
Weź mnie raz, a wykrwawię cię dwa razy
Terra Matthews · Zakończone · 186.8k słów
Wstęp
Ona. Człowiek. Przeznaczona dla wilkołaka? Przecież to się nie kleiło. Nie mogło być prawdą.
Jako człowiek nie ma szans uciec przed tym całym „mate”, które oni uparcie każą jej przyjąć. Chyba że… postanowi zaufać wampirowi trzymanemu w lochu pod siedzibą watahy. Z jego pomocą na pewno uda im się wyrwać — i obojgu wymknąć się losowi bycia więźniami Watahy Błękitnego Księżyca.
Rozdział 1
BEATRICE
Nowe doświadczenia podobno miały wychodzić człowiekowi na dobre, ale Beatrice miała poważne wątpliwości, czy da się to w ogóle zastosować do jej aktualnej sytuacji.
Wszystko zaczęło się od tego, że ktoś capnął ją z ulicy i wepchnął do czekającego samochodu. Jak to się skończy, to wróż z fusów, ale patrząc na to, jak się sprawy układały, Beatrice nie miała złudzeń — raczej nie będzie to po jej myśli.
Dwóch facetów, którzy ją zgarnęli, było wielkich, ponad metr osiemdziesiąt, barczystych — napakowanych mięśniami i testosteronem w takiej ilości, że aż im musiały się kurczyć jaja do rozmiaru grochu. Beatrice rozważyła, czy nie palnąć tego na głos, ale uznała, że szkoda zachodu.
Rzucili ją na tył, a sami rozparli się z przodu. Pasowało jej to; miała więcej miejsca, żeby kombinować.
Przesuwając się po tylnej kanapie tak, by znaleźć się za kierowcą, Beatrice wychyliła się do przodu, wsunęła ręce po obu stronach fotela i złapała pas bezpieczeństwa, który miał zapięty kierowca. Gdy już trzymała go pewnie, zaparła kolana o oparcie i odchyliła się w tył. Pas zsunął się na miejsce w poprzek jego gardła, wrzynając się w jej palce, kiedy dociskała z całej siły, jaką była w stanie wykrzesać.
— Co jest, kurwa… — zaklął facet na miejscu pasażera, odwracając się w pół i jednym ruchem nadgarstka pacnął Beatrice w ramię.
Ból był ostry jak nóż. Puściła pas i runęła z powrotem na kanapę, wbijając wzrok w tego, który ją uderzył. „Co jest, kurwa” — no właśnie. Ledwie przyłożył, a ona już wiedziała, że przez kilka dni będzie ją to ramię boleć od jednego, głupiego ciosu.
Kierowca zakaszlał kilka razy, masując szyję.
— Cholera. Tego się nie spodziewałem. — Spojrzał w lusterko wsteczne, piorunując ją wzrokiem, gdy dźwignęła się z powrotem. — Mówił, żeby jej nie zrobić krzywdy, ale jeśli spróbuje jeszcze raz…
— Jeszcze nie skończyłam — mruknęła, wciskając się między dwa przednie fotele i chwytając kierownicę.
— A właśnie, że nie — warknął pasażer. Jego ogromna dłoń zacisnęła się na tym samym ramieniu, które przed chwilą uderzył. Beatrice zacisnęła zęby z bólu — uścisk miał jak imadło — i szarpnęła kierownicą. Usłyszała pisk opon, a siła skrętu, który wymusiła, rzuciła ją na fotel kierowcy.
— Do jasnej cholery! — wydarł się kierowca, odrywając jej ręce od kierownicy i walcząc, by odzyskać kontrolę nad autem. Klaksony wyły, gdy przecięli dwa pasy ruchu, a Beatrice poczuła satysfakcję. To dopiero początek. Dopiero się rozkręcała.
— Dość tego — oznajmił pasażer, łapiąc Beatrice za ramię po raz trzeci. Szarpała się, ale nie było mowy, żeby się wyrwać.
Patrzyła, jak wolną ręką otwiera schowek i wyciąga strzykawkę. Na jej widok zaczęła się wyrywać dwa razy mocniej.
— Nawet nie waż się zbliżać z tym do mnie! — wrzasnęła, wbijając paznokcie w jego przedramię. Jakby w ogóle nie czuł bólu, bo choć drapała i wbijała paznokcie ile sił, często aż do krwi, nawet nie drgnął.
Ukłucie w szyję było tylko początkiem. Zaraz potem poczuła nacisk, gdy wcisnął zawartość strzykawki w jej ciało. W kilka sekund świat zaczął się rozmywać, a on puścił jej ramię. Ostatnie, co zobaczyła, to jego zadowolona, bezczelna gęba — a potem wszystko zgasło.
—
Świadomość wracała skrawkami. Najpierw Beatrice czuła tylko kołysanie samochodu pod sobą, ale mózg szybko odpalił i przypomniał jej, co się stało. Ciało natomiast wciąż miała jak z waty, ciężkie i ociężałe, co nie zostawiało jej wielu opcji. Nie znaczyło to, że miała się poddać, ale musiała wymyślić coś innego niż desperacka ucieczka.
Mężczyźni nie odzywali się podczas jazdy, zostawiając Beatrice sam na sam z myślami. Udawała, że dalej jest odurzona; zaskoczenie było jej jedyną bronią przeciwko facetom dwa razy większym od niej. Niech myślą, że wciąż ją trzyma.
Gdy w końcu się zatrzymali, ociężałość w kończynach prawie całkiem zniknęła. To dało jej odrobinę nadziei. Mogli uznać, że nadal działa na nią to, co było w strzykawce, i przez to opuszczą gardę.
Drzwi u jej stóp się otworzyły i Beatrice wcale nie ucieszyła się na widok nowej twarzy. Był tak samo przypakowany jak tamte dwa dupki i równie wysoki. Czy wszyscy zamieszani w jej porwanie należeli do jakiejś sekty karków na koksie?
Nowy facet pochylił się, opierając dłoń o framugę, i zajrzał na nią z góry z zaciekawioną miną. „A więc to jest—” Nie zdążył dokończyć. Nie był w ogóle czujny, więc Beatrice zdołała wpakować mu stopę prosto w krocze, a potem dorzucić kopniaka w twarz. Poczuła, jak jego nos pęka pod jej butem, i kącik ust sam jej się uniósł. Nieważne, jak wielki jest facet — strzał w jaja i w nos zawsze wystarcza, żeby zaczął przewartościowywać swoje życiowe decyzje.
Zanim zdążyła zrobić cokolwiek więcej, drzwi przy jej głowie się otworzyły, a szorstkie ręce złapały ją i wyrzuciły z pojazdu prosto na trawę.
Uderzenie o ziemię wycisnęło z jej płuc powietrze, ale Beatrice szybko się pozbierała. Przeturlała się, desperacko próbując stanąć na nogi. Trzeci koleś — ten, któremu zdążyła przyłożyć dwa razy porządnie — wpadł na nią, po czym przygwoździł ją do ziemi. Jego twarz wykrzywiła się, jakby szczęka zaczęła mu się wydłużać. Nie, to nawet nie było „jakby” — ona naprawdę się wydłużała. Tam, gdzie jeszcze widziała skórę, zaczęła przebijać sierść, a mięśnie pod spodem nabrzmiały. Odgłos rozdzieranej tkaniny zmieszał się z warczeniem, które wydobyło się z jego gardła, gdy to coś, co się z nim działo, postępowało dalej.
Dłonie dociskające jej ramiona do ziemi przesunęły się i zmieniły w wielkie łapy, z pazurami, które wyglądały, jakby bez problemu mogły rozerwać Beatrice na pół.
Nie była w stanie się ruszyć. Jej ciało zesztywniało jak zabetonowane, kiedy ten mężczyzna przeistaczał się w ogromnego, przerażającego wilka. Sierść miał ciemnobrązową, w tym samym kolorze co wcześniej włosy, ale oczy… oczy zmieniły się z brązowych w przenikliwie złote, przez które Beatrice nagle zaczęła żałować swoich wcześniejszych popisów.
Ten wilkołak… człowiek — kurwa, to był wilkołak? Wilkołaki naprawdę istnieją? — wyszczerzył zęby, długie i grube jak jej kciuk, i docisnął na jej ramiona jeszcze większy ciężar.
Ktoś przykucnął przy jej głowie, ale Beatrice nie potrafiła oderwać wzroku od bestii, która trzymała ją w miejscu, przerażona, że pożre ją, jeśli choćby mrugnie. „Walcz dalej, a pozwolę mu zrobić z tobą, co będzie chciał — mam gdzieś, czyją jesteś partnerką,” powiedział kierowca, nachylając się bardzo blisko. „Jasne?”
„T-tak,” wydusiła jakimś cudem, nie ośmielając się kiwnąć głową.
„Powiedz to.”
„J-ja… r-rozumiem,” wyszeptała.
„Grzeczna dziewczynka,” oznajmił, a ją prawie skręciło od protekcjonalnego tonu w jego głosie. „Wystarczy, Tobias. Puść ją.”
Wilkołak odwrócił łeb od Beatrice i wbił spojrzenie w kierowcę. Bestia parsknęła, po czym cofnęła się.
„Wstawaj,” rozkazał kierowca, ale ciało Beatrice wciąż było jak sparaliżowane, a mózg próbował ogarnąć, co właśnie zobaczyła.
„Wilkołak?” pisnęła, przenosząc wzrok na kierowcę, który wyglądał na wkurzonego, że nie robi, co jej kazano.
„No już,” burknął, łapiąc ją za ramię i stawiając na nogi niemal siłą. „Do środka.”
Beatrice podniosła wzrok na stary, ale zadbany dwór, w stronę którego ją prowadzono. Bluszcz zasłaniał sporą część ścian, wspinał się aż po dach na trzecim piętrze; bluszczu było od cholery.
„Rusz się,” warknął kierowca i popchnął ją, żeby zmusić ją do marszu.
Minęło kilka kroków, zanim jej ciało zrozumiało, że nie grozi jej już niebezpieczeństwo — przynajmniej na razie — i puściło na tyle, by mogła iść normalnie.
W środku skręcili kilka razy w korytarzach, aż zatrzymali się przed ozdobnymi drzwiami. Były grube i ciężkie, z litego drewna, z metalem wtopionym w powierzchnię; ten kark-kierowca musiał się nieźle zaprzeć, żeby je otworzyć, takie były ciężkie. Beatrice zastanowiła się, po co komu aż tak ładne drzwi — zwłaszcza kiedy zobaczyła, co jest za nimi.
Ukazały się schody prowadzące w dół i poczuła, jak serce opada jej odrobinę. Wszystkie horrory i thrillery, jakie kiedykolwiek oglądała, przemknęły jej przed oczami, kiedy dostała kolejne pchnięcie. „Wyluzuj,” mruknęła do niecierpliwego dupka, przechodząc przez próg.
Strach przyspieszał jej tętno, ale jeszcze bardziej kipiała w niej złość, czająca się tuż pod skórą jak rozgrzane żelazo. Beatrice była wkurzona. Dopilnuje, żeby pożałowali, że w ogóle ją tknęli — nieważne, co będzie musiała zrobić.
Ostatnie Rozdziały
#148 Rozdział 148 Wybór należy do Ciebie
Ostatnia Aktualizacja: 7/8/2026#147 Rozdział 147 Najgorsza pizza jest właściwie najlepsza
Ostatnia Aktualizacja: 7/8/2026#146 Rozdział 146 Nie oszczędzaj dokuczania
Ostatnia Aktualizacja: 7/8/2026#145 Rozdział 145 Nadmierne myślenie nie jest niczyim przyjacielem
Ostatnia Aktualizacja: 7/8/2026#144 Rozdział 144 Dlaczego randkowanie jest tak skomplikowane?
Ostatnia Aktualizacja: 7/8/2026#143 Rozdział 143 Idealny taki, jaki jesteś
Ostatnia Aktualizacja: 7/8/2026#142 Rozdział 142 To będzie moje
Ostatnia Aktualizacja: 7/8/2026#141 Rozdział 141 Niektóre rozmowy nie są łatwe
Ostatnia Aktualizacja: 7/8/2026#140 Rozdział 140 Nie można odpuścić
Ostatnia Aktualizacja: 7/8/2026#139 Rozdział 139 Po prostu nazwij to gotowym
Ostatnia Aktualizacja: 7/8/2026
Może Ci się spodobać 😍
Miłość mojego oprawcy
Teraz, kiedy ogłosił, że jestem jego, otwiera mi oczy na mrok we mnie, zamieniając wszystko, co kiedykolwiek znałam, w przeszłość i pomagając mi zaakceptować moją nową rolę w jego życiu. A to z kolei odblokowuje we mnie coś, co zmieni wszystko. Gdy na powierzchnię wyjdzie moja prawdziwa ja, czy będzie w stanie poradzić sobie z następstwami swoich wyborów?
CEO Nad Moim Biurkiem
„Wiem, że tak.”
„A co, jeśli nie chce takiej ochrony?”
„Będzie chciała” — odpowiadam, a mój głos nieznacznie cichnie. „Bo potrzebuje faceta, który potrafi dać jej cały świat.”
„A jeśli świat stanie w ogniu?”
Moja dłoń odruchowo zaciska się mocniej na talii Violet.
„To zbuduję jej nowy” — mówię. „Nawet jeśli będę musiał sam spalić ten stary do gołej ziemi.”
Nie pracuję dla Rowana Ashcrofta.
Pracuję pod nim.
Z mojego biurka decyduję, kto dostaje przepustkę do najbardziej bezwzględnego prezesa w mieście, a kto nawet nie przechodzi przez recepcję i odbija się od ochrony jak od ściany. Ogarniając wszystko, trzymam w ryzach jego kalendarz, jego milczenie i jego wrogów. Pilnuję, żeby jego świat chodził jak w zegarku, podczas gdy mój po cichu się sypie: zaległe rachunki piętrzą się na kuchennym blacie, matka jest zamknięta na odwyku, a brat zniknął bez słowa, nawet bez głupiego „trzymaj się”.
Rowan Ashcroft to władza opakowana w idealnie skrojony garnitur.
Zimny. Nietykalny. Bez litości.
On nie flirtuje. On się nie uśmiecha. On nie widzi ludzi — tylko ich przydatność.
I przez długi czas ja też byłam po prostu przydatna.
Aż zaczął się przyglądać.
Na początku ta zmiana w jego uwadze jest ledwie zauważalna. Pauza o sekundę za długa. Spojrzenie, które zostaje. Polecenia, które zamiast odsuwać mnie na bok, ściągają coraz bliżej. Mężczyzna stojący nad moim biurkiem zaczyna kontrolować coś więcej niż mój grafik — i dociera do mnie za późno, że bycie zauważoną przez Rowana Ashcrofta jest o wiele bardziej niebezpieczne niż bycie ignorowaną.
Bo tacy faceci nie łakną czułości.
Oni łakną posiadania.
To miała być praca.
Nie sprawdzian moich granic.
Nie powolne, metodyczne osuwanie się w jego władzę.
Ale jeśli Rowan Ashcroft uzna, że moje miejsce jest pod jego biurkiem, to trudno.
Przetrwanie ma swoją cenę, a rachunki mają to gdzieś, jak je opłacę.
Alfa i Wynajęta Luna
Dziewczyna z małego miasteczka, Apple, dorastała wiedząc, że wilkołaki i inne nadprzyrodzone istoty są niebezpieczne. Gdy opuszcza swoją przemocową rodzinę, by przeprowadzić się do Crescent City, największego nadprzyrodzonego miasta na Zachodzie, miejsca, gdzie potwory mieszają się ze zwykłą ludnością, słaba ludzka istota taka jak ona jest łatwym łupem. Podczas pełnego przygód poszukiwania pracy, los sprawia, że Apple nieświadomie trafia do Sterling Incorporated, największej watahy wilkołaków na Zachodnim Wybrzeżu. Mając nadzieję na staż lub pracę na poziomie podstawowym, zostaje błędnie uznana za nową Wynajętą Lunę Alfa, tymczasową kontraktową Lunę, która ma spełniać wszystkie jego potrzeby.
Problem polega na tym, że ona nie jest jego kontraktową Luną! Ona nawet nie jest wilkołakiem!
Ale Sylvester Sterling nie przejmuje się tym. Zdecydował, że tylko Apple może wykonać tę pracę - i zrobi wszystko, aby ją przekonać.
Czy Apple ulegnie uwodzicielskim sztuczkom Alfa? Czy też dziewczyna z małego miasteczka okaże się jego największym wyzwaniem?
Związana Kontraktem z Alfą
William — mój niesamowicie przystojny, bogaty narzeczony wilkołak, przeznaczony na Deltę — miał być mój na zawsze. Po pięciu latach razem, byłam gotowa stanąć na ślubnym kobiercu i odebrać swoje szczęśliwe zakończenie.
Zamiast tego, znalazłam go z nią. I ich synem.
Zdradzona, bez pracy i tonąca w rachunkach za leczenie mojego ojca, osiągnęłam dno głębiej, niż kiedykolwiek mogłam sobie wyobrazić. Kiedy myślałam, że straciłam wszystko, zbawienie przyszło w formie najbardziej niebezpiecznego mężczyzny, jakiego kiedykolwiek spotkałam.
Damien Sterling — przyszły Alfa Srebrnego Księżycowego Cienia i bezwzględny CEO Sterling Group — przesunął kontrakt po biurku z drapieżną gracją.
„Podpisz to, mała łani, a dam ci wszystko, czego pragnie twoje serce. Bogactwo. Władzę. Zemstę. Ale zrozum to — w chwili, gdy przyłożysz pióro do papieru, stajesz się moja. Ciałem, duszą i wszystkim pomiędzy.”
Powinnam była uciec. Zamiast tego, podpisałam swoje imię i przypieczętowałam swój los.
Teraz należę do Alfy. I on pokaże mi, jak dzika może być miłość.
Zakochana w bracie mojego chłopaka z marynarki
"Co jest ze mną nie tak?
Dlaczego jego obecność sprawia, że czuję się jakby moja skóra była zbyt ciasna, jakbym nosiła sweter o dwa rozmiary za mały?
To tylko nowość, mówię sobie stanowczo.
To tylko nieznajomość kogoś nowego w przestrzeni, która zawsze była bezpieczna.
Przyzwyczaję się.
Muszę.
To brat mojego chłopaka.
To rodzina Tylera.
Nie pozwolę, żeby jedno zimne spojrzenie to zniszczyło.
**
Jako baletnica, moje życie wygląda idealnie—stypendium, główna rola, słodki chłopak Tyler. Aż do momentu, gdy Tyler pokazuje swoje prawdziwe oblicze, a jego starszy brat, Asher, wraca do domu.
Asher to weteran Marynarki z bliznami po bitwach i zerową cierpliwością. Nazywa mnie "księżniczką" jakby to była obelga. Nie mogę go znieść.
Kiedy kontuzja kostki zmusza mnie do rekonwalescencji w domku nad jeziorem rodziny Tylera, utknęłam z obydwoma braćmi. Co zaczyna się jako wzajemna nienawiść, powoli przeradza się w coś zakazanego.
Zakochuję się w bracie mojego chłopaka.
**
Nienawidzę dziewczyn takich jak ona.
Rozpieszczonych.
Delikatnych.
A jednak—
Jednak.
Obraz jej stojącej w drzwiach, ściskającej sweter mocniej wokół wąskich ramion, próbującej uśmiechać się przez niezręczność, nie opuszcza mnie.
Ani wspomnienie Tylera. Zostawiającego ją tutaj bez chwili zastanowienia.
Nie powinno mnie to obchodzić.
Nie obchodzi mnie to.
To nie mój problem, że Tyler jest idiotą.
To nie moja sprawa, jeśli jakaś rozpieszczona mała księżniczka musi wracać do domu po ciemku.
Nie jestem tu, żeby kogokolwiek ratować.
Szczególnie nie jej.
Szczególnie nie kogoś takiego jak ona.
Ona nie jest moim problemem.
I do diabła, upewnię się, że nigdy nim nie będzie.
Ale kiedy moje oczy padły na jej usta, chciałem, żeby była moja.
Syreny Mafii
Vernon zamarł, kuszące uczucie niespodziewanego pocałunku Nixxona odbierało mu mowę.
„Pocałunek...” wyszeptał, bez tchu.
„Dobrze się czuję, kiedy cię całuję, Vernon,” wyszeptał Nixxon i... pocałował go ponownie.
Nixxon uciekł ze swojego podwodnego królestwa, desperacko pragnąc zerwać wszelkie więzi z oceanem. Ale ludzki świat nie był tą wolnością, jaką sobie wyobrażał... to była inna forma klatki. Schwytany przez Vernona, bezwzględnego szefa mafii, który wziął go za szpiega lub broń, Nixxon szybko zrozumiał, że jego przetrwanie zależy od tego, jak dobrze potrafi udawać i jak szybko może się uczyć.
Na początku Vernon widział w Nixxonie jedynie zagrożenie... dziwnego mężczyznę bez przeszłości, bez dokumentów, z nienaturalnym sposobem poruszania się. Ale im więcej go przesłuchiwał, tym bardziej frustrująco nieodparty stawał się Nixxon. Był zarówno naiwny, jak i bystry, buntowniczy, ale dziwnie zafascynowany ludzkim życiem. A co najgorsze, patrzył na Vernona, jakby był kimś, kogo warto poznać.
Zmuszony do trzymania Nixxona blisko, Vernon staje się jego niechętnym przewodnikiem po ludzkim świecie... ludzką encyklopedią; odpowiadając na niewinne, lecz niebezpieczne pytania. Co to jest głód? Dlaczego ludzie kłamią? Co to znaczy kochać?
Ale kiedy Vernon w końcu odkrywa prawdę o Nixxonie... kim jest, czym jest... stoi przed wyborem: uwolnić człowieka, którego kiedyś uważał za wroga... albo zakuć go w jeszcze ściślejsze kajdany, zanim zostanie mu odebrany.
Bo coś mu mówi, że Nixxon nie uciekał tylko przed oceanem. Coś gorszego nadchodzi po niego.
A Vernon nie wie, czy chce uratować Nixxona... czy zatrzymać go na zawsze.
Śmierć przez Oddychanie
Samice są zawłaszczane. Kontrolowane. Rozmnażane.
Alex przysięgła, że umrze, zanim stanie się czyjąkolwiek własnością.
Zaciekle niezależna i zdeterminowana, by uciec przed losem narzuconym kobietom takim jak ona, Alex przez lata przetrwała, nie rzucając się w oczy. Ale wszystko się zmienia, gdy potężni bracia Vandicoff — trzej bezwzględni władcy Alfa — odkrywają, że jest ich prawdziwą bratnią duszą.
W chwili, gdy ją sobie biorą, wybucha wojna.
Alex odmawia podporządkowania się ich więzi, ich władzy i niebezpiecznemu przyciąganiu między nimi. Walczy z każdym rozkazem, każdym dotykiem, każdym instynktem, który grozi, że ją pochłonie. Ale im bardziej się opiera, tym większą obsesję budzą w nich jej opór i upór.
To, co zaczyna się jako walka o kontrolę, wkrótce rozsyła fale uderzeniowe po całym świecie Alfów, zagrażając nawet samemu imperium Vandicoffów.
Czy Alex zdoła przetrwać z trzema zaborczymi Alfami, nie gubiąc po drodze samej siebie?
A może to jedyne, czego pragnie najbardziej — miłość — okaże się tym, co ją zniszczy?
To bardzo mroczny romans o wielu warstwach. To, co spotyka bohaterkę, jest przerażające, bez względu na to, jak mężczyźni w jej życiu próbują to nazwać. To, co ją spotyka, to przemoc seksualna — bez żadnych „ale” i „jeśli”. Nie romantyzuję tego; nazywam rzeczy po imieniu. Inne postacie, w tym mężczyźni, próbują przedstawić to inaczej, ale ona zawsze nazywa to tym, czym jest. W pierwszej połowie tej książki nie ma między głównymi bohaterami serduszek i kwiatków — mimo prób jej mężczyzn, by to zmienić — więc proszę, nie zakładaj, że to taki typ romansu. Alex jest twarda, ale przechodzi przez piekło i wychodzi z niego jako silniejsza kobieta. Jeśli potrafisz znieść ten mrok i wyjść z niego razem z nią, do nowego życia i szczęścia, na które zasługuje, przeczytaj jej historię.
Ostrzeżenie o treściach wrażliwych. To mroczny romans i zawiera sceny przemocy seksualnej przedstawione wprost na kartach książki. Występują w nim również porwanie, handel ludźmi oraz opisy tortur. Proszę mieć to na uwadze.
Wybrana przez Przeklętego Króla Alfa
„Ale ja przeżyję.”
Szeptałam to do księżyca, do łańcuchów, do siebie — aż w to uwierzyłam.
Mówią, że Król Alfa Maximus to potwór — zbyt wielki, zbyt brutalny, zbyt przeklęty. Jego łoże to wyrok śmierci, i żadna kobieta nigdy go nie opuściła żywa. Dlaczego więc wybrał mnie?
Grubą, niechcianą omegę. Tę, którą moja własna wataha oddała jak śmieci. Jedna noc z bezlitosnym Królem miała mnie zakończyć. Zamiast tego zrujnowała mnie. Teraz pragnę mężczyzny, który bierze bez litości. Jego dotyk pali. Jego głos rozkazuje. Jego ciało niszczy. A ja wciąż wracam po więcej. Ale Maximus nie zna miłości. Nie zna towarzyszy. Bierze. Posiada. I nigdy nie zostaje.
„Zanim moja bestia pochłonie mnie całkowicie — potrzebuję syna, który przejmie tron.”
Niestety dla niego... nie jestem słabą, żałosną dziewczyną, którą wyrzucili. Jestem czymś o wiele bardziej niebezpiecznym — jedyną kobietą, która może złamać jego klątwę... albo zniszczyć jego królestwo.
Po Jednej Nocy z Alfą
Myślałam, że czekam na miłość. Zamiast tego, zostałam zgwałcona przez bestię.
Mój świat miał rozkwitnąć podczas Festiwalu Pełni Księżyca w Moonshade Bay – szampan buzujący w moich żyłach, zarezerwowany pokój hotelowy dla mnie i Jasona, abyśmy wreszcie przekroczyli tę granicę po dwóch latach. Wślizgnęłam się w koronkową bieliznę, zostawiłam drzwi otwarte i położyłam się na łóżku, serce waliło z nerwowego podniecenia.
Ale mężczyzna, który wszedł do mojego łóżka, nie był Jasonem.
W ciemnym pokoju, zanurzona w duszącym, pikantnym zapachu, który sprawiał, że kręciło mi się w głowie, poczułam ręce – pilne, gorące – palące moją skórę. Jego gruby, pulsujący członek przycisnął się do mojej mokrej cipki, a zanim zdążyłam jęknąć, wbił się mocno, brutalnie rozdzierając moją niewinność. Ból palił, moje ściany zaciskały się, gdy drapałam jego żelazne ramiona, tłumiąc szlochy. Mokre, śliskie dźwięki odbijały się echem z każdym brutalnym ruchem, jego ciało nieustępliwe, aż zadrżał, wylewając się gorąco i głęboko we mnie.
"To było niesamowite, Jason," udało mi się powiedzieć.
"Kto do cholery jest Jason?"
Moja krew zamarzła. Światło przecięło jego twarz – Brad Rayne, Alfa Stada Moonshade, wilkołak, nie mój chłopak. Przerażenie dławiło mnie, gdy zdałam sobie sprawę, co zrobiłam.
Uciekłam, ratując swoje życie!
Ale kilka tygodni później, obudziłam się w ciąży z jego dziedzicem!
Mówią, że moje heterochromatyczne oczy oznaczają mnie jako rzadką prawdziwą partnerkę. Ale nie jestem wilkiem. Jestem tylko Elle, nikim z ludzkiej dzielnicy, teraz uwięzioną w świecie Brada.
Zimne spojrzenie Brada przygniata mnie: „Noszisz moje dziecko. Jesteś moja.”
Nie mam innego wyboru, muszę wybrać tę klatkę. Moje ciało również mnie zdradza, pragnąc bestii, która mnie zrujnowała.
OSTRZEŻENIE: Tylko dla dojrzałych czytelników
POŚLUBIONA WŁADCY PRZESTĘPCZEGO ŚWIATA
Po kolejnych nieudanych próbach swatania mama zagroziła, że odetnie mnie od funduszu powierniczego, który zostawił mi ojciec. Trzy dni przed moimi dwudziestymi ósmymi urodzinami poszłam na charytatywną galę,
Zdesperowana i podlana szampanem podeszłam do najbardziej onieśmielającego faceta na całym balu dobroczynnym. Był lodowaty, arogancki i patrzył na mnie tak, jakbym była kawałkiem mięsa. Miałam to gdzieś. Wcisnęłam mu swoją wizytówkę, a ręka drżała mi jak osika.
Nie wziął jej. Zamiast tego ruszył za mną na balkon. „Nie przyszłaś tu w interesach, Talia” — wyszeptał, a jego głos był ciemny, lepki i kuszący. „Przyszłaś po to, żeby ktoś cię wziął”.
Zanim noc dobiegła końca, byłam w jego łóżku. Naga, spełniona i senna. Powiedziałam mu, że chcę za niego wyjść. Powiedział „tak” i zgodził się ożenić ze mną natychmiast. Zasnęłam, nie zdając sobie sprawy, że właśnie oświadczyłam się najpotężniejszemu bankierowi w Nowym Jorku.
Powinnam była uciekać. Nie wiedziałam, że to Alexander Cielo Morgan — najbardziej bezwzględny bankier w Nowym Jorku. Nie wiedziałam, że jedna noc z nim będzie mnie kosztować wolność na zawsze. Ale było już za późno, żeby się wycofać. Utknęłam w małżeństwie z nim. I odkryłam, że utrata stu milionów dolarów z funduszu powierniczego jest o niebo lepsza niż oddanie swojego życia Alexandrowi Cielo.
Desperackie Pościgi Prezesa
Myślałam, że Seth jest moim światem, ale jego zdrady zniszczyły trzy lata oddania.
Miałam dość. Rozwód, bez oglądania się za siebie. Wtedy on spanikował. Zaczął mnie ścigać, nie chciał odpuścić.
Więc kim dla ciebie jestem, Seth? Nie chciałeś mnie, kiedy cię kochałam. Teraz, kiedy już mi przeszło, nie dasz mi spokoju?
Za późno.
Tym Razem To On Ściga Mnie Całym Sercem
Na korytarzu przed salą balową podeszła do niego, gdy palił przy drzwiach, chcąc chociaż spróbować się wytłumaczyć.
– Nadal jesteś na mnie zły?
Strzepnął papierosa, odrzucił niedopałek i spojrzał na nią z jawną pogardą.
– Zły? Myślisz, że jestem zły? Zgadnę – Maya wreszcie się dowiaduje, kim jestem, i nagle ma ochotę „odnowić kontakt”. Kolejna szansa, odkąd wie, że moje nazwisko oznacza pieniądze.
Kiedy próbowała zaprzeczyć, wszedł jej w słowo.
– Byłaś epizodem. Przypisem na dole strony. Gdybyś się tu dzisiaj nie pojawiła, nawet bym o tobie nie pamiętał.
Łzy zapiekły ją pod powiekami. Prawie powiedziała mu o jego córce, ale się powstrzymała. Uznałby tylko, że próbuje go wrobić, złapać go na dziecko i dobrać się do jego kasy.
Maya przełknęła wszystko razem z łzami i odeszła, święcie przekonana, że ich drogi już nigdy się nie przetną – a jednak on zaczął pojawiać się w jej życiu raz za razem, aż w końcu to on musiał się przed nią schylić, pokornie błagając, by dała mu jeszcze jedną szansę.












