
PAN (mafia-romans BDSM)
Aria Steele · Zakończone · 202.0k słów
Wstęp
Jej dwa życia nigdy się nie przecinają.
Aż do tej nocy, kiedy jej szef wchodzi do jej świata jako nowy klient.
David doskonale zna smak władzy i kontroli: za dnia jest bezwzględnym prezesem z ukrytym mafijnym imperium, a nocą – jej najbardziej wymagającym klientem, nieświadomym, że zamaskowana uległa, za którą wariuje, to kobieta znająca wszystkie jego sekrety. To, co zaczyna się jak zakazany romans oparty na grze rozkoszy, przeradza się w niebezpieczną obsesję, która coraz bardziej zaciera granice między władzą, bólem a miłością.
Gdy wrogowie zacieśniają krąg, a przeszłość Nory wraca jak zły sen, Nora musi zdecydować, którą część siebie ocalić… tę kobietę, którą on próbuje sobie podporządkować, czy tę, która może go doszczętnie zniszczyć.
Ostrzeżenie dotyczące treści: Ta historia zawiera dosadnie opisane sceny BDSM (w tym relacje dominacja/uległość, kary cielesne, krępowanie i pozbawianie zmysłów), brutalne sceny z użyciem broni palnej i morderstwa, próby porwania, groźby ze strony mafii i wątki związane z przestępczością zorganizowaną, spożywanie alkoholu oraz motywy tajemnicy, zdrady i emocjonalnej manipulacji. Zaleca się ostrożność podczas lektury – podkreślane są zasady „bezpiecznie, zdrowo i za obopólną zgodą”, jednak treść może być dla niektórych czytelników bardzo intensywna.
Rozdział 1
ZASTRZEŻENIE: To jest fikcja erotyczna i należy ją traktować wyłącznie jako fikcję erotyczną. To nie jest poradnik dotyczący BDSM, bondage ani relacji. Autorka nie udaje ekspertki od jakichkolwiek kinków i gorąco zachęca wszystkie zainteresowane osoby, żeby były mądre, dbały o swoje bezpieczeństwo i same, na własną rękę, zgłębiały temat.
Jeśli jesteś tu tylko dla scen erotycznych, zaczynają się mniej więcej po 5k słów. ALE!! Serio zachęcam, żeby przeczytać wszystko, bo kiedy to pisałam, moim celem było zbudować napięcie seksualne aż po sufit, i chociaż jestem amatorką, to mam wrażenie, że to powolne podkręcanie atmosfery sprawia, że ten „właściwy” moment jest o wiele bardziej pyszny, a sama napięta atmosfera już jest wystarczająco pikantna ;)
Ale jakkolwiek zdecydujesz się to czytać, baw się dobrze i śmiało zostawiaj komentarze! Jeśli dostanę wystarczająco dużo odzewu, na pewno będę kontynuować, a nawet jak nie, to i tak pewnie będę, bo szczerze mówiąc, muszę to chyba z siebie wyrzucić.
Bawcie się, grzesznicy ;)
~ ~ ~ ~ ~
Nie da się tego racjonalnie wytłumaczyć.
Naprawdę lubię swoją dzienną pracę. Ale jest coś w moich wieczornych zajęciach, co po prostu podpala mi całą duszę. Jakby wszystko w moim życiu, cały ten syf, cały ten bałagan, znikało w momencie, kiedy przekraczam próg tamtego budynku o dziesiątej wieczorem. Zostaje tylko ekscytacja, adrenalina, oczekiwanie.
I to ja trzymam wszystko w garści.
Ale tak jak mówiłam, lubię też swoją dzienną robotę. Zwłaszcza człowieka, dla którego pracuję bezpośrednio.
Jako sekretarka pana Reida, prezesa Reid Global, wielomilionowego konglomeratu z łapami wpakowanymi w mnóstwo branż – energetyka, nauka, polityka, sprzedaż – mam wgląd w sporą część interesów, ale wiem też, że jest ogromna strefa, o której nie mam pojęcia, bo w hierarchii zwyczajnie nie jestem aż tak ważna.
Po roku pracy dla niego mam jednak wrażenie, że trochę już go poznałam. A na pewno znam jego reputację. Ta reputacja rysuje go jako stoickiego biznesmena bez poważniejszych związków; niektórzy uważają, że jest za młody na to stanowisko, ma dopiero trzydzieści jeden lat, ale nikt nie może mu zarzucić, że nie dowozi, kiedy trzeba.
Ja osobiście wiem, że jest życzliwy. Przynajmniej dla mnie.
Wchodzę do jego gabinetu nawet nie pukając, ten zwyczaj poszedł w diabły już po pierwszych kilku tygodniach. Z Davidem (albo po prostu Dave’em, kiedy jesteśmy sami) złapaliśmy kontakt błyskawicznie i naturalnie, i oto jestem, rok później, nie żałując ani jednej sekundy.
Jest przy telefonie, jak zwykle. Ja od razu zabieram się za swoje codzienne rytuały. Podmieniam zimną już kawę na stoliku na świeżą, o której też pewnie zapomni, ogarniam papiery na biurku, podczas gdy on krąży po pokoju i wrzeszczy do kogoś po drugiej stronie, i kładę rozpisany na jutro grafik obok jego komputera.
Zerkam na niego, kiedy kończę, przypominając sobie o innym powodzie, dla którego tak lubię tę pracę.
Pan Reid jest cholernie przystojny.
Marynarka wylądowała na jednym z foteli, ale wciąż ma na sobie koszulę, kamizelkę, eleganckie spodnie i wypastowane buty. Jest żywą definicją tego, jak powinien wyglądać prezes wielkiej firmy. Jego ciemne włosy sprawiają, że ostre, niebieskie oczy widać z drugiego końca pokoju, a ja po cichu uwielbiam, że zawsze jakimś cudem kupuje koszule o pół rozmiaru za małe, przez co jego mięśnie delikatnie napinają materiał.
Przyłapuje mnie na tym zerkaniu i uśmiecha się, potem przewraca oczami i unosi palec, żebym zaczekała – to jego znak, że myślami jest już daleko poza tą rozmową.
Stoję cierpliwie za jego biurkiem, przyciskając do piersi stare teczki, których już nie potrzebuje, w jednej ręce trzymam kubek z dwuipółgodzinną kawą, i czekam, aż wreszcie się rozłączy.
— Nie będę ci tego powtarzał, Owen, miałeś to załatwić dwa dni temu. Jeśli podpisana umowa nie będzie jutro o trzynastej w moich rękach, możesz uznać, że to twój ostatni dzień w firmie — syczy David do słuchawki, po czym w końcu się rozłącza.
Zamyka oczy i bierze głęboki wdech.
— Mówiłam ci już tygodnie temu, żeby nie dawać tego Owenowi, Dave — rzucam. Otwiera oczy i parska śmiechem, po czym podchodzi do mnie.
— Wiem, że mówiłaś, ale nie mogę pozwolić, żeby zarząd się dowiedział, że biorę rady strategiczne od swojej sekretarki. Pomyślą, że mięknę — odpowiada, sięgając po świeżą kawę i upijając łyk.
– Wiesz, twoja marna sekretarka bywa „na dole” częściej niż ty, więc może następnym razem jej posłuchasz – odparowuję, obchodząc biurko i mijając go. – A nawet pozwolę ci zgarnąć za to pochwały.
– Zapamiętam – odpowiada, odstawiając kawę. Odwraca się i opiera plecami o biurko, patrząc, jak idę w stronę drzwi. – Wszystko na dziś ogarnięte?
– Tak, już tak – mówię, zatrzymując się. – Zostawiłam ci akta Vance’a, musisz…
– Uch, wiem – jęczy, przecierając twarz dłońmi.
– Chce się spotkać w przyszłym tygodniu.
– Powiedz mu, że jestem zajęty.
– Mówię mu tak od dwóch miesięcy – śmieję się, wracając do niego. – On chce tylko twojej wstępnej propozycji, więc przestań się na niego krzywić i ogarnij temat – rzucam rozkazującym tonem, stając tuż przed nim.
Oblizuje dolną wargę i patrzy na mnie z góry, unosząc brew.
Z każdym innym szefem trząsłabym portkami, gdybym odezwała się w ten sposób. Ale z Dave’em? To nasza norma, nasze swojskie przekomarzanki. Ta jego brew i oblizywanie wargi to też tylko nawyk. Jeden z tych, których wcale nie chcę, żeby się pozbył.
– Już zrobiłam ci szkic – dodaję, a jego twarz momentalnie rzednie.
– Serio? – pyta, sięgając po teczkę i przekartkowując dokumenty.
Parskam śmiechem i znowu ruszam w stronę drzwi. – No pewnie, bo przecież sam byś się do tego nie zabrał.
– To jest gówno, Nora! – marszczy brwi, machając plikiem kartek.
– Wiem, specjalnie zrobiłam z tego gówno, żebyś miał motywację, żeby to poprawić – wyjaśniam z szerokim uśmiechem. On przewraca oczami.
– Cwana jesteś. Masz jakieś plany na wieczór? – zagaduje, chociaż jego uwaga jest już z powrotem przy tym beznadziejnym projekcie i już sięga po długopis, żeby go poprawiać. Dzięki temu nie zauważa, jak moje ciało lekko się napina.
– Nieszczególnie. Standard. A ty? – pytam grzecznie.
– Podejrzewam, że jeszcze trochę tego – wzdycha cicho, siadając w fotelu i rzucając teczkę na biurko. Spogląda na mnie z lekkim uśmiechem w kąciku ust. – Do zobaczenia rano.
– Do zobaczenia rano – powtarzam i wychodzę.
~ ~ ~ ~ ~
Cztery godziny później wchodzę do drugiego budynku, w którym spędzam tę pozostałą połowę swojego życia. Wciągam w płuca znajomy zapach, zerkam na znajome twarze i pozwalam, by po ciele rozlało się znajome podekscytowanie. Nic nie może się z tym równać.
W mojej dziennej pracy gram rolę. Nora Ellis, sekretarka pana Reida. Widziana, ale niesłyszana. Taka, na którą nikt nawet nie spojrzy drugi raz.
Ale tutaj? Tutaj działam pod innym imieniem, inną odsłoną siebie. I zdecydowanie nikt mnie nie przeocza – zwłaszcza przez moją charakterystyczną fioletowo‑czarną koronkową maskę, którą wszyscy już doskonale kojarzą.
Maska jest prosta. Zakrywa okolice oczu, delikatna koronka opada na policzki, z tyłu zawiązana wstążką, a na brzegach połyskują czarne kamyki. Na tle czerwonej peruki, którą też zawsze tu noszę, wszystko jeszcze bardziej rzuca się w oczy. To kolejny mój znak rozpoznawczy.
Kiwnięciem głowy witam się z ochroniarzami przy drzwiach dla personelu; otwierają mi je, a ja przechodzę do środka. Od razu kieruję się do reszty ekipy – przywitania, uściski – zanim wszyscy zaczniemy się rozlewać po głównej sali. W mgnieniu oka ogarniam wzrokiem stałych bywalców, świeżynki, strefy, którymi dziś opiekują się dziewczyny, i zerkam w stronę barmana. Ten od razu zaczyna robić dla mnie „to co zwykle”.
Klub nie jest mój, ale ludzie i tak traktują mnie jak trzecią w kolejności, jeśli chodzi o władzę. Pierwsza jest Selena – prawdziwa ruda. Ona tu rządzi, ona tu jest właścicielką. Drugi jest Nico. Zazwyczaj stoi za barem, wygląda jak zwyczajny barman, ale jak coś się dzieje, to jest przy tym w sekundę i potrafi wywalić za drzwi każdego, choćby był dwa razy większy od niego.
Potem jestem ja, tak… nieoficjalnie. Po prostu jestem tu tak długo, że wszyscy z automatu zakładają, że należę do kadry. A moje bliskie relacje z Sel i Nico tylko to wrażenie podbijają. Dla mnie i tak to miejsce jest jak drugi dom. Już dawno przestałam liczyć, ile razy zostawałyśmy tu z Sel i Nico na noc, kiedy klub jest zamknięty – śpimy wtedy w jej biurze, szczególnie gdy akurat jestem pomiędzy wynajmowanymi mieszkaniami. Wiem, że jeśli cokolwiek się posypie, to zawsze mam ten azyl.
Biorę głęboki wdech, uśmiecham się do siebie i opieram się o bar, szykując się w głowie na kolejną, wypełnioną grzechem i rozpasaniem noc.
Naprawdę kocham pracę w klubie BDSM.
Ostatnie Rozdziały
#139 Rozdział 139 Epilog
Ostatnia Aktualizacja: 5/13/2026#138 Rozdział 138 KSIĄŻKA TRZECIA
Ostatnia Aktualizacja: 5/13/2026#137 Rozdział 137 #55: Wiesz, że mam rację
Ostatnia Aktualizacja: 5/13/2026#136 Rozdział 136 #54: Przepraszam
Ostatnia Aktualizacja: 5/13/2026#135 Rozdział 135 #53: Maya
Ostatnia Aktualizacja: 5/13/2026#134 Rozdział 134 #52: Ręce, w których mogę je zobaczyć
Ostatnia Aktualizacja: 5/13/2026#133 Rozdział 133 #51: Wracasz do domu
Ostatnia Aktualizacja: 5/13/2026#132 Rozdział 132 #50: Spróbuj
Ostatnia Aktualizacja: 5/13/2026#131 Rozdział 131 #49: Jesteś aresztowany
Ostatnia Aktualizacja: 5/13/2026#130 Rozdział 130 #48: Co się stanie dalej?
Ostatnia Aktualizacja: 5/13/2026
Może Ci się spodobać 😍
Polowanie Alfy
Jeśli zostanie zdobyta, będzie jego. Jeśli nie, wróci w hańbie i zostanie wykluczona ze swojej watahy.
Hazel zna obyczaje Alf, będąc córką Bety, ale nie przewiduje obecności Króla Lykanów. Przywódca wszystkich bierze udział w swoim pierwszym polowaniu, a ona jest jego zdobyczą.
Ostrzeżenie: Ta książka zawiera DUŻO treści dla dorosłych, takich jak mocny język, wyraźne sceny seksualne, przemoc fizyczna i psychiczna, BDSM, itp.
CEO Nad Moim Biurkiem
„Wiem, że tak.”
„A co, jeśli nie chce takiej ochrony?”
„Będzie chciała” — odpowiadam, a mój głos nieznacznie cichnie. „Bo potrzebuje faceta, który potrafi dać jej cały świat.”
„A jeśli świat stanie w ogniu?”
Moja dłoń odruchowo zaciska się mocniej na talii Violet.
„To zbuduję jej nowy” — mówię. „Nawet jeśli będę musiał sam spalić ten stary do gołej ziemi.”
Nie pracuję dla Rowana Ashcrofta.
Pracuję pod nim.
Z mojego biurka decyduję, kto dostaje przepustkę do najbardziej bezwzględnego prezesa w mieście, a kto nawet nie przechodzi przez recepcję i odbija się od ochrony jak od ściany. Ogarniając wszystko, trzymam w ryzach jego kalendarz, jego milczenie i jego wrogów. Pilnuję, żeby jego świat chodził jak w zegarku, podczas gdy mój po cichu się sypie: zaległe rachunki piętrzą się na kuchennym blacie, matka jest zamknięta na odwyku, a brat zniknął bez słowa, nawet bez głupiego „trzymaj się”.
Rowan Ashcroft to władza opakowana w idealnie skrojony garnitur.
Zimny. Nietykalny. Bez litości.
On nie flirtuje. On się nie uśmiecha. On nie widzi ludzi — tylko ich przydatność.
I przez długi czas ja też byłam po prostu przydatna.
Aż zaczął się przyglądać.
Na początku ta zmiana w jego uwadze jest ledwie zauważalna. Pauza o sekundę za długa. Spojrzenie, które zostaje. Polecenia, które zamiast odsuwać mnie na bok, ściągają coraz bliżej. Mężczyzna stojący nad moim biurkiem zaczyna kontrolować coś więcej niż mój grafik — i dociera do mnie za późno, że bycie zauważoną przez Rowana Ashcrofta jest o wiele bardziej niebezpieczne niż bycie ignorowaną.
Bo tacy faceci nie łakną czułości.
Oni łakną posiadania.
To miała być praca.
Nie sprawdzian moich granic.
Nie powolne, metodyczne osuwanie się w jego władzę.
Ale jeśli Rowan Ashcroft uzna, że moje miejsce jest pod jego biurkiem, to trudno.
Przetrwanie ma swoją cenę, a rachunki mają to gdzieś, jak je opłacę.
Ostatnia Szansa Chorej Luny
Wszystko zmieniło się w dniu, kiedy dowiedziałam się, że moja wilczyca zapadła w stan uśpienia. Lekarz ostrzegł mnie, że jeśli nie oznaczę lub nie odrzucę Alexandra w ciągu roku, umrę. Jednak ani mój mąż, ani mój ojciec nie przejmowali się na tyle, aby mi pomóc.
W mojej rozpaczy podjęłam decyzję, aby przestać być uległą dziewczyną, jakiej ode mnie oczekiwali.
Wkrótce wszyscy nazywali mnie szaloną, ale właśnie tego chciałam — odrzucenia i rozwodu.
Nie spodziewałam się jednak, że mój kiedyś arogancki mąż pewnego dnia będzie błagał mnie, żebym nie odchodziła...
Adoptowany Grzech
To wszystko, czego kiedykolwiek pragnęłam.....
Aż nagle wszystkie moje marzenia rozsypują się w pył.
Mój „brat” mnie nienawidzi.
Nie jest już tym samym chłopakiem, który wyjechał z naszego domu w drogę ku wielkości. Nie chce mieć ze mną nic wspólnego i traktuje mnie gorzej niż swojego wroga.
Aż widzę go z jakąś dziewczyną.
I nagle nie wygląda już jak mój brat.
Wygląda jak seksowny sportowiec, nad którym ślini się każda dziewczyna na kampusie.
To złe.
Nie powinnam patrzeć na niego w ten sposób.
A on nie powinien dotykać mnie tak, jakby był gotów mnie pożreć.
To mój brat.
A może jednak nie?
Granice się zacierają, a grunt drży mi pod stopami od pożądania i grzechu.
Sekrety są wyszeptywane nad rozpaloną skórą, zakazane pocałunki kradzione w ciemnych kątach.
Ale to wciąż za mało.
Potrzebuję więcej.
Miłość mojego oprawcy
Teraz, kiedy ogłosił, że jestem jego, otwiera mi oczy na mrok we mnie, zamieniając wszystko, co kiedykolwiek znałam, w przeszłość i pomagając mi zaakceptować moją nową rolę w jego życiu. A to z kolei odblokowuje we mnie coś, co zmieni wszystko. Gdy na powierzchnię wyjdzie moja prawdziwa ja, czy będzie w stanie poradzić sobie z następstwami swoich wyborów?
Przypadkowe Spotkanie z Magnatem
Cztery lata temu rodzina Baileyów stanęła w obliczu druzgocącego kryzysu finansowego.
Gdy bankructwo wydawało się nieuniknione, pojawił się tajemniczy dobroczyńca, oferując ratunek pod jednym warunkiem: małżeństwo na kontrakt.
Krążyły plotki o tym zagadkowym mężczyźnie — szeptano, że jest ohydnie brzydki i zbyt zawstydzony, by pokazać swoją twarz, być może skrywający mroczne, skrzywione obsesje.
Bez wahania Baileyowie poświęcili mnie, aby chronić swoją cenną biologiczną córkę, zmuszając mnie do zajęcia jej miejsca jako pionka w tej zimnej, wyrachowanej umowie.
Na szczęście, przez te cztery lata tajemniczy mąż nigdy nie zażądał spotkania twarzą w twarz.
Teraz, w ostatnim roku naszej umowy, mąż, którego nigdy nie spotkałam, żąda, abyśmy się spotkali osobiście.
Jednak katastrofa uderzyła noc przed moim powrotem — pijana i zdezorientowana, weszłam do złego pokoju hotelowego i skończyłam w łóżku z legendarnym potentatem finansowym, Casparem Thorntonem.
Co ja teraz, do diabła, mam zrobić?
Omegi z Haven
Tak mi obiecywali. Kiedy straciłam rodziców w wieku czternastu lat, zostałam wysłana do Haven i obiecano mi cały świat. Jednak kiedy nadszedł mój czas, wataha, którą wybrałam, odurzyła mnie i sprzedała. Obudziłam się w klatce, obok rzędów innych Omeg. Czekałam tam przez dwa lata, aż w końcu nadszedł mój numer. Dziś wieczorem idę na aukcję...
To znaczy, dopóki mój strażnik nie wpadł pijany i nie zobaczyłam swojej szansy na ucieczkę. Byłam jednak zbyt słaba, a gdy mnie złapał i obiecał zatrzymać dla siebie, pomyślałam, że moja szansa na wolność przepadła. Wtedy czterech Alfów wpadło i uratowało mnie, ale moje problemy dalekie były od zakończenia.
Jestem zbyt niebezpieczna, żeby mnie zostawić przy życiu, ale nie mogę zaufać jedynemu miejscu w tym kraju, które miało mnie chronić. Poza tym, ci Alfowie wcale nie są typem watahy, której mogłabym zaufać lub wybrać na całe życie. Są brutalni i szorstcy. Jednak obiecują mi pomoc i ochronę, aż uzyskam sprawiedliwość, a ja zamierzam skorzystać z ich oferty. Mam jedno życzenie... Chcę, żeby nauczyli mnie być tak zła jak oni. Chcę być kimś, kogo ludzie, którzy mnie skrzywdzili, będą się bać.
Piekło nie zna większej furii niż zraniona Omega... czy coś w tym stylu.
Nazywam się Elise i zaraz dostanę swoje nieszczęśliwe zakończenie.
(Ta historia rozgrywa się w tym samym uniwersum co "Najpiękniejszy Dźwięk", a obie książki zostały teraz połączone jako "Omegi z Haven" dla lepszego odbioru:D)
Pięciu Braci, Jedna Panna Młoda
Kiedy Lily przekracza progi ociekającej luksusem rezydencji Sterlingów, by dopełnić ostatniej woli zmarłego ojca, na powitanie wychodzi jej pięciu przystojnych braci. Towarzyszy im chłodna i do szpiku kości wyrachowana matka, która z miejsca postanawia odprawić niechcianego gościa z kwitkiem.
Zgodnie z paktem zawartym przed laty między ich rodami, Lily musi wybrać jednego z braci na męża. Ta perspektywa budzi w mężczyznach jawną niechęć i wyrazistą pogardę.
Lily ma jednak w zanadrzu tajemnice, które bez wątpienia zwaliłyby z nóg całą familię Sterlingów. Pod maską skromnej, cichej myszki kryje się prawdziwy rekin biznesu – genialny umysł, który od absolutnego zera zbudował wielomiliardowe imperium. Jakby tego było mało, jest też cieszącą się międzynarodowym uznaniem piosenkarką, występującą pod pseudonimem Słowik. A także geniuszem technologicznym, znanym w sieci jako Anny, który potrafi pokonać każdego jego własną bronią.
Próbując odnaleźć się w gąszczu skomplikowanych, domowych intryg rodu Sterlingów, Lily ku swojemu zaskoczeniu czuje, że najbardziej ciągnie ją do brata o sercu z lodu – Williama. Ten bezwzględny prezes traktuje ją jednak z ogromną, lodowatą nieufnością.
Na domiar złego, matka Williama upatrzyła już dla niego idealną partię: Fionę z rodziny Fosterów, jego przyjaciółkę z dzieciństwa i młodzieńczą miłość.
Sęk w tym, że słowo „kapitulacja” w słowniku Lily po prostu nie istnieje.
Rozpieszczona przez Tajemniczego Magnata
Ciągłe aktualizacje, z trzema nowymi rozdziałami dziennie.
TAJEMNICA ROSYJSKIEJ MAFII
TAJEMNICA ROSYJSKIEJ MAFII
Wiedziałem, że jest córką faceta, który zabił mojego ojca, ale mimo to pragnąłem znowu być w jej środku.
Chciałem ją ruchać tak cholernie mocno, że aż czułem, jak mój kutas robi się coraz twardszy.
Ludzka Małżonka Alfy
Jestem Salara, gospodynią domową, która od pięciu lat cierpi na psychiczne znęcanie się ze strony męża Henry'ego. Prawie go opuściłam cztery lata temu, ale wtedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży i poczułam się uwięziona w małżeństwie, w którym jestem nieszczęśliwa.
Dziś wieczorem przygotowywałam kolację dla partnera biznesowego Henry'ego, Derricka.
Jest co najmniej pół stopy wyższy od Henry'ego, a jego ciemne rysy są dla mnie bardziej pociągające niż jaśniejsze Henry'ego. Jego czarne włosy są krótko przycięte na dole, a na górze układają się w najbardziej kuszące loki.
A jego oczy... nigdy nie widziałam takiego odcienia zieleni w czyichkolwiek oczach. Gubię się w ich głębi, gdy patrzy na mnie łapczywie. Jego dobrze zdefiniowana klatka piersiowa idealnie rozciąga czarną koszulkę na jego muskularnym ciele, sprawiając, że ślinka mi cieknie, gdy na niego patrzę.
„Derrick-” Henry przerywa nasze milczące ocenianie, z dezaprobatą w głosie. „To jest moja żona Sa-” Warknięcie wydobywa się z piersi Derricka, przerywając Henry'emu, gdy przedstawia mnie naszemu gościowi.
Patrzę z żywym zainteresowaniem, jak jego twarz zaczyna się wykrzywiać, jego usta i nos łączą się, aż na ich miejscu pojawia się pysk, z dużymi kłami wystającymi z jego warg, gdy warczy na Henry'ego. Przerażenie maluje się na twarzy Henry'ego, gdy patrzy na Derricka, próbując zrozumieć, co się dzieje.
„Partnerka,” warczy Derrick na Henry'ego, robiąc krok w jego stronę, co powoduje, że Henry cofa się ze strachu.
Zawsze wokół Czterech
Tej nocy znalazłam schronienie u czterech braci wilkołaków—Ara, Barry'ego, Devina i Carla—którzy przyjęli mnie do swojej watahy, mimo że wyczuwali, że coś jest we mnie inne. To, co zaczęło się jako ochrona, wkrótce zakwitło w coś zakazanego i pięknego: miłość, nie z jednym, ale z czterema braćmi.
Przeciwstawiając się tradycjom wilkołaków i starożytnym prawom, stworzyliśmy rodzinę związaną nie przez konwenanse, lecz przez wybór. Kiedy urodziłam bliźnięta, Lyrien i Lorcana, modliłam się, by moje połączenie z Boginią Księżyca Aetherią pozostało uśpione w ich krwi.
Moje modlitwy pozostały bez odpowiedzi, gdy niekontrolowane moce Lyrien doprowadziły do tragedii, zmuszając ją do podążenia ścieżką, której unikałam—do Solakus, królestwa bogów i magii, gdzie czekało na nią jej prawdziwe dziedzictwo.
Jako matka i córka, nasze równoległe podróże obejmują światy śmiertelników i boskości. Podczas gdy ja znalazłam miłość z czterema oddanymi partnerami, moja córka znajduje się rozdarta między trzema: jej przeznaczonym duszosobem z cieniem w żyłach, księciem smoków z królewskimi ambicjami i elfickim szlachcicem związanym z nią starożytnym układem.
To, co wydaje się przypadkiem, okazuje się boskim planem, kształtowanym przez pokolenia. Kiedy srebrna korona księżycowego światła przechodzi z matki na córkę, obie muszą wybrać między pragnieniem serca a wezwaniem przeznaczenia.
Z niekonwencjonalnych początków rodzi się najpotężniejsza Bogini Księżyca, jaką kiedykolwiek znały krainy.
(Ta książka zawiera treści dla dorosłych, w tym związki poliamoryczne. Nieodpowiednia dla nieletnich.)












