Jego Nieświadoma Narzeczona

Jego Nieświadoma Narzeczona

kdamilola713 · Zakończone · 192.9k słów

636
Gorące
32.4k
Wyświetlenia
3.8k
Dodano
Dodaj do Półki
Rozpocznij Czytanie
Udostępnij:facebooktwitterpinterestwhatsappreddit

Wstęp

Seraphine Callum ma jeden cel — ochronić wszystko, co pozostawił po sobie jej zmarły ojciec, zanim mężczyzna, który kontroluje jej rodzinę, zniszczy to doszczętnie.

Kiedy ojczym aranżuje jej małżeństwo z nieznajomym bez jej zgody, Seraphine nie zamierza poddać się bez walki. Przypadkowe spotkanie z tajemniczą kobietą daje jej nieoczekiwaną drogę ucieczki — sekretny, ekspresowy ślub z mężczyzną, którego nigdy tak naprawdę nie widziała. Bez nazwisk. Bez twarzy. Tylko wyjście awaryjne.

Myśli, że to kupi jej trochę czasu. Nie ma pojęcia, że to zmieni wszystko.

Niektóre małżeństwa zaczynają się od miłości. To zaczyna się od przetrwania.

Rozdział 1

Stół do śniadania był przedstawieniem.

Zawsze był. Każdy poranek w tym domu przebiegał według tego samego niewypowiedzianego scenariusza… Gerald na czele stołu, gazeta rozłożona, okulary do czytania osadzone na nosie jak rekwizyt w sztuce, którą reżyserował od jedenastu lat.

Margaux krążąca między kuchnią a jadalnią cichymi, ostrożnymi krokami, stawiająca wszystko delikatnie, zajmująca się czymkolwiek, byle nie musieć zapełniać ciszy.

Vivienne już siedząca idealnie na swoim miejscu, z uśmiechem, który istniał wyłącznie jako dekoracja.

I ja.

Nalałam sobie kawy i usiadłam, nie witając się z nikim. Nie z nieuprzejmości… z precyzji. „Dzień dobry” w tym domu rzadko bywał dobry i wszyscy o tym wiedzieliśmy.

— Spóźniłaś się — powiedział Gerald, nie podnosząc wzroku.

— O cztery minuty. — Oplotłam kubek dwiema dłońmi. — Myślę, że przeżyjemy.

Ruchy Margaux w kuchni odrobinę zwolniły. To była jej wersja wstrzymania oddechu.

Gerald przewrócił stronę gazety. Nie odpowiedział i jakoś było to gorsze, niż gdyby odpowiedział.

Milczenia Geralda nie były puste. Były celowe… małe, precyzyjne kary przebrane za obojętność.

Vivienne sięgnęła po misę z owocami po drugiej stronie stołu.

— Wyglądasz na zmęczoną, Sera.

— Wyglądam dokładnie tak jak zawsze.

— Właśnie to miałam na myśli. — Uśmiechnęła się ponad krawędzią szklanki.

Odpuściłam. Wdawanie się w kłótnię z Vivienne przed ósmą rano było stratą energii, której nie miałam. Żywiła się reakcją tak, jak większość ludzi żywi się śniadaniem, a ja przestałam dawać jej tę satysfakcję gdzieś w okolicach dziewiętnastych urodzin.

Margaux weszła z kuchni i postawiła przede mną talerz. Gdy przechodziła, jej dłoń musnęła moje ramię — lekko, na moment, w dotyku, który chciał znaczyć więcej, niż mógł.

Wiedziałam, co to znaczy. Znaczyło, że mnie kocha. Znaczyło też, że nie zamierza nic zrobić z tym, co nastąpi.

Taka była moja matka. Jej miłość była prawdziwa, a odwagi w niej nie było, i jakoś obie te rzeczy potrafiły istnieć w jednej osobie, nie znosząc się nawzajem.

— Bądź dziś w domu przed szóstą — powiedział Gerald. Wciąż nie spojrzał w górę.

— W czwartki mam zajęcia wieczorowe.

— Odwołaj je.

Odłożyłam widelec. — Nie sądzę, żebym to zrobiła.

Gazeta opadła. Tylko odrobinę. Jego oczy uniosły się ponad oprawki okularów i odnalazły moje ze szczególną cierpliwością człowieka, który nigdy nie musiał podnosić głosu, żeby całe pomieszczenie robiło, co trzeba.

— To ważni goście — powiedział. — Wspólnicy biznesowi. Twoja obecność jest wymagana.

— Masz Vivienne na biznesowe kolacje.

— Potrzebuję ciebie. Konkretnie.

Coś w tych trzech słowach kazało mi spojrzeć na niego uważniej. Nie same słowa, tylko ciężar, który pod nimi spoczywał. Celowy. Osadzony. Ciężar mężczyzny, który już podjął decyzję i dopiero teraz cię o niej informował.

Utrzymałam jego spojrzenie przez chwilę dłużej, niż było to komfortowe.

— Dobrze — powiedziałam. — Szósta.

Wrócił do swojej gazety.

Ja wróciłam do kawy.

Vivienne uśmiechnęła się do niczego konkretnego, a ja udawałam, że tego nie widzę.

Powinnam była naciskać mocniej.

W chwili, gdy tamtego wieczoru przeszłam przez drzwi wejściowe i usłyszałam głosy dochodzące z salonu, wiedziałam. Za dużo ich. Za dużo ostrożnego śmiechu… tego rodzaju, który ludzie odgrywają, kiedy próbują zrobić wrażenie na kimś, kto ma znaczenie.

Margaux pojawiła się w korytarzu, zanim zdążyłam w ogóle zdjąć kurtkę. Miała na twarzy ten wyraz. Taki, który oznaczał, że coś już ruszyło, a ona liczy, że łagodność zamortyzuje to, co zaraz uderzy.

— Po prostu spróbuj mieć dziś otwarty umysł — powiedziała cicho.

Coś zacisnęło mi się nisko w brzuchu. — W jakiej sprawie?

Jej oczy powędrowały w stronę salonu i z powrotem.

— Gerald chce dla ciebie tylko tego, co najlepsze.

Te słowa ani razu w tym domu nie zapowiadały dobrych wiadomości.

— Co on zrobił? — spytałam.

Zamiast odpowiedzieć, sięgnęła po moje ramię.

Minęłam ją i weszłam do salonu.

Osiem osób. Rozsadzonych na kanapach i fotelach z taką starannością, jak w wystudiowanej scenie. Gerald stał przy kominku, zdecydowanie zbyt swobodny.

Vivienne siedziała w kącie jak dekoracyjny dodatek… obecna, ale niezaangażowana, co oznaczało, że już wszystko wiedziała i pewnie wiedziała dłużej ode mnie.

W fotelu pośrodku siedział mężczyzna, którego nigdy wcześniej nie widziałam.

Po sześćdziesiątce. Tęga budowa. Zegarek, który pewnie kosztował więcej niż samochody większości ludzi. Podniósł wzrok w chwili, gdy weszłam, z tą szczególną uwagą kogoś, komu powiedziano, że ma mnie wypatrywać konkretnie.

Mój żołądek nie tylko się skręcił. Zrobiło mi się zimno.

— Ach. — Gerald rozłożył ramiona jak mężczyzna prezentujący coś na aukcji. — Oto i ona. Panowie — moja pasierbica, Seraphine Callum.

Mężczyzna w fotelu wstał. Wyciągnął rękę.

— Douglas Fitch. Miło mi wreszcie panią poznać. — Powiedział to tak, jakbyśmy mieli wspólną historię. Jakby moje imię już wcześniej było na jego ustach, jeszcze przed dzisiejszym wieczorem. — Gerald wypowiada się o pani bardzo wysoko.

Wreszcie.

To słowo utkwiło mi w piersi jak coś ostrego.

„Wreszcie” znaczyło, że rozmowy już się odbyły. Że ułożono plany. Że podjęto decyzje w pokojach, do których nigdy mnie nie zapraszano — o przyszłości, która rzekomo miała być moja.

Uścisnęłam mu dłoń, bo odmowa w obecności ośmiu osób rozpętałaby wojnę, której dziś wieczorem nie byłam gotowa kończyć.

— Panie Fitch. — Mój głos zabrzmiał równo. Spokojnie. Dawno temu nauczyłam się, że najpotężniejszą rzeczą, jaką mogę zrobić w obecności Geralda, jest nie dać po sobie poznać, że jestem roztrzęsiona.

Miał uścisk zbyt mocny. Zbyt pewny. Uścisk mężczyzny, któremu już powiedziano „tak”.

Kolacja była dwiema godzinami wyważonej gry pozorów.

Douglas Fitch mówił o swoim biznesie tak, jak zawsze robią to tacy jak on… jakby liczby były osobowością.

Zadawał mi pytania opakowane w uprzejmości. Jakie masz plany? Lubisz podróżować? Byłaś kiedyś w Wiedniu?

Tak naprawdę pytał o coś prostszego: czy dasz sobą zarządzać?

Na wszystko odpowiadałam grzecznie i nie dawałam mu nic prawdziwego. Uśmiechałam się w odpowiednich momentach. Śmiałam się, kiedy śmiał się stół. Patrzyłam, jak Gerald obserwuje mnie z drugiego końca stołu z cichą satysfakcją człowieka, którego plan przebiega dokładnie tak, jak zakładał.

Kiedy goście w końcu wyszli, Margaux natychmiast zniknęła na górze. Zawsze wyczuwała burze, zanim nadchodziły, i ani razu nie wybrała, by stać obok mnie w samym ich środku.

Czekałam na korytarzu.

Gerald wyszedł z saloniku, luzując krawat.

Spojrzał na mnie. Ja spojrzałam na niego.

— Douglas Fitch — powiedziałam.

— Dobry człowiek. Odniósł sukces. Stabilny.

— Jest ode mnie o trzydzieści lat starszy.

— Wiek staje się nieistotny, gdy…

— Chcesz wydać mnie za mąż za człowieka, którego poznałam dwie godziny temu. — Utrzymałam głos nisko. Równo. Im ciszej mówiłam, tym uważniej słuchał, a potrzebowałam, żeby usłyszał każde słowo.

— Bez zapytania mnie. Bez przejęcia się moimi uczuciami czy decyzjami. Nawet bez udawania, że mam coś do powiedzenia we własnym życiu.

— To dobre dopasowanie. — Jego ton był słownym odpowiednikiem wzruszenia ramion. — Powinnaś być wdzięczna.

Wdzięczna.

Pozwoliłam temu słowu zawisnąć między nami przez chwilę. Pozwoliłam mu usłyszeć, jak brzmi wypowiedziane na głos.

— Majątek po twoim ojcu wymaga zamężnej powierniczki, zanim pełne prawa do zarządzania mogą zostać przekazane — ciągnął.

— Wiesz o tym.

— Wiem, że to TY zarządzasz majątkiem po MOIM ojcu od jedenastu lat — powiedziałam. — I wiem, że ten układ był dla ciebie bardzo wygodny.

Jego szczęka się zacisnęła. Tylko odrobinę.

— Uważaj na ton.

— Zacznę uważać na ton, kiedy ty zaczniesz traktować mnie jak człowieka, a nie jak problem, który próbujesz przenieść w inne miejsce.

Patrzyliśmy na siebie.

Gerald wyprostował mankiety z wyważonym spokojem człowieka, który ani razu nie stracił kontroli nad sytuacją i nie zamierzał zaczynać teraz.

— Zaręczyny zostaną ogłoszone pod koniec miesiąca. Radzę ci się z tym pogodzić.

Minął mnie i ruszył w stronę swojego gabinetu.

— Nie wyjdę za niego — mój głos popłynął za nim korytarzem. Cicho. Stanowczo.

Zatrzymał się przy drzwiach gabinetu. Nie odwrócił się.

— Nie masz wyboru — powiedział.

Drzwi zamknęły się za nim.

Nie mogłam zasnąć.

Druga w nocy, a ja siedziałam na kuchennym blacie w ciemności z zimną kawą i umysłem głośniejszym, niż potrafiłam znieść. W domu panowała kompletna cisza. Nawet ściany zdawały się wstrzymywać oddech.

Nie masz wyboru.

Gerald powtarzał mi różne wersje tego zdania, odkąd skończyłam dwanaście lat. Od dnia, w którym moja matka wróciła do domu z nowym pierścionkiem, obcym nazwiskiem na skrzynce pocztowej i spojrzeniem mówiącym, że tego potrzebuje, nawet jeśli jej córkę miało to kosztować coś, czego jeszcze nie umiała nazwać.

Przycisnęłam palce do oczu.

Musiało być jakieś wyjście. Zawsze jest jakieś wyjście, jeśli tylko człowiek jest gotów szukać wystarczająco uparcie, a ja nigdy w życiu nie przestałam szukać.

Zsunęłam się z blatu i ruszyłam ciemnym korytarzem w stronę schodów.

Wtedy to usłyszałam.

Drzwi gabinetu Geralda nie były całkiem domknięte. Cienka smuga ciepłego światła przecięła podłogę korytarza, a wraz z nią dobiegał jego głos — niski, opanowany, ten, którego używał, gdy sądził, że nikt nie słucha.

Zatrzymałam się.

Przestałam oddychać.

— Zaręczyny będą sformalizowane do końca miesiąca. Gdy dział prawny przetworzy przeniesienie, majątek całkowicie przejdzie poza jej zasięg. — Pauza. Ktoś po drugiej stronie rozmowy odpowiada. Potem Gerald znów, ciszej i pewniej niż kiedykolwiek wcześniej.

— Kiedy już ją wydamy za mąż, wszystko, co zbudował jej ojciec, będzie należało do Vivienne. Taki zawsze był plan.

Chłód, który przeze mnie przeszedł, nie miał nic wspólnego z temperaturą.

Wszystko, co zbudował mój ojciec, miałoby należeć do Vivienne.

Stałam kompletnie nieruchomo w tym ciemnym korytarzu i poczułam, jak w mojej piersi coś przesuwa się na zawsze. To nigdy nie chodziło o znalezienie mi męża. Chodziło o dokończenie tego, co Gerald zaczął w dniu, w którym dopisał swoje nazwisko obok nazwiska mojej matki… o wymazanie córki Davida Calluma i oddanie wszystkiego, co zbudował mój ojciec, rodzinie, która nie miała do tego żadnego prawa.

Firma mojego ojca. Jego dziedzictwo. Jego nazwisko.

Wszystko.

Dla Vivienne.

Mocniej zacisnęłam palce na kubku z kawą.

Odwróciłam się i bezgłośnie wróciłam na górę.

Nie płakałam.

Gerald chciał, żebym była uległa. Wdzięczna. Pokonana, zanim w ogóle zacznę walczyć.

W ogóle mnie nie znał.

Ostatnie Rozdziały

Może Ci się spodobać 😍

Zawsze wokół Czterech

Zawsze wokół Czterech

15.7k Wyświetlenia · Zakończone · Zoe
W dniu, kiedy moje srebrne oczy po raz pierwszy zdradziły ukryte Lunari pochodzenie, byłam tylko kobietą próbującą uciec przed ciężarem boskiego dziedzictwa, którego nigdy nie pragnęłam.

Tej nocy znalazłam schronienie u czterech braci wilkołaków—Ara, Barry'ego, Devina i Carla—którzy przyjęli mnie do swojej watahy, mimo że wyczuwali, że coś jest we mnie inne. To, co zaczęło się jako ochrona, wkrótce zakwitło w coś zakazanego i pięknego: miłość, nie z jednym, ale z czterema braćmi.

Przeciwstawiając się tradycjom wilkołaków i starożytnym prawom, stworzyliśmy rodzinę związaną nie przez konwenanse, lecz przez wybór. Kiedy urodziłam bliźnięta, Lyrien i Lorcana, modliłam się, by moje połączenie z Boginią Księżyca Aetherią pozostało uśpione w ich krwi.

Moje modlitwy pozostały bez odpowiedzi, gdy niekontrolowane moce Lyrien doprowadziły do tragedii, zmuszając ją do podążenia ścieżką, której unikałam—do Solakus, królestwa bogów i magii, gdzie czekało na nią jej prawdziwe dziedzictwo.

Jako matka i córka, nasze równoległe podróże obejmują światy śmiertelników i boskości. Podczas gdy ja znalazłam miłość z czterema oddanymi partnerami, moja córka znajduje się rozdarta między trzema: jej przeznaczonym duszosobem z cieniem w żyłach, księciem smoków z królewskimi ambicjami i elfickim szlachcicem związanym z nią starożytnym układem.

To, co wydaje się przypadkiem, okazuje się boskim planem, kształtowanym przez pokolenia. Kiedy srebrna korona księżycowego światła przechodzi z matki na córkę, obie muszą wybrać między pragnieniem serca a wezwaniem przeznaczenia.

Z niekonwencjonalnych początków rodzi się najpotężniejsza Bogini Księżyca, jaką kiedykolwiek znały krainy.

(Ta książka zawiera treści dla dorosłych, w tym związki poliamoryczne. Nieodpowiednia dla nieletnich.)
Pięciu Braci, Jedna Panna Młoda

Pięciu Braci, Jedna Panna Młoda

536.2k Wyświetlenia · Zakończone · Emma Blackwood
Wszyscy wokół myślą, że Lily to tylko naiwna dziewczyna z prowincji, która za wszelką cenę próbuje wżenić się w fortunę. Oj, nawet nie zdają sobie sprawy, jak grubo się mylą.

Kiedy Lily przekracza progi ociekającej luksusem rezydencji Sterlingów, by dopełnić ostatniej woli zmarłego ojca, na powitanie wychodzi jej pięciu przystojnych braci. Towarzyszy im chłodna i do szpiku kości wyrachowana matka, która z miejsca postanawia odprawić niechcianego gościa z kwitkiem.

Zgodnie z paktem zawartym przed laty między ich rodami, Lily musi wybrać jednego z braci na męża. Ta perspektywa budzi w mężczyznach jawną niechęć i wyrazistą pogardę.

Lily ma jednak w zanadrzu tajemnice, które bez wątpienia zwaliłyby z nóg całą familię Sterlingów. Pod maską skromnej, cichej myszki kryje się prawdziwy rekin biznesu – genialny umysł, który od absolutnego zera zbudował wielomiliardowe imperium. Jakby tego było mało, jest też cieszącą się międzynarodowym uznaniem piosenkarką, występującą pod pseudonimem Słowik. A także geniuszem technologicznym, znanym w sieci jako Anny, który potrafi pokonać każdego jego własną bronią.

Próbując odnaleźć się w gąszczu skomplikowanych, domowych intryg rodu Sterlingów, Lily ku swojemu zaskoczeniu czuje, że najbardziej ciągnie ją do brata o sercu z lodu – Williama. Ten bezwzględny prezes traktuje ją jednak z ogromną, lodowatą nieufnością.

Na domiar złego, matka Williama upatrzyła już dla niego idealną partię: Fionę z rodziny Fosterów, jego przyjaciółkę z dzieciństwa i młodzieńczą miłość.

Sęk w tym, że słowo „kapitulacja” w słowniku Lily po prostu nie istnieje.
Polowanie Alfy

Polowanie Alfy

469.1k Wyświetlenia · W trakcie · Ms.M
Każda dziewczyna w wieku osiemnastu lat, jeśli nie zostanie sparowana, jest zgłaszana do Polowania Alf. Hazel nie jest wyjątkiem i jako jedyna nie widzi w tym szansy na znalezienie silnego Alfy, który by się nią zaopiekował, lecz raczej jako ceremonię, która odbiera wolną wolę i wysyła cię do lasu, byś była ścigana jak jeleń.

Jeśli zostanie zdobyta, będzie jego. Jeśli nie, wróci w hańbie i zostanie wykluczona ze swojej watahy.
Hazel zna obyczaje Alf, będąc córką Bety, ale nie przewiduje obecności Króla Lykanów. Przywódca wszystkich bierze udział w swoim pierwszym polowaniu, a ona jest jego zdobyczą.

Ostrzeżenie: Ta książka zawiera DUŻO treści dla dorosłych, takich jak mocny język, wyraźne sceny seksualne, przemoc fizyczna i psychiczna, BDSM, itp.
Niewypowiedziana Miłość Prezesa

Niewypowiedziana Miłość Prezesa

758.5k Wyświetlenia · Zakończone · Lily Bronte
„Chcesz mojego przebaczenia?” zapytał, a mój głos zniżył się do niebezpiecznego tonu.

Zanim zdążyłam odpowiedzieć, zbliżył się, nagle górując nade mną, jego twarz była zaledwie kilka centymetrów od mojej. Poczułam, jak wstrzymuję oddech, a moje usta rozchylają się w zaskoczeniu.

„To jest cena za mówienie źle o mnie innym,” wyszeptał, przygryzając moją dolną wargę, zanim zajął moje usta prawdziwym pocałunkiem. Zaczęło się to jako kara, ale szybko przekształciło się w coś zupełnie innego, gdy odpowiedziałam, moja początkowa sztywność topniała w uległość, a potem w aktywne uczestnictwo.

Mój oddech przyspieszył, małe dźwięki uciekały z mojego gardła, gdy eksplorował moje ciało. Jego dotyk był zarówno karą, jak i przyjemnością, wywołując dreszcze, które, jak sądziłam, czuł rezonujące przez swoje własne ciało.

Moja nocna koszula podwinęła się, jego ręce odkrywały coraz więcej mojego ciała z każdym muśnięciem. Oboje byliśmy zgubieni w doznaniach, racjonalne myśli ustępowały z każdą mijającą sekundą...

Trzy lata temu, aby spełnić życzenie jego babci, zostałam zmuszona poślubić Dereka Wellsa, drugiego syna rodziny, która adoptowała mnie dziesięć lat temu. On mnie nie kochał, ale ja potajemnie kochałam go przez cały ten czas.

Teraz trzyletnie małżeństwo kontraktowe dobiega końca, ale czuję, że między mną a Derekiem rozwinęło się jakieś uczucie, którego żadne z nas nie chce przyznać. Nie jestem pewna, czy moje uczucia są słuszne, ale wiem, że nie możemy się sobie oprzeć fizycznie...
Dziewczyna, którą miliarder stracił

Dziewczyna, którą miliarder stracił

416.9k Wyświetlenia · W trakcie · sirenbeauty
Wybrał władzę zamiast niej. Teraz zaryzykuje wszystko, by ją odzyskać.

Osiem lat temu Liam Alcaraz złamał serce Mii Villaruiz i odszedł bez oglądania się za siebie, zostawiając ją z niczym poza pytaniami bez odpowiedzi i cieniem miłości, w którą kiedyś wierzyła, że przetrwa wiecznie.

Teraz jest jednym z najmłodszych i najpotężniejszych prezesów w kraju.

A Mia nie jest już dziewczyną, którą zostawił. Z wyrzutka stała się najlepszą absolwentką egzaminu adwokackiego, błyskotliwą prawniczką korporacyjną znaną z bystrego umysłu i niezachwianej pewności siebie. Nieustraszona. Nietykalna. Niezłomna.

Aż los ponownie sprowadza go do jej życia. Kiedy Mia dostaje zlecenie, by zająć się wartym miliardy imperium Liama, coś, co miało być po prostu kolejną sprawą, zamienia się w największe wyzwanie jej kariery i serca. Zdobycie go jako klienta mogłoby uczynić ją najmłodszą partnerką w kancelarii.

Ale ponowne spotkanie z Liamem oznacza zmierzenie się ze wszystkim, o czym próbowała zapomnieć. Bo za każdym starciem tli się iskra, która nie chce zgasnąć. Każde spojrzenie niesie ciężar przeszłości. A każdy dotyk grozi tym, że rozsypią się oboje.

Liam jest zdeterminowany udowodnić, że nie jest już chłopakiem, który ją skrzywdził. Ale Mia jest zdeterminowana pokazać mu, że nie jest już dziewczyną, którą zostawił.

Lecz w świecie rządzonym przez władzę, dumę i niebezpieczne pożądanie stare rany znów zaczynają krwawić, prawda wychodzi na jaw, a granica między miłością a nienawiścią powoli się zaciera.

Niektórym pokusom nie sposób się oprzeć. A niektóre serca nigdy naprawdę nie przestają kochać.
Omegi z Haven

Omegi z Haven

16.3k Wyświetlenia · Zakończone · G O A
Centrum Haven dla Omeg. Miejsce, gdzie Omegi mogą być chronione, aż osiągną pełną dojrzałość i znajdą idealną watahę.

Tak mi obiecywali. Kiedy straciłam rodziców w wieku czternastu lat, zostałam wysłana do Haven i obiecano mi cały świat. Jednak kiedy nadszedł mój czas, wataha, którą wybrałam, odurzyła mnie i sprzedała. Obudziłam się w klatce, obok rzędów innych Omeg. Czekałam tam przez dwa lata, aż w końcu nadszedł mój numer. Dziś wieczorem idę na aukcję...

To znaczy, dopóki mój strażnik nie wpadł pijany i nie zobaczyłam swojej szansy na ucieczkę. Byłam jednak zbyt słaba, a gdy mnie złapał i obiecał zatrzymać dla siebie, pomyślałam, że moja szansa na wolność przepadła. Wtedy czterech Alfów wpadło i uratowało mnie, ale moje problemy dalekie były od zakończenia.

Jestem zbyt niebezpieczna, żeby mnie zostawić przy życiu, ale nie mogę zaufać jedynemu miejscu w tym kraju, które miało mnie chronić. Poza tym, ci Alfowie wcale nie są typem watahy, której mogłabym zaufać lub wybrać na całe życie. Są brutalni i szorstcy. Jednak obiecują mi pomoc i ochronę, aż uzyskam sprawiedliwość, a ja zamierzam skorzystać z ich oferty. Mam jedno życzenie... Chcę, żeby nauczyli mnie być tak zła jak oni. Chcę być kimś, kogo ludzie, którzy mnie skrzywdzili, będą się bać.

Piekło nie zna większej furii niż zraniona Omega... czy coś w tym stylu.

Nazywam się Elise i zaraz dostanę swoje nieszczęśliwe zakończenie.

(Ta historia rozgrywa się w tym samym uniwersum co "Najpiękniejszy Dźwięk", a obie książki zostały teraz połączone jako "Omegi z Haven" dla lepszego odbioru:D)
Mój Fałszywy Chłopak Jest Szkolnym Bad Boyem

Mój Fałszywy Chłopak Jest Szkolnym Bad Boyem

331.6k Wyświetlenia · Zakończone · Tintedverry
W Ravencrest High wszyscy znają jedną zasadę: trzymać się z daleka od Rydera Aldricha Steinmanna. To najbardziej budzący strach zły chłopak w całej szkole — chłodny, nieobliczalny i całkowicie nietykalny. Kiedy więc zjadliwa plotka grozi zniszczeniem reputacji Raisy Tyli Petrovej, cicha prymuska robi coś niewyobrażalnego — prosi go, żeby udawał jej chłopaka.

To, co miało być prostą umową, szybko przeradza się w największy skandal na kampusie. Ukradkowe spojrzenia zamieniają się w przeciągające się dotknięcia, a udawane pocałunki zaczynają brzmieć niebezpiecznie prawdziwie. Ale Raisa nie zna prawdy — Ryder nigdy nie zgodził się jej pomóc z dobroci serca. Zgodził się, bo od lat potajemnie jest w niej zakochany… a teraz, kiedy wreszcie jest jego, choćby tylko na niby, nie ma najmniejszego zamiaru jej wypuścić.

Gdy prawda w końcu wychodzi na jaw, wszystko, co wspólnie zbudowali, zaczyna pękać. Czy Raisa ucieknie przed chłopakiem, którego wszyscy się boją, czy zrozumie, że za jego niebezpieczną reputacją kryje się jedyna osoba, która kiedykolwiek naprawdę ją kochała?
TAJEMNICA ROSYJSKIEJ MAFII

TAJEMNICA ROSYJSKIEJ MAFII

37.3k Wyświetlenia · W trakcie · ranatalashier
— Rozpierdolę cię, zniszczę cię tak samo, jak twój ojciec zniszczył mojego.

TAJEMNICA ROSYJSKIEJ MAFII

Wiedziałem, że jest córką faceta, który zabił mojego ojca, ale mimo to pragnąłem znowu być w jej środku.
Chciałem ją ruchać tak cholernie mocno, że aż czułem, jak mój kutas robi się coraz twardszy.
Przypadkowe Spotkanie z Magnatem

Przypadkowe Spotkanie z Magnatem

544.8k Wyświetlenia · Zakończone · Riley
Nazywam się Audrey i jestem adoptowaną córką rodziny Baileyów.
Cztery lata temu rodzina Baileyów stanęła w obliczu druzgocącego kryzysu finansowego.
Gdy bankructwo wydawało się nieuniknione, pojawił się tajemniczy dobroczyńca, oferując ratunek pod jednym warunkiem: małżeństwo na kontrakt.
Krążyły plotki o tym zagadkowym mężczyźnie — szeptano, że jest ohydnie brzydki i zbyt zawstydzony, by pokazać swoją twarz, być może skrywający mroczne, skrzywione obsesje.
Bez wahania Baileyowie poświęcili mnie, aby chronić swoją cenną biologiczną córkę, zmuszając mnie do zajęcia jej miejsca jako pionka w tej zimnej, wyrachowanej umowie.
Na szczęście, przez te cztery lata tajemniczy mąż nigdy nie zażądał spotkania twarzą w twarz.
Teraz, w ostatnim roku naszej umowy, mąż, którego nigdy nie spotkałam, żąda, abyśmy się spotkali osobiście.
Jednak katastrofa uderzyła noc przed moim powrotem — pijana i zdezorientowana, weszłam do złego pokoju hotelowego i skończyłam w łóżku z legendarnym potentatem finansowym, Casparem Thorntonem.
Co ja teraz, do diabła, mam zrobić?
Fałszywa dziewczyna hokejowego Alfy

Fałszywa dziewczyna hokejowego Alfy

20.4k Wyświetlenia · W trakcie · midaspen78
Vivienne zawsze czuła się mała. W domu tkwi uwięziona w bólu, od którego nie potrafi uciec. W szkole chowa się w cieniu, odliczając dni do chwili, gdy wreszcie będzie wolna. Ale jedna decyzja roztrzaskuje wszystko, zostawiając ją złamaną i bardziej samotną niż kiedykolwiek.

Jest jeszcze Rafael. Mroczny. Nieuchwytny. Chłopak, o którym wszyscy mówią, ale którego tak naprawdę nikt nie zna. Powinien być ostatnią osobą, do której Vivienne się zbliży, a jednak nie potrafi odwrócić wzroku. Wciąga ją w niebezpieczeństwo, które jednocześnie przeraża i daje poczucie bezpieczeństwa — jakby widział w niej te części, których nie dostrzega nikt inny.

Ale Rafael ma sekrety — takie, które mogłyby zniszczyć ich oboje. A im bliżej Vivienne jest, tym trudniej rozstrzygnąć, czy on jest jej drogą ucieczki… czy powodem, dla którego nigdy nie zdoła się wyrwać.
CEO Nad Moim Biurkiem

CEO Nad Moim Biurkiem

1m Wyświetlenia · Zakończone · McKenzie Shinabery
„Myślisz, że ona cię potrzebuje” — mówi.

„Wiem, że tak.”

„A co, jeśli nie chce takiej ochrony?”

„Będzie chciała” — odpowiadam, a mój głos nieznacznie cichnie. „Bo potrzebuje faceta, który potrafi dać jej cały świat.”

„A jeśli świat stanie w ogniu?”

Moja dłoń odruchowo zaciska się mocniej na talii Violet.

„To zbuduję jej nowy” — mówię. „Nawet jeśli będę musiał sam spalić ten stary do gołej ziemi.”

Nie pracuję dla Rowana Ashcrofta.
Pracuję pod nim.

Z mojego biurka decyduję, kto dostaje przepustkę do najbardziej bezwzględnego prezesa w mieście, a kto nawet nie przechodzi przez recepcję i odbija się od ochrony jak od ściany. Ogarniając wszystko, trzymam w ryzach jego kalendarz, jego milczenie i jego wrogów. Pilnuję, żeby jego świat chodził jak w zegarku, podczas gdy mój po cichu się sypie: zaległe rachunki piętrzą się na kuchennym blacie, matka jest zamknięta na odwyku, a brat zniknął bez słowa, nawet bez głupiego „trzymaj się”.

Rowan Ashcroft to władza opakowana w idealnie skrojony garnitur.
Zimny. Nietykalny. Bez litości.
On nie flirtuje. On się nie uśmiecha. On nie widzi ludzi — tylko ich przydatność.

I przez długi czas ja też byłam po prostu przydatna.

Aż zaczął się przyglądać.

Na początku ta zmiana w jego uwadze jest ledwie zauważalna. Pauza o sekundę za długa. Spojrzenie, które zostaje. Polecenia, które zamiast odsuwać mnie na bok, ściągają coraz bliżej. Mężczyzna stojący nad moim biurkiem zaczyna kontrolować coś więcej niż mój grafik — i dociera do mnie za późno, że bycie zauważoną przez Rowana Ashcrofta jest o wiele bardziej niebezpieczne niż bycie ignorowaną.

Bo tacy faceci nie łakną czułości.
Oni łakną posiadania.

To miała być praca.
Nie sprawdzian moich granic.
Nie powolne, metodyczne osuwanie się w jego władzę.

Ale jeśli Rowan Ashcroft uzna, że moje miejsce jest pod jego biurkiem, to trudno.
Przetrwanie ma swoją cenę, a rachunki mają to gdzieś, jak je opłacę.
Po Jednej Nocy z Alfą

Po Jednej Nocy z Alfą

1.2m Wyświetlenia · Zakończone · Sansa
Jedna noc. Jeden błąd. Całe życie konsekwencji.

Myślałam, że czekam na miłość. Zamiast tego, zostałam zgwałcona przez bestię.

Mój świat miał rozkwitnąć podczas Festiwalu Pełni Księżyca w Moonshade Bay – szampan buzujący w moich żyłach, zarezerwowany pokój hotelowy dla mnie i Jasona, abyśmy wreszcie przekroczyli tę granicę po dwóch latach. Wślizgnęłam się w koronkową bieliznę, zostawiłam drzwi otwarte i położyłam się na łóżku, serce waliło z nerwowego podniecenia.

Ale mężczyzna, który wszedł do mojego łóżka, nie był Jasonem.

W ciemnym pokoju, zanurzona w duszącym, pikantnym zapachu, który sprawiał, że kręciło mi się w głowie, poczułam ręce – pilne, gorące – palące moją skórę. Jego gruby, pulsujący członek przycisnął się do mojej mokrej cipki, a zanim zdążyłam jęknąć, wbił się mocno, brutalnie rozdzierając moją niewinność. Ból palił, moje ściany zaciskały się, gdy drapałam jego żelazne ramiona, tłumiąc szlochy. Mokre, śliskie dźwięki odbijały się echem z każdym brutalnym ruchem, jego ciało nieustępliwe, aż zadrżał, wylewając się gorąco i głęboko we mnie.

"To było niesamowite, Jason," udało mi się powiedzieć.

"Kto do cholery jest Jason?"

Moja krew zamarzła. Światło przecięło jego twarz – Brad Rayne, Alfa Stada Moonshade, wilkołak, nie mój chłopak. Przerażenie dławiło mnie, gdy zdałam sobie sprawę, co zrobiłam.

Uciekłam, ratując swoje życie!

Ale kilka tygodni później, obudziłam się w ciąży z jego dziedzicem!

Mówią, że moje heterochromatyczne oczy oznaczają mnie jako rzadką prawdziwą partnerkę. Ale nie jestem wilkiem. Jestem tylko Elle, nikim z ludzkiej dzielnicy, teraz uwięzioną w świecie Brada.

Zimne spojrzenie Brada przygniata mnie: „Noszisz moje dziecko. Jesteś moja.”

Nie mam innego wyboru, muszę wybrać tę klatkę. Moje ciało również mnie zdradza, pragnąc bestii, która mnie zrujnowała.

OSTRZEŻENIE: Tylko dla dojrzałych czytelników