
Smocze Serce Bezwilczej Luny
Xena Kessler · Zakończone · 265.7k słów
Wstęp
🐲🌹🐲🌹🐲🌹🐲🌹🐲🌹🐲🌹🐲🌹🐲🌹🐲🌹🐲🌹🐲🌹🐲🌹🐲🌹🐲🌹🐲🌹🐲🌹🐲🌹🐲🌹🐲🌹🐲🌹
To średniowieczny kontynent, gdzie milczący Alfa, bękart syn Króla Alfa i rzeźnik na polu bitwy, ratuje niepozornego niewolnika. Niewolnik staje się pierwszą Luną noszącą żelazny kołnierz. To wciągnęło ją w wojny między narodami oraz wewnętrzne konflikty o sukcesję na Króla Alfa. Przez te wydarzenia ujawnia się tajemnica pochodzenia Valencii, razem z jej największym sekretem - w jej ciele może drzemać smok. Pomimo skrajnej opiekuńczości Alfy Logana wobec niej, Valencia musiała stawić czoła wielu trudnościom sama.
🐲✨🐲✨🐲✨🐲✨🐲✨🐲✨🐲✨🐲✨🐲✨🐲✨🐲✨🐲✨🐲✨🐲✨🐲✨🐲✨🐲✨🐲✨🐲✨🐲✨
Ta historia śledzi losy Valencii, która ewoluuje z młodej kobiety w osobę, która naprawdę zna siebie. Jej przemiana w dojrzałą, pewną siebie osobę jest bogata w warstwy romansu, przyjaźni, momentów czystej radości i głębokiego złamania serca.
Rozdział 1
Valencia's POV
Poranny zapach w Mistmarsh Pack niesie woń mokrej ziemi i rozkładu, ale już ledwo to zauważam. Miesiąc w lochach stępił moje zmysły, pozostawiając jedynie ciężar żelaznego kołnierza na mojej szyi. Strażnicy zaraz po nas przyjdą—słyszę echo ich butów odbijające się od kamiennych korytarzy, zbliżające się z każdym uderzeniem mojego serca.
Dziwne, jak spokojnie się teraz czuję. Miesiąc temu, kiedy po raz pierwszy wciągnęli mnie do tej celi i oznajmili, że zostałam wybrana jako jedna z dwunastu, które mają towarzyszyć Alfie Marcusowi w śmierci, waliłam w kraty, aż moje ręce krwawiły. Krzyczałam, aż straciłam głos. Ale czas ma sposób na wygładzanie nawet najostrzejszych krawędzi rozpaczy, zmieniając je w coś niemal przypominającego akceptację.
Przez wąskie okno wysoko nad głową widzę, że niebo jest ciężkie od chmur. Zima w Mistmarsh zawsze jest okrutna, ale nauczyłam się, że są gorsze rzeczy niż zimno. Blizny na moich ramionach swędzą pod szorstką tkaniną podartej sukni—"lekcje" Marcusa, jak je nazywał. Każdy ślad przypomina, że przetrwałam kolejny dzień, choć nie jestem pewna, czy to kiedykolwiek było zwycięstwo.
Drzwi celi skrzypią, otwierając się, i pojawia się twarz strażnika—tego z krzywym nosem, który lubi pluć, kiedy mówi. "Do góry, bezwilcza suko. Czas spotkać swojego stwórcę."
Wstaję powoli, moje stawy protestują po dniach spędzonych na wilgotnej kamiennej podłodze. Pozostałe jedenaście dziewcząt również są wyciągane z cel. Niektóre płaczą, błagają strażników, Boginię Księżyca, kogokolwiek, kto mógłby ich wysłuchać. Słodka Mira, ledwie szesnastoletnia, kurczowo trzyma się framugi drzwi, aż strażnik odrywa jej palce jeden po drugim. Nie przestała się modlić, odkąd nas tu przyprowadzili.
"Proszę," jęczy. "Nie zrobiłam nic złego. Służyłam wiernie—"
Strażnik uderza ją z tyłu dłonią, a ona upada. "Myślisz, że wierna służba ma znaczenie? Jesteś własnością. Własność nie ma prawa negocjować."
Pomagam jej wstać, bo to coś, co mogę zrobić rękoma, coś poza myśleniem o tym, co będzie dalej. Jej ciężar jest niczym—wszyscy jesteśmy teraz szkieletem, lata resztek i bicia zredukowały nas do podstaw. Patrzy na mnie szeroko otwartymi, przerażonymi oczami, szukając pocieszenia, którego nie mam do zaoferowania.
"Jak możesz być tak spokojna?" szepcze.
Czy jestem spokojna? A może po prostu pusta? Jest różnica, choć podejrzewam, że teraz już nie ma to znaczenia.
"Są gorsze rzeczy niż umieranie," mówię jej, i naprawdę tak myślę.
Strażnicy prowadzą nas po schodach na szary poranny światło. Chmury wiszą tak nisko, że mogłabym niemal wyobrazić sobie, że ich dotykam, gdyby moje ręce były wolne. Powietrze jest ostre od zimowego chłodu, ale po lochach nawet ten gorzki chłód wydaje się wolnością. Pozostałe niewolnice drżą gwałtownie w swoich cienkich ubraniach, ale zimno nie przeszkadza mi tak długo, jak pamiętam.
Ładują nas na otwarty wóz jak bydło—co, jak sądzę, jesteśmy. Koła jęczą pod nawet naszym skromnym ciężarem, gdy zaczynamy podróż w stronę miejsca ceremonii. Członkowie stada ustawiają się wzdłuż ulic, aby nas obserwować. Niektórzy rzucają zgniłe warzywa. Inni po prostu patrzą z pustą ciekawością ludzi obserwujących zwierzęta prowadzone na rzeź.
Rozpoznaję niektóre twarze w tłumie. Żona piekarza, która kopała mnie, kiedy żebrałam o chleb. Wojownik, Johnson, który złamał mi żebra zeszłego lata za to, że chodziłam zbyt wolno. Osobista krawcowa Luny Kestrel, która kazała mi rozpruć i zszyć ten sam brzeg pięćdziesiąt razy, bo moje szwy nie były "godne obecności Luny."
Wszystkie teraz się zlewają, morze twarzy, które nigdy nie widziały mnie jako nic więcej niż rzecz do wykorzystania i wyrzucenia. I dlaczego miałyby? W ich świecie siły i mocy, czym jestem, jeśli nie aberracją? Bezwilczą dziewczyną, której rodzice zginęli, próbując chronić stado, które i tak było skazane na zagładę.
Pamięć próbuje wypłynąć na powierzchnię—krzyk matki, oczy ojca gasnące, gdy miecz przeszywał jego czaszkę—ale tłumię ją. Stałam się dobra w budowaniu murów między mną a wspomnieniami, które mogłyby sprawić, że coś poczuję. Uczucia są niebezpieczne, kiedy próbujesz zaakceptować śmierć.
Wóz podskakuje na dziurze, a Mira wpada na mnie. Mamrocze modlitwy pod nosem, te same wersety w kółko. Inna dziewczyna, Sera, całkowicie zamilkła, wpatrując się w nic z oczami, które już poszły gdzieś indziej.
Gdy opuszczamy główną osadę, krajobraz staje się dzikszy. Terytorium Mistmarsh Pack rozciąga się na mokradła—miejsca, gdzie ziemia może cię pochłonąć, jeśli źle postawisz krok. Mgła unosi się z bagnistej ziemi, sięgając po nas przez kraty wozu. Strażnicy mruczą niespokojnie między sobą.
Miejsce egzekucji znajduje się w starej części terytorium, gdzie wciąż stoją starożytne kamienie, pozostawione przez tych, którzy tu żyli, zanim przyszły wilki. Moja matka opowiadała mi historie o tych pierwszych mieszkańcach, ale te opowieści umarły wraz z nią. Wszystko, co dobre, umarło wraz z nią i ojcem. Wszystko, oprócz Kaia—
Nie. Nie będę myśleć o moim bracie.
Jego niebieskie oczy, tak pełne zaufania, że starsza siostra go ochroni. Jak jego mała dłoń czuła się w mojej, gdy biegliśmy przez dym i krzyki. Chwila, w której zdałam sobie sprawę, że zniknął, pochłonięty przez chaos, i nie mogłam go znaleźć, niezależnie od tego, jak mocno szukałam.
Jeśli jest jakaś łaska w umieraniu dzisiaj, to taka, że w końcu przestanę się zastanawiać, czy cierpiał. Czy wołał mnie. Czy umarł sam i przestraszony, czy może, w jakiś cudowny sposób, przeżył i przez te lata myślał, że go porzuciłam.
Wóz się zatrzymuje. Jesteśmy na miejscu.
Starożytne kamienne filary wznoszą się z ziemi w idealnym kręgu, każdy z nich ozdobiony symbolami. Na środku zbudowali stos pogrzebowy. Ciało Marcusa leży w stanie w ozdobnej trumnie.
Tłum już się zbiera—członkowie stada w swoich eleganckich strojach, przyszli zobaczyć swego Alfę w odpowiednim stylu. Luna Kestrel stoi na przedzie, ubrana w żałobną czerń. Jej syn, Wiley, podtrzymuje jej ramię. Ma okrutne usta ojca, ale kalkulujące oczy matki. Nowy Alfa stada, gdy tylko ceremonia się zakończy.
Wyładowują nas teraz z wozu, a moje nogi ledwo mnie trzymają, gdy moje stopy dotykają ziemi. Kajdany są tak ciężkie, a ja jestem tak zmęczona. Nie tylko z powodu miesiąca bez odpowiedniego jedzenia i wody, ale z powodu lat tego wszystkiego.
Moja siła całkowicie się wyczerpała, gdy moja lewa stopa zapadła się głęboko w błotnisty grunt. Błoto zdawało się połykać moją kostkę, a ja nie mogłam znaleźć energii, by się uwolnić. Upadłam do przodu, lądując ciężko na kolanach w błocie, moje skrepowane ręce nie mogły odpowiednio złagodzić upadku.
"Wstawaj!" Buty strażnika chlupnęły w błocie, gdy się zbliżał. "Wstawaj, ty cholerny kawałku gówna."
Bicz opadł ponownie i ponownie, rysując świeże rany na moich plecach. Ale ból wydawał się teraz odległy, stłumiony przez zmęczenie i rozpacz. Ledwo czułam uderzenia bata.
Przez mgłę mojego gasnącego przytomności zobaczyłam go—małą postać kucającą obok mnie w błocie. Mój młodszy brat, Kai, jego twarz niewinna tego dnia, kiedy zniknął podczas najazdu na nasze stado. Jego niebieskie oczy były pełne troski, gdy wyciągnął rękę, by dotknąć mojego policzka.
"Siostra," szepnął. "Jesteś taka zmęczona. Możesz teraz odpocząć."
Łzy spłynęły po moich policzkach. Wyciągnęłam do niego drżące palce, desperacko pragnąc dotknąć jego twarzy jeszcze raz, powiedzieć mu, jak bardzo mi przykro, że nie mogłam go ochronić.
Ale szorstkie ręce wplątały się w moje włosy, wyrywając mnie z brutalnej rzeczywistości. Strażnik ciągnął mnie przez błoto jak worek zboża, a ja drapałam jego uścisk, żeby nie stracić skalpu.
"Żałosne," splunął, ciągnąc mnie w stronę ołtarza. "Nie potrafisz nawet iść na własną śmierć z godnością."
Tłum rozstąpił się, gdy zbliżaliśmy się do ołtarza, ich twarze wykrzywione odrazą i okrutnym oczekiwaniem.
Moje oczy prześlizgnęły się po morzu Alf, Lun i Bet. Tłum szlachty patrzył na nas z wyrazami znudzenia lub lekkiej odrazy. Niektórzy nawet się śmiali, żartując z naszego cierpienia.
Każda kropla energii opuściła moje ciało. Agonia, którą właśnie przetrwałam, całkowicie mnie wyczerpała.
Strażnik odpiął moje kajdany szorstkimi, niecierpliwymi ruchami. Złapał mnie i pchnął na jeden z kamiennych filarów. Lina wbiła się w moje nadgarstki, gdy wiązał je za filarem, szorstkie włókna ocierały moją skórę do krwi. Moje kostki były następne, związane tak ciasno, że już czułam, jak krążenie jest odcinane. Kiedy wcisnął brudną szmatę do moich ust, prawie się nią zakrztusiłam, czując smak pleśni i czegoś jeszcze, czego nie chciałam identyfikować.
Wokół mnie inne dziewczyny płaczą, błagają, modlą się. Ktoś obiecuje strażnikom wszystko, cokolwiek, jeśli tylko ją puszczą.
Szare niebo rozciąga się bez końca i bez troski. Skupiam na nim wzrok i znajduję nieoczekiwany moment czegoś prawie jak spokój. Wkrótce to wszystko się skończy. Żadnych więcej bicia. Żadnego głodowania. Żadnego codziennego przypominania, że jestem abominacją na tym świecie.
Śmierć, kiedy nadejdzie, będzie moją pierwszą i ostatnią wolnością.
Ostatnie Rozdziały
#207 207
Ostatnia Aktualizacja: 1/8/2026#206 206
Ostatnia Aktualizacja: 1/8/2026#205 205
Ostatnia Aktualizacja: 1/8/2026#204 204
Ostatnia Aktualizacja: 1/8/2026#203 203
Ostatnia Aktualizacja: 1/8/2026#202 202
Ostatnia Aktualizacja: 1/8/2026#201 201
Ostatnia Aktualizacja: 1/8/2026#200 200
Ostatnia Aktualizacja: 1/8/2026#199 199
Ostatnia Aktualizacja: 1/8/2026#198 198
Ostatnia Aktualizacja: 1/8/2026
Może Ci się spodobać 😍
Rozwiedź się ze mną, zanim śmierć mnie zabierze, CEO
Moja ręka instynktownie powędrowała do brzucha. "Więc... naprawdę go nie ma?"
"Twoje osłabione przez raka ciało nie jest w stanie utrzymać ciąży. Musimy ją zakończyć, i to szybko," powiedział lekarz.
Po operacji ON się pojawił. "Audrey Sinclair! Jak śmiesz podejmować taką decyzję bez konsultacji ze mną?"
Chciałam wylać swój ból, poczuć jego objęcia. Ale kiedy zobaczyłam KOBIETĘ obok niego, zrezygnowałam.
Bez wahania odszedł z tą "delikatną" kobietą. Takiej czułości nigdy nie zaznałam.
Jednak już mi to nie przeszkadza, bo nie mam nic - mojego dziecka, mojej miłości, a nawet... mojego życia.
Audrey Sinclair, biedna kobieta, zakochała się w mężczyźnie, w którym nie powinna. Blake Parker, najpotężniejszy miliarder w Nowym Jorku, ma wszystko, o czym mężczyzna może marzyć - pieniądze, władzę, wpływy - ale jednej rzeczy nie ma: nie kocha jej.
Pięć lat jednostronnej miłości. Trzy lata potajemnego małżeństwa. Diagnoza, która pozostawia jej trzy miesiące życia.
Kiedy hollywoodzka gwiazda wraca z Europy, Audrey Sinclair wie, że nadszedł czas, by zakończyć swoje bezmiłosne małżeństwo. Ale nie rozumie - skoro jej nie kocha, dlaczego odmówił, gdy zaproponowała rozwód? Dlaczego torturuje ją w ostatnich trzech miesiącach jej życia?
Czas ucieka jak piasek przez klepsydrę, a Audrey musi wybrać: umrzeć jako pani Parker, czy przeżyć swoje ostatnie dni w wolności.
Zacznij Od Nowa
© 2020-2021 Val Sims. Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej powieści nie może być reprodukowana, dystrybuowana ani transmitowana w jakiejkolwiek formie ani za pomocą jakichkolwiek środków, w tym fotokopii, nagrywania lub innych metod elektronicznych czy mechanicznych, bez uprzedniej pisemnej zgody autora i wydawców.
Niewypowiedziana Miłość Prezesa
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, zbliżył się, nagle górując nade mną, jego twarz była zaledwie kilka centymetrów od mojej. Poczułam, jak wstrzymuję oddech, a moje usta rozchylają się w zaskoczeniu.
„To jest cena za mówienie źle o mnie innym,” wyszeptał, przygryzając moją dolną wargę, zanim zajął moje usta prawdziwym pocałunkiem. Zaczęło się to jako kara, ale szybko przekształciło się w coś zupełnie innego, gdy odpowiedziałam, moja początkowa sztywność topniała w uległość, a potem w aktywne uczestnictwo.
Mój oddech przyspieszył, małe dźwięki uciekały z mojego gardła, gdy eksplorował moje ciało. Jego dotyk był zarówno karą, jak i przyjemnością, wywołując dreszcze, które, jak sądziłam, czuł rezonujące przez swoje własne ciało.
Moja nocna koszula podwinęła się, jego ręce odkrywały coraz więcej mojego ciała z każdym muśnięciem. Oboje byliśmy zgubieni w doznaniach, racjonalne myśli ustępowały z każdą mijającą sekundą...
Trzy lata temu, aby spełnić życzenie jego babci, zostałam zmuszona poślubić Dereka Wellsa, drugiego syna rodziny, która adoptowała mnie dziesięć lat temu. On mnie nie kochał, ale ja potajemnie kochałam go przez cały ten czas.
Teraz trzyletnie małżeństwo kontraktowe dobiega końca, ale czuję, że między mną a Derekiem rozwinęło się jakieś uczucie, którego żadne z nas nie chce przyznać. Nie jestem pewna, czy moje uczucia są słuszne, ale wiem, że nie możemy się sobie oprzeć fizycznie...
Noc Przed Tym, Jak Go Poznałam
Dwa dni później weszłam na staż i zobaczyłam go siedzącego za biurkiem prezesa.
Teraz przynoszę kawę dla mężczyzny, który sprawił, że jęczałam, a on zachowuje się, jakbym to ja przekroczyła granice.
Zaczęło się od wyzwania. Skończyło się na jednym mężczyźnie, którego nigdy nie powinna pragnąć.
June Alexander nie planowała spać z obcym. Ale w noc, gdy świętowała zdobycie wymarzonego stażu, szalone wyzwanie prowadzi ją w ramiona tajemniczego mężczyzny. Jest intensywny, cichy i niezapomniany.
Myślała, że już nigdy go nie zobaczy.
Aż do momentu, gdy wchodzi na pierwszy dzień pracy—
I odkrywa, że to jej nowy szef.
Prezes.
Teraz June musi pracować pod mężczyzną, z którym spędziła jedną nieprzewidywalną noc. Hermes Grande jest potężny, zimny i całkowicie poza zasięgiem. Ale napięcie między nimi nie znika.
Im bliżej się stają, tym trudniej jest jej chronić swoje serce i ich tajemnice.
Jak nie zakochać się w smoku
Dlatego właśnie byłam co najmniej skołowana, kiedy przyszedł list z moim imieniem już wydrukowanym na planie zajęć, przydzielonym akademikiem i dobranymi przedmiotami, jakby ktoś znał mnie lepiej, niż ja sama siebie. O Akademii słyszeli wszyscy – to tam wiedźmy ostrzą swoje zaklęcia, zmiennokształtni opanowują swoje postaci, a każdy możliwy magiczny stwór uczy się panować nad swoim darem.
Wszyscy oprócz mnie.
Ja nawet nie wiem, czym właściwie jestem. Zero zmiany postaci, zero sztuczek, żadnej magii w stylu “patrzcie na mnie”. Po prostu dziewczyna otoczona ludźmi, którzy potrafią latać, przywoływać ogień albo leczyć jednym dotykiem. Więc siedzę na zajęciach, udaję, że tu pasuję, i wytężam słuch, szukając choćby najdrobniejszej wskazówki, która powie mi, co tak naprawdę płynie w mojej krwi.
Jedyną osobą, która jest chyba jeszcze bardziej ciekawa niż ja, jest Blake Nyvas – wysoki, o złotych oczach i jak najbardziej Smok. Ludzie szepczą, że jest niebezpieczny, powtarzają, żebym trzymała się od niego z daleka. Ale Blake wydaje się zdeterminowany, żeby rozwiązać zagadkę mnie, a ja… jakoś ufam właśnie jemu bardziej niż komukolwiek innemu.
Może to głupota. Może igranie z ogniem.
Ale kiedy wszyscy inni patrzą na mnie, jakbym była tu nie na swoim miejscu, Blake patrzy na mnie tak, jakby była zagadką, którą naprawdę warto rozwiązać.
W łóżku z jej dupkowatym szefem
Jedna noc. Tylko tyle miało być.
Ale w zimnym świetle dnia odejście nie jest takie łatwe. Roman nie jest człowiekiem, który odpuszcza - szczególnie nie wtedy, gdy zdecydował, że chce więcej. Nie chce Blair tylko na jedną noc. Chce ją, kropka.
I nie ma zamiaru jej puścić.
Mała Partnerka Alphy Nicholasa
Co? Nie—czekaj… o Bogini Księżyca, nie.
Proszę, powiedz mi, że żartujesz, Lex.
Ale ona nie żartuje. Czuję jej podekscytowanie pod skórą, podczas gdy ja czuję tylko strach.
Skręcamy za róg, a zapach uderza mnie jak cios w klatkę piersiową—cynamon i coś niemożliwie ciepłego. Moje oczy przeszukują pokój, aż zatrzymują się na nim. Wysoki. Władczy. Piękny.
I wtedy, równie szybko… on mnie zauważa.
Jego wyraz twarzy się zmienia.
"Cholera nie."
Zawraca—i biegnie.
Mój towarzysz mnie widzi i ucieka.
Bonnie spędziła całe życie, będąc niszczoną i maltretowaną przez najbliższych, w tym przez własną bliźniaczkę. Razem ze swoją najlepszą przyjaciółką Lilly, która również żyje w piekle, planują ucieczkę podczas największego balu roku organizowanego przez inny watahę, ale rzeczy nie idą zgodnie z planem, pozostawiając obie dziewczyny zagubione i niepewne co do swojej przyszłości.
Alfa Nicholas ma 28 lat, jest bez towarzyszki i nie zamierza tego zmieniać. W tym roku to jego kolej na organizację corocznego Balu Błękitnego Księżyca i ostatnią rzeczą, której się spodziewa, jest znalezienie swojej towarzyszki. Jeszcze mniej spodziewa się, że jego towarzyszka będzie o 10 lat młodsza od niego i jak jego ciało zareaguje na nią. Podczas gdy stara się odmówić uznania, że spotkał swoją towarzyszkę, jego świat wywraca się do góry nogami, gdy strażnicy łapią dwie wilczyce biegnące przez jego ziemie.
Gdy zostają mu przyprowadzone, ponownie staje twarzą w twarz ze swoją towarzyszką i odkrywa, że ukrywa ona tajemnice, które sprawią, że będzie chciał zabić więcej niż jedną osobę.
Czy może przezwyciężyć swoje uczucia wobec posiadania towarzyszki, która jest o wiele młodsza od niego? Czy jego towarzyszka będzie go chciała po odczuciu bólu jego nieoficjalnego odrzucenia? Czy oboje będą mogli pracować nad porzuceniem przeszłości i ruszeniem naprzód razem, czy też los ma inne plany i utrzyma ich z dala od siebie?
Zakochana w bracie mojego chłopaka z marynarki
"Co jest ze mną nie tak?
Dlaczego jego obecność sprawia, że czuję się jakby moja skóra była zbyt ciasna, jakbym nosiła sweter o dwa rozmiary za mały?
To tylko nowość, mówię sobie stanowczo.
To tylko nieznajomość kogoś nowego w przestrzeni, która zawsze była bezpieczna.
Przyzwyczaję się.
Muszę.
To brat mojego chłopaka.
To rodzina Tylera.
Nie pozwolę, żeby jedno zimne spojrzenie to zniszczyło.
**
Jako baletnica, moje życie wygląda idealnie—stypendium, główna rola, słodki chłopak Tyler. Aż do momentu, gdy Tyler pokazuje swoje prawdziwe oblicze, a jego starszy brat, Asher, wraca do domu.
Asher to weteran Marynarki z bliznami po bitwach i zerową cierpliwością. Nazywa mnie "księżniczką" jakby to była obelga. Nie mogę go znieść.
Kiedy kontuzja kostki zmusza mnie do rekonwalescencji w domku nad jeziorem rodziny Tylera, utknęłam z obydwoma braćmi. Co zaczyna się jako wzajemna nienawiść, powoli przeradza się w coś zakazanego.
Zakochuję się w bracie mojego chłopaka.
**
Nienawidzę dziewczyn takich jak ona.
Rozpieszczonych.
Delikatnych.
A jednak—
Jednak.
Obraz jej stojącej w drzwiach, ściskającej sweter mocniej wokół wąskich ramion, próbującej uśmiechać się przez niezręczność, nie opuszcza mnie.
Ani wspomnienie Tylera. Zostawiającego ją tutaj bez chwili zastanowienia.
Nie powinno mnie to obchodzić.
Nie obchodzi mnie to.
To nie mój problem, że Tyler jest idiotą.
To nie moja sprawa, jeśli jakaś rozpieszczona mała księżniczka musi wracać do domu po ciemku.
Nie jestem tu, żeby kogokolwiek ratować.
Szczególnie nie jej.
Szczególnie nie kogoś takiego jak ona.
Ona nie jest moim problemem.
I do diabła, upewnię się, że nigdy nim nie będzie.
Ale kiedy moje oczy padły na jej usta, chciałem, żeby była moja.
Accardi
Jej kolana się ugięły i gdyby nie jego uchwyt na jej biodrze, upadłaby. Wsunął swoje kolano między jej uda jako dodatkowe wsparcie, na wypadek gdyby potrzebował rąk gdzie indziej.
"Czego chcesz?" zapytała.
Jego usta musnęły jej szyję, a ona jęknęła, gdy przyjemność, którą przyniosły jego usta, rozlała się między jej nogami.
"Twojego imienia," wyszeptał. "Twojego prawdziwego imienia."
"Dlaczego to takie ważne?" zapytała, po raz pierwszy ujawniając, że jego przypuszczenie było trafne.
Zaśmiał się cicho przy jej obojczyku. "Żebym wiedział, jakie imię wykrzyczeć, gdy znów w ciebie wejdę."
Genevieve przegrywa zakład, na którego spłatę nie może sobie pozwolić. W ramach kompromisu zgadza się przekonać dowolnego mężczyznę, którego wybierze jej przeciwnik, aby poszedł z nią do domu tej nocy. Nie zdaje sobie sprawy, że mężczyzna, którego wskaże przyjaciółka jej siostry, siedzący samotnie przy barze, nie zadowoli się tylko jedną nocą z nią. Nie, Matteo Accardi, Don jednej z największych gangów w Nowym Jorku, nie robi jednonocnych przygód. Nie z nią.
Uderzyłam mojego narzeczonego—poślubiłam jego miliardowego wroga
Technicznie rzecz biorąc, Rhys Granger był teraz moim narzeczonym – miliarder, zabójczo przystojny, chodzący mokry sen Wall Street. Moi rodzice wepchnęli mnie w to zaręczyny po tym, jak Catherine zniknęła, i szczerze mówiąc? Nie miałam nic przeciwko. Podkochiwałam się w Rhysie od lat. To była moja szansa, prawda? Moja kolej, by być wybraną?
Błędnie.
Pewnej nocy uderzył mnie. Przez kubek. Głupi, wyszczerbiony, brzydki kubek, który moja siostra dała mu lata temu. Wtedy mnie olśniło – on mnie nie kochał. Nawet mnie nie widział. Byłam tylko ciepłym ciałem zastępującym kobietę, którą naprawdę chciał. I najwyraźniej nie byłam warta nawet tyle, co podrasowana filiżanka do kawy.
Więc uderzyłam go z powrotem, rzuciłam go i przygotowałam się na katastrofę – moich rodziców tracących rozum, Rhysa rzucającego miliarderską furię, jego przerażającą rodzinę knującą moją przedwczesną śmierć.
Oczywiście, potrzebowałam alkoholu. Dużo alkoholu.
I wtedy pojawił się on.
Wysoki, niebezpieczny, niesprawiedliwie przystojny. Taki mężczyzna, który sprawia, że chcesz grzeszyć tylko przez jego istnienie. Spotkałam go tylko raz wcześniej, a tej nocy akurat był w tym samym barze co ja, pijana i pełna litości dla siebie. Więc zrobiłam jedyną logiczną rzecz: zaciągnęłam go do pokoju hotelowego i zerwałam z niego ubrania.
To było lekkomyślne. To było głupie. To było zupełnie nierozsądne.
Ale było też: Najlepszy. Seks. W. Moim. Życiu.
I, jak się okazało, najlepsza decyzja, jaką kiedykolwiek podjęłam.
Bo mój jednonocny romans nie był po prostu jakimś przypadkowym facetem. Był bogatszy od Rhysa, potężniejszy od całej mojej rodziny i zdecydowanie bardziej niebezpieczny, niż powinnam się bawić.
I teraz, nie zamierza mnie puścić.
Udawana Randka z Ulubionym Hokeistą Mojego Byłego
Zane i ja byliśmy razem przez dziesięć lat. Kiedy nie miał nikogo, trwałam przy jego boku, wspierając jego karierę hokejową, wierząc, że po wszystkich naszych trudach zostanę jego żoną i jedyną osobą przy jego boku. Ale po sześciu latach randkowania i czterech latach narzeczeństwa, nie tylko mnie zostawił, ale siedem miesięcy później otrzymałam zaproszenie... na jego ślub! Jakby tego było mało, miesięczny rejs weselny jest tylko dla par i wymaga osoby towarzyszącej. Jeśli Zane myśli, że złamane serce uczyniło mnie zbyt nieszczęśliwą, aby ruszyć dalej, to się mylił! Nie tylko uczyniło mnie to silniejszą... uczyniło mnie na tyle silną, by ruszyć dalej z jego ulubionym złym chłopcem hokeistą, Liamem Callowayem.
Ukochana Luna Lykaniego Króla
Narine nigdy nie liczyła na to, że przeżyje. Nie po tym, co jej zrobiono… ciału, umysłowi i duszy. Ale los miał wobec niej inne plany. Ocalona przez Najwyższego Alfę Sargisa, najbardziej budzącego grozę władcę królestwa, trafia pod opiekę mężczyzny, którego nie zna… i pod ciężar więzi, której nie rozumie.
Sargis dobrze wie, czym jest poświęcenie. Bezwzględny, ambitny, ślepo wierny świętej więzi dusz, spędził lata, szukając bratniej duszy, którą obiecało mu przeznaczenie. Nigdy nie wyobrażał sobie, że przyjdzie do niego złamana, na skraju śmierci, bojąca się nawet własnego cienia. Nie zamierzał się w niej zakochiwać… ale zakochuje się. Mocno. Do utraty tchu. I spali cały świat, byle tylko nikt już nigdy jej nie skrzywdził.
To, co zaczyna się w ciszy, między dwiema pękniętymi duszami, powoli dojrzewa w coś intymnego i prawdziwego.
Ale leczenie ran nigdy nie jest prostą drogą.
A miłość? Miłość to wojna.
Gdy dwór szemrze po kątach, przeszłość depcze im po piętach, a przyszłość wisi na włosku, ich więź jest wystawiana na próbę raz za razem. Bo zakochać się to jedno.
Przetrwać tę miłość? To już zupełnie inna wojna.
Narine musi zdecydować: czy potrafi przeżyć miłość mężczyzny, który płonie jak żywy ogień, skoro całe życie uczyła się tylko nie czuć? Czy skurczy się, byle mieć spokój, czy wstanie z kolan i stanie się Królową dla ratowania jego duszy?
Ich miłość jest z góry zapisana.
Ale przeznaczenie nigdy nie obiecywało, że będzie łaskawe.
Dla czytelników, którzy wierzą, że nawet najbardziej potłuczone dusze mogą znowu stać się całe. I że prawdziwa miłość cię nie zbawia. Ona stoi obok ciebie, kiedy sam siebie ratujesz.












