
PAN (mafia-romans BDSM)
Aria Steele · Zakończone · 202.0k słów
Wstęp
Jej dwa życia nigdy się nie przecinają.
Aż do tej nocy, kiedy jej szef wchodzi do jej świata jako nowy klient.
David doskonale zna smak władzy i kontroli: za dnia jest bezwzględnym prezesem z ukrytym mafijnym imperium, a nocą – jej najbardziej wymagającym klientem, nieświadomym, że zamaskowana uległa, za którą wariuje, to kobieta znająca wszystkie jego sekrety. To, co zaczyna się jak zakazany romans oparty na grze rozkoszy, przeradza się w niebezpieczną obsesję, która coraz bardziej zaciera granice między władzą, bólem a miłością.
Gdy wrogowie zacieśniają krąg, a przeszłość Nory wraca jak zły sen, Nora musi zdecydować, którą część siebie ocalić… tę kobietę, którą on próbuje sobie podporządkować, czy tę, która może go doszczętnie zniszczyć.
Ostrzeżenie dotyczące treści: Ta historia zawiera dosadnie opisane sceny BDSM (w tym relacje dominacja/uległość, kary cielesne, krępowanie i pozbawianie zmysłów), brutalne sceny z użyciem broni palnej i morderstwa, próby porwania, groźby ze strony mafii i wątki związane z przestępczością zorganizowaną, spożywanie alkoholu oraz motywy tajemnicy, zdrady i emocjonalnej manipulacji. Zaleca się ostrożność podczas lektury – podkreślane są zasady „bezpiecznie, zdrowo i za obopólną zgodą”, jednak treść może być dla niektórych czytelników bardzo intensywna.
Rozdział 1
ZASTRZEŻENIE: To jest fikcja erotyczna i należy ją traktować wyłącznie jako fikcję erotyczną. To nie jest poradnik dotyczący BDSM, bondage ani relacji. Autorka nie udaje ekspertki od jakichkolwiek kinków i gorąco zachęca wszystkie zainteresowane osoby, żeby były mądre, dbały o swoje bezpieczeństwo i same, na własną rękę, zgłębiały temat.
Jeśli jesteś tu tylko dla scen erotycznych, zaczynają się mniej więcej po 5k słów. ALE!! Serio zachęcam, żeby przeczytać wszystko, bo kiedy to pisałam, moim celem było zbudować napięcie seksualne aż po sufit, i chociaż jestem amatorką, to mam wrażenie, że to powolne podkręcanie atmosfery sprawia, że ten „właściwy” moment jest o wiele bardziej pyszny, a sama napięta atmosfera już jest wystarczająco pikantna ;)
Ale jakkolwiek zdecydujesz się to czytać, baw się dobrze i śmiało zostawiaj komentarze! Jeśli dostanę wystarczająco dużo odzewu, na pewno będę kontynuować, a nawet jak nie, to i tak pewnie będę, bo szczerze mówiąc, muszę to chyba z siebie wyrzucić.
Bawcie się, grzesznicy ;)
~ ~ ~ ~ ~
Nie da się tego racjonalnie wytłumaczyć.
Naprawdę lubię swoją dzienną pracę. Ale jest coś w moich wieczornych zajęciach, co po prostu podpala mi całą duszę. Jakby wszystko w moim życiu, cały ten syf, cały ten bałagan, znikało w momencie, kiedy przekraczam próg tamtego budynku o dziesiątej wieczorem. Zostaje tylko ekscytacja, adrenalina, oczekiwanie.
I to ja trzymam wszystko w garści.
Ale tak jak mówiłam, lubię też swoją dzienną robotę. Zwłaszcza człowieka, dla którego pracuję bezpośrednio.
Jako sekretarka pana Reida, prezesa Reid Global, wielomilionowego konglomeratu z łapami wpakowanymi w mnóstwo branż – energetyka, nauka, polityka, sprzedaż – mam wgląd w sporą część interesów, ale wiem też, że jest ogromna strefa, o której nie mam pojęcia, bo w hierarchii zwyczajnie nie jestem aż tak ważna.
Po roku pracy dla niego mam jednak wrażenie, że trochę już go poznałam. A na pewno znam jego reputację. Ta reputacja rysuje go jako stoickiego biznesmena bez poważniejszych związków; niektórzy uważają, że jest za młody na to stanowisko, ma dopiero trzydzieści jeden lat, ale nikt nie może mu zarzucić, że nie dowozi, kiedy trzeba.
Ja osobiście wiem, że jest życzliwy. Przynajmniej dla mnie.
Wchodzę do jego gabinetu nawet nie pukając, ten zwyczaj poszedł w diabły już po pierwszych kilku tygodniach. Z Davidem (albo po prostu Dave’em, kiedy jesteśmy sami) złapaliśmy kontakt błyskawicznie i naturalnie, i oto jestem, rok później, nie żałując ani jednej sekundy.
Jest przy telefonie, jak zwykle. Ja od razu zabieram się za swoje codzienne rytuały. Podmieniam zimną już kawę na stoliku na świeżą, o której też pewnie zapomni, ogarniam papiery na biurku, podczas gdy on krąży po pokoju i wrzeszczy do kogoś po drugiej stronie, i kładę rozpisany na jutro grafik obok jego komputera.
Zerkam na niego, kiedy kończę, przypominając sobie o innym powodzie, dla którego tak lubię tę pracę.
Pan Reid jest cholernie przystojny.
Marynarka wylądowała na jednym z foteli, ale wciąż ma na sobie koszulę, kamizelkę, eleganckie spodnie i wypastowane buty. Jest żywą definicją tego, jak powinien wyglądać prezes wielkiej firmy. Jego ciemne włosy sprawiają, że ostre, niebieskie oczy widać z drugiego końca pokoju, a ja po cichu uwielbiam, że zawsze jakimś cudem kupuje koszule o pół rozmiaru za małe, przez co jego mięśnie delikatnie napinają materiał.
Przyłapuje mnie na tym zerkaniu i uśmiecha się, potem przewraca oczami i unosi palec, żebym zaczekała – to jego znak, że myślami jest już daleko poza tą rozmową.
Stoję cierpliwie za jego biurkiem, przyciskając do piersi stare teczki, których już nie potrzebuje, w jednej ręce trzymam kubek z dwuipółgodzinną kawą, i czekam, aż wreszcie się rozłączy.
— Nie będę ci tego powtarzał, Owen, miałeś to załatwić dwa dni temu. Jeśli podpisana umowa nie będzie jutro o trzynastej w moich rękach, możesz uznać, że to twój ostatni dzień w firmie — syczy David do słuchawki, po czym w końcu się rozłącza.
Zamyka oczy i bierze głęboki wdech.
— Mówiłam ci już tygodnie temu, żeby nie dawać tego Owenowi, Dave — rzucam. Otwiera oczy i parska śmiechem, po czym podchodzi do mnie.
— Wiem, że mówiłaś, ale nie mogę pozwolić, żeby zarząd się dowiedział, że biorę rady strategiczne od swojej sekretarki. Pomyślą, że mięknę — odpowiada, sięgając po świeżą kawę i upijając łyk.
– Wiesz, twoja marna sekretarka bywa „na dole” częściej niż ty, więc może następnym razem jej posłuchasz – odparowuję, obchodząc biurko i mijając go. – A nawet pozwolę ci zgarnąć za to pochwały.
– Zapamiętam – odpowiada, odstawiając kawę. Odwraca się i opiera plecami o biurko, patrząc, jak idę w stronę drzwi. – Wszystko na dziś ogarnięte?
– Tak, już tak – mówię, zatrzymując się. – Zostawiłam ci akta Vance’a, musisz…
– Uch, wiem – jęczy, przecierając twarz dłońmi.
– Chce się spotkać w przyszłym tygodniu.
– Powiedz mu, że jestem zajęty.
– Mówię mu tak od dwóch miesięcy – śmieję się, wracając do niego. – On chce tylko twojej wstępnej propozycji, więc przestań się na niego krzywić i ogarnij temat – rzucam rozkazującym tonem, stając tuż przed nim.
Oblizuje dolną wargę i patrzy na mnie z góry, unosząc brew.
Z każdym innym szefem trząsłabym portkami, gdybym odezwała się w ten sposób. Ale z Dave’em? To nasza norma, nasze swojskie przekomarzanki. Ta jego brew i oblizywanie wargi to też tylko nawyk. Jeden z tych, których wcale nie chcę, żeby się pozbył.
– Już zrobiłam ci szkic – dodaję, a jego twarz momentalnie rzednie.
– Serio? – pyta, sięgając po teczkę i przekartkowując dokumenty.
Parskam śmiechem i znowu ruszam w stronę drzwi. – No pewnie, bo przecież sam byś się do tego nie zabrał.
– To jest gówno, Nora! – marszczy brwi, machając plikiem kartek.
– Wiem, specjalnie zrobiłam z tego gówno, żebyś miał motywację, żeby to poprawić – wyjaśniam z szerokim uśmiechem. On przewraca oczami.
– Cwana jesteś. Masz jakieś plany na wieczór? – zagaduje, chociaż jego uwaga jest już z powrotem przy tym beznadziejnym projekcie i już sięga po długopis, żeby go poprawiać. Dzięki temu nie zauważa, jak moje ciało lekko się napina.
– Nieszczególnie. Standard. A ty? – pytam grzecznie.
– Podejrzewam, że jeszcze trochę tego – wzdycha cicho, siadając w fotelu i rzucając teczkę na biurko. Spogląda na mnie z lekkim uśmiechem w kąciku ust. – Do zobaczenia rano.
– Do zobaczenia rano – powtarzam i wychodzę.
~ ~ ~ ~ ~
Cztery godziny później wchodzę do drugiego budynku, w którym spędzam tę pozostałą połowę swojego życia. Wciągam w płuca znajomy zapach, zerkam na znajome twarze i pozwalam, by po ciele rozlało się znajome podekscytowanie. Nic nie może się z tym równać.
W mojej dziennej pracy gram rolę. Nora Ellis, sekretarka pana Reida. Widziana, ale niesłyszana. Taka, na którą nikt nawet nie spojrzy drugi raz.
Ale tutaj? Tutaj działam pod innym imieniem, inną odsłoną siebie. I zdecydowanie nikt mnie nie przeocza – zwłaszcza przez moją charakterystyczną fioletowo‑czarną koronkową maskę, którą wszyscy już doskonale kojarzą.
Maska jest prosta. Zakrywa okolice oczu, delikatna koronka opada na policzki, z tyłu zawiązana wstążką, a na brzegach połyskują czarne kamyki. Na tle czerwonej peruki, którą też zawsze tu noszę, wszystko jeszcze bardziej rzuca się w oczy. To kolejny mój znak rozpoznawczy.
Kiwnięciem głowy witam się z ochroniarzami przy drzwiach dla personelu; otwierają mi je, a ja przechodzę do środka. Od razu kieruję się do reszty ekipy – przywitania, uściski – zanim wszyscy zaczniemy się rozlewać po głównej sali. W mgnieniu oka ogarniam wzrokiem stałych bywalców, świeżynki, strefy, którymi dziś opiekują się dziewczyny, i zerkam w stronę barmana. Ten od razu zaczyna robić dla mnie „to co zwykle”.
Klub nie jest mój, ale ludzie i tak traktują mnie jak trzecią w kolejności, jeśli chodzi o władzę. Pierwsza jest Selena – prawdziwa ruda. Ona tu rządzi, ona tu jest właścicielką. Drugi jest Nico. Zazwyczaj stoi za barem, wygląda jak zwyczajny barman, ale jak coś się dzieje, to jest przy tym w sekundę i potrafi wywalić za drzwi każdego, choćby był dwa razy większy od niego.
Potem jestem ja, tak… nieoficjalnie. Po prostu jestem tu tak długo, że wszyscy z automatu zakładają, że należę do kadry. A moje bliskie relacje z Sel i Nico tylko to wrażenie podbijają. Dla mnie i tak to miejsce jest jak drugi dom. Już dawno przestałam liczyć, ile razy zostawałyśmy tu z Sel i Nico na noc, kiedy klub jest zamknięty – śpimy wtedy w jej biurze, szczególnie gdy akurat jestem pomiędzy wynajmowanymi mieszkaniami. Wiem, że jeśli cokolwiek się posypie, to zawsze mam ten azyl.
Biorę głęboki wdech, uśmiecham się do siebie i opieram się o bar, szykując się w głowie na kolejną, wypełnioną grzechem i rozpasaniem noc.
Naprawdę kocham pracę w klubie BDSM.
Ostatnie Rozdziały
#139 Rozdział 139 Epilog
Ostatnia Aktualizacja: 5/13/2026#138 Rozdział 138 KSIĄŻKA TRZECIA
Ostatnia Aktualizacja: 5/13/2026#137 Rozdział 137 #55: Wiesz, że mam rację
Ostatnia Aktualizacja: 5/13/2026#136 Rozdział 136 #54: Przepraszam
Ostatnia Aktualizacja: 5/13/2026#135 Rozdział 135 #53: Maya
Ostatnia Aktualizacja: 5/13/2026#134 Rozdział 134 #52: Ręce, w których mogę je zobaczyć
Ostatnia Aktualizacja: 5/13/2026#133 Rozdział 133 #51: Wracasz do domu
Ostatnia Aktualizacja: 5/13/2026#132 Rozdział 132 #50: Spróbuj
Ostatnia Aktualizacja: 5/13/2026#131 Rozdział 131 #49: Jesteś aresztowany
Ostatnia Aktualizacja: 5/13/2026#130 Rozdział 130 #48: Co się stanie dalej?
Ostatnia Aktualizacja: 5/13/2026
Może Ci się spodobać 😍
Jak nie zakochać się w smoku
Dlatego właśnie byłam co najmniej skołowana, kiedy przyszedł list z moim imieniem już wydrukowanym na planie zajęć, przydzielonym akademikiem i dobranymi przedmiotami, jakby ktoś znał mnie lepiej, niż ja sama siebie. O Akademii słyszeli wszyscy – to tam wiedźmy ostrzą swoje zaklęcia, zmiennokształtni opanowują swoje postaci, a każdy możliwy magiczny stwór uczy się panować nad swoim darem.
Wszyscy oprócz mnie.
Ja nawet nie wiem, czym właściwie jestem. Zero zmiany postaci, zero sztuczek, żadnej magii w stylu “patrzcie na mnie”. Po prostu dziewczyna otoczona ludźmi, którzy potrafią latać, przywoływać ogień albo leczyć jednym dotykiem. Więc siedzę na zajęciach, udaję, że tu pasuję, i wytężam słuch, szukając choćby najdrobniejszej wskazówki, która powie mi, co tak naprawdę płynie w mojej krwi.
Jedyną osobą, która jest chyba jeszcze bardziej ciekawa niż ja, jest Blake Nyvas – wysoki, o złotych oczach i jak najbardziej Smok. Ludzie szepczą, że jest niebezpieczny, powtarzają, żebym trzymała się od niego z daleka. Ale Blake wydaje się zdeterminowany, żeby rozwiązać zagadkę mnie, a ja… jakoś ufam właśnie jemu bardziej niż komukolwiek innemu.
Może to głupota. Może igranie z ogniem.
Ale kiedy wszyscy inni patrzą na mnie, jakbym była tu nie na swoim miejscu, Blake patrzy na mnie tak, jakby była zagadką, którą naprawdę warto rozwiązać.
Związana z jej Alfa Instruktorem
Kilka tygodni później na salę wchodzi nasz nowy instruktor walki, alfa. Regis. Ten facet z lasu. Jego spojrzenie od razu chwyta się mojego i wiem, że mnie rozpoznaje. Wtedy moja skrywana tajemnica uderza we mnie jak cios w brzuch: jestem w ciąży.
Ma dla mnie propozycję, która splata nas jeszcze mocniej. Ochrona… czy złota klatka? Szepty robią się coraz bardziej jadowite, mrok zaczyna się zacieśniać. Dlaczego tylko ja nie mam wilka? Czy on jest moim wybawieniem… czy pociągnie mnie prosto na dno?
Ostatnia Szansa Chorej Luny
Wszystko zmieniło się w dniu, kiedy dowiedziałam się, że moja wilczyca zapadła w stan uśpienia. Lekarz ostrzegł mnie, że jeśli nie oznaczę lub nie odrzucę Alexandra w ciągu roku, umrę. Jednak ani mój mąż, ani mój ojciec nie przejmowali się na tyle, aby mi pomóc.
W mojej rozpaczy podjęłam decyzję, aby przestać być uległą dziewczyną, jakiej ode mnie oczekiwali.
Wkrótce wszyscy nazywali mnie szaloną, ale właśnie tego chciałam — odrzucenia i rozwodu.
Nie spodziewałam się jednak, że mój kiedyś arogancki mąż pewnego dnia będzie błagał mnie, żebym nie odchodziła...
Tym Razem To On Ściga Mnie Całym Sercem
Na korytarzu przed salą balową podeszła do niego, gdy palił przy drzwiach, chcąc chociaż spróbować się wytłumaczyć.
– Nadal jesteś na mnie zły?
Strzepnął papierosa, odrzucił niedopałek i spojrzał na nią z jawną pogardą.
– Zły? Myślisz, że jestem zły? Zgadnę – Maya wreszcie się dowiaduje, kim jestem, i nagle ma ochotę „odnowić kontakt”. Kolejna szansa, odkąd wie, że moje nazwisko oznacza pieniądze.
Kiedy próbowała zaprzeczyć, wszedł jej w słowo.
– Byłaś epizodem. Przypisem na dole strony. Gdybyś się tu dzisiaj nie pojawiła, nawet bym o tobie nie pamiętał.
Łzy zapiekły ją pod powiekami. Prawie powiedziała mu o jego córce, ale się powstrzymała. Uznałby tylko, że próbuje go wrobić, złapać go na dziecko i dobrać się do jego kasy.
Maya przełknęła wszystko razem z łzami i odeszła, święcie przekonana, że ich drogi już nigdy się nie przetną – a jednak on zaczął pojawiać się w jej życiu raz za razem, aż w końcu to on musiał się przed nią schylić, pokornie błagając, by dała mu jeszcze jedną szansę.
Okrutny Raj - Romans mafijny
Wykręcenie tyłkiem numeru do własnego szefa…
I zostawienie mu sprośnej poczty głosowej, kiedy jesteś, yyy… „w trakcie” myślenia o nim.
Praca jako osobista asystentka Rusłana Orłowa to robota rodem z piekła.
Po długim dniu, podczas którego spełniam każdą zachciankę tego miliardera, potrzebuję jakiegoś ujścia dla stresu.
Więc kiedy tamtego wieczoru wracam do domu, robię dokładnie to.
Problem w tym, że moje myśli wciąż kręcą się wokół tego szef-dupka, który rujnuje mi życie.
I niech będzie—bo ze wszystkich licznych grzechów Rusłana, to że jest tak cholernie przystojny, może być najniebezpieczniejsze.
Dziś w nocy fantazje o nim są dokładnie tym, czego potrzebuję, żeby przekroczyć granicę.
Ale kiedy spuszczam wzrok na telefon, przygnieciony obok mnie,
jest.
Poczta głosowa: 7 minut i 32 sekundy…
Wysłana do Rusłana Orłowa.
Wpada we mnie panika i ciskam telefon przez pokój.
Tyle że nie da się cofnąć szkód wyrządzonych przez moje bardzo głośne „O”.
Więc co ja mogę zrobić?
Plan był prosty: unikać go i udawać, że to się nigdy nie wydarzyło.
Poza tym—kto tak zajęty w ogóle odsłuchuje pocztę głosową, co?
Tylko że kiedy on wpisuje mi w kalendarz spotkanie jeden na jeden ze mną na równe 7 minut i 32 sekundy,
jedno jest pewne:
On.
Słyszał.
Wszystko.
Sekretarko, Czy Chcesz Się Ze Mną Przespać?
Może dlatego żadna z nich nie wytrzymywała dłużej niż dwa tygodnie. Szybko mu się nudziły. Ale Valeria powiedziała „nie” i to tylko sprawiło, że zaczął gonić ją jeszcze zawzięciej, kombinując coraz to inne sposoby, żeby dostać to, czego chciał — nie rezygnując przy tym ze swoich rozrywek z innymi kobietami.
Nawet nie zauważył, kiedy Valeria stała się jego prawą ręką, i potrzebował jej do wszystkiego, jakby bez niej nie potrafił nawet oddychać. Mimo to nie przyznał się, że ją kocha, dopóki ona nie dotarła do swojej granicy i po prostu nie odeszła.
Zakazane Pulsowanie
Moje zmieniło się w czasie, który zajęło otwarcie drzwi.
Za nimi: mój narzeczony Nicholas z inną kobietą.
Trzy miesiące do naszego ślubu. Trzy sekundy, żeby zobaczyć, jak wszystko się rozpada.
Powinnam była uciec. Powinnam była krzyczeć. Powinnam była zrobić cokolwiek, zamiast stać tam jak głupia.
Zamiast tego usłyszałam, jak sam diabeł szepcze mi do ucha:
"Jeśli chcesz, mogę cię poślubić."
Daniel. Brat, przed którym mnie ostrzegano. Ten, który sprawiał, że Nicholas wyglądał jak aniołek.
Opierał się o ścianę, obserwując, jak mój świat się rozpada.
Moje serce waliło jak młot. "Co?"
"Słyszałaś mnie." Jego oczy wwiercały się w moje. "Poślub mnie, Emmo."
Ale kiedy patrzyłam w te magnetyczne oczy, uświadomiłam sobie coś przerażającego:
Chciałam powiedzieć mu "tak".
Gra rozpoczęta.
Niechętna Panna Młoda Miliardera
Jednak jeden kontrakt małżeński zrujnował moje spokojne życie. Aby chronić moją rodzinę, musiałam poślubić Alexandra Kingsleya — potentata technologicznego, który jest ode mnie starszy o osiem lat.
Naiwnie myślałam, że przynajmniej będziemy mogli żyć w zgodzie. Nie wiedziałam, że już mnie zaszufladkował jako łowczynię fortun, co od pierwszego dnia postawiło nas na kursie kolizyjnym.
Teraz, uwięziona w rodzinie Kingsleyów, nie tylko muszę radzić sobie z zimnym mężem. Muszę też stawić czoła jego mściwej szwagierce Victorii i Karen — wieloletniej adoratorce Alexandra, która jest zdeterminowana, by sprawić, że poczuję się jak niechciany intruz.
Jak mam przetrwać w rodzinie Kingsleyów...
Nocne lekarstwo prezesa
Nazywam się Aria Harper i właśnie przyłapałam mojego narzeczonego Ethana na zdradzie z moją przyrodnią siostrą Scarlett w naszym łóżku. Podczas gdy mój świat się rozpadał, oni planowali ukraść wszystko—moje dziedzictwo, spuściznę mojej matki, nawet firmę, która powinna należeć do mnie.
Ale nie jestem naiwną dziewczyną, za jaką mnie uważają.
Wchodzi Devon Kane—jedenaście lat starszy, niebezpiecznie potężny i dokładnie taki, jakiego potrzebuję. Jeden miesiąc. Jeden tajny układ. Wykorzystać jego wpływy, aby uratować moją firmę, odkrywając jednocześnie prawdę o "śmierci" mojej matki Elizabeth i fortunie, którą mi ukradli.
Plan był prosty: udawać zaręczyny, wyciągnąć informacje od wrogów, odejść czysto.
Czego się nie spodziewałam? Ten bezsenny miliarder, który może spać tylko wtedy, gdy jestem w jego ramionach. Czego on się nie spodziewał? Że jego wygodna aranżacja stanie się jego obsesją.
W świetle dnia jest mistrzem obojętności—jego spojrzenie przesuwa się obok mnie, jakbym nie istniała. Ale gdy zapada ciemność, podciąga moją koronkową sukienkę, jego dłonie zdobywają moje piersi przez przezroczysty materiał, jego usta odnajdują mały pieprzyk na moim obojczyku.
„Tak właśnie,” oddycha przeciw mojej skórze, głos napięty i chrapliwy. „Boże, czujesz się niesamowicie.”
Teraz granice są zamazane, stawki wyższe, a wszyscy, którzy mnie zdradzili, zaraz się dowiedzą, co się dzieje, gdy nie doceniają Arii Harper.
Zemsta nigdy nie była tak słodka.
Zdobyta przez miłość Alfy
Cztery lata temu misternie uknuta intryga Fiony zamieniła mnie z zwyczajnej omegi w skazańca, na którego barkach ciąży zarzut morderstwa.
Po czterech latach wracam do świata, którego prawie nie poznaję.
Moja najlepsza przyjaciółka Fiona, a zarazem moja przyrodnia siostra, stała się w oczach mojej matki idealną córunią. A mój były chłopak, Ethan, za chwilę będzie urządzał huczną, wystawną ceremonię zawarcia więzi… właśnie z nią.
Miłość, więzi rodzinne i reputacja, które kiedyś były dla mnie wszystkim, zostały mi przez Fionę odebrane, co do okruszka.
Kiedy dotarłam już do granic wytrzymałości i zaczęłam się zastanawiać, po co w ogóle jeszcze żyję, w moim życiu nagle pojawił się legendarny Alfa Lucas z Moonhaven.
Jest potężny i tajemniczy, budzi respekt i niemal nabożny lęk wśród wszystkich wilkołaków.
A jednak wobec mnie okazuje niezwykłą wytrwałość i zaskakującą czułość, taką, jakiej nigdy się nie spodziewałam.
Czy pojawienie się Lucasa jest darem od losu, czy początkiem kolejnego spisku?
Zaginiona Księżniczka Lykanów i Jej Oczarowany Alfa
Nagle staje się księżniczką z prawdziwego zdarzenia – Zaginiona królewna w końcu odnaleziona.
Sebastian odrzucił Cindy i zlekceważył ich przeznaczoną więź, wybierając inną na swoją Lunę.
Ale los miał wobec niego zupełnie inne plany. Mężczyzna, który jeszcze niedawno trzymał wszystkich w garści, pada na kolana.
Kiedy jego życie i jego wilk wiszą na włosku, los okazuje się okrutnie przewrotny. Ta sama kobieta, którą kiedyś złamał, teraz trzyma w rękach jego przyszłość.
Głos Sebastiana drżał, gdy wyciągnął do niej rękę.
– Proszę… Cindy… Lisa – wyszeptał błagalnie. – Musisz mi pomóc. Jestem twoim partnerem. Twoim przeznaczonym.
Jej spojrzenie pozostało twarde, niewzruszone, jakby przez te wszystkie lata nauczyła się już nie drżeć przed nikim.
– Będziesz się do mnie zwracał jak należy – odparła spokojnie, aż lodowato.
– Dla ciebie jestem Wasza Wysokość.
Tylko ci, którzy stali przy mnie, kiedy byłam nikim, zasłużyli na prawo, by mówić do mnie po imieniu.
Czy Cindy okaże łaskę mężczyźnie, który kiedyś odmówił jej jakiejkolwiek wartości?
CEO Nad Moim Biurkiem
„Wiem, że tak.”
„A co, jeśli nie chce takiej ochrony?”
„Będzie chciała” — odpowiadam, a mój głos nieznacznie cichnie. „Bo potrzebuje faceta, który potrafi dać jej cały świat.”
„A jeśli świat stanie w ogniu?”
Moja dłoń odruchowo zaciska się mocniej na talii Violet.
„To zbuduję jej nowy” — mówię. „Nawet jeśli będę musiał sam spalić ten stary do gołej ziemi.”
Nie pracuję dla Rowana Ashcrofta.
Pracuję pod nim.
Z mojego biurka decyduję, kto dostaje przepustkę do najbardziej bezwzględnego prezesa w mieście, a kto nawet nie przechodzi przez recepcję i odbija się od ochrony jak od ściany. Ogarniając wszystko, trzymam w ryzach jego kalendarz, jego milczenie i jego wrogów. Pilnuję, żeby jego świat chodził jak w zegarku, podczas gdy mój po cichu się sypie: zaległe rachunki piętrzą się na kuchennym blacie, matka jest zamknięta na odwyku, a brat zniknął bez słowa, nawet bez głupiego „trzymaj się”.
Rowan Ashcroft to władza opakowana w idealnie skrojony garnitur.
Zimny. Nietykalny. Bez litości.
On nie flirtuje. On się nie uśmiecha. On nie widzi ludzi — tylko ich przydatność.
I przez długi czas ja też byłam po prostu przydatna.
Aż zaczął się przyglądać.
Na początku ta zmiana w jego uwadze jest ledwie zauważalna. Pauza o sekundę za długa. Spojrzenie, które zostaje. Polecenia, które zamiast odsuwać mnie na bok, ściągają coraz bliżej. Mężczyzna stojący nad moim biurkiem zaczyna kontrolować coś więcej niż mój grafik — i dociera do mnie za późno, że bycie zauważoną przez Rowana Ashcrofta jest o wiele bardziej niebezpieczne niż bycie ignorowaną.
Bo tacy faceci nie łakną czułości.
Oni łakną posiadania.
To miała być praca.
Nie sprawdzian moich granic.
Nie powolne, metodyczne osuwanie się w jego władzę.
Ale jeśli Rowan Ashcroft uzna, że moje miejsce jest pod jego biurkiem, to trudno.
Przetrwanie ma swoją cenę, a rachunki mają to gdzieś, jak je opłacę.












