
Okaz
Shabs Shabs · W trakcie · 116.1k słów
Wstęp
Są takie tęsknoty, które raz rozbudzone, nie mogą zostać ugaszone... On nie jest zwykłym człowiekiem - posiada krew starożytnej rasy smoków.
A ona, jest jego przeznaczoną partnerką.
Aria: Przesunęłam się na jego kolanach, obejmując go, moja sukienka teraz bezczynnie zwisała wokół mojej talii, a woda delikatnie falowała wokół nas. Przesunęłam dłonie po jego piersi, czując stały rytm jego serca pod moimi dłońmi. Szybszy teraz. Dziki.
Westchnął cicho, gdy nachyliłam się i pocałowałam kącik jego ust - najpierw nieśmiało, potem głębiej. Jego dłonie zacisnęły się na moich biodrach, nie po to, by mnie odepchnąć, ale by mnie zakotwiczyć, jakby bał się, że mogę się rozpuścić.
Lean: W chwili, gdy ją zobaczyłem, każda część mnie krzyczała, żeby się ruszyć, sięgnąć, złapać jej rękę i nigdy nie puścić. Jej zapach uderzył mnie w momencie, gdy minęliśmy się - słaby, ale wystarczająco ostry, by przeciąć mnie na wskroś. Moje dłonie drżały z pragnienia ruchu - zanurzyć się w jej włosach, trzymać jej twarz i pić ją całym sobą - ale zmusiłem je do zaciskania w pięści po bokach.
Nie mogłem. Nie powinienem. Każda uncja kontroli, którą mi pozostała, poszła na powstrzymanie się.
Rozdział 1
ARIA
Ból głowy był nie do zniesienia.
Zaczęło się jako tępy ucisk za oczami - nic nadzwyczajnego, coś, co myślałam, że minie po drzemce albo wodzie.
Ale nie minęło. Narastało.
Szybko.
Pulsowanie zamieniło się w łomotanie. Każde uderzenie pulsowało za moimi oczami jak bęben, coś się trzęsło w mojej czaszce.
Czułam, jak narasta - coraz głośniej, mocniej, jakby ktoś tam był uwięziony, próbując wydostać się na zewnątrz.
Kiedy potknęłam się przez drzwi szpitala, ledwo mogłam utrzymać równowagę.
Wszystko było zbyt jasne.
Zbyt głośne.
Moje stopy ciągnęły się, jakby nie wiedziały już, jak się poruszać.
„Proszę pani, wszystko w porządku?” - zawołał głos - kobiecy, zaniepokojony.
Pielęgniarka, może.
Nie mogłam naprawdę powiedzieć.
„Chyba... potrzebuję pomocy,”
wyszeptałam.
Albo próbowałam.
Mój głos nawet nie brzmiał realnie.
Cienki.
Pusty.
Jakby dochodził z daleka.
Potem ściany zaczęły się przesuwać.
Albo to może tylko ja.
Podłoga zapadła się pod moimi stopami, a korytarz rozciągnął się jak coś w śnie.
Mój wzrok rozmazywał się na brzegach, kolory zlewały się ze sobą. Wszystko się topiło.
A potem nadeszła ból - ostry i nagły. Jak nóż przebijający środek mojej głowy.
A potem - nic.
Czarna pustka.
Bez dźwięku. Bez ruchu. Nawet bez ciężaru mojego ciała.
A potem... brzęczenie.
Na początku słabe.
Elektryczne.
Mechaniczne.
Przeciskało się przez ciszę, stałe i niskie, jak brzęczenie maszyny pozostawionej w pustym pokoju.
Zaczęłam wracać powoli. Nie od razu - bardziej jak wynurzanie się z czegoś gęstego i zimnego.
Nie mogłam się ruszyć.
Moje ramiona były zbyt ciężkie, nogi zbyt sztywne. Leżałam na czymś twardym i zimnym. Nie na łóżku.
Na stole, może?
Powietrze pachniało ostro - jak metal i środek dezynfekujący. Szpitalne powietrze.
Brzęczenie było teraz głośniejsze.
Niedaleko.
Tuż obok mnie.
Coś było nie tak.
Moje oczy znowu się otworzyły.
Sufit nade mną był zakrzywiony.
Przyciemnione światła biegły wzdłuż jego krawędzi.
Byłam wewnątrz czegoś - zamknięta.
Uwięziona?
MRI, mój mózg dostarczył ociężale.
Wyściełane słuchawki przylegały do moich uszu.
Głos przez nie dochodził - zniekształcony, odległy, ale próbujący brzmieć spokojnie.
„Aria? Zemdlałaś wcześniej. Jesteś teraz w MRI. Leż spokojnie. Robimy kilka szybkich skanów, aby wykluczyć coś poważnego.”
Chciałam mówić, odpowiedzieć, ale moje gardło było suche. Język przylegał do podniebienia. Przełknęłam i spróbowałam znowu, ale nic nie wyszło.
Maszyna znowu zabrzęczała. Rozpoczął się dźwięk tykania - klik-klik-klik - jakby coś w jej wnętrzu się przesuwało. Światło nade mną migotało.
Świat się przechylił. Brzęczenie wcisnęło się w moją czaszkę. Czułam, jak wibruje za moimi oczami.
Mój wzrok pulsował w rytm dźwięku.
I wtedy—
Cisza.
Bez brzęczenia.
Bez kliknięć.
Bez głosu.
Światła wewnątrz maszyny zamigotały raz, a potem zgasły.
Powietrze stało się nieruchome, jakby coś wstrzymało oddech.
Ciemność mnie otuliła.
Nie wiem, jak długo tam byłam.
Sekundy?
Minuty?
Czułam, jakby czas się zatrzymał.
Mrugnęłam ponownie, mając nadzieję, że światła wrócą.
Nie wróciły.
Ale wtedy—
Światło.
Nie blade, sztuczne światło szpitalnych świetlówek. To było światło słoneczne - naturalne, złote, ciepłe.
Moje oczy się rozszerzyły.
Usiadłam z głośnym wdechem.
Nie byłam w szpitalu.
Nawet nie byłam już wewnątrz.
Powietrze pachniało inaczej - ostrzej, czyściej. Ledwo wyczuwalnie metalicznie.
Stałam na eleganckim tarasie przed budynkiem z czarnych, refleksyjnych paneli.
Panorama za nim rozciągała się nieskończenie daleko, wypełniona dziwnymi budynkami i cichymi poduszkowcami przemykającymi bezgłośnie po zbyt niebieskim niebie.
„Co do—” wyszeptałam, obracając się.
Nad automatycznymi drzwiami zaświecił się cyfrowy napis:
INSTYTUT BADAŃ BIOLOGICZNYCH.
Pod nim przewijały się mniejsze słowa:
Asystentka Stażystów: Aria Edwards –
Dzień Pierwszy.
Moje imię.
Spojrzałam w dół.
Szpitalna koszula zniknęła.
Zamiast niej: biały fartuch laboratoryjny, szare spodnie i wypolerowane czarne buty.
Na szyi wisiała smycz z przypiętą plakietką identyfikacyjną.
Imię: Aria Edwards
Stanowisko: Asystentka Stażystów
Data: 19 marca 2125
Dział: Neurogenetyka Eksperymentalna
2125?
Moje ręce drżały.
„To niemożliwe,”
mruknęłam, potykając się do tyłu, aż uderzyłam w szklaną barierkę za mną.
Sto lat?
Nie. Nie, nie, nie.
To musiał być sen.
Halucynacja.
Coś wywołane przez rezonans magnetyczny.
Może jakieś zakłócenie w mózgu.
Zacisnęłam oczy i mocno je przetarłam.
„Obudź się, Aria. Nadal jesteś w rezonansie,” wyszeptałam.
„To nie jest prawdziwe.”
Ale czuło się, że to prawdziwe.
Wiatr na skórze, zapach sterylnego powietrza i ozonu, daleki szum energii pod stopami – to wszystko było zbyt realne.
„Przepraszam?”
Podskoczyłam.
Mężczyzna stał tuż przed wejściem, trzymając w jednej ręce clipboard, a w drugiej tablet.
Wysoki.
Elegancko ubrany.
Spokojny, jakby to wszystko było całkowicie normalne.
„Musisz być nową stażystką,” powiedział z uprzejmym uśmiechem.
„Aria Edwards, prawda?”
Mrugnęłam na niego.
„Uh… tak. To ja.”
„Świetnie. Jestem dr Kieran Voss, twój przełożony w dziale. Jesteś w Dziale 3 – Neurogenetyka i Badania Czasowe.”
Mój mózg się zatrzymał.
„Badania… czego?”
„Badania Czasowe,” powtórzył, już kierując się w stronę drzwi.
„Chodź. Orientacja zaczyna się za dziesięć minut. A nie lubimy, gdy dr Sorelle czeka.”
Czekaj. Co?
Podążyłam za nim bez zastanowienia, moje nogi poruszały się automatycznie.
Badania Czasowe?
„Dr Voss – Kieran,” zawołałam, próbując nadążyć.
„To zabrzmi szalenie, ale myślę, że zaszła pomyłka.”
Spojrzał na mnie, rozbawiony.
„Nie jesteś pierwszą osobą, która to mówi.”
„Co masz na myśli?”
„Wielu stażystów mówi dziwne rzeczy pierwszego dnia. Proces orientacji neuronowej zwykle miesza pamięć krótkoterminową. To mija po kilku godzinach.”
„Nie, nie rozumiesz,” powiedziałam z desperacją. „Byłam w rezonansie magnetycznym. W 2025 roku. Był blackout. A potem… obudziłam się tutaj.”
Zatrzymał się, studiując mnie.
Przez chwilę po prostu na mnie patrzył – naprawdę patrzył. Potem, z niepokojącym spokojem, powiedział,
„Interesujące.”
„To wszystko?” powiedziałam.
„To wszystko, co masz do powiedzenia?”
Jego wyraz twarzy się nie zmienił.
„Wejdźmy do środka.”
W środku budynek był jeszcze bardziej surrealistyczny. Podłogi reagowały na nasze kroki.
Ściany zmieniały kolor, gdy dotykała ich ręka. Windy poruszały się na boki, a także w górę.
Wszystko pulsowało cichą, brzęczącą inteligencją.
Ludzie w soczewkach rozszerzonej rzeczywistości poruszali się między stacjami.
Sprzęt laboratoryjny delikatnie świecił.
Wszystko lśniło.
Wszystko oddychało.
Zatrzymaliśmy się przed drzwiami:
Dział 3 – Kierownik: dr Sorelle Hayne.
Kieran zapukał raz i wszedł.
Kobieta podniosła wzrok znad świecącego ekranu. Jej włosy były przetykane srebrem, skręcone z precyzyjną starannością.
Jej oczy skupiły się na mnie z niepokojącą intensywnością.
„Jesteście spóźnieni,” powiedziała.
Kieran odpowiedział gładko.
„Fluktuacja mocy na piętrze przyjazdów. To jest Aria Edwards, nasza nowa asystentka.”
Obejrzała mnie.
„Siadaj.”
Usiadłam.
„Wiesz, dlaczego tu jesteś?” zapytała.
„Nie,” przyznałam.
„Nawet nie wiem, jak tu jestem.”
Zmrużyła oczy.
„Studentka medycyny, najlepsza w swojej klasie w 2025 roku. Uczestniczyłaś w projekcie syntetycznego interfejsu neuronowego. Silne predyspozycje do mapowania kognitywnego. Wyjątkowa zdolność do zapamiętywania danych. Jesteś dokładnie takim kandydatem, jakiego potrzebowaliśmy.”
Pokręciłam głową.
"Ale ja się na nic nie zgłaszałam. Nawet nie wiedziałam, że to miejsce istnieje."
"Mało kto wie," odpowiedziała chłodno.
"Ten instytut nie figuruje w żadnym znanym rejestrze. Zostałaś wybrana przez tajną sekwencję skanowania kwantowego, wywołaną przez zdarzenie blackout."
Zamarłam. "Co takiego?"
Kieran odezwał się łagodnie.
"Rozdarcie czasowe. Twój blackout był momentem zbieżności. Rzadkim, ale nie niespotykanym."
"Chcesz powiedzieć, że zostałam... przeniesiona tutaj? Przez czas?"
Dr. Hayne skinęła głową.
"Ludzki mózg pozostawia echo czasowe podczas momentów wysokich zakłóceń elektrycznych. Zostałaś złapana w jedno z nich. Powstał most neuronowy."
"Nie wyraziłam na to zgody."
"Nie musiałaś," powiedziała sucho.
"Ale jesteś tu. I teraz masz dwie opcje: zostać i przyczynić się do najbardziej zaawansowanych badań biologicznych na świecie – albo wrócić, z wyczyszczoną pamięcią, i zapomnieć, że to się kiedykolwiek wydarzyło. Nie będziesz mogła wrócić."
Moje serce waliło.
Mogłam wrócić. Udawać, że to się nie wydarzyło. Albo... zostać.
W roku 2125.
W laboratorium badającym rozdarcia czasowe.
Spojrzałam na Kierana. Jego oczy spotkały moje, już nie rozbawione – tylko spokojne.
Stabilne. Poważne.
Spojrzałam z powrotem na Dr. Hayne.
Nie powinnam tu być.
Ale byłam.
I jakoś czułam, że powinnam coś z tym zrobić.
"Jestem studentką medycyny," powiedziałam.
"Przyszłam tu przez przypadek, ale nie mogę od tego odejść. Jeśli mogę pomóc – chcę."
Po raz pierwszy Dr. Hayne uśmiechnęła się. Ledwie zauważalnie.
"Dobrze."
Kieran podał mi tablet.
"Witamy w Instytucie, Ario."
Wzięłam go. Moje palce drżały, ale trzymałam go mocno.
Usiadłam na krawędzi nieskazitelnie czystego łóżka do badań, moje stopy wisiały nad błyszczącą białą podłogą.
Pokój był przerażająco cichy – za cichy – z wyjątkiem delikatnego brzęczenia niewidocznych maszyn i okazjonalnego pikania z monitorów zamontowanych na ścianie.
Zapach środka dezynfekującego drażnił mój nos, ostry i sterylny. Pomimo sztucznego ciepła w pokoju, zimny dreszcz przeszedł mi po plecach i objęłam się ramionami, próbując ignorować narastający dyskomfort.
Po drugiej stronie pokoju stał mężczyzna w białym fartuchu, zwrócony twarzą do świecącego holograficznego ekranu, światło rzucające delikatny blask na jego skórę. Wyglądał młodo – może wczesne trzydziestki – wysoki, z ciemnymi włosami lekko kręcącymi się na końcach i bystrymi, inteligentnymi oczami, które przelatywały po unoszących się danych, jakby rozwiązywał jakąś starożytną zagadkę.
Moje dane.
Odwrócił się w moją stronę, jego wyraz twarzy był nieczytelny.
"Miss Aria Edwards, prawda?" zapytał.
Szybko skinęłam głową, węzeł w moim żołądku się zacisnął.
"Tak. Czy skany są w porządku? Coś wyszło?"
Uśmiechnął się lekko, ale ten uśmiech nie sięgnął jego oczu.
"Nic niepokojącego. Ale twoja fizjologia jest... nietypowa. Naprawdę fascynująca."
Zmarszczyłam brwi.
"Nietypowa jak?"
Nie odpowiedział od razu.
Zamiast tego przeszedł przez pokój i podał mi szklankę wypełnioną różowym, kremowym płynem.
Lśniła delikatnie, jakby ktoś wrzucił kawałek perły do truskawkowego mleka.
"To suplement odżywczy, który podajemy nowym stażystom. Pomaga w płynnym przejściu," powiedział, głosem spokojnym i precyzyjnym.
"Płynne przejście."
Zawahałam się, wpatrując się w napój.
"Czy to konieczne?"
"Jest wysoce zalecane," powiedział, a w jego głosie pojawiła się nuta, miękka, ale stanowcza.
"Zemdlałaś wcześniej. To pomoże ustabilizować twoje parametry życiowe."
Zemdlałam?
Pamiętałam, że czułam się lekko oszołomiona, ale... przełknęłam protest i wzięłam ostrożny łyk.
Smak mnie zaskoczył – słodki, gładki, z nutami wanilii i czegoś kwiatowego, czego nie mogłam zidentyfikować.
Roztapiał się na moim języku, jakby tam należał.
Natychmiast poczułam, jak ciepło rozlewa się po moim ciele, docierając do czubków palców i stóp, wypierając chłód.
"To jest... zaskakująco dobre," wymamrotałam.
"Mówiłem," odpowiedział z małym, wiedzącym uśmiechem.
"Jestem dr Justin. Będę nadzorować twój staż.
Witamy w Instytucie Badań Biologicznych."
...
Dni, które nastąpiły, zlewały się w jedno — długie, sterylne godziny wypełnione rutynowymi testami i cichym niepokojem.
Każdego ranka, bez wyjątku, wzywano mnie z powrotem do medycznej części budynku. Pobieranie krwi. Sprawdzanie odruchów. Nieskończone skany.
Mówili, że to standardowa procedura.
"Rutyna," mówili z wymuszonymi uśmiechami. Ale nigdy nie widziałam tam nikogo z grupy stażystów.
Ani razu.
Pod koniec tygodnia niepokój zaczął osadzać się w moich kościach. Nie mogłam dłużej udawać, że to normalne.
Więc następnego ranka, gdy zsunęłam rękaw i wyszłam do wspólnej przestrzeni, zauważyłam Mię przy dystrybutorze kawy i postanowiłam zapytać.
Nie byłyśmy ze sobą blisko — tylko dwie stażystki, które wymieniły kilka niezręcznych uśmiechów i imion pierwszego dnia — ale coś w niej wydawało się przystępne.
Może nawet życzliwe.
A ja potrzebowałam z kimś porozmawiać.
"Hej, Mia," zawołałam, zmuszając się do lekkiego uśmiechu, gdy do niej podchodziłam.
"Jak twój poranek?"
Spojrzała znad kubka kawy, trochę zaskoczona, ale uprzejma.
"Och. Dobrze, chyba. A twój?"
Wzruszyłam ramionami, starając się zachować luźny ton.
"Tak samo. Właśnie wróciłam z medycznej. Znowu."
"Znowu?" powtórzyła, poprawiając okulary.
Kiwnęłam głową.
"Tak. Każdego ranka od orientacji mnie tam wzywają. Życiowe wskaźniki, testy, badania krwi... wszystko."
Brwi Mii zmarszczyły się.
"Naprawdę? To... dziwne. Ja miałam tylko podstawowe badania wstępne pierwszego dnia."
Jej reakcja nie była oskarżycielska — po prostu szczerze zdezorientowana.
To jakoś pogorszyło sprawę.
Zachichotałam cicho, udając obojętność.
"Hm. Chyba mam po prostu szczęście. Może coś wykryli w mojej kartotece."
Mia nie zaśmiała się.
Uśmiechnęła się tylko niepewnie i szybko zajęła się swoim kubkiem, mrucząc coś o spotkaniu.
Potem odeszła — szybciej niż było to konieczne.
Stałam tam przez chwilę, czując chłód z medycznej części budynku wciąż przylegający do mojej skóry.
Coś było nie tak.
I teraz nie tylko ja to czułam.
A potem był jeszcze ten mleko.
Zawsze różowe.
Zawsze czekające w lodówce w pokoju socjalnym z moim imieniem napisanym na etykiecie.
Zakładałam, że wszyscy je piją.
Każdego ranka, bez wyjątku, dr Justin zerkał na nie i przypominał mi:
"Twój suplement. Konsekwencja jest kluczowa."
Dopiero pewnego popołudnia zdałam sobie sprawę, jak bardzo się myliłam.
Zauważyłam Lewisa, jednego z innych stażystów, nalewającego przezroczysty, wodnisty płyn do kubka.
"To twój suplement?" zapytałam.
"Tak," odpowiedział, wzruszając ramionami.
"Smakuje jak nic. A co?"
Spojrzałam na mój nieprzezroczysty, pastelowy napój.
"Moje jest... inne."
Zmrużył oczy, patrząc na nie.
"Jesteś pewna, że to to samo?"
Nie odpowiedziałam.
To było mniej więcej wtedy, gdy zauważyłam spojrzenia.
Raczej przelotne, ostrożne, jakby wszyscy czekali na coś, co się wydarzy.
Obserwowali mnie, nigdy nie mówiąc tego wprost.
Przyjaźń była nadal obecna, na powierzchni.
Ale pod spodem była dystans. Uprzejme mury.
A potem przyszedł zachodni korytarz.
Nie zamierzałam go znaleźć, po prostu błądziłam, czekając na kolejne zadanie. Korytarz kończył się szeroką kriogeniczną gablotą, bezszwowo wbudowaną w ścianę.
A w środku, zamrożone i zawieszone, były ogromne skrzydła.
Skrzydła smoka.
Sięgały niemal do wysokości gabloty — pokryte łuskami, błoniaste, zakończone pazurami.
Patrzyłam na nie, wstrzymując oddech.
Były... piękne.
Ostatnie Rozdziały
#84 ROZDZIAŁ 84
Ostatnia Aktualizacja: 11/25/2025#83 ROZDZIAŁ 83
Ostatnia Aktualizacja: 11/25/2025#82 ROZDZIAŁ 82
Ostatnia Aktualizacja: 11/25/2025#81 ROZDZIAŁ 81
Ostatnia Aktualizacja: 11/25/2025#80 ROZDZIAŁ 80
Ostatnia Aktualizacja: 11/25/2025#79 ROZDZIAŁ 79
Ostatnia Aktualizacja: 11/25/2025#78 ROZDZIAŁ 78
Ostatnia Aktualizacja: 11/25/2025#77 ROZDZIAŁ 77
Ostatnia Aktualizacja: 11/25/2025#76 ROZDZIAŁ 76
Ostatnia Aktualizacja: 11/25/2025#75 ROZDZIAŁ 75
Ostatnia Aktualizacja: 11/25/2025
Może Ci się spodobać 😍
Sekret Surogacji
Gdy Famke Noor zdaje sobie sprawę, że osoby, które uważała za przyjaciół, odeszły, a jego rodzina chce, aby pomogła w wychowywaniu dziecka, które zawsze czuła, że nie powinna być jego rodzicem, znajduje się w trudnej sytuacji.
Dwie silne i uparte osobowości z dobrymi intencjami, ale z dumą na przeszkodzie, będą musiały nauczyć się odłożyć na bok różnice, aby pomóc pięcioletniej dziewczynce poradzić sobie w świecie bez jedynych rodziców, których kiedykolwiek znała. Mimo wścibskiej rodziny, wymagających byłych partnerów i dramatu, którego się spodziewała, Famke odkrywa, że zakochuje się w miliarderze i jego małej podopiecznej.
Czy miłość wystarczy, gdy świat jest przeciwko wam? Famke wkrótce się przekona.
Okrutny Raj - Romans mafijny
Wykręcenie tyłkiem numeru do własnego szefa…
I zostawienie mu sprośnej poczty głosowej, kiedy jesteś, yyy… „w trakcie” myślenia o nim.
Praca jako osobista asystentka Rusłana Orłowa to robota rodem z piekła.
Po długim dniu, podczas którego spełniam każdą zachciankę tego miliardera, potrzebuję jakiegoś ujścia dla stresu.
Więc kiedy tamtego wieczoru wracam do domu, robię dokładnie to.
Problem w tym, że moje myśli wciąż kręcą się wokół tego szef-dupka, który rujnuje mi życie.
I niech będzie—bo ze wszystkich licznych grzechów Rusłana, to że jest tak cholernie przystojny, może być najniebezpieczniejsze.
Dziś w nocy fantazje o nim są dokładnie tym, czego potrzebuję, żeby przekroczyć granicę.
Ale kiedy spuszczam wzrok na telefon, przygnieciony obok mnie,
jest.
Poczta głosowa: 7 minut i 32 sekundy…
Wysłana do Rusłana Orłowa.
Wpada we mnie panika i ciskam telefon przez pokój.
Tyle że nie da się cofnąć szkód wyrządzonych przez moje bardzo głośne „O”.
Więc co ja mogę zrobić?
Plan był prosty: unikać go i udawać, że to się nigdy nie wydarzyło.
Poza tym—kto tak zajęty w ogóle odsłuchuje pocztę głosową, co?
Tylko że kiedy on wpisuje mi w kalendarz spotkanie jeden na jeden ze mną na równe 7 minut i 32 sekundy,
jedno jest pewne:
On.
Słyszał.
Wszystko.
Zły Alfa
ZAWIERA TEMATY EROTYCZNE I BDSM
Był bardzo zły. Patrzył na mnie, jakby chciał mnie zgwałcić albo uderzyć w twarz.
"Mogę wyjaśn- "
Przerwał mi.
"Byłaś bardzo, bardzo niegrzeczna, kiciu. Nie masz pojęcia, przez co przeszedłem."
Jego uścisk na mojej szyi się zacieśnił, dusząc mi przełyk.
"Rozbieraj się."
To słowo wyrwało mnie z szoku. "Co- "
"Licze do trzech, jeśli tego nie zrobisz, rozerwę twoje ubrania - 1."
Czy to naprawdę się dzieje?
"2."
Myślałam, że jest gejem.
"3."
Emara, 21-letnia kobieta, która przebrała się za mężczyznę, aby dostać pracę w międzynarodowej firmie.
Ale nie wiedziała...
Szef jest niesamowicie przystojny.
Nie jest człowiekiem.
Ona jest jego partnerką.
.
Co się stanie, gdy Wielki Zły Wilk spotka swoją partnerkę?
.
Jak zareaguje, gdy dowie się, że jego partnerka to mężczyzna, a nie kobieta?
.
Co się stanie, gdy prawda wyjdzie na jaw? Kto utonie? Kto wypłynie?
SEQUEL ZAWARTY W KSIĄŻCE!
Ostatnia Szansa Chorej Luny
Wszystko zmieniło się w dniu, kiedy dowiedziałam się, że moja wilczyca zapadła w stan uśpienia. Lekarz ostrzegł mnie, że jeśli nie oznaczę lub nie odrzucę Alexandra w ciągu roku, umrę. Jednak ani mój mąż, ani mój ojciec nie przejmowali się na tyle, aby mi pomóc.
W mojej rozpaczy podjęłam decyzję, aby przestać być uległą dziewczyną, jakiej ode mnie oczekiwali.
Wkrótce wszyscy nazywali mnie szaloną, ale właśnie tego chciałam — odrzucenia i rozwodu.
Nie spodziewałam się jednak, że mój kiedyś arogancki mąż pewnego dnia będzie błagał mnie, żebym nie odchodziła...
CHŁOPIEC, KTÓRY MÓGŁ URODZIĆ DZIEDZICA
„Myślisz, że pozwolę Cassianowi wziąć to na siebie?”
„To mój syn. A ty? Ty jesteś tylko gębą, którą żałuję, że w ogóle zrobiłem.”
Lucien urodził się z tajemnicą.
Taką, której nawet on sam nie rozumiał.
Taką, o której jego ojciec wiedział od zawsze — i za którą go nienawidził.
Kiedy jego bliźniak, Cassian, żył na pełnej swobodzie, Lucien żył zamknięty za drzwiami, karany za samo istnienie.
Nie wolno mu było wychodzić.
Nie wolno mu było żyć.
Był ukryty. Wymazany z pamięci. Złamany.
Aż do chwili, gdy jedno przyjęcie zmieniło wszystko.
Ucierzpiała mafia księżniczka.
Winę zwalono na Cassiana.
Ale ich ojciec dopilnował, żeby to Lucien zapłacił cenę.
Tamtej nocy Lucien został oddany Zaynowi Kingsleyowi —
miliarderowi, dziedzicowi mafii.
Jednemu z Ośmiu, którzy rządzą miastem z cienia.
Ma dwie żony. Córkę. I umierającego ojca, który szeptem wwierca mu się w głowę:
„Daj mi syna. Prawdziwego dziedzica. Albo stracisz wszystko.”
Zayn nie wierzy w słabość.
Nie wierzy w miłość.
I na pewno nie wierzy w takich mężczyzn jak Lucien.
Zayn jest zimny. Bezwzględny. Homofobiczny.
Ale Zayn nie wie…
że Lucien nosi w sobie coś więcej niż ból.
Nosi sekret, który kpi z biologii, logiki i ze wszystkiego, co Zaynowi wydawało się pewne:
Lucien może urodzić dziedzica.
A to, co zaczęło się jako kara, zamienia się w obsesję.
To, co zaczęło się nienawiścią, zaczyna palić w coś zakazanego… i przerażającego.
Accardi
Jej kolana się ugięły i gdyby nie jego uchwyt na jej biodrze, upadłaby. Wsunął swoje kolano między jej uda jako dodatkowe wsparcie, na wypadek gdyby potrzebował rąk gdzie indziej.
"Czego chcesz?" zapytała.
Jego usta musnęły jej szyję, a ona jęknęła, gdy przyjemność, którą przyniosły jego usta, rozlała się między jej nogami.
"Twojego imienia," wyszeptał. "Twojego prawdziwego imienia."
"Dlaczego to takie ważne?" zapytała, po raz pierwszy ujawniając, że jego przypuszczenie było trafne.
Zaśmiał się cicho przy jej obojczyku. "Żebym wiedział, jakie imię wykrzyczeć, gdy znów w ciebie wejdę."
Genevieve przegrywa zakład, na którego spłatę nie może sobie pozwolić. W ramach kompromisu zgadza się przekonać dowolnego mężczyznę, którego wybierze jej przeciwnik, aby poszedł z nią do domu tej nocy. Nie zdaje sobie sprawy, że mężczyzna, którego wskaże przyjaciółka jej siostry, siedzący samotnie przy barze, nie zadowoli się tylko jedną nocą z nią. Nie, Matteo Accardi, Don jednej z największych gangów w Nowym Jorku, nie robi jednonocnych przygód. Nie z nią.
Wzlot Brzydkiej Luny
Potem spotkała jego. Pierwszego mężczyznę, który nazwał ją piękną. Pierwszego, który pokazał jej, jak to jest być kochaną.
To była tylko jedna noc, ale zmieniła wszystko. Dla Lyric był świętym, zbawcą. Dla niego, była jedyną kobietą, która sprawiła, że doszedł w łóżku – problem, z którym walczył od lat.
Lyric myślała, że jej życie wreszcie się zmieni, ale jak każdy w jej życiu, on kłamał. A kiedy odkryła, kim naprawdę jest, zdała sobie sprawę, że nie tylko jest niebezpieczny – jest typem mężczyzny, od którego nie można uciec.
Lyric chciała uciekać. Pragnęła wolności. Ale chciała również odnaleźć swoją drogę i odzyskać szacunek, wznieść się ponad popioły.
Ostatecznie została zmuszona do wejścia w mroczny świat, którego nie chciała poznać.
W łóżku z jej dupkowatym szefem
Jedna noc. Tylko tyle miało być.
Ale w zimnym świetle dnia odejście nie jest takie łatwe. Roman nie jest człowiekiem, który odpuszcza - szczególnie nie wtedy, gdy zdecydował, że chce więcej. Nie chce Blair tylko na jedną noc. Chce ją, kropka.
I nie ma zamiaru jej puścić.
Alfa i Wynajęta Luna
Dziewczyna z małego miasteczka, Apple, dorastała wiedząc, że wilkołaki i inne nadprzyrodzone istoty są niebezpieczne. Gdy opuszcza swoją przemocową rodzinę, by przeprowadzić się do Crescent City, największego nadprzyrodzonego miasta na Zachodzie, miejsca, gdzie potwory mieszają się ze zwykłą ludnością, słaba ludzka istota taka jak ona jest łatwym łupem. Podczas pełnego przygód poszukiwania pracy, los sprawia, że Apple nieświadomie trafia do Sterling Incorporated, największej watahy wilkołaków na Zachodnim Wybrzeżu. Mając nadzieję na staż lub pracę na poziomie podstawowym, zostaje błędnie uznana za nową Wynajętą Lunę Alfa, tymczasową kontraktową Lunę, która ma spełniać wszystkie jego potrzeby.
Problem polega na tym, że ona nie jest jego kontraktową Luną! Ona nawet nie jest wilkołakiem!
Ale Sylvester Sterling nie przejmuje się tym. Zdecydował, że tylko Apple może wykonać tę pracę - i zrobi wszystko, aby ją przekonać.
Czy Apple ulegnie uwodzicielskim sztuczkom Alfa? Czy też dziewczyna z małego miasteczka okaże się jego największym wyzwaniem?
Pięciu Braci, Jedna Panna Młoda
Kiedy Lily przekracza progi ociekającej luksusem rezydencji Sterlingów, by dopełnić ostatniej woli zmarłego ojca, na powitanie wychodzi jej pięciu przystojnych braci. Towarzyszy im chłodna i do szpiku kości wyrachowana matka, która z miejsca postanawia odprawić niechcianego gościa z kwitkiem.
Zgodnie z paktem zawartym przed laty między ich rodami, Lily musi wybrać jednego z braci na męża. Ta perspektywa budzi w mężczyznach jawną niechęć i wyrazistą pogardę.
Lily ma jednak w zanadrzu tajemnice, które bez wątpienia zwaliłyby z nóg całą familię Sterlingów. Pod maską skromnej, cichej myszki kryje się prawdziwy rekin biznesu – genialny umysł, który od absolutnego zera zbudował wielomiliardowe imperium. Jakby tego było mało, jest też cieszącą się międzynarodowym uznaniem piosenkarką, występującą pod pseudonimem Słowik. A także geniuszem technologicznym, znanym w sieci jako Anny, który potrafi pokonać każdego jego własną bronią.
Próbując odnaleźć się w gąszczu skomplikowanych, domowych intryg rodu Sterlingów, Lily ku swojemu zaskoczeniu czuje, że najbardziej ciągnie ją do brata o sercu z lodu – Williama. Ten bezwzględny prezes traktuje ją jednak z ogromną, lodowatą nieufnością.
Na domiar złego, matka Williama upatrzyła już dla niego idealną partię: Fionę z rodziny Fosterów, jego przyjaciółkę z dzieciństwa i młodzieńczą miłość.
Sęk w tym, że słowo „kapitulacja” w słowniku Lily po prostu nie istnieje.
Powrót do Karmazynowego Świtu
Podczas gdy walka o życie i wolność stała się dla Alfy Cole'a Redmena codziennością, bitwa o oba te aspekty wchodzi na zupełnie nowy poziom, gdy w końcu wraca do miejsca, które nigdy nie było jego domem. Kiedy jego walka o ucieczkę kończy się dysocjacyjną amnezją, Cole musi pokonać jedną przeszkodę za drugą, aby dotrzeć do miejsca, które zna tylko ze swoich snów. Czy podąży za swoimi marzeniami i znajdzie drogę do domu, czy zgubi się po drodze?
Dołącz do Cole'a w jego emocjonalnej podróży, inspirującej do zmian, gdy walczy o powrót do Crimson Dawn.
*To jest druga książka z serii Crimson Dawn. Najlepiej czytać tę serię w kolejności.
**Ostrzeżenie o treści: ta książka zawiera opisy przemocy fizycznej i seksualnej, które mogą być niepokojące dla wrażliwych czytelników. Tylko dla dorosłych czytelników.
Zdeprawowany Anioł - Romans mafijny
Alexis nigdy nie powinna była postawić stopy w moim świecie.
Tacy faceci jak ja brudzą takie dziewczyny jak ona. Zabieramy im niewinność i rozszarpujemy ją na strzępy.
Ona myśli, że jest twarda. Myśli, że da sobie ze mną radę.
Ale nie ma pojęcia, jak głęboko sięga mój mrok.
Najlepiej było, że wziąłem ją na jedną noc i zostawiłem za sobą.
Cokolwiek więcej byłoby zwyczajnie okrutne.
Myślałem, że widziałem Alexis Wright po raz ostatni.
Więc wyobraź sobie moje zdziwienie, gdy dwa lata później otwierają się drzwi do mojego gabinetu…
I ona wchodzi.
Dziewczyna, którą zniszczyłem. Dziewczyna, którą pożarłem.
Teraz, kiedy znowu stoi przede mną, mam do niej tylko dwa pytania:
Po pierwsze — co ona tu robi?
A po drugie…
Co ona ma na myśli, mówiąc: „nasze dziecko”?












