
Tym Razem Rozwodzę Się z Tobą
Esliee I. Wisdon 🌶 · W trakcie · 302.3k słów
Wstęp
Kiedy patriarcha rodziny Houghtonów zdecydował, że jego wnuk poślubi ostatnią żyjącą Sinclair, Charlotte była szczęśliwa. Jej uczucia do Christophera były silniejsze niż więzy krwi i głębokie jak obsesja, więc trzymała go mocno i przywiązała do siebie.
Ale nie ma niczego, czego Christopher Houghton nienawidziłby bardziej niż swojej żony.
Przez te wszystkie lata ranili się nawzajem w tańcu miłości, nienawiści i zemsty — aż Charlotte miała dość i zakończyła to wszystko.
Na łożu śmierci Charlotte przysięga, że gdyby miała szansę zrobić wszystko dobrze, wróciłaby w czasie i rozwiodła się z mężem.
Tym razem w końcu pozwoli Christopherowi odejść...
Ale czy on na to pozwoli?
"Mój członek pulsuje ponownie, a ja biorę ostry oddech, czując, jak moje wnętrzności skręcają się z dziwnego pragnienia, które jest mi nieznane.
Opierając się o drzwi mojego pokoju, czuję chłód drewna przez koszulę, ale nic nie może złagodzić tego pragnienia; każda część mnie drży z potrzebą ulgi.
Patrzę w dół, widząc ogromne wybrzuszenie w dresach...
“To niemożliwe…” Zamykam mocno oczy i opieram głowę o drzwi, “Hej, to Charlotte… dlaczego się podniecasz?”
To kobieta, którą przysiągłem nigdy nie dotykać ani kochać, ta, która stała się dla mnie symbolem urazy."
Rozdział 1
ꭗ — East Houghton Manor, Surrey
PAŹDZIERNIK 2018
ㅤ
Dziś jest szaro, oczywiście, jak można się było spodziewać.
Jakby nawet niebo opłakiwało brak Marshalla, który pozostawił pustkę w naszych sercach — szczególnie w moim, kiedy dzień zaczął się spokojnym porankiem, a jego serce przestało bić.
Rak, powiedzieli.
Ale jak to możliwe? Nikt nie wiedział, aż do momentu, gdy wziął ostatni oddech. Lekarz, który był również przyjacielem rodziny, uszanował życzenie Marshalla, by utrzymać to w tajemnicy przed mediami, a przede wszystkim przed rodziną.
Teraz, gdy jego ciało jest zamknięte w rodzinnym grobowcu obok Louisa Houghtona, jego pierworodnego, zastanawiam się, czy znosił ten cały ból samotnie tylko po to, by nie obciążać tych, którzy go kochali mimo jego wad, i których on również kochał.
Dotykam tabliczki na nagrobku, marmur zimny pod moimi palcami, przesuwając się po wyrytych słowach, które zaciskają ból w mojej piersi.
ㅤ
Marshall Edward Houghton
12. Hrabia Houghton
1943 – 2018
Lojalny sługa Korony i Kraju.
Uhonorowany za życia i ukochany przez tych, którzy go najlepiej znali.
Niech znajdzie wieczny pokój, jakiego dawał za życia.
ㅤ
Myślałam, że wypłakałam już wszystkie łzy, ale moje oczy nadal pieką, jakby nie uroniły ani jednej od momentu, gdy znalazłam go zimnego w łóżku, myśląc o tym, jak śmierć, mój stary przyjaciel, może być dla mnie tak okrutna.
Zawsze była częścią mojego życia, ale miałam nadzieję, że zostawi mnie w spokoju z jednym człowiekiem, który mnie zaakceptował.
Oczywiście nie, jak mogłam na to liczyć?
Pierwszy raz mój świat się zawalił, gdy miałam pięć lat.
Straciłam rodziców w tragicznym wypadku z udziałem trzech innych samochodów i uciekającej ciężarówki. Na szczęście nic z tego czasu nie pamiętam. Mówią, że zablokowałam wspomnienia, bo były zbyt bolesne. Ale nadal śnię o dźwiękach i kolorach syren.
Później dowiedziałam się, że spędziłam dwadzieścia minut wśród wraków, z rodzicami już martwymi na przednim siedzeniu.
Na szczęście moje najwcześniejsze wspomnienie jest kolorowe. Moja ciotka Amelia, młodsza siostra mojej matki, wzięła mnie pod opiekę i traktowała jak własne dziecko. To były szczęśliwe lata. Miałam rodzinę i kuzynkę tak bliską, że nie byłoby błędem nazywać ją siostrą.
Ale potem, znowu, śmierć przyszła po mnie i zabrała życie mojej ciotki w kolejnym wypadku samochodowym.
To klątwa Sinclairów, mówili.
Po bohaterskiej śmierci mojego dziadka, Harolda Sinclaira, który uratował człowieka teraz spoczywającego za tą tabliczką, jego potomkowie umierali jeden po drugim.
Jestem ostatnią osobą z krwią Sinclairów i to coś, co będzie mnie prześladować przez resztę życia...
No, nie dokładnie jedyną już teraz.
Wiatr delikatnie porusza stare drzewa. Szum liści brzmi jak cichy lament, prawie smutna pieśń, i zastanawiam się, czy Marshall może to usłyszeć, gdziekolwiek teraz jest.
Stoję przed grobowcem, nie przejmując się lekkim deszczem, który zaczyna padać. Krople spływają po mojej twarzy, mieszając się z łzami, których już nie próbuję powstrzymać.
W pewnym sensie cieszę się, że pada... w ten sposób nikt nie musi widzieć, jak bardzo jestem rozbita wewnętrznie.
„Odszedłeś bez pożegnania,” szepczę, głos drży. „Bez dania mi szansy, by ci podziękować za wszystko.”
To on mnie dostrzegł, mój najważniejszy ojcowski wzór.
To Marshall wziął mnie pod swoje skrzydła i sprawił, że poczułam się ceniona.
„Zajmę się wszystkim,” obiecuję, prawie szeptem. „Dziedzictwem, pamięcią, twoim testamentem… Wszystkim, co zostawiłeś.”
Dotykam brzucha, delikatnie głaszcząc nowe życie rosnące wewnątrz — coś, o czym nigdy nie zdążyłam mu powiedzieć.
Moje palce wahają się, czując na chwilę ciężar złotego pierścionka na moim palcu, ale nie mam odwagi wypowiedzieć tego na głos.
Ściskając łodygę białej róży w dłoni, pozwalam, by kolce przebijały moją skórę. W ogóle mnie to nie obchodzi. Nawet nie czuję bólu.
Nawet gdy moja krew plami płatki na czerwono, nie mrugam.
Właściwie, to więcej niż mile widziane.
„Dziadku…” uśmiecham się przez łzy, „zostaniesz pradziadkiem.”
Zamykam na chwilę oczy i pozwalam, by wyznanie wsiąkło w ciszę. Sekret, który trzymałam tylko dla siebie, bije pod moją skórą, żywy, ciepły i przerażający.
Marshall zasłużył, żeby wiedzieć.
Ale teraz jest już za późno.
Klękam delikatnie i kładę zakrwawioną różę u stóp krypty, obserwując, jak płatki wchłaniają deszcz i znów stają się białe, jakby dano im drugą szansę.
Potem wstaję powoli, ręce spoczywają na moim brzuchu, chroniąc życie we mnie jak starożytny, cenny skarb, i wracam do rezydencji powolnymi krokami, pozwalając deszczowi obmyć mnie... mój smutek, moje żałoby — a przynajmniej próbować.
Wnętrze jest ciche, ale nie puste. To rodzaj ciszy, która ciąży, jakby każda część domu wciąż odbijała stłumione głosy z czuwania, przyciszone kroki i szeptane kondolencje.
Zapach starego drewna i wosku świec unosi się w powietrzu, zmieszany z zanikającą wonią świeżo ściętych kwiatów, i wszystko wydaje się zamrożone, jakby czas nie ruszył się od jego śmierci.
Wchodzę po schodach w głównym holu cicho i powoli, wiedząc, że moje buty zostawią mokre ślady na perskim dywanie, ale nie przejmuję się... Teraz wszystko wydaje się bez znaczenia.
Moje ciało prowadzi mnie, jakby wiedziało, dokąd iść, zanim ja zdecyduję, i oczywiście, dokąd miałabym pójść? Jest jedno ostatnie miejsce, w którym muszę się pożegnać, by naprawdę go puścić.
Gabinet Marshalla.
Ale już uchylone drzwi sprawiają, że na chwilę się zatrzymuję.
Ten pokój zawsze był święty dla starego hrabiego. Pamiętam, jak chowałam się za skórzanym fotelem lub uchylonymi drzwiami, aby oglądać go czytającego cicho, okulary zsuwające się z nosa.
Ale kiedy popycham drzwi opuszkiem palca, moje oczy rozszerzają się na coś, co sprawia, że moje serce przestaje bić.
Krew odpływa z mojej twarzy, a ciemność przysłania mi wzrok. Muszę chwycić framugę drzwi, aby moje nogi nie odmówiły posłuszeństwa.
Christopher, mój mąż, z rozczochranymi brązowymi włosami i lekko rozpiętą czarną koszulą, siedzi w tym samym fotelu, który kiedyś uważałam za fortecę... najlepszą kryjówkę ze wszystkich.
Mój mąż, z tym zwykłym, odległym, poważnym spojrzeniem i tymi zimnymi brązowymi oczami... i Evelyn, jego kochanka, siedząca na biurku Marshalla z nogami skrzyżowanymi, jakby była właścicielką tego miejsca.
Widok ich w tej świętej przestrzeni uderza mocniej niż jakakolwiek śmierć. Moja klatka piersiowa zaciska się tak mocno, że nie mogę oddychać.
Na chwilę cisza krzyczy.
Evelyn powoli odwraca głowę, jakby czekała na ten moment z odrobiną okrutnej satysfakcji, i uśmiecha się, zadowolona, że widzi mnie złamaną na wszystkie możliwe sposoby.
„Nie mogliście nawet poczekać, aż ciało ostygnie?” Moje słowa są ciche, drżące, oczy wypełniają się łzami bardziej bolesnymi niż żałoba — są wypełnione zdradą.
Wiedziałam, oczywiście.
Wiedziałam, że serce Christophera zawsze należało do tej kobiety… Ale miałam nadzieję, że nasze małżeństwo, nawet jeśli było wymuszone, wystarczy, aby powstrzymać jego uczucia do niej.
Oczekiwałam szacunku dla woli, porządku jego dziadka, który właśnie został pochowany obok nagrobka swojego ojca.
„Charlotte,” mówi Christopher chłodno, jego oczy opadają na podłogę, jakby nie mógł spojrzeć mi w twarz. A może naprawdę nie może.
Jego szczęka jest tak zaciśnięta, że mięsień drga pod jego przystrzyżoną brodą, a palce trzymające teczkę zaciskają się mocniej, zanim w końcu wyciąga ją w moją stronę.
Nie wstaje.
Nie patrzy na mnie.
Jednak widzę, że na jego twarzy jest tylko pogarda.
Czeka tylko, aż do niego podejdę, jak pies, jak robiłam to przez te wszystkie lata, i mówi bez względu—„Chcę rozwodu.”
„Rozwodu?” powtarzam, a szok zamienia się w cichy, drżący śmiech.
Christopher w końcu na mnie patrzy, jego ostre, intensywne oczy przeszywają mnie na wylot, zamieniając ten śmiech w skrzywiony uśmiech.
Moje palce lekko się zwijają, drapiąc framugę drzwi.
„Po co? Żebyś mógł być z tą rozbijaczką rodzin?” Patrzę gniewnie na Evelyn, która uśmiecha się, jakby jej czerwone usta skosztowały mojej krwi. „Naprawdę nie mogłeś nawet uszanować żałoby swojej rodziny, Christopher…”
„Wiesz dobrze, że nigdy tego nie chciałem.” Wskazuje niejasno między nami, nie patrząc już na mnie. „Nigdy nie chciałem tego małżeństwa. Wszyscy mnie zmusiliście — ty, Charlotte… i tamten stary człowiek.”
Gdybym nie wiedziała lepiej, pomyślałabym, że prawie się zakrztusił tymi słowami. Gdybym nie wiedziała lepiej, mogłabym nawet uwierzyć, że ma gulę w gardle od chwili, gdy usłyszał, że Marshall zasnął i już się nie obudził… że opuścił ten świat, zanim mieliśmy szansę się pożegnać.
„Evelyn jest…” Przerywa, przełykając ciężko, jego zaczerwienione oczy zmęczone, z ciemnymi, głębokimi cieniami, zwracając się do mnie. „Evelyn jest kobietą, którą kocham.”
Te słowa… Słyszałam je tyle razy wcześniej, ale nigdy nie rozbiły mnie tak, jak teraz. Zawsze cięły głęboko, zostawiały wszystko we mnie surowe, krwawe, odsłonięte i chaotyczne.
Ale teraz…
Teraz wszystko jest nagie.
Tak samo wrażliwa, jak byłam tyle razy przed nim, mając nadzieję, pragnąc dotyku, gestu, szansy. Tak samo nagie jak prawda, którą teraz rzuca mi w twarz z tą samą zimnością, z jaką zdejmuje się pierścionek.
Moje serce rozpada się na milion kawałków, a ja znowu tracę oddech.
Gardło mi się ściska, oczy pieką, ale walczę z łzami.
Nie jestem nawet pewna, dlaczego tym razem odmawiam im upadku, w końcu płakałam przed Christopherem tyle razy.
Błagałam go, by dał nam szansę.
Upokarzałam się.
Klęczałam przed nim, moja dusza była naga, z posiniaczonymi kolanami od gonienia za miłością, która nigdy nie chciała tam być.
Przez sześć miesięcy grałam żonę, kochankę, przyjaciółkę, cień — i nadal to nie wystarczyło.
Nigdy nie zrobiło to żadnej różnicy.
Teraz mój mąż patrzy na mnie z tym wyrazem twarzy… pustym, niemal ulżonym… Jakbym była dla niego ciężarem…
Dożywocie w sukni ślubnej.
„Wiesz, ile razy przełykałam to wszystko w milczeniu?” szepczę, robiąc krok naprzód, nie przerywając kontaktu wzrokowego. „Ile razy słyszałam to echo w twojej nieobecności? W tym, jak mnie nie dotykałeś… w tym, jak wracałeś późno i nigdy nie patrzyłeś na mnie właściwie?”
Christopher spuszcza wzrok, ale nic nie mówi.
Evelyn, z kolei, krzyżuje ramiona, a jej uśmiech jeszcze bardziej się rozszerza. Kręci kosmyk swoich czarnych włosów wokół palca z nudnym, obojętnym gestem.
„Sprawiłeś, że uwierzyłam, że to wszystko moja wina — że nie byłam wystarczająca, że byłam trudna, dramatyczna, zaborcza.” Śmieję się znowu, tym razem pełna czystego sarkazmu i goryczy. „Czy kiedykolwiek ci na mnie zależało?”
Christopher zaciska szczękę, a ja robię kolejny krok, puszczając uchwyt na framudze drzwi i zbliżając się, aż poczuję jej perfumy zmieszane z jego… aż poczuję gorzki smak zdrady na końcu języka.
„Chcesz rozwodu?” Kręcę głową, unosząc podbródek wyzywająco, z nowym śmiechem na ustach. „Szkoda... Nie dam ci ani grosza.”
„Dasz,” mówi po prostu, jakby nie był nawet trochę zaniepokojony. „Nie proszę, Charlotte.”
Głos Christophera drży miękko, ginąc w dźwięku kropli uderzającej o podłogę i rozbijającej krótką ciszę. Powoli, lekko, jego oczy rozszerzają się i opadają na moją rękę, rozmazaną ciepłą, gęstą krwią od cierni.
Nadal, nawet gdy rozlewam swoją krew w tym świętym pokoju, nic nie czuję.
Jestem tak znieczulona, że nawet moje serce już nie boli.
Evelyn zbliża się do Christophera, wciąż nosząc ten drwiący uśmiech, i dotyka go z taką swobodą, że moja krew zastyga. Jej ręce spoczywają na jego ramieniu i szyi, w zaborczym, przemyślanym geście, aby przypomnieć mi, że jest jego — że zawsze była.
„Zawsze dostawałaś, co chciałaś, Charlotte…” Głos Evelyn jest miękki i aksamitny. „Miałaś nazwisko, tytuł, dom, ale teraz moja kolej. Proszę, nie bądź taka… nie możemy być winni temu, że się zakochaliśmy. Poza tym, Christopher zawsze jasno mówił, że kocha mnie. To ty przyszłaś między nas i wszystko zrujnowałaś. Jak to jest sprawiedliwe?”
Moje ręce krwawią, ale czuję, jakby ta krew nie była nawet moja... jakby cięcie należało do kogoś innego.
Gniew wzbiera w moich żyłach, gorący, powolny i gęsty.
Ale to nie jest ten rodzaj gniewu, który wybucha... To ten, który eroduje, który spoczywa głęboko w kościach... cichy, zimny, niemal dostojny gniew, ten, który nie potrzebuje krzyku, aby być zrozumianym.
"Charlotte, nie utrudniaj tego bardziej, niż to konieczne. Mój dziadek nie żyje... nie ma sensu tego przeciągać."
"Już ci mówiłam, Christopher. Nie dam ci tego cholernie rozwodu," warczę, moje oczy ostrzą się, podobnie jak mój głos. "Naprawdę myślisz, że pozwolę tej niskiej klasy dziwce zająć moje miejsce?"
"Nie musisz niczego decydować — teraz jestem hrabią. To moja decyzja."
"Gratulacje, Christopher, pewnie jesteś zachwycony!" odpowiadam sarkastycznie, przyglądając się im obu od stóp do głów, nie mogąc powstrzymać gniewu, który grozi wybuchem. Potem rzucam szyderczy uśmiech i dodaję, "Ale zapomniałeś o jednym małym szczególe, kochanie."
Christopher milczy, ale jego oczy lekko drgają, mała szczelina pojawia się w murze obojętności, który starannie budował.
"Podczas gdy byłeś zajęty obcowaniem z kochanką podczas czytania testamentu, nie usłyszałeś klauzuli siedemnastej."
Evelyn zatrzymuje się w połowie ruchu włosami, jej wyraz twarzy na chwilę sztywnieje, a Christopher naprawdę blednie, jakby krew nadal spływająca z mojej ręki właśnie opuściła jego twarz.
"Klauzula... co?" Jego głos wychodzi słaby.
Podnoszę podbródek, uśmiech wciąż na moich ustach, ale teraz zimniejszy, bardziej kontrolowany, niemal okrutny jak on.
"Z udziałami Marshalla możesz pozostać większościowym akcjonariuszem firmy. Ale jeśli się rozwiedziemy..." robię pauzę, pozwalając moim słowom wsiąknąć.
Uśmiech Evelyn na chwilę gaśnie, a ona pochyla się w stronę Christophera, szepcząc mu do ucha, "Kochanie, co to oznacza?"
"Oznacza to, że Marshall Houghton przekazał wszystkie swoje udziały w firmie mnie, a nie Christopherowi."
Evelyn blednie, jej twarz w końcu skręca się w coś, co rozpoznaję i smakuję — panikę.
"Kłamiesz! To nie ma sensu! On jest prawowitym spadkobiercą... jest wnukiem Marshalla—"
"Ale kochał mnie bardziej niż kogokolwiek," mówię dumnie, wiedząc, że moje słowa zranią głębiej niż Christopher kiedykolwiek przyzna. Nie mam krwi Houghtonów, oczywiście... Ale Marshall nigdy nie ukrywał swojego faworyzowania.
"Zadzwoń do swoich prawników, Christopher. Potwierdź to, co mówię. Możesz się ze mną rozwieść, jeśli chcesz, ale te udziały wymkną ci się z rąk jak piasek. A na końcu..."
Kładę rękę na brzuchu, ponownie podnosząc podbródek i patrząc na nich z wyższością, "... sprawię, że stracisz absolutnie wszystko."
"A jak to zrobisz?!" Evelyn drwi, jej śmiech wyraźnie wymuszony.
"Jak?" powtarzam, a słowo kapie jak słodki jad. "Jestem legalną żoną, dziedziczką udziałów... w ciąży z kolejnym bezpośrednim spadkobiercą rodziny Houghtonów."
Christopher w końcu na mnie patrzy, naprawdę patrzy. Jego oczy lekko się rozszerzają, jakby wiadomość była prawdziwym koszmarem, najbardziej nieprzyjemną niespodzianką jego życia, i przyznaję, że boli jeszcze bardziej.
Potem jego wyraz twarzy ciemnieje czymś, czego nie rozumiem, i nie jestem pewna, czy chcę.
Cisza w pokoju staje się absolutna, sekundy ciągną się... aż Christopher w końcu przerywa ją zimnym, dalekim, obojętnym głosem:
"Bardzo dobrze. Jeśli wybierasz pozostanie w małżeństwie bez miłości, niech tak będzie. Ale od dziś Evelyn będzie mieszkać z nami w posiadłości Rosehollow. Akceptuj to lub podpisz papiery rozwodowe — możesz narzekać ile chcesz."
Ściskam krwawiącą rękę, sprawiając, że więcej kropli plami biuro Marshalla w ponure pożegnanie, połykając wszystkie moje protesty.
"Ale pamiętaj, że nigdy nie będziemy szczęśliwą, namiętną parą..." robi pauzę, patrząc na mnie zmęczonymi oczami, potem dodaje cicho, przez zaciśnięte zęby, "Przysięgam, Charlotte... Nigdy cię nie pokocham."
Ostatnie Rozdziały
#264 NOTATKA AUTORA
Ostatnia Aktualizacja: 10/20/2025#263 263. NIGDY NIE TAK SZCZĘŚLIWY
Ostatnia Aktualizacja: 10/20/2025#262 262. NOWY PREZENT
Ostatnia Aktualizacja: 10/20/2025#261 261. DZIESIĘĆ LAT OD NAS
Ostatnia Aktualizacja: 10/19/2025#260 260. CHRISTOPHER H. (POV)
Ostatnia Aktualizacja: 10/16/2025#259 259. DRZEWNE LATA CIEBIE
Ostatnia Aktualizacja: 10/14/2025#258 258. Nasz powód do oddychania.
Ostatnia Aktualizacja: 10/12/2025#257 257. UMOWA ROZWODOWA
Ostatnia Aktualizacja: 1/29/2026#256 256. Kim jesteśmy dzisiaj
Ostatnia Aktualizacja: 10/9/2025#255 255. WOLA MARSHALLA — CZĘŚĆ II
Ostatnia Aktualizacja: 10/7/2025
Może Ci się spodobać 😍
Nocne lekarstwo prezesa
Nazywam się Aria Harper i właśnie przyłapałam mojego narzeczonego Ethana na zdradzie z moją przyrodnią siostrą Scarlett w naszym łóżku. Podczas gdy mój świat się rozpadał, oni planowali ukraść wszystko—moje dziedzictwo, spuściznę mojej matki, nawet firmę, która powinna należeć do mnie.
Ale nie jestem naiwną dziewczyną, za jaką mnie uważają.
Wchodzi Devon Kane—jedenaście lat starszy, niebezpiecznie potężny i dokładnie taki, jakiego potrzebuję. Jeden miesiąc. Jeden tajny układ. Wykorzystać jego wpływy, aby uratować moją firmę, odkrywając jednocześnie prawdę o "śmierci" mojej matki Elizabeth i fortunie, którą mi ukradli.
Plan był prosty: udawać zaręczyny, wyciągnąć informacje od wrogów, odejść czysto.
Czego się nie spodziewałam? Ten bezsenny miliarder, który może spać tylko wtedy, gdy jestem w jego ramionach. Czego on się nie spodziewał? Że jego wygodna aranżacja stanie się jego obsesją.
W świetle dnia jest mistrzem obojętności—jego spojrzenie przesuwa się obok mnie, jakbym nie istniała. Ale gdy zapada ciemność, podciąga moją koronkową sukienkę, jego dłonie zdobywają moje piersi przez przezroczysty materiał, jego usta odnajdują mały pieprzyk na moim obojczyku.
„Tak właśnie,” oddycha przeciw mojej skórze, głos napięty i chrapliwy. „Boże, czujesz się niesamowicie.”
Teraz granice są zamazane, stawki wyższe, a wszyscy, którzy mnie zdradzili, zaraz się dowiedzą, co się dzieje, gdy nie doceniają Arii Harper.
Zemsta nigdy nie była tak słodka.
Po Jednej Nocy z Alfą
Myślałam, że czekam na miłość. Zamiast tego, zostałam zgwałcona przez bestię.
Mój świat miał rozkwitnąć podczas Festiwalu Pełni Księżyca w Moonshade Bay – szampan buzujący w moich żyłach, zarezerwowany pokój hotelowy dla mnie i Jasona, abyśmy wreszcie przekroczyli tę granicę po dwóch latach. Wślizgnęłam się w koronkową bieliznę, zostawiłam drzwi otwarte i położyłam się na łóżku, serce waliło z nerwowego podniecenia.
Ale mężczyzna, który wszedł do mojego łóżka, nie był Jasonem.
W ciemnym pokoju, zanurzona w duszącym, pikantnym zapachu, który sprawiał, że kręciło mi się w głowie, poczułam ręce – pilne, gorące – palące moją skórę. Jego gruby, pulsujący członek przycisnął się do mojej mokrej cipki, a zanim zdążyłam jęknąć, wbił się mocno, brutalnie rozdzierając moją niewinność. Ból palił, moje ściany zaciskały się, gdy drapałam jego żelazne ramiona, tłumiąc szlochy. Mokre, śliskie dźwięki odbijały się echem z każdym brutalnym ruchem, jego ciało nieustępliwe, aż zadrżał, wylewając się gorąco i głęboko we mnie.
"To było niesamowite, Jason," udało mi się powiedzieć.
"Kto do cholery jest Jason?"
Moja krew zamarzła. Światło przecięło jego twarz – Brad Rayne, Alfa Stada Moonshade, wilkołak, nie mój chłopak. Przerażenie dławiło mnie, gdy zdałam sobie sprawę, co zrobiłam.
Uciekłam, ratując swoje życie!
Ale kilka tygodni później, obudziłam się w ciąży z jego dziedzicem!
Mówią, że moje heterochromatyczne oczy oznaczają mnie jako rzadką prawdziwą partnerkę. Ale nie jestem wilkiem. Jestem tylko Elle, nikim z ludzkiej dzielnicy, teraz uwięzioną w świecie Brada.
Zimne spojrzenie Brada przygniata mnie: „Noszisz moje dziecko. Jesteś moja.”
Nie mam innego wyboru, muszę wybrać tę klatkę. Moje ciało również mnie zdradza, pragnąc bestii, która mnie zrujnowała.
OSTRZEŻENIE: Tylko dla dojrzałych czytelników
Mała Partnerka Alphy Nicholasa
Co? Nie—czekaj… o Bogini Księżyca, nie.
Proszę, powiedz mi, że żartujesz, Lex.
Ale ona nie żartuje. Czuję jej podekscytowanie pod skórą, podczas gdy ja czuję tylko strach.
Skręcamy za róg, a zapach uderza mnie jak cios w klatkę piersiową—cynamon i coś niemożliwie ciepłego. Moje oczy przeszukują pokój, aż zatrzymują się na nim. Wysoki. Władczy. Piękny.
I wtedy, równie szybko… on mnie zauważa.
Jego wyraz twarzy się zmienia.
"Cholera nie."
Zawraca—i biegnie.
Mój towarzysz mnie widzi i ucieka.
Bonnie spędziła całe życie, będąc niszczoną i maltretowaną przez najbliższych, w tym przez własną bliźniaczkę. Razem ze swoją najlepszą przyjaciółką Lilly, która również żyje w piekle, planują ucieczkę podczas największego balu roku organizowanego przez inny watahę, ale rzeczy nie idą zgodnie z planem, pozostawiając obie dziewczyny zagubione i niepewne co do swojej przyszłości.
Alfa Nicholas ma 28 lat, jest bez towarzyszki i nie zamierza tego zmieniać. W tym roku to jego kolej na organizację corocznego Balu Błękitnego Księżyca i ostatnią rzeczą, której się spodziewa, jest znalezienie swojej towarzyszki. Jeszcze mniej spodziewa się, że jego towarzyszka będzie o 10 lat młodsza od niego i jak jego ciało zareaguje na nią. Podczas gdy stara się odmówić uznania, że spotkał swoją towarzyszkę, jego świat wywraca się do góry nogami, gdy strażnicy łapią dwie wilczyce biegnące przez jego ziemie.
Gdy zostają mu przyprowadzone, ponownie staje twarzą w twarz ze swoją towarzyszką i odkrywa, że ukrywa ona tajemnice, które sprawią, że będzie chciał zabić więcej niż jedną osobę.
Czy może przezwyciężyć swoje uczucia wobec posiadania towarzyszki, która jest o wiele młodsza od niego? Czy jego towarzyszka będzie go chciała po odczuciu bólu jego nieoficjalnego odrzucenia? Czy oboje będą mogli pracować nad porzuceniem przeszłości i ruszeniem naprzód razem, czy też los ma inne plany i utrzyma ich z dala od siebie?
Gra Przeznaczenia
Kiedy Finlay ją odnajduje, żyje wśród ludzi. Jest zauroczony upartą wilczycą, która odmawia uznania jego istnienia. Może nie jest jego partnerką, ale chce, aby stała się częścią jego watahy, niezależnie od tego, czy jej wilczyca jest ukryta czy nie.
Amie nie potrafi oprzeć się Alfie, który wkracza w jej życie i wciąga ją z powrotem w życie watahy. Nie tylko staje się szczęśliwsza niż od dawna, ale jej wilczyca w końcu do niej przychodzi. Finlay nie jest jej partnerem, ale staje się jej najlepszym przyjacielem. Razem z innymi najwyższymi wilkami w watasze pracują nad stworzeniem najlepszej i najsilniejszej watahy.
Kiedy nadchodzi czas na gry watah, wydarzenie, które decyduje o rankingu watah na następne dziesięć lat, Amie musi zmierzyć się ze swoją starą watahą. Kiedy po raz pierwszy od dziesięciu lat widzi mężczyznę, który ją odrzucił, wszystko, co myślała, że wie, przewraca się do góry nogami. Amie i Finlay muszą dostosować się do nowej rzeczywistości i znaleźć drogę naprzód dla swojej watahy. Ale czy niespodziewane wydarzenia rozdzielą ich na zawsze?
Accardi
Jej kolana się ugięły i gdyby nie jego uchwyt na jej biodrze, upadłaby. Wsunął swoje kolano między jej uda jako dodatkowe wsparcie, na wypadek gdyby potrzebował rąk gdzie indziej.
"Czego chcesz?" zapytała.
Jego usta musnęły jej szyję, a ona jęknęła, gdy przyjemność, którą przyniosły jego usta, rozlała się między jej nogami.
"Twojego imienia," wyszeptał. "Twojego prawdziwego imienia."
"Dlaczego to takie ważne?" zapytała, po raz pierwszy ujawniając, że jego przypuszczenie było trafne.
Zaśmiał się cicho przy jej obojczyku. "Żebym wiedział, jakie imię wykrzyczeć, gdy znów w ciebie wejdę."
Genevieve przegrywa zakład, na którego spłatę nie może sobie pozwolić. W ramach kompromisu zgadza się przekonać dowolnego mężczyznę, którego wybierze jej przeciwnik, aby poszedł z nią do domu tej nocy. Nie zdaje sobie sprawy, że mężczyzna, którego wskaże przyjaciółka jej siostry, siedzący samotnie przy barze, nie zadowoli się tylko jedną nocą z nią. Nie, Matteo Accardi, Don jednej z największych gangów w Nowym Jorku, nie robi jednonocnych przygód. Nie z nią.
Niewypowiedziana Miłość Prezesa
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, zbliżył się, nagle górując nade mną, jego twarz była zaledwie kilka centymetrów od mojej. Poczułam, jak wstrzymuję oddech, a moje usta rozchylają się w zaskoczeniu.
„To jest cena za mówienie źle o mnie innym,” wyszeptał, przygryzając moją dolną wargę, zanim zajął moje usta prawdziwym pocałunkiem. Zaczęło się to jako kara, ale szybko przekształciło się w coś zupełnie innego, gdy odpowiedziałam, moja początkowa sztywność topniała w uległość, a potem w aktywne uczestnictwo.
Mój oddech przyspieszył, małe dźwięki uciekały z mojego gardła, gdy eksplorował moje ciało. Jego dotyk był zarówno karą, jak i przyjemnością, wywołując dreszcze, które, jak sądziłam, czuł rezonujące przez swoje własne ciało.
Moja nocna koszula podwinęła się, jego ręce odkrywały coraz więcej mojego ciała z każdym muśnięciem. Oboje byliśmy zgubieni w doznaniach, racjonalne myśli ustępowały z każdą mijającą sekundą...
Trzy lata temu, aby spełnić życzenie jego babci, zostałam zmuszona poślubić Dereka Wellsa, drugiego syna rodziny, która adoptowała mnie dziesięć lat temu. On mnie nie kochał, ale ja potajemnie kochałam go przez cały ten czas.
Teraz trzyletnie małżeństwo kontraktowe dobiega końca, ale czuję, że między mną a Derekiem rozwinęło się jakieś uczucie, którego żadne z nas nie chce przyznać. Nie jestem pewna, czy moje uczucia są słuszne, ale wiem, że nie możemy się sobie oprzeć fizycznie...
Wybrana przez Przeklętego Króla Alfa
„Ale ja przeżyję.”
Szeptałam to do księżyca, do łańcuchów, do siebie — aż w to uwierzyłam.
Mówią, że Król Alfa Maximus to potwór — zbyt wielki, zbyt brutalny, zbyt przeklęty. Jego łoże to wyrok śmierci, i żadna kobieta nigdy go nie opuściła żywa. Dlaczego więc wybrał mnie?
Grubą, niechcianą omegę. Tę, którą moja własna wataha oddała jak śmieci. Jedna noc z bezlitosnym Królem miała mnie zakończyć. Zamiast tego zrujnowała mnie. Teraz pragnę mężczyzny, który bierze bez litości. Jego dotyk pali. Jego głos rozkazuje. Jego ciało niszczy. A ja wciąż wracam po więcej. Ale Maximus nie zna miłości. Nie zna towarzyszy. Bierze. Posiada. I nigdy nie zostaje.
„Zanim moja bestia pochłonie mnie całkowicie — potrzebuję syna, który przejmie tron.”
Niestety dla niego... nie jestem słabą, żałosną dziewczyną, którą wyrzucili. Jestem czymś o wiele bardziej niebezpiecznym — jedyną kobietą, która może złamać jego klątwę... albo zniszczyć jego królestwo.
W łóżku z jej dupkowatym szefem
Jedna noc. Tylko tyle miało być.
Ale w zimnym świetle dnia odejście nie jest takie łatwe. Roman nie jest człowiekiem, który odpuszcza - szczególnie nie wtedy, gdy zdecydował, że chce więcej. Nie chce Blair tylko na jedną noc. Chce ją, kropka.
I nie ma zamiaru jej puścić.
Uderzyłam mojego narzeczonego—poślubiłam jego miliardowego wroga
Technicznie rzecz biorąc, Rhys Granger był teraz moim narzeczonym – miliarder, zabójczo przystojny, chodzący mokry sen Wall Street. Moi rodzice wepchnęli mnie w to zaręczyny po tym, jak Catherine zniknęła, i szczerze mówiąc? Nie miałam nic przeciwko. Podkochiwałam się w Rhysie od lat. To była moja szansa, prawda? Moja kolej, by być wybraną?
Błędnie.
Pewnej nocy uderzył mnie. Przez kubek. Głupi, wyszczerbiony, brzydki kubek, który moja siostra dała mu lata temu. Wtedy mnie olśniło – on mnie nie kochał. Nawet mnie nie widział. Byłam tylko ciepłym ciałem zastępującym kobietę, którą naprawdę chciał. I najwyraźniej nie byłam warta nawet tyle, co podrasowana filiżanka do kawy.
Więc uderzyłam go z powrotem, rzuciłam go i przygotowałam się na katastrofę – moich rodziców tracących rozum, Rhysa rzucającego miliarderską furię, jego przerażającą rodzinę knującą moją przedwczesną śmierć.
Oczywiście, potrzebowałam alkoholu. Dużo alkoholu.
I wtedy pojawił się on.
Wysoki, niebezpieczny, niesprawiedliwie przystojny. Taki mężczyzna, który sprawia, że chcesz grzeszyć tylko przez jego istnienie. Spotkałam go tylko raz wcześniej, a tej nocy akurat był w tym samym barze co ja, pijana i pełna litości dla siebie. Więc zrobiłam jedyną logiczną rzecz: zaciągnęłam go do pokoju hotelowego i zerwałam z niego ubrania.
To było lekkomyślne. To było głupie. To było zupełnie nierozsądne.
Ale było też: Najlepszy. Seks. W. Moim. Życiu.
I, jak się okazało, najlepsza decyzja, jaką kiedykolwiek podjęłam.
Bo mój jednonocny romans nie był po prostu jakimś przypadkowym facetem. Był bogatszy od Rhysa, potężniejszy od całej mojej rodziny i zdecydowanie bardziej niebezpieczny, niż powinnam się bawić.
I teraz, nie zamierza mnie puścić.
Ostatnia Szansa Chorej Luny
Wszystko zmieniło się w dniu, kiedy dowiedziałam się, że moja wilczyca zapadła w stan uśpienia. Lekarz ostrzegł mnie, że jeśli nie oznaczę lub nie odrzucę Alexandra w ciągu roku, umrę. Jednak ani mój mąż, ani mój ojciec nie przejmowali się na tyle, aby mi pomóc.
W mojej rozpaczy podjęłam decyzję, aby przestać być uległą dziewczyną, jakiej ode mnie oczekiwali.
Wkrótce wszyscy nazywali mnie szaloną, ale właśnie tego chciałam — odrzucenia i rozwodu.
Nie spodziewałam się jednak, że mój kiedyś arogancki mąż pewnego dnia będzie błagał mnie, żebym nie odchodziła...
Związana Kontraktem z Alfą
William — mój niesamowicie przystojny, bogaty narzeczony wilkołak, przeznaczony na Deltę — miał być mój na zawsze. Po pięciu latach razem, byłam gotowa stanąć na ślubnym kobiercu i odebrać swoje szczęśliwe zakończenie.
Zamiast tego, znalazłam go z nią. I ich synem.
Zdradzona, bez pracy i tonąca w rachunkach za leczenie mojego ojca, osiągnęłam dno głębiej, niż kiedykolwiek mogłam sobie wyobrazić. Kiedy myślałam, że straciłam wszystko, zbawienie przyszło w formie najbardziej niebezpiecznego mężczyzny, jakiego kiedykolwiek spotkałam.
Damien Sterling — przyszły Alfa Srebrnego Księżycowego Cienia i bezwzględny CEO Sterling Group — przesunął kontrakt po biurku z drapieżną gracją.
„Podpisz to, mała łani, a dam ci wszystko, czego pragnie twoje serce. Bogactwo. Władzę. Zemstę. Ale zrozum to — w chwili, gdy przyłożysz pióro do papieru, stajesz się moja. Ciałem, duszą i wszystkim pomiędzy.”
Powinnam była uciec. Zamiast tego, podpisałam swoje imię i przypieczętowałam swój los.
Teraz należę do Alfy. I on pokaże mi, jak dzika może być miłość.
Powstanie Wygnanej Wilczycy
Ten ryk zabrał mi osiemnaste urodziny i zniszczył mój świat. Moja pierwsza przemiana miała być chwałą—krew zamieniła błogosławieństwo w hańbę. O świcie nazwali mnie „przeklętą”: wyrzuconą z watahy, porzuconą przez rodzinę, pozbawioną natury. Mój ojciec mnie nie bronił—wysłał mnie na zapomnianą wyspę, gdzie wyrzutki bez wilka były kute na broń, zmuszone do wzajemnego zabijania, aż tylko jeden mógł odejść.
Na tej wyspie poznałam najciemniejsze zakamarki ludzkiej natury i jak zakopać strach w kościach. Niezliczone razy chciałam się poddać—zanurzyć się w fale i nigdy nie wynurzyć—ale oskarżające twarze, które nawiedzały moje sny, popychały mnie z powrotem ku czemuś zimniejszemu niż przetrwanie: zemście. Uciekłam, i przez trzy lata ukrywałam się wśród ludzi, zbierając sekrety, ucząc się poruszać jak cień, ostrząc cierpliwość na precyzję—stając się ostrzem.
Potem, pod pełnym księżycem, dotknęłam krwawiącego nieznajomego—i mój wilk powrócił z przemocą, która uczyniła mnie całą. Kim on był? Dlaczego mógł obudzić to, co myślałam, że umarło?
Jedno wiem: teraz jest ten czas.
Czekałam na to trzy lata. Sprawię, że wszyscy, którzy mnie zniszczyli, zapłacą—i odzyskam wszystko, co mi skradziono.












