
Requiem Grzechu - Romans Mafijny
nicolefox859 · Zakończone · 280.0k słów
Wstęp
Prosto na nagiego mężczyznę, świeżo po prysznicu.
A teraz jestem w ciąży z jego dzieckiem.
Powinnam była wyjść, gdy tylko go zobaczyłam.
Był zbyt piękny, żeby mógł być prawdziwy.
Doszłam do drzwi...
A potem zobaczył dokładnie to, co próbowałam ukryć.
– Kto ci to zrobił? – zapytał, gdy dostrzegł siniaki. – Pozwól mi to naprawić.
Powinnam była odmówić.
Ale szczerze? Należy mi się odrobina szczęścia od wszechświata.
A jeśli zechce mi je dać w postaci oszałamiającego, ponadmetrowego anioła ciemności...
Cóż, nie będę wybrzydzać.
Tyle że nic w tym życiu nie przychodzi bez zobowiązań.
Mój anioł daje mi noc rodem z nieba...
Kiedy jednak nadchodzi poranek, zmienia się w diabła.
I to nie byle jakiego.
Ten diabeł wie, skąd jestem.
Kim jestem.
Co zrobiłam.
I jest zdeterminowany, żeby kazać mi za to wszystko zapłacić.
Rozdział 1
CLARA
To nie może się dziać.
Musiałam nagle oszaleć, bo nie ma, kurwa, takiej opcji, żebym widziała, jak ta maszyna miga przede mną tym wielkim słowem.
Jackpot.
Jednoręki bandyta wyje szczęśliwymi, ale ogłuszającymi alarmami, świętując wygraną; to tłumaczy, czemu tyle głów odwróciło się w moją stronę i gapi się na mnie. Niektórzy wyglądają na podekscytowanych moim szczęściem; inni na sfrustrowanych.
Większość wygląda na wściekłych.
Jedna w szczególności — starsza pani w dresie i nerką przewieszoną przez biodra — porusza ustami, rzucając tak soczystymi przekleństwami, że aż jej proteza prawie wypada. Trudno mi ją winić — jeszcze chwilę temu siedziała dokładnie na tym miejscu.
Ale ja niczego z tego nie słyszę.
Ani przeklinania Babci, ani szeptów, ani dzwonków i światełek ogłaszających ten łut szczęścia, o który błagałam całe życie. Jestem trochę zajęta próbą odtworzenia krok po kroku, co zrobiłam, żeby upewnić się, że to nie jakiś gorączkowy majak, który śnię gdzieś w rowie.
Bo rzecz w tym: ja nie gram. Hazard jest dla ludzi, którzy nie mają nic do stracenia, a ja—
Czekaj. Cofam to.
Nigdy wcześniej nie grałam, bo hazard jest dla ludzi, którzy nie mają nic do stracenia, a ja zawsze miałam zbyt wiele na szali.
To się zmieniło dzisiaj wieczorem.
Dzisiaj wieczorem, kiedy kuśtykałam na nocną zmianę do swojej drugiej pracy, roznosząc drinki jako kelnerka koktajlowa w jednym z najbardziej ekskluzywnych klubów nocnych w Las Vegas, dotarło do mnie, że dosłownie nie mam nic do stracenia.
Przynajmniej nic namacalnego.
Zawsze byłam spłukana. Pracuję długie godziny i śpię po kilka, tylko po to, żeby wydrzeć z rzeczywistości dość pieniędzy i czasu dla mojej córki. Willow ma dopiero pięć lat i zasługuje na to, żeby jej mama była obecna i zaangażowana w jej codzienne życie. Dlatego zaczęłam brać nocne zmiany tak często, jak się dało — żebym mogła przy niej być, zaspokajać jej emocjonalne potrzeby, nawet jeśli ledwo było mnie stać, by zaspokajać te praktyczne.
Martin obiecał, że się nami zaopiekuje. Obiecał, że zaopiekuje się mną jeszcze zanim zaszłam w ciążę, a ta jego piękna piosenka robiła się tylko głośniejsza, im bardziej rósł mi brzuch. Kiedy po raz pierwszy wziął naszego noworodka na ręce, łzy popłynęły mu po policzkach, gdy przysięgał, że będzie się nami opiekował do końca życia.
Oczywiście, że mu wierzyłam. Kto by nie wierzył? Nie był tylko moim chłopakiem i moim takim-niby-no-wiesz-kiedyś-się-za-to-weźmiemy narzeczonym; jest policjantem w Las Vegas Police Department.
Dlatego zrobiłam się podejrzliwa, kiedy jego obietnice zaczęły brzmieć pusto zaledwie kilka krótkich miesięcy po porodzie.
Miałam siedzieć w domu — na to oboje się zgodziliśmy. Nie zarabia sześciocyfrowych kwot, nawet w najśmielszych wyobrażeniach, ale jest o krok od awansu na detektywa, a premie, które dostawał, wystarczały, żebyśmy trzymali głowę nad wodą.
Przynajmniej tak myślałam. Aż nagle poczułam, że tonę.
Pierwszy raz uderzył mnie, gdy zapytałam, czemu daje mi tylko trzydzieści dolarów na zakupy spożywcze.
Drugi raz — kiedy spytałam go o te mgliste, złowieszcze „Ostateczne Wezwania”, które pojawiały się w skrzynce pocztowej jak w zegarku.
Trzeci raz spoliczkował mnie po ciemku, bo odcięli nam prąd.
Za każdym razem potrafiłam to z siebie strząsnąć przez wzgląd na jego pracę. Na stres, pod jakim jest, i to w tym mieście? To wystarczy, żeby Matka Teresa dostała pierdolca. Zawsze był przerażony tym, co zrobił, i przez kolejne dni czcił mnie jak boginię. Dawał mi trochę więcej na jedzenie, a Ostateczne Wezwania znikały. Wymyślił, że sprawa prądu to zwykłe nieporozumienie, coś w ich biurze rozliczeń zostało źle zaksięgowane.
Przynajmniej tak twierdził.
Ale nic z tego nigdy nie trwało długo.
Czwarty raz uderzył mnie, gdy powiedziałam mu, że znalazłam pracę. Odebrał to jako zamach na jego tożsamość żywiciela, jako znak, że mu nie ufam. „Podstępny, chujowy, feministyczny numer, żeby mnie wykastrować, uciąć mi jebane jaja” — to były jego dokładne słowa.
Prawda jest taka, że miałam dość wyszukiwania w Google’u osiemdziesięciu różnych sposobów przyrządzania ziemniaków. Miałam dość udawania, że nie jem śniadania, tylko po to, żeby starczyło płatków owsianych dla Willow. Miałam dość bycia zmęczoną byciem zbyt biedną, żeby być matką.
Zaczęłam od kelnerowania w takiej wielkiej sieciówce, gdzie każą wszystkim obsługującym śpiewać głupawą wersję „Happy Birthday”, ale szybko zorientowałam się, że prawdziwe pieniądze są w nocnym życiu. Nigdy nie postawię stopy w klubie ze striptizem, żeby było jasne, ale kelnerki koktajlowe i tak zarabiają o wiele więcej niż kelnerki w naleśnikarni.
W końcu przekonałam Martina, że to dobry pomysł. Więcej pieniędzy, mniej pytań.
To nie znaczy, że przestał mnie obijać.
Nie podoba mu się, że psikam perfumami na moje długie włosy, żeby wyciągać większe napiwki od pijanych biznesmenów, którzy wdychają ten zapach, ilekroć pochylam się nad skórzanymi kanapami, podając im koktajle. Nie podoba mu się, jak poliestrowe uniformy opinają moje kształty, jak odsłaniają nogi albo wystawiają mój dekolt na pokaz dla każdego palanta z pięciodolarowym banknotem wypalającym mu dziurę w kieszeni.
Jeśli to coś, co według niego może skusić facetów, żeby się na mnie gapili, Martin tego nienawidzi.
I bardzo sprawnie daje mi o tym znać.
Klub nocny, w którym pracuję, niedawno odświeżył garderobę i wczoraj dotarł mój nowy strój. To materiał w kolorze szampana, cały w cekinach, z marszczeniami po bokach, głębokim dekoltem, żeby wyeksponować cycki, i pasami na ramionach jak w todze, żeby wszystko trzymało się na miejscu.
Na kimś mniej krągłym sięgałby pewnie tuż nad kolano. Ale na mnie kończy się w połowie uda. Do tego jest para pasujących szpilek, które mamy nosić na sali, ale kierownictwo zachęcało, żeby na przerwy i dojazdy brać płaskie buty. Jakże to z ich strony miłe.
Martin bardzo jasno dał mi do zrozumienia, co myśli o moim nowym wyglądzie, kiedy wrócił do domu i zastał mnie przymierzającą buty. Tym razem nie obchodziło go, że Willow stoi tuż obok.
Ale mnie obchodziło.
Więc kiedy spoliczkował mnie tak mocno, że prawie spadłam z kanapy — kiedy usłyszałam przerażone krzyki Willow — zdecydowałam w tej samej chwili, że dość znaczy dość.
– I co zrobisz, co? Co, kurwa, zrobisz? – roześmiał mi się w twarz.
Nie obchodziło go, że się gotuję.
Nie obchodziło go, że patrzę na niego z dołu z morderczą wściekłością w oczach ani że nasza córka szlocha i cofa się przed nim, kuląc ze strachu.
– Nie wyjdziesz z tego domu wyglądając jak jakaś dwudolarowa dziwka! – Kiedy zobaczył moje łzy, Martin przechylił głowę na bok w drwiącym współczuciu. – Ooo… zabolało? Przykro mi, skarbie… – Willow zaszlochała, dławiąc się czkawką między łkaniami, i zerknęła na niego. – Tatusiu?
– Zamknij się! – ryknął na nią.
Nie wiem, co we mnie wstąpiło — poza czystym, macierzyńskim instynktem. Wiem tylko, że jeszcze chwilę wcześniej siedziałam na kanapie, z policzkiem piekącym po uderzeniu…
A w następnej już leciałam na niego.
Uderzyłam w Martina tak mocno, że zatoczył się na fotel z oparciem i oboje runęliśmy na podłogę, plącząc się boleśnie w kupę rąk i nóg.
Nie traciłam czasu, żeby sprawdzać, czy coś mu jest. Zerwałam się na nogi, odwróciłam, porwałam Willow i pobiegłam z nią do jej pokoju. Kiedy upewniłam się, że drzwi są zamknięte na zamek, otuliłam ją ramionami i kołysałyśmy się razem na jej malutkim łóżku.
Pewnie pytasz: czemu nie zadzwoniłam na policję?
Odpowiedź: Bo Martin jest policją.
Przyciskałam córkę do siebie, gdy jego pięści waliły w jej drzwi. Głośno. Wściekle. Brutalnie. Całowałam jej łzy, które wciąż płynęły. Potrzebowałam, żeby wiedziała, że jestem tu. Zawsze będę. Nigdy nie pozwolę, żeby dorastała w piekle, które ja musiałam znosić.
W końcu udało jej się na tyle uspokoić czkawkę, żeby zaśpiewać ze mną naszą ulubioną piosenkę — o tęczach, marzeniach na jawie i błękitnych ptaszkach lecących do miejsc, które potrafimy sobie tylko wyobrazić.
W końcu walenie przeszło w uporczywe pukanie.
W końcu jego wrzaski zamieniły się w przeprosiny i błagania.
A w końcu, wreszcie, zniknął.
Poczekałam, aż usłyszę trzask zamykanych drzwi wejściowych i dźwięk jego samochodu niknący w oddali, zanim odważyłam się ruszyć z łóżka. Potem, kiedy już miałam pewność, że go nie ma, wrzuciłam Willow kilka kompletów ubrań do jej plecaka i zadzwoniłam do mojej najlepszej przyjaciółki, żeby powiedzieć jej, że to wreszcie się dzieje.
Odchodziłyśmy.
Roxy wpadła na podjazd mniej niż dziesięć minut później. Założyłabym się o wszystko, co kiedykolwiek miałam, że po drodze przeleciała na czerwonym przez każde skrzyżowanie.
Przywitała Willow jak zawsze, ukrywając niepokój w oczach za olśniewającym uśmiechem. – Hej, ślicznotko! Chcesz zrobić babski wieczór? Mam pizzę, lody i trzy rodzaje napojów gazowanych!
– Taa! – Willow, wciąż z opuchniętymi od płaczu oczami, niemal rzuciła się do SUV-a Roxy.
Ostatnie Rozdziały
#252 Rozdział 252 254
Ostatnia Aktualizacja: 7/1/2026#251 Rozdział 251 253
Ostatnia Aktualizacja: 7/1/2026#250 Rozdział 250 252
Ostatnia Aktualizacja: 7/1/2026#249 Rozdział 249 251
Ostatnia Aktualizacja: 7/1/2026#248 Rozdział 248 250
Ostatnia Aktualizacja: 7/1/2026#247 Rozdział 247 249
Ostatnia Aktualizacja: 7/1/2026#246 Rozdział 246 248
Ostatnia Aktualizacja: 7/1/2026#245 Rozdział 245 247
Ostatnia Aktualizacja: 7/1/2026#244 Rozdział 244 246
Ostatnia Aktualizacja: 7/1/2026#243 Rozdział 243 245
Ostatnia Aktualizacja: 7/1/2026
Może Ci się spodobać 😍
Błogość anioła
„Zamknij się, do cholery!” ryknął na nią. Zamilkła, a on zobaczył, jak jej oczy zaczynają się napełniać łzami, a jej wargi drżą. O cholera, pomyślał. Jak większość mężczyzn, płacząca kobieta przerażała go na śmierć. Wolałby stoczyć strzelaninę z setką swoich najgorszych wrogów, niż musieć radzić sobie z jedną płaczącą kobietą.
„Jak masz na imię?” zapytał.
„Ava,” odpowiedziała cienkim głosem.
„Ava Cobler?” chciał wiedzieć. Jej imię nigdy wcześniej nie brzmiało tak pięknie, co ją zaskoczyło. Prawie zapomniała skinąć głową. „Nazywam się Zane Velky,” przedstawił się, wyciągając rękę. Oczy Avy zrobiły się większe, gdy usłyszała to imię. O nie, tylko nie to, pomyślała.
„Słyszałaś o mnie,” uśmiechnął się, brzmiał zadowolony. Ava skinęła głową. Każdy, kto mieszkał w mieście, znał nazwisko Velky, była to największa grupa mafijna w stanie, z siedzibą w mieście. A Zane Velky był głową rodziny, donem, wielkim szefem, współczesnym Al Capone. Ava czuła, jak jej spanikowany umysł wymyka się spod kontroli.
„Spokojnie, aniołku,” powiedział Zane, kładąc rękę na jej ramieniu. Jego kciuk zjechał w dół przed jej gardło. Gdyby ścisnął, miałaby trudności z oddychaniem, zdała sobie sprawę Ava, ale jakoś jego ręka uspokoiła jej umysł. „Dobra dziewczynka. Ty i ja musimy porozmawiać,” powiedział jej. Umysł Avy sprzeciwił się, gdy nazwał ją dziewczynką. Irytowało ją to, mimo że była przerażona. „Kto cię uderzył?” zapytał. Zane przesunął rękę, aby przechylić jej głowę na bok, żeby mógł spojrzeć na jej policzek, a potem na wargę.
******************Ava zostaje porwana i zmuszona do uświadomienia sobie, że jej wujek sprzedał ją rodzinie Velky, aby spłacić swoje długi hazardowe. Zane jest głową kartelu rodziny Velky. Jest twardy, brutalny, niebezpieczny i śmiertelny. W jego życiu nie ma miejsca na miłość ani związki, ale ma potrzeby jak każdy gorący mężczyzna.
Wzlot Brzydkiej Luny
Potem spotkała jego. Pierwszego mężczyznę, który nazwał ją piękną. Pierwszego, który pokazał jej, jak to jest być kochaną.
To była tylko jedna noc, ale zmieniła wszystko. Dla Lyric był świętym, zbawcą. Dla niego, była jedyną kobietą, która sprawiła, że doszedł w łóżku – problem, z którym walczył od lat.
Lyric myślała, że jej życie wreszcie się zmieni, ale jak każdy w jej życiu, on kłamał. A kiedy odkryła, kim naprawdę jest, zdała sobie sprawę, że nie tylko jest niebezpieczny – jest typem mężczyzny, od którego nie można uciec.
Lyric chciała uciekać. Pragnęła wolności. Ale chciała również odnaleźć swoją drogę i odzyskać szacunek, wznieść się ponad popioły.
Ostatecznie została zmuszona do wejścia w mroczny świat, którego nie chciała poznać.
Zawłaszczona przez Miliardera
Jego głos był lodowaty, ostry jak stal.
„Chwila—musi być jakaś pomyłka.”
„Podpisz te cholernie papiery” — powiedział, cicho, z głosem tnącym jak brzytwa.
Przełknęłam ślinę z trudem.
Groźby mojego ojca dźwięczały mi w głowie jak echo w pustym korytarzu: Jeśli nie, już nigdy nie zobaczysz swojego syna.
I podpisałam.
Elizabeth Harper nigdy nie miała wyjść za niego. On był niebezpieczeństwem w garniturze skrojonym na miarę, bogactwem zawiniętym w milczenie, władzą ukrytą za lodowatymi, niebieskimi oczami.
Jedna pomyłka, jeden podpis złożony w nie tym pokoju, i teraz jest związana z Christianem Reedem, bezwzględnym miliarderem, znanym z tego, że rujnuje imperia... w tym własną linię krwi. Miała być niewidzialna, posłuszna i do wyrzucenia.
Związana z jej Alfa Instruktorem
Kilka tygodni później na salę wchodzi nasz nowy instruktor walki, alfa. Regis. Ten facet z lasu. Jego spojrzenie od razu chwyta się mojego i wiem, że mnie rozpoznaje. Wtedy moja skrywana tajemnica uderza we mnie jak cios w brzuch: jestem w ciąży.
Ma dla mnie propozycję, która splata nas jeszcze mocniej. Ochrona… czy złota klatka? Szepty robią się coraz bardziej jadowite, mrok zaczyna się zacieśniać. Dlaczego tylko ja nie mam wilka? Czy on jest moim wybawieniem… czy pociągnie mnie prosto na dno?
Sekret Surogacji
Gdy Famke Noor zdaje sobie sprawę, że osoby, które uważała za przyjaciół, odeszły, a jego rodzina chce, aby pomogła w wychowywaniu dziecka, które zawsze czuła, że nie powinna być jego rodzicem, znajduje się w trudnej sytuacji.
Dwie silne i uparte osobowości z dobrymi intencjami, ale z dumą na przeszkodzie, będą musiały nauczyć się odłożyć na bok różnice, aby pomóc pięcioletniej dziewczynce poradzić sobie w świecie bez jedynych rodziców, których kiedykolwiek znała. Mimo wścibskiej rodziny, wymagających byłych partnerów i dramatu, którego się spodziewała, Famke odkrywa, że zakochuje się w miliarderze i jego małej podopiecznej.
Czy miłość wystarczy, gdy świat jest przeciwko wam? Famke wkrótce się przekona.
CHŁOPIEC, KTÓRY MÓGŁ URODZIĆ DZIEDZICA
„Myślisz, że pozwolę Cassianowi wziąć to na siebie?”
„To mój syn. A ty? Ty jesteś tylko gębą, którą żałuję, że w ogóle zrobiłem.”
Lucien urodził się z tajemnicą.
Taką, której nawet on sam nie rozumiał.
Taką, o której jego ojciec wiedział od zawsze — i za którą go nienawidził.
Kiedy jego bliźniak, Cassian, żył na pełnej swobodzie, Lucien żył zamknięty za drzwiami, karany za samo istnienie.
Nie wolno mu było wychodzić.
Nie wolno mu było żyć.
Był ukryty. Wymazany z pamięci. Złamany.
Aż do chwili, gdy jedno przyjęcie zmieniło wszystko.
Ucierzpiała mafia księżniczka.
Winę zwalono na Cassiana.
Ale ich ojciec dopilnował, żeby to Lucien zapłacił cenę.
Tamtej nocy Lucien został oddany Zaynowi Kingsleyowi —
miliarderowi, dziedzicowi mafii.
Jednemu z Ośmiu, którzy rządzą miastem z cienia.
Ma dwie żony. Córkę. I umierającego ojca, który szeptem wwierca mu się w głowę:
„Daj mi syna. Prawdziwego dziedzica. Albo stracisz wszystko.”
Zayn nie wierzy w słabość.
Nie wierzy w miłość.
I na pewno nie wierzy w takich mężczyzn jak Lucien.
Zayn jest zimny. Bezwzględny. Homofobiczny.
Ale Zayn nie wie…
że Lucien nosi w sobie coś więcej niż ból.
Nosi sekret, który kpi z biologii, logiki i ze wszystkiego, co Zaynowi wydawało się pewne:
Lucien może urodzić dziedzica.
A to, co zaczęło się jako kara, zamienia się w obsesję.
To, co zaczęło się nienawiścią, zaczyna palić w coś zakazanego… i przerażającego.
Bez drugiej szansy, Niezmartwiona i Kwitnąca
Mój narzeczony stał tam z ciężarną kochanką w swoich ramionach, szyderczo się uśmiechając. "Bez mnie jesteś nikim."
Odwróciłam się i zapukałam do drzwi najbogatszego człowieka w mieście. "Panie Locke, zainteresowany sojuszem małżeńskim? Oferuję udział wart sto miliardów dolarów - plus przyszłe imperium biznesowe, gratis."
Bracia Varkas i ich Księżniczka
Moja mama wyszła ponownie za mąż... i przeklęła mnie w ten sposób. Myślałam, że przeprowadzka do tej rezydencji będzie najgorszą częścią tego wszystkiego. Myliłam się. Bo mieszkanie tutaj oznacza życie pod jednym dachem z nimi. Braćmi Varkas. Piękni. Niebezpieczni. Posiadający. I absolutnie, druzgocąco niedostępni. Nazywają mnie "przyrodnią siostrą."
Ale sposób, w jaki na mnie patrzą? Sposób, w jaki mnie dotykają? To wszystko, tylko nie braterskie. Jest z nimi coś nie tak. Coś nie... ludzkiego. Czuję to w sposobie, w jaki ich oczy błyszczą, gdy są wściekli. W sposobie, w jaki ich ciała palą się goręcej, niż powinny. W sposobie, w jaki się poruszają, jak drapieżniki w ciemności. Nie wiem, czym są. Ale wiem jedno... cokolwiek teraz mnie ściga, nie przetrwam tego. Nie, jeśli będę pozwalać im się zbliżać. Nie, jeśli będę pozwalać im niszczyć mnie swoimi rękami, ustami, swoimi plugawymi słowami.
Powinnam uciekać. Powinnam walczyć. Ale prawda jest taka... część mnie nie chce uciekać. Bo cokolwiek oni są... pragnę tego. A kiedy mnie zdobędą, nie będzie odwrotu. Jeszcze jedna rzecz... Wszyscy trzej mnie dotykają, wszyscy trzej sprawiają, że czuję różne rzeczy, ale jest jeden szczególny... Jeden...
UWAGA AUTORA: Ostrzegam przed otwarciem tej książki; to nie jest słodki romans. Jest ciemna, pełna zmysłowych fantazji, cielesnych pragnień, erotycznych rozważań i mnóstwa, mnóstwa erotyki. Więc jeśli to jest twój klimat, "Witaj, księżniczko i upewnij się, że zapniesz pasy." Ale jeśli nie, to...
Pięciu Braci, Jedna Panna Młoda
Kiedy Lily przekracza progi ociekającej luksusem rezydencji Sterlingów, by dopełnić ostatniej woli zmarłego ojca, na powitanie wychodzi jej pięciu przystojnych braci. Towarzyszy im chłodna i do szpiku kości wyrachowana matka, która z miejsca postanawia odprawić niechcianego gościa z kwitkiem.
Zgodnie z paktem zawartym przed laty między ich rodami, Lily musi wybrać jednego z braci na męża. Ta perspektywa budzi w mężczyznach jawną niechęć i wyrazistą pogardę.
Lily ma jednak w zanadrzu tajemnice, które bez wątpienia zwaliłyby z nóg całą familię Sterlingów. Pod maską skromnej, cichej myszki kryje się prawdziwy rekin biznesu – genialny umysł, który od absolutnego zera zbudował wielomiliardowe imperium. Jakby tego było mało, jest też cieszącą się międzynarodowym uznaniem piosenkarką, występującą pod pseudonimem Słowik. A także geniuszem technologicznym, znanym w sieci jako Anny, który potrafi pokonać każdego jego własną bronią.
Próbując odnaleźć się w gąszczu skomplikowanych, domowych intryg rodu Sterlingów, Lily ku swojemu zaskoczeniu czuje, że najbardziej ciągnie ją do brata o sercu z lodu – Williama. Ten bezwzględny prezes traktuje ją jednak z ogromną, lodowatą nieufnością.
Na domiar złego, matka Williama upatrzyła już dla niego idealną partię: Fionę z rodziny Fosterów, jego przyjaciółkę z dzieciństwa i młodzieńczą miłość.
Sęk w tym, że słowo „kapitulacja” w słowniku Lily po prostu nie istnieje.
Ostatnia Trisolarian
Dwaj potężni bracia Alfa twierdzą, że są jej przeznaczonymi partnerami i chcą się z nią połączyć. Zostaje wciągnięta w świat pełen niebezpiecznych przepowiedni i wojen, i całkowicie się załamuje...
Projekt Więzień
Czy miłość może oswoić nietykalnych? Czy tylko podsyci ogień i wywoła chaos wśród więźniów?
Świeżo po ukończeniu liceum i dusząca się w swojej beznadziejnej rodzinnym mieście, Margot pragnie ucieczki. Jej lekkomyślna przyjaciółka, Cara, myśli, że znalazła idealny sposób, aby obie mogły się stamtąd wyrwać - Projekt Więzień - kontrowersyjny program oferujący ogromną sumę pieniędzy w zamian za czas spędzony z więźniami o najwyższym stopniu bezpieczeństwa.
Bez wahania, Cara spieszy, aby je zapisać.
Ich nagroda? Bilet w jedną stronę do głębi więzienia rządzonego przez przywódców gangów, bossów mafii i mężczyzn, których strażnicy nie odważyliby się nawet przekroczyć...
W samym centrum tego wszystkiego, spotyka Cobana Santorellego - człowieka zimniejszego niż lód, ciemniejszego niż północ i śmiertelnie niebezpiecznego jak ogień, który podsyca jego wewnętrzną wściekłość. Wie, że projekt może być jego jedyną szansą na wolność - jego jedyną szansą na zemstę na tym, który zdołał go zamknąć, więc musi udowodnić, że potrafi nauczyć się kochać...
Czy Margot będzie tą szczęściarą, która pomoże go zreformować?
Czy Coban będzie w stanie zaoferować coś więcej niż tylko seks?
To, co zaczyna się od zaprzeczenia, może bardzo dobrze przerodzić się w obsesję, która następnie może rozkwitnąć w prawdziwą miłość...
Temperamentna powieść romantyczna.
Moja Siostra Ukradła Mojego Partnera, A Ja Jej Pozwoliłam
Urodzona bez wilka, Seraphina jest hańbą swojej watahy—aż do pewnej pijanej nocy, która pozostawia ją w ciąży i w małżeństwie z Kieranem, bezwzględnym Alfą, który nigdy jej nie chciał.
Ale ich dziesięcioletnie małżeństwo nie było bajką.
Przez dziesięć lat znosiła upokorzenia: żadnego tytułu Luny, żadnego znaku parowania. Tylko zimne prześcieradła i jeszcze zimniejsze spojrzenia.
Kiedy jej idealna siostra wróciła, Kieran złożył wniosek o rozwód tej samej nocy. A jej rodzina była szczęśliwa widząc jej małżeństwo rozbite.
Seraphina nie walczyła, tylko odeszła w milczeniu. Jednak gdy pojawiło się niebezpieczeństwo, szokujące prawdy wyszły na jaw:
☽ Tamta noc nie była przypadkiem
☽ Jej "defekt" jest w rzeczywistości rzadkim darem
☽ I teraz każdy Alfa—including jej były mąż—będzie walczył, aby ją zdobyć
Szkoda, że ona skończyła z byciem posiadana.
Ryk Kieran wstrząsnął moimi kośćmi, gdy przycisnął mnie do ściany. Jego gorąco przebiło się przez warstwy materiału.
"Seraphina, myślisz, że odejście jest takie łatwe?" Jego zęby musnęły nieoznakowaną skórę mojego gardła. "Ty. Jesteś. Moja."
Gorąca dłoń przesunęła się po moim udzie. "Nikt inny cię nigdy nie dotknie."
"Miałeś dziesięć lat, żeby mnie zdobyć, Alfo." Odsłoniłam zęby w uśmiechu. "Zabawne, że pamiętasz, że jestem twoja... kiedy odchodzę."












