
Zabawka rozgrywającego
chinemerem osakwe · W trakcie · 173.5k słów
Wstęp
— Nigdy więcej nie zmuszaj mnie, żebym musiał ci przypominać, że jesteś moim zwierzakiem!
— Puść mnie… — wychrypiałam, kiedy jego dłoń jeszcze mocniej przycisnęła mi gardło.
Życie Reet już się rozpada.
Gdy traci dom, jej ojciec trafia do więzienia, a Dylan Carter — szkolny „zły chłopiec” — obiera ją sobie za ulubiony cel, Reet przeklina swój los w chwili, gdy odkrywa, że ma zamieszkać z nim pod jednym dachem.
Dylan jest gwiazdą Brookwood High, rozgrywającym drużyny futbolowej, i złotym chłopcem w grze o szkolną hierarchię — obok Vanessy Hale, swojej dziewczyny z najwyższej półki, oraz Briana Smitha, jedynego rywala.
Ale za sławą i okrucieństwem Dylan skrywa sekrety mroczniejsze, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać.
Kiedy plotki niszczą reputację Reet, a prawda o jej ojcu zaczyna wychodzić na jaw, granica między wrogiem a obrońcą zaczyna się zacierać.
A rywalizacja staje się ziarnem zażyłości.
Rozdział 1
Lato zawsze pachniało inaczej w naszej okolicy.
Kiedy dwa domy dalej ktoś smażył na grillu tanie parówki i w ogóle, zawsze lubiłam wakacje, tylko nie z powodów, dla których lubiła je większość dzieciaków.
Inni nastolatkowie w moim wieku chodzili na imprezy przy basenie, jeździli nad plażę i urządzali głośne, ekstrawertyczne spotkania — ja spędzałam większość lata tak samo, jak spędzałam resztę roku: zamknięta w swoim pokoju, z książką przyciśniętą do nosa.
I szczerze? Lubiłam, że tak jest.
Nazywam się Reet Cole i tamtego letniego poranka obudziłam się jako siedemnastolatka.
Mama już nie spała, kiedy tamtego ranka powlokłam się do kuchni, z włosami w kompletnym nieładzie i głową na wpół jeszcze uśpioną.
Nasze małe mieszkanie pachniało tostami i chai — jej zwyczajowym zestawem śniadaniowym, który brał się z jakiejś dziwnej fuzji jej nowojorskiego wychowania i indyjskich korzeni mojego taty.
Kuchnia była malutka — dosłownie dwa kroki od blatu i już było się przy lodówce. A jednak zawsze było w niej ciepło w sposób, jakiego nigdy nie miały większe domy.
Mama zerknęła znad kuchenki z uśmiechem. — A jest… moja solenizantka.
Jęknęłam i opadłam na krzesło przy małym okrągłym stoliku. — Mamo, proszę, nie mów tak.
— Tak jak? — zapytała niewinnie.
— Jakbym miała pięć lat.
— Dla mnie zawsze będziesz miała pięć. — Wzruszyła ramionami.
Tata zachichotał zza gazety.
Pracował długo, a większość poranków widywałam go tylko przez kilka minut, zanim wypadał za drzwi z krzywo zawiązanym krawatem i niedopitą kawą.
Ale dziś wyglądał na wyluzowanego.
— Gotowa na swój wielki dzień? — zapytał.
Zmrużyłam na niego oczy. — Zdefiniuj „wielki”.
Powoli opuścił gazetę. — No… siedemnaście lat to jednak spora sprawa.
— Niekoniecznie.
Mama postawiła przede mną talerz z tostami.
— Jedz, zanim zaczniesz się kłócić.
Automatycznie chwyciłam kromkę, choć mój wzrok już wrócił do taty.
— Pamiętasz o swojej obietnicy, prawda?
Uniósł brwi. — O mojej obietnicy?
— Tak. — Pochyliłam się. — Rower.
Mama uśmiechnęła się pod nosem, popijając herbatę, a tata podrapał się po karku. — No właśnie…
Zwęziłam oczy. — Tato…
— Nie, nie — posłuchaj — powiedział szybko. — Nie zapomniałem.
— Zapomniałeś.
— Nie zapomniałem.
— Absolutnie zapomniałeś.
Uniósł obie dłonie w obronnym geście. — Po prostu… miałem opóźnienie.
— To się nazywa zapomnieć.
Mama zaśmiała się cicho. — Reet.
Tata pochylił się nad stołem, a jego głos przycichł odrobinę, jakby miał zdradzić jakiś sekret. — Powiem ci tak — powiedział.
Zatrzymałam się w połowie kęsa.
— Przyjdź dziś do mojego biura.
Mrugnęłam. — Co?
— Wpadnij po południu — ciągnął. — Może po lunchu. Dam ci tam rower.
Mój mózg potrzebował chwili, żeby to przetrawić.
— Mówisz poważnie?
— Jak najbardziej.
— To znaczy… prawdziwy rower?
Uniósł brew. — Nie, kartonowy rower.
Zrobiłam teatralnie wielkie oczy. — Ranisz mnie.
Tata roześmiał się i sięgnął, żeby potargać mi włosy. — Wszystkiego najlepszego, dzieciaku.
Uśmiechnęłam się.
Wczesnym popołudniem upał osiadł na okolicy jak ciężki koc. Związałam włosy w luźny kucyk i zarzuciłam mały plecak na jedno ramię, zanim wyszłam na zewnątrz.
Siedemnaście — miałam wrażenie, jakby ten dzień ekscytował się razem ze mną.
A jednak wciąż czułam się tą samą niezgrabną dziewczyną, która woli biblioteki od imprez.
Szłam chodnikiem, już w myślach widząc rower w najróżniejszych kolorach, i przeszłam pół ulicy.
— No proszę, proszę. Czyżby to nie był nasz osiedlowy geniusz.
Odwróciłam się i zobaczyłam Kevina, mojego sąsiada. Opierał się o skrzynkę pocztową po drugiej stronie ulicy, z krzywym uśmieszkiem.
Jesteśmy w tym samym wieku, ale on chodzi do innej szkoły. Jest irytujący i jakoś zawsze pojawia się dokładnie wtedy, kiedy najmniej mam ochotę go widzieć.
Odepchnął się od skrzynki pocztowej i truchtem podbiegł bliżej.
– Widzę, że aż pękasz z radości na mój widok – powiedział.
Skrzyżowałam ręce na piersi.
– Miałam spokojny dzień, dopóki się nie zjawiłeś.
– To okrutne.
– Zasłużyłeś.
Kevin przechylił głowę.
– A dokąd idziesz tak wystrojona?
Spojrzałam w dół na moje luźne dżinsy i koszulkę.
– To ma być wystrojona?
– Jak na ciebie? Tak.
Przewróciłam oczami.
– Idź sobie.
Westchnął teatralnie.
– W twoje urodziny?
Zamarłam.
– …Skąd wiesz, że mam urodziny?
Kevin wyglądał na urażonego.
– Reet, mieszkamy naprzeciwko siebie od ośmiu lat.
– To nie znaczy, że pamiętasz moje urodziny.
– Pamiętam ważne rzeczy.
– Na przykład sposoby, jak mnie wkurzać.
– To też.
Spróbowałam go minąć, ale natychmiast wszedł mi w drogę.
– Ale serio – powiedział. – Dokąd idziesz?
– Do biura mojego taty.
Brwi Kevina uniosły się do góry.
– O?
– Obiecał mi rower.
Jego uśmiech się poszerzył.
– Kujonka na rowerze.
– Przejadę cię nim.
– Chętnie zobaczę, jak próbujesz. – Ruszyłam znowu.
On zaczął iść tyłem przede mną.
– Masz już siedemnaście lat.
– Kevin.
– Tak?
– Zejdź mi z drogi.
Zaśmiał się i wreszcie odsunął na bok.
– Wszystkiego najlepszego, Reet.
Zatrzymałam się.
Powiedział to swobodnie, ale w jego głosie było coś szczerego, co kompletnie mnie zaskoczyło.
– …Dzięki.
– Tylko nie rozbij się na tym rowerze.
Zasalutował mi leniwie, po czym ruszył z powrotem w stronę swojego domu.
Pokręciłam głową i szłam dalej.
Czasami Kevin był nie do zniesienia, ale czasami bywał dziwnie zabawny.
Po jakichś piętnastu minutach zobaczyłam budynek biurowy.
Duża szklana fasada odbijała jasne światło słońca, a nad wejściem wisiał wyrazisty baner.
ZENTRO ENTERPRISES.
Tata zawsze mówił, że firma zajmuje się logistyką i dystrybucją. Nigdy do końca nie rozumiałam, co to znaczy, ale brzmiało ważnie.
Właśnie miałam podejść do wejścia, kiedy dostrzegłam Dylana Cartera opartego o ścianę, z papierosem między wargami.
Nawet z daleka wyglądał dokładnie tak samo jak w szkole – nietykalny, pewny siebie i kompletnie niepasujący do zwykłych ludzi.
Miał na sobie ciemne dżinsy i czarną koszulę, rękawy podwinięte lekko na przedramionach. Wyglądał na zrelaksowanego, jakby cały świat był pod nim – i faktycznie jest.
Dylan Carter wszędzie, gdzie się pojawiał, był tym popularnym, niedostępnym gościem.
Co oznaczało, że absolutnie nie chciałam, żeby mnie zobaczył.
Więc szybko odwróciłam twarz i lekko opuściłam głowę, poprawiając pasek plecaka, jakby nagle stał się najciekawszą rzeczą na świecie.
Przez chwilę zastanowiłam się, co on tu robi, ale po sekundzie wzruszyłam ramionami.
Nie moja sprawa – czekał na mnie rower.
Podeszłam bliżej budynku i zauważyłam ludzi zbierających się przy wejściu.
Co się działo?
– Odsunąć się! – krzyknął ktoś.
Serce mi zamarło.
A potem usłyszałam syreny – przed budynkiem stały radiowozy, a przy wejściu stali policjanci.
Dziwny niepokój wpełzł mi w klatkę piersiową, gdy zrobiłam kolejny krok do przodu.
Tłum poruszył się lekko i nagle zobaczyłam wyraźnie drzwi, kiedy z budynku wyszło dwóch policjantów, ciągnąc między sobą kogoś.
Mój mózg najpierw nie rozumiał, na co patrzę.
Bo dopiero po tej strasznej sekundzie zobaczyłam, jak mój ojciec potyka się między nimi, z nadgarstkami zaciśniętymi w kajdankach, gdy policjanci ściągali go po schodach.
Urwał mi się oddech.
– Tato?
Ostatnie Rozdziały
#133 Rozdział 133 Wizyta
Ostatnia Aktualizacja: 8/13/2026#132 Rozdział 132 Kolejna wskazówka
Ostatnia Aktualizacja: 8/12/2026#131 Rozdział 131 Z Nim
Ostatnia Aktualizacja: 8/5/2026#130 Rozdział 130 Czekanie
Ostatnia Aktualizacja: 8/5/2026#129 Rozdział 129 Nadal nie odpowiada za swoje czyny
Ostatnia Aktualizacja: 8/5/2026#128 Rozdział 128 Powód Mirandy
Ostatnia Aktualizacja: 8/5/2026#127 Rozdział 127 Bez wyrzutów sumienia
Ostatnia Aktualizacja: 8/5/2026#126 Rozdział 126 OIOM
Ostatnia Aktualizacja: 8/5/2026#125 Rozdział 125 Przemówienie i chaos
Ostatnia Aktualizacja: 8/5/2026#124 Rozdział 124 Brookwood kontra St Harvey
Ostatnia Aktualizacja: 8/5/2026
Może Ci się spodobać 😍
Alpha Leo i Serce Ognia
Uśmiech zagościł na moich ustach, uniosłam brew, przeciągając koniuszek paznokcia po jego wyrzeźbionej szczęce wyzywająco.
"Och, ale się mylisz, Niebieskooki, bo ja jestem tym koszmarem, i przyszłam, żeby zrobić ci piekło z życia. Nie boisz się, co?"
Lodowate niebieskie oczy spotkały się z moimi nie mrugającymi jasnoniebieskimi.
"Ostrzegam cię, nie zadzieraj ze mną." Warknął.
"Och? Ale rzecz w tym, że zawsze robię to, czego nie powinnam."
Azura Rayne Westwood. Znana ze swoich diabelskich sposobów i dzikiej osobowości, była najmłodszym dzieckiem sławnej pary Westwood. Od czasów Akademii, wieści o jej wybrykach rozchodziły się szybko i daleko, ale w młodej dziewiętnastoletniej kobiecie kryło się znacznie więcej.
Szkielety przeszłości nigdy nie zostają pochowane, a życie nie jest tak beztroskie, jak Azura je przedstawia. Kiedy demony z jej przeszłości zaczynają utrudniać życie, popełnia jeszcze większy błąd. Spędza noc pełną intensywnej pasji nieświadomie z niesławnym, kamiennosercym Leo Rossim, co zmienia jej życie na zawsze.
Kiedy Leo dowiaduje się, że kobieta, z którą spędził noc, pochodzi z jednego z watah, które najbardziej nienawidzi, odwraca się od niej, ale zapomina o jednym bardzo istotnym szczególe; Azura nie była aniołem, a kiedy zadzierasz z Diabłem Westwood, jesteś związany na całe życie.
W podróży pełnej pasji, ognia, siły i odrzucenia, kto zwycięży?
Młoda dziewczyna z sercem ognia, czy Alfa, który nie zna nic poza nienawiścią i pogardą?
Tym Razem To On Ściga Mnie Całym Sercem
Na korytarzu przed salą balową podeszła do niego, gdy palił przy drzwiach, chcąc chociaż spróbować się wytłumaczyć.
– Nadal jesteś na mnie zły?
Strzepnął papierosa, odrzucił niedopałek i spojrzał na nią z jawną pogardą.
– Zły? Myślisz, że jestem zły? Zgadnę – Maya wreszcie się dowiaduje, kim jestem, i nagle ma ochotę „odnowić kontakt”. Kolejna szansa, odkąd wie, że moje nazwisko oznacza pieniądze.
Kiedy próbowała zaprzeczyć, wszedł jej w słowo.
– Byłaś epizodem. Przypisem na dole strony. Gdybyś się tu dzisiaj nie pojawiła, nawet bym o tobie nie pamiętał.
Łzy zapiekły ją pod powiekami. Prawie powiedziała mu o jego córce, ale się powstrzymała. Uznałby tylko, że próbuje go wrobić, złapać go na dziecko i dobrać się do jego kasy.
Maya przełknęła wszystko razem z łzami i odeszła, święcie przekonana, że ich drogi już nigdy się nie przetną – a jednak on zaczął pojawiać się w jej życiu raz za razem, aż w końcu to on musiał się przed nią schylić, pokornie błagając, by dała mu jeszcze jedną szansę.
Syreny Mafii
Vernon zamarł, kuszące uczucie niespodziewanego pocałunku Nixxona odbierało mu mowę.
„Pocałunek...” wyszeptał, bez tchu.
„Dobrze się czuję, kiedy cię całuję, Vernon,” wyszeptał Nixxon i... pocałował go ponownie.
Nixxon uciekł ze swojego podwodnego królestwa, desperacko pragnąc zerwać wszelkie więzi z oceanem. Ale ludzki świat nie był tą wolnością, jaką sobie wyobrażał... to była inna forma klatki. Schwytany przez Vernona, bezwzględnego szefa mafii, który wziął go za szpiega lub broń, Nixxon szybko zrozumiał, że jego przetrwanie zależy od tego, jak dobrze potrafi udawać i jak szybko może się uczyć.
Na początku Vernon widział w Nixxonie jedynie zagrożenie... dziwnego mężczyznę bez przeszłości, bez dokumentów, z nienaturalnym sposobem poruszania się. Ale im więcej go przesłuchiwał, tym bardziej frustrująco nieodparty stawał się Nixxon. Był zarówno naiwny, jak i bystry, buntowniczy, ale dziwnie zafascynowany ludzkim życiem. A co najgorsze, patrzył na Vernona, jakby był kimś, kogo warto poznać.
Zmuszony do trzymania Nixxona blisko, Vernon staje się jego niechętnym przewodnikiem po ludzkim świecie... ludzką encyklopedią; odpowiadając na niewinne, lecz niebezpieczne pytania. Co to jest głód? Dlaczego ludzie kłamią? Co to znaczy kochać?
Ale kiedy Vernon w końcu odkrywa prawdę o Nixxonie... kim jest, czym jest... stoi przed wyborem: uwolnić człowieka, którego kiedyś uważał za wroga... albo zakuć go w jeszcze ściślejsze kajdany, zanim zostanie mu odebrany.
Bo coś mu mówi, że Nixxon nie uciekał tylko przed oceanem. Coś gorszego nadchodzi po niego.
A Vernon nie wie, czy chce uratować Nixxona... czy zatrzymać go na zawsze.
Kontratak Prawdziwej Dziedziczki
Kiedy przyszła na świat, przez pomyłkę trafiła do niewłaściwej rodziny i doszło do podmiany noworodków. Jednak po osiemnastu latach rodziny w to zamieszane odkryły tę pomyłkę. Sprawiło to, że jej nieprawdziwa rodzina zaczęła ją źle traktować, gdy jeszcze z nimi mieszkała.
Gdy jej prawdziwa rodzina ją odnalazła, natychmiast kazano jej się wynosić. Wyśmiewali ją, przekonani, że jej prawdziwa rodzina jest biedna, i drwili z niej.
Tyle że okazało się, że jej prawdziwa rodzina należy do najbogatszych w Mayfield, a jej dawna rodzina nawet nie zbliża się do ich poziomu.
Po ponownym zjednoczeniu rodziny jej prawdziwi rodzice błagali ją, by pozwoliła im zatrzymać fałszywą dziedziczkę, Kierę, jako część rodziny.
Wygląda jednak na to, że fałszywa dziedziczka nie jest zadowolona z faktu, że prawdziwa dziedziczka wróciła, i nie potrafi powstrzymać się od intryg przeciwko Elenie, jednocześnie utrzymując niewinną, potulną fasadę.
Niestety dla niej Elena również nie zamierzała pozwolić się zastraszać i była gotowa zrobić wszystko, by obnażyć jej knowania, odbierając przy tym wszystko, co słusznie należy do niej.
Adoptowany Grzech
To wszystko, czego kiedykolwiek pragnęłam.....
Aż nagle wszystkie moje marzenia rozsypują się w pył.
Mój „brat” mnie nienawidzi.
Nie jest już tym samym chłopakiem, który wyjechał z naszego domu w drogę ku wielkości. Nie chce mieć ze mną nic wspólnego i traktuje mnie gorzej niż swojego wroga.
Aż widzę go z jakąś dziewczyną.
I nagle nie wygląda już jak mój brat.
Wygląda jak seksowny sportowiec, nad którym ślini się każda dziewczyna na kampusie.
To złe.
Nie powinnam patrzeć na niego w ten sposób.
A on nie powinien dotykać mnie tak, jakby był gotów mnie pożreć.
To mój brat.
A może jednak nie?
Granice się zacierają, a grunt drży mi pod stopami od pożądania i grzechu.
Sekrety są wyszeptywane nad rozpaloną skórą, zakazane pocałunki kradzione w ciemnych kątach.
Ale to wciąż za mało.
Potrzebuję więcej.
Ostatnia Szansa Chorej Luny
Wszystko zmieniło się w dniu, kiedy dowiedziałam się, że moja wilczyca zapadła w stan uśpienia. Lekarz ostrzegł mnie, że jeśli nie oznaczę lub nie odrzucę Alexandra w ciągu roku, umrę. Jednak ani mój mąż, ani mój ojciec nie przejmowali się na tyle, aby mi pomóc.
W mojej rozpaczy podjęłam decyzję, aby przestać być uległą dziewczyną, jakiej ode mnie oczekiwali.
Wkrótce wszyscy nazywali mnie szaloną, ale właśnie tego chciałam — odrzucenia i rozwodu.
Nie spodziewałam się jednak, że mój kiedyś arogancki mąż pewnego dnia będzie błagał mnie, żebym nie odchodziła...
Desperackie Pościgi Prezesa
Myślałam, że Seth jest moim światem, ale jego zdrady zniszczyły trzy lata oddania.
Miałam dość. Rozwód, bez oglądania się za siebie. Wtedy on spanikował. Zaczął mnie ścigać, nie chciał odpuścić.
Więc kim dla ciebie jestem, Seth? Nie chciałeś mnie, kiedy cię kochałam. Teraz, kiedy już mi przeszło, nie dasz mi spokoju?
Za późno.
Ludzka Małżonka Alfy
Jestem Salara, gospodynią domową, która od pięciu lat cierpi na psychiczne znęcanie się ze strony męża Henry'ego. Prawie go opuściłam cztery lata temu, ale wtedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży i poczułam się uwięziona w małżeństwie, w którym jestem nieszczęśliwa.
Dziś wieczorem przygotowywałam kolację dla partnera biznesowego Henry'ego, Derricka.
Jest co najmniej pół stopy wyższy od Henry'ego, a jego ciemne rysy są dla mnie bardziej pociągające niż jaśniejsze Henry'ego. Jego czarne włosy są krótko przycięte na dole, a na górze układają się w najbardziej kuszące loki.
A jego oczy... nigdy nie widziałam takiego odcienia zieleni w czyichkolwiek oczach. Gubię się w ich głębi, gdy patrzy na mnie łapczywie. Jego dobrze zdefiniowana klatka piersiowa idealnie rozciąga czarną koszulkę na jego muskularnym ciele, sprawiając, że ślinka mi cieknie, gdy na niego patrzę.
„Derrick-” Henry przerywa nasze milczące ocenianie, z dezaprobatą w głosie. „To jest moja żona Sa-” Warknięcie wydobywa się z piersi Derricka, przerywając Henry'emu, gdy przedstawia mnie naszemu gościowi.
Patrzę z żywym zainteresowaniem, jak jego twarz zaczyna się wykrzywiać, jego usta i nos łączą się, aż na ich miejscu pojawia się pysk, z dużymi kłami wystającymi z jego warg, gdy warczy na Henry'ego. Przerażenie maluje się na twarzy Henry'ego, gdy patrzy na Derricka, próbując zrozumieć, co się dzieje.
„Partnerka,” warczy Derrick na Henry'ego, robiąc krok w jego stronę, co powoduje, że Henry cofa się ze strachu.
Niewypowiedziana Miłość Prezesa
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, zbliżył się, nagle górując nade mną, jego twarz była zaledwie kilka centymetrów od mojej. Poczułam, jak wstrzymuję oddech, a moje usta rozchylają się w zaskoczeniu.
„To jest cena za mówienie źle o mnie innym,” wyszeptał, przygryzając moją dolną wargę, zanim zajął moje usta prawdziwym pocałunkiem. Zaczęło się to jako kara, ale szybko przekształciło się w coś zupełnie innego, gdy odpowiedziałam, moja początkowa sztywność topniała w uległość, a potem w aktywne uczestnictwo.
Mój oddech przyspieszył, małe dźwięki uciekały z mojego gardła, gdy eksplorował moje ciało. Jego dotyk był zarówno karą, jak i przyjemnością, wywołując dreszcze, które, jak sądziłam, czuł rezonujące przez swoje własne ciało.
Moja nocna koszula podwinęła się, jego ręce odkrywały coraz więcej mojego ciała z każdym muśnięciem. Oboje byliśmy zgubieni w doznaniach, racjonalne myśli ustępowały z każdą mijającą sekundą...
Trzy lata temu, aby spełnić życzenie jego babci, zostałam zmuszona poślubić Dereka Wellsa, drugiego syna rodziny, która adoptowała mnie dziesięć lat temu. On mnie nie kochał, ale ja potajemnie kochałam go przez cały ten czas.
Teraz trzyletnie małżeństwo kontraktowe dobiega końca, ale czuję, że między mną a Derekiem rozwinęło się jakieś uczucie, którego żadne z nas nie chce przyznać. Nie jestem pewna, czy moje uczucia są słuszne, ale wiem, że nie możemy się sobie oprzeć fizycznie...
Zemsta Opuszczonej Luny
– Bella. Ton Ethana się zmienił, nabierając tej ostrzegawczej nuty, którą znałam aż za dobrze. – Faye jest teraz wrażliwa. Przeraża ją, że będziesz miała do niej żal, że to podzieli watahę. Ostatnia rzecz, jakiej chce, to żeby to dziecko stanęło między nami.
– W takim razie nie powinieneś był tego robić. – Spojrzałam mu prosto w oczy, pozwalając mu zobaczyć lód w moich. – Wróć do swojego syna.
– Do kurwy nędzy. – Przeczesał włosy dłonią. – Ile razy mam powtarzać… to było sztuczne zapłodnienie. Użyli mojego nasienia, tak, ale Faye i ja nigdy…
Bella parsknęła chłodno. Tak bezczelne kłamstwa. Jej partner miał romans z partnerką swojego brata, a cała jego rodzina pomogła wypchnąć Bellę z niczym, tylko po to, żeby zrobić miejsce kochance i pozwolić jej zająć należną pozycję. Biedny głupiec – sądził, że Bella to tylko niechciana adoptowana córka, którą łatwo zbyć i kontrolować. Nigdy nie wiedział, że komputerowym geniuszem, którego szukał, była jego własna Luna.
Skoro się skalał, Bella miała dość. Odrzuciła go i odzyskała to, co było jej, wspinając się na szczyt z pomocą Victora, który od lat potajemnie był w niej zakochany.
Kiedy Ethan próbował ją odzyskać: – Nie chcesz, żeby nasze dziecko dorastało bez ojca.
Bella uśmiechnęła się szyderczo. – Ojcem dziecka nie jesteś ty.
Requiem Grzechu - Romans Mafijny
Prosto na nagiego mężczyznę, świeżo po prysznicu.
A teraz jestem w ciąży z jego dzieckiem.
Powinnam była wyjść, gdy tylko go zobaczyłam.
Był zbyt piękny, żeby mógł być prawdziwy.
Doszłam do drzwi...
A potem zobaczył dokładnie to, co próbowałam ukryć.
– Kto ci to zrobił? – zapytał, gdy dostrzegł siniaki. – Pozwól mi to naprawić.
Powinnam była odmówić.
Ale szczerze? Należy mi się odrobina szczęścia od wszechświata.
A jeśli zechce mi je dać w postaci oszałamiającego, ponadmetrowego anioła ciemności...
Cóż, nie będę wybrzydzać.
Tyle że nic w tym życiu nie przychodzi bez zobowiązań.
Mój anioł daje mi noc rodem z nieba...
Kiedy jednak nadchodzi poranek, zmienia się w diabła.
I to nie byle jakiego.
Ten diabeł wie, skąd jestem.
Kim jestem.
Co zrobiłam.
I jest zdeterminowany, żeby kazać mi za to wszystko zapłacić.
Miłość mojego oprawcy
Teraz, kiedy ogłosił, że jestem jego, otwiera mi oczy na mrok we mnie, zamieniając wszystko, co kiedykolwiek znałam, w przeszłość i pomagając mi zaakceptować moją nową rolę w jego życiu. A to z kolei odblokowuje we mnie coś, co zmieni wszystko. Gdy na powierzchnię wyjdzie moja prawdziwa ja, czy będzie w stanie poradzić sobie z następstwami swoich wyborów?












