
Przekraczanie Granic
medusastonebooks · Zakończone · 302.0k słów
Wstęp
Byłem tutaj, żeby udowodnić sobie—
Ostatnia szansa na piłkę nożną, na wolność, na przyszłość, której nikt nigdy nie sądził, że zasługuję.
I wtedy go spotkałem.
Trener Aiden Mercer.
Zimny. Wymagający. Zbudowany jak legenda i dwa razy bardziej bezwzględny.
Od pierwszego rozkazu chciałem z nim walczyć.
Od pierwszego "Proszę pana" chciałem uklęknąć.
Ale to już nie chodziło tylko o grę.
Patrzył na mnie, jakby widział przez każdą maskę, którą nosiłem...
I mówił do mnie głosem, który znałem aż za dobrze.
Tym samym, który nazywał mnie "chłopczykiem" w najciemniejszych zakątkach internetu.
Teraz nie wiedziałem, czy chcę wygrać...
Czy po prostu być jego.
Aiden
Noah Blake miał być wyzwaniem.
Zuchwały, lekkomyślny rozgrywający z surowym talentem i brakiem dyscypliny.
Ale jedna wiadomość zmieniła wszystko.
Jedna noc na ObeyNet, nieznajomy z postawą i uległością wplecioną w jego słowa.
A kiedy zobaczyłem Noaha na żywo—jego ogień, jego strach, to pragnienie bycia dostrzeżonym—
Wiedziałem, że to on.
On nie wiedział, kim jestem. Jeszcze nie.
Ale już go testowałem. Popychałem go.
Łamałem go, aż błagał o to, czego przysięgał, że nie potrzebuje.
To nie miało się stać osobiste, ale każda sekunda jego nieposłuszeństwa sprawiała, że chciałem go bardziej posiąść.
A jeśli przekroczy granicę...
Upewnię się, że nigdy nie zapomni, do kogo należy.
Rozdział 1
Noah
To było wszystko, na co pracowałem.
Więc dlaczego, do cholery, miałem ochotę uciekać?
Powietrze pachniało nowymi pieniędzmi i świeżo ściętą trawą. Kampus był piękny jak z okładki magazynu. Miejsce, które nie robiło miejsca dla takich jak ja, chyba że ktoś umarł albo został zdyskwalifikowany.
A jednak tutaj byłem. Nowy rozgrywający Texas Wolves. Pierwszy wybór z letnich prób. Jeden na milion.
Przyleciałem tego ranka, dostałem markową torbę, klucz do akademika, wydrukowany harmonogram i gratulacje, których nie słyszałem przez bicie serca w piersi. Wszystko działo się szybko. Za szybko.
Mówili, że na to zasłużyłem. Że jestem naturalnym talentem. Że mam potencjał... I cholera, miałem, ale panika wciąż trzymała się tyłu mojego gardła jak dym.
To nie była gra w college'u. To było poważne.
To było wszystko.
I nie zamierzałem pojawić się tu wyglądając jak przypadek charytatywny, który jakoś oszukał system. Wiedziałem, jak to działa. Jeśli chciałem szacunku, musiałem go zdobyć od pierwszego zagrania. Bez wymówek. Bez drugich szans. Bez potknięć.
Nie byłem tu, żeby zdobywać przyjaciół.
Byłem tu, żeby przejąć kontrolę.
Ale jednak...
Dobre pierwsze wrażenie nigdy nikomu nie zaszkodziło.
Zwłaszcza gdy pochodziło się z dziury, którą właśnie opuściłem. Teraz stałem przed rezydencją w stylu bractwa, gdzie impreza powitalna drużyny już trwała w najlepsze.
Byłem ubrany na luzie—obcisłe dżinsy, koszulka bez rękawów, czapka Wolves naciągnięta nisko. Wyglądałem jakby mi zależało, ale nie za bardzo. To był trik. Wejść, uśmiechnąć się, rzucić parę zarozumiałych tekstów, zachowywać się jakbym był tu od zawsze. Udawaj, aż przejmiesz kontrolę.
Nie pozwolę nikomu traktować mnie jak przypadek.
Jak byłem traktowany całe życie.
Mimo to, moje palce się pociły, gdy otwierałem drzwi.
W środku panował chaos. Głośna muzyka, czerwone kubki, beer pong z jednej strony, stół bilardowy z drugiej. Testosteron w powietrzu jak dym. Wszędzie faceci—śmiejący się, krzyczący, napinający mięśnie.
Kilka głów się odwróciło, gdy wszedłem.
Uśmiechnąłem się.
Zrobiłem skinięcie.
Zarozumiały „tak, to ja” wygląd.
Ktoś klepnął mnie po plecach, zawołał „Yo, QB1!” jakbyśmy byli starymi kumplami.
Zaśmiałem się, krótko i płytko. W środku skanowałem wyjścia.
Wziąłem drinka. Piłem powoli. Pozwoliłem im mówić. Pozwoliłem im mierzyć mnie wzrokiem. Byłem wystarczająco zarozumiały, by zdobyć miejsce w kręgu, ale nie na tyle, żeby wyjść na dupka.
Wtedy rozmowa zmieniła temat.
„—Nie, mówię ci, stary, niektóre z tych subów na ObeyNet są sławne. Jak, przysięgam, że jednego rozpoznałem w zeszłym roku. Wyglądał jakby grał dla Panthers.”
„Bzdura. Nie ma mowy, żeby ryzykowali.”
„Byłbyś zaskoczony, człowieku. Miejsce jest anonimowe. Pełne dziwaków. Nawet bety jak ty mogłyby coś złapać.”
Wybuchł śmiech. Ktoś zrobił dźwięk duszenia się piwem. Inny gość zażartował: „Raz się zapisałem—jakiś koleś próbował zmusić mnie do nazywania go Tatusiem i szczekania. Wyszedłem.”
Serce waliło mi w piersi.
ObeyNet.
Słyszałem tę nazwę wcześniej. Szepty w sieci. Nic, na co bym kiedykolwiek kliknął. Ale coś w tym zostawało. Dreszcz przeszedł mi po kręgosłupie jak pająk.
Zmuszony do śmiechu. „Brzmi jak zabawa. Może się zapiszę, nauczę ich, jak prawdziwy mężczyzna radzi sobie ze smyczą.”
Więcej śmiechu. Jeden koleś szturchnął mnie. „Kurwa, nowicjusz jest dziwakiem. Szacun.”
Zagrałem to. Uśmiechnąłem się. Piłem.
W środku, mózg nie chciał się zamknąć.
O północy byłem z powrotem w akademiku. Sam. Niespokojny. Smak taniego piwa i fałszywej pewności siebie wciąż na języku.
Cisza była głośniejsza niż impreza. Siedziałem na brzegu łóżka, telefon w ręku, kciuk zawieszony nad przeglądarką.
Tylko ciekawość, powiedziałem sobie. Tylko sprawdzam. Nic dziwnego.
ObeyNet.
Wpisałem to i założyłem prosty profil.
W środku były tylko cienie i neon.
Wątki na forum. Profile. Nagrania.
Wszystko od poleceń po wyznania do... audio. Na tym zatrzymały się moje oczy.
Mr. A.
Najwyżej oceniany. Anonimowy. Czarnobiała fotografia profilowa: elegancki garnitur i rękawiczka zwinięta wokół paska.
Kliknąłem.
I wszystko się zatrzymało.
Jego głos uderzył mnie jak grawitacja.
Niski. Spokojny. Kontrolowany.
Nie głośny, nie agresywny—po prostu stały. Autorytatywny. Każde słowo było wyważone. Precyzyjne. Jakby już był w twojej głowie i nie musiał podnosić głosu, żeby cię zmusić do uklęknięcia.
Moja skóra zapłonęła. Usta wyschły.
Nie rozumiałem nawet połowy z tego, co mówił - ale cholera, i tak byłem podniecony.
Wstyd palił mnie w piersi.
Co jest ze mną nie tak?
Nie powinienem tego lubić. Nie kręcili mnie faceci. Nie kręciło mnie to. Nie w ten sposób. Nie na serio.
Mimo to...
Moje palce zawisły nad przyciskiem wiadomości.
Patrzyłem. Zastanawiałem się. Słyszałem w głowie głos mojego ojca - mojego największego demona - zawstydzającego mnie, nazywającego mnie słabym. Zacisnąłem oczy.
Tylko raz, powiedziałem sobie. Tylko dla zabawy.
Jasne.
Zanim zdążyłem się zastanowić, napisałem:
„Założę się, że nie dasz rady mnie ogarnąć.”
Wysłałem, zanim mogłem się wycofać. Uśmiechnąłem się. Czekałem.
Odpowiedź przyszła niemal natychmiast.
Pan A:
„Myliłeś się.
Prawdziwe pytanie brzmi - czy potrafisz być posłuszny?”
Powolne ciepło rozlało się w moim brzuchu.
JA:
„Dlaczego miałbym?
Może to ja tu rządzę.”
Pan A:
„Nie rządzisz.
Nie chcesz rządzić; wolisz, żeby ci mówiono, co masz robić.
Większość chłopaków takich jak ty chce.”
Chłopaków takich jak ja?
JA:
„Myślisz, że jestem jakąś cipą, która lubi, jak się nią rządzi?”
Pan A:
„Myślę, że jesteś przestraszoną owieczką w lwiej skórze.
Wszystko szczekanie. Żadnej smyczy.
A za tym całym hałasem, czego naprawdę pragniesz, to być posłusznym, prowadzonym i karanym.”
Przełknąłem ciężko. Te słowa uderzyły gdzieś głęboko... Powtarzałem sobie, że to tylko gra. Jakiś nieznajomy z internetu z kinkiem na dominację i ostrym językiem.
Ale nie mogłem przestać.
JA:
„I zgaduję, że potrafiłbyś to zrobić, prawda?”
Pan A:
„Potrafiłbym i zrobię to. Oboje o tym wiemy.
I myślę, że nienawidzisz, jak bardzo cię to podnieca.”
Podniecało.
I nie tylko nienawidziłem tego, ale przerażało mnie to do granic wściekłości.
JA:
„Jesteś cholernie szalony i nie znasz mnie...!”
„Dlaczego miałbym chcieć być karany?”
„I jak mógłbym być podniecony przez faceta? Jestem hetero—”
Moje palce nadal pisały czwartą wiadomość z rzędu, kiedy przyszła jego jedyna odpowiedź.
Pan A:
„Musisz oddychać, chłopczyku.”
Moja klatka piersiowa przestała się ruszać.
Przeczytałem to jeszcze raz.
Chłopczyku.
Boże...
Cholera.
Upuściłem telefon, jakby mnie poparzył.
Ekran znowu się rozświetlił.
Pan A:
„Śpij dobrze. Będziesz mój, zanim przyznasz się do tego.”
Czat się zakończył. Zniknął.
Ale ta linijka - oddychaj, chłopczyku - utkwiła mi w głowie, jakby była wyszeptana, a nie napisana.
Następny poranek był gorszy.
Prawie nie spałem. Głowa mi pękała. Wyglądałem jak wrak, czułem się gorzej, ale mieliśmy pierwsze spotkanie sezonu z naszym nowym trenerem. Wrzuciłem na siebie sprzęt, ochlapałem twarz wodą i pobiegłem przez kampus do hali treningowej.
Sala treningowa Wilków była pełna stali, szkła i potu. Gracze wchodzili, głośni i pewni siebie. Niektórzy wciąż w trybie imprezowym. Starałem się trzymać głowę nisko, siedząc z tyłu, ale wszyscy wiedzieli, kim jestem.
Nowy rozgrywający. Nowa nadzieja.
Już tego nienawidziłem.
Ktoś krzyknął: „Uwaga! Trener idzie!”
Pokój się zmienił. Postawy się wyprostowały. Głośność spadła.
Odwróciłem się - i świat się zawęził.
Wszedł jakby nas wszystkich posiadał.
Wysoki, szeroki, perfekcyjnie złożony. Solidny. Jak mur, którego nie można przesunąć, nawet jeśli się próbuje. Ubrany w czarne spodnie i drużynową koszulkę, która przylegała do jego ramion jak zbroja.
Ale w momencie, gdy otworzył usta, moja krew zamarzła.
„Dzień dobry, chłopcy. Jestem trener Mercer. Już wiecie, czego się od was oczekuje w tym sezonie. Nie jestem tu, żeby was niańczyć - jestem tu, żeby was popychać, łamać i odbudować na najlepszą wersję siebie. Tę, która przyniesie nam zwycięstwo.”
Pokój był cichy.
Zapomniałem, jak się oddycha.
To nie może być...
Odwróciłem wzrok, każde jego słowo pasowało do głosu z zeszłej nocy, który wciąż był wyryty w moim mózgu.
Reszta spotkania zamazała się. Moje serce nie chciało się uspokoić. Myśli były rozproszone, próbując przekonać mnie, że to tylko zbieg okoliczności. Prawda?
Wtedy - jego oczy znalazły mnie.
Stalowoniebieskie. Niezrozumiałe.
„Blake. Jesteś rozproszony. Twoje nastawienie wymaga pracy.”
Żołądek mi się skurczył. Każde ostrzeżenie w mojej głowie krzyczało znam ten głos.
I nie było co do tego wątpliwości.
Utrzymanie głowy w grze będzie piekłem.
Zatrzymał się - wystarczająco długo, by to zabolało.
„Zobacz się ze mną w moim biurze po treningu. Sam.”
Ostatnie Rozdziały
#269 Rozdział 269
Ostatnia Aktualizacja: 3/2/2026#268 Rozdział 268
Ostatnia Aktualizacja: 3/2/2026#267 Rozdział 267
Ostatnia Aktualizacja: 3/2/2026#266 Rozdział 266
Ostatnia Aktualizacja: 3/2/2026#265 Rozdział 265
Ostatnia Aktualizacja: 3/2/2026#264 Rozdział 264
Ostatnia Aktualizacja: 3/2/2026#263 Rozdział 263
Ostatnia Aktualizacja: 3/2/2026#262 Rozdział 262
Ostatnia Aktualizacja: 3/2/2026#261 Rozdział 261
Ostatnia Aktualizacja: 3/2/2026#260 Rozdział 260
Ostatnia Aktualizacja: 3/2/2026
Może Ci się spodobać 😍
Tym Razem To On Ściga Mnie Całym Sercem
Na korytarzu przed salą balową podeszła do niego, gdy palił przy drzwiach, chcąc chociaż spróbować się wytłumaczyć.
– Nadal jesteś na mnie zły?
Strzepnął papierosa, odrzucił niedopałek i spojrzał na nią z jawną pogardą.
– Zły? Myślisz, że jestem zły? Zgadnę – Maya wreszcie się dowiaduje, kim jestem, i nagle ma ochotę „odnowić kontakt”. Kolejna szansa, odkąd wie, że moje nazwisko oznacza pieniądze.
Kiedy próbowała zaprzeczyć, wszedł jej w słowo.
– Byłaś epizodem. Przypisem na dole strony. Gdybyś się tu dzisiaj nie pojawiła, nawet bym o tobie nie pamiętał.
Łzy zapiekły ją pod powiekami. Prawie powiedziała mu o jego córce, ale się powstrzymała. Uznałby tylko, że próbuje go wrobić, złapać go na dziecko i dobrać się do jego kasy.
Maya przełknęła wszystko razem z łzami i odeszła, święcie przekonana, że ich drogi już nigdy się nie przetną – a jednak on zaczął pojawiać się w jej życiu raz za razem, aż w końcu to on musiał się przed nią schylić, pokornie błagając, by dała mu jeszcze jedną szansę.
Okrutny Raj - Romans mafijny
Wykręcenie tyłkiem numeru do własnego szefa…
I zostawienie mu sprośnej poczty głosowej, kiedy jesteś, yyy… „w trakcie” myślenia o nim.
Praca jako osobista asystentka Rusłana Orłowa to robota rodem z piekła.
Po długim dniu, podczas którego spełniam każdą zachciankę tego miliardera, potrzebuję jakiegoś ujścia dla stresu.
Więc kiedy tamtego wieczoru wracam do domu, robię dokładnie to.
Problem w tym, że moje myśli wciąż kręcą się wokół tego szef-dupka, który rujnuje mi życie.
I niech będzie—bo ze wszystkich licznych grzechów Rusłana, to że jest tak cholernie przystojny, może być najniebezpieczniejsze.
Dziś w nocy fantazje o nim są dokładnie tym, czego potrzebuję, żeby przekroczyć granicę.
Ale kiedy spuszczam wzrok na telefon, przygnieciony obok mnie,
jest.
Poczta głosowa: 7 minut i 32 sekundy…
Wysłana do Rusłana Orłowa.
Wpada we mnie panika i ciskam telefon przez pokój.
Tyle że nie da się cofnąć szkód wyrządzonych przez moje bardzo głośne „O”.
Więc co ja mogę zrobić?
Plan był prosty: unikać go i udawać, że to się nigdy nie wydarzyło.
Poza tym—kto tak zajęty w ogóle odsłuchuje pocztę głosową, co?
Tylko że kiedy on wpisuje mi w kalendarz spotkanie jeden na jeden ze mną na równe 7 minut i 32 sekundy,
jedno jest pewne:
On.
Słyszał.
Wszystko.
Sekretarko, Czy Chcesz Się Ze Mną Przespać?
Może dlatego żadna z nich nie wytrzymywała dłużej niż dwa tygodnie. Szybko mu się nudziły. Ale Valeria powiedziała „nie” i to tylko sprawiło, że zaczął gonić ją jeszcze zawzięciej, kombinując coraz to inne sposoby, żeby dostać to, czego chciał — nie rezygnując przy tym ze swoich rozrywek z innymi kobietami.
Nawet nie zauważył, kiedy Valeria stała się jego prawą ręką, i potrzebował jej do wszystkiego, jakby bez niej nie potrafił nawet oddychać. Mimo to nie przyznał się, że ją kocha, dopóki ona nie dotarła do swojej granicy i po prostu nie odeszła.
Zakazane Pulsowanie
Moje zmieniło się w czasie, który zajęło otwarcie drzwi.
Za nimi: mój narzeczony Nicholas z inną kobietą.
Trzy miesiące do naszego ślubu. Trzy sekundy, żeby zobaczyć, jak wszystko się rozpada.
Powinnam była uciec. Powinnam była krzyczeć. Powinnam była zrobić cokolwiek, zamiast stać tam jak głupia.
Zamiast tego usłyszałam, jak sam diabeł szepcze mi do ucha:
"Jeśli chcesz, mogę cię poślubić."
Daniel. Brat, przed którym mnie ostrzegano. Ten, który sprawiał, że Nicholas wyglądał jak aniołek.
Opierał się o ścianę, obserwując, jak mój świat się rozpada.
Moje serce waliło jak młot. "Co?"
"Słyszałaś mnie." Jego oczy wwiercały się w moje. "Poślub mnie, Emmo."
Ale kiedy patrzyłam w te magnetyczne oczy, uświadomiłam sobie coś przerażającego:
Chciałam powiedzieć mu "tak".
Gra rozpoczęta.
Niechętna Panna Młoda Miliardera
Jednak jeden kontrakt małżeński zrujnował moje spokojne życie. Aby chronić moją rodzinę, musiałam poślubić Alexandra Kingsleya — potentata technologicznego, który jest ode mnie starszy o osiem lat.
Naiwnie myślałam, że przynajmniej będziemy mogli żyć w zgodzie. Nie wiedziałam, że już mnie zaszufladkował jako łowczynię fortun, co od pierwszego dnia postawiło nas na kursie kolizyjnym.
Teraz, uwięziona w rodzinie Kingsleyów, nie tylko muszę radzić sobie z zimnym mężem. Muszę też stawić czoła jego mściwej szwagierce Victorii i Karen — wieloletniej adoratorce Alexandra, która jest zdeterminowana, by sprawić, że poczuję się jak niechciany intruz.
Jak mam przetrwać w rodzinie Kingsleyów...
Nocne lekarstwo prezesa
Nazywam się Aria Harper i właśnie przyłapałam mojego narzeczonego Ethana na zdradzie z moją przyrodnią siostrą Scarlett w naszym łóżku. Podczas gdy mój świat się rozpadał, oni planowali ukraść wszystko—moje dziedzictwo, spuściznę mojej matki, nawet firmę, która powinna należeć do mnie.
Ale nie jestem naiwną dziewczyną, za jaką mnie uważają.
Wchodzi Devon Kane—jedenaście lat starszy, niebezpiecznie potężny i dokładnie taki, jakiego potrzebuję. Jeden miesiąc. Jeden tajny układ. Wykorzystać jego wpływy, aby uratować moją firmę, odkrywając jednocześnie prawdę o "śmierci" mojej matki Elizabeth i fortunie, którą mi ukradli.
Plan był prosty: udawać zaręczyny, wyciągnąć informacje od wrogów, odejść czysto.
Czego się nie spodziewałam? Ten bezsenny miliarder, który może spać tylko wtedy, gdy jestem w jego ramionach. Czego on się nie spodziewał? Że jego wygodna aranżacja stanie się jego obsesją.
W świetle dnia jest mistrzem obojętności—jego spojrzenie przesuwa się obok mnie, jakbym nie istniała. Ale gdy zapada ciemność, podciąga moją koronkową sukienkę, jego dłonie zdobywają moje piersi przez przezroczysty materiał, jego usta odnajdują mały pieprzyk na moim obojczyku.
„Tak właśnie,” oddycha przeciw mojej skórze, głos napięty i chrapliwy. „Boże, czujesz się niesamowicie.”
Teraz granice są zamazane, stawki wyższe, a wszyscy, którzy mnie zdradzili, zaraz się dowiedzą, co się dzieje, gdy nie doceniają Arii Harper.
Zemsta nigdy nie była tak słodka.
Projekt Więzień
Czy miłość może oswoić nietykalnych? Czy tylko podsyci ogień i wywoła chaos wśród więźniów?
Świeżo po ukończeniu liceum i dusząca się w swojej beznadziejnej rodzinnym mieście, Margot pragnie ucieczki. Jej lekkomyślna przyjaciółka, Cara, myśli, że znalazła idealny sposób, aby obie mogły się stamtąd wyrwać - Projekt Więzień - kontrowersyjny program oferujący ogromną sumę pieniędzy w zamian za czas spędzony z więźniami o najwyższym stopniu bezpieczeństwa.
Bez wahania, Cara spieszy, aby je zapisać.
Ich nagroda? Bilet w jedną stronę do głębi więzienia rządzonego przez przywódców gangów, bossów mafii i mężczyzn, których strażnicy nie odważyliby się nawet przekroczyć...
W samym centrum tego wszystkiego, spotyka Cobana Santorellego - człowieka zimniejszego niż lód, ciemniejszego niż północ i śmiertelnie niebezpiecznego jak ogień, który podsyca jego wewnętrzną wściekłość. Wie, że projekt może być jego jedyną szansą na wolność - jego jedyną szansą na zemstę na tym, który zdołał go zamknąć, więc musi udowodnić, że potrafi nauczyć się kochać...
Czy Margot będzie tą szczęściarą, która pomoże go zreformować?
Czy Coban będzie w stanie zaoferować coś więcej niż tylko seks?
To, co zaczyna się od zaprzeczenia, może bardzo dobrze przerodzić się w obsesję, która następnie może rozkwitnąć w prawdziwą miłość...
Temperamentna powieść romantyczna.
Zdobyta przez miłość Alfy
Cztery lata temu misternie uknuta intryga Fiony zamieniła mnie z zwyczajnej omegi w skazańca, na którego barkach ciąży zarzut morderstwa.
Po czterech latach wracam do świata, którego prawie nie poznaję.
Moja najlepsza przyjaciółka Fiona, a zarazem moja przyrodnia siostra, stała się w oczach mojej matki idealną córunią. A mój były chłopak, Ethan, za chwilę będzie urządzał huczną, wystawną ceremonię zawarcia więzi… właśnie z nią.
Miłość, więzi rodzinne i reputacja, które kiedyś były dla mnie wszystkim, zostały mi przez Fionę odebrane, co do okruszka.
Kiedy dotarłam już do granic wytrzymałości i zaczęłam się zastanawiać, po co w ogóle jeszcze żyję, w moim życiu nagle pojawił się legendarny Alfa Lucas z Moonhaven.
Jest potężny i tajemniczy, budzi respekt i niemal nabożny lęk wśród wszystkich wilkołaków.
A jednak wobec mnie okazuje niezwykłą wytrwałość i zaskakującą czułość, taką, jakiej nigdy się nie spodziewałam.
Czy pojawienie się Lucasa jest darem od losu, czy początkiem kolejnego spisku?
Zaginiona Księżniczka Lykanów i Jej Oczarowany Alfa
Nagle staje się księżniczką z prawdziwego zdarzenia – Zaginiona królewna w końcu odnaleziona.
Sebastian odrzucił Cindy i zlekceważył ich przeznaczoną więź, wybierając inną na swoją Lunę.
Ale los miał wobec niego zupełnie inne plany. Mężczyzna, który jeszcze niedawno trzymał wszystkich w garści, pada na kolana.
Kiedy jego życie i jego wilk wiszą na włosku, los okazuje się okrutnie przewrotny. Ta sama kobieta, którą kiedyś złamał, teraz trzyma w rękach jego przyszłość.
Głos Sebastiana drżał, gdy wyciągnął do niej rękę.
– Proszę… Cindy… Lisa – wyszeptał błagalnie. – Musisz mi pomóc. Jestem twoim partnerem. Twoim przeznaczonym.
Jej spojrzenie pozostało twarde, niewzruszone, jakby przez te wszystkie lata nauczyła się już nie drżeć przed nikim.
– Będziesz się do mnie zwracał jak należy – odparła spokojnie, aż lodowato.
– Dla ciebie jestem Wasza Wysokość.
Tylko ci, którzy stali przy mnie, kiedy byłam nikim, zasłużyli na prawo, by mówić do mnie po imieniu.
Czy Cindy okaże łaskę mężczyźnie, który kiedyś odmówił jej jakiejkolwiek wartości?
CEO Nad Moim Biurkiem
„Wiem, że tak.”
„A co, jeśli nie chce takiej ochrony?”
„Będzie chciała” — odpowiadam, a mój głos nieznacznie cichnie. „Bo potrzebuje faceta, który potrafi dać jej cały świat.”
„A jeśli świat stanie w ogniu?”
Moja dłoń odruchowo zaciska się mocniej na talii Violet.
„To zbuduję jej nowy” — mówię. „Nawet jeśli będę musiał sam spalić ten stary do gołej ziemi.”
Nie pracuję dla Rowana Ashcrofta.
Pracuję pod nim.
Z mojego biurka decyduję, kto dostaje przepustkę do najbardziej bezwzględnego prezesa w mieście, a kto nawet nie przechodzi przez recepcję i odbija się od ochrony jak od ściany. Ogarniając wszystko, trzymam w ryzach jego kalendarz, jego milczenie i jego wrogów. Pilnuję, żeby jego świat chodził jak w zegarku, podczas gdy mój po cichu się sypie: zaległe rachunki piętrzą się na kuchennym blacie, matka jest zamknięta na odwyku, a brat zniknął bez słowa, nawet bez głupiego „trzymaj się”.
Rowan Ashcroft to władza opakowana w idealnie skrojony garnitur.
Zimny. Nietykalny. Bez litości.
On nie flirtuje. On się nie uśmiecha. On nie widzi ludzi — tylko ich przydatność.
I przez długi czas ja też byłam po prostu przydatna.
Aż zaczął się przyglądać.
Na początku ta zmiana w jego uwadze jest ledwie zauważalna. Pauza o sekundę za długa. Spojrzenie, które zostaje. Polecenia, które zamiast odsuwać mnie na bok, ściągają coraz bliżej. Mężczyzna stojący nad moim biurkiem zaczyna kontrolować coś więcej niż mój grafik — i dociera do mnie za późno, że bycie zauważoną przez Rowana Ashcrofta jest o wiele bardziej niebezpieczne niż bycie ignorowaną.
Bo tacy faceci nie łakną czułości.
Oni łakną posiadania.
To miała być praca.
Nie sprawdzian moich granic.
Nie powolne, metodyczne osuwanie się w jego władzę.
Ale jeśli Rowan Ashcroft uzna, że moje miejsce jest pod jego biurkiem, to trudno.
Przetrwanie ma swoją cenę, a rachunki mają to gdzieś, jak je opłacę.
Noc Przed Tym, Jak Go Poznałam
Dwa dni później weszłam na staż i zobaczyłam go siedzącego za biurkiem prezesa.
Teraz przynoszę kawę dla mężczyzny, który sprawił, że jęczałam, a on zachowuje się, jakbym to ja przekroczyła granice.
Zaczęło się od wyzwania. Skończyło się na jednym mężczyźnie, którego nigdy nie powinna pragnąć.
June Alexander nie planowała spać z obcym. Ale w noc, gdy świętowała zdobycie wymarzonego stażu, szalone wyzwanie prowadzi ją w ramiona tajemniczego mężczyzny. Jest intensywny, cichy i niezapomniany.
Myślała, że już nigdy go nie zobaczy.
Aż do momentu, gdy wchodzi na pierwszy dzień pracy—
I odkrywa, że to jej nowy szef.
Prezes.
Teraz June musi pracować pod mężczyzną, z którym spędziła jedną nieprzewidywalną noc. Hermes Grande jest potężny, zimny i całkowicie poza zasięgiem. Ale napięcie między nimi nie znika.
Im bliżej się stają, tym trudniej jest jej chronić swoje serce i ich tajemnice.
Udawane związanie z potężnym wrogiem mojego byłego
Moja siostra Beatrice dostała wszystko – miłość, uwagę, traktowano ją jak złote dziecko.
Ja dostawałam ochłapy i ciągłe przypomnienia, że nigdy nie jestem dość dobra.
Aż odkryłam, że Niall – boski Alfa z sąsiedniej watahy – jest moim przeznaczonym partnerem.
Wreszcie miała nadejść moja kolej, żeby to mnie wybrano.
Boże, jaka ja byłam naiwna.
Cztery lata narzeczeńskiego piekła.
Rozjaśniałam włosy, żeby pasowały do jego gustu. Wciskałam się w obcisłe sukienki, grałam jego osobistą służącą – tylko po to, żeby usłyszeć, że bardziej nadaję się na pokojówkę niż na partnerkę.
Tylko dlatego, że jego serce należało do mojej siostry.
Tamtej nocy przypadkiem strąciłam ramkę z ich zdjęciem.
Uderzył mnie. Mocno. Powiedział, że nigdy jej nie dorównam.
Więc odciągnęłam mu w policzek, podarłam ich zdjęcie i przyjęłam odrzucenie.
Myślałam, że to koniec.
Do chwili, gdy zobaczyłam ich w klubie, jak śmieją się z tego, jaka byłam żałosna przez te cztery lata starań.
Całe to narzeczeństwo było ich chorym żartem.
Pijana i wściekła zrobiłam coś skrajnie głupiego z moim tajemniczym sąsiadem.
Alfa Hudson – twarz jak wyrzeźbiona przez bogów, niebezpieczeństwo w każdej idealnie skrojonej linii garnituru.
Najważniejsze?
Jest największym wrogiem mojego byłego.
No i? Najlepszy seks w moim życiu.
Byłam pewna, że to będzie jednorazowy numer, żeby o wszystkim zapomnieć.
Znowu pudło.
On jest bogatszy od Nialla, potężniejszy niż moja rodzina i nieskończenie bardziej niebezpieczny.
I wcale nie zamierza mnie wypuścić z rąk.
Tym razem nie będę niczyją opcją „na zastępstwo”.












