
Skarb Smoków, Królewskie Smoki, Księga 1
arianniahrain · Zakończone · 179.3k słów
Wstęp
Ria
Myślała, że dostała w prezencie coś od losu, nagrodę za to, że się nie złamała. Tylko że do tego „prezentu” była doczepiona mroczna prawda.
Odkryje świat, o którego istnieniu nie miała pojęcia, przyszłość, której nie wybrała, i cel, którego nie przyjmie — choćby nie wiem co.
Odkryje smoki. A one powiedzą, że jest ich.
Rozdział 1
Ria
— Przysięgam na Boga, Cin, jak zaraz nie zlecisz tu na dół swoim słodkim tyłeczkiem, to dojadą tam i po wszystkim, co dobre, będzie — rzuciłam w słuchawkę.
Usłyszałam znaczące chrząknięcie i spojrzałam w lewo. Beth opierała się o framugę drzwi i przyglądała mi się uważnie. Próbowała zrobić tę swoją surową, pouczającą minę — pewnie dlatego, że powiedziałam „tyłek”. Tyle że kompletnie jej to nie wychodziło. Widziałam, jak walczy ze śmiechem.
Zerknęłam z powrotem do salonu, gdzie moi dwaj przybrani bracia, Elijah i Marcus, kłócili się o to, w jaką grę na konsoli zagrać. Byli tak zajęci sobą, że nawet mnie nie zauważali, ale to przez nich Beth wciąż mi przypominała, żebym nie przeklinała.
Beth, czyli Elizabeth Drayton, była technicznie moją mamą zastępczą. Formalnie już „wypadłam z systemu” — byłam za stara — ale ona była jedyną „mamą”, jaką miałam, i kochałyśmy się jak w prawdziwej rodzinie. W zasadzie adoptowała mnie od ręki, w tej samej chwili, kiedy tylko przekroczyłam próg jej domu.
Zresztą taka była wobec wszystkich swoich dzieci z pieczy zastępczej. Gdyby mogła, zaadoptowałaby każde jedno. Bez gadania.
Moja przybrana siostra, Cin, czyli Cinnamon Sugar — tak, serio, nie żartuję; jej matka musiała być nieźle odklejona, kiedy wymyślała to imię — jest u Beth dłużej niż ja. Beth traktuje ją jak córkę, tak samo jak ja traktuję ją jak siostrę.
Dorastałam w piekle. No dobra — w moim własnym, prywatnym piekle.
Mój tata zmarł, gdy miałam zaledwie rok; to kompletnie zrujnowało moją mamę. Naprawdę starała się jak mogła: pracować, być samotną matką i dźwigać ten duszący żal, który ją miażdżył od środka. Wiedziałam, że mama jest potwornie smutna, próbowałam jej pomagać, ale… nie szło mi. Wtedy jeszcze nie rozumiałam, jak bardzo są rzeczy, których dziecko nie jest w stanie naprawić.
Pewnego dnia wróciła do domu z prawdziwym uśmiechem na twarzy. Powiedziała mi o wspaniałym mężczyźnie, którego poznała. Miałam wtedy cztery lata. Niedługo potem poznałam go i ja — Brauna Zavitnika. Nie polubiłam go od pierwszej sekundy, ale mając cztery lata, nie byłam dla mamy żadnym „argumentem”. Nie słuchała mnie tak naprawdę.
Od dnia, kiedy mi o nim powiedziała, do dnia ich ślubu minęły zaledwie cztery miesiące.
Wprowadziłyśmy się do jego ogromnego domu. Braun był bajecznie bogaty i pochodził z równie bogatej, wpływowej rodziny. Był też ucieleśnieniem zła.
Kiedy dowiedział się, że mam hipertymezję, był wniebowzięty. Hipertymezja to tylko mądrze brzmiący sposób na powiedzenie, że mój mózg działa dziwnie: niczego nie zapominam. Czasem to dar, a czasem koszmar i wielki, upierdliwy problem. Braun uznał, że posiadanie tak „inteligentnego” dziecka będzie mu ładnie robiło PR.
Zapisał mnie do wypasionej prywatnej szkoły, której nienawidziłam. Nauczyciele i dyrekcja byli mną zachwyceni, rozpływali się nade mną jak nad ósmym cudem świata. Dzieciaki uważały mnie za dziwadło i uprzykrzały mi życie.
W końcu, po wystarczającej liczbie bójek i ciągłych problemach, wyciągnął mnie ze szkoły i załatwił prywatnych korepetytorów. To miało swoje plusy i minusy.
Byłam wdzięczna, że nie muszę już znosić innych dzieci, a z korepetytorami zazwyczaj dogadywałam się dobrze. Zła strona była taka, że spędzałam w domu za dużo czasu.
Krótko po tym, jak wzięli ślub, moja mama stała się dla mnie obcą osobą. Zamiast tej przygniecionej smutkiem kobiety była… nieobecna i zagubiona, jakby stale odpływała myślami. Chwilę zajęło mi zrozumienie, co się dzieje. Braun ją odurzał.
A równolegle do tego wszystkiego zaczął mi pokazywać, że moje przeczucia co do niego były jak najbardziej trafne. On i jego koledzy zaczęli „zapraszać” mnie do siebie za każdym razem, kiedy byli w domu.
Miałam sześć lat, kiedy odsłoniła się przede mną prawdziwa groza tej sytuacji.
Miałam na sobie nową, koronkową, falbaniastą sukienkę, a włosy miałam starannie ułożone. Zaprowadzono mnie do dużego pokoju, który wyglądał tak, jakby trwało tam przyjęcie. Było tam mnóstwo ludzi — mężczyzn i kobiet.
Niedługo po tym, jak przyszłam, zaczęły się licytacje. Z jednej strony pokoju stało podwyższenie, jak scena. Było też to, co nazywali „towarem”, a dorośli w pokoju przebijali się o niego.
W tym domu działy się niewyobrażalne rzeczy. To był pierwszy raz, kiedy Braun „udostępnił” mnie innym, ale zdecydowanie nie ostatni.
Kiedy w wieku dziesięciu lat przestałam chodzić do prywatnej szkoły, nie miałam już od niego żadnej chwili wytchnienia. Miał do mnie dostęp dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu, i naprawdę lubił „próbować towaru”.
Moja mama zmarła, gdy miałam jedenaście lat. W testamencie oddała Braunowi pełną opiekę nade mną.
W wieku czternastu lat wydarzył się cud. Dom został zrobiony nalotem, a on został aresztowany — tak jak wielu jego znajomych. W końcu byłam wolna… albo tak mi się wtedy wydawało.
Trafiłam do rodziny zastępczej. Na początku było w porządku, ale szybko się to zmieniło. Wkrótce odkryłam, że na świecie jest mnóstwo Braunów.
Miałam piętnaście lat, kiedy uciekłam. Ani razu się nie obejrzałam. Wolałam życie na ulicy niż kolejne domy zastępcze. Tak było aż do chwili tuż przed moimi siedemnastymi urodzinami.
Była taka kobieta, Maggie, która czasem udzielała się jako wolontariuszka w noclegowni, w której od czasu do czasu się zatrzymywałam. Ludzie, którzy ją prowadzili, wierzyli, że mam osiemnaście lat, ale Maggie myślała inaczej.
Opowiedziała mi o swojej znajomej, Elizabeth Drayton, która prowadziła rodzinę zastępczą. Trochę jej zeszło, zanim namówiła mnie, żebym spotkała się z Beth.
Kiedy w końcu to zrobiłam, była jak spokój i światło. Beth skontaktowała się ze swoją bardzo dobrą przyjaciółką, Jennifer Montgomery, która pracowała w opiece społecznej. Po całym załatwianiu, podciąganiu sznurków i kombinowaniu, oficjalnie trafiłam pod opiekę Beth.
Cin już mieszkała u Beth i od razu „przygarnęłyśmy” się nawzajem, stając się siostrami na zawsze. To jej pierwszej w życiu powiedziałam swoje sekrety.
Teraz mam osiemnaście lat i nie jestem już jej „zastępczym” dzieckiem; teraz jestem po prostu jej dzieckiem. Pomagałam jej ogarniać młodsze dzieciaki, które przewijały się przez jej dom — a teraz byli to Elijah i Marcus, dwaj bracia, ośmio- i sześcioletni, którzy mieli matkę ćpunkę. I tak skleciłyśmy naszą małą rodzinę: Beth, Cin, Elijah, Marcus i ja.
W co drugą sobotę był targ rolny. Beth uwielbiała gotować i piec — i naprawdę była w tym świetna. Więc w dni targu Cin i ja chodziłyśmy i kupowałyśmy jej przeróżne rzeczy. Dzisiaj strasznie chodziła za mną jej wiśniowa szarlotka i ponieważ wiśnie wciąż były w sezonie, planowałam jakieś dorwać. Tyle że najlepsze znikało najszybciej, więc jeśli chciałyśmy złapać porządny towar, musiałyśmy być tam wcześnie. Dlatego próbowałam ponaglić Cin.
— Już idę, nie poganiaj mnie, dobra? — doleciało z góry.
Beth zachichotała i pokręciła głową.
— Dziewczyny, uważajcie na język.
Spojrzałam na nią i uśmiechnęłam się.
— One i tak nic nie słyszą, kłócą się o gry.
— Mimo wszystko to zły nawyk. — potrząsała swoją blond, kręconą głową.
Beth wyglądała dla mnie jak mama — jakby była stworzona do bycia mamą. Miała tylko metr sześćdziesiąt parę, z odrobiną „zapasiku” tu i tam. Kiedy tylko zaczynała się czepiać swoich krągłości, mówiłam jej, że dzięki nim przytulanie jest sto razy lepsze. Nienawidziła swoich blond, kręconych włosów. Trzymała je trochę za ramiona, a one i tak wiecznie się puszyły, jak na złość. Miała „oczka szczeniaka” — tak je nazywałam. Brązowe oczy, które zdradzały absolutnie każdą emocję, jakby miała je wypisane na czole.
Usłyszałam ciężkie tupanie na schodach i podniosłam wzrok. Cin wreszcie schodziła na dół. Warkoczyki miała zebrane klipsem na czubku głowy. Czerwony top bez rękawów podkreślał jej głęboką, czekoladową skórę, a do tego miała na sobie świetne dżinsy. Zawsze jej mówiłam, że zazdroszczę jej tyłka — ona tylko się śmiała i mówiła, że to „dobra genetyka”. Docinałam jej też za to, jakie ma piękne oczy. Była wyjątkowa, bo miała krystalicznie niebieskie tęczówki, a nie brązowe, jakby się człowiek spodziewał. Przy tej ciemniejszej skórze aż waliły po oczach. Jak ją zobaczyłaś, to musiałaś spojrzeć drugi raz, tak z odruchu.
Zatrzymała się i popatrzyła na mnie.
— Dobra, jestem. Możemy iść.
Parsknęłam śmiechem, pożegnałam się z Beth i chłopakami, złapałam torebkę i wyszłyśmy.
Wpakowałyśmy się do mojego Jeepa Cherokee — którego uwielbiałam — i ruszyłyśmy do centrum.
Skończyłam liceum zaraz po tym, jak w wieku czternastu lat trafiłam do rodziny zastępczej. Od razu potem zaczęłam brać kilka zajęć na uczelni, ale kasy było mało, a wszystko stanęło, kiedy uciekłam. Nie mogłam używać dowodu — byłam zbiegiem z pieczy zastępczej — więc nie mogłam się zapisać na żadne zajęcia, a poza tym i tak nie miałam za co.
Kiedy formalnie umieszczono mnie u Beth, znowu miałam dostęp do swoich papierów. Mogłam więc wziąć parę kursów, ale Beth jako mama zastępcza nie miała żadnych ekstra pieniędzy. Pracowałam z domu i całkiem niedawno zaczęłam zarabiać więcej na zleceniach komputerowych. Dokładałam się, jak tylko mogłam, i udało mi się kupić porządny używany samochód.
Beth naprawdę cisnęła mnie, żebym składała papiery na studia i o stypendia. Wiedziała, że dam radę zaliczać wszystko na piątki, i że właśnie tego chcę. Martwiłam się, że zostawię ją samą z ogarnianiem całego domu, ale powiedziała mi, że to w ogóle niepotrzebne, bo przecież ogarniała wszystko jeszcze zanim się u niej pojawiłam. Więc przez ostatnie trzy tygodnie wysyłałam podania, gdzie tylko się dało. Bałam się, że zaczęłam za późno, zwłaszcza na semestr jesienny, ale warto było spróbować.
Gdy tylko dojechałyśmy na targ, znalazłam w miarę sensowne miejsce do zaparkowania i ruszyłyśmy.
— No to na co polujemy, droga siostro, że było tak ważne, żebym wstała o tej nieludzkiej porze?
Parsknęłam.
— Przecież zawsze przyjeżdżamy wcześnie na targ. To ty zarwałaś pół nocy, oglądając ten głupi film.
— To nie był głupi film. To Jane Austen, klasyka.
— No tak, tylko ta konkretna wersja ma chyba z sześć godzin, a ty włączyłaś ją dopiero prawie o dziewiątej.
Przewróciła na mnie oczami i pokazała język. Zaśmiałam się tylko.
— A jeśli chodzi o to, na co polujemy, droga siostro… chcę wiśnie. Beth mówiła, że jak znajdę dobre, to upiecze placek.
Oczy Cin zrobiły się wielkie.
— No bez jaj, czemu od razu nie mówiłaś? Placek Beth to jest wystarczający powód, żeby wstać.
Roześmiałam się znowu i zaczęłyśmy łączyć zakupy ze stoisk. Znalazłyśmy świetne pomidory i napchałyśmy torbę. Dorzuciłyśmy też trochę dyni i karczochów. Cieszyłam się, że pamiętałam, żeby zabrać ten mój składany wózek na kółkach — taki „bazarowy” gadżet — żeby było czym to wszystko dźwigać. Dobrze, że w zeszłym tygodniu zostawiłam go w aucie.
A potem wypatrzyłam czereśnie. Szybko przeszłyśmy do stoiska. Serio byłam zaskoczona, że jesteśmy tu same. Czereśnie zwykle schodzą jak świeże bułeczki, a te wyglądały obłędnie.
Stoisko prowadziły dwie osoby. Facet i kobieta, pewnie po pięćdziesiątce. Wyglądali jak małżeństwo.
Kiedy podniosłam wzrok, żeby o coś zapytać, zatrzymało mnie to, jak oboje na mnie patrzyli.
Odchrząknęłam.
— Po ile owoce i czy jest jakiś limit na osobę?
Kobieta uśmiechnęła się do mnie, a ja trochę się rozluźniłam.
— Dwa dolary za funt, i nie, limitu nie ma — kto pierwszy, ten lepszy.
Miała akcent, ale nie potrafiłam go umiejscowić. Spojrzałam na Cin, a ona wciąż patrzyła w dół na owoce.
— No to co, Cin? Myślisz, że pięć funtów wystarczy?
Skinęła głową i spojrzała na mnie.
— Tak, chyba wystarczy… ale wyglądają naprawdę dobrze, Ria, więc możemy wziąć sześć. I tak zostanie sporo dla innych.
— Pasuje. — Spojrzałam z powrotem na tę parę, a oni nadal patrzyli na mnie, jakby mieli w oczach jakieś zdumienie.
— To poprosimy sześć funtów.
Zaczęli nasypywać i kłaść na wagę.
— To wy, dziewczyny, stąd?
— Tak, miejscowe jesteśmy i bywamy tu cały czas.
— Ach, to cudownie. My dopiero niedawno się tu przeprowadziliśmy i to pierwszy zbiór, który tu przywieźliśmy — powiedziała kobieta.
— No to wyglądają świetnie, mam nadzieję, że będziecie wracać.
Pan w końcu się odezwał:
— Och, będziemy, na pewno. Chciałybyście zostawić nam do siebie kontakt? Wtedy jak przyjedziemy następnym razem, damy wam znać.
Pomyślałam chwilę.
— Jasne, czemu nie. Byłoby super.
Podał mi mały notesik do kieszeni i długopis. Zaczęłam wpisywać swoje dane.
— To co, Ria, będzie ci tego brakować, jak jesienią wyjedziesz na studia?
Skończyłam pisać, a pan sięgnął po notes. Nie wiem, jak to się stało, ale skaleczyłam się w palec i od razu poleciała krew.
— Ojej, strasznie przepraszam.
Spojrzałam na krew na palcu.
— Spokojnie, to tylko małe skaleczenie.
Zanim zdążyłam to wytrzeć, kobieta nagle była już przy mnie i otarła krew chusteczką.
Uśmiechnęłam się.
— Dzięki.
— A na jaką uczelnię idziesz tej jesieni? — zagadnęła.
— Właściwie to nie wiem, czy pójdę już tej jesieni. Wysłałam mnóstwo podań i wniosków o stypendium, ale jak na razie cisza. Robi się już dość późno, żeby dostać odpowiedź na semestr jesienny, ale zobaczymy.
Uśmiechnęła się, poklepała mnie po dłoni i powiedziała:
— Nie martw się, kochanie. Na pewno wylądujesz dokładnie tam, gdzie powinnaś.
To było dość dziwne sformułowanie, ale podziękowałam im, zapłaciłyśmy za czereśnie i poszłyśmy dalej. Nie wiedziałam wtedy, że właśnie zmieniłam całe swoje dalsze życie.
Ostatnie Rozdziały
#156 Rozdział 156 Refleksje i smocze skarby
Ostatnia Aktualizacja: 6/29/2026#155 Rozdział 155 Następne kroki
Ostatnia Aktualizacja: 6/29/2026#154 Rozdział 154 Spalona Ziemia
Ostatnia Aktualizacja: 6/29/2026#153 Rozdział 153 Rozpoczyna się bitwa
Ostatnia Aktualizacja: 6/29/2026#152 Rozdział 152 Mściąca smocza zemsta
Ostatnia Aktualizacja: 6/29/2026#151 Rozdział 151 Nigdy więcej nie bądź tym człowiekiem
Ostatnia Aktualizacja: 6/29/2026#150 Rozdział 150 Plany cementowania
Ostatnia Aktualizacja: 6/29/2026#149 Rozdział 149 Feniks
Ostatnia Aktualizacja: 6/29/2026#148 Rozdział 148 Gdzie umieścić pułapkę
Ostatnia Aktualizacja: 6/29/2026#147 Rozdział 147 Czas na grę w ofensywę
Ostatnia Aktualizacja: 6/29/2026
Może Ci się spodobać 😍
Przypadkowe Spotkanie z Magnatem
Cztery lata temu rodzina Baileyów stanęła w obliczu druzgocącego kryzysu finansowego.
Gdy bankructwo wydawało się nieuniknione, pojawił się tajemniczy dobroczyńca, oferując ratunek pod jednym warunkiem: małżeństwo na kontrakt.
Krążyły plotki o tym zagadkowym mężczyźnie — szeptano, że jest ohydnie brzydki i zbyt zawstydzony, by pokazać swoją twarz, być może skrywający mroczne, skrzywione obsesje.
Bez wahania Baileyowie poświęcili mnie, aby chronić swoją cenną biologiczną córkę, zmuszając mnie do zajęcia jej miejsca jako pionka w tej zimnej, wyrachowanej umowie.
Na szczęście, przez te cztery lata tajemniczy mąż nigdy nie zażądał spotkania twarzą w twarz.
Teraz, w ostatnim roku naszej umowy, mąż, którego nigdy nie spotkałam, żąda, abyśmy się spotkali osobiście.
Jednak katastrofa uderzyła noc przed moim powrotem — pijana i zdezorientowana, weszłam do złego pokoju hotelowego i skończyłam w łóżku z legendarnym potentatem finansowym, Casparem Thorntonem.
Co ja teraz, do diabła, mam zrobić?
Projekt Więzień
Czy miłość może oswoić nietykalnych? Czy tylko podsyci ogień i wywoła chaos wśród więźniów?
Świeżo po ukończeniu liceum i dusząca się w swojej beznadziejnej rodzinnym mieście, Margot pragnie ucieczki. Jej lekkomyślna przyjaciółka, Cara, myśli, że znalazła idealny sposób, aby obie mogły się stamtąd wyrwać - Projekt Więzień - kontrowersyjny program oferujący ogromną sumę pieniędzy w zamian za czas spędzony z więźniami o najwyższym stopniu bezpieczeństwa.
Bez wahania, Cara spieszy, aby je zapisać.
Ich nagroda? Bilet w jedną stronę do głębi więzienia rządzonego przez przywódców gangów, bossów mafii i mężczyzn, których strażnicy nie odważyliby się nawet przekroczyć...
W samym centrum tego wszystkiego, spotyka Cobana Santorellego - człowieka zimniejszego niż lód, ciemniejszego niż północ i śmiertelnie niebezpiecznego jak ogień, który podsyca jego wewnętrzną wściekłość. Wie, że projekt może być jego jedyną szansą na wolność - jego jedyną szansą na zemstę na tym, który zdołał go zamknąć, więc musi udowodnić, że potrafi nauczyć się kochać...
Czy Margot będzie tą szczęściarą, która pomoże go zreformować?
Czy Coban będzie w stanie zaoferować coś więcej niż tylko seks?
To, co zaczyna się od zaprzeczenia, może bardzo dobrze przerodzić się w obsesję, która następnie może rozkwitnąć w prawdziwą miłość...
Temperamentna powieść romantyczna.
Moja Siostra Ukradła Mojego Partnera, A Ja Jej Pozwoliłam
Urodzona bez wilka, Seraphina jest hańbą swojej watahy—aż do pewnej pijanej nocy, która pozostawia ją w ciąży i w małżeństwie z Kieranem, bezwzględnym Alfą, który nigdy jej nie chciał.
Ale ich dziesięcioletnie małżeństwo nie było bajką.
Przez dziesięć lat znosiła upokorzenia: żadnego tytułu Luny, żadnego znaku parowania. Tylko zimne prześcieradła i jeszcze zimniejsze spojrzenia.
Kiedy jej idealna siostra wróciła, Kieran złożył wniosek o rozwód tej samej nocy. A jej rodzina była szczęśliwa widząc jej małżeństwo rozbite.
Seraphina nie walczyła, tylko odeszła w milczeniu. Jednak gdy pojawiło się niebezpieczeństwo, szokujące prawdy wyszły na jaw:
☽ Tamta noc nie była przypadkiem
☽ Jej "defekt" jest w rzeczywistości rzadkim darem
☽ I teraz każdy Alfa—including jej były mąż—będzie walczył, aby ją zdobyć
Szkoda, że ona skończyła z byciem posiadana.
Ryk Kieran wstrząsnął moimi kośćmi, gdy przycisnął mnie do ściany. Jego gorąco przebiło się przez warstwy materiału.
"Seraphina, myślisz, że odejście jest takie łatwe?" Jego zęby musnęły nieoznakowaną skórę mojego gardła. "Ty. Jesteś. Moja."
Gorąca dłoń przesunęła się po moim udzie. "Nikt inny cię nigdy nie dotknie."
"Miałeś dziesięć lat, żeby mnie zdobyć, Alfo." Odsłoniłam zęby w uśmiechu. "Zabawne, że pamiętasz, że jestem twoja... kiedy odchodzę."
Zaproszenie śmierci
Nietykalna (Kolekcja Serii Awatar Księżyca)
Jego duża ręka gwałtownie chwyciła mnie za gardło, unosząc mnie z ziemi bez wysiłku. Jego palce drżały przy każdym uścisku, zaciskając drogi oddechowe niezbędne do mojego życia.
Zakaszlałam; dusiłam się, gdy jego gniew przenikał przez moje pory i spalał mnie od środka. Ilość nienawiści, jaką Neron do mnie żywi, jest ogromna, i wiedziałam, że nie wyjdę z tego żywa.
„Jakbym miał uwierzyć morderczyni!” Głos Nerona był przenikliwy w moich uszach.
„Ja, Neron Malachi Prince, Alfa stada Księżycowego Cyrkonu, odrzucam cię, Halimo Zira Lane, jako moją partnerkę i Lunę.” Rzucił mnie na ziemię jak śmiecia, zostawiając mnie, bym łapała powietrze. Następnie podniósł coś z ziemi, przewrócił mnie i przeciął.
Przeciął przez mój Znak Stada. Nożem.
„I tym samym skazuję cię na śmierć.”
Odrzucona w swoim własnym stadzie, młoda wilkołaczyca zostaje uciszona przez miażdżący ciężar i wolę wilków, którzy chcą, by cierpiała. Po tym, jak Halima zostaje fałszywie oskarżona o morderstwo w stadzie Księżycowego Cyrkonu, jej życie rozpada się w popiół niewolnictwa, okrucieństwa i przemocy. Dopiero po odnalezieniu prawdziwej siły wilka może mieć nadzieję na ucieczkę od koszmarów przeszłości i ruszenie naprzód...
Po latach walki i leczenia, Halima, ocalała, ponownie staje w konflikcie z dawnym stadem, które kiedyś skazało ją na śmierć. Poszukuje się sojuszu między jej dawnymi oprawcami a rodziną, którą znalazła w stadzie Księżycowego Granatu. Dla kobiety, która teraz jest znana jako Kiya, idea wzrastającego pokoju tam, gdzie leży trucizna, jest mało obiecująca. Gdy narastający hałas urazy zaczyna ją przytłaczać, Kiya staje przed jednym wyborem. Aby jej ropiejące rany naprawdę się zagoiły, musi stawić czoła swojej przeszłości, zanim ta pochłonie Kiyę tak, jak pochłonęła Halimę. W rosnących cieniach ścieżka do przebaczenia zdaje się pojawiać i znikać. W końcu nie można zaprzeczyć mocy pełni księżyca - a dla Kiyi może się okazać, że wezwanie ciemności będzie równie nieustępliwe...
Ta książka jest przeznaczona dla dorosłych czytelników, ponieważ porusza wrażliwe tematy, w tym: myśli lub działania samobójcze, przemoc i traumy, które mogą wywołać silne reakcje. Prosimy o rozwagę.
————Nietykalna Księga 1 z serii Awatar Księżyca
UWAGA: To jest zbiór serii Awatar Księżyca autorstwa Marii Solarii. Zawiera Nietykalną i Niezrównoważoną, a w przyszłości będzie zawierać resztę serii. Oddzielne książki z serii są dostępne na stronie autorki. :)
Zabójcza narzeczona króla mafii
– Muszę cię posmakować – warknął, wsuwając palce pod koronkę, głaszcząc mnie, aż zaczęłam się trząść.
Zapiszczałam cicho, bardziej prosząc niż mówiąc:
– Dręcz mnie… spraw, żebym ciekła dla ciebie.
Klęknął, jego język szarpał mnie łapczywie, bez wstydu, aż słonko-słodki smak zalał mi zmysły i odciął resztki rozsądku.
– Błagaj głośniej – zażądał. Podniósł się i wszedł we mnie głęboko, od razu, bez ostrzeżenia. Nasze śliskie ciała uderzały o siebie raz za razem, aż wybuch rozkoszy wyrwał z mojego gardła dzikie krzyki.
💗💗💗💗💗💗
Scarlett Romano była kiedyś zabójczynią numer dwa na świecie, zanim rzuciła to wszystko, żeby spróbować normalnego życia. Wróciła do swojej mafijnej rodziny – tylko po to, by zostać tam zrobioną na szaro: poniżana, wyszydzana, traktowana jak obca, podczas gdy jej adoptowana siostra Zelda błyszczy jak złote dziecko rodu.
Potem Scarlett odkrywa, że jest w ciąży z Damonem Wolfe’em. Jej rodzina stawia sprawę jasno: albo usunie ciążę, albo znika. Zamiast się ugiąć, Scarlett wysuwa śmiały pomysł – proponuje Damonowi małżeństwo kontraktowe. Jemu, bezlitosnemu królowi mafii, który w sekrecie jest Roninem, zabójcą numer jeden na świecie.
On się zgadza.
Teraz dwoje najgroźniejszych morderców na świecie kłóci się o zmywanie naczyń, przypadkiem zakochuje się w sobie – i po kolei serwuje jej rodzinie zasłużoną karmę, każdą satysfakcjonującą akcją rozliczając dawne krzywdy.
Ostatnia Szansa Chorej Luny
Wszystko zmieniło się w dniu, kiedy dowiedziałam się, że moja wilczyca zapadła w stan uśpienia. Lekarz ostrzegł mnie, że jeśli nie oznaczę lub nie odrzucę Alexandra w ciągu roku, umrę. Jednak ani mój mąż, ani mój ojciec nie przejmowali się na tyle, aby mi pomóc.
W mojej rozpaczy podjęłam decyzję, aby przestać być uległą dziewczyną, jakiej ode mnie oczekiwali.
Wkrótce wszyscy nazywali mnie szaloną, ale właśnie tego chciałam — odrzucenia i rozwodu.
Nie spodziewałam się jednak, że mój kiedyś arogancki mąż pewnego dnia będzie błagał mnie, żebym nie odchodziła...
Wzlot Brzydkiej Luny
Potem spotkała jego. Pierwszego mężczyznę, który nazwał ją piękną. Pierwszego, który pokazał jej, jak to jest być kochaną.
To była tylko jedna noc, ale zmieniła wszystko. Dla Lyric był świętym, zbawcą. Dla niego, była jedyną kobietą, która sprawiła, że doszedł w łóżku – problem, z którym walczył od lat.
Lyric myślała, że jej życie wreszcie się zmieni, ale jak każdy w jej życiu, on kłamał. A kiedy odkryła, kim naprawdę jest, zdała sobie sprawę, że nie tylko jest niebezpieczny – jest typem mężczyzny, od którego nie można uciec.
Lyric chciała uciekać. Pragnęła wolności. Ale chciała również odnaleźć swoją drogę i odzyskać szacunek, wznieść się ponad popioły.
Ostatecznie została zmuszona do wejścia w mroczny świat, którego nie chciała poznać.
Wybrana przez Przeklętego Króla Alfa
„Ale ja przeżyję.”
Szeptałam to do księżyca, do łańcuchów, do siebie — aż w to uwierzyłam.
Mówią, że Król Alfa Maximus to potwór — zbyt wielki, zbyt brutalny, zbyt przeklęty. Jego łoże to wyrok śmierci, i żadna kobieta nigdy go nie opuściła żywa. Dlaczego więc wybrał mnie?
Grubą, niechcianą omegę. Tę, którą moja własna wataha oddała jak śmieci. Jedna noc z bezlitosnym Królem miała mnie zakończyć. Zamiast tego zrujnowała mnie. Teraz pragnę mężczyzny, który bierze bez litości. Jego dotyk pali. Jego głos rozkazuje. Jego ciało niszczy. A ja wciąż wracam po więcej. Ale Maximus nie zna miłości. Nie zna towarzyszy. Bierze. Posiada. I nigdy nie zostaje.
„Zanim moja bestia pochłonie mnie całkowicie — potrzebuję syna, który przejmie tron.”
Niestety dla niego... nie jestem słabą, żałosną dziewczyną, którą wyrzucili. Jestem czymś o wiele bardziej niebezpiecznym — jedyną kobietą, która może złamać jego klątwę... albo zniszczyć jego królestwo.
Pięciu Braci, Jedna Panna Młoda
Kiedy Lily przekracza progi ociekającej luksusem rezydencji Sterlingów, by dopełnić ostatniej woli zmarłego ojca, na powitanie wychodzi jej pięciu przystojnych braci. Towarzyszy im chłodna i do szpiku kości wyrachowana matka, która z miejsca postanawia odprawić niechcianego gościa z kwitkiem.
Zgodnie z paktem zawartym przed laty między ich rodami, Lily musi wybrać jednego z braci na męża. Ta perspektywa budzi w mężczyznach jawną niechęć i wyrazistą pogardę.
Lily ma jednak w zanadrzu tajemnice, które bez wątpienia zwaliłyby z nóg całą familię Sterlingów. Pod maską skromnej, cichej myszki kryje się prawdziwy rekin biznesu – genialny umysł, który od absolutnego zera zbudował wielomiliardowe imperium. Jakby tego było mało, jest też cieszącą się międzynarodowym uznaniem piosenkarką, występującą pod pseudonimem Słowik. A także geniuszem technologicznym, znanym w sieci jako Anny, który potrafi pokonać każdego jego własną bronią.
Próbując odnaleźć się w gąszczu skomplikowanych, domowych intryg rodu Sterlingów, Lily ku swojemu zaskoczeniu czuje, że najbardziej ciągnie ją do brata o sercu z lodu – Williama. Ten bezwzględny prezes traktuje ją jednak z ogromną, lodowatą nieufnością.
Na domiar złego, matka Williama upatrzyła już dla niego idealną partię: Fionę z rodziny Fosterów, jego przyjaciółkę z dzieciństwa i młodzieńczą miłość.
Sęk w tym, że słowo „kapitulacja” w słowniku Lily po prostu nie istnieje.
Zdeprawowany Anioł - Romans mafijny
Alexis nigdy nie powinna była postawić stopy w moim świecie.
Tacy faceci jak ja brudzą takie dziewczyny jak ona. Zabieramy im niewinność i rozszarpujemy ją na strzępy.
Ona myśli, że jest twarda. Myśli, że da sobie ze mną radę.
Ale nie ma pojęcia, jak głęboko sięga mój mrok.
Najlepiej było, że wziąłem ją na jedną noc i zostawiłem za sobą.
Cokolwiek więcej byłoby zwyczajnie okrutne.
Myślałem, że widziałem Alexis Wright po raz ostatni.
Więc wyobraź sobie moje zdziwienie, gdy dwa lata później otwierają się drzwi do mojego gabinetu…
I ona wchodzi.
Dziewczyna, którą zniszczyłem. Dziewczyna, którą pożarłem.
Teraz, kiedy znowu stoi przede mną, mam do niej tylko dwa pytania:
Po pierwsze — co ona tu robi?
A po drugie…
Co ona ma na myśli, mówiąc: „nasze dziecko”?
Zakazane Pulsowanie
Moje zmieniło się w czasie, który zajęło otwarcie drzwi.
Za nimi: mój narzeczony Nicholas z inną kobietą.
Trzy miesiące do naszego ślubu. Trzy sekundy, żeby zobaczyć, jak wszystko się rozpada.
Powinnam była uciec. Powinnam była krzyczeć. Powinnam była zrobić cokolwiek, zamiast stać tam jak głupia.
Zamiast tego usłyszałam, jak sam diabeł szepcze mi do ucha:
"Jeśli chcesz, mogę cię poślubić."
Daniel. Brat, przed którym mnie ostrzegano. Ten, który sprawiał, że Nicholas wyglądał jak aniołek.
Opierał się o ścianę, obserwując, jak mój świat się rozpada.
Moje serce waliło jak młot. "Co?"
"Słyszałaś mnie." Jego oczy wwiercały się w moje. "Poślub mnie, Emmo."
Ale kiedy patrzyłam w te magnetyczne oczy, uświadomiłam sobie coś przerażającego:
Chciałam powiedzieć mu "tak".
Gra rozpoczęta.












