
Synowie marynarki: prześladowana przez czworaczych przyrodnich braci
Lino Genge · Zakończone · 217.6k słów
Wstęp
– Przestań udawać, że jesteś jedną z nas. Brzydzę się tobą!
***W liceum Tabitha była gruba i non stop stawała się celem okrutnych żartów oraz znęcania się ze strony czworaczków – czterech braci, którzy uprzykrzali jej każdy dzień. Byli jej żywym koszmarem. Po rzuceniu szkoły dla wilkołaków odcięła się od tamtego życia i zapisała się na ludzką uczelnię, gdzie schudła i całkowicie się zmieniła.
Czworaczki wychowywał ojciec trzymający ich krótko, niemal po wojskowemu – surowa dyscyplina tylko podsyciła ich buntowniczy charakter i zrobiła z nich nieokiełznanych, bezczelnych młodych alf.
Pięć lat później drogi Tabithy i braci znowu się przecięły, bo jej matka wyszła za ich ojca.
Teraz Tabitha jest zmuszona mieszkać pod jednym dachem z czterema wilkołakami–Navy, aroganckimi alfami, które kiedyś uprzykrzały jej życie. Szybko ją rozpoznają – i aż im mowę odbiera na widok tego, jak bardzo wypiękniała.
Rozdział 1
POV Tabithy
Piłka nożna wystrzeliwuje w moją stronę akurat wtedy, kiedy jestem w połowie akapitu, siedzę po turecku na środku boiska, a książkę mam wygodnie opartą na udach. Zerkam w górę i widzę, jak leci prosto na moją twarz.
O ja pierdolę.
Serce mi zamiera, zatrzaskuję książkę. Zrywam się w bok, wciskając dłonie w trawę, przekręcam ciało, żeby uskoczyć z toru lotu piłki.
– Uważaj!
Zanim piłka do mnie dolatuje, Andrew pojawia się jak rozmazana plama ruchu. Szarżuje do przodu i rzuca się przede mnie, przechylając głowę w idealnym momencie, żeby przechwycić piłkę. Ta odbija się od niego z głuchym puknięciem i turla dalej po zielonej murawie.
– Nic ci nie jest? – pyta, łapiąc oddech, gdy prostuje się obok mnie.
Przyciskam dłoń do piersi, czując, jak puls mi wariuje pod palcami. Mało brakowało.
– Spoko. Chociaż ta piłka prawie rozwaliła mi okulary – poprawiam przekrzywione oprawki na grzbiecie nosa. – Kazałabym ci je odkupić, ale masz dziś szczęście, Kingston.
Andrew chichocze cicho pod nosem.
– Sorry. Rozkręcili Raya na maksa – kiwa głową w stronę Raya, który biegnie przez boisko. – Wiesz, jaki jest, jak wejdzie w mecz.
Ray, kapitan uniwersyteckiej drużyny piłkarskiej, macha do mnie przepraszająco i woła do Andrew, żeby oddał im piłkę.
– Powinieneś swoim kumplom powiedzieć, żeby następnym razem potrenowali celność. Nie dawajcie nam, biednym duszom na trybunach, podbitego oka przed wakacjami.
Andrew znowu się śmieje, posyła piłkę z powrotem jednym mocnym kopnięciem i dopiero wtedy odchodzi od linii boiska, żeby do mnie dołączyć. Gestem daje Rayowi znać, że w następną gierkę już nie wchodzi. Ray i reszta kiwają głowami i wracają do treningu.
– Czemu wy w ogóle dzisiaj trenujecie? – pytam, poprawiając pozycję, siadam już normalnie i podnoszę książkę. – Wakacje za trzy dni. Sezon ligowy dawno się skończył.
Andrew wzrusza ramionami.
– Nie chodzi tylko o rozgrywki. Piłka nożna jest po prostu fajna. Ale Ray ma jakąś obsesję na punkcie treningów odkąd przegraliśmy w finale… więc jest też i to.
Sięga po swój bidon i bierze długi łyk. Jego spojrzenie zjeżdża w dół i przyłapuję go, jak gapi się na moje kolano. Przechyla lekko głowę.
– Od dawna chciałem zapytać o tę bliznę. Skąd ją masz? – rzuca.
Spoglądam w dół, palcami muskając bladą, postrzępioną linię tuż pod rzepką. Stara, ale wciąż wyraźnie odcina się na skórze.
– Spadłam z urwiska pięć lat temu. Goniła mnie banda tępych licealnych osiłków. Potknęłam się, stoczyłam, zdarłam kolana i porządnie przywaliłam głową – mówię, przewracając stronę w książce.
Andrew krzywi się współczująco.
– Kurde. Wiem, że dzieciaki potrafią być wredne, ale to już jest hardkor. Nie sądziłem, że licealiści mogą być aż tak bezlitośni.
Wyduszam z siebie suchy śmiech.
– Taa… nie masz pojęcia.
Gdyby tylko wiedział. Zwłaszcza, jeśli dorasta się wśród wilkołaków, którzy zmieniają się tylko po to, żeby uprzykrzyć życie takim ludziom jak ja, do granic możliwości ich nastraszyć. Dobrze, że jestem już całe kilometry od tamtej dziury. Nie muszę oglądać szyderczych mord moich prześladowców… zwłaszcza tych konkretnych czterech braci, którzy zrobili sobie z mojego życia hobby.
Wyłapując zmianę mojego nastroju, szybko zmienia temat:
– W każdym razie, jakie masz plany na wakacje? – pyta, wycierając usta wierzchem dłoni.
Zamykam książkę na kciuku i opieram ją o kolano. Plany na wakacje, hmm?
– Pewnie wezmę parę dodatkowych zmian w kawiarni. Standard – mówię, zbywając to lekkim wzruszeniem ramion.
Kiwa głową.
– Kurczę, ty to się zawsze zajeżdżasz robotą. Jakbyś chciała coś innego, firma mojego starego szuka ludzi. Mogę szepnąć słówko.
Uśmiecham się i lekko kręcę głową.
– Dzięki, ale lubię swoją robotę w kawiarni. Co prawda kokosów nie ma, ale za to cały dzień oddycham tym cudownym zapachem kawy. No i szefowa jest na tyle spoko, że po każdej zmianie daje mi niezjedzone ciastka.
Miło z jego strony, że to proponuje, ale wolę trzymać się swojej dorywczej pracy. I nawet nie chodzi o dumę. Bardziej o to, żeby coś sobie samodzielnie zbudować. Może skorzystam z jego propozycji, jak już będę na tyle pewna siebie, że dam radę… jak skończę studia. Oby.
– No, skoro tak mówisz… – Andrew wrzuca kubek termiczny z powrotem do plecaka i siada na trybunach obok mnie. – Wiesz co? Jesteś najbardziej zapracowaną osobą, jaką znam. Nie mogę uwierzyć, że całe wakacje po prostu… tyrajesz. Serio nie masz żadnego planu, żeby gdzieś wyskoczyć? Złapać trochę słońca? W góry? Na zwiedzanie? Nad morze?
Morze. Nagle coś mnie łaskocze z tyłu głowy, wspomnienie, którego wolałabym nie ruszać. Zapach słonego powietrza, szorstki dotyk białego piasku na skórze… i krystalicznie niebieska woda, którą widziałam codziennie rano, jak tylko otworzyłam oczy. Tak, kiedyś mieszkałam przy plaży. I mam tego po dziurki w nosie na resztę życia. Teraz wcale mnie tam nie ciągnie.
– Eee, nie. Mam dobrze. Praca w kawiarni też jest całkiem niezłą odskocznią – biorę głęboki wdech i wsuwam zakładkę w książkę, po czym chowam ją z powrotem do torby. I tak nie potrafię się teraz na niczym skupić.
– To nie to mówiłaś miesiąc temu, kiedy tamten koleś kazał ci zrobić nową latte, bo serduszko z pianki wyszło jakieś krzywe.
Parskam śmiechem, przypominając sobie tę scenę.
– No. Okazało się, że zamawiał ją dla swojej dziewczyny, ale ona rzuciła go tego samego dnia. Zrobili niezłe przedstawienie w kawiarni. Biedak musiał zamówić kolejny napój. Trzeba mu oddać – wziął sobie rumianek, żeby trochę się ogarnąć.
Andrew chichocze.
– No, i jeszcze… – urywa, bo jego wzrok przelatuje ponad moim ramieniem i się wyostrza.
– Co? – pytam.
Podążam za jego spojrzeniem i widzę faceta w idealnie skrojonym czarnym garniturze, idącego w naszą stronę. Wygląda, jakby go ktoś tu wkleił z innego świata – kompletnie nie pasuje do kampusu pełnego studentów dokańczających na szybko projekty i piłkarzy wygłupiających się na boisku. Nie wygląda ani na wykładowcę, ani na kogokolwiek związanego z uczelnią, a najbardziej niepokoi mnie to, że cały czas patrzy prosto na mnie. Jakby wcale nie przechodził obok, tylko szedł dokładnie tu. Po coś konkretnego.
Pewnie po prostu jakiś rodzic… albo inwestor uczelni. Przecież nie może iść po mnie. Prawda?
Nie. Ten facet ewidentnie kieruje się w naszą stronę. I dalej gapi się na mnie.
– Znasz go? – szepcze Andrew, marszcząc czoło.
– Nie.
Mężczyzna w końcu zatrzymuje się tuż przed nami. Rzuca krótkie spojrzenie Andrew, po czym znowu wbija wzrok we mnie.
– Czy pani to Tabitha Huxley? – pyta facet w garniturze.
– Yyy… ta–
– A pan to kto? – Andrew podrywa się na nogi, zasłaniając mnie sobą.
Mężczyzna całkowicie go ignoruje i lekko odsuwa się na bok, przechylając głowę na tyle, żeby zajrzeć zza jego sylwetki i znów złapać mnie spojrzeniem.
– Pani Isla czeka na panią na parkingu uczelnianym. Poprosiła, żebym panią odnalazł, Tabitho – mówi spokojnym, wyćwiczonym tonem.
Co moja mama zrobiła? Czeka na mnie na parkingu przy kampusie? Przecież my nawet nie mamy samochodu!
Jeszcze raz porządnie przyglądam się facetowi. Ma wiecznie poważny wyraz twarzy. Wygląda na późne czterdziestki, na pewno jest o parę lat starszy od mojej mamy. I nieważne, jak bardzo się w niego wpatruję, wiem, że widzę go pierwszy raz w życiu. Więc nie ma szans, żeby był jednym z jej znajomych.
Andrew przysuwa się bliżej i szepcze mi do ucha, ani na sekundę nie odrywając swoich ostrych jak brzytwa oczu od faceta.
— Myślisz, że to jakiś nowy rodzaj przekrętu?
Jeśli tak, to naprawdę nie mogli trafić gorzej. Jesteśmy spłukani do cna. Jedyne, co mogliby z nas wyłudzić, to patelnia z lumpeksu, którą kupiłam na targu staroci dwa tygodnie temu. Ja i mama ledwo ciągniemy od pierwszego do pierwszego, zwłaszcza przy jej niekontrolowanych wydatkach, które co jakiś czas zmuszają nas do podjadania z tych marnych oszczędności, jakie uzbierałyśmy przez ostatnie pięć lat.
— Wierzę, że pańska matka wysłała pani w tej sprawie wiadomość — mówi mężczyzna, rzucając Andrewowi spojrzenie z boku, jakby chłopak już działał mu na nerwy.
Zawieszam się na moment i powoli sięgam po telefon, jakby miał mnie ugryźć. Ekran rozświetla się jednym nieprzeczytanym sms-em sprzed piętnastu minut.
Mama:
Hej, skarbie. Nie panikuj, ale możesz podejść na parking? Potrzebuję cię do czegoś. To… taka niespodzianka. Po prostu mi zaufaj, dobrze? :))
Co do… To ma być żart?
Marszczę brwi, gapiąc się w ekran i próbując zrozumieć tę wiadomość. Podnoszę wzrok na faceta, który dalej stoi, jakby to wszystko było zupełnie normalne, jakbym miała po prostu za nim pójść bez żadnych pytań.
Nie mam pojęcia, o co chodzi. Ale intuicja podpowiada mi, żeby po prostu w to wejść i jak najszybciej mieć to za sobą. W torbie mam gaz pieprzowy, gdyby coś poszło nie tak — choć wątpię, żeby miał jakiekolwiek szanse z takim bykiem jak on. Ale mama faktycznie napisała, a chociaż momentami totalnie jej odbija, nie wysłałaby obcego typa, żeby ściągnął mnie z boiska, gdyby to nie było coś poważnego. Chyba. Oby. Tak czy inaczej, prostuję plecy, przewieszam torbę przez ramię i ruszam w jego stronę, udając, że takie akcje to dla mnie chleb powszedni.
Dłoń Andrew delikatnie zaciska mi się na łokciu.
— Zaczekaj. Na pewno chcesz tam iść?
— Tak, napiszę do ciebie później. — Rzucam mu krótki, sztywny uśmiech.
Jego ręka ześlizguje się z mojego ramienia i ruszam w stronę faceta w garniturze.
Kiedy idziemy w kierunku parkingu przy kampusie, mój wzrok zjeżdża na jego nadgarstek i zatrzymuje się na czymś znajomym. Spinki przy mankietach są owalne, z wyszczerbionym w srebrze minimalistycznym motywem górskiego pasma. Wygląda… znajomo.
Minęło pięć lat, odkąd ostatni raz widziałam ten symbol. I jest tylko jedna rodzina, o której wiem, że jej pracownicy go noszą.
Nie. Niemożliwe. To musi być tylko podobny wzór.
Wciąż gapię się na spinki, kiedy orientuję się, że już dotarliśmy. Mężczyzna podchodzi i otwiera drzwi smolisto-czarnego auta. W środku widzę moją mamę, siedzącą wygodnie na tylnej kanapie, zupełnie wyluzowaną, jak macha do mnie ręką i daje znak, żebym wsiadała. No dobrze. Czyli jednak to nie był żaden przekręt. Naprawdę tu jest.
— Dzięki, że przyprowadziłeś moją córkę w jednym kawałku, Gerald — mówi z tym swoim czarującym uśmiechem.
Gerald lekko pochyla głowę.
— Do usług, proszę pani.
Potem obchodzi auto dookoła i kieruje się na miejsce kierowcy. Gerald odpala silnik i nim się orientuję, wyjeżdżamy z terenu uniwersytetu. No świetnie, dalej nic nie kumam.
– Mamo, błagam, powiedz mi, o co chodzi. Skąd w ogóle wzięło się to auto? I kim on właściwie jest?
– Od dawna chciałam ci powiedzieć – promienieje i chwyta mnie za rękę. – I wreszcie mogę.
– Zaczynasz mnie stresować…
– Oj, nie denerwuj się, kochanie. To wspaniała wiadomość!
Unosi drugą rękę i z dumą prezentuje ogromny diament wciśnięty w platynową obrączkę wysadzaną kamieniami.
– Kochanie, wychodzę za mąż – piszczy.
Szczęka mi opada. Że co?
Moja mama cała się rumieni, jakby miała znowu naście lat. Jest tak podekscytowana, że muszę zatrzasnąć usta, żeby nie palnąć czegoś, co mogłoby zepsuć jej nastrój. Moja mama wychodzi za mąż? Jasne, dalej wygląda obłędnie, mimo że dobija do połowy czterdziestki. Faceci nadal się za nią oglądają, wzdychają do niej. Ale nigdy mi przez myśl nie przeszło, że naprawdę z kimś się zwiąże na stałe po śmierci taty.
– No i co myślisz? Piękny pierścionek, prawda? – gładzi ogromny kamień na pierścionku zaręczynowym, a ja bezwiednie kiwam głową.
Wygląda na piekielnie drogi. Ktokolwiek jest jej narzeczonym, musi być obrzydliwie bogaty.
– No… eee… super. Ale mamo, ty mi nawet nie powiedziałaś, że z kimś się spotykasz.
– Och, skarbie. Starałam się to na razie utrzymać w tajemnicy. Miałaś ostatnio tyle na głowie – studia, praca – nie chciałam ci dokładać. Poza tym, wiesz… to wszystko potoczyło się dość szybko. Na początku nie byliśmy pewni, czy to na serio, a ja nie chciałam zapeszać, gadając za dużo – śmieje się cicho i zerka na swój pierścionek. – Ale teraz to już oficjalne. Oświadczył mi się wczoraj wieczorem i po prostu nie mogłam dłużej czekać. Musiałam ci powiedzieć.
– No dobra, to kto to jest?
– Sama zobaczysz – mówi mama z szerokim uśmiechem, klepiąc mnie po kolanie. – Dzisiaj się z nim spotkamy. Uparł się, że musi być porządny obiad we troje. Stwierdził, że najwyższa pora wszystko oficjalnie ogłosić.
– Nadal nie ogarniam tego wszystkiego…
– To wspaniały facet, Tabitha. Taki, jaki trafia się raz w życiu. Naprawdę wierzę, że ty i ja… że od teraz będziemy mieć dobre życie.
Jak na zawołanie, auto się zatrzymuje. Gerald wysiada i otwiera nam drzwi. Wychodzę i rozchylam usta ze zdumienia.
Stoimy przed jedną z najdroższych restauracji w mieście. Tego typu miejscem, gdzie masz parking z obsługą, prywatne windy i menu wypisane złotymi literami. Takim, do którego ktoś pokroju Andrew Kingstona wpada od niechcenia na steka. Zdecydowanie nie takim, o którym ja mogłabym choćby pomarzyć, że kiedykolwiek przekroczę próg.
Kim, do cholery, jest narzeczony mojej mamy?
Mam w głowie tysiąc pytań, ale milczę i idę za mamą przez okazałe wejście. Od razu eskortują nas do prywatnego stolika VIP z tyłu restauracji. Tam, już na nas czeka mężczyzna – siedzi wyprostowany jak król, z twarzą, z której nic nie da się wyczytać. Mama ani przez moment się nie waha. Podchodzi do niego pewnym krokiem i całuje go w policzek, jakby robili to setki razy.
Mężczyzna odwraca się do mnie i obdarza mnie życzliwym uśmiechem. Ale moje usta zastygają w szoku, zanim w ogóle jestem w stanie odpowiedzieć na jego uprzejmość.
– Kochanie, poznaj mojego narzeczonego, Emery’ego Aldaira – oznajmia mama, promiennie się uśmiechając.
Nie, to niemożliwe.
Narzeczonym mojej mamy jest Emery Aldair… ojciec moich szkolnych oprawców z liceum?!
Ostatnie Rozdziały
#166 Rozdział 166 166. EPILOG
Ostatnia Aktualizacja: 5/8/2026#165 Rozdział 165 165. Kara
Ostatnia Aktualizacja: 5/8/2026#164 Rozdział 164 164. Ona jest naszą koleżanką
Ostatnia Aktualizacja: 5/8/2026#163 Rozdział 163 163.Genetyka wilkołaka
Ostatnia Aktualizacja: 5/8/2026#162 Rozdział 162 162. Księżniczka
Ostatnia Aktualizacja: 5/8/2026#161 Rozdział 161 161. Lokalizacja telefonu
Ostatnia Aktualizacja: 5/8/2026#160 Rozdział 160 160. Odejść
Ostatnia Aktualizacja: 5/8/2026#159 Rozdział 159 159. Rodzą się wilkołaki
Ostatnia Aktualizacja: 5/8/2026#158 Rozdział 158 158. Bracia
Ostatnia Aktualizacja: 5/8/2026#157 Rozdział 157 157. Łącze umysłu
Ostatnia Aktualizacja: 5/8/2026
Może Ci się spodobać 😍
Niemoralna propozycja miliardera
Osierocona i bez miejsca, które mogłaby nazwać domem, Willow miała tylko jedną szansę na szczęście – pójść na studia. Kiedy jej stypendium przepadło, mogła tylko skontaktować się z Nicholasem Rowe, tajemniczym i wręcz grzesznym miliarderem, aby dał jej pieniądze, które jej się należały.
Skąd mogła wiedzieć, że nie tylko będzie skłonny sfinansować jej edukację, ale także chciał, aby została matką jego dzieci! To nie było częścią planu. Ale w obliczu pokusy, Willow mogła tylko przyjąć nieprzyzwoitą propozycję i wpaść w sidła starszego mężczyzny.
Czy ich związek przetrwa? Co się stanie, gdy duchy przeszłości Nicholasa pojawią się, by rozdzielić parę? Czy przetrwają burzę?
Sekret Surogacji
Gdy Famke Noor zdaje sobie sprawę, że osoby, które uważała za przyjaciół, odeszły, a jego rodzina chce, aby pomogła w wychowywaniu dziecka, które zawsze czuła, że nie powinna być jego rodzicem, znajduje się w trudnej sytuacji.
Dwie silne i uparte osobowości z dobrymi intencjami, ale z dumą na przeszkodzie, będą musiały nauczyć się odłożyć na bok różnice, aby pomóc pięcioletniej dziewczynce poradzić sobie w świecie bez jedynych rodziców, których kiedykolwiek znała. Mimo wścibskiej rodziny, wymagających byłych partnerów i dramatu, którego się spodziewała, Famke odkrywa, że zakochuje się w miliarderze i jego małej podopiecznej.
Czy miłość wystarczy, gdy świat jest przeciwko wam? Famke wkrótce się przekona.
Rozwód, którego żałuje
Lata później los ponownie zapukał do jej drzwi, gdy Liam ciężko zachorował. Zdesperowany, by uratować syna, Alexander był zmuszony poszukać osoby, którą kiedyś odrzucił. Alexander staje twarzą w twarz z kobietą, którą niegdyś niedocenił, błagając o drugą szansę – nie tylko dla siebie, ale przede wszystkim dla ich syna. Ale Raina nie jest już tą samą złamaną kobietą, która kiedyś go kochała. Już nie jest tą, którą zostawił za sobą. Wykuła nowe życie – zbudowane na sile, bogactwie i dawno pogrzebanej spuściźnie, którą spodziewała się odkryć.
Raina spędziła lata, ucząc się żyć bez niego. Pytanie brzmi... Czy zaryzykuje otwarcie starych ran, aby uratować syna, którego nigdy nie miała okazji pokochać? Czy może Alexander stracił ją na zawsze?
Powrót do Karmazynowego Świtu
Podczas gdy walka o życie i wolność stała się dla Alfy Cole'a Redmena codziennością, bitwa o oba te aspekty wchodzi na zupełnie nowy poziom, gdy w końcu wraca do miejsca, które nigdy nie było jego domem. Kiedy jego walka o ucieczkę kończy się dysocjacyjną amnezją, Cole musi pokonać jedną przeszkodę za drugą, aby dotrzeć do miejsca, które zna tylko ze swoich snów. Czy podąży za swoimi marzeniami i znajdzie drogę do domu, czy zgubi się po drodze?
Dołącz do Cole'a w jego emocjonalnej podróży, inspirującej do zmian, gdy walczy o powrót do Crimson Dawn.
*To jest druga książka z serii Crimson Dawn. Najlepiej czytać tę serię w kolejności.
**Ostrzeżenie o treści: ta książka zawiera opisy przemocy fizycznej i seksualnej, które mogą być niepokojące dla wrażliwych czytelników. Tylko dla dorosłych czytelników.
Okrutny Raj - Romans mafijny
Wykręcenie tyłkiem numeru do własnego szefa…
I zostawienie mu sprośnej poczty głosowej, kiedy jesteś, yyy… „w trakcie” myślenia o nim.
Praca jako osobista asystentka Rusłana Orłowa to robota rodem z piekła.
Po długim dniu, podczas którego spełniam każdą zachciankę tego miliardera, potrzebuję jakiegoś ujścia dla stresu.
Więc kiedy tamtego wieczoru wracam do domu, robię dokładnie to.
Problem w tym, że moje myśli wciąż kręcą się wokół tego szef-dupka, który rujnuje mi życie.
I niech będzie—bo ze wszystkich licznych grzechów Rusłana, to że jest tak cholernie przystojny, może być najniebezpieczniejsze.
Dziś w nocy fantazje o nim są dokładnie tym, czego potrzebuję, żeby przekroczyć granicę.
Ale kiedy spuszczam wzrok na telefon, przygnieciony obok mnie,
jest.
Poczta głosowa: 7 minut i 32 sekundy…
Wysłana do Rusłana Orłowa.
Wpada we mnie panika i ciskam telefon przez pokój.
Tyle że nie da się cofnąć szkód wyrządzonych przez moje bardzo głośne „O”.
Więc co ja mogę zrobić?
Plan był prosty: unikać go i udawać, że to się nigdy nie wydarzyło.
Poza tym—kto tak zajęty w ogóle odsłuchuje pocztę głosową, co?
Tylko że kiedy on wpisuje mi w kalendarz spotkanie jeden na jeden ze mną na równe 7 minut i 32 sekundy,
jedno jest pewne:
On.
Słyszał.
Wszystko.
Alfa i Wynajęta Luna
Dziewczyna z małego miasteczka, Apple, dorastała wiedząc, że wilkołaki i inne nadprzyrodzone istoty są niebezpieczne. Gdy opuszcza swoją przemocową rodzinę, by przeprowadzić się do Crescent City, największego nadprzyrodzonego miasta na Zachodzie, miejsca, gdzie potwory mieszają się ze zwykłą ludnością, słaba ludzka istota taka jak ona jest łatwym łupem. Podczas pełnego przygód poszukiwania pracy, los sprawia, że Apple nieświadomie trafia do Sterling Incorporated, największej watahy wilkołaków na Zachodnim Wybrzeżu. Mając nadzieję na staż lub pracę na poziomie podstawowym, zostaje błędnie uznana za nową Wynajętą Lunę Alfa, tymczasową kontraktową Lunę, która ma spełniać wszystkie jego potrzeby.
Problem polega na tym, że ona nie jest jego kontraktową Luną! Ona nawet nie jest wilkołakiem!
Ale Sylvester Sterling nie przejmuje się tym. Zdecydował, że tylko Apple może wykonać tę pracę - i zrobi wszystko, aby ją przekonać.
Czy Apple ulegnie uwodzicielskim sztuczkom Alfa? Czy też dziewczyna z małego miasteczka okaże się jego największym wyzwaniem?
Ostatnia Szansa Chorej Luny
Wszystko zmieniło się w dniu, kiedy dowiedziałam się, że moja wilczyca zapadła w stan uśpienia. Lekarz ostrzegł mnie, że jeśli nie oznaczę lub nie odrzucę Alexandra w ciągu roku, umrę. Jednak ani mój mąż, ani mój ojciec nie przejmowali się na tyle, aby mi pomóc.
W mojej rozpaczy podjęłam decyzję, aby przestać być uległą dziewczyną, jakiej ode mnie oczekiwali.
Wkrótce wszyscy nazywali mnie szaloną, ale właśnie tego chciałam — odrzucenia i rozwodu.
Nie spodziewałam się jednak, że mój kiedyś arogancki mąż pewnego dnia będzie błagał mnie, żebym nie odchodziła...
Jak nie zakochać się w smoku
Dlatego właśnie byłam co najmniej skołowana, kiedy przyszedł list z moim imieniem już wydrukowanym na planie zajęć, przydzielonym akademikiem i dobranymi przedmiotami, jakby ktoś znał mnie lepiej, niż ja sama siebie. O Akademii słyszeli wszyscy – to tam wiedźmy ostrzą swoje zaklęcia, zmiennokształtni opanowują swoje postaci, a każdy możliwy magiczny stwór uczy się panować nad swoim darem.
Wszyscy oprócz mnie.
Ja nawet nie wiem, czym właściwie jestem. Zero zmiany postaci, zero sztuczek, żadnej magii w stylu “patrzcie na mnie”. Po prostu dziewczyna otoczona ludźmi, którzy potrafią latać, przywoływać ogień albo leczyć jednym dotykiem. Więc siedzę na zajęciach, udaję, że tu pasuję, i wytężam słuch, szukając choćby najdrobniejszej wskazówki, która powie mi, co tak naprawdę płynie w mojej krwi.
Jedyną osobą, która jest chyba jeszcze bardziej ciekawa niż ja, jest Blake Nyvas – wysoki, o złotych oczach i jak najbardziej Smok. Ludzie szepczą, że jest niebezpieczny, powtarzają, żebym trzymała się od niego z daleka. Ale Blake wydaje się zdeterminowany, żeby rozwiązać zagadkę mnie, a ja… jakoś ufam właśnie jemu bardziej niż komukolwiek innemu.
Może to głupota. Może igranie z ogniem.
Ale kiedy wszyscy inni patrzą na mnie, jakbym była tu nie na swoim miejscu, Blake patrzy na mnie tak, jakby była zagadką, którą naprawdę warto rozwiązać.
Desperackie Pościgi Prezesa
Myślałam, że Seth jest moim światem, ale jego zdrady zniszczyły trzy lata oddania.
Miałam dość. Rozwód, bez oglądania się za siebie. Wtedy on spanikował. Zaczął mnie ścigać, nie chciał odpuścić.
Więc kim dla ciebie jestem, Seth? Nie chciałeś mnie, kiedy cię kochałam. Teraz, kiedy już mi przeszło, nie dasz mi spokoju?
Za późno.
Sekretarko, Czy Chcesz Się Ze Mną Przespać?
Może dlatego żadna z nich nie wytrzymywała dłużej niż dwa tygodnie. Szybko mu się nudziły. Ale Valeria powiedziała „nie” i to tylko sprawiło, że zaczął gonić ją jeszcze zawzięciej, kombinując coraz to inne sposoby, żeby dostać to, czego chciał — nie rezygnując przy tym ze swoich rozrywek z innymi kobietami.
Nawet nie zauważył, kiedy Valeria stała się jego prawą ręką, i potrzebował jej do wszystkiego, jakby bez niej nie potrafił nawet oddychać. Mimo to nie przyznał się, że ją kocha, dopóki ona nie dotarła do swojej granicy i po prostu nie odeszła.
Projekt Więzień
Czy miłość może oswoić nietykalnych? Czy tylko podsyci ogień i wywoła chaos wśród więźniów?
Świeżo po ukończeniu liceum i dusząca się w swojej beznadziejnej rodzinnym mieście, Margot pragnie ucieczki. Jej lekkomyślna przyjaciółka, Cara, myśli, że znalazła idealny sposób, aby obie mogły się stamtąd wyrwać - Projekt Więzień - kontrowersyjny program oferujący ogromną sumę pieniędzy w zamian za czas spędzony z więźniami o najwyższym stopniu bezpieczeństwa.
Bez wahania, Cara spieszy, aby je zapisać.
Ich nagroda? Bilet w jedną stronę do głębi więzienia rządzonego przez przywódców gangów, bossów mafii i mężczyzn, których strażnicy nie odważyliby się nawet przekroczyć...
W samym centrum tego wszystkiego, spotyka Cobana Santorellego - człowieka zimniejszego niż lód, ciemniejszego niż północ i śmiertelnie niebezpiecznego jak ogień, który podsyca jego wewnętrzną wściekłość. Wie, że projekt może być jego jedyną szansą na wolność - jego jedyną szansą na zemstę na tym, który zdołał go zamknąć, więc musi udowodnić, że potrafi nauczyć się kochać...
Czy Margot będzie tą szczęściarą, która pomoże go zreformować?
Czy Coban będzie w stanie zaoferować coś więcej niż tylko seks?
To, co zaczyna się od zaprzeczenia, może bardzo dobrze przerodzić się w obsesję, która następnie może rozkwitnąć w prawdziwą miłość...
Temperamentna powieść romantyczna.
CEO Nad Moim Biurkiem
„Wiem, że tak.”
„A co, jeśli nie chce takiej ochrony?”
„Będzie chciała” — odpowiadam, a mój głos nieznacznie cichnie. „Bo potrzebuje faceta, który potrafi dać jej cały świat.”
„A jeśli świat stanie w ogniu?”
Moja dłoń odruchowo zaciska się mocniej na talii Violet.
„To zbuduję jej nowy” — mówię. „Nawet jeśli będę musiał sam spalić ten stary do gołej ziemi.”
Nie pracuję dla Rowana Ashcrofta.
Pracuję pod nim.
Z mojego biurka decyduję, kto dostaje przepustkę do najbardziej bezwzględnego prezesa w mieście, a kto nawet nie przechodzi przez recepcję i odbija się od ochrony jak od ściany. Ogarniając wszystko, trzymam w ryzach jego kalendarz, jego milczenie i jego wrogów. Pilnuję, żeby jego świat chodził jak w zegarku, podczas gdy mój po cichu się sypie: zaległe rachunki piętrzą się na kuchennym blacie, matka jest zamknięta na odwyku, a brat zniknął bez słowa, nawet bez głupiego „trzymaj się”.
Rowan Ashcroft to władza opakowana w idealnie skrojony garnitur.
Zimny. Nietykalny. Bez litości.
On nie flirtuje. On się nie uśmiecha. On nie widzi ludzi — tylko ich przydatność.
I przez długi czas ja też byłam po prostu przydatna.
Aż zaczął się przyglądać.
Na początku ta zmiana w jego uwadze jest ledwie zauważalna. Pauza o sekundę za długa. Spojrzenie, które zostaje. Polecenia, które zamiast odsuwać mnie na bok, ściągają coraz bliżej. Mężczyzna stojący nad moim biurkiem zaczyna kontrolować coś więcej niż mój grafik — i dociera do mnie za późno, że bycie zauważoną przez Rowana Ashcrofta jest o wiele bardziej niebezpieczne niż bycie ignorowaną.
Bo tacy faceci nie łakną czułości.
Oni łakną posiadania.
To miała być praca.
Nie sprawdzian moich granic.
Nie powolne, metodyczne osuwanie się w jego władzę.
Ale jeśli Rowan Ashcroft uzna, że moje miejsce jest pod jego biurkiem, to trudno.
Przetrwanie ma swoją cenę, a rachunki mają to gdzieś, jak je opłacę.












