Okaz

Okaz

Shabs Shabs · W trakcie · 116.1k słów

938
Gorące
2.6k
Wyświetlenia
0
Dodano
Dodaj do Półki
Rozpocznij Czytanie
Udostępnij:facebooktwitterpinterestwhatsappreddit

Wstęp

Każdy jego dotyk parzy jak płomień, sprawiając, że jej ciało zdradza rozum i pragnie więcej. Między chłodem laboratorium a płomieniami namiętności, Aria znajduje się w wirze, z którego nie ma ucieczki. Jej ciało budzi się, a on - czeka, aż całkowicie się podda.
Są takie tęsknoty, które raz rozbudzone, nie mogą zostać ugaszone... On nie jest zwykłym człowiekiem - posiada krew starożytnej rasy smoków.
A ona, jest jego przeznaczoną partnerką.


Aria: Przesunęłam się na jego kolanach, obejmując go, moja sukienka teraz bezczynnie zwisała wokół mojej talii, a woda delikatnie falowała wokół nas. Przesunęłam dłonie po jego piersi, czując stały rytm jego serca pod moimi dłońmi. Szybszy teraz. Dziki.
Westchnął cicho, gdy nachyliłam się i pocałowałam kącik jego ust - najpierw nieśmiało, potem głębiej. Jego dłonie zacisnęły się na moich biodrach, nie po to, by mnie odepchnąć, ale by mnie zakotwiczyć, jakby bał się, że mogę się rozpuścić.

Lean: W chwili, gdy ją zobaczyłem, każda część mnie krzyczała, żeby się ruszyć, sięgnąć, złapać jej rękę i nigdy nie puścić. Jej zapach uderzył mnie w momencie, gdy minęliśmy się - słaby, ale wystarczająco ostry, by przeciąć mnie na wskroś. Moje dłonie drżały z pragnienia ruchu - zanurzyć się w jej włosach, trzymać jej twarz i pić ją całym sobą - ale zmusiłem je do zaciskania w pięści po bokach.
Nie mogłem. Nie powinienem. Każda uncja kontroli, którą mi pozostała, poszła na powstrzymanie się.

Rozdział 1

ARIA

Ból głowy był nie do zniesienia.

Zaczęło się jako tępy ucisk za oczami - nic nadzwyczajnego, coś, co myślałam, że minie po drzemce albo wodzie.

Ale nie minęło. Narastało.

Szybko.

Pulsowanie zamieniło się w łomotanie. Każde uderzenie pulsowało za moimi oczami jak bęben, coś się trzęsło w mojej czaszce.

Czułam, jak narasta - coraz głośniej, mocniej, jakby ktoś tam był uwięziony, próbując wydostać się na zewnątrz.

Kiedy potknęłam się przez drzwi szpitala, ledwo mogłam utrzymać równowagę.

Wszystko było zbyt jasne.

Zbyt głośne.

Moje stopy ciągnęły się, jakby nie wiedziały już, jak się poruszać.

„Proszę pani, wszystko w porządku?” - zawołał głos - kobiecy, zaniepokojony.

Pielęgniarka, może.

Nie mogłam naprawdę powiedzieć.

„Chyba... potrzebuję pomocy,”

wyszeptałam.

Albo próbowałam.

Mój głos nawet nie brzmiał realnie.

Cienki.

Pusty.

Jakby dochodził z daleka.

Potem ściany zaczęły się przesuwać.

Albo to może tylko ja.

Podłoga zapadła się pod moimi stopami, a korytarz rozciągnął się jak coś w śnie.

Mój wzrok rozmazywał się na brzegach, kolory zlewały się ze sobą. Wszystko się topiło.

A potem nadeszła ból - ostry i nagły. Jak nóż przebijający środek mojej głowy.

A potem - nic.

Czarna pustka.

Bez dźwięku. Bez ruchu. Nawet bez ciężaru mojego ciała.

A potem... brzęczenie.

Na początku słabe.

Elektryczne.

Mechaniczne.

Przeciskało się przez ciszę, stałe i niskie, jak brzęczenie maszyny pozostawionej w pustym pokoju.

Zaczęłam wracać powoli. Nie od razu - bardziej jak wynurzanie się z czegoś gęstego i zimnego.

Nie mogłam się ruszyć.

Moje ramiona były zbyt ciężkie, nogi zbyt sztywne. Leżałam na czymś twardym i zimnym. Nie na łóżku.

Na stole, może?

Powietrze pachniało ostro - jak metal i środek dezynfekujący. Szpitalne powietrze.

Brzęczenie było teraz głośniejsze.

Niedaleko.

Tuż obok mnie.

Coś było nie tak.

Moje oczy znowu się otworzyły.

Sufit nade mną był zakrzywiony.

Przyciemnione światła biegły wzdłuż jego krawędzi.

Byłam wewnątrz czegoś - zamknięta.

Uwięziona?

MRI, mój mózg dostarczył ociężale.

Wyściełane słuchawki przylegały do moich uszu.

Głos przez nie dochodził - zniekształcony, odległy, ale próbujący brzmieć spokojnie.

„Aria? Zemdlałaś wcześniej. Jesteś teraz w MRI. Leż spokojnie. Robimy kilka szybkich skanów, aby wykluczyć coś poważnego.”

Chciałam mówić, odpowiedzieć, ale moje gardło było suche. Język przylegał do podniebienia. Przełknęłam i spróbowałam znowu, ale nic nie wyszło.

Maszyna znowu zabrzęczała. Rozpoczął się dźwięk tykania - klik-klik-klik - jakby coś w jej wnętrzu się przesuwało. Światło nade mną migotało.

Świat się przechylił. Brzęczenie wcisnęło się w moją czaszkę. Czułam, jak wibruje za moimi oczami.

Mój wzrok pulsował w rytm dźwięku.

I wtedy—

Cisza.

Bez brzęczenia.

Bez kliknięć.

Bez głosu.

Światła wewnątrz maszyny zamigotały raz, a potem zgasły.

Powietrze stało się nieruchome, jakby coś wstrzymało oddech.

Ciemność mnie otuliła.

Nie wiem, jak długo tam byłam.

Sekundy?

Minuty?

Czułam, jakby czas się zatrzymał.

Mrugnęłam ponownie, mając nadzieję, że światła wrócą.

Nie wróciły.

Ale wtedy—

Światło.

Nie blade, sztuczne światło szpitalnych świetlówek. To było światło słoneczne - naturalne, złote, ciepłe.

Moje oczy się rozszerzyły.

Usiadłam z głośnym wdechem.

Nie byłam w szpitalu.

Nawet nie byłam już wewnątrz.

Powietrze pachniało inaczej - ostrzej, czyściej. Ledwo wyczuwalnie metalicznie.

Stałam na eleganckim tarasie przed budynkiem z czarnych, refleksyjnych paneli.

Panorama za nim rozciągała się nieskończenie daleko, wypełniona dziwnymi budynkami i cichymi poduszkowcami przemykającymi bezgłośnie po zbyt niebieskim niebie.

„Co do—” wyszeptałam, obracając się.

Nad automatycznymi drzwiami zaświecił się cyfrowy napis:

INSTYTUT BADAŃ BIOLOGICZNYCH.

Pod nim przewijały się mniejsze słowa:

Asystentka Stażystów: Aria Edwards –

Dzień Pierwszy.

Moje imię.

Spojrzałam w dół.

Szpitalna koszula zniknęła.

Zamiast niej: biały fartuch laboratoryjny, szare spodnie i wypolerowane czarne buty.

Na szyi wisiała smycz z przypiętą plakietką identyfikacyjną.

Imię: Aria Edwards

Stanowisko: Asystentka Stażystów

Data: 19 marca 2125

Dział: Neurogenetyka Eksperymentalna

2125?

Moje ręce drżały.

„To niemożliwe,”

mruknęłam, potykając się do tyłu, aż uderzyłam w szklaną barierkę za mną.

Sto lat?

Nie. Nie, nie, nie.

To musiał być sen.

Halucynacja.

Coś wywołane przez rezonans magnetyczny.

Może jakieś zakłócenie w mózgu.

Zacisnęłam oczy i mocno je przetarłam.

„Obudź się, Aria. Nadal jesteś w rezonansie,” wyszeptałam.

„To nie jest prawdziwe.”

Ale czuło się, że to prawdziwe.

Wiatr na skórze, zapach sterylnego powietrza i ozonu, daleki szum energii pod stopami – to wszystko było zbyt realne.

„Przepraszam?”

Podskoczyłam.

Mężczyzna stał tuż przed wejściem, trzymając w jednej ręce clipboard, a w drugiej tablet.

Wysoki.

Elegancko ubrany.

Spokojny, jakby to wszystko było całkowicie normalne.

„Musisz być nową stażystką,” powiedział z uprzejmym uśmiechem.

„Aria Edwards, prawda?”

Mrugnęłam na niego.

„Uh… tak. To ja.”

„Świetnie. Jestem dr Kieran Voss, twój przełożony w dziale. Jesteś w Dziale 3 – Neurogenetyka i Badania Czasowe.”

Mój mózg się zatrzymał.

„Badania… czego?”

„Badania Czasowe,” powtórzył, już kierując się w stronę drzwi.

„Chodź. Orientacja zaczyna się za dziesięć minut. A nie lubimy, gdy dr Sorelle czeka.”

Czekaj. Co?

Podążyłam za nim bez zastanowienia, moje nogi poruszały się automatycznie.

Badania Czasowe?

„Dr Voss – Kieran,” zawołałam, próbując nadążyć.

„To zabrzmi szalenie, ale myślę, że zaszła pomyłka.”

Spojrzał na mnie, rozbawiony.

„Nie jesteś pierwszą osobą, która to mówi.”

„Co masz na myśli?”

„Wielu stażystów mówi dziwne rzeczy pierwszego dnia. Proces orientacji neuronowej zwykle miesza pamięć krótkoterminową. To mija po kilku godzinach.”

„Nie, nie rozumiesz,” powiedziałam z desperacją. „Byłam w rezonansie magnetycznym. W 2025 roku. Był blackout. A potem… obudziłam się tutaj.”

Zatrzymał się, studiując mnie.

Przez chwilę po prostu na mnie patrzył – naprawdę patrzył. Potem, z niepokojącym spokojem, powiedział,

„Interesujące.”

„To wszystko?” powiedziałam.

„To wszystko, co masz do powiedzenia?”

Jego wyraz twarzy się nie zmienił.

„Wejdźmy do środka.”

W środku budynek był jeszcze bardziej surrealistyczny. Podłogi reagowały na nasze kroki.

Ściany zmieniały kolor, gdy dotykała ich ręka. Windy poruszały się na boki, a także w górę.

Wszystko pulsowało cichą, brzęczącą inteligencją.

Ludzie w soczewkach rozszerzonej rzeczywistości poruszali się między stacjami.

Sprzęt laboratoryjny delikatnie świecił.

Wszystko lśniło.

Wszystko oddychało.

Zatrzymaliśmy się przed drzwiami:

Dział 3 – Kierownik: dr Sorelle Hayne.

Kieran zapukał raz i wszedł.

Kobieta podniosła wzrok znad świecącego ekranu. Jej włosy były przetykane srebrem, skręcone z precyzyjną starannością.

Jej oczy skupiły się na mnie z niepokojącą intensywnością.

„Jesteście spóźnieni,” powiedziała.

Kieran odpowiedział gładko.

„Fluktuacja mocy na piętrze przyjazdów. To jest Aria Edwards, nasza nowa asystentka.”

Obejrzała mnie.

„Siadaj.”

Usiadłam.

„Wiesz, dlaczego tu jesteś?” zapytała.

„Nie,” przyznałam.

„Nawet nie wiem, jak tu jestem.”

Zmrużyła oczy.

„Studentka medycyny, najlepsza w swojej klasie w 2025 roku. Uczestniczyłaś w projekcie syntetycznego interfejsu neuronowego. Silne predyspozycje do mapowania kognitywnego. Wyjątkowa zdolność do zapamiętywania danych. Jesteś dokładnie takim kandydatem, jakiego potrzebowaliśmy.”

Pokręciłam głową.

"Ale ja się na nic nie zgłaszałam. Nawet nie wiedziałam, że to miejsce istnieje."

"Mało kto wie," odpowiedziała chłodno.

"Ten instytut nie figuruje w żadnym znanym rejestrze. Zostałaś wybrana przez tajną sekwencję skanowania kwantowego, wywołaną przez zdarzenie blackout."

Zamarłam. "Co takiego?"

Kieran odezwał się łagodnie.

"Rozdarcie czasowe. Twój blackout był momentem zbieżności. Rzadkim, ale nie niespotykanym."

"Chcesz powiedzieć, że zostałam... przeniesiona tutaj? Przez czas?"

Dr. Hayne skinęła głową.

"Ludzki mózg pozostawia echo czasowe podczas momentów wysokich zakłóceń elektrycznych. Zostałaś złapana w jedno z nich. Powstał most neuronowy."

"Nie wyraziłam na to zgody."

"Nie musiałaś," powiedziała sucho.

"Ale jesteś tu. I teraz masz dwie opcje: zostać i przyczynić się do najbardziej zaawansowanych badań biologicznych na świecie – albo wrócić, z wyczyszczoną pamięcią, i zapomnieć, że to się kiedykolwiek wydarzyło. Nie będziesz mogła wrócić."

Moje serce waliło.

Mogłam wrócić. Udawać, że to się nie wydarzyło. Albo... zostać.

W roku 2125.

W laboratorium badającym rozdarcia czasowe.

Spojrzałam na Kierana. Jego oczy spotkały moje, już nie rozbawione – tylko spokojne.

Stabilne. Poważne.

Spojrzałam z powrotem na Dr. Hayne.

Nie powinnam tu być.

Ale byłam.

I jakoś czułam, że powinnam coś z tym zrobić.

"Jestem studentką medycyny," powiedziałam.

"Przyszłam tu przez przypadek, ale nie mogę od tego odejść. Jeśli mogę pomóc – chcę."

Po raz pierwszy Dr. Hayne uśmiechnęła się. Ledwie zauważalnie.

"Dobrze."

Kieran podał mi tablet.

"Witamy w Instytucie, Ario."

Wzięłam go. Moje palce drżały, ale trzymałam go mocno.

Usiadłam na krawędzi nieskazitelnie czystego łóżka do badań, moje stopy wisiały nad błyszczącą białą podłogą.

Pokój był przerażająco cichy – za cichy – z wyjątkiem delikatnego brzęczenia niewidocznych maszyn i okazjonalnego pikania z monitorów zamontowanych na ścianie.

Zapach środka dezynfekującego drażnił mój nos, ostry i sterylny. Pomimo sztucznego ciepła w pokoju, zimny dreszcz przeszedł mi po plecach i objęłam się ramionami, próbując ignorować narastający dyskomfort.

Po drugiej stronie pokoju stał mężczyzna w białym fartuchu, zwrócony twarzą do świecącego holograficznego ekranu, światło rzucające delikatny blask na jego skórę. Wyglądał młodo – może wczesne trzydziestki – wysoki, z ciemnymi włosami lekko kręcącymi się na końcach i bystrymi, inteligentnymi oczami, które przelatywały po unoszących się danych, jakby rozwiązywał jakąś starożytną zagadkę.

Moje dane.

Odwrócił się w moją stronę, jego wyraz twarzy był nieczytelny.

"Miss Aria Edwards, prawda?" zapytał.

Szybko skinęłam głową, węzeł w moim żołądku się zacisnął.

"Tak. Czy skany są w porządku? Coś wyszło?"

Uśmiechnął się lekko, ale ten uśmiech nie sięgnął jego oczu.

"Nic niepokojącego. Ale twoja fizjologia jest... nietypowa. Naprawdę fascynująca."

Zmarszczyłam brwi.

"Nietypowa jak?"

Nie odpowiedział od razu.

Zamiast tego przeszedł przez pokój i podał mi szklankę wypełnioną różowym, kremowym płynem.

Lśniła delikatnie, jakby ktoś wrzucił kawałek perły do truskawkowego mleka.

"To suplement odżywczy, który podajemy nowym stażystom. Pomaga w płynnym przejściu," powiedział, głosem spokojnym i precyzyjnym.

"Płynne przejście."

Zawahałam się, wpatrując się w napój.

"Czy to konieczne?"

"Jest wysoce zalecane," powiedział, a w jego głosie pojawiła się nuta, miękka, ale stanowcza.

"Zemdlałaś wcześniej. To pomoże ustabilizować twoje parametry życiowe."

Zemdlałam?

Pamiętałam, że czułam się lekko oszołomiona, ale... przełknęłam protest i wzięłam ostrożny łyk.

Smak mnie zaskoczył – słodki, gładki, z nutami wanilii i czegoś kwiatowego, czego nie mogłam zidentyfikować.

Roztapiał się na moim języku, jakby tam należał.

Natychmiast poczułam, jak ciepło rozlewa się po moim ciele, docierając do czubków palców i stóp, wypierając chłód.

"To jest... zaskakująco dobre," wymamrotałam.

"Mówiłem," odpowiedział z małym, wiedzącym uśmiechem.

"Jestem dr Justin. Będę nadzorować twój staż.

Witamy w Instytucie Badań Biologicznych."

...

Dni, które nastąpiły, zlewały się w jedno — długie, sterylne godziny wypełnione rutynowymi testami i cichym niepokojem.

Każdego ranka, bez wyjątku, wzywano mnie z powrotem do medycznej części budynku. Pobieranie krwi. Sprawdzanie odruchów. Nieskończone skany.

Mówili, że to standardowa procedura.

"Rutyna," mówili z wymuszonymi uśmiechami. Ale nigdy nie widziałam tam nikogo z grupy stażystów.

Ani razu.

Pod koniec tygodnia niepokój zaczął osadzać się w moich kościach. Nie mogłam dłużej udawać, że to normalne.

Więc następnego ranka, gdy zsunęłam rękaw i wyszłam do wspólnej przestrzeni, zauważyłam Mię przy dystrybutorze kawy i postanowiłam zapytać.

Nie byłyśmy ze sobą blisko — tylko dwie stażystki, które wymieniły kilka niezręcznych uśmiechów i imion pierwszego dnia — ale coś w niej wydawało się przystępne.

Może nawet życzliwe.

A ja potrzebowałam z kimś porozmawiać.

"Hej, Mia," zawołałam, zmuszając się do lekkiego uśmiechu, gdy do niej podchodziłam.

"Jak twój poranek?"

Spojrzała znad kubka kawy, trochę zaskoczona, ale uprzejma.

"Och. Dobrze, chyba. A twój?"

Wzruszyłam ramionami, starając się zachować luźny ton.

"Tak samo. Właśnie wróciłam z medycznej. Znowu."

"Znowu?" powtórzyła, poprawiając okulary.

Kiwnęłam głową.

"Tak. Każdego ranka od orientacji mnie tam wzywają. Życiowe wskaźniki, testy, badania krwi... wszystko."

Brwi Mii zmarszczyły się.

"Naprawdę? To... dziwne. Ja miałam tylko podstawowe badania wstępne pierwszego dnia."

Jej reakcja nie była oskarżycielska — po prostu szczerze zdezorientowana.

To jakoś pogorszyło sprawę.

Zachichotałam cicho, udając obojętność.

"Hm. Chyba mam po prostu szczęście. Może coś wykryli w mojej kartotece."

Mia nie zaśmiała się.

Uśmiechnęła się tylko niepewnie i szybko zajęła się swoim kubkiem, mrucząc coś o spotkaniu.

Potem odeszła — szybciej niż było to konieczne.

Stałam tam przez chwilę, czując chłód z medycznej części budynku wciąż przylegający do mojej skóry.

Coś było nie tak.

I teraz nie tylko ja to czułam.

A potem był jeszcze ten mleko.

Zawsze różowe.

Zawsze czekające w lodówce w pokoju socjalnym z moim imieniem napisanym na etykiecie.

Zakładałam, że wszyscy je piją.

Każdego ranka, bez wyjątku, dr Justin zerkał na nie i przypominał mi:

"Twój suplement. Konsekwencja jest kluczowa."

Dopiero pewnego popołudnia zdałam sobie sprawę, jak bardzo się myliłam.

Zauważyłam Lewisa, jednego z innych stażystów, nalewającego przezroczysty, wodnisty płyn do kubka.

"To twój suplement?" zapytałam.

"Tak," odpowiedział, wzruszając ramionami.

"Smakuje jak nic. A co?"

Spojrzałam na mój nieprzezroczysty, pastelowy napój.

"Moje jest... inne."

Zmrużył oczy, patrząc na nie.

"Jesteś pewna, że to to samo?"

Nie odpowiedziałam.

To było mniej więcej wtedy, gdy zauważyłam spojrzenia.

Raczej przelotne, ostrożne, jakby wszyscy czekali na coś, co się wydarzy.

Obserwowali mnie, nigdy nie mówiąc tego wprost.

Przyjaźń była nadal obecna, na powierzchni.

Ale pod spodem była dystans. Uprzejme mury.

A potem przyszedł zachodni korytarz.

Nie zamierzałam go znaleźć, po prostu błądziłam, czekając na kolejne zadanie. Korytarz kończył się szeroką kriogeniczną gablotą, bezszwowo wbudowaną w ścianę.

A w środku, zamrożone i zawieszone, były ogromne skrzydła.

Skrzydła smoka.

Sięgały niemal do wysokości gabloty — pokryte łuskami, błoniaste, zakończone pazurami.

Patrzyłam na nie, wstrzymując oddech.

Były... piękne.

Ostatnie Rozdziały

Może Ci się spodobać 😍

Jak nie zakochać się w smoku

Jak nie zakochać się w smoku

1.2m Wyświetlenia · Zakończone · Kit Bryan
Nigdy nie złożyłam podania do Akademii Istot i Stworzeń Magicznych.

Dlatego właśnie byłam co najmniej skołowana, kiedy przyszedł list z moim imieniem już wydrukowanym na planie zajęć, przydzielonym akademikiem i dobranymi przedmiotami, jakby ktoś znał mnie lepiej, niż ja sama siebie. O Akademii słyszeli wszyscy – to tam wiedźmy ostrzą swoje zaklęcia, zmiennokształtni opanowują swoje postaci, a każdy możliwy magiczny stwór uczy się panować nad swoim darem.

Wszyscy oprócz mnie.

Ja nawet nie wiem, czym właściwie jestem. Zero zmiany postaci, zero sztuczek, żadnej magii w stylu “patrzcie na mnie”. Po prostu dziewczyna otoczona ludźmi, którzy potrafią latać, przywoływać ogień albo leczyć jednym dotykiem. Więc siedzę na zajęciach, udaję, że tu pasuję, i wytężam słuch, szukając choćby najdrobniejszej wskazówki, która powie mi, co tak naprawdę płynie w mojej krwi.

Jedyną osobą, która jest chyba jeszcze bardziej ciekawa niż ja, jest Blake Nyvas – wysoki, o złotych oczach i jak najbardziej Smok. Ludzie szepczą, że jest niebezpieczny, powtarzają, żebym trzymała się od niego z daleka. Ale Blake wydaje się zdeterminowany, żeby rozwiązać zagadkę mnie, a ja… jakoś ufam właśnie jemu bardziej niż komukolwiek innemu.

Może to głupota. Może igranie z ogniem.

Ale kiedy wszyscy inni patrzą na mnie, jakbym była tu nie na swoim miejscu, Blake patrzy na mnie tak, jakby była zagadką, którą naprawdę warto rozwiązać.
Związana z jej Alfa Instruktorem

Związana z jej Alfa Instruktorem

709.3k Wyświetlenia · Zakończone · Marina Ellington
Jestem Eileen, wyrzutkiem w akademii zmiennokształtnych, tylko dlatego, że nie mam wilka. Jedynym, co mnie ratuje, jest wrodzony talent do uzdrawiania, dzięki któremu przyjęto mnie do Działu Uzdrowicieli. Aż pewnej nocy, w zakazanym lesie, znalazłam nieznajomego na skraju śmierci. Wystarczył jeden dotyk i coś pierwotnego pękło między nami. Tamta noc związała mnie z nim w sposób, którego nie potrafię odwrócić.

Kilka tygodni później na salę wchodzi nasz nowy instruktor walki, alfa. Regis. Ten facet z lasu. Jego spojrzenie od razu chwyta się mojego i wiem, że mnie rozpoznaje. Wtedy moja skrywana tajemnica uderza we mnie jak cios w brzuch: jestem w ciąży.

Ma dla mnie propozycję, która splata nas jeszcze mocniej. Ochrona… czy złota klatka? Szepty robią się coraz bardziej jadowite, mrok zaczyna się zacieśniać. Dlaczego tylko ja nie mam wilka? Czy on jest moim wybawieniem… czy pociągnie mnie prosto na dno?
Ostatnia Szansa Chorej Luny

Ostatnia Szansa Chorej Luny

1.1m Wyświetlenia · W trakcie · Eve Above Story
Byłam idealną córką dla mojego ojca, wychodząc za mąż za Alfę Alexandra dla dobra mojej rodzimej watahy, mimo że Alexander odmówił oznaczenia mnie i nalegał, że nasze małżeństwo to tylko kontrakt. Potem stałam się idealną Luną dla mojego męża Alfy, wciąż mając nadzieję, że pewnego dnia zdobędę jego uczucie i staniemy się prawdziwym mężem i żoną.
Wszystko zmieniło się w dniu, kiedy dowiedziałam się, że moja wilczyca zapadła w stan uśpienia. Lekarz ostrzegł mnie, że jeśli nie oznaczę lub nie odrzucę Alexandra w ciągu roku, umrę. Jednak ani mój mąż, ani mój ojciec nie przejmowali się na tyle, aby mi pomóc.
W mojej rozpaczy podjęłam decyzję, aby przestać być uległą dziewczyną, jakiej ode mnie oczekiwali.
Wkrótce wszyscy nazywali mnie szaloną, ale właśnie tego chciałam — odrzucenia i rozwodu.
Nie spodziewałam się jednak, że mój kiedyś arogancki mąż pewnego dnia będzie błagał mnie, żebym nie odchodziła...
Tym Razem To On Ściga Mnie Całym Sercem

Tym Razem To On Ściga Mnie Całym Sercem

623.1k Wyświetlenia · Zakończone · Sherry
Maya zamarła, kiedy do sali wszedł mężczyzna, na którego od razu patrzyli wszyscy. Jej były chłopak, ten, który zniknął pięć lat temu, był teraz jednym z najbogatszych biznesmenów w Bostonie. Wtedy nigdy nawet nie napomknął, kim naprawdę jest – po prostu nagle rozpłynął się bez śladu. Patrząc teraz w jego lodowate oczy, mogła tylko założyć, że ukrywał prawdę, żeby ją sprawdzić, uznał, że jest pustą lalą lecącą na kasę, i odszedł z rozczarowaniem.

Na korytarzu przed salą balową podeszła do niego, gdy palił przy drzwiach, chcąc chociaż spróbować się wytłumaczyć.

– Nadal jesteś na mnie zły?

Strzepnął papierosa, odrzucił niedopałek i spojrzał na nią z jawną pogardą.
– Zły? Myślisz, że jestem zły? Zgadnę – Maya wreszcie się dowiaduje, kim jestem, i nagle ma ochotę „odnowić kontakt”. Kolejna szansa, odkąd wie, że moje nazwisko oznacza pieniądze.

Kiedy próbowała zaprzeczyć, wszedł jej w słowo.
– Byłaś epizodem. Przypisem na dole strony. Gdybyś się tu dzisiaj nie pojawiła, nawet bym o tobie nie pamiętał.

Łzy zapiekły ją pod powiekami. Prawie powiedziała mu o jego córce, ale się powstrzymała. Uznałby tylko, że próbuje go wrobić, złapać go na dziecko i dobrać się do jego kasy.

Maya przełknęła wszystko razem z łzami i odeszła, święcie przekonana, że ich drogi już nigdy się nie przetną – a jednak on zaczął pojawiać się w jej życiu raz za razem, aż w końcu to on musiał się przed nią schylić, pokornie błagając, by dała mu jeszcze jedną szansę.
Okrutny Raj - Romans mafijny

Okrutny Raj - Romans mafijny

426.5k Wyświetlenia · W trakcie · nicolefox859
Co może być bardziej żenujące niż przypadkowe wykręcenie numeru tyłkiem?

Wykręcenie tyłkiem numeru do własnego szefa…
I zostawienie mu sprośnej poczty głosowej, kiedy jesteś, yyy… „w trakcie” myślenia o nim.

Praca jako osobista asystentka Rusłana Orłowa to robota rodem z piekła.
Po długim dniu, podczas którego spełniam każdą zachciankę tego miliardera, potrzebuję jakiegoś ujścia dla stresu.
Więc kiedy tamtego wieczoru wracam do domu, robię dokładnie to.

Problem w tym, że moje myśli wciąż kręcą się wokół tego szef-dupka, który rujnuje mi życie.
I niech będzie—bo ze wszystkich licznych grzechów Rusłana, to że jest tak cholernie przystojny, może być najniebezpieczniejsze.
Dziś w nocy fantazje o nim są dokładnie tym, czego potrzebuję, żeby przekroczyć granicę.

Ale kiedy spuszczam wzrok na telefon, przygnieciony obok mnie,
jest.
Poczta głosowa: 7 minut i 32 sekundy…
Wysłana do Rusłana Orłowa.

Wpada we mnie panika i ciskam telefon przez pokój.
Tyle że nie da się cofnąć szkód wyrządzonych przez moje bardzo głośne „O”.

Więc co ja mogę zrobić?
Plan był prosty: unikać go i udawać, że to się nigdy nie wydarzyło.
Poza tym—kto tak zajęty w ogóle odsłuchuje pocztę głosową, co?

Tylko że kiedy on wpisuje mi w kalendarz spotkanie jeden na jeden ze mną na równe 7 minut i 32 sekundy,
jedno jest pewne:
On.
Słyszał.
Wszystko.
Sekretarko, Czy Chcesz Się Ze Mną Przespać?

Sekretarko, Czy Chcesz Się Ze Mną Przespać?

401.5k Wyświetlenia · Zakończone · miribaustian
Dla Alejandra, potężnego CEO — bogatego, przystojnego, bezczelnego kobieciarza, przyzwyczajonego, że zawsze stawia na swoim — było to jak kubeł zimnej wody, że jego nowa sekretarka odmówiła pójścia z nim do łóżka, kiedy każda inna kobieta padała mu do stóp.

Może dlatego żadna z nich nie wytrzymywała dłużej niż dwa tygodnie. Szybko mu się nudziły. Ale Valeria powiedziała „nie” i to tylko sprawiło, że zaczął gonić ją jeszcze zawzięciej, kombinując coraz to inne sposoby, żeby dostać to, czego chciał — nie rezygnując przy tym ze swoich rozrywek z innymi kobietami.

Nawet nie zauważył, kiedy Valeria stała się jego prawą ręką, i potrzebował jej do wszystkiego, jakby bez niej nie potrafił nawet oddychać. Mimo to nie przyznał się, że ją kocha, dopóki ona nie dotarła do swojej granicy i po prostu nie odeszła.
Zakazane Pulsowanie

Zakazane Pulsowanie

739.4k Wyświetlenia · Zakończone · Riley
Mówią, że życie może się zmienić w mgnieniu oka.
Moje zmieniło się w czasie, który zajęło otwarcie drzwi.
Za nimi: mój narzeczony Nicholas z inną kobietą.
Trzy miesiące do naszego ślubu. Trzy sekundy, żeby zobaczyć, jak wszystko się rozpada.
Powinnam była uciec. Powinnam była krzyczeć. Powinnam była zrobić cokolwiek, zamiast stać tam jak głupia.
Zamiast tego usłyszałam, jak sam diabeł szepcze mi do ucha:
"Jeśli chcesz, mogę cię poślubić."
Daniel. Brat, przed którym mnie ostrzegano. Ten, który sprawiał, że Nicholas wyglądał jak aniołek.
Opierał się o ścianę, obserwując, jak mój świat się rozpada.
Moje serce waliło jak młot. "Co?"
"Słyszałaś mnie." Jego oczy wwiercały się w moje. "Poślub mnie, Emmo."
Ale kiedy patrzyłam w te magnetyczne oczy, uświadomiłam sobie coś przerażającego:
Chciałam powiedzieć mu "tak".
Gra rozpoczęta.
Niechętna Panna Młoda Miliardera

Niechętna Panna Młoda Miliardera

426.4k Wyświetlenia · Zakończone · Riley
Jestem Charlotte Cole, 22-letnią studentką drugiego roku, która cieszyła się na beztroskie wakacje.
Jednak jeden kontrakt małżeński zrujnował moje spokojne życie. Aby chronić moją rodzinę, musiałam poślubić Alexandra Kingsleya — potentata technologicznego, który jest ode mnie starszy o osiem lat.
Naiwnie myślałam, że przynajmniej będziemy mogli żyć w zgodzie. Nie wiedziałam, że już mnie zaszufladkował jako łowczynię fortun, co od pierwszego dnia postawiło nas na kursie kolizyjnym.
Teraz, uwięziona w rodzinie Kingsleyów, nie tylko muszę radzić sobie z zimnym mężem. Muszę też stawić czoła jego mściwej szwagierce Victorii i Karen — wieloletniej adoratorce Alexandra, która jest zdeterminowana, by sprawić, że poczuję się jak niechciany intruz.
Jak mam przetrwać w rodzinie Kingsleyów...
Nocne lekarstwo prezesa

Nocne lekarstwo prezesa

1.1m Wyświetlenia · Zakończone · CalebWhite
Oni myśleli, że mogą mnie zniszczyć. Myli się.

Nazywam się Aria Harper i właśnie przyłapałam mojego narzeczonego Ethana na zdradzie z moją przyrodnią siostrą Scarlett w naszym łóżku. Podczas gdy mój świat się rozpadał, oni planowali ukraść wszystko—moje dziedzictwo, spuściznę mojej matki, nawet firmę, która powinna należeć do mnie.

Ale nie jestem naiwną dziewczyną, za jaką mnie uważają.

Wchodzi Devon Kane—jedenaście lat starszy, niebezpiecznie potężny i dokładnie taki, jakiego potrzebuję. Jeden miesiąc. Jeden tajny układ. Wykorzystać jego wpływy, aby uratować moją firmę, odkrywając jednocześnie prawdę o "śmierci" mojej matki Elizabeth i fortunie, którą mi ukradli.

Plan był prosty: udawać zaręczyny, wyciągnąć informacje od wrogów, odejść czysto.

Czego się nie spodziewałam? Ten bezsenny miliarder, który może spać tylko wtedy, gdy jestem w jego ramionach. Czego on się nie spodziewał? Że jego wygodna aranżacja stanie się jego obsesją.

W świetle dnia jest mistrzem obojętności—jego spojrzenie przesuwa się obok mnie, jakbym nie istniała. Ale gdy zapada ciemność, podciąga moją koronkową sukienkę, jego dłonie zdobywają moje piersi przez przezroczysty materiał, jego usta odnajdują mały pieprzyk na moim obojczyku.

„Tak właśnie,” oddycha przeciw mojej skórze, głos napięty i chrapliwy. „Boże, czujesz się niesamowicie.”

Teraz granice są zamazane, stawki wyższe, a wszyscy, którzy mnie zdradzili, zaraz się dowiedzą, co się dzieje, gdy nie doceniają Arii Harper.

Zemsta nigdy nie była tak słodka.
Zdobyta przez miłość Alfy

Zdobyta przez miłość Alfy

273.1k Wyświetlenia · Zakończone · Riley
Jestem Tori, tak zwana „morderczyni”, która właśnie wyszła z więzienia.

Cztery lata temu misternie uknuta intryga Fiony zamieniła mnie z zwyczajnej omegi w skazańca, na którego barkach ciąży zarzut morderstwa.
Po czterech latach wracam do świata, którego prawie nie poznaję.

Moja najlepsza przyjaciółka Fiona, a zarazem moja przyrodnia siostra, stała się w oczach mojej matki idealną córunią. A mój były chłopak, Ethan, za chwilę będzie urządzał huczną, wystawną ceremonię zawarcia więzi… właśnie z nią.

Miłość, więzi rodzinne i reputacja, które kiedyś były dla mnie wszystkim, zostały mi przez Fionę odebrane, co do okruszka.

Kiedy dotarłam już do granic wytrzymałości i zaczęłam się zastanawiać, po co w ogóle jeszcze żyję, w moim życiu nagle pojawił się legendarny Alfa Lucas z Moonhaven.

Jest potężny i tajemniczy, budzi respekt i niemal nabożny lęk wśród wszystkich wilkołaków.
A jednak wobec mnie okazuje niezwykłą wytrwałość i zaskakującą czułość, taką, jakiej nigdy się nie spodziewałam.

Czy pojawienie się Lucasa jest darem od losu, czy początkiem kolejnego spisku?
Zaginiona Księżniczka Lykanów i Jej Oczarowany Alfa

Zaginiona Księżniczka Lykanów i Jej Oczarowany Alfa

270.9k Wyświetlenia · W trakcie · Honeybird
Odrzucił ją i upokorzył za to, że była nikim – nie wiedząc, że wkrótce będzie przed nią błagał o litość.
Nagle staje się księżniczką z prawdziwego zdarzenia – Zaginiona królewna w końcu odnaleziona.

Sebastian odrzucił Cindy i zlekceważył ich przeznaczoną więź, wybierając inną na swoją Lunę.
Ale los miał wobec niego zupełnie inne plany. Mężczyzna, który jeszcze niedawno trzymał wszystkich w garści, pada na kolana.
Kiedy jego życie i jego wilk wiszą na włosku, los okazuje się okrutnie przewrotny. Ta sama kobieta, którą kiedyś złamał, teraz trzyma w rękach jego przyszłość.

Głos Sebastiana drżał, gdy wyciągnął do niej rękę.
– Proszę… Cindy… Lisa – wyszeptał błagalnie. – Musisz mi pomóc. Jestem twoim partnerem. Twoim przeznaczonym.

Jej spojrzenie pozostało twarde, niewzruszone, jakby przez te wszystkie lata nauczyła się już nie drżeć przed nikim.
– Będziesz się do mnie zwracał jak należy – odparła spokojnie, aż lodowato.

– Dla ciebie jestem Wasza Wysokość.
Tylko ci, którzy stali przy mnie, kiedy byłam nikim, zasłużyli na prawo, by mówić do mnie po imieniu.

Czy Cindy okaże łaskę mężczyźnie, który kiedyś odmówił jej jakiejkolwiek wartości?
CEO Nad Moim Biurkiem

CEO Nad Moim Biurkiem

408.9k Wyświetlenia · W trakcie · McKenzie Shinabery
„Myślisz, że ona cię potrzebuje” — mówi.

„Wiem, że tak.”

„A co, jeśli nie chce takiej ochrony?”

„Będzie chciała” — odpowiadam, a mój głos nieznacznie cichnie. „Bo potrzebuje faceta, który potrafi dać jej cały świat.”

„A jeśli świat stanie w ogniu?”

Moja dłoń odruchowo zaciska się mocniej na talii Violet.

„To zbuduję jej nowy” — mówię. „Nawet jeśli będę musiał sam spalić ten stary do gołej ziemi.”

Nie pracuję dla Rowana Ashcrofta.
Pracuję pod nim.

Z mojego biurka decyduję, kto dostaje przepustkę do najbardziej bezwzględnego prezesa w mieście, a kto nawet nie przechodzi przez recepcję i odbija się od ochrony jak od ściany. Ogarniając wszystko, trzymam w ryzach jego kalendarz, jego milczenie i jego wrogów. Pilnuję, żeby jego świat chodził jak w zegarku, podczas gdy mój po cichu się sypie: zaległe rachunki piętrzą się na kuchennym blacie, matka jest zamknięta na odwyku, a brat zniknął bez słowa, nawet bez głupiego „trzymaj się”.

Rowan Ashcroft to władza opakowana w idealnie skrojony garnitur.
Zimny. Nietykalny. Bez litości.
On nie flirtuje. On się nie uśmiecha. On nie widzi ludzi — tylko ich przydatność.

I przez długi czas ja też byłam po prostu przydatna.

Aż zaczął się przyglądać.

Na początku ta zmiana w jego uwadze jest ledwie zauważalna. Pauza o sekundę za długa. Spojrzenie, które zostaje. Polecenia, które zamiast odsuwać mnie na bok, ściągają coraz bliżej. Mężczyzna stojący nad moim biurkiem zaczyna kontrolować coś więcej niż mój grafik — i dociera do mnie za późno, że bycie zauważoną przez Rowana Ashcrofta jest o wiele bardziej niebezpieczne niż bycie ignorowaną.

Bo tacy faceci nie łakną czułości.
Oni łakną posiadania.

To miała być praca.
Nie sprawdzian moich granic.
Nie powolne, metodyczne osuwanie się w jego władzę.

Ale jeśli Rowan Ashcroft uzna, że moje miejsce jest pod jego biurkiem, to trudno.
Przetrwanie ma swoją cenę, a rachunki mają to gdzieś, jak je opłacę.