
Przekraczanie Granic
medusastonebooks · Zakończone · 302.0k słów
Wstęp
Byłem tutaj, żeby udowodnić sobie—
Ostatnia szansa na piłkę nożną, na wolność, na przyszłość, której nikt nigdy nie sądził, że zasługuję.
I wtedy go spotkałem.
Trener Aiden Mercer.
Zimny. Wymagający. Zbudowany jak legenda i dwa razy bardziej bezwzględny.
Od pierwszego rozkazu chciałem z nim walczyć.
Od pierwszego "Proszę pana" chciałem uklęknąć.
Ale to już nie chodziło tylko o grę.
Patrzył na mnie, jakby widział przez każdą maskę, którą nosiłem...
I mówił do mnie głosem, który znałem aż za dobrze.
Tym samym, który nazywał mnie "chłopczykiem" w najciemniejszych zakątkach internetu.
Teraz nie wiedziałem, czy chcę wygrać...
Czy po prostu być jego.
Aiden
Noah Blake miał być wyzwaniem.
Zuchwały, lekkomyślny rozgrywający z surowym talentem i brakiem dyscypliny.
Ale jedna wiadomość zmieniła wszystko.
Jedna noc na ObeyNet, nieznajomy z postawą i uległością wplecioną w jego słowa.
A kiedy zobaczyłem Noaha na żywo—jego ogień, jego strach, to pragnienie bycia dostrzeżonym—
Wiedziałem, że to on.
On nie wiedział, kim jestem. Jeszcze nie.
Ale już go testowałem. Popychałem go.
Łamałem go, aż błagał o to, czego przysięgał, że nie potrzebuje.
To nie miało się stać osobiste, ale każda sekunda jego nieposłuszeństwa sprawiała, że chciałem go bardziej posiąść.
A jeśli przekroczy granicę...
Upewnię się, że nigdy nie zapomni, do kogo należy.
Rozdział 1
Noah
To było wszystko, na co pracowałem.
Więc dlaczego, do cholery, miałem ochotę uciekać?
Powietrze pachniało nowymi pieniędzmi i świeżo ściętą trawą. Kampus był piękny jak z okładki magazynu. Miejsce, które nie robiło miejsca dla takich jak ja, chyba że ktoś umarł albo został zdyskwalifikowany.
A jednak tutaj byłem. Nowy rozgrywający Texas Wolves. Pierwszy wybór z letnich prób. Jeden na milion.
Przyleciałem tego ranka, dostałem markową torbę, klucz do akademika, wydrukowany harmonogram i gratulacje, których nie słyszałem przez bicie serca w piersi. Wszystko działo się szybko. Za szybko.
Mówili, że na to zasłużyłem. Że jestem naturalnym talentem. Że mam potencjał... I cholera, miałem, ale panika wciąż trzymała się tyłu mojego gardła jak dym.
To nie była gra w college'u. To było poważne.
To było wszystko.
I nie zamierzałem pojawić się tu wyglądając jak przypadek charytatywny, który jakoś oszukał system. Wiedziałem, jak to działa. Jeśli chciałem szacunku, musiałem go zdobyć od pierwszego zagrania. Bez wymówek. Bez drugich szans. Bez potknięć.
Nie byłem tu, żeby zdobywać przyjaciół.
Byłem tu, żeby przejąć kontrolę.
Ale jednak...
Dobre pierwsze wrażenie nigdy nikomu nie zaszkodziło.
Zwłaszcza gdy pochodziło się z dziury, którą właśnie opuściłem. Teraz stałem przed rezydencją w stylu bractwa, gdzie impreza powitalna drużyny już trwała w najlepsze.
Byłem ubrany na luzie—obcisłe dżinsy, koszulka bez rękawów, czapka Wolves naciągnięta nisko. Wyglądałem jakby mi zależało, ale nie za bardzo. To był trik. Wejść, uśmiechnąć się, rzucić parę zarozumiałych tekstów, zachowywać się jakbym był tu od zawsze. Udawaj, aż przejmiesz kontrolę.
Nie pozwolę nikomu traktować mnie jak przypadek.
Jak byłem traktowany całe życie.
Mimo to, moje palce się pociły, gdy otwierałem drzwi.
W środku panował chaos. Głośna muzyka, czerwone kubki, beer pong z jednej strony, stół bilardowy z drugiej. Testosteron w powietrzu jak dym. Wszędzie faceci—śmiejący się, krzyczący, napinający mięśnie.
Kilka głów się odwróciło, gdy wszedłem.
Uśmiechnąłem się.
Zrobiłem skinięcie.
Zarozumiały „tak, to ja” wygląd.
Ktoś klepnął mnie po plecach, zawołał „Yo, QB1!” jakbyśmy byli starymi kumplami.
Zaśmiałem się, krótko i płytko. W środku skanowałem wyjścia.
Wziąłem drinka. Piłem powoli. Pozwoliłem im mówić. Pozwoliłem im mierzyć mnie wzrokiem. Byłem wystarczająco zarozumiały, by zdobyć miejsce w kręgu, ale nie na tyle, żeby wyjść na dupka.
Wtedy rozmowa zmieniła temat.
„—Nie, mówię ci, stary, niektóre z tych subów na ObeyNet są sławne. Jak, przysięgam, że jednego rozpoznałem w zeszłym roku. Wyglądał jakby grał dla Panthers.”
„Bzdura. Nie ma mowy, żeby ryzykowali.”
„Byłbyś zaskoczony, człowieku. Miejsce jest anonimowe. Pełne dziwaków. Nawet bety jak ty mogłyby coś złapać.”
Wybuchł śmiech. Ktoś zrobił dźwięk duszenia się piwem. Inny gość zażartował: „Raz się zapisałem—jakiś koleś próbował zmusić mnie do nazywania go Tatusiem i szczekania. Wyszedłem.”
Serce waliło mi w piersi.
ObeyNet.
Słyszałem tę nazwę wcześniej. Szepty w sieci. Nic, na co bym kiedykolwiek kliknął. Ale coś w tym zostawało. Dreszcz przeszedł mi po kręgosłupie jak pająk.
Zmuszony do śmiechu. „Brzmi jak zabawa. Może się zapiszę, nauczę ich, jak prawdziwy mężczyzna radzi sobie ze smyczą.”
Więcej śmiechu. Jeden koleś szturchnął mnie. „Kurwa, nowicjusz jest dziwakiem. Szacun.”
Zagrałem to. Uśmiechnąłem się. Piłem.
W środku, mózg nie chciał się zamknąć.
O północy byłem z powrotem w akademiku. Sam. Niespokojny. Smak taniego piwa i fałszywej pewności siebie wciąż na języku.
Cisza była głośniejsza niż impreza. Siedziałem na brzegu łóżka, telefon w ręku, kciuk zawieszony nad przeglądarką.
Tylko ciekawość, powiedziałem sobie. Tylko sprawdzam. Nic dziwnego.
ObeyNet.
Wpisałem to i założyłem prosty profil.
W środku były tylko cienie i neon.
Wątki na forum. Profile. Nagrania.
Wszystko od poleceń po wyznania do... audio. Na tym zatrzymały się moje oczy.
Mr. A.
Najwyżej oceniany. Anonimowy. Czarnobiała fotografia profilowa: elegancki garnitur i rękawiczka zwinięta wokół paska.
Kliknąłem.
I wszystko się zatrzymało.
Jego głos uderzył mnie jak grawitacja.
Niski. Spokojny. Kontrolowany.
Nie głośny, nie agresywny—po prostu stały. Autorytatywny. Każde słowo było wyważone. Precyzyjne. Jakby już był w twojej głowie i nie musiał podnosić głosu, żeby cię zmusić do uklęknięcia.
Moja skóra zapłonęła. Usta wyschły.
Nie rozumiałem nawet połowy z tego, co mówił - ale cholera, i tak byłem podniecony.
Wstyd palił mnie w piersi.
Co jest ze mną nie tak?
Nie powinienem tego lubić. Nie kręcili mnie faceci. Nie kręciło mnie to. Nie w ten sposób. Nie na serio.
Mimo to...
Moje palce zawisły nad przyciskiem wiadomości.
Patrzyłem. Zastanawiałem się. Słyszałem w głowie głos mojego ojca - mojego największego demona - zawstydzającego mnie, nazywającego mnie słabym. Zacisnąłem oczy.
Tylko raz, powiedziałem sobie. Tylko dla zabawy.
Jasne.
Zanim zdążyłem się zastanowić, napisałem:
„Założę się, że nie dasz rady mnie ogarnąć.”
Wysłałem, zanim mogłem się wycofać. Uśmiechnąłem się. Czekałem.
Odpowiedź przyszła niemal natychmiast.
Pan A:
„Myliłeś się.
Prawdziwe pytanie brzmi - czy potrafisz być posłuszny?”
Powolne ciepło rozlało się w moim brzuchu.
JA:
„Dlaczego miałbym?
Może to ja tu rządzę.”
Pan A:
„Nie rządzisz.
Nie chcesz rządzić; wolisz, żeby ci mówiono, co masz robić.
Większość chłopaków takich jak ty chce.”
Chłopaków takich jak ja?
JA:
„Myślisz, że jestem jakąś cipą, która lubi, jak się nią rządzi?”
Pan A:
„Myślę, że jesteś przestraszoną owieczką w lwiej skórze.
Wszystko szczekanie. Żadnej smyczy.
A za tym całym hałasem, czego naprawdę pragniesz, to być posłusznym, prowadzonym i karanym.”
Przełknąłem ciężko. Te słowa uderzyły gdzieś głęboko... Powtarzałem sobie, że to tylko gra. Jakiś nieznajomy z internetu z kinkiem na dominację i ostrym językiem.
Ale nie mogłem przestać.
JA:
„I zgaduję, że potrafiłbyś to zrobić, prawda?”
Pan A:
„Potrafiłbym i zrobię to. Oboje o tym wiemy.
I myślę, że nienawidzisz, jak bardzo cię to podnieca.”
Podniecało.
I nie tylko nienawidziłem tego, ale przerażało mnie to do granic wściekłości.
JA:
„Jesteś cholernie szalony i nie znasz mnie...!”
„Dlaczego miałbym chcieć być karany?”
„I jak mógłbym być podniecony przez faceta? Jestem hetero—”
Moje palce nadal pisały czwartą wiadomość z rzędu, kiedy przyszła jego jedyna odpowiedź.
Pan A:
„Musisz oddychać, chłopczyku.”
Moja klatka piersiowa przestała się ruszać.
Przeczytałem to jeszcze raz.
Chłopczyku.
Boże...
Cholera.
Upuściłem telefon, jakby mnie poparzył.
Ekran znowu się rozświetlił.
Pan A:
„Śpij dobrze. Będziesz mój, zanim przyznasz się do tego.”
Czat się zakończył. Zniknął.
Ale ta linijka - oddychaj, chłopczyku - utkwiła mi w głowie, jakby była wyszeptana, a nie napisana.
Następny poranek był gorszy.
Prawie nie spałem. Głowa mi pękała. Wyglądałem jak wrak, czułem się gorzej, ale mieliśmy pierwsze spotkanie sezonu z naszym nowym trenerem. Wrzuciłem na siebie sprzęt, ochlapałem twarz wodą i pobiegłem przez kampus do hali treningowej.
Sala treningowa Wilków była pełna stali, szkła i potu. Gracze wchodzili, głośni i pewni siebie. Niektórzy wciąż w trybie imprezowym. Starałem się trzymać głowę nisko, siedząc z tyłu, ale wszyscy wiedzieli, kim jestem.
Nowy rozgrywający. Nowa nadzieja.
Już tego nienawidziłem.
Ktoś krzyknął: „Uwaga! Trener idzie!”
Pokój się zmienił. Postawy się wyprostowały. Głośność spadła.
Odwróciłem się - i świat się zawęził.
Wszedł jakby nas wszystkich posiadał.
Wysoki, szeroki, perfekcyjnie złożony. Solidny. Jak mur, którego nie można przesunąć, nawet jeśli się próbuje. Ubrany w czarne spodnie i drużynową koszulkę, która przylegała do jego ramion jak zbroja.
Ale w momencie, gdy otworzył usta, moja krew zamarzła.
„Dzień dobry, chłopcy. Jestem trener Mercer. Już wiecie, czego się od was oczekuje w tym sezonie. Nie jestem tu, żeby was niańczyć - jestem tu, żeby was popychać, łamać i odbudować na najlepszą wersję siebie. Tę, która przyniesie nam zwycięstwo.”
Pokój był cichy.
Zapomniałem, jak się oddycha.
To nie może być...
Odwróciłem wzrok, każde jego słowo pasowało do głosu z zeszłej nocy, który wciąż był wyryty w moim mózgu.
Reszta spotkania zamazała się. Moje serce nie chciało się uspokoić. Myśli były rozproszone, próbując przekonać mnie, że to tylko zbieg okoliczności. Prawda?
Wtedy - jego oczy znalazły mnie.
Stalowoniebieskie. Niezrozumiałe.
„Blake. Jesteś rozproszony. Twoje nastawienie wymaga pracy.”
Żołądek mi się skurczył. Każde ostrzeżenie w mojej głowie krzyczało znam ten głos.
I nie było co do tego wątpliwości.
Utrzymanie głowy w grze będzie piekłem.
Zatrzymał się - wystarczająco długo, by to zabolało.
„Zobacz się ze mną w moim biurze po treningu. Sam.”
Ostatnie Rozdziały
#269 Rozdział 269
Ostatnia Aktualizacja: 3/2/2026#268 Rozdział 268
Ostatnia Aktualizacja: 3/2/2026#267 Rozdział 267
Ostatnia Aktualizacja: 3/2/2026#266 Rozdział 266
Ostatnia Aktualizacja: 3/2/2026#265 Rozdział 265
Ostatnia Aktualizacja: 3/2/2026#264 Rozdział 264
Ostatnia Aktualizacja: 3/2/2026#263 Rozdział 263
Ostatnia Aktualizacja: 3/2/2026#262 Rozdział 262
Ostatnia Aktualizacja: 3/2/2026#261 Rozdział 261
Ostatnia Aktualizacja: 3/2/2026#260 Rozdział 260
Ostatnia Aktualizacja: 3/2/2026
Może Ci się spodobać 😍
Alfa i Wynajęta Luna
Dziewczyna z małego miasteczka, Apple, dorastała wiedząc, że wilkołaki i inne nadprzyrodzone istoty są niebezpieczne. Gdy opuszcza swoją przemocową rodzinę, by przeprowadzić się do Crescent City, największego nadprzyrodzonego miasta na Zachodzie, miejsca, gdzie potwory mieszają się ze zwykłą ludnością, słaba ludzka istota taka jak ona jest łatwym łupem. Podczas pełnego przygód poszukiwania pracy, los sprawia, że Apple nieświadomie trafia do Sterling Incorporated, największej watahy wilkołaków na Zachodnim Wybrzeżu. Mając nadzieję na staż lub pracę na poziomie podstawowym, zostaje błędnie uznana za nową Wynajętą Lunę Alfa, tymczasową kontraktową Lunę, która ma spełniać wszystkie jego potrzeby.
Problem polega na tym, że ona nie jest jego kontraktową Luną! Ona nawet nie jest wilkołakiem!
Ale Sylvester Sterling nie przejmuje się tym. Zdecydował, że tylko Apple może wykonać tę pracę - i zrobi wszystko, aby ją przekonać.
Czy Apple ulegnie uwodzicielskim sztuczkom Alfa? Czy też dziewczyna z małego miasteczka okaże się jego największym wyzwaniem?
Kontratak Prawdziwej Dziedziczki
Kiedy przyszła na świat, przez pomyłkę trafiła do niewłaściwej rodziny i doszło do podmiany noworodków. Jednak po osiemnastu latach rodziny w to zamieszane odkryły tę pomyłkę. Sprawiło to, że jej nieprawdziwa rodzina zaczęła ją źle traktować, gdy jeszcze z nimi mieszkała.
Gdy jej prawdziwa rodzina ją odnalazła, natychmiast kazano jej się wynosić. Wyśmiewali ją, przekonani, że jej prawdziwa rodzina jest biedna, i drwili z niej.
Tyle że okazało się, że jej prawdziwa rodzina należy do najbogatszych w Mayfield, a jej dawna rodzina nawet nie zbliża się do ich poziomu.
Po ponownym zjednoczeniu rodziny jej prawdziwi rodzice błagali ją, by pozwoliła im zatrzymać fałszywą dziedziczkę, Kierę, jako część rodziny.
Wygląda jednak na to, że fałszywa dziedziczka nie jest zadowolona z faktu, że prawdziwa dziedziczka wróciła, i nie potrafi powstrzymać się od intryg przeciwko Elenie, jednocześnie utrzymując niewinną, potulną fasadę.
Niestety dla niej Elena również nie zamierzała pozwolić się zastraszać i była gotowa zrobić wszystko, by obnażyć jej knowania, odbierając przy tym wszystko, co słusznie należy do niej.
Pięciu Braci, Jedna Panna Młoda
Kiedy Lily przekracza progi ociekającej luksusem rezydencji Sterlingów, by dopełnić ostatniej woli zmarłego ojca, na powitanie wychodzi jej pięciu przystojnych braci. Towarzyszy im chłodna i do szpiku kości wyrachowana matka, która z miejsca postanawia odprawić niechcianego gościa z kwitkiem.
Zgodnie z paktem zawartym przed laty między ich rodami, Lily musi wybrać jednego z braci na męża. Ta perspektywa budzi w mężczyznach jawną niechęć i wyrazistą pogardę.
Lily ma jednak w zanadrzu tajemnice, które bez wątpienia zwaliłyby z nóg całą familię Sterlingów. Pod maską skromnej, cichej myszki kryje się prawdziwy rekin biznesu – genialny umysł, który od absolutnego zera zbudował wielomiliardowe imperium. Jakby tego było mało, jest też cieszącą się międzynarodowym uznaniem piosenkarką, występującą pod pseudonimem Słowik. A także geniuszem technologicznym, znanym w sieci jako Anny, który potrafi pokonać każdego jego własną bronią.
Próbując odnaleźć się w gąszczu skomplikowanych, domowych intryg rodu Sterlingów, Lily ku swojemu zaskoczeniu czuje, że najbardziej ciągnie ją do brata o sercu z lodu – Williama. Ten bezwzględny prezes traktuje ją jednak z ogromną, lodowatą nieufnością.
Na domiar złego, matka Williama upatrzyła już dla niego idealną partię: Fionę z rodziny Fosterów, jego przyjaciółkę z dzieciństwa i młodzieńczą miłość.
Sęk w tym, że słowo „kapitulacja” w słowniku Lily po prostu nie istnieje.
Omegi z Haven
Tak mi obiecywali. Kiedy straciłam rodziców w wieku czternastu lat, zostałam wysłana do Haven i obiecano mi cały świat. Jednak kiedy nadszedł mój czas, wataha, którą wybrałam, odurzyła mnie i sprzedała. Obudziłam się w klatce, obok rzędów innych Omeg. Czekałam tam przez dwa lata, aż w końcu nadszedł mój numer. Dziś wieczorem idę na aukcję...
To znaczy, dopóki mój strażnik nie wpadł pijany i nie zobaczyłam swojej szansy na ucieczkę. Byłam jednak zbyt słaba, a gdy mnie złapał i obiecał zatrzymać dla siebie, pomyślałam, że moja szansa na wolność przepadła. Wtedy czterech Alfów wpadło i uratowało mnie, ale moje problemy dalekie były od zakończenia.
Jestem zbyt niebezpieczna, żeby mnie zostawić przy życiu, ale nie mogę zaufać jedynemu miejscu w tym kraju, które miało mnie chronić. Poza tym, ci Alfowie wcale nie są typem watahy, której mogłabym zaufać lub wybrać na całe życie. Są brutalni i szorstcy. Jednak obiecują mi pomoc i ochronę, aż uzyskam sprawiedliwość, a ja zamierzam skorzystać z ich oferty. Mam jedno życzenie... Chcę, żeby nauczyli mnie być tak zła jak oni. Chcę być kimś, kogo ludzie, którzy mnie skrzywdzili, będą się bać.
Piekło nie zna większej furii niż zraniona Omega... czy coś w tym stylu.
Nazywam się Elise i zaraz dostanę swoje nieszczęśliwe zakończenie.
(Ta historia rozgrywa się w tym samym uniwersum co "Najpiękniejszy Dźwięk", a obie książki zostały teraz połączone jako "Omegi z Haven" dla lepszego odbioru:D)
Adoptowany Grzech
To wszystko, czego kiedykolwiek pragnęłam.....
Aż nagle wszystkie moje marzenia rozsypują się w pył.
Mój „brat” mnie nienawidzi.
Nie jest już tym samym chłopakiem, który wyjechał z naszego domu w drogę ku wielkości. Nie chce mieć ze mną nic wspólnego i traktuje mnie gorzej niż swojego wroga.
Aż widzę go z jakąś dziewczyną.
I nagle nie wygląda już jak mój brat.
Wygląda jak seksowny sportowiec, nad którym ślini się każda dziewczyna na kampusie.
To złe.
Nie powinnam patrzeć na niego w ten sposób.
A on nie powinien dotykać mnie tak, jakby był gotów mnie pożreć.
To mój brat.
A może jednak nie?
Granice się zacierają, a grunt drży mi pod stopami od pożądania i grzechu.
Sekrety są wyszeptywane nad rozpaloną skórą, zakazane pocałunki kradzione w ciemnych kątach.
Ale to wciąż za mało.
Potrzebuję więcej.
Syreny Mafii
Vernon zamarł, kuszące uczucie niespodziewanego pocałunku Nixxona odbierało mu mowę.
„Pocałunek...” wyszeptał, bez tchu.
„Dobrze się czuję, kiedy cię całuję, Vernon,” wyszeptał Nixxon i... pocałował go ponownie.
Nixxon uciekł ze swojego podwodnego królestwa, desperacko pragnąc zerwać wszelkie więzi z oceanem. Ale ludzki świat nie był tą wolnością, jaką sobie wyobrażał... to była inna forma klatki. Schwytany przez Vernona, bezwzględnego szefa mafii, który wziął go za szpiega lub broń, Nixxon szybko zrozumiał, że jego przetrwanie zależy od tego, jak dobrze potrafi udawać i jak szybko może się uczyć.
Na początku Vernon widział w Nixxonie jedynie zagrożenie... dziwnego mężczyznę bez przeszłości, bez dokumentów, z nienaturalnym sposobem poruszania się. Ale im więcej go przesłuchiwał, tym bardziej frustrująco nieodparty stawał się Nixxon. Był zarówno naiwny, jak i bystry, buntowniczy, ale dziwnie zafascynowany ludzkim życiem. A co najgorsze, patrzył na Vernona, jakby był kimś, kogo warto poznać.
Zmuszony do trzymania Nixxona blisko, Vernon staje się jego niechętnym przewodnikiem po ludzkim świecie... ludzką encyklopedią; odpowiadając na niewinne, lecz niebezpieczne pytania. Co to jest głód? Dlaczego ludzie kłamią? Co to znaczy kochać?
Ale kiedy Vernon w końcu odkrywa prawdę o Nixxonie... kim jest, czym jest... stoi przed wyborem: uwolnić człowieka, którego kiedyś uważał za wroga... albo zakuć go w jeszcze ściślejsze kajdany, zanim zostanie mu odebrany.
Bo coś mu mówi, że Nixxon nie uciekał tylko przed oceanem. Coś gorszego nadchodzi po niego.
A Vernon nie wie, czy chce uratować Nixxona... czy zatrzymać go na zawsze.
Zawsze wokół Czterech
Tej nocy znalazłam schronienie u czterech braci wilkołaków—Ara, Barry'ego, Devina i Carla—którzy przyjęli mnie do swojej watahy, mimo że wyczuwali, że coś jest we mnie inne. To, co zaczęło się jako ochrona, wkrótce zakwitło w coś zakazanego i pięknego: miłość, nie z jednym, ale z czterema braćmi.
Przeciwstawiając się tradycjom wilkołaków i starożytnym prawom, stworzyliśmy rodzinę związaną nie przez konwenanse, lecz przez wybór. Kiedy urodziłam bliźnięta, Lyrien i Lorcana, modliłam się, by moje połączenie z Boginią Księżyca Aetherią pozostało uśpione w ich krwi.
Moje modlitwy pozostały bez odpowiedzi, gdy niekontrolowane moce Lyrien doprowadziły do tragedii, zmuszając ją do podążenia ścieżką, której unikałam—do Solakus, królestwa bogów i magii, gdzie czekało na nią jej prawdziwe dziedzictwo.
Jako matka i córka, nasze równoległe podróże obejmują światy śmiertelników i boskości. Podczas gdy ja znalazłam miłość z czterema oddanymi partnerami, moja córka znajduje się rozdarta między trzema: jej przeznaczonym duszosobem z cieniem w żyłach, księciem smoków z królewskimi ambicjami i elfickim szlachcicem związanym z nią starożytnym układem.
To, co wydaje się przypadkiem, okazuje się boskim planem, kształtowanym przez pokolenia. Kiedy srebrna korona księżycowego światła przechodzi z matki na córkę, obie muszą wybrać między pragnieniem serca a wezwaniem przeznaczenia.
Z niekonwencjonalnych początków rodzi się najpotężniejsza Bogini Księżyca, jaką kiedykolwiek znały krainy.
(Ta książka zawiera treści dla dorosłych, w tym związki poliamoryczne. Nieodpowiednia dla nieletnich.)
POŚLUBIONA WŁADCY PRZESTĘPCZEGO ŚWIATA
Po kolejnych nieudanych próbach swatania mama zagroziła, że odetnie mnie od funduszu powierniczego, który zostawił mi ojciec. Trzy dni przed moimi dwudziestymi ósmymi urodzinami poszłam na charytatywną galę,
Zdesperowana i podlana szampanem podeszłam do najbardziej onieśmielającego faceta na całym balu dobroczynnym. Był lodowaty, arogancki i patrzył na mnie tak, jakbym była kawałkiem mięsa. Miałam to gdzieś. Wcisnęłam mu swoją wizytówkę, a ręka drżała mi jak osika.
Nie wziął jej. Zamiast tego ruszył za mną na balkon. „Nie przyszłaś tu w interesach, Talia” — wyszeptał, a jego głos był ciemny, lepki i kuszący. „Przyszłaś po to, żeby ktoś cię wziął”.
Zanim noc dobiegła końca, byłam w jego łóżku. Naga, spełniona i senna. Powiedziałam mu, że chcę za niego wyjść. Powiedział „tak” i zgodził się ożenić ze mną natychmiast. Zasnęłam, nie zdając sobie sprawy, że właśnie oświadczyłam się najpotężniejszemu bankierowi w Nowym Jorku.
Powinnam była uciekać. Nie wiedziałam, że to Alexander Cielo Morgan — najbardziej bezwzględny bankier w Nowym Jorku. Nie wiedziałam, że jedna noc z nim będzie mnie kosztować wolność na zawsze. Ale było już za późno, żeby się wycofać. Utknęłam w małżeństwie z nim. I odkryłam, że utrata stu milionów dolarów z funduszu powierniczego jest o niebo lepsza niż oddanie swojego życia Alexandrowi Cielo.
Przypadkowe Spotkanie z Magnatem
Cztery lata temu rodzina Baileyów stanęła w obliczu druzgocącego kryzysu finansowego.
Gdy bankructwo wydawało się nieuniknione, pojawił się tajemniczy dobroczyńca, oferując ratunek pod jednym warunkiem: małżeństwo na kontrakt.
Krążyły plotki o tym zagadkowym mężczyźnie — szeptano, że jest ohydnie brzydki i zbyt zawstydzony, by pokazać swoją twarz, być może skrywający mroczne, skrzywione obsesje.
Bez wahania Baileyowie poświęcili mnie, aby chronić swoją cenną biologiczną córkę, zmuszając mnie do zajęcia jej miejsca jako pionka w tej zimnej, wyrachowanej umowie.
Na szczęście, przez te cztery lata tajemniczy mąż nigdy nie zażądał spotkania twarzą w twarz.
Teraz, w ostatnim roku naszej umowy, mąż, którego nigdy nie spotkałam, żąda, abyśmy się spotkali osobiście.
Jednak katastrofa uderzyła noc przed moim powrotem — pijana i zdezorientowana, weszłam do złego pokoju hotelowego i skończyłam w łóżku z legendarnym potentatem finansowym, Casparem Thorntonem.
Co ja teraz, do diabła, mam zrobić?
Po Jednej Nocy z Alfą
Myślałam, że czekam na miłość. Zamiast tego, zostałam zgwałcona przez bestię.
Mój świat miał rozkwitnąć podczas Festiwalu Pełni Księżyca w Moonshade Bay – szampan buzujący w moich żyłach, zarezerwowany pokój hotelowy dla mnie i Jasona, abyśmy wreszcie przekroczyli tę granicę po dwóch latach. Wślizgnęłam się w koronkową bieliznę, zostawiłam drzwi otwarte i położyłam się na łóżku, serce waliło z nerwowego podniecenia.
Ale mężczyzna, który wszedł do mojego łóżka, nie był Jasonem.
W ciemnym pokoju, zanurzona w duszącym, pikantnym zapachu, który sprawiał, że kręciło mi się w głowie, poczułam ręce – pilne, gorące – palące moją skórę. Jego gruby, pulsujący członek przycisnął się do mojej mokrej cipki, a zanim zdążyłam jęknąć, wbił się mocno, brutalnie rozdzierając moją niewinność. Ból palił, moje ściany zaciskały się, gdy drapałam jego żelazne ramiona, tłumiąc szlochy. Mokre, śliskie dźwięki odbijały się echem z każdym brutalnym ruchem, jego ciało nieustępliwe, aż zadrżał, wylewając się gorąco i głęboko we mnie.
"To było niesamowite, Jason," udało mi się powiedzieć.
"Kto do cholery jest Jason?"
Moja krew zamarzła. Światło przecięło jego twarz – Brad Rayne, Alfa Stada Moonshade, wilkołak, nie mój chłopak. Przerażenie dławiło mnie, gdy zdałam sobie sprawę, co zrobiłam.
Uciekłam, ratując swoje życie!
Ale kilka tygodni później, obudziłam się w ciąży z jego dziedzicem!
Mówią, że moje heterochromatyczne oczy oznaczają mnie jako rzadką prawdziwą partnerkę. Ale nie jestem wilkiem. Jestem tylko Elle, nikim z ludzkiej dzielnicy, teraz uwięzioną w świecie Brada.
Zimne spojrzenie Brada przygniata mnie: „Noszisz moje dziecko. Jesteś moja.”
Nie mam innego wyboru, muszę wybrać tę klatkę. Moje ciało również mnie zdradza, pragnąc bestii, która mnie zrujnowała.
OSTRZEŻENIE: Tylko dla dojrzałych czytelników
Tym Razem To On Ściga Mnie Całym Sercem
Na korytarzu przed salą balową podeszła do niego, gdy palił przy drzwiach, chcąc chociaż spróbować się wytłumaczyć.
– Nadal jesteś na mnie zły?
Strzepnął papierosa, odrzucił niedopałek i spojrzał na nią z jawną pogardą.
– Zły? Myślisz, że jestem zły? Zgadnę – Maya wreszcie się dowiaduje, kim jestem, i nagle ma ochotę „odnowić kontakt”. Kolejna szansa, odkąd wie, że moje nazwisko oznacza pieniądze.
Kiedy próbowała zaprzeczyć, wszedł jej w słowo.
– Byłaś epizodem. Przypisem na dole strony. Gdybyś się tu dzisiaj nie pojawiła, nawet bym o tobie nie pamiętał.
Łzy zapiekły ją pod powiekami. Prawie powiedziała mu o jego córce, ale się powstrzymała. Uznałby tylko, że próbuje go wrobić, złapać go na dziecko i dobrać się do jego kasy.
Maya przełknęła wszystko razem z łzami i odeszła, święcie przekonana, że ich drogi już nigdy się nie przetną – a jednak on zaczął pojawiać się w jej życiu raz za razem, aż w końcu to on musiał się przed nią schylić, pokornie błagając, by dała mu jeszcze jedną szansę.
Requiem Grzechu - Romans Mafijny
Prosto na nagiego mężczyznę, świeżo po prysznicu.
A teraz jestem w ciąży z jego dzieckiem.
Powinnam była wyjść, gdy tylko go zobaczyłam.
Był zbyt piękny, żeby mógł być prawdziwy.
Doszłam do drzwi...
A potem zobaczył dokładnie to, co próbowałam ukryć.
– Kto ci to zrobił? – zapytał, gdy dostrzegł siniaki. – Pozwól mi to naprawić.
Powinnam była odmówić.
Ale szczerze? Należy mi się odrobina szczęścia od wszechświata.
A jeśli zechce mi je dać w postaci oszałamiającego, ponadmetrowego anioła ciemności...
Cóż, nie będę wybrzydzać.
Tyle że nic w tym życiu nie przychodzi bez zobowiązań.
Mój anioł daje mi noc rodem z nieba...
Kiedy jednak nadchodzi poranek, zmienia się w diabła.
I to nie byle jakiego.
Ten diabeł wie, skąd jestem.
Kim jestem.
Co zrobiłam.
I jest zdeterminowany, żeby kazać mi za to wszystko zapłacić.












