii Harper.
Zemsta nigdy nie była tak słodka.
Zdobyta przez miłość Alfy
Cztery lata temu misternie uknuta intryga Fiony zamieniła mnie z zwyczajnej omegi w skazańca, na którego barkach ciąży zarzut morderstwa.
Po czterech latach wracam do świata, którego prawie nie poznaję.
Moja najlepsza przyjaciółka Fiona, a zarazem moja przyrodnia siostra, stała się w oczach mojej matki idealną córunią. A mój były chłopak, Ethan, za chwilę będzie urządzał huczną, wystawną ceremonię zawarcia więzi… właśnie z nią.
Miłość, więzi rodzinne i reputacja, które kiedyś były dla mnie wszystkim, zostały mi przez Fionę odebrane, co do okruszka.
Kiedy dotarłam już do granic wytrzymałości i zaczęłam się zastanawiać, po co w ogóle jeszcze żyję, w moim życiu nagle pojawił się legendarny Alfa Lucas z Moonhaven.
Jest potężny i tajemniczy, budzi respekt i niemal nabożny lęk wśród wszystkich wilkołaków.
A jednak wobec mnie okazuje niezwykłą wytrwałość i zaskakującą czułość, taką, jakiej nigdy się nie spodziewałam.
Czy pojawienie się Lucasa jest darem od losu, czy początkiem kolejnego spisku?












